qui.noa
09.10.15, 11:11
Witajcie,
Długo zbierałam się, żeby napisać, być może wyrzucić frustrację,może potrzebuję porady i wsparcia.
Piszę tutaj pierwszy raz, choć przyznam, że kiedyś korzystałam z forum afektywnych, niestety jest ono zablokowane.
Przez kilka lat byłam w związku z osobą, u której stwierdzono CHAD i osobowość pograniczną.Te lata pamiętam jak przez mgłę, powoli je wymazuję, staram się zapomnieć.
Był to związek tak toksyczny, że kosztował mnie załamanie nerwowe.On wciąż we mnie tkwi, nie potrafię zapomnieć. Chciałam mu pomóc, teraz widzę jak byłam naiwna. Nigdy nie chciał się leczyć, nigdy nie przyjął do wiadomości, że jest zaburzony i chory. Miał 2 próby samobójcze,3 razy był hospitalizowany. Po ostatniej próbie spędził w szpitalu 8 miesięcy. Jest nieobliczalny, agresywny, wyobcowany. Nigdy nie powiedział mi, że mnie kocha. Całkowicie zamknięty w swoim dziwnym świecie, nigdy nie zwierzył mi się, nigdy szczerze nie porozmawiał. Każdą próbę otworzenia go traktował jak atak.Uciekał. Jednoczesnie był bardzo namiętny, czuły, ale tylko podczas seksu. Jego świat krecił się wokół ciała, automatycznie mój też. Byliśmy oboje uzależnieni od seksu, a ja dodatkowo uzależniona od niego. wydawało mi się, że w końcu do niego dotrę, otworzę.Wierzyłam ,że kochając tak bardzo uda mi się go uratować przed nim samym.
Próbowaliśmy go leczyc- ja, jego rodzina, przyjaciele, którzy w końcu się wykruszyli.
Każdą terapię przerywał, zawsze odstawiał leki twierdząc, że mu szkodzą i odbierają wolność. W szpitalu był agresywny. Stosowano wobec niego leczenie przymusowe, był unieruchamiany i faszerowany lekami.Był zrozpaczony, obiecywał, że zrobi wszystko, byle bysmy go stamtąd zabrali. Kiedy go wypuścili, przez jakiś czas próbował się leczyć, a może udawał, później wszystko wróciło do jego "normy", czyli jazda bez trzymanki.Nikt nie jest w stanie mu przemówić do rozumu, do tego stopnia, że zastanawiam się czy on wogóle ma rozum, a jeśli ma to gdzie.Wg niego cały świat jest przeciwko niemu, a on musi cały czas się bronić przed wszystkimi, wciąz podkreśla swoją wolność i od wszystkich odgradza murem.
Czemu piszę? Bo wezbrał we mnie żal, gdy dowiedziałam się (od rodziny,cały czas mamy kontakt), że zarejestrował się na jednym z forów dla zaburzonych.Wypisuje tam miedzy innymi rzeczy obelżywe pod moim adresem. Nie czytałam tego i nie chcę czytać, znam tylko relację i widziałam jakieś fragmenty. Nie będę się tam rejestrowac, za dużo nerwów mnie to kosztuje, ale nie potrafię sobie poradzić z bólem, z tym że zostałam oszukana, że on tak źle mnie mysli.
To egoistyczne, ale nie potrafię pogodzic się z tym, że okazało się, że on potrafi komunikowac się z ludźmi, zwierzyć, czego nigdy nie robił wobec nikogo, w szczególności wobec mnie. Oczywiście nie przyznał się tam, co nawywijał,ci ludzie pewnie nie mają świadomości.Jestem wściekła. Mam ochotę go zdemaskować, wyrzucić wszystko,żeby poczuł ból i wstyd. to jest niskie, mam tego świadomość. ale ja też jestem tylko człowiekiem.Irytuje mnie, że jemu zawsze wszystko uchodzi na sucho, zawsze tak było. Jak narozrabiał, ja go broniłam, jak cos zniszczył albo przegiął, tylko go to smieszyło. Przez to odsunęłam się od wielu znajomych. On zawsze niemiły, arogancki, gdzie się nie pojawił narobił wstydu.Nikt go nie lubił.
Ale on mści sie na mnie. Za co? że go zostawiłam? Przecież się tym nie przejął, wykopał mnie ze swego życia, dając do zrozumienia że przez te lata byłam tylko zabawką w jego łóżku. Sama nie wiem co mnie bardziej boli, to że przedstawia zafaszwana rzeczywistość, czy to, że nie mogę się pogodzić z faktem że on NAPRAWDĘ tak czuje, tak mnie odbiera.
Proszę o kubeł zimnej wody, cokolwiek. Zostawic to, drążyć? Jak się z tym pogodzić, że te wszystkie lata- jakby ich nie było.Wejśc na ten portal i się z nim rozprawić? (trochę dziecinne, ale może z nim trzeba jak z dzieckiem, którym ciągle jest), żeby się choć raz poczuł odpowiedzialny za to co robi.
Przepraszam, rozpisałam się.