Głupia, głupia mama ze mnie...
Wczoraj dostaliśmy nowe nosidełko z chusty i mąż zdecydował, że chce je
wypróbować w terenie, więc pojechaliśmy w górki. Małgosia oczywiście latała po
trasie jak głupia, nóżka jej się obsunęła i się wytaplała w głębokiej kałuży.
Caaała mokra była, po prostu ociekała zimną wodą, bo padła w kałużę centralnie
na pysk i jeszcze się obróciła, żeby dokładniej plecy pomoczyć. Zanim ją
zniosłam do samochodu, minęło z 10 minut. Potem ją jeszcze musiałam na zimnie
przebrać (niby +4, ale śnieg wszędzie leżał, a ja ją musiałam rozebrać do
golasa)...
Na razie kobieta w dobrym humorze, nie kaszle, nie kicha, apetyt ma,
temperatury nie ma, ale ja się martwię i tylko czekam, kiedy zacznie

(