Dodaj do ulubionych

sprzeczne uczucia, strach

10.07.08, 10:07
Panicznie boję się, że dam się namówić, a nawet, co jeszcze gorsze,
że sama siebie przekonam, że to nic strasznego, że to naturalne, że
trzeba zakosztować i tego w życiu. Bo jak to tak, żyć latami tylko
we dwójkę, wyłącznie dla siebie, tak tak jakby czegoś tu brakowało
(a wcale tak nie jest, bo nic nie brakuje, przynajmniej mi).
Ale takie okropne myśli snują mi się po głowie. Odechciewa mi się
już wszystkiego przez to, boję się, że z ciekawości, bądź za namową
męża, po prostu poddam się temu, może nawet przez moment będę
szczęśliwa, że czuję jak to jest, że stworzyliśmy wspólnie z mężem
nowe życie i ... potem obudzę się z ręką w nocniku i już NIC nie
będę mogła zmienić.
Czytam Wasze posty i bardzo współczuję: fortepiance, która zaszła w
niechcianą ciążę, nastassji, która męczy się z dziećmi swojego
mężczyzny, osobom, które mają niechciane dzieci i o zgrozo, potrafię
sobie wyobrazić tylko kilka (niewiele) gorszych życiowych sytuacji,
w których mogłabym się znaleźć.
Nie cierpię dzieci, nie widzę ani jednego powodu, dla którego
powinnam je mieć, a jednak mam uzasadnioną obawę, że to zrobięsad
Zawsze, jak czegoś się potwornie bałam, albo nie potrafiłam czegoś
zrobić, nie mogłam tego przezyć i zawsze w końcu musiałam się
nauczyć, przemóc się do zrobienia czegoś i zawsze dawało mi to dużo
zadowolenia i wiarę w siebie. Tylko że to wyzwanie to jest jednak
troszkę innej miary. Myślę o sobie, a co będzie z dzieckiem, jeśli
jednak nic się nie zmieni w moim podejściu (moja siostra: przecież
te 9 miesięcy ma swoją rolę do odegrania) i to dziecko będzie mi
zwyczajnie, tak jak każde dziecko do tej pory, działać na nerwy,
jeśli będę go szczerze nie cierpieć??
Przez te myśli o macierzyństwie to wszystkiego mi się odechciewa.
Wypracowałam sobie niezłą pozycję zawodową, ale teraz, jak pomyślę,
że może już niedługo... to odchodzą mi wszelkie chęci, żeby piąć się
wyżej, bo i po co.
Zagrzebię się w pieluchach na kilka miesięcy, po powrocie będę
wyjałowiona intelektualnie przez te kilka miesięcy zajmowania się
kupkami i kaszkami, poza tym ciągle niedospana, chronicznie
zmęczona, mozliwe że w kluczowej dla projektu chwili będę musiała
iść na zwolnienei, bo dziecko zachoruje. Potem już nie ma mowy o
karierze! To taki czarny scenariusz.
Jest też biały: a może wszystko się ułoży, będę bardzo szczęsliwa,
zapomnę o " życiu PRZED", roztyję się, nie będę już uprawiać
sportów, czytać, bo i kiedy? ale za to będę szczęśliwa, że jestem
MAMUSIĄ...
Obserwuj wątek
    • bubster Re: sprzeczne uczucia, strach 10.07.08, 12:15
      to może zrobić "chłodną kalkulację"?
      bez emocji, tylko za i przeciw
      powiesić na ścianie i stosować się smile
      • nastassia_2 Re: sprzeczne uczucia, strach 10.07.08, 14:03
        może i odnalazłabyś się w nowej roli, kto wie...
        ale pomyśl co będzie jeśli jednak się nie odnajdziesz....czy oddasz dziecko do
        domu dziecka czy staniesz się sfrustrowaną kobietą, pełną goryczy, smutku i
        żalu, a wszystkie te negatywne uczucia wyładujesz na dziecku i zapewne na
        mężu...skończy się tym, że mąż nie wytrzyma i od Ciebie odejdzie, a ty jak na
        ironię losu zostaniesz z tym dzieckiem SAMA...tylko Ty i ono i absolutnie
        wszystko co z tym związane na Twojej głowie...
        co do czasu dla siebie to to już wiem na pewno - po prostu go nie ma.Bo nawet
        gdy skradniesz jakąś jedną chwilę między gotowaniem obiadku dla pociechy, a
        praniem sterty zaszorowanych do granic możliwości rzeczy i w cichym kącie
        usiądziesz z książką, za chwile za plecami usłyszysz "mamo, a wiesz co...."
        ...no i już poczytałaś...
        • chocklit Re: sprzeczne uczucia, strach 10.07.08, 16:32
          bubster, no dobry pomysł, tylko nie wiem, co na to mążwink
          Nie ma jakiegoś strasznego parcia na to, żeby stać się ojcem
          (ufffff) ale no, wiadomo jak jest, facetom to łatwiej "zachcieć", bo
          dla nich nie wiąże się to z tak ogromnymi wyrzeczeniami i wysiłkiem
          jak dla kobiety.
          Wydaje mi się szczytem głupoty i lekkomyślności gadanina, że jak już
          się będzie miało swoje to się myślenie zmieni, bo swoje dziecko to
          co innego. I co? Nagle jakieś fiki miki i ja która nie znoszę tych
          małych potworków nagle będę zachwycona, że oto już niedługo będę
          miała jednego na swojej głowie przez 24 godz na dobę???
          • patik110 Re: sprzeczne uczucia, strach 10.07.08, 22:10
            Może nie będzie tak źle?
            Ja obecnie jestem mamą "aż" dwójki. Pierwszą córkę urodziłam w wieku 30 lat (6 lat po ślubie + dwa lata "chodzenia"), drugą 5 miesięcy temu, w wieku 33. Długo nie mogłam zdobyć się na urodzenie dzieci, bo tak naprawdę ... nie lubię dzieci (a już nie wspomnę o wygodnym życiu we dwójkę). Dzieci zawsze mnie nudziły i irytowały. Taka prawda. Ale w pewnym momencie zaczęło mnie brać, tak jak ciebie i twojego partnera, zastanawiałam się, że może przegapimy coś ważnego i nie da sie tego odkręcić, więc może jednak warto się zdecydować, bo czasu już zostało mało (jakby jakieś problemy z poczęciem były). Z drugiej strony bałam się, że jak będzie trudno, to sobie nie poradzę, nie pokocham dziecka, moje poukładane życie, w tym kariera, legnie w gruzach, bo to obowiązki, dziecię może wyć dzień i noc i tak dalej...
            No i cóż, zaryzykowałam. I dalej nie lubię dzieci, tylko że teraz wiem, że CUDZYCH. Swoje uwielbiam, co nie znaczy że czasami (ostatnio często) nie mam ich dosyć.
            Ja myślę - patrząc z perspektywy byłej bezdzietnej a obecnie mamuśki - że nie należy popadać w skrajności. Ja na przykład nie zrezygnowałam z kariery, właśnie tydzień temu wróciłam - po macierzyńskim - do pracy. Dzieci zostały z nianią, starsza zaraz pójdzie do przedszkola. I nie uważam, żeby stała się im z tego tytułu krzywda (matki - polki dały mi już w pracy do wiwatu, bo śmiałam powiedzieć, że cieszę się z powrotu do pracy, bo powiedziałam, że miałam dosyć monotonii, bo tak naprawdę nie musiałam wrócić, tylko chciałam). I dalej - jesteś matką, ale nadal człowiekiem, a przede wszystkim kobietą. Masz prawo do odpoczynku, małych przyjemności. Niech przy dziecku pomaga partner, rodzina jeśli ją masz pod ręką (i jest chętna). To się da w większym lub mniejszym stopniu załatwić. Nie żeby codziennie podrzucać wszystkim dookoła dziecko, ale czasami, gdy są w planie jakieś duże zakupy, czy spotkanie... I spoko ze sprzątaniem i gotowaniem. Nie żeby syf miał przy dzieciach być ale nie trzeba ze ścierą co chwila latać, a garmaże już są coraz lepsze. Przy dziecku (dzieciach) grunt to dobra organizacja i KONSEKWENCJA.
            Ja na przykład siedzę sobie już od 1,5 godziny w necie, bo tak od małego wychowuję moje małe łobuziaki, że wiedzą (przynajmniej starsza), że wieczór to czas wolny mamy i taty - bajka i spać a nie skakanie do 23 po mieszkaniu. I obie córki ok. 20.00 zasnęły (znaczy młodsza jeszcze bajek nie ogląda...). I pewnie, że przy dziecku jest trudniej - nie będę czarować, że zawsze jest różowo, bo nie jest. Ale przyroda postarała sie o taki fajny wynalazek - miłość matki do dziecka, która u 99,99% matek skutecznie zadziała i to wiele (choć nie wszystko) ułatwia. Uwierz mi, matce to nawet kupa jej własnego dziecka tak strasznie nie śmierdzi, a jak cudze dziecię obok narobi to mam takie same torsje jak reszta społeczeństwa. Tak więc coś w tym jest. Ale z drugiej strony, jeśli bardzo nie chcesz dziecka i jest to przemyślana decyzja, a nie jakiś bunt, przekora wobec rodzinki, to nie ulegaj presji np. otoczenia i nie łam się. Bo dziecko to nie zabawka. Uff, ale się napisałam. Idę spać. Dobranoc.
            .
            • chocklit Re: sprzeczne uczucia, strach 11.07.08, 08:37
              Wow, Patik bardzo Ci dziękuję za Twoja wypowiedźsmile Natchnęła mnie
              optymizmem, jakakolwiek ta moja/nasza decyzja będzie.
              Ja się ciągle strasznie rzucam, motam, w jednej chwili myślę, że
              mogłoby być fajnie i że wtedy i tak na pewno nie porzucę pracy,
              swoich hobby, dbania o siebie, a w drugiej chwili wyobrażam sobie
              czarne scenariusze, że dziecko mnie denerwuje, że odnoszę się do
              niego ze złością, że nie mam na nic czasu, a otoczenie wywiera
              presję jak durne babsztyle u Ciebie w pracy.
              Trudne to jest strasznie, ale może trochę za bardzo się fiksuję na
              skrajnościach? Super by było, że na początek ten temat przestał mnie
              tak strasznie irytowaćuncertain
              • patik110 Re: sprzeczne uczucia, strach 14.07.08, 22:46
                To ci jeszcze powiem, że ja teraz w pracy odpoczywam smile Od dzieci i od nieustannych myśli o nich. Bo ostatnio dały mi nieźle do wiwatu. Znaczy nie było może tak źle ale zabijała mnie rutyna, codziennie piaskownica, spacerki i brak dorosłych ludzi mówiących o czymś innym niż dzieci (w piaskownicy same nianie lub mamusie, jaki temat przewijał się - wiadomo) I najdziwniejsze, po powrocie z pracy do domu niby jest mało czasu, a ja sobie chyba lepiej radzę niż na macierzyńskim. Dlaczego? Bo znowu przez parę godzin dziennie robię to, co lubię (praca). I zdążę zatęsknić do dzieci. I jak wpadam do domu to z chęcią poczytam kilka razy tę sama książeczkę (jeszcze 3 tygodnie temu doprowadzało mnie to do szału). Tak więc grunt to nie popadać ze skrajności w skrajność. Lubisz swoją pracę? To nie rezygnuj z niej i tyle (są na świecie naprawdę dobre nianie, jeśli nie masz pod ręką matki lub teściowej). Masz jakieś pasje? Nie rezygnuj ze wszystkich, najwyżej je ogranicz (może nawet bardzo na początku). Nie chcesz karmić piersią by nie być uwiązana? A co butla taka zła? Bez przesady. Moja pierwsza córka jest od urodzenia na butli i żyje. Ja zresztą też butelkowa jestem. Drugą córę karmiłam piersią ale sama postanowiłam, że po 4 miesiącu odstawiam (wprowadzam stałe pokarmy)i tyle. I wara innym (pediatrom i nawiedzonym matkom-polkom) do tego.
                Najważniejsze - dzieci mają to do siebie, że rosną. Z moją starszą córka można już pogadać na "dorosłe" tematy.
                Z drugiej strony musisz być świadoma, że dziecko jednak w jakimś stopniu karierę ogranicza. Koniec z wyjazdami, szkoleniami, późnymi powrotami. Przynajmniej na początku trzeba zwolnić. Mnie dobiło to, że wiele lat próbowałam dostać się do pewnej firmy (nieważne jakiej). Super zarobki, szkolenia, cała ta otoczka i bajery. Niestety ciągle byłam dla nich za kiepska (znaczy małe doświadczenie). I jak młodsza miała 6 tygodni to się odezwali! I nawet im takie małe dziecię nie przeszkadzało, chcieli mnie od razu po macierzyńskim (powiedziałam im prawdę, tj. że mam 2 dzieci). No cóż ale zrezygnowałam, bo wiedziałam, że nie dam rady. Na dzień dobry kilkutygodniowy wyjazd, trochę szkoleń, a nowy musi się zawsze wykazać. Ryczałam po tym jak zadzwoniłam, że jednak im dziękuję. Mąż omijał mnie szerokim łukiem jakieś dwa tygodnie, taka byłam nerwowa, ryczałam z byle powodu (ale sama podjęłam decyzję, maż powiedział, że cokolwiek postanowię, to mi pomoże). I wtedy po raz pierwszy (i mam nadzieję ostatni) żałowałam, że mam drugie dziecko. Straszne? Ale takie jest życie. A z dziećmi jest często pod górkę. Dlatego takie aspekty także musisz wziąć pod uwagę. Ja już z utratą tamtej pracy się pogodziłam (może i dobrze, w obecnym miejscu jest "spokojnie" a przy dwójce maluchów jest to bardzo cenne, a poza tym tu też karierę można zrobić, może nie aż tak spektakularną)ale już zawsze będę się zastanawiać, gdzie bym zaszła, gdybym TAM jednak poszła.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka