novalee2
26.08.10, 09:41
Witajcie, jestem w 25 tygodniu ciazy. Od dwoch miesiecy nie mam wod plodowych
bo pecherz pekl, wody sie wylaly o nic nie dalo sie zrobic. Wielu lekarzy w
dwoch szpitalach proponowalo mi wywolanie wczesniejszego porodu bo "bez
sensu". "bo to niemozliwe", "bo bedzie warzywo", "bo przyjechalam poronic a
nie urodzic". Nie dalam sie. Wierzylam od poczatku w swoja corke, ktora w
pierwszym trymestrze przetrwala krwiak, ktory ja odklejal od scianek i dwa
krwotoki ze 15cm skrzepami i moje niedozywienie poczatkowe spowodowane
problemami z zoladkiem i jelitami przewleklymi.
Wg lekarzy miala przezyc tydzien. Zyje juz 8 tygodni, rozwija sie i rosnie co
do jednego dnia ciazy, porusza sie i kopie, choc to tez niby niemozliwe (nie
obraca sie w macicy, ale wierci jak szalona).
Przez dwa miesiace mialam trzy infekcje, ktore wytlukly antybiotyki. Teraz
jest czysto, po badaniach nic sie nie dzieje. Wypisali ,mnie ze szpitala,
czekam na moj cud w domu.
Tylko przedwczoraj macica zaczela sie kurczyc... Bez infekcji, bez
przeciazania, tak po prostu. I moj caly optymizm szlag trafil.
Do dzisiaj skurcze minely na 8 tabletkach fenoterolu, ale na jak dlugo?
Mialam doczekac do 32 tygodnia i miec cesarke, ale teraz... 25 tydzien, mala
wazy niecale 700 g i nie ma wod, nie zdazylam jeszcze wziac sterydow na
plucka, musze doczekac do 27 tyg.
Strasznie sie boje...