o właśnie tak mi jest. jeśli posuwam się do założenia tak treściwego wątku, to
chyba znaczy że jest źle. wirtualne tulenie przyjmę, i kopa w 4 litery
również. jeden egzamin za mną, drugi w piątek, w dodatku zdawany u znajomego.
fuj. wymagającego znajomego. a ja zamiast czytać siedzę w necie i się mądrzę.
chyba zaraz zacznę grać w tetrisa......................... albo wymyślę coś
równie inteligentnego. Beatrix, weź ty może jakieś kolokwium sobie wymyśl, to
mnie rok temu motywowało

)
nienawidzę wenlafaksyny. mówiłam to już kiedyś komuś? muszę w końcu zejść z
tego g, ale mój mózg przywykł do niego do tego stopnia, że pominięcie 150 mg
sprawia, że zaczynam lecieć przez ręce. gdy ostatnio pytałam lekarza, dlaczego
mówi się, że antydepy nie uzależniają, usłyszałam w odpowiedzi: "no wie pani,
są różne stopnie uzależniania - np heroina uzależnia, nikotyna uzależnia..."
schodził ktoś z dużych dawek i/lub długo łykanej wenlafaksyny? w jakim tempie
i jakie atrakcje po drodze?