Historia Bereniki cz. I

21.10.06, 20:34
Oto nasza historia część pierwsza. Czyli do porodu.

To była nasza druga ciąża, pierwsza niestety zakończyła się w ósmym tygodniu.
Wszystko szło bardzo dobrze, czułam się świetnie, dzieciątko rozwijało się
prawidłowo. W 22 tygodniu zrobiliśmy USG tzw. połówkowe, które wykazało, że
nasza dzidzia to dziewczynka, według tego USG córeczka wtedy miała około pół kilo.
W połowie 24. tygodnia zaczęłam mieć silne upławy. Wizyta (we wtorek) u
lekarza prowadzącego, który w ramach odpłatnej wizyty (na kasę chorych tylko
wizyty z dwutygodniowym wyprzedzeniem) zaleca płukanki z Tantum Rosa i wizytę
za dwa tygodnie. Nie robi posiewu, nic, kompletnie. Bardzo żałuję że mu zaufałam.
Niestety płukanki nie pomagają. W czwartek nad ranem czuję że coś ze mnie
cieknie. Okazuje się że to wody płodowe. Około trzeciej rano jesteśmy już w
szpitalu Wojewódzkim (Bielsko-Biała). Okazuje sie ze jest rozwarcie na dwa
palce, miła pani doktor która mnie badała pociesza, że na razie nie widać
ubytku wód płodowych więc może to nie były wody. Zostaję w szpitalu na
oddziale patologii ciąży z zaleceniem nie wstawania. Dostaję też środek
przeciwskurczowy.
Wszystko dzieje sie szybko. Jedyne badanie jakie wykonano w szpitalu, to było
usg około dziesiątej rano w czwartek ( na które musiałam sama dojść). Badanie
wykazało ze jest duży ubytek wód, ale nikt mi o tym nie powiedział, lekarz
wykonujący badanie okłamał mnie mówiąc ze wszystko jest w porządku. Dopiero
później, z przypadkowo usłyszanej rozmowy dowiedziałam sie jak jest naprawdę.
Panie położne wzywają mnie na KTG, mimo zalecenia abym jak najmniej chodziła.
Muszę sie upominać aby użyły ruchomego urządzenia, które pozwala mi nie
wstawać z łóżka. Mimo to przy każdym ruchu czuję że wody odchodzą. Mimo
podawanego leku zaczynam czuć skurcze. Wzywam położną, która prowadzi mnie do
lekarki dyżurnej, która po badaniu palpacyjnym stwierdza że dziecko jest już w
kawałkach (te straszne słowa to cytat z pani doktor) i że nie ma na co czekać,
trzeba rodzić. Po czym „pociesza” mnie mówiąc, że lepiej żeby dzidzia nie
przeżyła, bo dziecko z tak wczesnej ciąży byłoby z pewnością bardzo ciężko
uszkodzone.
Przewożą mnie na oddział położniczy, gdzie zostaję podłączona do kroplówki z
oksytocyną. Cały czas czuję ruchy dziecka. Nowa zmiana lekarzy. Prowadzi mnie
pani doktor, która informuje mojego męża, że rodzimy martwe dziecko (cytat!) i
tylko formalnością jest, ze na przygotowuje się dla niego inkubator, ponieważ
na pewno nie przeżyje nawet porodu. Przykładając co jakiś czas KTG, stwierdza
– serce JESZCZE bije. I podkręca oksytocynę, żeby szybciej szło. Pierwszy
dobry i myślący człowiek, z którym sie tam spotkałam , to była pani położna,
która się mną opiekowała, i zmniejszała podawaną ilość oksytocyny, twierdząc
że dziecko przecież jeszcze żyje i dla niego nie jest dobrze żeby tak
przyspieszać poród. Niestety nie pamiętam jej imienia ale bardzo, bardzo Pani
dziękuję!
Nie będę się rozwodzić nad porodem. W każdym bądź razie lekarze założyli, że
dziecko nie przeżyje. W związku z tym nie troszczyli się o jej dobro. Nie
podano mi sterydów na rozwoj płuc, pewnie uznano że nie warto. Berenika w
efekcie po 22 godzinach porodu była wypychana łokciem przez lekarza, a
wcześniej, w związku z miednicowym ułożeniem, została obrócona w macicy za
nóżkę, tak że rodziła się pośladkowo.
Urodziła się o 12.40 w piątek, 15. lipca 2005. Ważyła 490 gramów. W głębokiej
zamartwicy, otrzymała 2 punkty za serducho, które dzielnie biło. Wbrew
diagnozie lekarza, nie była w kawałkach. Maleńka, biedna istotka, która
została wyrwana z oazy maminego brzucha. Zespół z oddziału patologi noworodka,
który już na nią czekał na izbie porodowej, zajął się ratowaniem jej życia.
Kończąc temat porodu, chcę tylko dodać że jeszcze dwa dni później lekarze w
czasie obchodu proponowali mi środek na wstrzymanie laktacji. Mimo iż moja
córka żyła i potrzebowała tego mleczka jak niczego bardziej. Dla lekarzy z
oddziału położniczego była martwa.

Berenia urodziła się z zakażeniem bakterią Streptococus, która prawdopodobnie
spowodowała infekcję u mnie. Nie oddychała samodzielnie.
Pierwszy raz zobaczyłam ją po 4 godzinach od porodu. Płakaliśmy z mężem oboje.
Patrząc na nią nie wierzyliśmy, że może przeżyć. Była niewiarygodnie maleńka,
przezroczysta. Lekarze z oddziału patologii noworodka poinformowali nas z
dużym taktem i delikatnością o stanie dziecka. Mówili, żeby nie robić sobie
wielkich nadziei. W tym momencie chce powiedzieć że pobyt na tym oddziale był
dla Bereni (i dla nas) największym chyba w tym całym nieszczęściu
dobrodziejstwem, jakie mogło jej się wydarzyć. Taki szacunek i delikatność w
opiece, jakiej tam zaznała, są wartością nie do przecenienia. Panie lekarki i
pielęgniarki – osoby z ogromną wrażliwością i delikatnością, jednocześnie
bardzo fachowe. Wychodząc od Bereniki po codziennych wizytach przez te 3,5
miesiąca jej pobytu tam, byliśmy spokojni, że nie stanie jej się żadna
krzywda, więcej – że opieka medyczna której zazna będzie najlepsza jakiej może
otrzymać.

    • emilka74 Re: Historia Bereniki cz. I 21.10.06, 20:47
      Niesamowita historia,taka chęć życia w tak małym człowieczku.Berenika pokazała
      wszystkim niedowiarkom na ile ją stać i dokonała prawdziwego cudu.Dorosły by
      tyle nie zniósł.Podziwiam Cie mała WIELKA dziewczynko,i życzę wszystkiego
      dobrego całej dzielnej
      rodzince.
      pozdrawiam mama Emilki i Gabrielkawink
    • ania.silenter Bereniu:)))) 21.10.06, 21:05
      wspaniała, dzielna, cudowna dziewczynko, Bereniu, Twoja historia jest nadzieją
      dla setek rodziców wcześniaków. Dzieci, na które lekarze machnęli ręką (tak jak
      na Ciebie, tak jak na moją Olę, choć była dwa razy większa niż Ty). Twoja
      historia jest dowodem, że cuda jednak się zdarzająsmile.
      pozdrawiam
      • doda2004 Re: Bereniu:)))) 21.10.06, 21:11
        witam ciebie i twoja córeczkę-małą, wojowniczą aazonkę baaaardzo serdecznie!

        ciszę sie że jesteście z nami
    • misia0000 Re: Historia Bereniki cz. I 21.10.06, 21:08
      A więc to jest wcześniak, którego historią pocieszano mnie w szpitalu!!!! Kiedy
      dwa tygodnie leżałam na patologii w warszawskim Instytucie Matki i Dziecka
      mówiono mi, że jest na południu Polski dziecko poniżej pół kilo, któremu się
      udało! A więc to była Berenika!!! Bardzo się cieszę, że w końcu Was poznałamsmile)
      Nam udało się wytrzymać do 27 tygodnia i na szczęście Kuba zrobił mi
      niespodziankę, bo ważył ponad kilogram. Też ''wyleciały'' ze mnie wody, choć
      tak bardzo się starałam leżeć i nie ruszać...Bereniko, dałaś nam w maju tego
      roku wiele nadziei...!!!
      • u_brzoska Re: Historia Bereniki cz. I 21.10.06, 21:11
        Nie wiedziałam... Misia, nie wiedzialam ze moja Berenia Ci pomogla.... Łzy mi
        leca, kiedy to piszę...
      • u_brzoska Re: Historia Bereniki cz. I 21.10.06, 21:15
        Ciesze sie ze udalo Ci sie dotrwac do 27 tygodnia. Gratulacje! Nam nie bylo to
        dane, ale lekarze w szpitalu nie zrobili nic aby pomoc. Nie wspomne juz o
        prowadzacym ginie, ktory olal temat zupelnie. Dzis mysle, ze moglam jeszcze nie
        rodzic, gdyby ktorykolwiek z lekarzy mial koncepcje i wiedze co robic w takiej
        jak moja sytuacji...
        • doda2004 Re: Historia Bereniki cz. I 21.10.06, 21:20
          u mnie było podobnie facet zupenie się nie przejął ze w 26 tyg dostałam skurczy
          i powiedział że tak ma być, brak słów do tego wszystkiego, człowiek jest
          bezradny i ufa takim konowałom
          • u_brzoska Re: Historia Bereniki cz. I 21.10.06, 21:42
            Wlasnie. A to idzie o ludzkie zycie. Do tej pory nie moge myslec o ginie, ktory
            prowadzil ciaze. Nie wiem co mu powiem jak go kiedys spotkam. pomijam fakt, ze
            aby miec skierowania na standardowe badania musialam przyjsc do niego z ustawa
            gdzie jest wyraznie napisane co i kiedy nalezy badac u ciezarnych. Dopiero wtedy
            zmiekl. Naprawde szkoda gadac. Gdy patrze wstecz, widze ze jest on zupelnym
            ignorantem w zakresie wiedzy medycznej. Niestety wiem to dopiero teraz. A
            szpital - oddzial polozniczy - brak slow. Lekarka, ktora 22 godz. przed
            urodzeniem Bereni widziala ja w kawalkach???? Nawet slowo niekompetencja jest
            tu zbyt pozytywne.Niezrobienie cesarki mimo miednicowego ułozenia? (Dlatego
            Berenia urodzila sie w zamartwicy, wypychana lokciem - Bogu dzieki, ze jej nie
            uszkodzili) Lekarka, ktora przy mnie mowi "serce JESZCZE bije"? Niepodanie
            sterydów? Nacisk na mnie, abym zahamowala laktacj, mimo iz dziecko zyje (Bogu
            dzieki wspaniala pani ordynator oddzialu patologii noworodka byla madrzejsza i
            powiedziala aby ABSOLUTNIE nie konczyc laktacji. Dzieki niej od 3. doby zycia
            przez 7 miesiecy Berenia pila mamine mleczko smile)).
            1.5 miesiaca po porodzie odbieralam wyniki histopatologii lozyska. Z-ca
            ordynatora oddzialu polozniczego powiedzial mi: "Widzi pani, tu byla infekcja
            dlatego dziecko nie przetrwało". A berenia lezala na oddziale 20 metrow dalej.
            Ja mu na to: "Panie doktoze, ale dziecko zyje". Zmieszal sie i powiedzial:"No
            tak, zyje, ale dlatego ze zastosowalismy wszystkie mozliwe srodki". Zabawny brak
            samokrytyki...
            • traganek Re: Historia Bereniki cz. I 21.10.06, 21:53
              Niestety potwierdza się znowu to o czym mówią mi wszystkie położne. Lekarze
              prowadzący kobiety w czasie ciąży dbają tylko o nie (to samo jest w trakcie
              porodu) a neonatolodzy muszą naprawiać ich błędy. Przykładem są wielokrotne
              przyspieszane porody, ponacinane dzieci (w trakcie cięć cesarskich)... ich nie
              obchodzi przyszłość dzieckasad((
              Na szczęście Wam się udało i bardzo się z tego powodu cieszęsmile
            • doda2004 Re: Historia Bereniki cz. I 21.10.06, 21:55
              ja kiedy przypadkiem spotkałam swojego gina w pierwszej chwili miałam ochotę
              przejść na druga stronę ulicy, uciec poprostu!ale poszłam w jego kierunku
              rozmawiał z kimś chciałam podejsć i wykrzyczeć na niego całą złość, ale nic nie
              zrobiłam nie miałam juz na to siły, czasami chcę zapomnieć i mieć już to
              wszystko za sobą .co do badania łożyska to masz szczęście bo w moim szpitalu
              praktykuja go tylko jeżeli urodzi się martwe dziecko.
    • misia0000 Re: Historia Bereniki cz. I 21.10.06, 22:10
      Ja też mam ''czarną listę'' lekarzy...Jest na pewno na niej pani ''doktor'',
      która postanowiła sprowadzić mnie do parteru pierwszego dnia w szpitalu.
      Przyjęto mnie w nocy, czekałam na poranny obchód jak na zbawienie, bo chciałam
      się czegoś dowiedzieć. Moje jedyne, cichutko wyszeptane pytanie brzmiało - czy
      w takich przypadkach jak mój lezy się w szpitalu do końca ciąży, czy zdarza się
      że ''dziurka''w pęcherzu płodowym zasklepia się i mozna iść do domu. Odowiedź
      pani doktor (wysyczana, żebym zamknęła się już i nie zawracała jej
      głowy): ''pani dziecko ma 10 procent szans"!! I odwróciłą sięna pięcie. A to
      przecież była nieprawda, nieprawda, nie prawda!! Nie o to pytałam a jej
      odpowiedź była kłamstwem! Nie muszę chyba pisać, jak to na mnie
      wpłynęło...Potem było już lepiej (inni lekarze).
      Mamo Bereniki - sposób w jaki Cię potraktowano był podły i niegodziwy!
      Bereniko - jesteś cudem!! Ja i mój synek Kuba bardzo ci dziękujemy... Za to, że
      jesteś!
      • doda2004 Re: Historia Bereniki cz. I 21.10.06, 22:25
        ja nie moge narzekać bo kiedy juz trafiłam do szpitala wszyscy starali mi sie
        pomóc , cieszyli sie i płakali razem z nami,dziekuje im za wsparcie w ciężkich
        chwilach ale ostatnio w Dniu Dziecka Utraconego oglądałam program w którym
        pewna mama opowiadała o stracie dziecka i swoim pobycie w szpitalu, oczywiście
        były to koszmarne przeżycia, nie otrzymała wsparcia po stracie dziecka,
        personel medyczny który komentował to powiedział ze oni musza mieć w sobie taka
        znieczulicę bo inaczej nie mogli by pracować!!! SZOK!!!!
        DLA MNIE TO BRAK PODSTAWOWYCH ORUCHÓW LUDZKICH.
    • niux3 Re: Historia Bereniki cz. I 21.10.06, 22:34
      Witam, brak mi słów by opisać jak wielkiem cudem jest Twoja córeczka.
      Chcialbym się podzielić z Wami moimi doświadczeniami z lekarzami.
      Dodam tylko, że moje dzieciaki pochodzą z ciąży 3. Dwie wcześniejsze zakończyły
      się bardzo wcześnie (9 tc i 6 tc).
      Gdy zaszłam w pierwsza ciążę bardzo z mężem cieszyliśmy sie gdyż bylo to
      dzieciątko planowane i chciane. Niestety pewnego popołudnia zaczął mnie boleć
      dół brzucha, wieczorem zaczęłam krwawić. Zadzwoniłam do mojej lekarki, która
      przez telefon powiedziała mi że napewno ronię i nic już "z tej" ciąży nie
      będzie. Kazała mi pojechać do szpitala gdzie ona pracowała. Droga taksówką
      zajeła mi 25 min a dodam, że od mojego miejsca zamieszkania miałam szpital
      położniczy oddalony o jakieś 5 minut samochodem. Lekarka miała tam zadzwonić
      żeby się mną zajęli. Nie zadzwoniła. Na izbie badała mnie palpacyjnie "Pani
      Doktor", która do mnie tylko powiedziała Dziecko, ale się z ciebie leje!!! W
      nocy poroniłam.
      Moja pani doktor mnie pocieszałam po odebraniu wyniku his-pat w sposób
      standardowy: Nic się nie martw, urodzisz jeszcze nie jedno dziecko.
      Zmieniłam ginekologa. Nie wiem czy to taki pech ale następny był nie lepszy. Po
      poronieniu miałam problemy z owulacją. Przepisał mi leki na wywolanie
      jajeczkowania. Tylko że jak później się dowiedziałam ten lek trzeba najpóźniej
      brac od 5 dnia cyklu, mnie zalecił od 25. Efekt: zanik owulacji. Burza
      hormonalna w organiźmie.
      Następny lekarz. Leki, badania które kosztowaly mnie ok 1000 zł nie licząc
      wuzyt. Jest, udalo się, jestem w ciąży. 6 tydzień, bardzo niskie b-hcg.
      Podejrzenie ciąża pozamaciczna. Ten lekarz miał prywatną klinikę zaproponował
      mi laparoskopię (usunął w ten sposób ciążę pozamaciczną i obejrzą sobie jajniki
      i macice). Cena 3.000 zł. Do tego straszenie konsekwencjami powikłań takiej
      ciąży włącznie ze zgonem, itp. Narada rodzinna. Jakoś uzbieraliśmy. Następnego
      dnia byłam już po zabiegu. Po pewnym czasie odbieram his-pat a tam opis
      wyskrobiń z macicy. Pytam jakim cudem z macicy jak ciąża miala byc poza macicą.
      Odpowiedź: Ale droga pani to były tylko podejrzenia.
      Kolejny specjalista, kobieta. Wspaniały lekarz, który spowodował, że dziś
      jestem mamą. Bardzo przezywała moją bliźniaczą ciążę. W 24 tc podczas rutynowej
      kontroli lekarskiej stwierdziła rozwarcie szyjki macicy na 2 cm i wypuklający
      się pęcherz plodowy. Nie wiadomo jak długo tak chodziłam. Skierowała mnie do
      szpitala. Trafilam na cudowy oddział Kliniki Ginekologii i Położnictwa CM w
      Krakowie tzw. "septyczny" doc. Alfreda Reronia. Cudowna opieka, prawdziwa
      troska o dobro kobiety a jeszcze większa o dobro nienarodzonych dzieci.
      Spędziłam tam równe 3 tygodnie. Prawdziwa fachowość lekarzy i personelu,
      profesjonalizm w każdym calu. Na każde moje pytanie otrzymałam wyczerpującą
      odpowiedź, codzień byłam informowana o wynikach badań i stanie zdrowia moim i
      moich dzieci. Na wszystkie badania byłam przewożona w pozycji leżącej, gdy nie
      wolno mi było nawet usiąść. Dbanie o intymność kobiety a moją w szczególności,
      gdzyż wszystkie potrzeby fizjologiczne zmuszona byłam załatwiać w łóżku. Dodam,
      że przez te trzy tygodnie mialam podawany fenoterol w wlewie ciągłym dożylnie.
      Po trezch tygodnia zostałam przeniesiona na inny oddział w tym samy szpitalu
      tylko dwa piętra wyżej. Gdyby nie to że jechałam windą w górę pomyślałabym że
      trafilam do piekła. Koszmar. Warunki. Położono mnie na sali 9-osobowej. Spróbuj
      zrobić siku przy tylu osobach (do każdej kobiety przecież przychodzili
      odwiedzający) albo "to drugie". Po pewnym czasie przestałam sie przejmować.
      Zero wiadomości o stanie moim i dzieci. Kroplówkę dostawałam tylko jedną na
      dobę o 8 rano, ktora schodziła mi gdzieś do godz. 18. Na noc zostawałam bez
      środków przeciwskurczowych. Na moje pytanie dlaczego zmienili mi zalecenia to
      tlumaczyli się żebym się za bardzo uzalezniła od fenoterolu i wkońcu przestałby
      dzialać co jest totalną bzdura. Poprostu chcili się mnie szybko posbyć. I tak
      się stało. Po 6 dniach pobytu na tamtym oddziale, urodziłam poprzez cc moje
      maluchy: Ola 1030 g i Kuba 1075 g / 27 tyg i 6 dni ciąży.
      Dzieci trafiły na cudowny oddzial neonatologii. Lekarze i pielęgniarki to
      chodzące anioły. Było widać że ta praca to ich miłość. Przeżywaly razem z nami
      te szczęśliwe momenty gdy wszystko się dobrze układało i płakały gdy Ola w
      stanie krytycznym była chrzczona na oddziale.
      Także widzicie, ża lekarz a lekarz ...
      Jak w każdym zawodzie są ludzie, ktorzy wykonują dwoj zawód z milości i
      powołania i konowały które widzą tylko kasę.

      Chciałabym tu złożyć serdeczne podziękowania personelowi Kliniki Neonatologii
      CM UJ w Krakowie a w szczególności Pani dr D. Pawlik, B. Wilk i B. Tomaszczyk
      za ich zaangażowanie i oddanie oraz panu ordynatorowi doc. Alfredowi Reroń za
      fantastyczną opiekę jaką byłam otoczona na jego oddziale.
      Monika
    • mamamix Uściski dla Bereniczki :) 21.10.06, 23:07
      Dzielna dziewczynka!! I bez wąptienia ma dzielnych rodziców .
    • venla Re: Historia Bereniki cz. I 21.10.06, 23:11
      Twoja córeczka to naprawdę dowód na to, że dzieci mają wielka potrzebę zycia,
      że niemożliwe, jest możliwe, mimo słów lekarzy lub raczej pseudolekarzy. Gdy
      czytałam co przeszłaś i jak byłaś traktowana w szpitalu, to przechodziły mnie
      dreszcze, coś strasznego, że w XXI w jest tak jak piszesz. Szkoda, że tak wiele
      osób wśród personelu medycznego wykonuje swój zawód wyłącznie dla wypłaty,
      traktując pacjentów jak przedmioty, bez względu na to czy jest to matka czy
      nawet dziecko. Mieliście bardzo dużo szczęścia mimo to, że trafiliście na tak
      okropnych lekarzy, cieszę się, że tak to się skończyło.
      Niux, Twoją historię tez przeczytałam, współczuję niektórych doświadczeń,
      dobrze jednak, że spotkałaś lekarzy z prawdziwego zdarzenia, którzy swoją pracę
      traktują jak powołanie i szczerą chęć ratowania ludzkiego życia.
      dziewczyny, zeczę Wam pięknych chwil w roli mam. Pozdrawiam
      www.venla.bobasy.pl/
    • sabi35 Re: Historia Bereniki cz. I 22.10.06, 08:08
      Gratuluję wspaniałej córeczki.

      A swoją drogą, nóż się kieszeni sam otwiera, kiedy czyta się sprawozdania jak
      zachowują się polscy lekarze w mniejszych miejscowościach. Czy z takim
      podejściem do pacjenta będą robić karierę na zachodzie, o którym tak marzą? Ja
      też miałam infekcję ureaplazmy i rozwarcie w 25tc i NIE wolno mi było wstać na
      siusiu. Do badania usg wożono mnie w pozycji leżącej na łóżku przez kilka
      pięter. Wytrzymałam tak 7 tygodni.
      Dziewczyny nie dawajcie się tak traktować, skarżcie lekarzy, piszcie zażalenia
      do dyrekcji z nazwiskami lekarzy i personelu, wiem, że może się udać. Może coś
      się poprawi. Znam sama takie historie, że włos się głowie jeży sad
    • jolantusia1 Re: Historia Bereniki cz. I 22.10.06, 08:21
      mamo Bereniki gratuluje silnej córki. Swoją drogą to straszne co przeżyłaś. Ja
      na szczęscie trafiłam na lepszych lekarzy i wspaniałego lekarza prowadzącego.
      Gdyby nie on moje dziecko umarłoby we mnie. On uruchomił wszystkie swoje
      znajości w szpitalu klinicznym gdzie mnie przewieziono (w naszym syn nie miałby
      szans) a tam też znależli się świetni lekarze. Alex urodził się też w zamartwicy
      przez cc(2pkt za serce) i dzięki wspaniałej opiece lekarzy z OION żyje i ma się
      dobrze. LEkarze tam byli bardzo delikatni i nigdy nie dali mi do zrozumienia że
      będzie źle. Pozdrawiam i życzę spotkania na swojej drodze lepszych lekarzy
    • nina02 Re: Historia Bereniki cz. I 22.10.06, 16:08
      Wstrząsająca historia (mam na myśli głównie to co przeszłaś w szpitalu) ale z
      drugiej strony bardzo budujaca ze względu na Wspaniałą Wielką choć tak malutką
      Berenikę.
      Życzę duuużo zdrówka Bereniczce i optymizmu i wytrwałości jej dzielnej mamie
    • mathiola Re: Historia Bereniki cz. I 22.10.06, 19:39
      Jestem w szoku, mam lzy w oczach i dreszcze. Gratuluje Wam takiej dzielnej
      coreczki.
    • tartulina Re: Historia Bereniki cz. I 22.10.06, 19:58
      Witaj. Twoja historia ze względu na ilość stresu jest bardzo podobna do mojej, ale jeszcze nie dojrzałam do tego, aby swoją opisać. Berenika, podobnie jak moja Kamila(22\23 tc)jest dowodem na to , że cuda się zdarzają. Cieszę się , że Twoja córcia to taka dzielna dziewczynka. Bardzo gorąco Was pozdrawiam. Agnieszka
      • u_brzoska Re: Historia Bereniki cz. I 22.10.06, 20:51
        Aga, wiem co czujesz.Calkowicie cie rozumiem. Ja tez dlugo nie moglam sie
        zdecydowac na powrot do tamtych wydarzeń. Jeszcze teraz, kiedy czytam posty od
        wszystkich dziewczyn odpowiadajacych na moja wiadomosc, jest mi smutno bo cale
        napiecie i zal wrocily znowu. Ale doszlismy z mezem do wniosku, ze naszej Bereni
        nalezy sie, aby jej historie rozpowszechnic,poniewaz tak jak piszesz, jest to
        dowod na cuda. Wiem tez, ze gdyby moja coreczka byla chora (grozilo jej min.
        porazenie mozgowe,ślepota, ale o tym napisze wkrotce) nie bylabym w stanie o tym
        pisac. Takie to trudne wszystko, ale teraz zyjemy w stanie permanentnej euforii
        dotyczacej naszego najukochanszego cudu, jej sily i woli zycia. Bardzo bardzo
        sie ciesze ze i Twoja historia jest cudem...
    • roksana.cz Re: Historia Bereniki cz. I 22.10.06, 21:40
      Witajcie Bereniko i jej Mamo!! Maleńka jesteś WIELKA i DZIELNA.
      Mamo Bereni, cieszę się, że postanowiłaś podzielić się z nami Waszą historią.
      Roksana
    • zorrgula Re: Historia Bereniki cz. I 22.10.06, 21:58
      Jesteście Cudem. Cała Wasza rodzina. Berenika i jej rodzice są naprawdę bardzo
      silni. Macie cudowną córcię, a ona ma cudownych i dzielnych rodziców.
      Pozdrawiamy Zuzia(29tc830g)&Ania(mama)
    • afire Re: Historia Bereniki cz. I 23.10.06, 07:10
      Berenika to silna dziewczynakasmile
      Pamiętam, że jak Kamil leżał już na patologii noworodka to obok niego też była
      dziewczynka nie wiem, z którego tygodnia, ale z wagą urodzeniową 490g, ale
      leżała tam już bardzo długo, jak my zabieraliśmy Kamila do domku po miesiącu,
      to u niej mijał już siódmy miesiącsad

      A co do opieki lekarskiej, to ja też mam żal do prowadzącej moją ciążę i
      wcześniejszych lekarzy, że nie wykryli mojej wady.
      Ja i Kamil opiekę mieliśmy rewelacyjną, Niux bardzo mi przykro...

      Mama Kamila ur.28.11.05r. 33tc,1720g,49cm
    • mamaigora1 Re: Historia Bereniki cz. I 23.10.06, 08:07
      Powiem tyle - po prostu nieprawdopodobne.
      I to zarówno pod względem skrajnej niekompetencji i wykazaniem sie co najmniej
      brakiem taktu i etyki lekarskiej przez lekarzy - i to jest bardzo negatywne
      odczucie sad
      nieprawdopodobne rowniez ze względu na sama Berenikę, jej sile walki i chęc do
      zycia mimo tak niekorzystnego startu - i tu jest bardzo pozytywne, ciesze sie,
      że zdecydowaliście sie opisac te historie na forum.
      Berenika to najmniejszy u nas wczesniaczek wink

      mama Igora (26tc. 850g)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja