lookfor84
09.05.07, 20:31
Muszę Wam to napisać!Wlaśnie słucham Tracey Chapman, wspaniałe!Cholernie się
wzruszyłam, aż mi wstyd trochę."My mama told me, don't give or sell your soul
away, cause all you have is your soul.Don't be tempted by a shiny apple,
son't you eat of a bitter fruit, hunger only for a taste of justice, hunger
only for a world of truth.Cause all you have is your soul".Cudne.Powiedzcie
mi, czy Wy też się tak wzruszacie takimi błahostkami?Ostatnio czytałam
pamiętnik Taty z wędrówek górskich.Zaszczepił we mnie miłość do gór.Lzy mi
pociekły ciurkiem.Czy ta nadwrażliwość wynika z choroby?Jestem też osobą
odważną.To się nie wyklucza więc.A czasem się czuję taka słaba przez te moje
uniesienia, a może to jest właśnie moja siła?Nasza siła?Co myślicie?
Stendhal w swoich pamiętnikach napisał: "wydaje się,że 1. stopniem
wrażliwości jest zdolność wzruszania się pompatycznym tragizmem, 2.-
tragizmem pełnym grozy, 3.- zdolność odczuwania komizmu, 4. - wzruszania się
miłością szaloną, nieokiełznaną.Jest jeszcze wrażliwość na wielkoduszność,
ale ta wymaga światłego umysłu." Czasem się czuję jak odludek z tymi moimi
stanami uniesienia, niektórzy nazywają to naiwnością, a przecież pewien
naukowiec, którego nazwiska niestety nie potrafię przywołać,
powiedział: "Śmiało, bądźmy naiwni!".
Tak mnie wzięło na przemyślenia dzisiaj, ale zaraz wracam do książki, jutro
kolokwium...