Gość: tomekk
IP: *.aster.pl
06.05.06, 21:57
Kurs robiłem w Warszawie,ale słuchając o problemach znajomych ze zdaniem w
stolicy,postanowiłem "ruszyć w Polskę".Nie było trudno,bo moja szkoła(IMOLA)
organizuje raz w miesiącu wyjazdy do Łomży.Wykupiłem tuż przed egzaminem
godzinę jazd po Łomży- i przez godzinę poznałem z miejscowym instruktorem
większość trudnych miejsc.
Po jazdach w Warszawie,Łomża jawi się jako istny raj :) Proste
skrzyżowania,mały ruch (zdawałem w sobotę),ale uwaga: sporo rond (na
szczęście małych i łatwych-wszystkie ze znakiem ustąp pierwszeństwa) i dużo
górek!(niektóre dość duże!)-miasto jest urokliwie położone.Mało krzyżówek
równorzędnych.
Na placu na łuku można troszkę (ale nie za wiele)patrzeć w lusterka,ale
oczywiście nie wolno ich obniżać.Jeśli widzi się ,ze najedzie się na linię-to
można -przynajmniej u niektórych egzaminatorów zrobić korektę.Można raz
poprawić górkę (wbrew pozorom,niemało osób oblewa właśnie na górce).
Ważna sprawa: łomżyńscy egzaminatorzy to LUDZIE, życzliwie i z SZACUNKIEM
podchodzący do zdających.Taka była opinia także i innych ludzi z mojej
grupy,zdających tego samego dnia w Łomży.Mnie również trafił się dość
sympatyczny pan-na placu jeszcze nie było tego tak bardzo widać-ale na
mieście był spokojny,o wszystkim informował,był życzliwy,nie czepiał się
nieistotnych detali.
Nie oznacza to,że tam nie oblewają.Ale bez wątpienia jest to jeden z bardziej
przyjaznych zdającym WORDów w Polsce.Mam nadzieję,że dalej będą trzymać
klasę,której od Łomży powinnny uczyć się choćby warszawskie WORDy.
A i jeszcze jedno-łomżyński WORD położony jest na obrzeżach miasta,jeśli
zamierza się więc tam spedzić sporą część dnia,warto wziąć kanapki i picie-
nie wiem czemu jeszcze nikt nie wpadł tam na otwarcie jakiegoś
bufeciku,miałby dobry zysk.
Powodzenia!