Przeczytałam fajne określenie hypomanii - hipka.
Wracam do domu i przysłuchuję się rozmowie faceta z kierowcą autobusu.
- Wie Pan, kiedyś chciałem kupić sobie autobus, dorobić piętro i tam
zamieszkać. I podróżować. I ja strasznie nie lubię deszczu, zmokłem.
Mam Pan chusteczki?
- Ja mam...
I spadła moja komórka, i facet szukał jej z "latarką". Zaraz Pan
autobus podpali!
No i facet odprowadził mnie do domu, ale wcześniej całemu autobusowi
życzył dobrej nocy i miłych snów. W hipce łatwo jest człowieka
rozśmieszyć.
[nikt wam nie kazał wchodzić do głupiego wątku

]