Dodaj do ulubionych

On, ja i CHAD

09.10.15, 11:11
Witajcie,
Długo zbierałam się, żeby napisać, być może wyrzucić frustrację,może potrzebuję porady i wsparcia.
Piszę tutaj pierwszy raz, choć przyznam, że kiedyś korzystałam z forum afektywnych, niestety jest ono zablokowane.
Przez kilka lat byłam w związku z osobą, u której stwierdzono CHAD i osobowość pograniczną.Te lata pamiętam jak przez mgłę, powoli je wymazuję, staram się zapomnieć.
Był to związek tak toksyczny, że kosztował mnie załamanie nerwowe.On wciąż we mnie tkwi, nie potrafię zapomnieć. Chciałam mu pomóc, teraz widzę jak byłam naiwna. Nigdy nie chciał się leczyć, nigdy nie przyjął do wiadomości, że jest zaburzony i chory. Miał 2 próby samobójcze,3 razy był hospitalizowany. Po ostatniej próbie spędził w szpitalu 8 miesięcy. Jest nieobliczalny, agresywny, wyobcowany. Nigdy nie powiedział mi, że mnie kocha. Całkowicie zamknięty w swoim dziwnym świecie, nigdy nie zwierzył mi się, nigdy szczerze nie porozmawiał. Każdą próbę otworzenia go traktował jak atak.Uciekał. Jednoczesnie był bardzo namiętny, czuły, ale tylko podczas seksu. Jego świat krecił się wokół ciała, automatycznie mój też. Byliśmy oboje uzależnieni od seksu, a ja dodatkowo uzależniona od niego. wydawało mi się, że w końcu do niego dotrę, otworzę.Wierzyłam ,że kochając tak bardzo uda mi się go uratować przed nim samym.
Próbowaliśmy go leczyc- ja, jego rodzina, przyjaciele, którzy w końcu się wykruszyli.
Każdą terapię przerywał, zawsze odstawiał leki twierdząc, że mu szkodzą i odbierają wolność. W szpitalu był agresywny. Stosowano wobec niego leczenie przymusowe, był unieruchamiany i faszerowany lekami.Był zrozpaczony, obiecywał, że zrobi wszystko, byle bysmy go stamtąd zabrali. Kiedy go wypuścili, przez jakiś czas próbował się leczyć, a może udawał, później wszystko wróciło do jego "normy", czyli jazda bez trzymanki.Nikt nie jest w stanie mu przemówić do rozumu, do tego stopnia, że zastanawiam się czy on wogóle ma rozum, a jeśli ma to gdzie.Wg niego cały świat jest przeciwko niemu, a on musi cały czas się bronić przed wszystkimi, wciąz podkreśla swoją wolność i od wszystkich odgradza murem.
Czemu piszę? Bo wezbrał we mnie żal, gdy dowiedziałam się (od rodziny,cały czas mamy kontakt), że zarejestrował się na jednym z forów dla zaburzonych.Wypisuje tam miedzy innymi rzeczy obelżywe pod moim adresem. Nie czytałam tego i nie chcę czytać, znam tylko relację i widziałam jakieś fragmenty. Nie będę się tam rejestrowac, za dużo nerwów mnie to kosztuje, ale nie potrafię sobie poradzić z bólem, z tym że zostałam oszukana, że on tak źle mnie mysli.
To egoistyczne, ale nie potrafię pogodzic się z tym, że okazało się, że on potrafi komunikowac się z ludźmi, zwierzyć, czego nigdy nie robił wobec nikogo, w szczególności wobec mnie. Oczywiście nie przyznał się tam, co nawywijał,ci ludzie pewnie nie mają świadomości.Jestem wściekła. Mam ochotę go zdemaskować, wyrzucić wszystko,żeby poczuł ból i wstyd. to jest niskie, mam tego świadomość. ale ja też jestem tylko człowiekiem.Irytuje mnie, że jemu zawsze wszystko uchodzi na sucho, zawsze tak było. Jak narozrabiał, ja go broniłam, jak cos zniszczył albo przegiął, tylko go to smieszyło. Przez to odsunęłam się od wielu znajomych. On zawsze niemiły, arogancki, gdzie się nie pojawił narobił wstydu.Nikt go nie lubił.
Ale on mści sie na mnie. Za co? że go zostawiłam? Przecież się tym nie przejął, wykopał mnie ze swego życia, dając do zrozumienia że przez te lata byłam tylko zabawką w jego łóżku. Sama nie wiem co mnie bardziej boli, to że przedstawia zafaszwana rzeczywistość, czy to, że nie mogę się pogodzić z faktem że on NAPRAWDĘ tak czuje, tak mnie odbiera.

Proszę o kubeł zimnej wody, cokolwiek. Zostawic to, drążyć? Jak się z tym pogodzić, że te wszystkie lata- jakby ich nie było.Wejśc na ten portal i się z nim rozprawić? (trochę dziecinne, ale może z nim trzeba jak z dzieckiem, którym ciągle jest), żeby się choć raz poczuł odpowiedzialny za to co robi.

Przepraszam, rozpisałam się.
Obserwuj wątek
    • dzedlajga Re: On, ja i CHAD 09.10.15, 11:54
      Na razie mam czasu wiec napiszę tylko - zostawić. Wieczorem napiszę więcej
    • t_akaja Re: On, ja i CHAD 09.10.15, 20:31
      Uwolnić się od tego i żyć dalej. Zapomnieć i cieszyć się, że nie związały was dzieci. Ta choroba się pogłębia z wiekiem.
    • 39.a Re: On, ja i CHAD 10.10.15, 01:02
      Napisać do moderujących tamto forum z prośbą o pomoc. Nawet jeśli oleją - masz poczucie, że coś zrobiłaś.
      Dopóki nie pisze tam o Tobie imiennie - niech sobie maże. Możesz mieć satysfakcje, że "bolisz" go, skoro
      pisze. I jeszcze taka jedna refleksja mi nasunęła. Mężczyźni w tak oddany sposób, pełen wyrozumiałości nie kochają. Chyba, że to jest Andy Garcia w "Kiedy mężczyzna kocha kobietę'.

      Obawy, że on się się nie zmieni, a więc odetchnij i idź dalej.
    • dzedlajga Re: On, ja i CHAD 10.10.15, 17:08
      Obiecałam i piszę.

      Po pierwsze, piszesz że z nim zerwałaś a tak naprawdę cały czas żyjesz jego życiem i jego manipulacjami. Wiesz co robi, jak się czuje, gdzie i co pisze o Tobie. Przyznaj sama przed sobą do czego Ci ta wiedza? Jeśli chcesz zamknąć rozdział swojego życia pt. pan X to powinnaś zerwać wszystkie znajomości w jakikolwiek sposób łączące Cię z nim. Mam koleżankę, która zrywając kontakt z rodziną musiała też zerwać kontakt z najlepszą przyjaciółką, gdyż ta nadal chciała utrzymywać kontakty z jej matką. Jeśli zrywać to naprawdę. Teraz tylko oszukujesz sama siebie.

      Dlaczego on to wszystko wypisuje? Po pierwsze zapewne jest wściekły, że stracił swoją marionetkę, którą mógł manipulować jak tylko miał ochotę. No a po drugie przecież on świetnie wie, że kontaktujesz się z jego rodziną, więc po części liczy też na to, że jakoś zareagujesz na to, co on robi, czyli że znów wciągnie Cię do swojej gry i nawet jeśli nie wrócisz do niego, to jednak znów będziesz tańczyć tak jak on Ci zagra. Jeśli napiszesz coś na tamtym forum lub zaczniesz inaczej ingerować w jego posty, to zrobisz dokładnie to, na co on czeka.

      On wcale nie otworzył się przed innymi ludźmi. W internecie w jakiś sposób zawsze jesteś anonimowa, o otworzeniu się, można mówić, jeśli masz do czynienia z osobą z krwi i kości a nie z nickiem na forum. Poza tym, to co on robi wcale nie służy wygadaniu się, tylko - jak słusznie zauważyłaś - zemście na Tobie no i jest prowokacją, żebyś coś z tym zrobiła. *) Dlaczego się mści, skoro Cię wykopał. No więc u niektórych osób wykształca się taki paradoksalny mechanizm (właśnie dzięki temu, że wszyscy go ratują na siłę), że jak dokuczy już tak na maksa, to Ty się ulitujesz i zaczniesz przepraszać, że taka zła byłaś, że musiał się tak podle zachować. Ty wyłamałaś się z oczekiwanego schematu (BRAWO!!!!) więc jest wściekły i dlatego się mści. Bo nie zachowałaś się tak, jak tego oczekiwał. Naprawdę wielkie brawa dla Ciebie za to.

      Wszystkie próby samobójcze manipulatorów też służą jakimś ich celom, bynajmniej nie pozbawieniu się życia. **) To znów chodzi, żeby otoczenie się ulitowało, żeby naprawiało wszystko co oni nawywijali, ew. żeby dostali za to jakąś nagrodę (drogie zakupy, prezenty). I żeby mogli nadal pozostać dziećmi i robić wszystko na co mają ochotę.

      W tym co piszesz, widzę jeszcze coś pozytywnego. Wiesz, że byłaś uzależniona od niego. Już samo uświadomienie sobie tego to dużo. Warto by było sobie teraz zadać pytanie dlaczego ratowałaś go na siłę. Co chciałaś osiągnąć? Wierzyłaś, że jeśli postarasz się wystarczająco mocno to on Cię pokocha i będziecie żyli długo i szczęśliwie? Dlaczego w ogóle wchodzić w taką relację? Nie lepiej poszukać kogoś, kto po prostu będzie miły i będzie Cię kochał i nie będziesz musiała w tym celu zabijać smoka?

      Wiem, że łatwiej powiedzieć niż zrobić, ale dlatego warto pomyśleć o terapii. >>>tu napisałam o co chodzi, z dobrym terapeutą i żeby nie iść do pierwszego lepszego psychologa, który jeśli nie zaszkodzi to na pewno nie pomoże. A uwierz, że może zaszkodzić.

      Nie mówię, że nie należy nigdy nikomu pomagać. Ale na siłę to się nie uda. Znasz takie powiedzenie, że można konia przyprowadzić do wodopoju ale nie można go zmusić, żeby zaczął pić? A wiesz, że żaden terapeuta nie zapisze nikogo na wizytę jeśli zadzwoni rodzina/przyjciele/partner? To sam zainteresowany musi zadzwonić i chcieć podjąć terapię. Nikt nie będzie blokował terminu tylko dlatego, że ktoś tam z otoczenia delikwenta chce, żeby ten się leczył. Facet jest dorosły i jak chce mieć takie życie jak ma, to ces't la vie. Jego cyrk i jego małpy. Tylko trzeba też pamiętać, że Twoja rola w żadnej relacji nie może polegać na pomaganiu komuś - to zostaw lekarzom i terapeutom. Oni za to dostają pieniądze niech pozostanie celem ich... pracy zawodowej, bo przecież nie życia. Pomoc jak najbardziej tak, ale komuś, z kim Cię naprawdę łączy coś fajnego. No bo z drugiej strony nie można się wypinać na ludzi tylko dlatego, że mają jakiś problem. Tylko to nie może być permanentny problem. I nie należy zaczynać relacji od tego, że widzisz, że ktoś ma problem i Ty mu pomożesz go rozwiązać. To jest z góry skazane na niepowodzenie.

      Dlaczego wszystko uchodzi mu na sucho? No bo właśnie całe otoczenie bardzo się o to stara. Taką osobę należy zostawić samą sobie i nie naprawiać tego co zepsuł. Nie ma gwarancji, że czegoś go to nauczy, choć jest to możliwe. Ale po pierwsze, Ty nie urodziłaś się po to, żeby kogoś ratować czy uczyć rozumu, a po drugie to on sam podejmuje decyzje w swoim życiu. Jak stwierdzi, że trzeba posprzątać to co narozrabiał, to to zrobi. Zechce brnąć w to do upadłego - jego sprawa.


      *) Miałam koleżankę, która skakała z okna, żebym się z nią spotkała i dzwoniła ze szpitala, że złamała kręgosłup. Co dokładnie się stało to już nie wnikałam, ale niedługo później ją widziałam jak byłam na kontroli u lekarza i jej kręgosłup wyglądał na mało złamany wink bo chodziła zupełnie normalnie.
    • qui.noa Re: On, ja i CHAD 10.10.15, 18:15
      Bardzo dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Bardzo, bardzo mi to pomogło
      Ściskam Was,
      Gośka.
    • annaod Re: On, ja i CHAD 11.10.15, 12:35
      Qui.noa, opisałaś historię mojego życia. Są dwie zasadnicze różnice - on to moja matka a forum zamknięte to rodzina i nasze wspólne otoczenie.
      Dzedlajga - Twój post przeczytałam jak własny. Każde Twoje słowo jest moim słowem, każda opinia moją. Absolutna zgodność genetycznasmile

      Różni się tylko chronologia - odcięłam się od mojej matki 20 lat temu, po poświęceniu jej wszystkiego: mojego małżeństwa, marzeń o budowaniu domu, zdrowia i samej siebie. Uciekłam - 400 km dalej, by pępowina nie odrosła. Ale ona wciąż była, pojawiała się w momentach, gdy musiałam pędzić na jej SOS. Albo wtedy, gdy uznawałam, że matka normalnieje. Nie wiedzieliśmy jeszcze wtedy, że ona ma CHAD. Manipulacja i nieszczerość. Dopiero, gdy urodziłam dziecko, dotarło do mnie jak niszczycielską siłę ma moja matka, jakbym nareszcie dostrzegła jej maski i jej skrajny egoizm.

      Minęło kolejne kilkanaście lat. Dziś widzę i czuję to jak dzedlajga. Ale za mną niestety seria ciężkich epizodów depresyjnych i od roku diagnoza: CHAD. Leczę się, jestem po terapii, wciąż korzystam z indywidualnej. I żałuję, że tę wiedzę zdobyłam dopiero po 40. Matce postawiłam warunek - kontakt z wnukiem w zamian za leczenie. Wybrała swoją "wolność".
      Miałam ogromne wyrzuty sumienia, myślałam że ograniczam swojemu dziecku miłość, nie pozwalając mu się kontaktować z babcią. Dziś wiem, że to tak ma działać - to manipulacja.
      Kocham matkę, ale jeszcze bardziej kocham swoje dziecko.

      Może brak reakcji na to, co wyprawia Twój były może Ci się wydawać niewłaściwe. Rozumiem, że targa Tobą potrzeba obrony. Ale ta obrona Cię zniszczy. Gdy powiedziałam matce o mojej diagnozie i decyzji o terapii dziennej była zaskoczona. Gdy po kilku bardzo ciężkich tygodniach terapii poprosiłam, by też jej się poddała i przede wszystkim zaczęła brać leki, najpierw się zgodziła, a kilka dni później oświadczyła, że na terapii wyprali mi mózg.

      Przekroczyła cienką granicę - nie pozwolę, by moje dziecko było pod wpływem tak zaburzonej osoby. Paradoksalnie - pomogło mi to. Targały mną skrajne emocje, bo za oboje czułam się odpowiedzialna.

      Życzę Ci, byś zapłaciła jak najmniejszą cenę. Wycofanie się to najlepsze, co możesz dla siebie zrobić. Nie graj w jego grę. I koniecznie, koniecznie pomyśl o pomocy psychologicznej dla siebie. Z jakiegoś powodu pozwoliłaś na manipulację sobą. Ja swoje powody już zrozumiałam i uczę się je kontrolować. Możesz być szczęśliwa i życzę Ci tego.
      A.

      • dzedlajga Re: On, ja i CHAD 11.10.15, 17:30
        Annaod, podobieństwo pewnie wynika stąd, że moja matka była i jest nadal taka jak Twoja. Potrafiła mi niedawno powiedzieć w oczy, że całe życie jej nienawidziłam, podczas gdy ja całe życie podporządkowałam jej. Przed rodziną (łącznie ze mną) oczerniała ojca. Za to mnie potrafiła oczerniać przed lekarką, bo chciała mnie ubezwłasnowolnić i zagarnąć mieszkanie...

        W całkowitym uwolnieniu pomogła mi "koleżanka" którą poznałam w szpitalu w dość ostrej fazie (ta od złamanego kręgosłupa) - do mnie nadawała na swoją matkę, do matki na mnie. Przypłaciłam tą znajomość szpitalem ale nie żałuję tej znajomości tylko dlatego, że przyspieszyła całkowite zrozumienie wszystkich manipulatorskich mechanizmów i ostateczne odcięcie pępowiny. Nie, nie jestem jej wdzięczna. Ale jak zawsze próbuję znaleźć coś pozytywnego w najgorszej nawet sytuacji.

        Żeby było zabawnie kilka lat po wyprowadzce z domu, kiedy uwierzyłam, że ona się zmieniła doprowadziłam do ponownego zamieszkania razem (w długiej perspektywie było to chyba jednak dobre posunięcie) ale przypłaciłam to wybuchem choroby i szpitalem. No ale wszyscy mamy gdzie mieszkać, a gdybym ja się wszystkim nie zajęła, to w najlepszym razie musiałabym zamieszkać z nią dożywotnio. A w najgorszym wszyscy wylądowalibyśmy na dworcu.

        Gdy napisałaś, że Twoja matka jest chora to przez chwilę pomyślałam, że być może moja też jest chora i powinnam jednak postarać się, żeby się leczyła. Ale tak naprawdę mam dosyć i znacznie lepiej mi gdy się izoluję. Wydaje mi się że mimo wszystko nienawiści do dziecka nie można tłumaczyć chorobą. Zmarnowała mi 20 lat życia, kolejne 20 spędziłam na ratowaniu jej ale też i na wyjściu z tego co mi zrobiła. Nie zamierzam drugi a w zasadzie trzeci raz w to wchodzić. Może jeszcze uda mi się ułożyć sobie życie i jeszcze trochę pożyć jak człowiek.

        Co do dziecka, to zawsze wiedziałam, że nie dopuszczę do tego, żeby ona się nim opiekowała czy choćby żeby zostawało z nią samo, ale nie mam dzieci więc nie musiałam jej tego mówić, choć ona zawsze się deklarowała, że mi pomoże. Nigdy bym nie skazała dziecka na taką babcię. Ale samej zabrało mi tyle lat, żeby się wyzwolić spod jej władzy. No ale najważniejsze, że się udało
        • annaod Re: On, ja i CHAD 11.10.15, 19:35
          Dzedlajga, to niesamowite jak podobne są nasze doświadczenia. To aż niewiarygodne, że są tak do siebie podobne (nasze matki). I nasze sposoby na oswajanie rzeczywistości....
          Podobnie jak Ty, szukam dobrych stron złych wydarzeń. Moje życie rok temu wywróciło się do góry nogami, zatrzymało w czasie, świat pędził dalej. Powoli wtapiam się w nową rzeczywistość, ale uczę się zupełnie od nowa. Trudne to, wymaga rezygnacji z bardzo wielu potrzeb, ale jestem w procesie.

          Izolacja to jedyny sposób, by dać sobie odetchnąć, bo każda postawiona granica jest gwałcona. Taka to uroda choroby. Asertywność wobec chorego to umiejętność, której musimy uczyć się całe życie.

          Wiesz, gdy postawiono mi diagnozę (jeszcze przed terapią), nie przyjęłam jej do wiadomości. To było bardzo, bardzo trudne. Podczas terapii długo uważałam, że przyszłam tam z depresją, nie dopuszczałam myśli, że mogę być taka jak moja matka. Mówiąc wprost - uznawałam, że moje problemy są niczym w porównaniu do problemów innych uczestników. Przedstawienie życiorysu i reakcja grupy mnie zmiażdżyły - zrozumiałam, że się mylę. I że ta sama choroba nie oznacza tożsamości charakterów. Gdy zaakceptowałam diagnozę, pojawiła się nadzieja, że jak zgłębię wystarczająco temat, to znajdę sposób na terapię matki. Chory mechanizm, uwarunkowany podporządkowywaniem swojego życia jej potrzebom, podobnie jak u Ciebie. A i tak w niewystarczający sposób, prawda?

          Jej odmowa był jak kubeł zimnej wody. Bardzo mi pomogła wyzbyć się resztek poczucia winy, że moje życie (i moich najbliższych) jest dla mnie ważniejsze.

          Napiszesz do mnie na gazetowy?
          • dzedlajga Re: On, ja i CHAD 11.10.15, 23:46
            Moim zdaniem podły charakter nie wynika z choroby. Już prędzej z zaburzeń osobowości niż z chad. Ale to tylko moja opinia, nie wiem jak jest naprawdę. Wśród chorych sporo jest fajnych osób, skrzywdzonych przez najlepszych na świecie rodziców (moja uważa, że była bardzo dobrą matką). W ogóle uważam, że zaburzenia osobowości są znacznie gorsze niż choroby. Bo choroby jakoś tam można zagłuszyć lekami. A na zaburzenia osobowości tylko terapia - a to znacznie trudniejsze i często boli. Wielu się nie zdecyduje bo wcale nie chce nic zmieniać. Wygodnie im z tym jak jest. A jeszcze mniej wytrwa. Borderlinowcy często próbują manipulować również terapeutą, ale dostają za to wilczy bilet. Albo świadomie łamią zasady terapii (np pobiją kogoś na oddziale) za co zostają wywaleni. Potem mogą opowiadać bajeczki, że próbowali, ale ktoś ich sprowokował i to nie ich wina. A to świadome i dobrze przemyślane działanie. Nie mówię, że wszyscy z borderline tacy są - jest sporo osób, które są świadome zaburzenia i mimo ogromnych trudności stara się nad tym panować i żyć przyzwoicie. Ale większość (chyba) niestety jest taka jak piszę. A piszę znów na podstawie owej koleżanki od "złamanego" kręgosłupa
    • t_akaja Re: On, ja i CHAD 11.10.15, 13:01
      Ja też miałam taki dylemat, czy ograniczać kontakty mojego chorego taty ze swoją trzyletnią córką. Przychodził w depresji, pomagał, bawił się z dzieckiem, ja o to nie prosiłam. Ale na końcu każdej zabawy było to przykre stwierdzenie "ona jest tak samo chora jak ja" albo "coś jej dokucza". Z obawy przed przyszłą manią chciałam ich odizolować, nie podobało mi się, że córka przyzwyczajona jest do tak chorego człowieka. Nie ma go już ponad miesiąc z nami, a ona czasem o niego zapyta, odczuwa jego brak. Mam taki żal do siebie, że na to pozwoliłam i żal do niego, że jej to zrobił, że tak po prostu odszedł od niej, a przyzwyczaił ją do siebie.
    • qui.noa Re: On, ja i CHAD 11.10.15, 15:56
      "Na terapii wyprali mózg" - Skąd ja to znam.........Mało tego, twierdził, był "przekonany", że terapeuta go niszczy psychicznie i próbuje upokorzyć. Przyznam się ze wstydem, że był czas, kiedy w to wierzyłam...
      Był w tych zeznaniach tak autentyczny i przekonujący.
    • annaod Re: On, ja i CHAD 11.10.15, 17:15
      t_akaja - mój nastoletni syn boi się babci. Zamieniła nałóg alkoholowy na dewocję. Papieżowi wytknęłaby brak zaangażowania w wielbienie Pana. Zachowuje się jakby była jedyną oblubienicą Chrystusa. Trudno to opisać jednym zdaniem, ale jest koszmarnie niestrawna. Dostosowuje dogmaty wiary do własnych potrzeb, szuka przewodników duchowych bliskich jej teoriom, jednym słowem jest mistrzynią manipulacji. Gdy jej się nie udaje uzyskać oczekiwanych rezultatów dyskredytuje rozmówcę i szuka kolejnego, który potwierdzi jej teorie. Wysysa z ludzi energię. Gdy Franciszek ogłosił, że nie wolno mu oceniać homoseksualistów (mamy taką osobę w bliskiej rodzinie) orzekła, że nie wie co mówi. I w nosie miała dogmat, że papież jest nieomylny. Nie chcę urazić niczyich uczuć, nie jestem związana z żadną religią.
      Gdy już z synem nauczyłam się rozmawiać o babci (uwierz, że to jest naprawdę trudne), gdy próbowałam mu wyjaśnić, że babcia jest chora, ale ją kochamy, powiedział mi że się jej boi. Miał wtedy może z 6 lat. I to był dla mnie jeden z wielu kopów do działania. A dziś wciąż jest kopem do leczenia. Nie chcę być taka jak ona.
      T_akaja, to trudne, wiem. Ale nie obciążaj się.

      Qui.noa - moja matka miała wiele epizodów depresyjnych, prób samobójczych, manii... Byłam wtedy dzieckiem, później byłam już zmęczona problemami domowymi, zresztą wyprowadziłam się w wieku 15 lat i nigdy nie wróciłam. Gdy byłam już dorosła, zajrzałam do domu i zastałam matkę ze szklanką koktajlu z diffenbachii (sok zawiera strychninę). Zawiozłam ją do szpitala, zmusiłam do przyjęcia na oddział zamknięty. Od tamtej pory była pod w miarę regularną opieką bardzo dobrej pani doktor. Po kilku latach znów spotkałam tę panią doktor i w rozmowie powiedziałam o problemach alkoholowych. Okazuje się, że ona się do tego nie przyznała, a lekarz tego nie rozpoznał. Nie wstydź się, chadowiec nawet specjalistów potrafi wyprowadzić w pole... Jak mawia zaprzyjaźniona terapeutka zajęciowa - to są niewiarygodnie sprytni manipulatorzy,,,

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka