Gość: Julie1789
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
28.01.08, 18:02
W moim WORDzie są 2 różne auta. Większość kursu robiłam na aucie
jednej marki, po zapisaniu się na egzamin zostało mi jeszcze 6 godz.
do wyjeżdżenia, w tym 2 na tym drugim aucie. Tuż przed egz. doszłam
jednak do wniosku, że te 2 godz. to za mało i chciałam dokupić sobie
jeszcze 2. w moim OSK nie było jednak wolnego terminu w dniu, w
którym chciałam jeżdzić, więc dodatkowe jazdy wykupiłam w innym. Po
ponad miesięcznej przerwie w jazdach poszłam na te dodatkowe jazdy.
Podeszłam do L-ki, którą miałam jeździć. Obok stał, jak się
domyśliłam, instruktor i palił papierosa. Powiedziałam Dzień dobry,
on tylko warknął "Wsiadaj" i nawet na mnie nie spojrzał. Wsiadłam,
ustawiłam sobie wszystko (trochę się naszukałam, bo takim samochodem
jeszcze nie jeździłam). w końcu instruktor wsiadł. Dałam mu
pieniądze. Nie raczył sie przedstawić, rzucił tylko, że mam ruszać.
No i się zaczęło:
Gdy chciałam się upewnić, czy mam wycofać, czy jednak spróbowac
wyjechać przodem, nakrzyczał na mnie: "Mnie się pytasz? To ty masz
wiedzieć, jak jechać!" Pomyślałam, że fajnie się wpakowałam.
Czepiał się o wszystko, wszystko krytykował (Bo on swoich kursantów
uczy inaczej). Nawrzeszczał na mnie, że za szybko włączyłam wyższy
bieg (byłam juz tak zdenerwowana, że nie byłam w stanie się skupić).
Nie raczył zapytać, czy chciałabym jechać w jakieś konkretne
miejsce, tylko kazał wjechać na jakieś osiedle i zaparkować. Stałam
chwilę na parkingu, do auta wsiadła jakaś pani (chyba jego żona). O
tym, że będę kogoś wozić, też mnie nie poinformował. Podwieźlismy tę
panią do lekarza, instrukor umówił się z żoną, że potem po nią
przyjedzie (też w ramach moich jazd). Odważyłam się zapytać, czy
mogę jechać na plac (głównie po to wzięłam te jazdy). łaskawie się
zgodził. Pojechaliśmy na łuk. W trakcie tej jazdy też mnie
krytykował, poza tym, cały czas hamował za mnie (nie wiem, po co).
Nawrzeszczał, że za wcześnie wciskam sprzęgło przy hamowaniu (a co
za różnica, czy 20 czy 30 metrów przed zatrzymaniem). na placu byłam
już bliska płaczu. Na poprzednim aucie (sporo większym) łuk miałam
nieźle opanowany. Z tym panem nie chciał mi wyjść ani razu. Warknął
tylko "K***a, jak ty jeździsz?!. Łuku w ogóle nie umiesz". Miałam
już dość. Wyjechalismy z łuku, bo trzeba było już jechać po jego
żonę... Poprosiłam, żeby zrobic jeszcze górkę. Nie bardzo chciał się
zgodzic, ale łaskawie pozwolił mi podjechać. Wydarł się oczywiście
(Czemu nie patrzysz na obroty silnika??!!) A ja wolę po prostu na
wyczucie...
Pojechaliśmy po jego żonę. Do niej odnosił się tak samo, jak do
mnie... Odwieźliśmy ją kawałek, potem spaliła się żarówka w
kierunkowskazie. Wymieniał ją parę minut, krytykując w tym czasie
wszystko, co wcześniej zrobiłam (a nie było żadnego wymuszenia,
gaśnięcia, jazdy pod prąd czy coś, dobrze parkowałam idt.). Potem
pojechaliśmy zatankować. Tam też się darł (bo nie umiałam otworzyc
wlewu paliwa (a mówiłam, że takim autem jeszcze nie jeździłam, mimo
to nie pokazał mi na placu świateł ani elementów pod maską). Na
szczęście jazdy już się konczyły. Niestety, przed zjechaniem na
parking, był zamknięty przejazd. Czekaliśmy tam jakieś 5 min,
instruktor marudził, że przeze mnie spóźni się do kolejnego
kursanta. Chciałam zostawic go na tym przejeździe w cholerę i wrócić
pieszo... W końcu podjechaliśmy pod parking. Ostatni zakręt tak
ścięłam, że instruktora zamurowało, wyjątkowo nawet się nie wydarł,
ale mnie było już wszystko jedno. Zaparkowałam, zaciągnęlam ręczny i
wyskoczyłam z auta. na pożegnanie wydarł się: "A silnik? Co ty w
ogóle robisz? kto cię tak nauczył??!" Zwiałam stamtąd najszybciej,
jak mogłam.
Przez cały dzień chicało mi się płakać, doszłam do wniosku, że
jestem beznadziejna i na żaden egzamin nie idę.
Następnego dnia miałm jazdy z instruktorem z mojego OSK. O dziwo,
pan instruktor powiedział, ze jeżdżę przyzwoicie, większych błędów
nie robię i śmiało mogę iść na egzamin. Ostatnie godziny z moim
stałym instruktorem pojechałam perfect lub prawie perfect. na
egzamin poszłam dość pewnie. Nie zdałam przez bardzo głupi błąd, ale
upewniłam się, że jednak umiem jeździć. nawet egzaminatorka to
potwierdziła :).
i co Wy na to> Też spotkaliście się z TAKIMI instruktorami??