dzedlajga
20.12.14, 11:53
Może termin wydaje się nienajszczęśliwszy na rozpoczynanie diety ale to nie do końca jest dieta. Poszukując tematów okołoodchudzaniowych trafiłam na pewien blog i mnie olśniło. Ja po prostu jem za mało. Już dwa dni wcześniej moja rodzinna to zasugerowała, a problem zaczyna się robić naprawdę poważny bo waga nieubłaganie zbliża się do 3 cyfrowej. Policzyłam swoje kalorie i wyszło mi ok. 1500 dziennie. Tyle, że mam świadomość, że zawartość tej diety nie jest prawidłowa (zdecydowanie za dużo nabiału), ale na początek to akurat trudno mi będzie zmienić. Za to zaczynam wcinać warzywa. Wczoraj wypiłam koktajl z banana, grapefruita, pół awokado i natki + otręby pszenne. Banan niby tuczy, ale ponoć otręby mają temu zapobiec a działa silnie odkwaszająco, co przy ilości nabiału którą w siebie ładuję wydaje się dobrym wyborem. To moja własna mieszanka, bo Magda sugeruje albo z kefirem, albo podobny z sokiem, ale już więcej nabiału nie chcę a sok... szkoda mi tej reszty, bo wiem, że szczególnie ta gorzka skórka jest bardzo dobra przy odchudzaniu, poza tym błonnik itp.
I tak do swojego menu zamierzam wprowadzić obowiązkowo co najmniej jeden taki koktajl lub inną surówkę.
Trzymajcie kciuki. Nie spodziewam się szybkich rezultatów (daję sobie co najmniej 1,5 roku), ale też mam nadzieję, że efekty będą trwałe, bo z koktajli już nie zrezygnuję. Dotąd latem zdarzało mi się pijać takie koktajle ale po pierwsze z jakimś jogurtem lub kefirem i jak przychodziły chłody zastępowałam je czymś konkretnym. Nie przyszło mi do głowy, żeby je pijać nadal no i sama jakoś bym nie wpadła, że zamiast wkładu mlecznego można dodać np pomarańczę lub grapefruita.
Do tego zrobiłam TSH i zwiększyłam trochę hormon i jakoś tak nagle się przebudziłam i mam więcej energii, bo ostatnio znów zapadałam w sen