Dodaj do ulubionych

JAK TO NAPRAWDĘ JEST Z TYM PRAWKIEM...

IP: *.tele2.pl 05.08.04, 11:23
Witam szanownych forumowiczów...
właśnie stałem się szczęśliwym posiadaczem prawka (i to beż łapówki!!)...
Czytając posty na tym forum można wywnioskować,że prawko zdać ciężko... ale...
Mnie udało się za pierwszym razem (tak tak, sam w to nie wierzę!).
Zdawałem w Wawie na Powstańców Śląskich, podobno najgorzej się tu zdaje...
Mnie się udało, więc chciałem się podzielić moimi uwagami i doradzić tym,
którzy się jeszcze męczą nad egzaminem praktycznym...
Przede wszystkim najważniejsze jest podejście do egzaminatora... Zazwyczaj
wyobrażamy ich sobie jako bezdusznych ludzi, którzy tylko czekają żeby
nas "uwalić"... W moim przypadku tak nie było... recepta? Poprostu zagadać na
początku, być miłym.. Ja zagadałem o pogodzie i trafiłem bo mój egzaminator
właśnie wrócił z nieudanych wakacji... Zgadaliśmy się na temat miejsca
pobytu... Przyszdł czas na manewry... Z nerwów zaczęła mi się trząść lewa
noga! Ale TAK, że całe auto skakało jak oszalałe! Na pytanie czemu tak jadę
kangurem powiedziałem, że to z nerwów... Pan egzaminator powiedział, żebym
minutę odsapnął... Pomogło, ale tylko na minutę... Jednak, z niewielką pomocą
(tak tak, pan egzaminator dawał mi wskazówki jak i co robić i co poprawić!!)
Po wykonaniu manewrów przyszedł czas na miasto... Delikatnie powróciłem do
tematu wakacji i całą drogę o tym rozmaialiśmy... Egzaminator nawet na chwilę
nie skupiał się na mojej jeździe tylko na tematach wakacyjnych... I tak po
kilkunastominutowej podróży zdobyłem upragnione prawko..
Myślę, że podstawą jest podejście do egzaminatora jak do człowieka, normalnie
z nim pogadać, a nie w milczeniu wykonywać jego polecenia. To rozładowywuje
atmosferę i pomaga... Serio...
Życzę wszystkim pozytywnego zaliczenia egzaminu i takiego egzaminatoraj
jakiego ja miałem...
Pozdrawiam
:o)
Obserwuj wątek
    • Gość: 12:00 Re: JAK TO NAPRAWDĘ JEST Z TYM PRAWKIEM... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.08.04, 12:01
      kazdy egzaminator jest czlowiekiem, ja mialem tak fajnie na miescie podczas
      egzaminu ze to egzaminator mnie zagadywal a nie ja jego. Takich ludzi sie
      pamieta przez dlugie lata..
      • Gość: marta Re: JAK TO NAPRAWDĘ JEST Z TYM PRAWKIEM... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.08.04, 12:23
        Zgadzam sie - egzaminator to tez czlowiek :) Tez zdawalam na Powstancow
        Slaskich i tez zdalam za pierwszym razem. Na manewrach zaczely mnie zzerac
        nerwy, ale udalo mi sie uspokoic. No bo skoro na kursie nie mialam z tym
        problemow, to czemu na egzaminie? Nie mialam ochoty oblac przez nerwy! Na
        miescie na poczatku bylo cicho, a potem zagadalam (juz nawet nie pamietam o
        czym, ale tak naprawde to nie pamietam nawet jak wygladal egzaminator, a minely
        2 tygodnie - ach, te nerwy). Zreszta w trakcie egzaminu on chcial wyskoczyc do
        bankomatu i kazal mi sie zatrzymac i... tez dawal wskazowki jak to robic (a
        poradzilabym sobie i bez tego).
        Po tym egzaminie doszlam do wniosku, ze:
        1. - trzeba sie czuc pewnie - tzn. niech egzaminator widzi, ze sie nie boicie -
        zadnyk sykow, jekow i tak dalej bo to naprawde dziala na nerwy i robi zle
        wrazenie
        2. - gadajcie z egzaminatorem, nawet o pierdolach - to pomaga zmniejszyc nerwy
        3. - nie myslcie na wstepie, ze na pewno nie zdacie, ze czegos nie umiecie, ze
        egzaminator na pewno sie do czegos przyczepi

        Trzymam za wszystkich kciuki! Naprawde mozna zdac za pierwszym razem.
        Powodzenia!
        • Gość: ja Re: JAK TO NAPRAWDĘ JEST Z TYM PRAWKIEM... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.08.04, 17:23
          Widze ze jakies zatrzesienie osob ktore zdaly na pierwszym razem! Ja od dwoch
          dni tez sie do nich szczesliwie zaliczam :)) i przyznaje Ci Marta racje w calej
          rozciaglosci.
          Ja bylam po prostu skupiona na tym co robie, nie wdawalam sie w rozmowy z
          innymi zdajacymi typu "jak to trudno zdac a za pierwszym razem to juz w ogole
          niemozliwe...."
          Z egzaminatorem wlasciwie nie rozmawialam tylko pewnie i spokojnie wykonywalam
          jego polecenia. Spokoj na twarzy i pewnosc, ze umiesz jezdzic moze zdzialac
          cuda;)

          Heh...ciagle nie moge w to uwierzyc...ale ja naprawde zdalam za pierwszym
          razem!!:))
          • Gość: a Re: JAK TO NAPRAWDĘ JEST Z TYM PRAWKIEM... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.08.04, 18:43
            Ja tez jeszcze nie mogę w to uwierzyć. Zdałam za pierwszym razem tydzień temu
            na Odlewniczej. Trafiłam na normalnego człowieka,a nie na jakąś egzaminacyjną
            hienę-jak to niektórzy określają. Po rozmowach ze znajomymi, czy wnioskując z
            forum liczyłam na conajmniej 3 podejścia... Ale rzeczywiście nie można dać po
            sobie poznać, że jest się zestresowanym. "Mój" egzaminator sam mnie zagadywał,
            żartował i dzięki czułam się jak bym jechała z instruktorem...zupełnie na luzie.
            Życzę wszystkim takiego egzaminatora!!
    • jaque Re: JAK TO NAPRAWDĘ JEST Z TYM PRAWKIEM... 05.08.04, 23:03
      Zdawałam w lipcu na odlewniczej i też zdałam za pierwszym razem (dzisiaj zresztą
      odebrałam prawko i jutro mój debiut :-). Też trafiłam na "normalnego"
      egzaminatora - miałam zresztą wrażenie, że wielu z nich to "normalni", ale ludzi
      zżera stres. Mnie się udało, bo jakieś dwie godziny czekałam na swój egzamin,
      obserwowałam jak inni zdają i widziałam że ten egzaminator jest w porządku.
      Kiedy zobaczyłam, że u niego zdaję, po stresie nie było śladu. Umiałam jeździć
      (na tyle, żeby zdać) więc problemu nie było ("pewne rzeczy robi pani na szóstkę,
      pewne na tróję, ale wymagania stawiane osobom egzaminowanym pani spełnia"). Nie
      sądziłam, że egzamin może byc taki fajny...
    • Gość: piko Re: JAK TO NAPRAWDĘ JEST Z TYM PRAWKIEM... IP: *.tele2.pl 11.08.04, 09:18
      Racja, coraz więcej ludzi powinno się przekonać do egzaminatorów. Wszyskim
      będzie łatwiej....
    • Gość: kasia Re: JAK TO NAPRAWDĘ JEST Z TYM PRAWKIEM... IP: 213.70.39.* 12.08.04, 12:49
      Ja wlasnie 5 godzin temu zdobyłam upragnione prawko. Gdyby nie przesymatyczny
      egzaminator pewnie oblałabym ze stresu. Tak sie denerwowałam przed egzaminaem
      ze przed samym placem sie popłakałam.
      Egzaminator był fantastyczny. Jechałam z nim jak i instruktorem (nie zeby mi
      mówil co mam robic czy pomagał, ale czułam sie jak na jazdach, spokojnie,
      opanaowana)
      Ostatnia sytuacja jednak mnie zaskoczyła jak i wszystkich oczekujacych na
      egzamin rowniez. Podjechalam juz pod osrodek (Wroclaw) i kiedy miałam juz
      wysiadac egzaminator spojrzał na zegarek i stwierdził ze za mało czasu ze mna
      jedził i kazał mi cofnąć i na nowo w trase. Myslałam ze dostane zawału!!!!
      Zrobilam jeszcze jedna rundke i zakonczylam juz ostatecznie egzamin z wynikiem
      pozytywnym.
      Zdałam i wiem ze pomogło mi to ze egzaminator był CZŁOWIEKIEM!
      • Gość: piko Re: JAK TO NAPRAWDĘ JEST Z TYM PRAWKIEM... IP: *.tele2.pl 13.08.04, 06:21
        gratuluje kasiu..
    • rybkoa0 Re: JAK TO NAPRAWDĘ JEST Z TYM PRAWKIEM... 13.08.04, 14:46
      czesc tez jestem posiadaczem prawka od niedawna niestety nie naleze do osob
      zdajocych za pierszym razem co do egzaminu to duzo zalezy od egzaminatora i
      zdajocego jeski jest to spoko gosc, a osoba zdajoca jest pewn za kierownico i
      widac ze mysli to nawet jak popełni kilka błedów to zda. Niesteni ze awsze
      wszystko idzie w parze gratuluje wszyskim pierszo strzałowcom.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka