Dodaj do ulubionych

Bardzo mi przykro... Przeczytajcie to proszę...

22.06.09, 22:32
Po pierwsze, co do tego, że mam CHAD, nie mam już wątpliwości, bo
przeczytałam o tej chorobie w paru źródłach (książki do psychiatrii,
internet) i objawy mam książkowe oraz zadzwoniłam do swojej bliskiej
koleżanki, która robi teraz specjalizację z psychiatrii,
opowiedziałam jej o swoich objawach i też powiedziała, że to na
pewno CHAD (potwierdziła, że to są książkowe objawy). Po drugie, nie
jestem żadnym trollem, bo CHAD to nie zabawa ani dobry dowcip, tylko
momentami koszmarne cierpienie. Po trzecie, to forum wydawało mi się
jedynym miejscem, na którym można się wyżalić, że czekam na śmierć
czy czuję taki lęk, że chyba "zaraz" popełnię samobójstwo i nie bać
się, że ktoś zadzwoni na policję, naskarży komuś itp. Chyba nie
jestem jedyną osobą, która się tu wyżala, mówi prawdę o swych
odczuciach, myślach samobójczych itp. i oczekuje, jak każdy, dobrego
słowa, wsparcia lub przynajmniej "pocieszenia", że nie tylko ja
znalazłam się w takiej sytuacji, że czekam na śmierć. Na pytanie
Drugiegokońcaświata mogę odpowiedzieć, że nie fantazjuję ani nawet
nie mam takich zamiarów, tylko czuję w swoim wnętrzu
wszechogarniającą pustkę, skrajny lęk, poczucie wyczerpania i często
taki ból duszy, że się wewnętrznie "skręcam" i momentami siedzę w
bezruchu, czekając na śmierć... nawet nie mam głowy na
fantazjowanie... a nawet, jeśli pracuję podczas depresji, to o
połowie rzeczy zapominam i "umieram z bólu duszy". Po trzecie, wiem,
że powinnam udać się do psychiatry, ale nikt mi nie wierzy, że mam
CHAD (potrafię maskować swoje prawdziwe uczucia, a żadnej próby
samobójczej na razie nie miałam). Wiem, że jestem dorosła, mam 18
lat, ale jestem wychowana i nie wyjdę z domu bez wiedzy Rodziców,
szczególnie do psychiatry ani nie zacznę brać leków na CHAD po
kryjomu... Rodzice nie widzą po mnie tej choroby i wmawiają mi, że
nic mi nie jest... chyba, jeśli w ostateczności potrafię się
powstrzymać od próby samobójczej, nie zrobię jej na siłę, żeby
udowodnić Rodzicom, że cierpię... Nawet, jesli mnie nie rozumiecie,
to przejdźcie drogę drugiego człowieka, by go oceniać... nie mam
póki co możliwości pójścia do psychiatry, poza tym nie chcę od razu
ładować się lekami, skoro na razie radzę sobie z tym sama, a bardzo
potrzebuję się w depresji komuś wyżalić (Rodzicom nie mogę, bo nie
wierzą, że choruję, a przyjaciołom nie mogę, bo pewnie przestaną się
do mnie odzywać, a nie chcę ich stracić, bo mam ich bardzo mało -
tak naprawdę nie mam nikogo na świecie, komu mogę powiedzieć, co
naprawdę czuję i co naprawdę przeżywa moja dusza). Po czwarte, moje
zdolności polonistyczne wynikają z hipo... było bardzo dużo już
takich osób, humanistów, artystów... wpiszcie sobie w
google "depresja maniakalna a kreatywność", a znajdziecie mnóstwo na
ten temat... poza tym pytałam się tej dziewczyny, która robi
specjalizację z psychiatrii i powiedziała mi, że ta choroba jest
bardzo poularna wśród twórczych ludzi... ba!... chorzy z lżejszym
CHAD-em są o wiele bardziej kraetywni od tych, uznawanych za
normalnych... nie chwalę się swoimi zdolnościami, bo sobie coś
wymyśliłam, jestem pyszna itp., tylko właśnie chcę być skromna i nie
powiem, jaką mam opinię wśród niektórych asystentów na UW i że piszę
kolokwia z gramatyki opisowej na same maksymalne ilości punktów
niewiele się do nich ucząc i zdobywam pierwsze, drugie miejsca w
konkurasach literackich. Nie chodzi o brak skromności, bo może na
tym forum jest mnóstwo o wiele bardziej utalentowanych ode mnie
osób, od których jeszcze mogę się wiele nauczyć... piszę tylko to,
co było faktem i nie pragnę wcale wyolbrzymiać swoich zasług ani
wielkości, a Rodzice wcale nie zawsze są ze mnie tacy dumni... może
czasem Mama, ale np. Tata jest bardzo niezadowolony, że zdaję na
filologię polską, bo uważa, że to bardzo nieprzyszłościowy kierunek,
nie rozumie, że marzę o tym, by być taką pisarką jak Plath czy
Woolf...
Awanturko dziękuję, że myślisz o mnie... też o Tobie myślę...
Obserwuj wątek
    • stardusts Re: Bardzo mi przykro... Przeczytajcie to proszę. 22.06.09, 23:06
      Ponawiam mój postulat....L E K A R Z.....

      Wiem, że się boisz, ale teraz nie jestem przekonana, czy boisz się tego, że masz
      CHAD, czy wręcz przeciwnie, że może się okazać, że CHAD-u nie masz...

      Proszę Cię przejdź się chociaż do psychologa. Nie polegaj proszę na opinii
      koleżanki, która nawet nie jest lekarzem psychiatrą...

      W tej chorobie jak i w innych chorobach/zaburzeniach psychicznych nawet
      doświadczeni lekarze mają czasami problemy z zdiagnozowaniem pacjenta, a
      niekiedy po latach potrafią zmienić diagnozę...

      Proszę Cię idź do lekarza...

      Pozdrawiam serdecznie, Stardusts.
    • 36.a Re: Bardzo mi przykro... Przeczytajcie to proszę. 22.06.09, 23:13
      Pozwolę sobie na uwagę, ze człowiek w istocie skromny nie pisze NIC o swoich osiągnięciach, a na pewno nie w sposób doskonale drobiazgowy...

      Wiesz, ja też chcę być Woolf. Jak na razie mam tylko prochowiec i pióro.

      Myślę, że Ty chcesz cierpieć. I chcesz być w niewoli. Bo dorosły człowiek wychodzi z domu i nie mówi gdzie. I nie da siebie i swojego cierpienia zamieść pod dywan.

      I nie gniewaj się - nie da się zdiagnozować nikogo po drucie...

      Jest w Tobie na pewno duży potencjał, nie oceniam jak bardzo literacki. I czy. Bo sporo w tym wszystkim egzaltacji.

      Mogę się mylić, ale człowiek naprawdę cierpiący wstaje i pomocy szuka. Bez napawania się swoją wielkością.
    • ergo_pl Re: Bardzo mi przykro... Przeczytajcie to proszę. 22.06.09, 23:34
      Piszesz, że oczekujesz m.in. wsparcia, więc Ci je udzielamy, prosząc byś poszła do lekarza, o czym zresztą sama piszesz:

      Po trzecie, wiem,
      > że powinnam udać się do psychiatry

      chyba, ze tak się boisz utraty weny, że wolisz skazywać się na udrękę.
      A co ci doradziła twoja koleżanka?

    • quaxo Re: Bardzo mi przykro... Przeczytajcie to proszę. 22.06.09, 23:47
      ja dla odmiany zastanawiam się, czy nie czujesz się bezpiecznie w takiej
      sytuacji zawieszenia, bo mam wrażenie, że chcesz wykorzystać tą chorobę do
      spełnienia twórczych pragnień, ale jednocześnie jej nie mieć, bo wiąże się
      jednak ona z pójściem do psychiatry, braniem leków, itp. To nie w porządku wobec
      Ciebie samej, bo strasznie się motasz. Możesz pójść do lekarza bez wiedzy
      rodziców, jesteś dorosła, cóż, gdyby oni rzeczywiście mogli decydować tak
      naprawdę, to nie miałabyś ChAD, ale jednak jesteś na tyle autonomiczna, że masz
      wink Przyłączę sie do greckiego chóru: jeśli wiesz tyle o ChAD, to wiesz, że jest
      to jedna z najtrudniejszych do zdiagnozowania chorób, więc nie wydaje mi się,
      żebyś mogła to zrobić Ty (ze względu na osobiste zaangażowanie),ani koleżanka
      (ze względu na brak wykształcenia). Zrozum, nie odmawiam Ci tego, że jesteś
      chora, mówię tylko, że naprawdę potrzebny Ci lekarz. Sam mam za sobą ponad 2
      lata niewychodzenia z ukrycia z chorobą i to mnie wyczerpało, tak żyć się nie
      da. Nie motaj się bardziej. Pozdrowienia. smile I trzymam kciuki, cokolwiek
      postanowisz.
    • tlenek-gipsu Re: Bardzo mi przykro... Przeczytajcie to proszę. 22.06.09, 23:50
      Do lekarza, dziewczyno! Biegiem!

      Wierzę Ci, że czujesz co czujesz. Uwierz że my tu sporo wiemy o CHAD. To nie jest taki sobie drobiazg. To poważna choroba, ale zaleczalna. Można się całe życie utrzymywać w równowadze. Nie sądź, że lekka manijka jest szczególnie twórcza. Człowiek twórczy jest taki MIMO TO.

      Napisz nam czy byłaś u lekarza, jak już pójdziesz. Nie tak łatwo trafić na dobrego, to wymaga cierpliwości, ale może dobrze trafisz od pierwszego razu. Celuj w niezbyt starych, starzy stosują przeważnie przestarzałe metody.
    • awanturka Re: Bardzo mi przykro... Przeczytajcie to proszę. 23.06.09, 00:04
      Wiesz, irytacacja ludzi wynika stąd, ze tu sprawa jest oczywista - potrzebny jest lekarz i to nie pierwszyz brzegu tylko dobry specjalista!

      I dotychczs zupełnie niezrozumiałe było dlaczego do niego nie chcesz iść skoro tak bardzo cierpisz. A wszyscy tutaj wiedzą, ze to jedyny sposób by było lepiej.

      Nic Ci tu ni pomogą, bo niestety niewiele na dłuzsszą metę pomagają zapewnienia o tym, że się rozumie i wspóczuje nawet jezeli pochodzą od bardzo rozumiejącej i współczującej osoby.

      Droga jest jedna - isć do lekarza. Zobaczysz, jak gdy choc trochę zaczniesz działać w tym kierunku ile dostaniesz wsparcia z tego forum. A tak każdy z nas jest bezsilny, bo Ty nie chcesz zrobić tego najwazniejszego kroku... I ta bezsilność bywa irytująca, zrozum to..

      Co do tego, że bardzo trudno Ci to zrobić bez wiedzy rodziców, wierzę, bo sama w twoim wieku byłam emocjonalnie jeszcze dzieckiem a nadopiekuńczość rodziców sprawiała, że gdzies do 16-17 roku zycia nawet z powodu zwykłego przeziebienia chodziłam z mamą i nie było spraw w moim zyciu o których rodzice by nie wiedzieli.

      Chorowałam od dzieciństwa, ale otoczenie tego nier dostrzegało, juz jako kilkuletnie dziecko miałam jakies takie wewnętrzne przekonanie, ze o moich problemach psychicznych nikt wiedziec nie powinien i sie maskowałam.

      W 19 roku zycia (czyli dokładnie w Twoim wieku) kiedy cierpienie stało się zupełnie nie do zniesienia, poszłam do psychiatry.

      Ty też jesteś w stanie sie na to zdobyć, jestem tego pewna. Tylko trzeba sobie uswiadomić, że musisz to zrobić i podjąć decyzję. My tu wszyscy będziemy Ci wspierać na drodze jej realizacji.

      A co do wybitnych ludzi, którzy cierpieli na CHAD to po pierwsze trzeba sobie zadać pytanie czy osiagneli to co osiągnęli dzieki CHAD czy pomimo CHAD.

      CHAD bardzo rzadko jest błogosławieństwem natomiast bardzo czesto przkleństwem - niweczy plany, nadzieje, niszczy związki z innymi ludżmi, staje sie przyczyną utraty pracy, zaburza funkcjonowanie społeczne, staje sie przyczyną wykluczenia społecznego.

      Taki jest prawdziwy obraz CHAD (przede wszystkim tego nieleczonego!) Ci, którzy coś osiagneli i mozna to przypisać ich kreatywności związanej z CHAD (chociaż tak naprawdę tego zwiazku nikt nie udowodnił, to tylko takie lużne obserwacje ludzi nie koniecznie związanymi z psychiatria) to naprawdę ułamek procenta.



    • drugikoniecswiata Re: Bardzo mi przykro... Przeczytajcie to proszę. 23.06.09, 09:42
      Daifak26!
      Odpowiadam Ci, nie czytawszy innych odpowiedzi - być może będę się powtarzać.
      Odpowiadam z całego serca, nawet jeśli brzmi to czasem ostro. Proszę, posłuchaj.

      > Po pierwsze, co do tego, że mam CHAD, nie mam już wątpliwości,
      > bo przeczytałam o tej chorobie w paru źródłach (książki
      > do psychiatrii, internet) i objawy mam książkowe oraz
      > zadzwoniłam do swojej bliskiej koleżanki, która robi teraz
      > specjalizację z psychiatrii, opowiedziałam jej o swoich objawach

      > i też powiedziała, że to na pewno CHAD
      > (potwierdziła, że to są książkowe objawy).

      > Po drugie, nie jestem żadnym trollem,
      > bo CHAD to nie zabawa ani dobry dowcip,
      > tylko momentami koszmarne cierpienie.

      Całe szczęście, że nie jesteś trollem. Też uważam, że bawienie się cudzym
      cierpieniem jest okrutne. Ale trochę tak wyglądały twoje posty - opisywałaś
      siebie w sposób egzaltowany i nie podejmowałaś dialogu z nikim, kto próbował Ci
      pomóc. Forum to miejsce rozmowy, nie tylko audiencja do słuchania.

      Twoje posty to monologi, w dodatku monologi dające wrażenie "oblężonej
      twierdzy". "Ja jedna wiem jak jest naprawdę i ja jedna wiem, że nic nie da się z
      tym zrobić, więc cierpię, a wy mnie nie widzicie, nie słyszycie i tylko się
      czepiacie, jeszcze bardziej raniąc".

      Nikt nie neguje tego, że cierpisz. Podważamy jedynie twoją pewność w pozostałych
      kwestiach. W pierwszej, bo każdy normalny człowiek powie ci to samo - nie
      diagnozuje się ani z książki ani przez internet. Nie znaczy to, że na podstawie
      tego, co przeczytałaś, nie _możesz_ sobie postawić trafnej diagnozy. Ale również
      w żaden sposób nie _gwarantuje_, że diagnoza jest trafna.

      CHAD ma wiele postaci, różne przebiegi (nie tylko I i II), objawy są czasem
      wspólne dla wielu zaburzeń. Chociażby zaburzeń psychoafektywnych, gdzie do
      objawów CHAD dochodzą psychozy. Jak mamy odróżnić przez internet, że to co
      mówisz, to stan faktyczny, a nie np. urojenie, które jest objawem psychozy? I
      któremu każdy psychotyk zaprzecza, bo na tym właśnie psychoza polega? Zastanów się.

      Prosimy cię, żebyś POSZŁA (a nie zadzwoniła) do LEKARZA PSYCHIATRY (najlepiej
      nie do koleżanki, bo może być mało obiektywna) i OPOWIEDZIAŁA mu o swoich
      objawach (a nie wyrecytowała swoją teorię na ich temat).

      Mogę Ci polecić dobrego psychiatrę w Warszawie, niejednego, i nie tylko ja.
      Zobacz wątek przyszpilony na górze. Wizyta prywatna jest najbardziej komfortowa
      (lekarz ma dla ciebie 0,5-1h, słucha, nie ma fartucha, gabinet jest bardziej
      intymny, niż szpitalny, lekarz nie wypełnia przy tobie karty, itp... - to ważne,
      bo pierwsza wizyta u psychiatry jest dla wszzystkich trudna i stresująca), ale
      kosztuje 100-150 zł. Z reguły trzeba trochę poczekać. Dobre ręce to na pewno
      Irena Damiencka, u której ja leczyłam się 5 lat, i Monika Kucińska w enel-medzie
      - lekarka matrioszki.

      Jeśli nie masz kasy, pójdź do poradni zdrowia psychicznego. Ja leczę się teraz w
      PZP przy szpitalu na Sobieskiego. Wysiadasz na przystanku "instytut neurologii"
      i wchodzisz do wysokiego budynku. Pani w informacji / szatni powie ci, gdzie
      dalej. Pracują tam świetni specjaliści od CHAD: Łukasz Święcicki, Monika (?)
      Koszewska, Antoni Kalinowski. Trzeba się zapisać na wizytę (trudno się
      dodzwonić, lepiej osobiście, ale możesz próbować - 45 82 611) i pewnie trochę
      poczekać.

      > Po trzecie, to forum wydawało mi się
      > jedynym miejscem, na którym można się wyżalić,
      > że czekam na śmierć czy czuję taki lęk,
      > że chyba "zaraz" popełnię samobójstwo
      > i nie bać się, że ktoś zadzwoni na policję,
      > naskarży komuś itp.

      Dziewczyno! Między "zaraz" a zaraz (w cudzysłowie lub bez) jest ogromna różnica,
      podobnie jak między "chyba" a "na pewno". Nie chce mi się teraz szukać w twoich
      postach, jakich słów używałaś. Ta różnica może kosztować twoje życie, które
      chwilowo wydaje ci się zbyt trudne albo bezwartościowe - ale nawet z twoich
      postów wynika, że takie nie jest. Pierwsza zasada - NIGDY nie lekceważyć
      informacji o planowanym samobójstwie. Czy możesz mi powiedzieć, jakie mamy
      możliwości działania, jak inaczej - oprócz mówienia do ciebie oraz zawiadomienia
      policji - możemy ci pomóc? Pomóc, czyli zapobiec samobójstwu? Bo odróżnienie
      przez internet, czy mówisz tak, żeby się wyżalić, czy naprawdę chcesz to zrobić,
      nie jest możliwe. Większość z piszących tu osób zna taki stan z autopsji, i
      dlatego tym bardziej czuje się bezsilna. Bo to jest straszny stan. Nie należy w
      nim trwać, ale jedyną osobą, która może go zmienić, jesteś TY. Z pomocą LEKARZA.
      W twoich książkach do psychiatrii z pewnością czytałaś, że CHAD TRZEBA LECZYĆ.

      ciąg dalszy w następnym poście, bo limit znaków
    • drugikoniecswiata Re: Bardzo mi przykro... Przeczytajcie to proszę. 23.06.09, 10:08
      > nie chwalę się swoimi zdolnościami, bo sobie coś
      > wymyśliłam, jestem pyszna itp., tylko właśnie chcę
      > być skromna i nie powiem, jaką mam opinię wśród
      > niektórych asystentów na UW

      No, z twoich postów wynika coś odwrotnego. Być może masz odczucie, że się nie
      chwalisz, tylko informujesz nas o stanie faktycznym. My możemy mieć odczucie, że
      się chwalisz. Ale tak czy siak, chwalenie się stanem faktycznym to nic złego!!!
      Złe jest niedbanie o siebie, bo to grozi zmarnowaniem talentu.

      > i że piszę kolokwia z gramatyki opisowej na same
      > maksymalne ilości punktów niewiele się do nich ucząc

      Jeśli tak jest, to tym bardziej jesteś skarbem polonistyki i tym bardziej szkoda
      by było, gdybyś się zabiła - niewielu polonistów nie ma alergii na gramatykę i
      językoznawstwo, zwłaszcza, jeśli bardziej interesuje ich literatura smile

      > i zdobywam pierwsze, drugie miejsca w konkurasach literackich.

      Gratuluję! Szczerze!

      > Nie chodzi o brak skromności,
      > bo może na tym forum jest mnóstwo o wiele bardziej
      > utalentowanych ode mnie osób, od których jeszcze
      > mogę się wiele nauczyć...

      Ale tu nikt nie będzie porównywał "bardziej" czy "mniej", bo jakie mamy kryteria
      i możliwości weryfikacji? Zresztą w ogóle takie porównywanie jest bez sensu.

      > piszę tylko to, co było faktem i nie pragnę wcale
      > wyolbrzymiać swoich zasług ani wielkości,

      Myślę, że dla wszystkich jest oczywiste, że studiowanie w czasie nauki w LO jest
      niezbitym dowodem ponadprzeciętnych zdolności i talentu. To, że niektórzy
      uważają (uważamy, bo ja też), że nie jest najmądrzejszy sposób na jego
      rozwijanie - to jest inna bajka. Dzedlajdze chodziło o to, że liceum to czas
      liceum, a studia to czas studiów - tak myślę, jeśli nie, to niech mnie skoryguje smile

      Ja w każdym razie też tak uważam: próba przyspieszenia naturalnego tempa rzadko
      kiedy kończy się sukcesem na wszystkich polach. Być może osiągniesz w ten sposób
      wielką dojrzałość intelektualną, ale przepaść między sferą intelektu a emocji
      tylko się pogłębi. Jeśli oprócz kariery naukowej będziesz chciała też np.
      założyć rodzinę albo tylko mieć partnera - ta przepaść jest poważnym zagrożeniem
      dla takiej próby. To ona również powoduje trudności z funkcjonowaniem w grupie i
      poczucie 'niedocenienia'.

      Ta przepaść zieje z twoich postów!!!!!!!!
      Łatwo mi ją zobaczyć, nawet rzuca mi się w oczy - bo sama takiej doświadczam -
      mimo tego, że mam lat 29, a nie 18. Po 3 latach psychoterapii doświadczam jej
      mniej. Doświadczyłam też zgubnych skutków ignorowania jej. Doprowadziło mnie do
      głębokiej depresji, na skraj samobójstwa i do CHAD. Jestem głęboko przekonana,
      że mogłam tego uniknąć, gdybym wcześniej "wzięła się za siebie". Czyli podjęła
      terapię. Dlatego tak ci o tym truję, ja i nie tylko ja.

      > a Rodzice wcale nie zawsze są ze mnie tacy dumni... może
      > czasem Mama, ale np. Tata jest bardzo niezadowolony, że zdaję na
      > filologię polską,

      I tu jest pies pogrzebany. Mówisz o swoich zdolnościach tak, jakbyś chciała nas
      za wszelką cenę o nich przekonać - po co? Przecież niczyja opinia, wiara lub
      niewiara, nie zmieni faktów. Jeśli jesteś zdolna, to jesteś, i już. Jeśli nie
      jesteś, to nie jesteś. Zdolności to tylko kawałek sukcesu. Przyjemniej jest,
      jeśli inni w nie wierzą i wspierają w ich rozwijaniu, ale to nie jest WARUNEK
      sukcesu.

      Jeszcze raz - nikt twoich zdolności nie neguje. Czytając Ciebie mam poczucie, że
      piszesz o nich po to, by dostać akceptację, której nie dostajesz albo którą nie
      w pełni dostajesz od rodziców. BAD NEWS: niczyja akceptacja (nawet całego
      forum i całej polonistyki) akceptacji rodziców ci nie zastąpi. Czasem trzeba się
      pogodzić z
      tym, że jest niewygodnie. Że boli, bo niepełna akceptacja ze strony rodziców
      boli. Ale w wieku nastoletnim jesteśmy już na tyle silni, że możemy znieść ten
      ból. W imię dorośnięcia, w imię autonomii.

      > bo uważa, że to bardzo nieprzyszłościowy
      > kierunek, nie rozumie, że marzę o tym, by być taką pisarką
      > jak Plath czy Woolf...

      Myślę, że tata próbuje ci przekazać, że droga do sukcesu na polu literatury czy
      w karierze naukowej jest długa i że po drodze trzeba też coś jeść, a na jedzenie
      zarobić. Tata martwi się, że polonistyka nie da ci szans na godziwy zarobek. To
      normalna troska rodziców, którzy chcieliby zapewnić dzieciom szczęśliwy byt. To
      nie oznacza, że masz go słuchać - prawem dziecka jest iść swoją drogą.

      Konflikt na tym polu jest nieunikniony, na tym właśnie polega dojrzewanie,
      "odpępnienie", wyfrunięcie z gniazda, o którym trułam ci w pierwszym wątku. To
      nie następuje z chwilą skończenia 18 lat - zwykle etap ten trwa do założenia
      przez dziecko własnej rodziny. Konflikt polega na tym, że rodzice muszą pogodzić
      się z faktem, że dziecko przestaje ich słuchać, a dziecko - że niektóre wybory
      podejmuje wbrew woli rodziców i ceną za to jest to, że oni nie zawsze będą to
      rozumieć i akceptować. Co nie oznacza, że nie będą go kochać, a z czasem nie
      zrozumieją i nie zaakceptują.

      Moi rodzice nie ingerowali w moje wybory (MISH, filologia klasyczna,
      językoznawstwo, hebraistyka), choć ich nie rozumieli i prawdopodobnie uważali to
      samo co twój tata. Dziś ja rozumiem ich. Rozumiem ich co miesiąc, gdy muszę
      zapłacić czynsz, rachunki, wykupić leki i opłacić psychoterapię. 1500 PLN co
      miesiąc nie chce mi spaść z nieba, a jeszcze oprócz tego trzeba coś jeść. Mimo
      to nie żałuję moich studiów, choć gdybym wybierała dziś, pewnie poszłabym
      trochę inną drogą.

      > Awanturko dziękuję, że myślisz o mnie... też o Tobie myślę...

      Myślą o tobie wszyscy, którzy wypowiedzieli się w twoich wątkach. Przeczytaj
      nasze odpowiedzi jeszcze raz. Zauważ, że zniecierpliwienie i ostry ton pojawiły
      się dopiero wtedy, gdy ignorowałaś nasze odpowiedzi. Czujemy się bezsilni i
      bezradni - a przynajmniej ja się tak czuję. To wkurza.

      c.d.n.
    • drugikoniecswiata cd odpowiedzi - odcinek 3 23.06.09, 10:59
      > Po trzecie, wiem, że powinnam udać się do psychiatry,

      TO PIERWSZY KROK DO SUKCESU I PIERWSZA OZNAKA TEGO, ŻE SŁUCHASZ, CO SIĘ DO
      CIEBIE MÓWI - dlaczego nie napisałaś tego w pierwszym poście? Uniknęłabyś wielu
      przykrych słów.

      > ale nikt mi nie wierzy, że mam CHAD
      > (potrafię maskować swoje prawdziwe uczucia, a żadnej próby
      > samobójczej na razie nie miałam).

      Jedno jest skutkiem drugiego. To, że nikt ci nie wierzy, jest skutkiem tego, że
      maskujesz twoje prawdziwe uczucia. Można, ale trzeba wtedy zaakceptować
      konsekwencje. I nie wiem, czy warto - moim zdaniem nie.

      UWAGA. TO NIE JEST ZACHĘTA DO SAMOBÓJSTWA!!!!!! Tylko do zdjęcia przyklejonego
      uśmiechu wtedy, gdy do śmiechu ci nie jest. Do płakania wtedy, gdy chce ci się
      płakać. Do mówienia o tym ważnym dla ciebie osobom. W imię czego ukrywać? Po co?
      Można, ale po co?

      > Wiem, że jestem dorosła, mam 18
      > lat, ale jestem wychowana i nie wyjdę z domu bez wiedzy Rodziców,

      Wyjdź za ich wiedzą. Nie musisz ich informować, gdzie idziesz. Wyjdź do szkoły a
      po szkole pójdź do psychiatry. Wybór tego, o czym chce się informować, a o czym
      nie, nie jest tożsamy z kłamstwem. To pierwsze jest domeną dorosłych, to drugie
      dzieci.

      > szczególnie do psychiatry ani nie zacznę brać leków na CHAD po
      > kryjomu...

      Dlaczego? A jeśli rodzice nie akceptowaliby twojego chłopaka, to przestałabyś
      się z nim spotykać? A jeśli zakazaliby ci czytać książki, to przestałabyś je
      czytać? Dlaczego w jednej kwestii (kierunek studiów) potrafisz zdobyć się na to,
      by działać mimo ich niezrozumienia, a w drugiej (pójście do lekarza) czujesz się
      sparaliżowana? To są takie same wybory, takie same decyzje. Masz 18 lat, co sama
      podkreślasz. To dużo i mało zarazem.

      > Rodzice nie widzą po mnie tej choroby i wmawiają mi, że
      > nic mi nie jest...

      Niezależnie od tego, co ci wmawiają, choroba albo jest albo jej nie ma. To
      stwierdza LEKARZ PSYCHIATRA.

      > chyba, jeśli w ostateczności potrafię się
      > powstrzymać od próby samobójczej, nie zrobię jej na siłę, żeby
      > udowodnić Rodzicom, że cierpię...

      TO DOBRE I MĄDRE POSTANOWIENIE. CIESZĘ SIĘ, ŻE TU CI STARCZA DOROSŁOŚCI.
      POSZUKAJ JEJ TERAZ GDZIE INDZIEJ, NA PEWNO ZNAJDZIESZ.

      > Nawet, jesli mnie nie rozumiecie,
      > to przejdźcie drogę drugiego człowieka, by go oceniać...

      Nikt nie może przejść drogi drugiego człowieka. Dlatego nie powinniśmy oceniać.
      "Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni, nie potępiajcie, a nie będziecie
      potępieni"... - to bardzo mądre słowa.

      Ale NIKT CIĘ TU NIE OCENIA. Oceniamy twoje POSTĘPOWANIE - takie, jakim znamy je
      z twoich postów. Wydaje nam się głupie i destruktywne, próbujemy ci to
      pokazać.Wróć do pierwszych odpowiedzi. Nie były ani ostre, ani niemiłe. Były
      pełne wsparcia. Ale ty ich nie słuchałaś. To spowodowało reakcję - negatywną
      ocenę takiego zachowania. NIE CIEBIE.

      > nie mam póki co możliwości pójścia do psychiatry,

      To nie jest prawda. 18 letni człowiek, który zdał maturę i uczęszcza na zajęcia
      na uniwersytecie, MA możliwość pójścia do psychiatry. Być może jest to trudne do
      zorganizowania, ale nie niemożliwe. Nie wierzę, że wszędzie pod drzwi odprowadza
      Cię mama lub tata i że nie dysponujesz czasem, w którym możesz sama poruszać się
      po mieście. Jeśli się mylę, powiedz.

      Skorzystaj ze swojej dorosłości. Możesz, ale NIE MUSISZ o tym informować
      rodziców, i to nie oznacza nieuczciwości wobec nich. A jedynie dojrzałe
      rozważenie zysków i strat takiego posunięcia. Po prostu jesteś DOROSŁA.
      Przynajmniej w teorii. Lekarza obowiązuje tajemnica lekarska, a 18 lat
      wystarczy, by samemu odpowiadać za swoje czyny.

      > poza tym nie chcę od razu
      > ładować się lekami, skoro na razie radzę sobie z tym sama,

      Na podstawie tego, co piszesz, uważam i parę innych osób też, że sobie NIE
      radzisz. A przynajmniej - że marnujesz szansę na to, by radzić sobie lepiej.
      Jeśli sądzisz, że nie mamy racji, albo nie chcesz tej szansy wykorzystywać -
      napisz nam o tym, przestaniemy truć.

      > a bardzo potrzebuję się w depresji komuś wyżalić

      To zrozumiałe, bycie wysłuchanym to podstawowa potrzeba każdego człowieka.
      Rozumiemy ją i staramy się na nią odpowiedzieć. Tak jak umiemy najlepiej. Jeśli
      oczekujesz czego innego, powiedz nam o tym.

      > (Rodzicom nie mogę, bo nie wierzą, że choruję,
      > a przyjaciołom nie mogę, bo pewnie przestaną się
      > do mnie odzywać,

      Skąd wiesz? Dwa razy ten sam błąd modalny.
      Jedno z podstawowych twierdzeń logiki modalności:
      jest możliwe, że p ≡ nie jest pewne, że ¬p

      czyli:
      1)jest możliwe, że przyjaciele przestaną się odzywać, gdy się wyżalę ≡ nie jest
      pewne, że przyjaciele przestaną się odzywać, gdy się wyżalę.

      2)zrób sobie sama to ćwiczenie z punktem nr 2 smile

      DOPÓKI NIE SPRAWDZISZ, NIE BĘDZIESZ WIEDZIAŁA. TO JEST RYZYKO, ALE MOŻE WARTO JE
      PODJĄĆ? CO MASZ DO STRACENIA?

      > a nie chcę ich stracić, bo mam ich bardzo mało -

      Naprawdę zależy ci na przyjaciołach, którzy akceptowaliby Cię tylko wtedy, gdy
      nie wiedzą, jaka jesteś naprawdę? Czyli de facto akceptowaliby swoje wyobrażenie
      o tobie, a nie ciebie? Czy to byliby przyjaciele? Coming out może być
      sprawdzianem przyjaźni. Ja tam wolę nie mieć przyjaciół niż mieć
      pseudoprzyjaciół. Ale to ja.

      > tak naprawdę nie mam nikogo na świecie, komu mogę powiedzieć, co
      > naprawdę czuję i co naprawdę przeżywa moja dusza).

      To musi być bardzo trudne, bo ciężko jest wytrzymać w takiej sytuacji.
      Psychoterapia to pierwszy krok do zmiany i bezpieczna przestrzeń, w której można
      o tym rozmawiać, oraz człowiek, który empatycznie cię słucha i wspiera. Przy
      jego pomocy uczysz się szukać takiego wsparcia w życiu i budować oparcie dla
      siebie w sobie.

      > Po czwarte, moje zdolności polonistyczne wynikają z hipo...

      Kolejny błąd logiczny zwany błędem kauzalnym - wnioskowanie o przyczynie na
      podstawie skutku.

      Kurs semiotyki logicznej to pozycja obowiązkowa dla szanującego się humanisty,
      uwzględnij to w planie zajęć na przyszły rok - instytut filozofii. Polecam Ci
      ćwiczenia Mieszka Tałasiewicza, wykład prof. Jadackiego nie należy do
      przyjemnych - można go sobie odpuścić i tylko przerobić jego podręcznik, to
      wystarczy do egzaminu. Perełką i rarytasem są zajęcia (wykład i ćwiczenia) prof.
      Jerzego Pelca, ale na nie niełatwo się dostać. Ale można próbować.

      > było bardzo dużo już takich osób, humanistów, artystów...
      > wpiszcie sobie w google "depresja maniakalna a kreatywność",
      > a znajdziecie mnóstwo na ten temat...

      Czy naprawdę sądzisz, że jesteś jedyną osobą, która używa googla albo czyta
      książki? Nie jesteś. Polecam Ci "Touched with fire" Kay Redfield Jamison.

      > poza tym pytałam się tej dziewczyny, która robi
      > specjalizację z psychiatrii i powiedziała mi, że ta choroba jest
      > bardzo poularna wśród twórczych ludzi... ba!... chorzy z lżejszym
      > CHAD-em są o wiele bardziej kraetywni od tych, uznawanych za
      > normalnych...

      To jedna z oczywistości, którą myślę, że wszyscy tu znamy. Znamy jednak również
      cenę, którą płaci się za tę wyjątkowość - i nie wszyscy uważamy, że warto. Nie
      musisz się z nami zgadzać, może wolisz być wyjątkowa i cierpieć. Mogłabyś jednak
      uwierzyć nam, że przy odrobinie wysiłku (czyli podjęciu LECZENIA, niezależnie od
      tego czy FARMAKOLOGICZNEGO, czy PSYCHOTERAPEUTYCZNEGO) można być kreatywnym i
      cierpieć dużo, dużo mniej. Lubisz cierpieć?

      PS Można też spróbować (leków, psychoterapii) a potem zmienić zdanie (przerwać,
      odstawić). Tylko trzeba sobie na tę próbę dać parę lat, nie miesięcy - dopiero z
      takiej perspektywy da się ją rzetelnie ocenić. Sięgnięcie po leki nie oznacza,
      że będziesz musiała brać je ciągle, a niebranie ich - że powstrzymujesz rozwój
      choroby.

      To, że napisałam Ci, że nie jestem zwolenniczką faszerowania prochami za wszelką
      cenę, wynika z tego, że zawsze trzeba rozwa
    • drugikoniecswiata Re: Bardzo mi przykro... Przeczytajcie to proszę. 23.06.09, 11:25
      > Po pierwsze, co do tego, że mam CHAD, nie mam już wątpliwości,

      A ja wciąż mam smile) Twoje prawo nie mieć, moje prawo mieć.

      > Po trzecie, to forum wydawało mi się
      > jedynym miejscem, na którym można się wyżalić,

      Tak, to jest takie miejsce, ale NIE jest ono JEDYNE. Chętnie podpowiemy Ci,
      gdzie jeszcze można to zrobić. Gabinet psychoterapeuty też jest takim miejscem,
      że tak powtórzę moją mantrę. Grupa wsparcia jest takim miejscem. Kawiarnia, w
      której usiądziesz z bliską Ci osobą, też takim miejscem jest. A może pociąg,
      którym jedziesz z nieznajomym. Blog jest takim miejscem. Pamiętnik jest takim
      miejscem. Jest mnóstwo takich miejsc, różnych. Naprawdę.

      > że czekam na śmierć czy czuję taki lęk,
      > że chyba "zaraz" popełnię samobójstwo
      > i nie bać się, że ktoś zadzwoni na policję,
      > naskarży komuś itp.

      Gdy dziecko wybiega na ulicę, również nie chce, by ktoś naskarżył dorosłym. A
      jednak żaden dorosły nie zastanawia się wtedy, co jest ważniejsze - zaspokojenie
      potrzeby autonomii dziecka czy zapewnienie mu bezpieczeństwa. Na tym polega
      mądra miłość i mądra troska. Nie jest tożsama z natychmiastowym zaspokajaniem
      wszystkich potrzeb osoby o którą się troszczymy i którą kochamy - a wręcz
      wymaga, by niektórych jej potrzeb natychmiastowo nie zaspakajać.

      > chyba nie jestem jedyną osobą, która się tu wyżala,
      > mówi prawdę o swych odczuciach,
      > myślach samobójczych itp.

      Oczywiście że nie - nie jesteś. Nie jesteś też jedyną osobą, którą wysyłamy do
      lekarza i której POSTĘPOWANIE krytykujemy. Nie jesteś jedyną osobą, do której
      ktoś odezwał się ostro czy nieprzyjemnie. Na tym forum staramy się mądrze
      troszczyć o siebie, a nie natychmiast zaspakajać wszystkie swoje potrzeby. Jak
      się da, to dobrze, ale czasem coś trzeba wybrać. To, co każdy z nas uzna za
      ważniejsze. Ja uznałam, że ważniejsze jest potrząśnięcie Tobą niż pogłaskanie
      Cię po głowie. Być może się myliłam, ale jak widzę skutek osiągnęłam - bo ten
      twój post jest dla mnie pierwszym, który czytam bez noża otwierającego się w
      kieszeni.

      > i oczekuje, jak każdy,

      Nie każdy oczekuje tego samego. Warto mówić wprost o swoich oczekiwaniach, to
      pomaga uniknąć nieporozumień i frustracji.

      > dobrego słowa, wsparcia lub przynajmniej "pocieszenia",
      > że nie tylko ja znalazłam się w takiej sytuacji,
      > że czekam na śmierć.

      Przeczytaj jeszcze raz ze zrozumieniem nasze odpowiedzi na twoje posty. Zacznij
      od początku. Wydrukuj je sobie i przeczytaj, a potem powiedz, szczerze, czy nie
      dostałaś tu dobrego słowa, wsparcia i zapewnienia, że nie tylko ty znalazłaś się
      w takiej sytuacji. Proszę.

      > Na pytanie
      > Drugiegokońcaświata mogę odpowiedzieć,
      > że nie fantazjuję ani nawet nie mam takich zamiarów,

      To nie było pytanie wartościujące. To było ważne i szczere pytanie. 1) Czy
      poruszasz się w sferze fantazji i odczuć ("nie chcę żyć" "chcę przestać
      cierpieć" "chcę zniknąć ze świata" "chcę, żeby mnie nie było"),
      2) na ile są one nastawione na działanie ("nie chcę żyć" czy "chce się zabić")
      3) czy może planów ("dzisiaj się zabiję" "jak nie dostanę tyle punktów z matury
      ile chcę to się zabiję"
      4) na ile te plany są konkretne ("w poniedziałek o drugiej łyknę tabletki które
      mam w łazience").

      Takie pytania zadałby ci również lekarz, po to, by ustalić realne zagrożenie
      samobójstwem.

      > tylko czuję w swoim wnętrzu wszechogarniającą pustkę,
      > skrajny lęk, poczucie wyczerpania i często
      > taki ból duszy, że się wewnętrznie "skręcam" i momentami siedzę w
      > bezruchu, czekając na śmierć... nawet nie mam głowy na
      > fantazjowanie...
      > a nawet, jeśli pracuję podczas depresji, to o
      > połowie rzeczy zapominam i "umieram z bólu duszy".

      Ok, dziękuję, na tyle na ile mogę wnioskować z internetu, w dużej mierze
      odpowiedziałaś na moje pytanie. Rozumiem, że czekasz na śmierć, umierając z bólu
      duszy, a nie chcesz sama do niej doprowadzić, tak?

      * * *
      VENI, LEGI, DIXI. To są Moje Słuszne Poglądy na Wszystko, z którymi nie trzeba
      się zgadzać, ale można z nimi polemizować. Chętnie podejmę dialog.

      Przepraszam Cię, jeśli zraniłam Cię moimi słowami i brakiem delikatności. Nie
      robiłam tego po to, by sprawić Ci przykrość - raczej z bezsilności i
      bezradności. Chciałabym Ci pomóc i robię to, co uważam w tej chwili za
      najlepsze. Nie oceniam CIEBIE, a twoje CZYNY. Nie kwestionuję TWOICH ZDOLNOŚCI,
      a wyrażam żal z powodu tego, że moim zdaniem NIE DBASZ o to, by mieć warunki do
      ich rozwijania. Zadbanie o swoje zdrowie psychiczne jest warunkiem koniecznym do
      tego, by rozwijać talent. Piramida potrzeb Maslowa się kłania.

      Ucieszę się, jeśli docenisz czas i wysiłek, jaki włożyłam w odpowiedzenie na
      twój post. Będę też bardzo szczęśliwa, gdy następnym razem pisząc dłuższy tekst
      użyjesz akapitów - to ułatwi jego zrozumienie. Mówię to bez złośliwości i szczerze.

      Trzymaj się ciepło i proszę, przemyśl nasze odpowiedzi. Wszystkie. Zrobisz co
      zechcesz, jesteś dorosła. Przynajmniej w teorii. My też zrobimy co zechcemy.
      Jesteśmy dorośli. Przynajmniej w teorii.
    • drugikoniecswiata uffffffffffffffffffffffffffffffff ffffff n/txt 23.06.09, 11:26
    • dzedlajga Re: Bardzo mi przykro... Przeczytajcie to proszę. 23.06.09, 11:40
      Po tym co napisalas dzis, moge tylko polecic ksiazke, ktora juz tu polecalam.
      Oczywiscie moge sie mylic, ale byc moze dla Ciebie to bedzie bardzo dobry
      pierwszy krok, bez wzgledu na to co bedzie dalej

      Powrot do swego wewnetrznego domu - John Bradshaw

      ps
      Ja zaraz po maturze wyjechalam do obcego miasta, w ktorym moze raz czy dwa bylam
      na wycieczce klasowej. Nie sądzę, żebym była źle wychowana w sensie o którym
      piszesz. Bylam wychowana na osobe totalnie zalezna od innych. Zupelnie nie wiem
      skad bylo we mnie tyle wewnetrznej niezaleznosci i buntu, ktore dlugo nie
      znajdowaly ujscia. Moze dlatego, ze tak naprawde, poza tym, ze mi dawali jesc i
      cos na grzbiet, to nikt naprawde sie nie interesowal tym co mysle i czuje. Sama
      rozwiazywalam swoje problemy i jeszcze mialam mlodszego brata na glowie. O
      problemach w szkole czasem informowalam Mame, ze takowy sie pojawil, ale sprawa
      juz jest zalatwiona.

      Moj ojciec (o ile byl fizycznie obecny) tez mnie zawsze krytykowal i byl
      niezadowolony. Niewazne byly przemioty, z ktorych mialam 5 czy 6 (bo to
      oczywiste) o wiele wazniejsze bylo to, ze mialam 3 z matematyki czy fizyki,
      ktorych nienawidzilam. Teraz wiem od niego wlasnie, ze jak mi mowil ze sie do
      niczego nie nadaje, to... chcial mnie zmotywowac. Zaiste przewrotna to motywacja.

      Che, che, nie wiem, gdzie by Twoj Tata widział Ciebie, ale moj mnie widzial w
      skórzance. Doprawdy, niezwykle oryginalny pomysl na zycie dla jednej z lepszych
      ucznnic w klasie. Na szczescie reszta rodziny mi to skutecznie z glowy wybila,
      bo ja bylam tak ulegla, ze poszlabym do tej skórzanki, ech, stare dzieje.

      Mniej wiecej rok po tym, jak tu przyjechalam szukałam psychologa, terapeuty i
      nawet mi nie przyszlo do glowy, zeby kogokolwiek o tym informowac. To MNIE bylo
      zle i JA szukalam pomocy. O wiele wczesniej wiedzialam, ze nikt i tak mnie nie
      zrozumie wiec nawet nie probowalam szukac zrozumienia wsrod najblizszych.
      Dopiero jak ja dojrzalam, zmienila sie moja relacja z Mamą na o wiele zdrowsza.

      Dzis wiem, ze najlepsza rzecz, ktora moglam wtedy dla siebie zrobic, to byla
      wlasnie wyprowadzka z domu, bo tam nigdy bym nie dojrzala. Na zawsze
      pozostalabym mala, zahukaną dziewczynka.

      ps2
      absolutnie nie przychodzi mi do glowy, zeby kwestionowac to co czujesz, ale...
      mysle, ze w Twoim wieku czulam sie podobnie jak Ty teraz, jednak z cala
      pewnoscia, nie byl to chad.

      Nawet teraz, gdy juz jestem 6 lat po diagnozie mam duze watpliwosci co do tego
      czy byla sluszna. Bo mam powazne podejrzenie, ze to bylo zupelnie inne
      zaburzenie, ktorego jednym z objawow sa wlasnie zaburzenia nastroju. Ale o tym
      za tydzien bede rozmawiac z lekarzem.
      • dzedlajga Re: Bardzo mi przykro... Przeczytajcie to proszę. 23.06.09, 11:44
        dodam jeszcze, ze to w koncu Twoj pierwszy post, w ktorym napisalas co CZUJESZ,
        a nie co MYŚLISZ o tym co czujesz i mnie ta zmiana bardzo sie podoba, mimo, ze
        te uczucia sa bolesne.
        • drugikoniecswiata Re: Bardzo mi przykro... Przeczytajcie to proszę. 23.06.09, 13:30
          widzę, że nie pierwszy raz się zgadzamy smile)))
          • dzedlajga Re: Bardzo mi przykro... Przeczytajcie to proszę. 23.06.09, 16:10
            smile smile smile
    • 36.a Re: Bardzo mi przykro... Przeczytajcie to proszę. 23.06.09, 14:35
      Myślę jeszcze, że wstydzisz się pójść do psychiatry. Bo w Twoim środowisku nikt nie chodzi. Bo to nie uchodzi. Co by inni powiedzieli. Inni mają swoje sprawy.
      • czareg Re: Bardzo mi przykro... Przeczytajcie to proszę. 23.06.09, 21:14
        Po powieleniu wszystkiego, co Ci napisano powyżej, dodam:
        Przyjaciele się od Ciebie nie odwrócą - ci, którzy się od Ciebie odwrócą nigdy
        nie byli twoimi przyjaciółmi.
        Ale pomimo, że utrata takich znajomych wyjdzie Ci tylko na zdrowie, ból z powodu
        odrzucenia będzie. Więc strach Twój rozumiem, ale w tym przypadku działa akurat
        na Twoją szkodę.
        • daifak26 Dzięki... masz rację! 23.06.09, 21:35
          Masz rację, spróbuję zrobić wszystko, żeby się przełamać i
          powiedzieć o tym swojej najlepszej przyjaciółce... wielkie dzięki za
          troskę...
          • poetkam Re: Dzięki... masz rację! 23.06.09, 22:07
            Ja się poddaję...
            Powodzenia Ci życzę...
            Skoro wiesz wszystko najlepiej...
            Mam nadzieję, że w końcu pójdziesz do lekarza, albo choć do psychologa...
            Trzymaj się.
            • stardusts jednak jeszcze coś napiszę 24.06.09, 00:08
              Mogę się mylić, ale....:

              Coś czuję Daifak, że nie pójdziesz do lekarza.

              Mogłabyś usłyszeć: "wszystko z Tobą ok, nie masz CHAD", co dla Ciebie chyba jest
              równoznaczne z: "nie jesteś w stanie być Wielkim Twórcą, nie jesteś wyjątkowa...".
              Co oczywiście jest wielką bzdurą, bo wyjątkowym i twórcą jest się pomimo
              choroby, a nie dzięki niej...

              Coś mi się zdaje, że do CHAD skłonił Cię fakt, że Woolf była chora na CHAD,
              Plath była chora na CHAD, a TY chcesz być taka jak one...

              Zastanów się sama dla siebie, czy przypadkiem nie chcesz mieć CHAD bo one miały?

              Czy gdyby obie Panie i jeszcze kilka innych sławnych osób miały zamiast CHAD np.
              schizofrenię paranoidalną, czy inny problem psychiczny to też byś tego u siebie
              szukała?

              I teraz zagwozdka:

              A co jeśli Plath i Woolf z powodu CHAD utraciły możność wykorzystania w większej
              mierze swoich zdolności i talentu, bo na przykład, żeby pisać musiały
              wykorzystać 90 % swojej siły na przekroczenie swoich ograniczeń, które mimo
              wszystko pojawiają się w hipomanii i manii, a na pewno są obecne w depresji?

              Przykład: Nieadekwatne postrzeganie rzeczywistości w manii...To co w manii
              wydaje się cool bo ma się cały świat u stóp, wiele rzeczy się chce, po jej
              ustąpieniu może się okazać całkiem od czapy...

              Co do objawów:

              Zapewne słyszałaś o syndromie studentów pierwszego roku medycyny?

              Widzą oni u siebie książkowe objawy większości chorób, o których się uczą mimo,
              że chorób nie mają....

              Zapytaj pierwszego lepszego studenta medycyny lub lekarza jeśli mi nie wierzysz...

              Pozdrawiam i mam nadzieje, że jednak pójdziesz po rozum do głowy i przejdziesz
              się chociaż do psychologa.

              Wszystkiego dobrego.

              Pozdrawiam Agnieszka.

    • stardusts do mari-anne2 24.06.09, 00:23
      mari-anne2 hej ale się dzieje...
    • awanturka Re: Bardzo mi przykro... Przeczytajcie to proszę. 24.06.09, 01:57
      Ja też byłam kreatywna (w przerwach pomiedzy depresjami). W szkole sredniej laureatka dwóch olipiad, na pierwszych latach studiow (UJ) najlepsza studentka na roku (średnia 5,0) co egzamin to egzaminujący próbowal mnie namówic by bym po skończeniu studiów podjeła pracę w zakladzie gdzie on pracuje (czyli mowiąc najprosciej "zwerbować". potem jeszcze "przebłyski geniuszu" gdy wybrałam super trudną specjalizację, praca magisterska i egzamin magizterski - kompletna klapa (depresja, prace magisterska pisałam leząc na oddziale psychiatrycznym, broniłam na przepustce ze szpitala), potem rozmowa kwalifikacyjna i propozycja pracy na uczelni w bardzo ciekawym zakładzie (mimo słabej pracy magisterskiej, pracowali tam tacy, którzy pamietali mnie z "lepszych czasów"), znowu depresja, nie mam odwagi podjąć proponowanej pracy, ląduję w szkole, funkcjonuję coraz gorzej, parę lat temu ląduje na rencie a orzeczenie lekarza medycyny pracy brzmi "nadaje się do pracy w warunkach pracy chronionej, prostej, nie wymagajacej skupienia, wykonywanej pod nadzorem, z mozliwoscią robienia przerw w dowolnie wybranej chwili" (gdzie ja znajdę taką pracę???).

      W Twoim wypadku nie musi tak być i tego z calego serca Ci zyczę. Ale ostrzegam, z CHA-em lepiej nie igrać!!
      • drugikoniecswiata Re: Bardzo mi przykro... Przeczytajcie to proszę. 24.06.09, 13:14
        o, skads znam ten model. tylko u mnie się rypnęło po 3 roku, a nie
        przed mgr. w związku z czym do mgr szczęśliwie dobrnęłam teraz, po 9
        latach "studiowania" (z paroma przerwami w zyciorysie - pomimo tego,
        ze pobytu w szpitalu udalo mi sie na razie uniknac). wciąż jeszcze
        niektórzy proponują mi doktorat i pracę naukową - pamiętając, jak
        piszesz, z dawnych czasow, albo jak ja to nazywam - z tamtego życia.
        a ja ostatkiem sił uczę się do zaleglych kursowych egzaminów i zdaję
        je na 3... ho, ho, tak, tak... chyba jednak nie da sie oszczedzic
        komus wlasnych bledow, chocby nie wiem jak bolesne byly.

        mari-anne - tak, ja dziś też jestem zadziwiona tym,że udało mi się
        wyprodukowac tak piekne epistoly.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka