madau
02.02.14, 10:20
hej wszystkim,
jak juz pisalam zostalam przymusowo zabrana do szpitala przy Monachium. W drodze do Polski mialam tam przesiadke i dostalam groznego ataku epilepsii w zonie dla palaczy. Nie pamietam nic tylko jakas szyne utwardzajaca szyje, nie wiem co mowilam bo potem na nowo stracilam przytomnosc i bylam w innym swiecie przez dwa dni wiec mnie przywiezli, z postawiona diagnoza F25 (hmmm, chyba teraz bardziej TU pasuje, na to forum) do pobliskiego psychiatryka.
Kochanie wierzcie mi. Nie wiem jak wygladaja psychiatryki w Polsce a tym bardziej w Niemczech. Nie chce generalizowac i pisze bardzo subiektywnie bo ja trafilam do azylu.
Jeden korytarz, wielkie sale, brudne, odrapane, w nich do 4 osob. Wszystko pomieszane: socjopacji, psychopaci, byli wiezniowie. Smrod wszedzie - jedna lazienka, wciaz zajeta.
Lecz najgorsze bylo przebudzenie:
Wyobrazie sobie, budze sie w paskowanej bialo-niebieskiej poscieli, za oknem mgla i gole drzewa a posrod nich kilka malych domkow z czerwonej cegly ( bo szpilal to byl caly kompleks dla roznorakich chorob, nie tylko psychicznych).
Przerazenie calkowite, zwlaszcza ze ktos wrzeszczal po niemiecku. Pierwsze skojarzenie: oboz. Cofniecie sie w czasie. ostra psychoza ze jestem moja SP babcia, wiezniarka w Oswiecimiu.
takiej jazdy, jak dawno nie mialam. Siusiu mi sie tak chcialo ze musialam udac sie do lazienki. A tam naskoczyli na mnie pacjenci. Gdy powiedzialam ze jestem z Polski,jeden lysy olbrzym przystawil mi palce do skroni i rzekl "juz Cie nie ma". Pielegniarze zainterweniowali. Odtad mowilam tylko po francusku.
Mialam jednak male szczescie gdyz spotkalam bylego wieznia, Kena, ktory nauczyl sie francuskiego na ulicy a potem w paryskim wiezieniu. Nie wiem co zrobil - ale stanal w mojej obronie i nie pozwalam innym mnie ruszac czy krzyczec na mnie. Dzieki niemu zaczelam powoli wychodzic z psychozy.
A potem podali mi lit - no i dostalam obrzeku quinckiego jak po haloperidolu.
Zmniejszyli kwetiapine wiec chodzilam jak zombi. Do palarni i z powrotem do pokoju o paskowanej poscieli. Palarnia byla wielka, straszliwie brudna i cuchnaca. Nie bylo dnia by ktos tam nie zostawil kalu, takie rzeczy zdarzaly sie rowniez na koryatrzu i to kilka razy dziennie. Pilam tylko zamknieta szczelnie w nowej butelce wode - bo do otwartych sikali. Darli sie i spiewali neonazistowskie piosenki.
Nie chceili mnie wypuscic, a ze mialam komorke to blagalam mojego psychiatre z Menton zeby wyslal stosowne pismoo. Pomogl. Niestety, prawdopodobnie bede miala zakaz latania samolotami bez przewodnika. Jakis koszmar.
Nie podaje nazwy kliniki bo pisze subiektywnie: byc moze w Niemczech, w innych miastach szpitale sa takie jak w Monako, na pewno, tylko byc moze ja zle trafilam. Jeszcze we mnie tkwi to pieklo - wiec musialam sie wypiasac - juz lepiej...
Dzieki jak ktos dobrnie do konca tych moich wypocin.