dołek
jeszcze dzisiaj rano jechałam do pracy i było nie-naj-gorzej, ale chyba właśnie po prostu zjechałam z górki i trafiłam z powrotem w głęboki dół

((
dusi mnie i nie dam rady wytrzymać znowu tego stanu. nie mam już siły znosić siebie takiej po raz kolejny. jestem przytłoczona rozmiarem rzeczywistości, hałasem ulicznym, idiotyzmem "stosunku pracy", wszystkim wokół. nie dam rady dzisiaj. muszę dociągnąć w miarę przytomnie do 19:30, poprowadzić zajęcia (po co kurdwa???), już teraz piszę tego posta stanowczo za długo. cholera cholera. tak się nie da żyć. jak mam to zrobić? jak mam doczekać do następnej górki? jak wytrzymać do jutra/pojutrza/popojutrza....?