Wróciłam z młodą od pediatry-alergologa. Diagnoza - zapalenie płuc. Zdarza się i owszem. Wszystko znośnie gdyby nie fakt, że kilka godzin wcześniej dzieciak był osłuchiwany przez rodzimą pediatrę - mega kaszel, gorączka, ogólne osłabienie niespotykane u niej wcześniej przy podobnych infekcjach. Stwierdzono lekkie furczenie na oskrzelach, zapisano leki przeciwkaszlowe, wysłano do domu. Musiałam skoczyć do innego pediatry (alergologa) po zaśw., że młoda od czasu do czasu ląduje na lekach wziewnych gdy już nic nie pomaga. Akurat dzisiaj zwolnił się termin (dzięki Bogu). Pomyślałam, że nawet dobrze nam pasuje, młodą właśnie ten lekarz obejrzy. I co? I osłuchiwał kilka minut, po czym zlecił rtg klatki piersiowej i okazało się, że mała ma zapalenie płuc. Szlag mnie trafił.

Pocieszające jest to, że nie spędzimy Świąt w szpitalu tylko w domu.