daifak26
22.06.09, 22:32
Po pierwsze, co do tego, że mam CHAD, nie mam już wątpliwości, bo
przeczytałam o tej chorobie w paru źródłach (książki do psychiatrii,
internet) i objawy mam książkowe oraz zadzwoniłam do swojej bliskiej
koleżanki, która robi teraz specjalizację z psychiatrii,
opowiedziałam jej o swoich objawach i też powiedziała, że to na
pewno CHAD (potwierdziła, że to są książkowe objawy). Po drugie, nie
jestem żadnym trollem, bo CHAD to nie zabawa ani dobry dowcip, tylko
momentami koszmarne cierpienie. Po trzecie, to forum wydawało mi się
jedynym miejscem, na którym można się wyżalić, że czekam na śmierć
czy czuję taki lęk, że chyba "zaraz" popełnię samobójstwo i nie bać
się, że ktoś zadzwoni na policję, naskarży komuś itp. Chyba nie
jestem jedyną osobą, która się tu wyżala, mówi prawdę o swych
odczuciach, myślach samobójczych itp. i oczekuje, jak każdy, dobrego
słowa, wsparcia lub przynajmniej "pocieszenia", że nie tylko ja
znalazłam się w takiej sytuacji, że czekam na śmierć. Na pytanie
Drugiegokońcaświata mogę odpowiedzieć, że nie fantazjuję ani nawet
nie mam takich zamiarów, tylko czuję w swoim wnętrzu
wszechogarniającą pustkę, skrajny lęk, poczucie wyczerpania i często
taki ból duszy, że się wewnętrznie "skręcam" i momentami siedzę w
bezruchu, czekając na śmierć... nawet nie mam głowy na
fantazjowanie... a nawet, jeśli pracuję podczas depresji, to o
połowie rzeczy zapominam i "umieram z bólu duszy". Po trzecie, wiem,
że powinnam udać się do psychiatry, ale nikt mi nie wierzy, że mam
CHAD (potrafię maskować swoje prawdziwe uczucia, a żadnej próby
samobójczej na razie nie miałam). Wiem, że jestem dorosła, mam 18
lat, ale jestem wychowana i nie wyjdę z domu bez wiedzy Rodziców,
szczególnie do psychiatry ani nie zacznę brać leków na CHAD po
kryjomu... Rodzice nie widzą po mnie tej choroby i wmawiają mi, że
nic mi nie jest... chyba, jeśli w ostateczności potrafię się
powstrzymać od próby samobójczej, nie zrobię jej na siłę, żeby
udowodnić Rodzicom, że cierpię... Nawet, jesli mnie nie rozumiecie,
to przejdźcie drogę drugiego człowieka, by go oceniać... nie mam
póki co możliwości pójścia do psychiatry, poza tym nie chcę od razu
ładować się lekami, skoro na razie radzę sobie z tym sama, a bardzo
potrzebuję się w depresji komuś wyżalić (Rodzicom nie mogę, bo nie
wierzą, że choruję, a przyjaciołom nie mogę, bo pewnie przestaną się
do mnie odzywać, a nie chcę ich stracić, bo mam ich bardzo mało -
tak naprawdę nie mam nikogo na świecie, komu mogę powiedzieć, co
naprawdę czuję i co naprawdę przeżywa moja dusza). Po czwarte, moje
zdolności polonistyczne wynikają z hipo... było bardzo dużo już
takich osób, humanistów, artystów... wpiszcie sobie w
google "depresja maniakalna a kreatywność", a znajdziecie mnóstwo na
ten temat... poza tym pytałam się tej dziewczyny, która robi
specjalizację z psychiatrii i powiedziała mi, że ta choroba jest
bardzo poularna wśród twórczych ludzi... ba!... chorzy z lżejszym
CHAD-em są o wiele bardziej kraetywni od tych, uznawanych za
normalnych... nie chwalę się swoimi zdolnościami, bo sobie coś
wymyśliłam, jestem pyszna itp., tylko właśnie chcę być skromna i nie
powiem, jaką mam opinię wśród niektórych asystentów na UW i że piszę
kolokwia z gramatyki opisowej na same maksymalne ilości punktów
niewiele się do nich ucząc i zdobywam pierwsze, drugie miejsca w
konkurasach literackich. Nie chodzi o brak skromności, bo może na
tym forum jest mnóstwo o wiele bardziej utalentowanych ode mnie
osób, od których jeszcze mogę się wiele nauczyć... piszę tylko to,
co było faktem i nie pragnę wcale wyolbrzymiać swoich zasług ani
wielkości, a Rodzice wcale nie zawsze są ze mnie tacy dumni... może
czasem Mama, ale np. Tata jest bardzo niezadowolony, że zdaję na
filologię polską, bo uważa, że to bardzo nieprzyszłościowy kierunek,
nie rozumie, że marzę o tym, by być taką pisarką jak Plath czy
Woolf...
Awanturko dziękuję, że myślisz o mnie... też o Tobie myślę...