Cześć Dziewczyny,
piszę dzisiaj do Was, bo chcę się trochę wyżalić, poszukać u Was dobrej rady i
"w o gule" (jak to ktoś inteligentny kiedyś napisał).
Gdy pod koniec 29 t.c. okazało się że mam ciężką gestozę, gdy w 2 tygodnie
później, jako hypotrofik/dystrofik, z wagą 1310g (średnia waga dziecka z 27
t.c.) urodził się Krystian - byłam załamana po raz pierwszy. Znacie to
uczucie, przygnębienie, zmartwienie; ledwo tlące się i niesmiałe światełko
nadziei, że jednak będzie dobrze, ciągłe zadawanie sobie pytania
"dlaczego"...Ciągłe szpitalne problemy mniejsze i większe... Później chwila
euforii-jesteśmy w domu, teraz to juz będzie z górki! I od nowa-rehabilitacja,
gonienie po lekarzach, kiedy wreszcie podniesie głowę, kiedy zacznie chodzić?
Te wszystkie pytania znajomych i nieznajomych - ale dlaczego taki malutki? bo
wcześniak? ale i tak strasznie malutki.. 8 miesiecy ma i jeszcze sam nie
siada? Ma 3 latka i ciąz mu kupujecie sweterki w rozmiarze 86?
Później znów chwila ulgi-no, jest malutki, ale nie wymiary najwazniejsze

ważne, że sprawny intelektualnie, świetnie się rozwija... Az tu nagle problemy
z zachowaniem-na niczym nie może się skoncentrowac, nie słucha nas wcale, nie
uczy się na błędach... Powiem szczerze-podejrzewamy ADHD. Jestesmy umówieni na
spotkanie z psychologiem. Do wczoraj usiłowalismy zachować "zimną krew" i
zachowanie Krystiana tłumaczyć tzw. "okresem buntu", ale po prostu oboje z
Meżem juz nie wytrzymujemy nerwowo. Nasz syn przypomina zachowaniem nie małe
dziecko, ale tornado! Nie sposób przewidziec co zrobi, trzeba go miec STALE
na oku (wyjście do toalety staje się problemem), ciągle ulega drobniejszym
wypadkom - i to mimo nieustannego nadzoru - jest dla nas po prostu za
szybki... Nie tylko on odnosi obrażenia -mnie ubił 2 zęby z przodu
(wypadek...), Mężowi wsadził ołówek do oka (wypadek...). Spacery to koszmar,
wracamy z nich wykończeni, nawet jesli idziemy z nim we dwójkę, a co dopiero
ja sama.. Zasypia późno (nawet po 23ciej), wstaje wczesnie, w nocy budzi się
po 5-6 razy, cały dzień goni (nie chodzi, biega) i gada jak nakręcony, nie
daje nam po prostu dojść do słowa.. nie spoób go czymkolwiek zainteresować na
dłużej niż 3 minuty... Wymiękamy... Nic nie działa, prośbą , groźbą,
tłumaczeniem, karą, nagrodą - efekt jest ten sam, to znaczy go nie ma... Skąd
się to wzięło, do licha? Choroba? błędy wychowawcze? jakieś
efekty-pozostałości wcześniactwa? mam ochotę krzyknąć- wiem, że nic nie wiem!
rozpisałam się, a teraz idę się kąpac, bo wreszcie zasnął...