29.06.09, 20:10
Ble co tu gadać fatalnie się czuję i czekam aż przejdzie....Dzięki że jesteście.

Ale nie jest tak źle, głupie myśli w głowie i fizyczne osłabienie...Czekam na
urlop. Mam być spokojna bo w pracy ok i w ogóle nic złego się nie dzieje...
Obserwuj wątek
    • skaka_anka Re: .... 30.06.09, 10:55
      Spokojnie to tylko ta beznadziejna pogoda smile
      • stardusts Re: .... 03.07.09, 12:31
        No i niestety posypałam się.

        Doszły problemy z siostrą i bratem przyrodnimi jedno 10 drugie 13
        lat.......K***WA nie mogę i ich teraz stracić..

        Czuję się bezsilna....Psycholog tylko by teraz pomógł i porządna terapia, ale
        jak wytłumaczyć to ojcu, który jeszcze bardziej biega od plusa do minusa...Nie
        utrzymam sama rodzeństwa... Szczególnie, że ojciec twierdzi, że nie ma
        problemu...Na prawdę mało mu po mnie chyba?...

        W dodatku mam guzek w piersi nie złośliwy niby, ale leków raczej nie powinnam
        brać ze względu na prolaktynę etc....

        Nawet bym się nie przejmowała tak bardzo gdyby nie to że na rodzeństwie mi
        zaleczy i powinnam być stabilna bo nie ma kto im dać wsparcia bo zarówno ojciec
        i ich matka to średnio im wychodzi bycie rodzicem...

        Szkoda słów...Jedynie 3majcie kciuki proszę jeśli dacie radę bo jak nie urok to
        przemarsz wojsk u mnie i tak od 16 lat...Powinnam przywyknąć prawda? A ja wciąż
        mam nadzieję...

        Całuję Aga kiss
        • stardusts Re: .... 04.07.09, 17:18
          Kochani nie moglam już wytrzymać pojechałam na izbę przyjęć do bielańskiego...No
          i mam skierowanie do szpitala, a w pon mam isc do mojego lekarza....nie jest
          dobrze...nie poddam sie, chce jechać nad morze....
          • poetkam Re: .... 04.07.09, 18:10
            Kochane słoneczko... Trzymaj się cieplutko.
            >nie poddam sie, chce jechać nad morze....

            Tak trzymaj. Ważne, że masz jakąś motywację. Daj znać po wizycie u lekarza co i
            jak, dobrze?
            Cieplutkie myśli Ci ślę.
          • 36.a Re: .... 04.07.09, 19:15
            Wybacz pytanie: co Ci właściwie jest? Bo ostatnio czytałam, że masz hashi. OK, więc pewnie dostałaś leki. Bierzesz? Bo huśta Tobą nieprzytomnie sad Musisz być mocno zmęczona.

            Jestem okrutna, ale nie przejmowałabym się losem przyrodniego rodzeństwa - mają mamusię i tatusia (tatuś to ten, co zostawił Ciebie?) WALCZ NAJPIERW O SIEBIE.
          • ergo_pl Re: .... 04.07.09, 19:36
            Nie znając Twojej sytuacji, trudno mi się wypowiedzieć co do rodzeństwa (sama też mam przyrodnie). Ale jedno jest pewne: niezależnie od ich sytuacji, przyszedł czas, żeby zająć się sobą. Jeśli sama nie będziesz zdrowa, nie pomożesz dzieciakom (ale branie za nich odpowiedzialności to nie Twoja rola). Popieram odpoczynek, ale decyzję może podejmij po wizycie u lekarza.
            Trzymam kciuki smile
          • awanturka Re: .... 04.07.09, 19:51
            stradust, nie wiem co napisać, choroba jest sama w sobie problemem a jeszcze indukuje inne problemy (na przykład typu materialnego, wiem coś o tym, niestety). Będę się powtarzać, ale prawda jest taka, że zdrowie psychiczne to bezwględny priorytet - bez tego nie da się zaradzić innym problemom. Więc jesli się nie da inaczej idź do tego szpitala z nadzieją, że doprowadzą Cię do porządku szybciutko. Inne sprawy muszą poczekać, choćby były nie wiem jak ważne.


            Jestem z Tobą!!!
            • stardusts Re: moj kanarek....i rozterki moralne 04.07.09, 22:13
              Wiecie co chyba rzeczywiście mi odbija przed chwilą moj najmłodszy kanarek 2.5
              miesiaca mało nie umarł. Cały dzień czuł się gorzej. Zrobiił sie cały sztywny i
              spadł z żerdki, strasznie szybko oddychał i serduszko mu waliło...

              Wziełam go w ręce i zaczełam sie modlić, ogrzewać dałam mu w dzióbek wody i
              prosiłam Tę Wyższą Istotę- Boga żeby było lepiej....Podobno o zwierzęta nie
              powinno się modlić, ja nie umiałam się nie modlić...Teraz jest jakby lepiej
              probuje zwinąć się w kuleczkę i spać niedaleko mnie...

              Może to dziwne ale płaczę, w końcu znam tego malucha od jajka....Czy moje
              zachowanie jest chore, czy nie wolno kochać zwierząt, modlić się o nie? Wiem, że
              to nie czlowiek, ale jakoś przykro mi jak cierpi...Moj Ł pokręcił przez tel.
              nosem w postaci znaczącej ciszy jak powiedziałam, że modliłam się o
              kanarka....Czy to już bluźnierstwo? Przecież można chyba prosić o takie rzeczy
              Boga??? Chyba Bóg się nie obrazi?? Może jestem infantylna i zachowuję się jak
              dziecko...., ale w takich sytuacjach nie umiem inaczej...

              Sorrki za wywód, ale musiałam to z siebie wyrzucić, zwlaszcza że dziś sporo się
              działo, a ja nie za dobrze się czuję. Wybaczcie....
              • 36.a Re: moj kanarek....i rozterki moralne 04.07.09, 22:58
                kiedyś koleżanka: "no i ta papuga tak zwisała sztywna z tej żerdki, ble"

                już od dawna nie jest koleżanką, a zwierzaki są piękne. nie to panie, co ludzie. a psom mówię "cześć"
              • majagor Re: moj kanarek....i rozterki moralne 04.07.09, 23:04
                Ani to głupie, ani infantylne.. O zwierzęta nie tylko można dbać, ale nawet
                trzeba. I to tylko dobrze o człowieku świadczy, że traktuje je tak właśnie jak
                Ty, z taką troską o nie dba.

                Ja mam swojego zająca. Zająca który śpi ze mną w łóżku, zająca którego mogę
                tulić godzinami, zająca, który jest mega ważny w moim życiu. Bez niego to chyba
                bym zwariowała do końca. Bo tylko on mnie wysłucha w spokoju, tylko on
                cierpliwie znosi me fochy.
                Pierwsze co robię zawsze po wejściu do domu, to witam się z nim właśniesmile
                • drugikoniecswiata Re: moj kanarek....i rozterki moralne 06.07.09, 08:57
                  o, witaj w klubie miłośników długich uszu! uszy przedłużeniem duszy smile
              • awanturka Re: moj kanarek....i rozterki moralne 04.07.09, 23:27
                Modliłam się i o psa i o kota. Nad psem przesiedziałam całą noc, trzymając mu rękę na łepku i prosząc Boga by nie umarł, rano pies poczuł się lepiej choc weterynarz uznał, że właściwie nie ma nadziei a potem wyzdrowiał. O kota tez się modliłam jak głupia gdy zachorował, niestety nie zostałam wysłuchana sad

                Myślę, że wiele osób tak robi, nie Ty jedna i nie ma w tym nic dziwnego a tym bardziej nienormalnego. A co będzie z Twoimi kanarkami jak znajdziesz się w szpitalu (ewentualnie)? Będzie się miał kto nimi zaopiekować. Ile masz tych maluszków?
              • ergo_pl Re: moj kanarek....i rozterki moralne 05.07.09, 00:23
                A facetowi się nie dziw - oni wszakże z innej planety (nie znaczy, że gorszej) big_grin
                • stardusts Re: moj kanarek....i rozterki moralne 05.07.09, 11:27
                  Przesiedziałam z maleństwem całą noc, nie chce jeszcze jeść i za bardzo pić, ale
                  ranoćwierknął do mnie i wypił kropelkę wody i zjadł 4 ziarenka. Cały czas spi,
                  ale to chyba dobrze.

                  Miałam z nim dzisiaj jechać, ale jest za słaby chyba na podróż i Pani weterynarz
                  powiedziała, żeby ogrzewać poić i jutro albo we wt przyjechać bo podróż mogłaby
                  go zabić. Podejrzewam,że jakiś wirus bo drugi mały też trochę markotny, ale może
                  dadzą radę...

                  Awanturko cała 6 skrzydlatych u mnie. Pani sąsiadka by pewnie karmiła, bo sama
                  też lubi ptaszory

                  Dziękuję Wam za wsparcie, wczoraj było mi na prawdę źle, dziś jest trochę lepiej...

                  Będę się odzywać.
                  • stardusts Re: moj kanarek....i rozterki moralne 05.07.09, 16:55
                    Nie przeżył mój piękny mały kanarek.... sad sad sad sad sad
                    • poetkam Re: moj kanarek....i rozterki moralne 05.07.09, 18:03
                      Bardzo Ci współczuję...Wiem, ile dla Ciebie znaczył..
                      • stardusts Re: moj kanarek....i rozterki moralne 05.07.09, 18:25
                        Teraz walka o pozostałą 5, wyczytałam w netie, ze to może być salmonelloza.
                        Jutro o 9ej jadę z nimi do doktor, może uda się uratować.

                        Bardzo mi smutno....
                        • stardusts Re: moj kanarek....i rozterki moralne 05.07.09, 21:20
                          Chcę płakać, płakać, płakać...Nie wiadomo, czy zdoła się uratować resztę moich
                          Skrzydlatych......O żesz K******A...
                          • awanturka Re: moj kanarek....i rozterki moralne 05.07.09, 22:44
                            Przytulam cię mocno, najmocniej jak potrafię...Nie wiem co napisać, wiem jak to boli....

                            Czy to pierwszy lęg który odchowujesz?
                          • ssig.ma Re: moj kanarek....i rozterki moralne 05.07.09, 22:49
                            Wspólczuję ci najbardziej jak można, rozumiem twój ból. I strasznie
                            żałuję,że nie mogę ci pomóc sad mogę tylko trzymać kciuki za resztę
                            stadka
                        • ergo_pl Re: moj kanarek....i rozterki moralne 05.07.09, 23:08
                          Przytulam, mocno.
                          • stardusts Re: moj kanarek....i rozterki moralne 06.07.09, 08:59
                            Kochani zaraz jadę ze Skrzydlatymi do veta...Drugi mały w bardzo kiepskim
                            stanie. Teraz wiem ze trzeba szybko działać. Please 3majcie kciuki, jak wróce
                            dam znać. Postaram sie jak najwięcej z 5 uratować.

                            3majcie kciuki...sad
                            • quaxo Re: moj kanarek....i rozterki moralne 06.07.09, 14:55
                              Ja trzymam kciuki. Musi być dobrze.
                    • drugikoniecswiata Re: moj kanarek....i rozterki moralne 06.07.09, 08:59
                      trzymaj się... wiem jak to jest stracić zwierzaka, to bardzo boli. pamiętaj o
                      dobrych chwilach, które razem spędziliście i płacz za nim, jeśli chce ci się
                      płakać.
                      • stardusts Re: moj kanarek....i rozterki moralne 06.07.09, 18:20
                        Niestety atoxoplasma, wyszło w sekcji zwłok....Bardzo niebezpieczna dla młodych
                        kanarków, niewyleczalna a zaleczalna....Nie wiadomo, czy dadzą radę przeżyć.
                        Niszczy organy wewnętrzne- powiększona wątroba i martwica, mój mały Żulek miał
                        też kilkakrotnie powiększoną śledzionę...Pozostałe małe w bardzo złym
                        stanie....Napiszę w nocy, płaczę cały czas....sad sad sad
                        • stardusts Re: moj kanarek....i rozterki moralne 11.07.09, 14:20
                          Jakoś żyję Kochani choć wczoraj i przedwczoraj to mocny zjazd wraz z lękami
                          miałam...Mimo chęci Pana endokrynologa bez antydepa minimalnej dawki nie dało rady.

                          Fizycznie czuję się lepiej, psychicznie jest trudno. No i walczę o ptaszory..Za
                          każdym razem gdy dzwonię do Pani dr, ona się dziwi, że one jeszcze żyją...Każdy
                          dzień to dla nich szansa, daję im leki, może się uda.

                          No i jak to u mnie całe tabuny myśli na temat jednej, dwóch osób, ale już tak
                          mam, że myśli, emocje, uczucia fruwają...Chyba to dla mnie typowe. Też tak
                          macie, że w uczuciach od plusa do minusa? Od depresji do euforii, od lęku do
                          pewności i zawsze bardzo mocno jak już czujecie? Z drugiej strony przynajmniej
                          się nie nudzę...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka