hej dziewczyny...
wiecie co? tak sobie zaczęłam dumać o kangurowaniu. ja moją córcię
baaaardzo dużo kangurowałam w szpitalu i przez pierwszy miesiąc w
domciu miałam ją non stop na sobie w "tej" pozycji (oprócz spacerów
rzecz jasna w wózku). do terminu porodu mniej więcej mała spała tak
na mnie na brzuszku w nocy.
teraz ma skończony rok (jutro będzie miała 1 rok i 1 miesiąc - 3
korygowane mies.), no i wiecie co? bardzo często tak sobie leżymy i
się tulimy, mała bardzo często tak zasypia, kiedy jest jej źle, coś
boli, coś dolega to się domaga, żebym ją tak położyła na sobie, na
nagiej skórze, z uchem przy sercu, żeby sobie słuchała. ja to nazywam
pozycją "na kangura"
jak miała trzydniówkę to tak mi spała, przed chwilką też tak zasnęła.
powiem Wam, że 8,5 kilo tak trzymać pół nocy na sobie, to naprawdę
ciężka robota, czasem oddechu nie można złapać
ciekawa jestem czy u Was też tak maluchy domagały/domagają się tego?
czy dzieci donoszone też tak mają? ogólnie chodzi mi o to że
kangurowanie w magiczny sposób wpłynęło na naszą zaburzoną więź,
utraconą po przedwczesnym porodzie (bo mała była 2 mies. w szpitalu,
z czego 1,5 mies. w inkubatorze, a poza tym ja po 2 mies. straciłam
mleko i nie karmiłam jej piersią). pisałam o tym pracę mgr no i mi
wyszło, że ta więź przez kangurowanie jest o wiele silniejsza, jak
jest u Was?
jestem taka szczęśliwa z tego powodu