Dodaj do ulubionych

...malzenstwo...

IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 07.07.03, 08:53
Witam

Kilka lat temu poznalem piekna kobiete, ladna, zadbana, inteligentna,
pracowita...

To bylo kilka lat temu :(

Od tego czasu, jej glowna wada stalo sie lenistwo, ktore przedklada sie
miedzy innymi na tycie. Po pracy wraca do domu, rzadko kiedy umyje naczynia,
posprzata, czy tez wyjdzie z psem (kupionym dla niej i na jej prosbe). Wracam
z pracy wczesniej, wiec calosc sprztanie, obiad itp przeszly niejako na mnie.
Rozumialem to i rozumiem - jednak, wekend niczego nie zmienia. Wciaz woli
siedziec przed TV, spac lub jesli ma akurat ochote piec lub gotowac. Jednak
naczynia po jej zabawie musze zmywac ja. Przytyla w ostatnim czasie dosc
znacznie. Pomimo obietnic z jej strony o wziecie sie w garsc niewiele to
skutkuje. Do pewnego momentu nie przeszkadzalo mi to, staralem sie ja
rozumiec (klopoty w pracy, kiepskie finanse itp). Ale juz nie wytrzymuje. Nie
jestem idealem i od niej nie oczekuje idealow. Chcialbym aby bylo tak jak
kiedys, aby potrafila wspolnie ze mna wyjsc na spacer z psem, aby pomagala mi
w sprzataniu, aby zadbala o siebie. Ilez to razy podchodzila do diet, ktore
przerywala - ile pieniedzy na to zostalo wydanych. Wszystko w tym celu aby
znow bylo dobrze. Gdy teraz slysze jej obietnice - smieje sie w duchu. Bo
wiem, ze ich nie dotrzyma.

Wiem tez, ze jej lenistwo jest wywolane miedzy innymi - przytyciem. Mniej sie
rusza, czlowiek szybciej sie meczy. Nie pomagaja grozby i prosby. Nie mam
wplywu na to co robi i jak postepuje. Czasem mysle, ze moje zdanie o moje
odczucia i uczucia sie nie licza. Dlaczego tak jest?

Ma wszystko o czym mozna zamarzyc - fakt ostatnio kilka klopotow i problemow
spadlo na nas - ale dlaczego ja potrafie wstac rano i isc z psem, dlaczego ja
poczuwam sie do obowiazkow a ona nie??

Co zrobic aby nia wstrzasnac. Rozmowy nic nie daja, kiwa glowa ze mam racje,
albo zamyka sie w sobie obrazona.

Znow slysze obietnice - odchudzania, cwiczenia wziecia sie w garsc ale ja juz
w to nie wierze.

Brak mi jej dawnej sily, jej pewnosci siebie jej energii. Brak mi
przescigania sie w robieniu sobie przyjemnosci, sniadanie do lozka, poranna
kawa i rozmowa przed wyjsciem do pracy (wstaje na ostatnia chwile).

Pomocy bo nie wiem co zrobic.

a moze juz nie kocha?? przeciez nie mam na nic wplywu. robi co chce i
wykorzystuje fakt, ze mi na niej zalezy??

pozdr
Obserwuj wątek
    • Gość: Suzi Re: ...malzenstwo... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.03, 09:47
      I tak jeteś cierpliwy... Może Twoja kobieta ma depresje? Menopauze? Czy coś w
      tym stylu. Postrasz ja odejściem, moze to poskutkuje.
      • pajdeczka Suzi. 07.07.03, 11:33
        Gość portalu: Suzi napisał(a):

        > I tak jeteś cierpliwy... Może Twoja kobieta ma depresje? Menopauze? Czy coś w
        > tym stylu. Postrasz ja odejściem, moze to poskutkuje.

        Otwórz poradnię psychologiczną - plajta murowana.
    • Gość: malami Re: ...malzenstwo... IP: *.crowley.pl 07.07.03, 10:04
      przestań ją wyręczać, może się otrząśnie jak zobaczy stertę garów, nie będzie
      obiadu i Ciebie, bo wyjdziesz np. z psem na spacer
    • Gość: ..miksa.. Re: ...malzenstwo... IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 07.07.03, 10:27
      Coz - bylbym troche niesprawiedliwy - czasem sie zrywa, czasem posprzata,
      pomyje, ale to sa chwilowe zrywy - czasem gdy ja wracam pozno z pracy to ona
      posprzara, pomyje, ale to sa rzadkie chwile. Czuje sie przez nia opuszczony w
      obowiazkach. Odmawialem jej dlugo kupna psa bo wiedzialem, ze przy naszym
      trybie zycia (praca po godzinach) bedzie klopot z psem. Jednak moje obawy
      przeszly najsmielsze oczekiwania. Z psem wychodze tylko ja - czasem ona
      posprzata. Mamy psa wymagajacego duzo ruchu. Jednak gdy mnie nie ma pies idzie
      z nia doslownie na chwile siku itp i do domku. Nie pomyslalem o tym, ale moze
      ma rzeczywiscie ma depresje - od jakiegos roku mamy klopoty finansowe -
      spowodowane zewnetrznymi czynnikami - jednak byly juz takie momenty i
      radzilismy sobie z nimi - ale bylismy wtedy blisko siebie - klopoty
      zostawialismy za drzwiami a tera weszly do domu. Problem jest w tym, ze sa dni
      kiedy widzi swoje bledy i chce je naprawic a na drugi dzien robi znow to samo.
      Nie bardzo juz wiem jak na nia wplynac. Wrecz czuje sie bezsilny w tym
      wszystkim.

      pozdr
      • pajdeczka Re: ...malzenstwo... 07.07.03, 11:34
        Gość portalu: ..miksa.. napisał(a):

        > Coz - bylbym troche niesprawiedliwy - czasem sie zrywa, czasem posprzata,
        > pomyje,

        To niech się nie zrywa, bo sobie coś naderwie. Kup jej zmywarkę i przestaniesz
        płakać.
    • pajdeczka Re: ...malzenstwo... 07.07.03, 10:39
      Witam,
      kilkanaście lat temu wyszłam za przystojnego, szczupłego mężczyznę.
      A dzisiaj? Nie robi w domu nic z własnej inicjatywy. Tyje, bo tylko leży przed
      TV i, pije piwo i ciągle żre. Psa wyprowadza, bo sam go chciał mieć, ale
      dodatkową motywacją jest picie piwa z sąsiadami na spacerach.
      Nie zmywa, czasami coś sprzątnie, ale rzadko. Nie obchodzi go nic poza sekem,
      TV i piwem. Cały dom jest na mojej głowie. Ciągle obiecuje poprawę i nic.
      Wczoraj go nazwałam spasioną świnią. Należało mu się.

      Ten post jest odpowiedzią na post Autora-Założyciela.
      • Gość: miksa Re: ...malzenstwo... IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 07.07.03, 10:47
        No coz - w przeciwienstwie do Ciebie - ja nie obrazam swojej kobiety, a szukam
        wyjscia z blednego kola. Nie obraz sie - ale Twoj post jest zwyczajnym
        zlosliwym i pozbawionm sensu odszczeknieciem. Tak naprawde wogole nie rozumiesz
        przeslania mojej wypowiedzi. I wybacz, ale to jedyna odpowiedz na Twoj post,
        jesli napiszesz cokolwiek wiecej postaram sie to zignorowac, bo nie mam ochoty
        na zmiane tematu i przeksztalcenie mojego watku w pyskowke. Wolalbym wysluchac
        tutaj osob, ktore byc moze przechodzily podobna sytuacje. Depresja? brak
        motywacji? Brak checi, sily? Przyczyny, skutki.

        A jesli chodzi o twoje zachowanie - pokaz co jeszcze potrafisz, a zaczne
        doceniac spokoj i cieplo jakie wnosi do domu moja dziewczyna.

        bez pozdrowien dla ciebie - pajdeczka
        • pajdeczka To sobie ignoruj, wisi mi to... 07.07.03, 11:26

          > bez pozdrowien dla ciebie - pajdeczka

          Już tym stwierdzeniem dałeś o sobie świadectwo. Rzeczywiście, ona musi być
          święta, że z tobą wytrzymuje, a tyje pewnie ze stresu.
          To, co napisałam, to moje życie. Jeśli ktoś wyzywa mnie różnymi epitetami, nie
          jestem dłużna. Piszę tu również o moim mężu. Nie jestem cielątkiem tylko
          kobietą z krwi i kości. A tobie widzę podobają się cielątka, więc się nie żal
          tylko dalej żyj z cielątkiem.
          I nie obrażaj mnie, bo ja nie obraziłam cię w żaden sposób.
          Żeby się do ciebie nie upodobnić - SERDECZNIE POZDRAWIAM!
          • Gość: miksa Re: To sobie ignoruj, wisi mi to... IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 07.07.03, 11:36
            bez komentarza....
            • Gość: KR$ Re: To sobie ignoruj, wisi mi to... IP: *.riz.pl / 192.168.15.* 07.07.03, 12:38
              Gość portalu: miksa napisał(a):

              > bez komentarza....

              Ja sie ignoruje - nie przejmuj sie nia.
      • olinka_z_olinkowa Re: ...malzenstwo... 07.07.03, 11:34
        Pajdeczko, nie gniewaj się, ale czy to, że Twój mąż tak dziś wyglada jak
        wygląda i tak spędza czas jak spędza, że Wasze małżeństwoe wygląda tak szaro i
        nieciekawie, czy to wszystko TYLKO JEGO WINA? Wg mnie Nie ma winy tylko po
        jednej stronie, może za dużo go w życiu wyręczałaś, nauczyłas, że nie musi się
        o nic w domu starać, bo wszystko ma podane gotowe, może za mało wyjeżdzacie za
        miasto i wychodzicie do kina czy na spacery? I może to również częściowo Twoja
        wina? Nie można obwiniac tylko jednej strony, bo najczęściej druga ne jest
        wcale lepsza, albo zów jest tak super "idealna", ża zdabała o wszystko, nie
        dając pola do popisu druiej stronie, a potem ma pretensje. Nie wiem, tak mi
        się wydaje.
        • pajdeczka Re: ...malzenstwo... 07.07.03, 11:40
          olinka_z_olinkowa napisała:

          > Pajdeczko, nie gniewaj się, ale czy to, że Twój mąż tak dziś wyglada jak
          > wygląda i tak spędza czas jak spędza, że Wasze małżeństwoe wygląda tak szaro
          i
          > nieciekawie, czy to wszystko TYLKO JEGO WINA? Wg mnie Nie ma winy tylko po
          > jednej stronie, może za dużo go w życiu wyręczałaś, nauczyłas, że nie musi
          się
          > o nic w domu starać, bo wszystko ma podane gotowe, może za mało wyjeżdzacie
          za
          > miasto i wychodzicie do kina czy na spacery? I może to również częściowo
          Twoja
          > wina? Nie można obwiniac tylko jednej strony, bo najczęściej druga ne jest
          > wcale lepsza, albo zów jest tak super "idealna", ża zdabała o wszystko, nie
          > dając pola do popisu druiej stronie, a potem ma pretensje. Nie wiem, tak mi
          > się wydaje.

          Oczywiście, że go wyręczałam, trudno mając takiego lenia w domu dostosowywać
          się do niego. Jak tylko zaczyna się wiosna jesteśmy prawie co tydzień na
          działce. Nie chodzi tutak o kino, czy spacery, ale o wykonywanie podstawowych
          domowych obowiązków przez kobiety i przez mężczyzn. W tym względzie uważam, że
          powinny być podzielono równo na pół. Moja wina, oczywiście! Moja wina, że
          pracuję całe życie i dbam o dom, jak tylko mogę i moja wina, że nie mam już
          siły walczyć.
          • olinka_z_olinkowa Re: ...malzenstwo... 07.07.03, 11:50
            A nie da się pogadać i konsekwentnie egzekwować tego dzielenia się obowiązkami
            pół na pół? Moze po POKOJOWEJ rozmowie ustalcie, że naprzykład przez jakiś
            czas przestaniesz prać i prasować jego rzeczy. Gdy zostanie bez czystych
            skarpetek i zacznie krzyczeć powiedz :kochanie, przecież umawialiśmy się, że
            pierzesz swoje rzeczy sam, nie wiedziałam, ze masz jakieś kłopoty
            garderobiane. Coś takiego, nie wiem , sztuczek na ratowanie sytuacji można
            wymyśleć wiele, gdy tylko oboje chcą. I czesto można wiele spraw załatwic z
            humorem i dobrym, czułym słowem. I nie w ramach jakiegoś odwetu, ale w duchu
            współpracy i wspólnych starań. To samo można zrobić z obiadem (ty obierasz
            ziemniaki, ja robię kotlety), sprzątaniem, każdym domowym obowązkiem. Ale
            musisz być konsekwentna i nie robić nic za niego. I musi to być po ustaleniu
            zasad w szczerej, penej dobrych chęci rozmowie. Bo może on po prostu nie
            zdaje sobie sprawy z Twojego żalu, może nigdy mu o tym nie powiedziałaś z
            miłością, tylk jeśli już to w awanturze? Spróbuj. I przepraszam, że sie tak
            mądrzę, choć sama jestem młodsza i nie ułożyłam sobie życia. Ale boli mnie,
            przykro mi jest, że tak wiele osób ma tak złe doswiadczenia w małżeństwie.
            Przecież pobierali sie z najlepszymi chęciami i z miłosci,czemu tak to
            zaniedbali??
            • pajdeczka Olinka, ja jestem 14 lat po ślubie 07.07.03, 11:53
              Byłaś z kimś tyle lat? Jeśli nie to pogadamy, jak będziesz.

              olinka_z_olinkowa napisała:

              > A nie da się pogadać i konsekwentnie egzekwować tego dzielenia się
              obowiązkami
              > pół na pół? Moze po POKOJOWEJ rozmowie ustalcie, że naprzykład przez jakiś
              > czas przestaniesz prać i prasować jego rzeczy. Gdy zostanie bez czystych
              > skarpetek i zacznie krzyczeć powiedz :kochanie, przecież umawialiśmy się, że
              > pierzesz swoje rzeczy sam, nie wiedziałam, ze masz jakieś kłopoty
              > garderobiane. Coś takiego, nie wiem , sztuczek na ratowanie sytuacji można
              > wymyśleć wiele, gdy tylko oboje chcą. I czesto można wiele spraw załatwic z
              > humorem i dobrym, czułym słowem. I nie w ramach jakiegoś odwetu, ale w duchu
              > współpracy i wspólnych starań. To samo można zrobić z obiadem (ty obierasz
              > ziemniaki, ja robię kotlety), sprzątaniem, każdym domowym obowązkiem. Ale
              > musisz być konsekwentna i nie robić nic za niego. I musi to być po ustaleniu
              > zasad w szczerej, penej dobrych chęci rozmowie. Bo może on po prostu nie
              > zdaje sobie sprawy z Twojego żalu, może nigdy mu o tym nie powiedziałaś z
              > miłością, tylk jeśli już to w awanturze? Spróbuj. I przepraszam, że sie tak
              > mądrzę, choć sama jestem młodsza i nie ułożyłam sobie życia. Ale boli mnie,
              > przykro mi jest, że tak wiele osób ma tak złe doswiadczenia w małżeństwie.
              > Przecież pobierali sie z najlepszymi chęciami i z miłosci,czemu tak to
              > zaniedbali??
              • olinka_z_olinkowa Re: Olinka, ja jestem 14 lat po ślubie 07.07.03, 12:03
                Właśnie tego się bałam. Szkoda, ze z takiej pozycji reagujesz na radę, nawet,
                jeśli jest głupia. To jest tak samo, jak te kobiety, które mówią, co ty wiesz
                o życiu, skoro nie masz dzieci. Czy to jedyny argument jakim można się
                posłużyć? Nie przeżylaś tego co ja, to się nie odzywaj? Naprawdę nie chciałam
                Cie urazić i zaznaczyłam to chyba dość wyraźnie w swoim liście i myślę, że to,
                że nie byłam z nikim tyle lat nie przesadza o tym że jestem tak całkiem głupia
                życiowo. Pozdrawiam.
                • pajdeczka Re: Olinka, ja jestem 14 lat po ślubie 07.07.03, 12:10
                  Nie chodzi o głupotę życiową. Chodzi o to, że nie możesz udzielać mi rad nie
                  znając mojej prawdziwej sytuacji. To, co napisałaś wyżej, to dla mnie żadna
                  nowość. Już parę razy słyszałam te "rady" na forum. Tak naprawdę to mam już
                  dość słuchania , że wina leży zawsze po obydwu stronach. Czuję się osobą
                  poszkodowaną w związku i mam prawo się tak czuć. Gdybym chciała udowodniłabym
                  to nawet w sądzie, ale mi się nie chce, bo mimo wszystko dążę (mój mąż zresztą
                  też) to zachowania związku. Już kiedyś tutaj napisałam, że łatwiej jest coś
                  zburzyć niż budować od nowa. Ja nie idę na łatwiznę.
                  • olinka_z_olinkowa Re: Olinka, ja jestem 14 lat po ślubie 07.07.03, 12:16
                    OK , Przepraszam i jeśli można, to uznajmy, że nie było tematu.
                    • pajdeczka Re: Olinka, ja jestem 14 lat po ślubie 07.07.03, 12:18
                      olinka_z_olinkowa napisała:

                      > OK , Przepraszam i jeśli można, to uznajmy, że nie było tematu.

                      Bo tak naprawdę to Miksa ma problem, nie ja.
          • Gość: Paula Re: ...do Pajdki... IP: *.kielce.com.pl 07.07.03, 13:20
            pajdeczka napisała:

            <<<<<<<<ciach>>>>>>>
            > > powinny być podzielono równo na pół. Moja wina, oczywiście! Moja wina, że
            > pracuję całe życie i dbam o dom, jak tylko mogę i moja wina, że nie mam już
            > siły walczyć.

            Pajdka, wyrzuc nieroba za drzwi! Znajdziemy ci nowego, bardziej robotnego :)
            Pozdraviam
            • pajdeczka Re: ...do Pauli. 07.07.03, 13:51
              > Pajdka, wyrzuc nieroba za drzwi! Znajdziemy ci nowego, bardziej robotnego :)
              > Pozdraviam

              Fajnie, tylko że mnie do niego ciągnie. Tylu facetów już w życiu przerabiałam,
              że nie chce mi się więcej.
              Ale dzięki za sensowną radę:))))))
              • Gość: Paula Re: ...do Pauli. IP: *.kielce.com.pl 07.07.03, 14:18
                pajdeczka napisała:

                > Fajnie, tylko że mnie do niego ciągnie. Tylu facetów już w życiu
                przerabiałam,
                > że nie chce mi się więcej.
                > Ale dzięki za sensowną radę:))))))
                Pajdka, jakbys jednak zmienila zdanie i nieroba z domu wyrzucic chciala to
                znajdziemy ci jakiegos pociagajacego (przynajmniej nosem).
                Nerka
                • pajdeczka Re: ...do Pauli. 07.07.03, 15:17
                  Gość portalu: Paula napisał(a):

                  > pajdeczka napisała:
                  >
                  > > Fajnie, tylko że mnie do niego ciągnie. Tylu facetów już w życiu
                  > przerabiałam,
                  > > że nie chce mi się więcej.
                  > > Ale dzięki za sensowną radę:))))))
                  > Pajdka, jakbys jednak zmienila zdanie i nieroba z domu wyrzucic chciala to
                  > znajdziemy ci jakiegos pociagajacego (przynajmniej nosem).
                  > Nerka

                  Mam dosyć bekania, purkania i siorbania. Dzięki, postoję!
      • remo29 Re: ...malzenstwo... 07.07.03, 12:27
        pajdeczka napisała:

        > Ciągle obiecuje poprawę i nic.
        > Wczoraj go nazwałam spasioną świnią. Należało mu się.

        Jakbym miał taką wredną babę to też bym nie trzeźwiał...
        • pajdeczka Re: ...malzenstwo... 07.07.03, 13:52
          remo29 napisał:

          > Jakbym miał taką wredną babę to też bym nie trzeźwiał...

          Głupi jesteś to ci wybaczam. To ja powinnam oglądać świat przez dno butelki.
          • remo29 Re: ...malzenstwo... 07.07.03, 14:32
            > Głupi jesteś to ci wybaczam. To ja powinnam oglądać świat przez dno butelki.

            Wybacz, ale z większości twoich wypowiedzi na jakie nietrudno tu trafić nie
            wynika nic. Poza mało wyszukanymi docinkami i ogólnym zmurszeniem. Twoje
            frustracje nie są na szczęście zaraźliwe.
            A przytoczone na wstępie spostrzeżenie na temat mojej inteligencji jest dla
            ciebie typowe, więc nie razi mnie. Jest tak normalne jak "kurwa mać" w ustach
            bezdomnego żula.
    • anahella myle, ze jest w depresji n/t 07.07.03, 11:02

      • Gość: wybredna Może do psychologa? IP: *.krapkowice.sdi.tpnet.pl 07.07.03, 11:13
        To co napisałeś to mój koszmarny sen.Nie zgadzam się na ślub z moim ukochanym
        bo obawiam się,że po ślubie będzie mi mniej zależało,że zaniedbam Nasze życie.
        Obawiam się,że Twoja żona wpadła w tzw.błędne koło.Być może pracowała dużo(o
        czym wspomniałeś),Ty zacząłeś ją wyręczać w obowiązkach,W związku z małą porcją
        ruchu w pracy zaczęła tyć.Potem piszesz,ze pojawiły się dodatkowe problemy i do
        stresu związanego z utratą atrakcyjności(a wież mi,że dla kobiety jest to
        poważny stres) do szedł następny problem.
        Myślę,ze warto byłoby pójść po pradę do psychologa(najlepiej jakbyście poszli
        razem).
        Piszesz,ze Twoja żona zauważa swoje błędy-może nie ma siły wyjść z dołka
        sama.Sądzę,że bardzo kochasz żonę-namów ją więc na wizytę u specjalisty.
        Mam nadzieję,że się uda,trzymam kciuki.
      • pajdeczka Re: myle, ze jest w depresji n/t 07.07.03, 11:32
        anahella napisała:

        A dziwisz się? Pokazał swoje prawdziwe oblicze w poście do mnie.

        • olinka_z_olinkowa Re: myle, ze jest w depresji n/t 07.07.03, 11:37
          pajdeczka napisała:

          > anahella napisała:
          >
          > A dziwisz się? Pokazał swoje prawdziwe oblicze w poście do mnie.
          >
          Pajdeczko, może po prsotu źle zrozumiał Twoje intencje.... Mnie Miksa wydaje
          się być sympatycznym i szczerym gościem chcącym ratować swoje małżeństwo, a
          nie uciekajacym do innej i chyba Twój post zrozumiał jako parodię swojego, coś
          jakby to niby jego zona miała mówić. I pewnie stąd całe nieporozumienie. JA
          myślę, że podajcie sobie ręce na zgodę :)))
        • Gość: miksa Re: myle, ze jest w depresji n/t IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 07.07.03, 11:46
          pajdeczka......Obrazasz moja dziewczyne - nie znajac jej i to mi sie nie
          podoba. Powiem ci tylko jedna rzecz - jak juz napialem w pierwszym poscie jest
          kobieta inteligentna - trzycyfrowe IQ raczej nie posiadaja osoby
          typu "cielaczek", a takie posiada moja dziewczyna. Byc moze zle zrozumialem
          twoj post, ale jak napisala olinka - tak wlasnie go odebralem. Jesli twoje
          intencje byly inne pozostaje mi Cie przeprosic.

          pozdrawiam
          • pajdeczka Re: myle, ze jest w depresji n/t 07.07.03, 11:58
            Gość portalu: miksa napisał(a):

            > pajdeczka......Obrazasz moja dziewczyne - nie znajac jej i to mi sie nie
            > podoba. Powiem ci tylko jedna rzecz - jak juz napialem w pierwszym poscie
            jest
            > kobieta inteligentna - trzycyfrowe IQ raczej nie posiadaja osoby
            > typu "cielaczek", a takie posiada moja dziewczyna. Byc moze zle zrozumialem
            > twoj post, ale jak napisala olinka - tak wlasnie go odebralem. Jesli twoje
            > intencje byly inne pozostaje mi Cie przeprosic.
            >
            > pozdrawiam

            To daj jej spokój ze sprzątaniem, jeśli ma trzycyfrowe IQ.
            Podpisała: "Dwucyfrowa, ale bez kompleksów z tego tytułu".
          • pajdeczka Przeprosiny przyjęte n/t 07.07.03, 11:58
    • antonina_74 Re: ...malzenstwo... 07.07.03, 11:07
      Ja myślę że Ty przyjąłeś na siebie rolę "żony" w tym związku. Bo tak ma 99%
      kobiet w tym kraju - zmywanie, sprzątanie, obsługiwanie tyjącego pana domu i
      jego psa.
      Bardzo to pięknie z Twojej strony że zmywasz, sprzątasz i wyprowadzasz psa -
      jak rozumiem to Twoja żona dłużej pracuje i wraca później do domu. Rozumiem, że
      to miał być związek partnerski, gdzie dzielicie się obowiązkami, tylko że Twoja
      żona jakby zrezygnowała ze swojej części partnerstwa. Albo jest po prostu
      strasznie zmęczona pracą - stąd nawet w weekend nie chce jej się nic robić (mój
      mąż tak miał kiedy przygotowywał się do egzaminu) albo przygnębiona, stąd tyje
      i jest jeszcze bardziej przygnębiona, tycie jak mało co potrafi zepsuć
      samoocenę kobiety!
      Nie napisałeś ani słowa o dzieciach - jeśli nie macie małych dzieci, to może
      możecie zaplanować jakiś spontaniczny wyjazd we dwoje, z dala od garów, miotły
      i pracy, gdzieś gdzie będziecie mogli porozmawiać, pospacerować,
      niekoniecznie "prześcigać się w sprawianiu przyjemności" (bo to nie jest
      esencja małżeństwa) tylko po prostu pobyć ze sobą.
      Albo po prostu - przestań być "żoną" swojej żony, zatrudnijcie panią do
      sprzątania albo zróbcie wspólnie porządki, albo nie sprzątajcie przez dwa
      tygodnie, żeby Wasze życie nie kręciło się bez przerwy wokół tego kto nie
      pozmywał a kto nie wyprowadził psa.

      pozdrawiam,
      A.
      • Gość: ..miksa... Re: ...malzenstwo... IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 07.07.03, 11:20
        Mielismy zaplanowany urlop - jednak moja praca zmusila nas do skorygowania
        planow. Ona ma urlop ja nie. Mam nadzieje, ze odzyje. Owszem pracuje zreguly
        dluzej ode mnie - ale nie az tak duzo. Ja koncze najczesciej o 16.30 ona o
        17.30. To sa juz nadgodziny. Jednak czasem zdarza mi sie i jej wracac nawet
        grubo po 22 :(. Wiem, ze oboje mamy dosc stresujaca prace i dlatego, od
        poczatku we wszystkim jej pomagalem.

        Dzieci nie mamy :). Na szczescie :).

        Wypady na wekend - chcialoby sie naprawde. To jest wlasnie jeden z powodow
        braku motywacji. Pomimo ciezkiej pracy - nie stac nas aktualnie na taki rarytas
        jak wyskoczenie poza dom. Poprostu - nie wnikajac w szczegoly z nie wlasnej
        winy wpadlimy w klopoty finansowe (finansujemy pomoc darmozjadowi - osobie nie
        zaslugujacej na nia - ale rodziny zostawic nie mozna na lodzie). Z tego powodu
        ledwo nam wystarcza na zycie a o przyjemnosciach mozna zapomniec.

        To wszystko staje sie przygnebiajace, ale... zawsze wychodzilismy na prosta,
        zawsze sobie pomagalismy a teraz - teraz brak wspolpracy, biernosc jej, zabija
        takze we mnie mobilizacje do walki. Ja jej potrzebuje - nie chce lezec i
        bezczynnie czekac na cud. Mamy mozliwosci - ale musimy dzialac wspolnie. Jesli
        ja takze upadne (opadne z sil) to zjedziemy po rowni pochylej w dol.

        Jak ja zmobilizowac?? Przeciez nie moze byc tak, ze tylko kupno nowego ciucha,
        drogie kuracje odchudzajace itp wplywaja na poprawe nastroju. Przeciez mozna
        sie wziac w garsc takze bez tych zastrzykow pienieznych. Nigdy sie nie poddaje
        ale nie umiem juz jej zarazic swoim optymizmem - co gorsze zaczyna mi go
        brakowac. Bo w domu chcialbym czuc szczescie - radosc - ze jestesmy razem. a
        tego brak :(

        pozdr

        • Gość: Dkenka i jeszcze jedno IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.03, 12:59
          Czy powiedziałeś jej szczerze, jak bardzo jest Ci potrzebna....?
          • Gość: miksa Re: i jeszcze jedno IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 07.07.03, 13:09
            tak - moze niektorzy uznaja to za niemeskie - ale wrecz blagalem aby
            zrozumiala, ze ja juz nie mam sily. Ze potrzebuje jej taka jak byla kiedys.
            Wiem, ze sie tez zmienilem - ze nie mam juz takiej cierpliwosci. Ze 4 razy
            zrozumiem a za 5 mam zal.

            pozdr
            • Gość: Dkenka Re: i jeszcze jedno IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.03, 13:36
              chyba niepotrzebnie porównujesz ją do tej z przed lat. To ją pewnie boli, sama
              wie, że teraz jest inna, wygląda inaczej. Możesz ją ttm dobijać tylko. Miałam
              na myśli zwykłe zapytanie, zwykłą potzrebę drugiej osoby...tej, tu, teraz a nie
              tej z nastu (kilku) lat. Powiedz jej, że potzrebujesz ją, jej pomocy żeby wam
              się poprawiło, że potrzebujesz jej do miłości, kochania o pokonywania
              przeszkód, jej całej.....a nie tej co była...
            • pajdeczka Re: i jeszcze jedno 07.07.03, 13:54
              Gość portalu: miksa napisał(a):

              > tak - moze niektorzy uznaja to za niemeskie - ale wrecz blagalem aby
              > zrozumiala, ze ja juz nie mam sily. Ze potrzebuje jej taka jak byla kiedys.
              > Wiem, ze sie tez zmienilem - ze nie mam juz takiej cierpliwosci. Ze 4 razy
              > zrozumiem a za 5 mam zal.
              >
              A może ty masz za małe IQ i tu jest pies pogrzebany?
              Gdybyś był starszy, albo ja młodsza moglibyśmy połączyć nasz IQ, wyszłoby trzy
              cyfrowe i moglibyśmy razem góry przenosić!
        • m_ala_mi Re: ...malzenstwo... 07.07.03, 13:08
          to zmienia postać rzeczy, myślę, że rozwiązanie problemów finansowych unormuje
          Waszą sytuację. Musisz trochę poczekać, być może ona reaguje na stres
          zniechęceniem, może to za długo trwa i jest po prostu przytłoczona....
        • drzazga1 Re: Żeby się chciało chcieć... 07.07.03, 13:30
          Gość portalu: ..miksa... napisał(a):

          (...)
          > Wypady na wekend - chcialoby sie naprawde. To jest wlasnie jeden z powodow
          > braku motywacji. Pomimo ciezkiej pracy - nie stac nas aktualnie na taki
          rarytas jak wyskoczenie poza dom.

          Przepraszam, a niby dlaczego "wypad na weekedd" ma się równać wydaniu wiekszej
          sumy pieniędzy? Czy noclegi w drogich hotelach są konieczne do szczęścia?
          Przeciez można zapakować wałówkę w plecach, założyć wygodne buty, dojechać za
          miasto autobusem, a dalej na własnych nogach - pies na pewno będzie
          uszczęśliwiony;-))), a ruch i świeże powietrze będzie za darmo.


          Poprostu - nie wnikajac w szczegoly z nie wlasnej winy wpadlimy w klopoty
          finansowe (finansujemy pomoc darmozjadowi - osobie nie zaslugujacej na nia -
          ale rodziny zostawic nie mozna na lodzie). Z tego powodu ledwo nam wystarcza
          na zycie a o przyjemnosciach mozna zapomniec.


          Jak darmozjad, to może jednak przykręcić kurek - tak żeby najwyżej kapało, a
          nie leciało szeroką strugą?

          >
          > To wszystko staje sie przygnebiajace, ale... zawsze wychodzilismy na prosta,
          > zawsze sobie pomagalismy a teraz - teraz brak wspolpracy, biernosc jej,
          zabija takze we mnie mobilizacje do walki. Ja jej potrzebuje - nie chce lezec i
          > bezczynnie czekac na cud. Mamy mozliwosci - ale musimy dzialac wspolnie.
          Jesli ja takze upadne (opadne z sil) to zjedziemy po rowni pochylej w dol.
          >
          > Jak ja zmobilizowac?? Przeciez nie moze byc tak, ze tylko kupno nowego
          ciucha, drogie kuracje odchudzajace itp wplywaja na poprawe nastroju.


          A skąd Ci to przyszło do głowy? Powiem brutalnie - kupowanie nowych ciuchów
          może i jest konieczne, skoro w starych już sie człowiek nie mieści, a drogie
          kuracje odchudzające można o kant potłuc. W odchudzaniu najważniejsza jest chęć
          i determinacja odchudzającego, a tego za żadne pieniądze nie kupisz. Diety
          cambridge, herbalife'y, slimfasty i inne cuda to gadżety - ot, żeby nudno nie
          było i producenci wyszli na swoje.


          Przeciez mozna
          > sie wziac w garsc takze bez tych zastrzykow pienieznych. Nigdy sie nie
          poddaje ale nie umiem juz jej zarazic swoim optymizmem - co gorsze zaczyna mi
          go brakowac. Bo w domu chcialbym czuc szczescie - radosc - ze jestesmy razem. a
          > tego brak :(

          Cóż, ja to nazywam "zdziadzieniem" (bez obrazy:-))) - stan, w którym nic się
          nie chce, tylko leżeć przed TV, a w przerwach na reklamy kursy do lodówki...
          cholernie męczące. Ja bym chyba przemocą fizyczną albo szantażem :-)))
          wyciągnęła taką osobę z domu... jak już raz się uda, to potem powinno pójść
          łatwiej.

          A czy Twoja dziewczyna ma jakieś pasje, coś co lubi lub lubiła robić? Bo jeśli
          nie, a jej całe życie kręci się między pracą a domem to nie jest dobrze.
        • Gość: lolyta Re: ...malzenstwo... IP: *.mia.bellsouth.net 07.07.03, 17:42
          Gość portalu: ..miksa... napisał(a):

          Poprostu - nie wnikajac w szczegoly z nie wlasnej
          > winy wpadlimy w klopoty finansowe (finansujemy pomoc darmozjadowi - osobie
          nie
          > zaslugujacej na nia - ale rodziny zostawic nie mozna na lodzie). Z tego
          powodu
          >
          > ledwo nam wystarcza na zycie a o przyjemnosciach mozna zapomniec.

          A gdyby tak naklonic darmozjada zeby w zamian za finansowanie zajal sie Waszymi
          garami i psem?
    • Gość: Ania Re: ...malzenstwo... IP: *.acn.waw.pl 07.07.03, 11:09
      Mysle ze rozumiem twoje rozgoryczenie i to ze czujesz sie odsuniety.Ale kiedy
      tak opisujesz mi sytuacje Twojej dziewczyny to mam skojarzenie, ze moze ma ona
      depresje. Wiem co mowie, gdyz sama mam podobno - wedlug lekarzy nature "z
      pogranicza" tzn. ze bardzo latwo u mnie o stany depresyjne. Apogeum osiagnelam
      w zeszlym roku kiedy to bylo mi niezwyle ciezko sie pozbierac - w takim stanie
      normalne jest to, ze sam z siebie nie masz na nic sily lub tez ze po prostu (to
      zalezy od osobowosci) robisz wiele rzeczy na sile z oboswiazku, starasz sie
      jakos to ciegnac. Charakterystyczne jest tez ze np pzrestaje ci zalezec na
      walsnym wygladzie - mnie stalo sie to obojetne, pzrestalam przywiazywac wage do
      tego jak jestem ubrana etc. chociaz nie roztylam sie gdyz zawsze bylam szczupla
      a depresja powoduje u mnie to ze nie mam apetytu. Generalnie jest tak ze moze
      pzrestac zalezec ci na czymkolwiek - pozornie sluchasz co inni do ciebie mowia,
      potakujesz ale myslami jestes w swoim wlasnym swiecie w ktorym tez rzeczy nie
      maja znaczenia i sensu bo w nim nic nie ma sensu, po prostu mysli sie
      calkowicie innymi kategoriami.
      Moze ona ma po prostu depresje, moze - jezeli sama nie zdaje sobie sprawy z
      tego - powinna isc do lekarza, czasami kilka wisyt u psychologa moze pomoc.
      Moze jest jsdnak tak ze ona ma po prostu taka nature ze na niczym jej nie
      zalezy a w tym na Tobie - przykro mi to mowic, ale moze po prostu juz cie nie
      kocha a jest z toba z przyzwyczajenia. Sama nie wiem. Moze rzeczywiscie brak
      jest jej jakiegos "kopa" ? Moze sie myle, ale pomysl tez o tym co napisalam
      powyzej, jezeli jest to choroba - depresja, to ona bardzo cierpi i
      najpardopodobniej zdaje sbie sprawe z wlasnego stanu ale mysli ze jest tak
      beznadziejnie ze i tak nic juz nie zmieni.
      Jest mi przykro ze znalezliscie sie w takiej sytuacji
      • Gość: Lilu Re: ...malzenstwo... IP: *.localdomain / 192.168.1.* 07.07.03, 12:38
        To typowe objawy depresji.
        Pamietaj, ze nic nie daje mowienie "wez sie w garsc" itp. Czlowiek w depresji
        nie wie co ma zrobic i jak wyrwac sie z blednego kola. Wogole nie wie, ze jest
        w depresji.
        Teraz Ty musisz byc silny za Was dwoje. Pomysl sobie, ze zona jest chora i
        wroci do zycia jak wyzdrowieje. A Ty musisz ja wspierac i wogole pokierowac
        tym calym procesem. Wiem, co to, bo bylam w roli tego, ktory pomaga ale potem
        tego, ktory wymaga pomocy. Uwazaj wiec, abys sam nie wpadl w depresje. Ale
        widze, ze mocny z Ciebie gosciu.
        Druga rzecz: nie mysl, ze to tak raz-dwa minie. Ale minie!
        Trzecia rzecz: to sie wiaze z wydatkami. Przygotuj sie na to psychicznie.

        Gdybys mieszkal w poblizu Krakowa albo Bialegostoku to mam kontakt do niezlego
        czlowieka, ktory sie tym zajmuje i niejednemu pomogl.

        Pozdr.
        Zycze duzo sily i nie trac z oczu celu!



    • mamalgosia Re: ...malzenstwo... 07.07.03, 11:49
      Myślę, ze kobiecie tej trzeba pomóc. Okazać jej zyczliwość, zainteresowanie, a
      nei tylko przejmować się, ze tyje i że nic się jej nie chce.
    • Gość: KR$ Re: ...malzenstwo... IP: *.riz.pl / 192.168.15.* 07.07.03, 12:47
      Moze to tak jak w Jackie Brown gdy handlarz bronia mowi do swojej
      dziewczyny:'Trzeba miec ambicje!' A ona mu na to :'Mam ambicje - Chce ogladac
      TV i odlatywac po trawce'. Wiele kobit tak ma, ze niestety ich jedyna ambicja
      zyciowa jest podlapac meza i/lub urodzic dzieci... Potem juz sa 'spelnione' a
      ty zostajesz z taka 'depresja' do konca zycia i sie zastanawiasz jak sie w to
      wpakowales...
    • Gość: Dkenka Re: ...malzenstwo... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.03, 12:56
      Miksa...to jest problem. Ona zapewne ma załamanie i nic jej się nie chce,ale to
      wcale nie oznacza braku uczuć do Ciebie. Po prostu nie ma na nic siły, nawetna
      dbanie o siebie. A proponowałeś jej poradę u psychologa, albo jakiś wyjazd,
      może niech sama gdzieś wyjedzie na tydzień. Są rewelacyjne wczasy ruchowe a
      przy okazji nie tylko schudnie, ale może odzyska siłyi chęci do zycia. Nie tak
      łatwo jest się podnieść z dołka...zależy jaka jest jego głębokość. Dobrze, że
      starasz się ją rozumieć, a nie odtrącasz....a może wspólne wypady rowerowe,
      siłownia, fitness...przecież ma jakieś zainteresowania.....
    • brenya Re: ...malzenstwo... 07.07.03, 13:11
      Ciekawe dlaczego, gdy to facet nic nie robi w domu, siedzi przed telewizorem i
      tyje to wszystko jest w porzadku. A kobieta ani pisnie, ze musi sprzatac po nim
      i podawac mu posilki. Wszakze taka jej rola. Gdziez by ona smiala krytykowac
      swego meza.

      Jak tylko role sie odwroca to jest zaraz afera, ze zona leniwa, ze nie wiadomo
      co z nia zrobic i trzeba do psychologa... A moze ma biedaczka menopauze i
      potrzebuje fachowej pomocy speca od sprowadzania marnotrawnych kur domowych na
      droge ich prawdziwego powolania.

      No coz moj drogi, w Twoim domu nastapila zwyczajna zamiana rol. Ty jestes teraz
      panem domu - gotujesz, pierzesz i sprztasz. Coz w tym nadzwyczajnego? Miliony
      kobiet robia to kazdego dnia i nie narzekaja!
      • Gość: miksa Re: ...malzenstwo... IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 07.07.03, 13:23
        ..nie nastapila zmiana rol... wspolczuje tym milionom kobiet, coz widac
        wybieraja sobie chlopcow, ktorych mamusia nauczyla, ze wszystko maja pod
        reka... mnie uczono szacunku do innych, do ich pracy i marzen... przykre, wiem
        jak jest u wielu moich znajomych, gdzie chlop leci do pubu na piwo a zona lata
        z odkurzaczem... coz nie podoba mi sie taki wzor do nasladowania i nie tego
        pragne dla mojej dziewczyny... nie robie problemu w zwiazku ze sprzataniem, czy
        tez wychodzeniem z psem - to byly przyklady tego co pragnalem przedstawic, tego
        co dzieje sie w zwiazku. Masz racje brenya - to co sie dzieje w wielu domach,
        rodzinach wola o pomste do nieba - jednak moj post nie mial na celu
        sprowadzenie mojej dziewczyna do roli kuchcika. Wrecz przeciwnie - szukam
        sposobow wcisniecia w nia energii, motywacji - dotychczas osiagala super wyniki
        w pracy, codziennie zbierala sie szybko rano aby znalezc czas na kawe na
        plotki - popoludniami pomagalismy sobie w wykonywaniu obowiazkow zarowno
        domowych jak i sluzbowych - (praca nasza ma podobna specyfike). Teraz ani nie
        pedzi do pracy, ani nie czuc w niej checi do zycia. Nie cieszy jej nawet psiak,
        ktorego kocha ponad zycie :). I tu jest problem rozumiesz?? To mnei powoli
        przerasta, obowiazki jakie na mnie spadly dodatkowe i troska o nia powoli mnie
        wykanczaja. Chce pomoc jej nam i sobie.
        • brenya Re: ...malzenstwo... 07.07.03, 14:15
          Moja wypowiedz miala na celu pokazanie, jak mozna interpretowac Twoje slowa.

          1. Dlaczego nazywasz swoja dziewczyne leniem? Czy nie dlatego, ze kiedys
          skakala wokol Ciebie i robila obiadki, a teraz zwyczajnie przestalo ja to
          bawic? Czy dlatego tylko zasluguje na to miano? Rozumiem jednak, ze to nie jest
          wasz przypadek.

          2. Z drugiej strony, moze rzeczywiscie dziewczyna sie wypalila i juz dalej po
          prostu nie moze? Moze ma, jak niektorzy forumowicze sugeruja, depresje? Moze
          jest zmeczona praca, ciagla bieganina, brakiem czasu dla siebie? Czy to
          kwalifikuje ja do bycia leniem? Jezeli tak uwazasz, to chyba powinienes sie nad
          soba zastanowic.

          NIc nie dzieje sie bez przyczyny. Jezeli niegdys energiczna, wesola osoba nagle
          przestaje interesowac sie tym co sie wokol niej dzieje to to nie jest
          LENISTWO!!! O ile odrzucimy wyjasnienie skrajne tzn. ze Twoja dziewczyna byla
          kura domowa, a teraz nie chce nia byc, to wlasciwie zostaje jedno - dziewczyna
          ma powazny kryzys, byc moze depresje, ale nie wolno Ci analizowac tego w
          kategoriach lenistwa. Daj jej czas, daj jej spokoj, daj jej poczucie
          stabilnosci. Nie chce jej sie, widocznie ma powod i, co najwazniejsze, MA PRAWO
          do nicnierobienia. Jest wolna i moze ze swoim czasem robic co chce. Im bardziej
          bedziesz cisnal, tym gorszy od oczekiwanego efekt uzyskasz. Dziewczyna chce
          odpoczac, chce sie... polenic, a nad nia stoi facet, ktory jak rodzic kladzie
          jej do glowy, ze jest leniem i ma sie ruszyc, ze nie jest juz ta dziewczyna,
          ktora byla. Tylko dlaczego nie dasz jej prawa decydowania za siebie? Dlaczego
          ona ma robic to co Ty chcesz? NIe chodzi o to, zebys ja wyreczal, ale nie karc
          jej, nie wypominaj tuszy. To jest jej cialo, a nie Twoje - ona nie musi
          spelniac Twoich oczekiwac, skoro nie ma na to, w tym momencie zycia, ochoty i
          sil.

          Tak na marginiesie. Mialam niedawno troszke podobny problem w moim zwiazku :)
          No coz, jestem osoba, ktora niejeden czlowiek nazwalby po prostu leniem. A
          problem moj polega na tym, ze bardzo czesto, okolo godz. 18-19, kiedy wracam z
          pracy, a nawet w weekend o tej porze, po prostu musze sie polozyc, zdrzemnac.
          Musze. Bo inaczej nie bede funkcjonowac do konca dnia. Musze i koniec kropka.
          Moj chlopak patrzyl na to najpierw dziwnie, potem stwierdzil ze sie chyba
          lenie, bo powinnam w tym czasie to, czy tamto. Pouczyc sie, wyjsc gdzies. A ja
          sie musze polozyc. I to byla moja "suwerenna" decyzja. Czulam sie zle, ze ktos
          mi mowi, ze to co robie od ponad 20 lat jest zle - bo on tak mysli, bo on tak
          nie funkcjonuje. Odczuwalam to niemal jak napasc na moja wolnosc. Pewnego dnia
          pogadalismy powaznie i powiedzialam mu wprost, ze jezeli mu nie pasuje to
          trudno, ale nie ma prawa mnie oceniac, a ja mam prawo robic to co uwazam, i nie
          zycze sobie, zeby ktos sugerowal, ze moj tryb zycia jest zly, czy ze jestem
          leniem.

          Rozumiesz moj point?

          Mysle, ze powinniscie troszke wyluzowac. W weekendy pochodzic po lesie z psem -
          na spokojnie. Nigdzie nie musicie gonic.

          Co do zmywania. U nasz tez byl problem, ze konczyly sie nagle czyste kubki a
          wszystko stalo w zlewie, bo nikomu sie nie chcialo pozmywac. Teraz staramy sie
          myc po sobie nawet 2 szklanki, zeby nic w zlewie nie stalo. Jest czysciej.
          Latwiej wszakze zmyc pare szklanek niz to co zostalo z calego dnia. Albo
          zmywarka...

          Co do sprzatania. Sprzatamy rzadko - przyznaje sie bez bicia. Uznalismy, ze nie
          bedziemy sie zabijac o niepoodkurzany pokoj i nieumyte okna. Harmonogram
          zmywania tez moze byc dobrym rozwiazaniem.



          • Gość: KR$ Re: ...malzenstwo... IP: *.riz.pl / 192.168.15.* 07.07.03, 14:32
            brenya napisała:

            > Moja wypowiedz miala na celu pokazanie, jak mozna interpretowac Twoje slowa.
            >
            > 1. Dlaczego nazywasz swoja dziewczyne leniem? Czy nie dlatego, ze kiedys
            > skakala wokol Ciebie i robila obiadki, a teraz zwyczajnie przestalo ja to
            > bawic? Czy dlatego tylko zasluguje na to miano? Rozumiem jednak, ze to nie
            jest
            >
            > wasz przypadek.
            >
            > 2. Z drugiej strony, moze rzeczywiscie dziewczyna sie wypalila i juz dalej po
            > prostu nie moze? Moze ma, jak niektorzy forumowicze sugeruja, depresje? Moze
            > jest zmeczona praca, ciagla bieganina, brakiem czasu dla siebie? Czy to
            > kwalifikuje ja do bycia leniem? Jezeli tak uwazasz, to chyba powinienes sie
            nad
            >
            > soba zastanowic.
            >
            > NIc nie dzieje sie bez przyczyny. Jezeli niegdys energiczna, wesola osoba
            nagle
            >
            > przestaje interesowac sie tym co sie wokol niej dzieje to to nie jest
            > LENISTWO!!! O ile odrzucimy wyjasnienie skrajne tzn. ze Twoja dziewczyna byla
            > kura domowa, a teraz nie chce nia byc, to wlasciwie zostaje jedno -
            dziewczyna
            > ma powazny kryzys, byc moze depresje, ale nie wolno Ci analizowac tego w
            > kategoriach lenistwa. Daj jej czas, daj jej spokoj, daj jej poczucie
            > stabilnosci. Nie chce jej sie, widocznie ma powod i, co najwazniejsze, MA
            PRAWO
            >
            > do nicnierobienia. Jest wolna i moze ze swoim czasem robic co chce. Im
            bardziej
            >
            > bedziesz cisnal, tym gorszy od oczekiwanego efekt uzyskasz. Dziewczyna chce
            > odpoczac, chce sie... polenic, a nad nia stoi facet, ktory jak rodzic kladzie
            > jej do glowy, ze jest leniem i ma sie ruszyc, ze nie jest juz ta dziewczyna,
            > ktora byla. Tylko dlaczego nie dasz jej prawa decydowania za siebie? Dlaczego
            > ona ma robic to co Ty chcesz? NIe chodzi o to, zebys ja wyreczal, ale nie
            karc
            > jej, nie wypominaj tuszy. To jest jej cialo, a nie Twoje - ona nie musi
            > spelniac Twoich oczekiwac, skoro nie ma na to, w tym momencie zycia, ochoty i
            > sil.
            >
            > Tak na marginiesie. Mialam niedawno troszke podobny problem w moim zwiazku :)
            > No coz, jestem osoba, ktora niejeden czlowiek nazwalby po prostu leniem. A
            > problem moj polega na tym, ze bardzo czesto, okolo godz. 18-19, kiedy wracam
            z
            > pracy, a nawet w weekend o tej porze, po prostu musze sie polozyc, zdrzemnac.
            > Musze. Bo inaczej nie bede funkcjonowac do konca dnia. Musze i koniec kropka.
            > Moj chlopak patrzyl na to najpierw dziwnie, potem stwierdzil ze sie chyba
            > lenie, bo powinnam w tym czasie to, czy tamto. Pouczyc sie, wyjsc gdzies. A
            ja
            > sie musze polozyc. I to byla moja "suwerenna" decyzja. Czulam sie zle, ze
            ktos
            > mi mowi, ze to co robie od ponad 20 lat jest zle - bo on tak mysli, bo on tak
            > nie funkcjonuje. Odczuwalam to niemal jak napasc na moja wolnosc. Pewnego
            dnia
            > pogadalismy powaznie i powiedzialam mu wprost, ze jezeli mu nie pasuje to
            > trudno, ale nie ma prawa mnie oceniac, a ja mam prawo robic to co uwazam, i
            nie
            >
            > zycze sobie, zeby ktos sugerowal, ze moj tryb zycia jest zly, czy ze jestem
            > leniem.
            >
            > Rozumiesz moj point?

            --------> nie wiem jak miksa ale ja nie rozumiem... Uwazam ze jak sie jest
            zmeczonym (kazdy po pracy jest zmeczony) i sie kladzie na drzemke to sie
            wlasnie odpuszcza - to jest zwykle lenistwo. bo mozna by zrobic duzo ciekawych,
            przyjemnych badz pozytecznych rzeczy ale nie robi sie nic. Jak by wygladal
            swiat gdyby wszyscy ludzie odpuszczali? A co by bylo gdyby twoje dziecko
            zrobilo kupe po twoim powrocie z pracy a meza by nie bylo? - tez bys sie
            polozyla i zmienila pieluszke dopiero po przebudzeniu? Jesli tak to jestes po
            prostu leniem. Jesli nie to nie traktujesz powaznie swojego chlopaka/meza.
            Co do twojej wolnosci to niestety bedac z kims musisz sie liczyc z tym iz
            troszeczke ta wolnosc bedzie ograniczona.
            A dlaczego ktos kto jest z toba nie ma niby prawa cie oceniac? Ty masz prawo
            robic to co uwazasz a on nie ma nawet prawa cie oceniac? Super uklad. Gratuluje
            ci znalezienia osiolka ktory akceptuje takie podejscie ale z doswiadczenia
            przepowiadam ci ze za dwa lata twoj obecny chlopak stwierdzi ze nie chce z
            suslem przespac zycia i obroci sie na piecie by oddalic sie w kierunku osoby
            przejawiajacej oznaki zycia.


            >
            > Mysle, ze powinniscie troszke wyluzowac. W weekendy pochodzic po lesie z
            psem -
            >
            > na spokojnie. Nigdzie nie musicie gonic.
            >
            > Co do zmywania. U nasz tez byl problem, ze konczyly sie nagle czyste kubki a
            > wszystko stalo w zlewie, bo nikomu sie nie chcialo pozmywac. Teraz staramy
            sie
            > myc po sobie nawet 2 szklanki, zeby nic w zlewie nie stalo. Jest czysciej.
            > Latwiej wszakze zmyc pare szklanek niz to co zostalo z calego dnia. Albo
            > zmywarka...
            >
            > Co do sprzatania. Sprzatamy rzadko - przyznaje sie bez bicia. Uznalismy, ze
            nie
            >
            > bedziemy sie zabijac o niepoodkurzany pokoj i nieumyte okna. Harmonogram
            > zmywania tez moze byc dobrym rozwiazaniem.

            -----> i to co tutaj opisalas jest jak najbardziej OK. To rozumiem.
            • brenya Re: ...malzenstwo... 07.07.03, 15:01
              Gość portalu: KR$ napisał(a):

              > > --------> nie wiem jak miksa ale ja nie rozumiem... Uwazam ze jak sie jest
              > zmeczonym (kazdy po pracy jest zmeczony) i sie kladzie na drzemke to sie
              > wlasnie odpuszcza - to jest zwykle lenistwo. bo mozna by zrobic duzo
              ciekawych,
              >
              > przyjemnych badz pozytecznych rzeczy ale nie robi sie nic.


              A dlaczego to Ty masz oceniac, co jest ciekawsze, przyjemniejsze, czy lepsze?
              Dalczego uwazasz, ze tylko Ty masz racje skoro nie odpuszczasz i zyjesz na
              pelnych obrotach?


              Jak by wygladal
              > swiat gdyby wszyscy ludzie odpuszczali? A co by bylo gdyby twoje dziecko
              > zrobilo kupe po twoim powrocie z pracy a meza by nie bylo? - tez bys sie
              > polozyla i zmienila pieluszke dopiero po przebudzeniu?


              Ja nie mowie o niczym takim. Mam swoje obowiazki. Wszystkie wypelniam
              sumiennie. Chodze do pracy, robie zakupy, sprzatam, czasem gotuje jak mamy
              ochote na obiad w domu, zajmuje sie swoimi sprawami, pomagam mojemu chlopakowi
              w wielu sprawach. Mimo to, moj tryb zycia, moj organizm potrzebuje polgodzinnej
              drzemki po poludniu. NIc na to nie poradze. Bez tego nie bylabym w stanie
              zrobic nic wieczorem. A hektolitry kawy nie pomagaja. I to jestem ja. Moje
              cialo. I nikt np. Ty nie masz prawa mi mowic, ze taki tryb zycia to lenistwo, a
              wszyscy ludzie powinni zyc tak jak Ty. Ja np. lubie czasem wstac przed 6 rana i
              pouczyc sie hiszpanskiego, lubie pojsc rano na basen - Ty tez tak masz? Czy to,
              ze potrzebuje polgodzinnej drzemki po poludniu robi ze mnie lenia?


              Jesli tak to jestes po
              > prostu leniem. Jesli nie to nie traktujesz powaznie swojego chlopaka/meza.
              > Co do twojej wolnosci to niestety bedac z kims musisz sie liczyc z tym iz
              > troszeczke ta wolnosc bedzie ograniczona.
              > A dlaczego ktos kto jest z toba nie ma niby prawa cie oceniac? Ty masz prawo
              > robic to co uwazasz a on nie ma nawet prawa cie oceniac? Super uklad.

              Uklad mamy super. Nauczylismy sie akceptowac swoje odmiennosci. Kiedy ja robie
              sobie drzemke (a robie ja po przyjsciu z pracy, pozmywaniu, posprzataniu...) on
              robi swoje rzeczy - to co jego mniemaniu jest interesujace i "warte"
              zrobienia. I nie mowi mi, ze sie lenie, bo dobrze wie, ze juz dzisiaj sporo
              rzeczy zdazylam zrobic. Nie wchodzimy sobie w parade kiedy nie mamy na to
              ochoty. Z drugiej strony kiedy trzeba wyjsc poza schemat tez nie robimy
              tragedii. Jezeli chcemy isc po pracy do kina ja nie histeryzuje, ze ide do domu
              bo musze sie polozyc. I moze byc pewien, ze kiedy on poczuje sie gorzej, albo
              zachce mu sie grac na komputerze, to nawet slowem mu nie wypomne, ze marnuje
              czas. Jezeli chce pograc - prosze bardzo, to nie jest moja sprawa.
              Taki mamy uklad. Bez wypominania kto dzis powinien pozmywac. Czasem mowimy po
              prostu, wiesz dzisiaj nie chce mi sie gotowac itp. I jest ok. I nikt nie ma do
              siebie pretensji. Mysle, ze wielu ludzi robi blad starajac sie byc idealna
              para, zgrana, wysprzatana, ugotowana. To niszczy ludzi. Masz wrazenie caly
              czas, ze cos musisz, podswiadomie w drugiej osobie widzac zrodlo tego przymusu.


              Gratuluje
              >
              > ci znalezienia osiolka ktory akceptuje takie podejscie ale z doswiadczenia
              > przepowiadam ci ze za dwa lata twoj obecny chlopak stwierdzi ze nie chce z
              > suslem przespac zycia i obroci sie na piecie by oddalic sie w kierunku osoby
              > przejawiajacej oznaki zycia.
              >

              Jeszcze raz powtorze, to ze ucinam sobie polgodzinna drzemke nie znaczy ze
              jestem suslem, ktory przez cale zycie nic nie robi.
              >
      • Gość: Dkenka brenya IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.03, 13:38
        nowoczesne małżeństwa dzielą i łączą się problemami a nie obrzucają sie błotem
        i spychają obowiązki. Ten facet potrezbuje tak samo w domu kobiety, jak ta
        kobieta mężczyzny. Widocznie u Ciebie Ty biedaczko nauczona jesteś walczyć o
        swe prawa. Nie zapominaj jedank, że już w bardzo wielu domach tego nie ma.
    • Gość: miksa Re: ...malzenstwo... IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 07.07.03, 13:13
      ...coz, ile ludzi tyle zdan.. dziekuje, wszystkim za uwage :) - w kazdym razie
      humor mi sie troche poprawil :).. oczywiscie, ze bede sie staral wyciagnac ja
      czy to z lenistwa czy tez z powazniejszych problemow. Wiem, ze warto bo
      pamietam jak bylo...

      oby to szybko sie odmienilo :)

      pozdrawiam
    • Gość: Suzi Re: ...malzenstwo... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.03, 13:33
      Śmieszą mnie rozkminki psychologiczne niektórych z Was. Facet utrzymuje pod
      swoim dachem spasione babsko i jeszcze je usprwiedliwia. Niech babka otworzy
      oczy, ale zeby tak sie stalo, najpierw trzeba jej wylac kubel zimnej wody na
      glowe. Niestety.
      • Gość: KR$ Re: ...malzenstwo... IP: *.riz.pl / 192.168.15.* 07.07.03, 13:45
        Z jednej strony tak ale z drugiej nie jest to takie proste bo jednak kocha sie
        ta osobe - nawet jesli jest to tyjace babsko. Dodatkowo niektorym kubel zimnej
        wody na leb nie pomoga gdyz nie podchodza do zycia racjonalnie...
      • Gość: ona Re: ...malzenstwo... IP: *.krapkowice.sdi.tpnet.pl 07.07.03, 14:20
        Gość portalu: Suzi napisał(a):

        > Śmieszą mnie rozkminki psychologiczne niektórych z Was. Facet utrzymuje pod
        > swoim dachem spasione babsko i jeszcze je usprwiedliwia. Niech babka otworzy
        > oczy, ale zeby tak sie stalo, najpierw trzeba jej wylac kubel zimnej wody na
        > glowe. Niestety.

        Skreślasz kobietę,której nawet nie znasz!
        Moją mamę też traktowali jak leniwą babę w menopauzie,która nie dba o siebie i
        tylko ma pretensje.
        Po długich namowach udało mi się namówić ją na wizytę u psychologa(była
        wyniszczona psychicznie i fizycznie).Zdiagnozowano u niej ciężką postać
        depresji.Jest na lekach juz 2 lata...Jest lepiej,ale nie tak jak kiedyś:(
        • Gość: Suzi Re: ...malzenstwo... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.03, 14:39
          Gość portalu: ona napisał(a):

          > Gość portalu: Suzi napisał(a):
          >
          > > Śmieszą mnie rozkminki psychologiczne niektórych z Was. Facet utrzymuje po
          > d
          > > swoim dachem spasione babsko i jeszcze je usprwiedliwia. Niech babka otwor
          > zy
          > > oczy, ale zeby tak sie stalo, najpierw trzeba jej wylac kubel zimnej wody
          > na
          > > glowe. Niestety.
          >
          > Skreślasz kobietę,której nawet nie znasz!
          > Moją mamę też traktowali jak leniwą babę w menopauzie,która nie dba o siebie
          i
          > tylko ma pretensje.
          > Po długich namowach udało mi się namówić ją na wizytę u psychologa(była
          > wyniszczona psychicznie i fizycznie).Zdiagnozowano u niej ciężką postać
          > depresji.Jest na lekach juz 2 lata...Jest lepiej,ale nie tak jak kiedyś:(



          Nie skreślam wcale. Moja mama tez miala taka depresjei wiem ze nielatwo z tego
          wyjsc. Ale wydaje mi sie, ze jesli chodziloby tu o depresje, a nie zwykle
          lenistwo, to zalozyciel tego watku nie radzilby sie laików o rade, tylko czym
          predzej pobiegl pomoc zonie w chorobie. Mysle, ze dyskusje na forum o
          problemach tak owaznych sa nie na miejscu, dlatego zalozylam, ze chodz o
          zwyczajne lenistwo.
          • brenya Re: ...malzenstwo... 07.07.03, 15:14
            Gość portalu: Suzi napisał(a):

            > Nie skreślam wcale. Moja mama tez miala taka depresjei wiem ze nielatwo z
            tego
            > wyjsc. Ale wydaje mi sie, ze jesli chodziloby tu o depresje, a nie zwykle
            > lenistwo, to zalozyciel tego watku nie radzilby sie laików o rade, tylko czym
            > predzej pobiegl pomoc zonie w chorobie. Mysle, ze dyskusje na forum o
            > problemach tak owaznych sa nie na miejscu, dlatego zalozylam, ze chodz o
            > zwyczajne lenistwo.

            To zle zalozylas. Czasem trzeba czytac miedzy wierszami.
    • lalka74 Re: ...malzenstwo... 07.07.03, 15:27
      Wiesz, Twoja żona prawdopodobnie jest badrzo nieszczęśliwa, smutna i zagubiona.
      Rozumiem, że Tobie jest źle, ale jej też jest źle, może nawet gorzej niż Tobie.
      Może nie widzi sensu życia, może np. potrzebne jej dziecko? Może spróbuj ją
      czymś nowym zainteresować żeby odzyskała zapał i radość. Powodzenia.
    • Gość: Maruda Brenya... IP: *.nyc.rr.com 07.07.03, 19:43
      Jako jedna z bardzo niewielu osob (by nie rzec jedyna) napisalas w tym watku
      cos z sensem.
      Dzieki :-)

      M.
    • Gość: ..miksa.. Re: ...malzenstwo... IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 08.07.03, 07:02
      Wszystkim bardzo dziekuje :)
      Byc moze przeczytalas Kochanie ten watek a moze nie - jesli tak to cie
      pozdrawiam. Jesli nie to i tak super. Wczoraj pierwszy raz bylo inaczej :)
      Lepiej i przyjemniej. Moze dlatego, ze patrzac na Ciebie czulem radosc z tego,
      ze Ciebie mam. A reszta jak zawsze - ulozy sie bo musi :)

      Pozdrawiam
      • pajdeczka Re: ...malzenstwo... 08.07.03, 09:05
        Gość portalu: ..miksa.. napisał(a):

        > Wszystkim bardzo dziekuje :)
        > Byc moze przeczytalas Kochanie ten watek a moze nie - jesli tak to cie
        > pozdrawiam. Jesli nie to i tak super. Wczoraj pierwszy raz bylo inaczej :)
        > Lepiej i przyjemniej. Moze dlatego, ze patrzac na Ciebie czulem radosc z
        tego,
        > ze Ciebie mam. A reszta jak zawsze - ulozy sie bo musi :)
        >
        > Pozdrawiam

        Czy Ty jej zanadto nie rozpieszczasz? Albo z Ciebie dobry aktor. Każdy środek
        jest dobry, by osiągnąć cel, czego serdecznie życzę:))))))
        Stara Kroma
        • Gość: miksa Re: ...malzenstwo... IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 08.07.03, 09:30
          ...zycie, jest zbyt krotkie pajda aby niszczyc je sobie i innym dookola... moim
          skromnym zdaniem warto czasem powalczyc ale nie nalezy sie "zabijac" nawet
          jesli pociskiem jest tylko slowo... czym sa nasze klopoty w pracy, klotnie z
          szefem, jakies wydumane kary, nagany, mandaty wobec zycia uciekajacego przez
          palce... warto przez nie przejsc starajac sie czerpac garsciami, a jesli
          jeszcze miec kolo siebie kochana osobe...

          czasem przychodze z pracy wykonczony, siadam w mieszkaniu, ktore z braku czasu
          i kasy wciaz nie jest wykonczone na maksa i ogladajac dobry film, majac psa na
          kolanach, kobiete przytulona obok czlowiek zaczyna myslec po co to wszystko...
          fakt szarpac w zyciu sie musimy, ale przeciez wszystko sprowadza sie do wlasnie
          takich chwil... dla jednych w takim momencie musi byc dobry koniak, dla innych
          zwykla ciepla herbata z cytryna... dlatego jednym do zycia wystarczy odrobina
          usmiechu i czulosci, poczucia wiezi i bezpieczenstwa a inni potrzebuja kase,
          aby wzorujac sie na reklamach czuc sie komfortowo...

          troche tu namieszalem :)... chce poprostu powiedziec, ze szkoda mi dni, szkoda
          mi czasu - a mam doswiadczenia przykre, ktore pozwalaja mi bardziej docenic ten
          uciekajacy czas... dlatego chce zrobic wszystko, aby wrocilo do normy to co
          bylo dla nas normalne, aby wyrzucic z domu to, co oboje uznajemy za brak
          normy... kazdy jednak ma swoje oczekiwania, swoje normy - ja wiem, ze przez
          tych kilka lat przekonalismy sie, ze mamy podobne potrzeby...a to co teraz
          jest... minie, ale czasem tak jak wczoraj, czlowiek potrzebuje chwilowego
          wsparcia z zewnatrz aby zebrac w sobie sile... do walki o wlasne (nasze)
          szczescie...

          ten chaos - sorki - to wynik tego co widze oczyma :)
          • pajdeczka Re: ...malzenstwo... 08.07.03, 09:48
            Gość portalu: miksa napisał(a):

            > ...zycie, jest zbyt krotkie pajda aby niszczyc je sobie i innym dookola...

            Nie mów mi tego, bo sama to wiem. Szczególnie krótkie staje się, kiedy
            przekroczysz 40tke i uznasz, że nadal stoisz w miejscu i tak naprawdę to tylko
            wegetujesz, a nie żyjesz pełnią życia.
            Przywiązuję wagę do drobiazgów, ale staram się nie popaść w obłęd, w
            przeciwieństwie do mojego męża. Właśnie zadręcza siebie, że nie stać go na
            lepszy samochód niż ma sąsiadka. Jakie to płytkie i prymitywne.
            Żałuję tylko jednego - że nie mogę zobaczyć całego świata i nie zobaczę przed
            zakończeniem żywota, jak świat wygląda. Ale jednocześnie pocieszam się, że nie
            ja jedna mam ten problem. Jesteśmy tylko włosem w futrze świata:))))


            > ten chaos - sorki - to wynik tego co widze oczyma :)

            Źle Cię wczoraj oceniałam, przepraszam, ale miałam zły dzień (jak zwykle przez
            mojego męża). Jesteś bardzo wrażliwym człowiekiem, za bardzo, jak na te
            zwariowane czasy.
            Trzymaj siE:))))
      • Gość: gosc Re: ...malzenstwo... IP: *.dmpbk.com.pl 08.07.03, 10:33
        Ty to i tak masz w sumie OK. Pomysl, ze ja 11 lat temu poznalem super kobiete,
        a po 6 latach bycia razem rozstalismy sie (trudno powiedziec z czyjej winy) i
        do dzis nie moge sobie tego wybaczyc. Mam zone, dzieci, które bardzo kocham, a
        jednak czegos mi ciagle brak...
    • lyche1 Re: Jeśli chodzi o odchudzanie 08.07.03, 08:24
      Przydałby się Twojej małżonce wstrząs i to solidny.
      Miałam koleżankę w pracy, która beztrosko tyła a na moje bardzo delikatne
      uwagi - zawsze miała gotowe odpowiedzi.
      Pewnego razu przyszła do nas do pracy siostra szefa. W przeciągu roku schudła
      ok 20kg. Moja koleżanka zaczęła się wypytywać - jak tego dokonała. Od słowa do
      słowa i nagle padło zdanie : Ależ Pani ma zapasy tłuszczu na trzy lata
      wojny !!! ( Chyba padło po jednym ze stałych usprawiedliwień koleżanki) Zdanie
      to, powiecie niegrzeczne, podziałało jak kubeł zimnej wody. Już kiedyś pisałam
      o tym :)) Moja 50-cioletnia koleżanka schudła 20kg :))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka