poetkam
05.01.09, 14:48
Kocham się martwić...Cholera, na okrągło! Skończy mi się jedno
zmartwienie, znajduję sobie natychmiast inne. Moja mama uważa, że ja
żyć nie mogę nie przejmując się byle czym.
Jak u Was jest z przejmowaniem się?
Ja muszę, no po prostu muszę. Non stop. Skończył mi się kłopot z
byłym mężem, teraz mam kłopot ze sprzedażą domu. Ale, żeby tylko z
tym! 1000 maleńkich innych problemów codziennie dowala mi się do
limitu zmartwień!
Jak sobie radzicie z zamartwianiem się?
Wykorkuję, czuję, że jestem przeładowana. Przez zamartwianie się
dopadają mnie paniczne lęki. Dołuję się. I kółko się zamyka.
Bezsens...