samuela_vimes
12.05.13, 19:10
Tak sobie dziś uświadomiłam, że singielki mają hmm lepszą kondycję? Więcej sił. Jakoś tak.
Co mam koleżanki koło 30 tki i po, niezwiązane aktualnie z żadnym facetem, to każda co weekend imprezuje od rana do wieczora. Broń boże nie pisze tego złośliwie, bo sama lubię czasami skoczyć gdzieś na impr 'wiadomka teraz nie', ale w ciągle się zastanawiam skąd one na to siły biorą? Jeszcze jak nie miałam dziecka, to praca tak mnie męczyła, że weekend wolałam wypocząć w domu niż lecieć na imprezę i nie dlatego, że jakoś nie lubię, ale zwyczajnie mi się nie chciało. Do tego wcale nie dochodziły mi w tyg jakieś obowiązki typu sprzątanie czy zakupy, bo takie rzeczy wspólnie w weekend a więc to nie tak, że byłam zmęczona nadmiarem obowiązków.
A tak jak dziś wpadły do mnie fufele to jedna z drugą opowiadały, ze cały piątek i sobotę imprezowały. I to żadne siksy 'sorry sixa' czy studenki, ale normalnie pracujące laski po 30 tce. Z tego co opowiadały to imprezują co tydzień, a wtygodniu pracują, chodzą na fitness, jakieś tam kursy itd. I tak słuchając tego zastanawiałam się czy ja taka przemęczona, gorszego zdrowia czy po prostu stetryczała albo posiadanie faceta x lat tak na tyłku usadawia? I jakoś wcześnie mi to przyszło, bo znielubiłam cotygodniowe imprezowanie gdzieś koło 26 roku życia?
Tylko ja tak mam, czy wam też się nie chce i cenicie sobie święty spokój domowego/ wyczieczkowego zacisza ponad wszystko? I skąd te laski u diabła biorą na to siły, mogłyby dać mi trochę tej swojej energii, już ja bym wiedziałą gdzie ją spożytkować ;-)