Gość: ech
IP: *.chello.pl
20.02.07, 23:35
Tak sobie przynajmniej cale zycie mowilem. W rodzinie samochodu nie bylo wiec
jako dziecko nie tesknilem. Potem tez mnie to nie interesowalo, do niedawna
nie odroznialem fiata od forda. Prawo jazdy zrobilem za granica bo mnie ojciec
zmusil, wrzucilem je potem do dokumentow i nie jezdzilem w ogole, choc moglem
brac ojcowski samochod. Jak wrocilem do Poski to go nawet nie nostryfikowalem,
bo po co... kupowania samochodu nie planowalem. Po co mi samochod. Teraz
zrobilem kurs i mam za soba dwie nieudane proby zdania praktycznego. Zadaje
jednak sobie pytanie, czy ja sie w ogole do tego nadaje ?. Niby na kursach
wszystko dobrze, instruktorzy chwala, nie ma problemu z wyobraznia
przestrzenna i koordynacja ale sie boje ze nie mam pelnego przegladu sytuacji
na drodze, ze cos przeocze. Poza tym w ogole nie ufam ludziom na drodze, juz
sie napatrzylem na rozne sytuacje. Moze wiec metro i autobusy, wieczorami
taxi.Wlasciwie gdyby nie zona to ja bym samochodu nie kupowal. Po co. Przeciez
jezdzenie do pracy czyms takim to jest porazka. Strata czasu, nerwow i
pieniedzy. Mieszkam w Warszawie wiec chodzi o korki. Co sadzicie.. po co wam
z kolei samochody ?