zniknęłam z tego forum, może poczułam się lepiej, może to brak czasu i wybór
by te nieliczne wolne chwile poświęcać czemuś bardziej konstruktywnemu i
konkretnemu niż zastanawianie się nad własną chorobą. Chyba obecnie nie czuję
się chora... Ale jest jak w tytule - mam dość własnej rozchwianej do granic
możliwości emocjonalności, mam dość własnego niezdecydowania, zmiennej oceny
sytacji, własnych strachów (ten bordelinowski - przed samotnością chyba
zdecydowanie dominuje i determinuje pewne sprawy w moim życiu, może zbyt wiele
wybaczam ludziom). Nie wiem czego najbardziej ale czasami wydaje mi się, że
najgorsze - to nie mieć zaufania do samego siebie. Strachy i lęki przychodzą
nieadekwatnie, niesytuacyjnie... I wszystko dzieje się w sekundę, reakcje na
błahe zdarzenia (zresztą takie mierzalne też, mam kłopoty z rytmem serca a EKG
ok) są do kwadratu a może do sześcianu. Tęsknię do życia w jakichś spokojnych,
cieplarnianych warunkach a jednocześnie niejasno zdaję sobie sprawę z tego, że
nie umiem się zatrzymać w biegu. Więc ta tęsknota to też kłamstwo...
Wygadałam się

pozdrawiam Nenka