Dodaj do ulubionych

Czy trauma mija?

29.12.08, 13:28
Wątek o nas - mamach ...Dla odmiany.
Dziś, trzy lata i cztery miesiące od 'porodu" śniło mi się, że mam
dugie dziecko. Najpierw śniło mi się, że jestem w ciąży zagrożonej
(nie byłam w takiej) a zaraz potem, że dziecko już jest, urodzone i
leży na oddziale neonatologicznym. Potem okazało się, że przenoszą
dziecko na OIOM. Był skrajnym wcześniakiem, maciupeńkim zupełnie.
Przeźroczystym, jak paluszki mojego brzdąca kiedy się urodził. Śnił
mi się oddział OIOM, choć nigdy na nim nie byłam. Śniły mi się
inkubatory, monitory oddechu, zielone fartuchy z fizeliny...Na
naszym "bananie" na ul. Karowej było całkiem przytulnie. We śnie
było tak zimno i "szpitalnie". To też był Mateuszek, we śnie "mały
Mateuszek". Co to znaczy? Myślałam, że już jako tako zapomniałam o
tym i nie przeżywam, a tu masz! Już czasem myślałam, że fajnie
byłoby mieć drugie dziecko. Może dziewczynkę...Tylko zdrowe,
donoszone, tłuściutkie. Może taki 3-kilowiec...A nie 1-kilowiec wink
Obserwuj wątek
    • blaszka0662 Re: Czy trauma mija? 29.12.08, 14:07
      Może dostanę zaraz opieprz od was wszystkich, ale myślę, że bywanie na tym forum
      tak może na nas wpływać. Czytamy i przeżywamy nieszczęścia innych i to zostaje
      nam w świadomości i podświadomości. Nasze złe wspomnienia przez to również
      wracają. Jednak nie mogę powstrzymać się przed czytaniem, bo to forum i wy
      jesteście największą skarbnicą wiedzy.
      Ja też bardzo chciałabym mieć drugie dziecko. Nawet zaczęłam już łykać kwas
      foliowy, ale im bliżej próby, tym bardziej biję się z myślami czy oby powinnam
      po tym wszystkim mieć drugie dziecko. Czy historia się nie powtórzy? Czy uda mi
      się urodzić zdrowe, donoszone dziecko? Czy znowu Bóg obdarzy mnie
      wcześniaczkiem? Czy jeśli to będzie wcześniak, to czy wyjdzie obronną ręką z
      wcześniactwa?
      Boże, czy kiedyś ten strach minie? ;-(
      • szalicja Re: Czy trauma mija? 29.12.08, 14:21
        E tam, opieprz od razu...Masz rację. Oczywiście, że tak jest. Ja
        długo nie bywałam na forum. Nie miałam czasu. Kiedy poszłam do
        pracy, jakoś w wolnej chwili "wpadłam" na forum. Pamiętam Kolchus
        (czy jakoś tak). Miała dwóch syneczków. Śledziłam losy obydwu.
        Wciągnęłam się. Obywdaj zmarki ;-( Wyłam do księżyca z żalu za te
        dzieciątka i za wiele innych, którym się nie udało. Wnerwia i boli
        mnie kalectwo innych dzieci na forum, walka rodziców o jak najlepsze
        warunki życia i próby poprawy ich stanu. Bardzo się ze wszystkimi
        indentyfikuję. Pewnie, że to sprawia, iż pielęgnujemy w sobie te złe
        emocje. Nawet teraz łzy mi lecą po policzku...To co przeszłyśmy
        sprawia, że jesteśmy bardziej wyczulone na ludzką krzywdę. Im
        łatwiej i bezboleśniej nasze dzieci "pokonują" wcześniactwo, tym
        szybciej o nim zapominamy. Mój synek jest opóźniony, nadpobudliwy.
        Jednocześnie jest zdrowy, śliczny, sprawny. Widzi, słyszy, nic mu
        nie dolega...tylko nie gada i jest w tyle w stosunku do
        równieśników. To też dla mnie duży stres, choć i tak mieliśmy dużo
        szczęścia. Ja na długo zapomniałam, że Mati jest wcześniakiem. Po
        skończonej rehabilitacji, po minięciu retinopatii wszystko szło ok.
        Wyjdzie i z tych problemów, mam nadzieję. A jednak to siedzi we
        mnie. Ten strach...Jeśli drugie też będzie wcześniakiem? Jeśli
        będzie miało mniej szczęścia? To chyba nie minie.
    • mama-cudownego-misia Re: Czy trauma mija? 29.12.08, 15:57
      Pewnie z czasem mija. Nawet nie zauważyłam, kiedy przestałam mieć koszmary, że
      mi lekarze siłą wycinają dziecko, żeby je zabić, i kiedy przestałam czuć ruchy
      płodu, którego już nie było. Wciąż jednak strasznie się boję, że stracę małą np.
      w wypadku samochodowym, albo że "wyskoczy" jej opóźnienie w rozwoju czy
      wodogłowie. Pilnowanie, żeby moje lęki jej nie ograniczały i nie wpłynęły
      negatywnie na jej rozwój, znajdowanie racjonalnych kontrargumentów i tłumaczenie
      sobie, że statystycznie rzecz biorąc moje obawy są nieuzasadnione, w miarę
      normalne funkcjonowanie pomimo, że się boję albo jestem wściekła bez powodu - to
      wszystko kosztuje ogromnie dużo wysiłku i energii i szczerze mówiąc trochę mnie
      wypala. Po jej narodzinach zerwałam prawie wszystkie kontakty z "poprzedniego
      życia" i nawet nie mogę się przemóc, żeby wrócić do spotkań z mamami donoszonych
      dzieci (a przecież Małgosia musi mieć kontakty z innymi dziećmi, żeby się
      normalnie rozwijała). Generalnie zdziwaczałam smile
      Też tak kobity macie?
    • klara-sz Re: Czy trauma mija? 29.12.08, 16:25
      może i mija, ale mnie bardzo powoli. klara ma juz rok i 3 m-ce,
      teraz kiedy wszystko podobno jest juz ok, mam paradoksalnie więcej
      czasu, częściej zastanawim się nad tym wszystkim. dlaczego tak sie
      stało, ze to moja wina itd. same wiecie. nie mówiąc juz o drugim
      dziecku. może bym i chciała, wszyscy się pytaja kiedy będzie
      braciszek bo klarcia taka fajna i śliczna. ale. no waśnie, to ale.
      nikt mi nie zagwarantuje, że wszystko bedzie dobrze, nie będzie
      kłopotow w ciązy, że że urodzi się normalnie i o czasie, ze będzie
      zdrowe, będzie ssało cyca, potem jadło, itd. wiem że powinnam
      cieszyc się z tego że jest zdrowa i dobrze się rozwija, ale jak
      patrzę na te 12 kilowe roczniaki, które wszystko pochłaniają, to aż
      mnie krew zalewa. tez troszke zdziczałam. prawie nigdzize z nią nie
      wychodzimy, żeby czegos nie załapała. jak juz się z kims spotkamy to
      po wielu pytaniach czy nie ma chociązby kataru. wkurza mnie, że
      ludzie nie zdają sobie sprawy że dla niej nawet katar jest grożny.
      no ale wracam od stycznia do pracy, może jak między ludzmi troche
      pobęde to mi przejdzie. trzymajcie się mamuśki, musi byc tylko
      lepiej. trzeba sobie tak wmawiac, to może w końcu będzie.
    • ellllla Re: Czy trauma mija? 29.12.08, 17:24
      Mi nie minęło sad A to już 2,5 roku...
      I ciągle mam niedosyt ciąży, taka krótka była...
      • szalicja Mamy zdrowych dzieci... 29.12.08, 20:08
        ...działają mi na nerwy.Jesteśmy teraz w trakcie diagnozy w kierunku CZR...choć
        jestem pełna optymizmu i myślę, że wszystko będzie ok. Mimo wszystko nic mnie
        tak nie wq...a, jak pytanko od takiej mamuśki - i co tam? - a co?! Co ona może
        wiedzieć jak my się czujemy? Jak wogóle można tak beztrosko zadać takie pytanie?
        To tak, jakbym do koleżanki, której dziecko np. ma podejrzenie o raka zapytała
        radośnie co słychać. No rzesz....w mordeczkę misia. Zero taktu, zero zrozumienia
        i empatii. Tak się cieszą wszystkim i jednocześnie zamartwiają takimi bzdetami,
        duperelami. Zobaczyłyby co to znaczy mieć dziecko np. niewidome, głuche czy
        kalekie w inny sposób. Zobaczyłyby czym naprawe jest zmartwienie o przyszłość
        dziecka...Ja się mało nie poryczałam ze szczęścia, jak mój synek powiedział
        "jajo" a prawie wogole nie mówi po ludzku, choć ma skończone trzy lata. A są
        tacy rodzice, co już rwą włosy z głowy, bo dwulatek nie recytuje wierszyków.
        Czasami jest ogromy kontrast między naszymi dziećmi a tymi "normalnymi". To
        przykre ;-( Mój synek jest duży, śliczny i wogóle nie wygląda na wcześniaka.
        Dlatego jak robi fochy czy sceny na ulicy, każdy robi głupie komentarze. I co
        mam im powiedzieć? Najczęściej mam jakiś "epitet" na końcu języka. Każdy tylko
        proponuje wlać w dupę. Nikt nie rozumie i nawet nie zada sobie trudu by zapytać,
        czy to tylko foch czy może problem tkwi gdzieś głębiej...A mój bombel naprawdę
        jest nadpobudliwy i nadwrażliwy ;-(
        A kocham go jak diabli bo jest najfajniejszym facetem, jakiego znam!
        • mama-cudownego-misia Re: Mamy zdrowych dzieci... 30.12.08, 09:40
          Szalicjo, problem w tym, że Ty też wcale nie wiesz, co to znaczy mieć dziecko
          niewidome, głuche, niepełnosprawne. Nasze dzieci są zdrowe, nawet jeśli mają
          jakieś problemy, to... no właśnie, wiele donoszonych dzieci też tak ma, po
          prostu posiadanie dziecka to loteria, nie zawsze jest ono do końca takie, jak
          chcieliby rodzice. W porównaniu z codzienną walką Joli czy Bijou nasze dylematy
          i zmartwienia są takimi samymi duperelami, jak martwienie się, że 2-latek nie
          umie wierszyka.

          A mamy zdrowych dzieci... Nie będą wiedziały, jak to jest mieć wcześniaka, ale
          to przecież nie ich wina (i dobrze, ze nie wiedzą, nie życzmy im źle). To nie
          one powinny szanować nasze uczucia i chodzić wokół nas na paluszkach, tylko my
          powinnyśmy sobie poradzić ze swoimi problemami, zamiast wymagać od innych
          empatii. Bo tak naprawdę to Ty czy ja mamy konkretny problem - jakieś kompleksy
          wobec matek donoszonych dzieci, strach, że w porównaniu z nimi nasze dziecko
          wyda się nam opóźnione, zazdrość, że one mają normalne macierzyństwo, a nasze
          jest jakieś wypaczone, zepsute...

          Co zrobić. Shit happens. Padło na nas. Nasza głowa w tym, żeby wyjść z tego z
          tarczą, a nie na tarczy. Wiesz, ja się zawsze czepiam nadziei, jaką daje pewien
          znajomy, dziś z doktoratem i po dwóch fakultetach na dobrej uczelni (a gdyby nie
          błąd proceduralny, byłby dziś na MIT). Facet urodził się w 33 t.c., z wagą 1300
          g., z bezdechami. Wspólni znajomi mówią, ze w wieku 3 lat jeszcze w ogóle nie
          gadał, mimo, że mama długo z nim siedziała w domu, a potem zatrudnili do opieki
          nad nim polonistkę. Ruchowo był strasznym ciamajdą. Potem przyszły korepetycje,
          kółka zainteresowań, wykupywanie po 3 razy pod rząd tego samego kursu nauki
          jazdy na nartach. Rodzice włożyli w niego ogromna pracę, ale popatrz, do czego
          doszedł - zapalony narciarz, doktorat w Niemczech, już w liceum zawsze dostawał
          pierwszą nagrodę Prezydenta Miasta i nigdy mi się nie udało go przegonić w
          punktacji (a całe liceum próbowałam)...
          Twój syn pewnie też wiele w życiu osiągnie dzięki temu, że tak o niego dbasz, a
          Ty będziesz miała wprawdzie macierzyństwo do kitu, ale świadomość, że mimo
          wszystko wygrałaś z losem i że możesz być dumna i z dziecka i z siebie.
          • szalicja MCM... 30.12.08, 10:37
            mama-cudownego-misia napisała:

            > Szalicjo, problem w tym, że Ty też wcale nie wiesz, co to znaczy
            mieć dziecko
            > niewidome, głuche, niepełnosprawne.

            No po części wiem...Moja sąsiadka, zaprzyjaźniona, ma synka
            niewidomego. Mądrzy lekarze tak podtrzymywali ciąże, że zachamowali
            dziecku rozwój oka. Dziecko nosi protezy oczu. Miał też ogromny
            rozszczep podniebienia i choć teraz chłopiec ma 10 lat to buzia
            (pomimo wielu operacji) nadal jest zdeformowana. Nie wiem, jak to
            jest być mamą, ale wiem, jak wygląda i jak wyglądało ich życie. Nie
            raz już przy piwku poryczałyśmy sobie...
            PO za tym czy uważasz, że podejżenie u dziecka autyzmu nie jest
            czymś tragicznym? Jaka jest różnica pomiędzy niepełnosprawnością
            intelektualną fizyczną? Nie wiem, co gorsze. Oczywiście zależy też,
            jak głęboka jest niepełnosprawność ale większe szanse na normalne
            życie ma dziecko na wózku niż dziecko upośledzone intelektualnie...
            Mam nadzieję, że mój synek nie ma autyzmu ale nie dziw się mojemu
            podejściu do sprawy, bo z tąświadomościa (jak sama pamiętasz może)
            żyję od kilku miesięcy...Czekam końca diagnozy...

            > W porównaniu z codzienną walką Joli czy Bijou nasze dylematy
            > i zmartwienia są takimi samymi duperelami, jak martwienie się, że
            2-latek nie
            > umie wierszyka.

            No z nimi nawet się nie porównuję. Wiem, że ich życie to każdego
            dnia walka...Masz rację.
            >

            > to przecież nie ich wina (i dobrze, ze nie wiedzą, nie życzmy im
            źle). To nie one powinny szanować nasze uczucia i chodzić wokół nas
            na paluszkach, tylko my
            > powinnyśmy sobie poradzić ze swoimi problemami, zamiast wymagać od
            innych
            > empatii.

            Myślę inaczej...Nie chodzi o to by chodzić na paluszkach wokół nas.
            Jednak poczucie taktu obowiązuje w różnych sytuacjach, prawda?
            Rozumiem, że świeża mama dorodnego, zdrowego bobasa cieszy się z
            tego, jak jej dziecko się rozwija. Jasne, że mi przykro czasem,
            jasne, że zazdroszczę ale kompleksu nie mam. Chodzi mi o
            ZROZUMIENIE. To wszysko.
            • mama-cudownego-misia Re: MCM... 30.12.08, 12:48
              Nie ma wprawdzie sensu sensu licytacja, która z nas jest biedniejsza, chociaż
              jako siostra niepełnosprawnego brata (ropne zapalenie opon mózgowych w
              niemowlęctwie) mam pewne pojęcie, jak to wpływa na rodzinę.
              Bardziej istotny wydaje mi się inny fakt - Twoje dziecko nie jest
              niepełnosprawne, a przynajmniej tej niepełnosprawności jak dotąd nie
              stwierdzono, mimo, że chodzisz z nim do najlepszych specjalistów (i o ile
              pamiętam z naszej dyskusji na innym forum, już któryś lekarz Ci mówi, ze nie
              jest autystyczny). Wiemy, ze jest nadpobudliwy, wiemy, ze ma pewne opóźnienia w
              rozwoju, wiemy, że diagnozujesz go w kierunku autyzmu, ale na razie się to nie
              potwierdziło. Sama piszesz, że Twój synek jest najfajniejszym facetem, jakiego
              znasz...
              Nie chodzi tu o to, żeby Ci mówić, że Twoje obawy są bezpodstawne, ani że źle
              robisz weryfikując je u kolejnych specjalistów. jednak moim zdaniem za bardzo
              się zapędzasz uznając swoje dziecko za niepełnosprawne - istnieje ryzyko, że ono
              to wyczuje, ale na swój sposób, odbierając od Ciebie wyraźny sygnał "coś jest ze
              mną nie tak, jestem gorszy, jestem do niczego". Musisz mieć świadomość, że taka
              sytuacja może mieć miejsce, inaczej możesz go zwyczajnie wypaczyć psychicznie.

              > Rozumiem, że świeża mama dorodnego, zdrowego bobasa cieszy się z
              > tego, jak jej dziecko się rozwija. Jasne, że mi przykro czasem,
              > jasne, że zazdroszczę ale kompleksu nie mam. Chodzi mi o
              > ZROZUMIENIE. To wszysko.
              Czyli co konkretnie? Żeby inne mamy w Twojej obecności zachowywały minutę ciszy?
              Żeby się do Ciebie w ogóle nie odzywały? Czy to zrozumienie ma polegać na tym,
              że mają wyrażać ubolewanie, czy na tym, że nie wolno im w Twojej obecności
              opowiedzieć, że ich dziecko się dobrze rozwija? Nie śmiałabym oczekiwać od
              otoczenia, szczególnie tego dalszego, żeby do tego stopnia kręciło się wokół
              mnie i moich zranionych uczuć sad

              Nie zrozum mnie źle. Nie chcę Cię atakować. Obie tkwimy z rękami w nocnikach i
              wymieniamy poglądy na życie, to wszystko...
              • szalicja Re: MCM... 30.12.08, 13:17
                Ojej...no dobra. Z tym autyzmem jest tak; ktoś rzucił temat, że być
                może jest. Potem znów ktoś. zaczęliśmy jazdy po specjalistach i niby
                było ok. Daliśmy spokój. I znów się zaczęło. Znów sugestia od kogoś
                nowego (psychologa w poradni a ostatnio jeszcze od logopedy), że coś
                nie gra i rzeby to sprawidzić bo być może to jest to. Znów jazdy.
                TYm razem zapisałam na diagnozę. Aktualnie jesteśmy w trakcie jednej
                a w styczniu idziemy do CZD. Liczę na badania genetyczne,
                metabolizmu itd. To nie jest tak, że ja dziecko wpędzam czy sobie
                wmawiam. Mi wcale nie jest wesoló, że biegam wkółko na terapie czy
                wizyty. Luz. Autyzm czy inne zaburzenia ze spektur wciąż wiszą nad
                nami. Nikt mi tego nie wykluczuł. Owszem, na jednogodzinnej
                wizycie "mądra" pani psychiatra powiedziała, że nie jest
                autystyczny, ma tylko zachowania i do obserwacji. Trochę w nosie mam
                taką opinię, bo to nie jest ani potwierdzenie ani zaprzeczenie.
                Mati jest najfajniejszym facetem, jakiego znam, ale...czasem muszę
                brać proszki na uspokojenie, bo mam ochotę wyskoczyć z okna. Tak
                daje czadu.
                No, i abyś mogła lepiej mnie zrozumieć o co mi chodzi z tymi mamami
                czy innymi ludziami wink, to:
                w tygodniu, kiedy ktoś nam zasugerował autyzm, miały odbyć się
                chrzciny synka szwagra. Duży, przenoszony, zdrowy chłopak. Dla nas
                ta wiadomość była straszna. Ja nie mogłam iśćdo pracy, byłam w
                szoku, mąż beczał po kątach i załatwiał na szybko wizytę. To było we
                wtorek. W sobotę jechaliśmy na chrzciny. Ja musiałam prowadzić, mąż
                był w rozsypce. Teściowie wiedzieli o tych podejżeniach, maż
                dzwonił. Na chrzcinach jak na chrzcinach, kameralnie ale imprezowo.
                Totalna radocha dziadków z nowego wnuka. Oczywiście pytania czemu
                nie ma Mateuszka itp. No ale generalnie wielki zachwyt nad drugim
                chłopcem, jaki duży, dorodny, jak ładnie je i jak się rozwija. CAłe
                mnóstwo toastów za zdrowie Michałka. A my z trudem powstrzymywaliśmy
                łzy bo może choć jeden raz, teściowie mogliby wnieść też toast o
                zdrowie drugiego wnuka. NIE. Lepiej zapomnieć, że jest jakiś gorszy,
                słabszy, być może chory. Co sąsiedzi powiedzą, jak się dowiedzą?!
                Lepiej unikać tematu. Lepiej zapomnieć, że mamy drugiego, gorszego
                wnuka.
                I może jest w tym jad, możesz myśleć co chcesz...Nie chodzi o to, by
                cały świat żałował mnie i trzymał kciuki za wynik diagnozy. Choci
                tylko o poczucie TAKTU i EMPATIĘ.
                • mama-cudownego-misia Re: MCM... 30.12.08, 14:22
                  No wiem, wiem, jak jest. Ale spróbuj popatrzeć na to od strony dziadków - mają
                  drugiego wnuka, są dumni i zwyczajnie się cieszą, że tym razem wszystko poszło
                  ok. Może też nie chcieli psuć atmosfery w tym szczególnym dniu, który jakby nie
                  było był dniem drugiego wnuka i jego rodziców. Swoje już się wymartwili i
                  jeszcze będą martwić, niech mają chociaż jeden dzień totalnej radochy.
                  Wiem, ze Was bolało, a tamto dziecko i tamta radość była solą na Wasze rany, ale
                  każdy ma swoje życie. Taktownie ukrywać taką radość można raz, dwa razy, ale nie
                  stale i nie w taki dzień...
                  A babami z piaskownicy to się nie przejmuj. Jak są na tyle niekulturalne, że Ci
                  zwracają uwagę, to naprawdę nie są warte Twojego zainteresowania i nerwów. Mój
                  mąż takie komentarze zlewa, ja jestem bardziej wredna i zwykle się odgryzę, że
                  nie przypominam sobie, żebym prosiła o radę.

                  A tak w ogóle, jeśli Cię to pocieszy, to Małgosia ma gorzej: swojego dziadka (ze
                  strony taty, mój ojciec nie żyje) w ogóle nie poznała, bo ją olał. Wybrakowane
                  egzemplarze go nie obchodzą. Przez półtora roku dupy nie ruszył, nawet nie
                  dzwoni. Dopiero ostatnio coś się zainteresował przez osoby trzecie, bo doszły do
                  niego słuchy o jej dobrym uchu i pamięci muzycznej. Babcia widziała ją dwa razy
                  i raz młoda dostała grzechotkę, a raz misia. Ani razu nie zapytali, czy jakoś
                  pomóc, czy czegoś nam nie trzeba, jak sobie radzimy. Wręcz przeciwnie, wiedząc,
                  ze mamy ciężką sytuację finansową (pracuje tylko mąż, ja siedzę na wychowawczym)
                  najpierw dali 8 tys. na budowę kościoła, potem babcia sobie trzasnęła operację
                  plastyczna za 1200, a tydzień później zażądali od nas partycypowania w kosztach
                  aparatu nazębnego młodszej siostry męża (2 tys. chcieli, bo "po tyle się rodzina
                  składa").
                  Oprócz wyrodnych dziadków Małgosia ma jeszcze drugą babcię, która wprawdzie
                  obsypuje ją prezentami, ale za to co rusz wymyśla jej nowe choroby i za każdym
                  razem jak ją dostaje w łapy, to uszkodzi (nadepnie, spali na słońcu, wypuści z
                  rąk, doprowadzi do histerii pokazując porcelanowe figurki, ale bez brania do
                  rąk). Zwariować można...
                  No ale ludzie są różni i ich nie zmienimy. Albo nam z nimi po drodze, albo nie,
                  i wtedy należy ich unikać oraz przestać się przejmować ich zachowaniami i opiniami.

                  Autyzmu Twojemu synkowi nie życzę, chociaż tak naprawdę nie zawsze jest to ta
                  straszna choroba odcinająca od świata. Zawsze trochę upośledza społecznie, ale
                  wielu ludzi z np. syndromem Aspergera dobrze funkcjonuje w społeczeństwie - np.:
                  prawie 1/3 matematyków pracujących na wyższych uczelniach ma cechy autystyczne
                  (autentyk, znajomy psychiatra prowadził badania i miał szoka. U paru osób
                  podejrzewał nawet umiarkowane nasilenie autyzmu).
                  • szalicja Re: MCM... 30.12.08, 14:42
                    mama-cudownego-misia napisała:

                    > najpierw dali 8 tys. na budowę kościoła, potem babcia sobie
                    trzasnęła operację
                    > plastyczna za 1200, a tydzień później zażądali od nas
                    partycypowania w kosztach
                    > aparatu nazębnego młodszej siostry męża (2 tys. chcieli, bo "po
                    tyle się rodzin
                    > a
                    > składa").
                    Nie no, oplułam sobie służbowy monitor! Nie, to przebija wszystkie
                    historie! Współczuję. Boże, skąd się tacy ludzie biorą ?!

                    > wielu ludzi z np. syndromem Aspergera dobrze funkcjonuje w
                    społeczeństwie - np.
                    > :
                    > prawie 1/3 matematyków pracujących na wyższych uczelniach ma cechy
                    autystyczne
                    > (autentyk, znajomy psychiatra prowadził badania i miał szoka. U
                    paru osób
                    > podejrzewał nawet umiarkowane nasilenie autyzmu).


                    Zespół Aspergera da się przeżyć. Jakośmi jednak Mati na aspergera
                    nie wygląda. Owszem, interesuje go muzyka i ma talent matematyczny,
                    jest podobno utalentowany manualnie (ocena logopedy, nie umiem się
                    ustosunkowaćdo tej opinii). Jednak nie mówi. Aspergerki są wybitne,
                    szybko się rozwijają a Mati jest opóźniony.A co do matematyków,
                    owszem, mam sąsiada. Parę lat temu świętował profesurę. Szurnięty
                    jest ostro. Rodzinę ma, dzieci ma, ale to patologiczna rodzina.
                    • mama-cudownego-misia Re: MCM... 31.12.08, 16:28
                      Pozostaje Ci zyczyc, żeby to nie był autyzm. trzymaj się i dużo
                      szczęścia w nowym roku!
                      • uliszek Re: czy trauma mija 31.12.08, 22:01
                        No to może ja coś dodam, jest takie powiedzenie które pasuje to różnych sytuacji
                        : syty głodnego nie zrozumie....
                        Ja mam traumę no może nie tak mocno powiedziane, na prawdę młody choć urodzony w
                        34 tyg zero problemów, rozwija sie suuuper, troche jeżdżenia po specjalistach
                        przez 1 rok teraz jeszcze kontrolnie ale do rzeczy.
                        Chcemy się starać w tym Nowym Roku o drugie... jest duze prawdopodobieństwo ze
                        znowu wcześniak i boję się. Zazdroszczę mamom donoszonych że nie mają tego
                        piętna porodu wczesnego po prostu.....
                        obecnie jak składam życzenia przyszłym mamom to mówie im jak nasza
                        zaprzyjaźniona połozna 4cm na dzień dobry i o czasie smile
                        I choć miałam bardzo duże wsparcie w rodzinie i najbliższych to jak ktoś nie ma
                        wczesniaka to nie zrozumie mamy wcześniaka.
                        Strach towarzyszy każdej mamie o swoje dziecko, wydaje mi się że nam troszkę
                        częściej i bardziej.
                        JA bym sobie zyczyła na przyszły rok żeby nas było na tym forum jak najmniej
                        nowych mam, jak nawiecej optymistycznych tematów a przede wszystkiem zebyśmy
                        byli zdrowi nasze dzieci i nasze rodziny.
                        Pozdraiwam
                      • szalicja Re: MCM... 01.01.09, 18:25
                        mama-cudownego-misia napisała:

                        > Pozostaje Ci zyczyc, żeby to nie był autyzm. trzymaj się i dużo
                        > szczęścia w nowym roku!

                        Myślę, że nie...Mati ma zaburzenia SI i kandidę, które też dają
                        podobne objawy. Już po miesięcznym leczeniu kandidy Mateuszek jakby
                        odblokował się, coś się ruszyło wink Jakoś jestem optymistycznie
                        nastawiona a może to intuicja wink Terapie dają efekty, choć czasem
                        trzeba czekać dłuzej. Jak przypomnę sobie Mata np. z sierpnia to nie
                        ma porównania.
                        Ja też Tobie i innym mamom życzę sczęścia w nowym roku. Obyśmy miały
                        tylko same powody do radości!
    • tabaluga0 Re: Czy trauma mija? 29.12.08, 20:51
      ja tez mam takie sny , po 4 latach, nawet ostatnio snilo mi sie ze bylam w
      szpitalu i poronilam i wyleciala ze mnie taka pomaranczowa galareta, to bylo
      okropnesad
    • olka3310 Re: Czy trauma mija? 29.12.08, 20:56
      U mnie minęły już 3 lata. Dzieci nie mają żadnych śladów po
      wcześniactwie ale ja i tak się zastanawiam czy czegoś nie
      przeoczyłam. U mnie błahy katar u blizniaków wywołuje szybsze bicie
      serca. Zastanawiam się kiedy przestanę się bać?

    • ania.silenter Re: Czy trauma mija? 30.12.08, 11:27
      Mnie minęła - po jakimś czasie, a zupełnie po urodzeniu drugiego dziecka.
      Donoszonej córki.
      Nawiasem mówiąc, kiedy leżałam z Duśką (3550g) na położniczym i coś tam
      powiedziałam o hipotrofikach do kobity obok, która urodziła donoszone dziecko
      ale z wagą ok. 2300g (lekarze sugerowali, że to przez matkę bo nawet nam
      chwaliła się, że paliła całą ciążęsad) to to tak się rozjazgotała, że co ja jej
      radzę jak sama nie wiem o czym mówię, że jestem bezczelna bo moja córka waży
      ponad 3,5 kg itp. itd. Zamknęła się dopiero, kiedy powiedziałam jej, że wiem o
      czym mówię bo moja starsza jest wcześniakiem i to o dużo niższej wadze niż jej
      syn. Także moje miłe panie nie ma co naskakiwać na mamy zdrowych dzieci bo
      czasem prawda wygląda zupełnie inaczej niż nam się wydaje.
      A jeżeli już spotykamy się ze strony matek dzieci zdrowych z głupimi pytaniami
      (typu: "a dlaczego nie chodzi" choć na pierwszy rzut oka widać jakieś porażenie
      albo "dlaczego taki malutki/chudziutki nie może mu pani dać jeść") to cóż,
      trudno - ich brak empatii albo niskie IQ jest ich a nie naszym problemem.
      • szalicja Re: Czy trauma mija? 30.12.08, 11:39
        ania.silenter napisała:

        > Mnie minęła - po jakimś czasie, a zupełnie po urodzeniu drugiego
        dziecka.
        > Donoszonej córki.

        No to super. Fajnie, że się udało wink

        Także moje miłe panie nie ma co naskakiwać na mamy zdrowych dzieci bo
        > czasem prawda wygląda zupełnie inaczej niż nam się wydaje.

        Ja nie naskakuję, ale sugeruję więcej zrozumienia i empatii. Nie
        potrzebuję współczucia i głaskania po główce.


        > A jeżeli już spotykamy się ze strony matek dzieci zdrowych z
        głupimi pytaniami
        > (typu: "a dlaczego nie chodzi" choć na pierwszy rzut oka widać
        jakieś porażenie
        > albo "dlaczego taki malutki/chudziutki nie może mu pani dać jeść")
        to cóż,
        > trudno - ich brak empatii albo niskie IQ jest ich a nie naszym
        problemem.

        ..i o to mi chodziło.
        Zresztą, sama mam przyjaciółkę, która jest szczęśliwą mamą zdrowych
        bliźniaków. Niby one są wcześniakami, chyba z 36 tygodnia, ale to
        rzadne wcześniaki wink Zdrowe jak rybeczki. W każdym razie wymieniamy
        się radami, informacjami itp. Dzięki jej mężowi (pośrednio) wykryłam
        u mojego bąka kandidę, m in. przyczynę jego opóźnienia w rozwoju.
        • tolka11 Re: Czy trauma mija? 30.12.08, 12:03
          Strach strachem, a nastepne dziecko/dzieci i tak się pojawiają. Ja
          jestem szczęściarą: wiem, co to donoszona, bezproblemowa pierwsza
          ciąża. Ale wiem też jak to jest urodzić w 28Hbd i mieć
          niepełnosprawne dziecko. Wiem tez jak to jest przeżywać trzecią
          ciążę z wyrokiem, że to będzie wczesniak.
          I co mi z tej wiedzy i tych doświadczeń? Ano nic. I tak w czwartej
          ciąży (też z wyrokiem wcześniactwa) umieram ze strachu, boję się jak
          cholera.
          Ale mam wsparcie męża, przyjaciół, mojego szalonego gina i ostatnio
          całego oddziału (byłam na badaniach). Jakos dajemy radę.
          Mnie to forum nie dołuje, teraz w ciąży bardziej czasami dołuje mnie
          praca z moimi niepełnosprawnymi uczniami. Pozdrawiam.

          moja szarańcza: Judyta 40Hbd, Miłosz 28Hbd, Sara 33/34Hbd i ...
        • anulka_99 Re: Czy trauma mija? 30.12.08, 12:14
          czytam te Twoje posty i sama nie wiem o co Ci chodzi. jestem mamą
          wcześniaka z 35 tygodnia. obyło się bez większych przygód. nie
          próbuję się nawet porównywać do wielu z Was na tym forum. chylę
          czoła przed wieloma mamami. śledzę wasze historie. cieszę się i
          płacze razem z Wami. i mimo, że mi się "udało", to nie ma miesiąca,
          żebym nie wylądowała z czymś u lekarza, a to ciężka anemia, a to
          zapchane kanaliki, a to poważne problmey skórne, a to potrzeba
          rehabilitacji, a to z USG przez ciemiączko coś nie tak i trzeba
          czekać. i parę razy zadałam sobie pytanie dlaczego nie moge jak inne
          mamy iść na szczepienie do lekarza i na tym nasze kontakty ze służbą
          zdrowia nie ograniczą się właśnie do tego? Ale przestałam je
          zadawać. cieszę się z każdego cudownego zdrowego dziecka bliższych i
          dalszych znajomych. a denerwuje się gdy coś z tymi dziećmi jest nei
          tak. każdego dnia dziękuje Bogu, że mam cudowne zdrowe dziecko. Dla
          każdej matki zdrowie jego dziecka jest na pierwszym miejscu. u
          jednej katar wywoła zawrót głowy a inna musi się zmagać z
          niepełnosprawnością. Ale dla każdej zdrowie jej dziecka bedzie tak
          samo ważne. Każdy zmaga się ze swoimi problemami (jakże różnej
          rangi). Nie każdego Bóg doświadczył w ten sam sposób i nie możesz
          kogoś za to nie lubić.Bo właśnie wydaje mi się, że w tym rzecz. niby
          nie lubisz mam zdrowych dzieci za to, że są "inteligentne inaczej" i
          zadają durne pytania. a mi osobiście wydaje się że nie lubisz ich za
          to, że mają zdrowe/ zdrowsze dziecko od Twojego. może to dość ostry
          i radykalny osąd ale właśnie takie odniosłam wrażenie i mam do tego
          prawo.
          • mimi0080 Popieram Szalicję!! 30.12.08, 12:35
            Doskonale Cię rozumiem i wiem o co Ci biega wink
            Prawda jest taka, że na pewno w głębi serca zazdrościmy bezstresowej i w miarę
            bezproblemowej ciąży przynajmniej ja tak mam.
            Obecnie 5 znajomych bliższych lub dalszych jest w ciąży różny stopień
            zaawansowania w tym moja szwagierka właśnie.
            Z większością mam kontakt, próbuję doradzić podpowiedzieć pocieszyć, ale z moją
            szwagierką niestety...
            Kiedy zmarł Antek nie usłyszałam ani jednego słowa wsparcia pocieszenia nic
            wręcz przeciwnie akurat jej synek wtedy miał pół roku wynoszony był pod niebiosa
            jaki on zdrowy jaki wspaniały Boże jak mi było wtedy przykro...
            Teraz jest w 2 ciąży i to będzie dziewczynka o której marzyła dobre 2 lata
            żeby była jasność życzę jej jak najlepiej...
            Dlaczego jest tak, że ktoś ma czasem ciężki krzyż do dźwigania, a inny żyje
            lekko łatwo i przyjemnie...
            Ja chciałabym tylko żeby ktoś choć przez chwilkę spróbował wczuć się w moją
            sytuację...
            Ja robię to często myślę o Joli, dziewczynkach Oli-mi i wielu innych...
            Mamo Cudownego Misia ja nie poznaję siebie... jestem smutna, rozdrażniona, nie
            umiem się śmiać tak jak kiedyś, bawić tak jak kiedyś...
            Wiem, że z Jasiem nie jest źle, ale nie ma ze mną Antosia
          • szalicja Re: Czy trauma mija? 30.12.08, 12:38
            anulka_99 napisała:

            > nie lubisz mam zdrowych dzieci za to, że są "inteligentne inaczej"
            i > zadają durne pytania. a mi osobiście wydaje się że nie lubisz
            ich za
            > to, że mają zdrowe/ zdrowsze dziecko od Twojego. może to dość
            ostry
            > i radykalny osąd ale właśnie takie odniosłam wrażenie i mam do
            tego
            > prawo.

            No jasne, że masz prawo. Po to ten wątek, aby się wypowiadać. To nie
            jest tak, że ich nie lubię, bo jak już pisałam wcześniej taką
            właśnie mam przyjaciółkę. Mamę zdrowych bliźniaków. Nie jest tak, że
            nie lubię wszystkich, czy wszystkie mnie drażnią wink
            Pewnie, że często mam żal do losu, że jest tak a nie inaczej.
            Pewnie, że kiedy jestem na wyjeżdzie z dwoma parami znajomych ze
            zdrowymi dziećmi i tym moim złośnikiem, to czasem szlag mnie trafia.
            Pewnie, że zazdroszczę im tego, że mogą siedzieć z dziećmi na
            stołówce i wspólnie zjeść posiłek. Ja nie mogę. Wnerwia mnie to,
            jest mi przykro, zazdroszczę. Nie mogę? Czy muszę to akceptować? Nie
            muszę. Mam prawo być czasem zła, że cały spacer po plaży w maju mąż
            musiał nieść bolca na barana, bo inaczej właził do wody, a było ok.
            13 stopni. I co? I każdy tylko robi durne uwagi, typu - dać mu w
            dupę, rozpuszczony bachor, a czemu nie mówi? itp. Denerwuje mnie
            tylko taka często znieczulica, nie wiem - brak empatii o której
            pisałam wcześniej, brak zrozumienia. O to mi chodzi. Dlaczego kazdy
            szufladuje dzieci - jak robi focha to bachor rozpuszczony. Mądra
            mama przy piaskownicy daje mądre rady ;-p Zrozum, ja sięnie czepiam,
            że one mają dobrze a ja źle, bo nie mam tak źle. Chodzi generalnie o
            poczucie taktu, którego często im brakuje. Kiedy ma siędziecko
            widzocznie niepełnosprawne np. z porażeniem to jest inaczej. Odrazu
            widać, że dziecko nie jest zdrowe. Po moim nie widać nawet, że był
            wcześniakiem, a jednak...nie wszystko gra. To mnie boli. I mam do
            tego prawo.
    • ania.silenter zrobiłam "rachunek sumienia"i to nieprawdopodobne 30.12.08, 12:25
      ale wyszło mi, że dużo częściej zamartwiam się zdrowiem moje młodszej córki. Tej
      donoszonej. Bo startując z 3550g teraz ma 3 lata i 7 miesięcy i waży 11,9 kg a
      mierzy 94 cm (do całkiem niedawna 88 cm). Mikrus, prawda?
      • mamaigiiemilki Re: zrobiłam "rachunek sumienia"i to nieprawdopod 30.12.08, 12:37
        smilekochany mikruseksmile
        ja mam blizniaczki dokładnie w wieku Twojej córeczki, ale wcześniaki z 33tyg;
        ważą teraz ok.18kg i mają 107/108cm wzrostu...i bądź tu mądrysmilepozdrawiam!
      • mimi0080 Re: zrobiłam "rachunek sumienia"i to nieprawdopod 30.12.08, 12:38
        jaś ma 2 latka ( 29 t.c. 1050 gr ) waży troszkę ponad 11 kg i mierzy około 87
        cm...faktycznie troszkę drobna jest...
        • szalicja Re: zrobiłam "rachunek sumienia"i to nieprawdopod 30.12.08, 12:43
          Moj bombel ma 3 lata i cztery miesiące. Waży ok. 16 kg i mierzy ok.
          100. POdaję ok, bo niemożliwoscią jest, aby ustał na chwilę przy
          miarce czy na wadze. Widzę, że wypada średnio wink
          • bijou82 Re: zrobiłam "rachunek sumienia"i to nieprawdopod 30.12.08, 13:14
            U mnie trauma nie minęła i nigdy chyba nie minie
            Jak wiecie moja Madzia jest niepełnosprawna
            umysłowo i fizycznie
            Umysłowo idzie do przodu - jej ostatnie umiejętności to pokazywanie
            gdzie ma stópki i ile ma problemów,i indianina wkońcu robi samawink
            Ale nie mówi..
            Nie siedzi,nie chodzi...
            Za 10dni kończy 2lata
            A ja potrafię 3 razy w tygodniu wpaść w dół emocjonalny
            potrafię na nią nakrzyczeć a potem przepraszać ją i płakać
            potrafię nie odpowiadać na sms koleżance-mamie zdrowego dziecka,bo
            akurat mam zły dzień i obwiniam cały świat za zło jakie mnie i
            Madzię spotyka..
            a sa dni kiedy patrzę na Madzię i nie widzę dziecka
            niepełnosprawnego-kiedy się śmieje,zaczepia mnie,sama je,kiedy się
            przytula gdy leżę obok niej
            A potem jakaś głupia sytuacja w autobusie kiedy mam ją w chuście i
            ona marudzi-a pani obok mówi prosze to dziecko wyjąć,bo chce na
            nóżki... albo uwaga ekspedientki w sklepie kiedy biorę małe
            pieluszki (rozm 3) - te pieluchy będą za małe dla takiego dużego
            dziecka (bo madzia jest długa i w ciuchach wygląda jakby 11kg
            ważyła,a w rzeczywistości 7400g)..
            czasami mnie nie wzruszają takie uwagi-czasami wracam do domu i
            ryczę...
            ale nie winię tych osób
            Jeszcze parę lat temu moim problemem było w co się ubrać do
            pracy,czy zjem dziś to czy tamto,jaką książkę sobie kupić...
            a dziś
            dziś myślę czy kupić Madzi matę Viofor (8000zł i skąd wziąść
            pieniądze),czy uda nam się pojechać na turnus rehabilitacyjny...co
            jeszcze zrobić żeby żyć "normalnie"
            i są dni takie że mąż siedzi Madzią w domu a ja wychodzę na 6 godzin
            na studia (taka moja odskocznia)...
            ale mimo to wieczorami,szczególnie kiedy jestem z Madzią sama to
            płaczę
            a najgorsze że nie nad jej losem tylko nad moim-taka ze mnie egoistka
            za 2 tygodnie mam umówioną wizytę u psychologa-mama mi załatwiła bo
            już patrzeć nie może jak się męczę..
            ale czy to coś da???
            ostatnio na zajęciach mieliśmy przynieśc 3zdjęcia - ważne w
            rodzinie,ważne dla mnie i na którym jestem piękna..zdjęcia z Madzią
            oczywiście wzięłam.i jak przyszła moja kolej opowiadania o zdjęciach
            to gardło mi się ścisnęło,zaczęłam płakać (i jeszcze 20 osób ze mną)
            i nic nie powiedziałam...
            a myślałam że już potrafię...
            moja trauma jest i będzie
            zmienia się tylko jej oblicze
            kiedyś dotyczyła krótkiego okresu ciąży i bardzo marzyłam by znowu
            być w tym błogosławionym stanie
            potem dotyczyła niepewności i ogromnej zazdrości wobec matek
            zdrowych dzieci i ich spokoju o przyszłość
            teraz kiedy widzę jak jest,mogę się domyślać jak będzie...i to jest
            moja trauma-że mam jedno życie i Madzia też i t akie to życie jest sad
            • szalicja Re: zrobiłam "rachunek sumienia"i to nieprawdopod 30.12.08, 13:33
              Bijou, wsópłczuję bardzo i Tobie, i córeczce...Tak, moje problemy to
              pikuś. Nie będę truła, że jesteś bohaterką i takie tam...I nie myśl
              o sobie, że jesteś egoistką! U nas w fundacji wiszą takie motta -
              wiersze dotyczące niepełnosprawnych dzieci. Na jednym jest rozmowa
              anioła z Bogiem. Bóg chce zesłać szczęśliwej kobiecie
              niepełnosprawne dziecko. Anioł prosi aby nie, bo ona jest taka
              szczęśliwa a Bóg właśnie dlatego taki robi wybór. I jeszcze Anioł
              sugeruje, że ona jest egoistką, więc jak może być dobrą mamą dla
              takiego dziecka a Bóg odpowiedział, że to dobrze, bo ona będzie
              potrafiła się oderwać i coś zrobić dla siebie. Inaczej nie
              poradziłaby sobie. I tak. Musisz mieć odskocznię i musisz coś robić
              dla siebie. Taki czas tylko dla Ciebie da Ci siłę na kolejny dzień ;-
              )
              I u nas jest tak samo - kiedy jestem w poradni czy na terapii to
              myślę o tych naszych problemach. Kiedy jestem z synkiem, to wogóle o
              nich zapominam i jestem szczęśliwa. Wystarczy mi ta uśmiechnięta
              buzia i radosne oczka. I to chyba jest najważniejsze. A jak czasem
              poużalamy się nad sobą to może i jest nam lżej...?
            • mamaolisia Re: zrobiłam "rachunek sumienia"i to nieprawdopod 30.12.08, 16:07
              Izuniu poryczałam się jak bóbr i naprawde nie wiem co napisać
              chyba nic nie trzeba........
              Buziaki dla Madzi.
      • mamciakasia Re: zrobiłam "rachunek sumienia"i to nieprawdopod 30.12.08, 22:58
        Ja również coraz częściej martwię się zdrowiem mojego młodszego donoszonego
        synka, który przychodząc na świat ważył 3310g i miał 53 cm, a teraz prawie
        5-latek mierzy 102 cm i waży całe 14,3 kg!!!
        Starszy natomiast-wcześniak w wieku prawie 6-lat mierzy 117 cm i waży 18,3
        kg.Ale trauma jakaś została- ciągle boję się,że coś będzie nie tak... i wtedy
        wpadam w doły... I tak mam dużo szczęścia ,że mam w życiu tylko takie smutki....
        bo zmartwieniami, nie godzą się nazwać, przy Waszych dziewczyny problemach.
        • ann_a30 Re: zrobiłam "rachunek sumienia"i to nieprawdopod 31.12.08, 00:05
          To i ja coś dodam. My wychodzimy na prostą. Nie mamy większych problemów i
          zdaniem lekarzy Achilles rozwija się wg wieku korygowanego. Jego nowa lekarka
          stwierdziła, że jak na 28tc to uniknął wielu wcześniaczych problemów. Jednak -
          mimo iż chcieliśmy kolejne dziecko - teraz się boję. Bo tak sobie myślę, że jak
          jeszcze raz to się przydarzy to kto zajmie się Achillesem i starszym synkiem,
          kiedy ja będę gdzieś w szpitalu przy maleństwie? Czy dam radę mając bardzo
          poważnie chorego męża? I biorąc pod uwagę mój wiek, to pojawia się ryzyko w
          kolejnej ciąży... Tak myślę, że narodziny wcześniaka zabiły w nas odwagę. Ja się
          boję, a tak bym chciała...
    • u_brzoska Re: Czy trauma mija? 01.01.09, 19:51
      U mnie minela. Ale dlatego, ze dziecie zdrowe. Gdyby Berenia byla chora "powczesniaczo", jestem pewna ze siedzialabym w traumie po uszy. Dopoki Berenika nie zaczela chodzic (18mies.), bylam przerazona, zestresowana, nie moglam rozmawiac z mamami zdrowo urodzonych dzieci o ich rozwoju, bo po prostu wydawalo mi sie ze moje dziecko nigdy takie zdrowe nie bedzie. A nie ma szans zeby ktos kto nie doswiadczyl wczesniactwa, byl w stanie zrozumiec co sie czuje. Mimo najlepszych checi. Pamietam jak kiedys jedna znajoma powiedziala mi: podobno nie dostajemy wiekszego krzyza niz jestesmy w stanie uniesc. Wtedy poczulam, jak bardzo ludzie nie wiedza co czuje. Czulam zal za takie wytlumaczenie tego, ze moje zycie sie posypalo. Bo tak sie czulam - ze mi sie zycie zalamalo...
      A do konca z traumy wyleczylo mnie urodzenie kolejnego dziecka, terminowo, zdrowego - choc okupionego ogromnym wysilkiem, bo cala ciaza lezaca, plus czesciowo w szpitalu.... Wtedy dopiero, po narodzinach Marty, zdalam sobie sprawe, co to znaczy beztroskie macierzynstwo. Jakie to jest piekne. I wyleczylo mnie to z traumy smile
      • blaszka0662 Re: Czy trauma mija? 01.01.09, 23:08
        Cieszę się twoim szczęściem i mam nadzieję, że ja za jakiś czas też tak będę
        mogła powiedzieć. Pomimo strachu przed drugą ciążą i możliwością powtórki
        poprzedniej historii bardzo chcę dać Karolkowi rodzeństwo. Bardzo wierzę w to,
        że tym razem dotrwam pełnych 40 tygodni i urodzę naturalnie zdrowe dziecko,
        które będę karmiła piersią. Taka ze mnie niepoprawna optymistkawink
        Pozdrawiam,
        Agnieszka
        • u_brzoska Re: Czy trauma mija? 01.01.09, 23:55
          Agnieszko,
          spełnienia tych marzen Ci życze. Moze w tym Nowym Roku? wink
          • blaszka0662 Re: Czy trauma mija? 02.01.09, 11:03
            Nie dziękuję, ale powiem, że prace zaczynamy od tego miesiąca wink
    • maanki Re: Czy trauma mija? 01.01.09, 22:37
      Ośmielę się napisać.Mi trauma nie mija i chyba nigdy nie minie. Nie
      jestem mamą wczęsniaka. Jestem miedzy innymi mamą donoszonej 3kg
      dziewczynki, która za tydzień skończy 2 lata. kalinka urodziła się
      z, no właśnie powiatowi lekarze w powiatowym szpitalu nie wiedzieli
      co to. Z dziurą na kręgosłupie smileI z innymi licznymi wadami.
      Wykrytymi przez powiatowych lekarzy. Wypisano nas do domu po 5
      dniach po cc bez jakiejkolwiek diagnozy za to ze słowami, że Młoda
      to będzie warzywko i mam sobie szukać specjalistów. Jakichkolwiek.
      Świat mi runął na głowę.Nie to mało powiedziane. Ale postawiły mnie
      na nogi słowa męża, że nieważne jaka Kalina będzie, ważne że jest.
      Specjaliści powykluczali trochę wad, nazwali to co nienazwane, które
      okazało sie być nie aż tak groźne jak straszono mnie w powiatowym
      szpitaliku. Kazali obserwować.
      Kiedy poraz pierwszy chwyciła grzechotę plakałam, kiedy usiadła też
      płakałam, kiedy zaczęła raczkować (dzięki uporowi mojej koleżanki)
      płakałam a kiedy zaczęła chodzić płakała cała rodzina.
      Przez wszystkie dni życia Kalinki towarzyszył i nadal towarzyszy mi
      strach. Że coś się jej stanie. Że wada się pogorszy. Że wszystko co
      złe to na nią. I tak przez całe dwa lata.
      Obcy ludzie widzą zdrową,gadającą i niesłuchającą mnie dziewczynkę.
      I nie wiedzą jak jest naprawdę. I kiedy nad morzem na plaży
      niektórzy pytają mi się (tak tak są i tacy!!)co Mała ma na plecach
      spokojnie odpowiadam. I komentarze mam w nosie. Tak samo jak te
      które towarzyszą jej rykom i rzucaniu się na chodnik na spacerze smile
      Zgubiłam się w tym co chciałam powiedzieć. Wybaczcie.
      Ale strach i traumę będę miała zawsze. I wiem, że operacja Małej też
      tego nie zmieni.
      I śni mi się, że to ona umiera. Nigdy, że starszy mój syn. Nigdy.
      • szalicja Re: Czy trauma mija? 02.01.09, 10:43
        Kurcze i zobaczcie, życie "przed" a "po" to zupełnie inna bajka. Pamiętam, kiedy
        już urodziłam to pomyślałam sobie, że teraz już do końca życie będę się troskać,
        martwić i bać o dziecko. I tu chyba nie ma znaczenia czy to wcześniak i czy
        zdrowy czy nie. Myślę, że przy zdrowo urodzonym dziecku czułabym to samo. Jakie
        to nasze życie "przed" było beztroskie...Ale mimo wszystko, kochamy nasze dzieci
        i dla nas są najładniejsze i najzdolniejsze. Tak sobie myślę, że dla spokoju
        duszy lepiej nie wybiegać daleko w przyszłość, co będzie i jakie będzie życie
        naszych dzieci. Pewnie lepiej skupić się na teraźniejszości, na pracy nad
        dziećmi aby ta ich przyszłość była jak najbardziej pogodna a życie normalne wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka