Dodaj do ulubionych

facet bez samochodu...

    • sumire Re: facet bez samochodu... 08.01.08, 19:48
      nic szczególnie dziwnego w tym nie widzę. mam sporo znajomych, i to nie ułomnych finansowo, którzy nie mają samochodu, bo go po prostu w mieście nie potrzebują.
    • fitter_c Re: facet bez samochodu... 08.01.08, 21:28
      A co powiecie o kobiecie, która nie ma samochodu?
      Jaki ona może mieć charakter?
      Taka jakaś bez jajników... yyyy...
    • dziewice po ch.. ci samochod? :) 09.01.08, 01:18
      sa taksowki co to za frajda krecic kolkiem, lepiej siedziec z tylu pomyslec
      mozna i ogolnie przyjemniej.

    • samowola Re: facet bez samochodu... 09.01.08, 07:32
      Dziwne podejście.Miałam kiedyś takiego faceta,który był w 100% z
      jajami,miał dobrą sytuację finansową i nigdy nie miał
      samochodu.Jeździliśmy taksówkami:)i po mieście i poza nie
    • motofil Nie mam i poki co miec nie zamierzam 09.01.08, 09:50
      Prawo jazdy kategorii B (oraz A) posiadam od siedemnastego roku
      zycia. Niedlugo koncze 30 lat, a wlasnego auta nigdy nie posiadalem,
      nic nie wskazuje na to, zebym mial stac sie szczesliwym (?)
      posiadaczem takowego w najblizszej przyszlosci, i bynajmniej nie mam
      z tego powodu kompleksow. Preferuje jednoslady - z silnikiem i bez.
      Tak wiec przewijaja sie przez moje rece rowery, skutery, motocykle
      (bywalo, ze posiadalem kilka jednoczesnie ), natomiast katamaran do
      szczescia nie jest mi potrzebny. Oprocz dwoch kolek upodobalem sobie
      transport kolejowy (oprocz tego latam troche samolotami, ale to juz
      raczej z koniecznosci). W tej chwili przebywam poza granicami kraju,
      ale gdy mieszkalem w Warszawie, bardzo chwalilem sobie metro (nie
      musialem zawsze i wszedzie zapychac jednosladem). Gdy chcialem
      pojechac do Gdanska, Krakowa czy Zakopanego, a z jakichs wzgledow
      nie chcialem jechac motocyklem, to korzystalem z PKP/Intercity.
      Moglem imprezowac w przedzien powrotu i nie stresowac sie nazajutrz
      zadnymi promilami...

      Nie jestem jakims zagorzalym przeciwniekiem samochodow, ale od
      niepamietnych czasow kojarza mi sie ze zniewoleniem, z korkami,
      uzeraniem sie z parkowaniem oraz masa problemow. W przypadku
      motocykla tez wystepuja pewne problemy, ale one juz sa wkalkulowane
      w pasje, a ta - jak wiadomo - wymaga poswiecen. Natomiast nie palam
      az taka miloscia do czterech kolek, zeby byc gotowym do wyzej
      wspomnianych.

      Uprzedzajac pytania w stylu "A jak radzisz sobie w zimie?", spiesze
      poinformowac, iz w okresie zimowym czesto przebywam w krajach o
      znacznie cieplejszym klimacie niz polski - jak w tej chwili - wiec
      problem mnie nie dotyka (chociaz zdarzalo mi sie jezdzic skuterem po
      sniegu przy -15 st.). Poza tym zawsze sa ww. pociagi na(d)ziemne,
      metro, samoloty... no i taksowki (korzysta[le]m z nich podczas
      powrotow z suto zakrapianych imprez).

      PS Czasem siadam za kierownica samochodu (np. nalezacego do ktoregos
      z rodzicow - gdy jestem w Polsce), zeby calkiem nie wyjsc z wprawy,
      ale ostatnio coraz rzadziej. I dobrze mi z tym.
    • uookie Re: facet bez samochodu... 09.01.08, 12:44
      dla mnie sprawa wygląda tak: facet bez auta jest jak facet bez jaj... oczywiście
      inaczej to wygląda np. na alasce, gdzie za faceta bez jaj uznałbym faceta bez
      skutera (kiedyś bez zaprzęgu), albo na polinezji, gdzie facetem bez jaj jest
      ktoś bez wyciosanej w pniaku łódki.

      autorka wątku odnosząc się do męskich genitaliów sama nawiązała do łowieckiego
      etosu mężczyzny... a taki łowca bez możliwości przemieszczania się stawał się
      zbieraczem, grzybiarzem wręcz. kiedyś konie, dzisiaj auta. oczywiście nie
      wszyscy kiedyś jeździli konno; odpicowani lalusie np. przemieszczali się
      bryczkami. z nich byli dobrzy łowcy, kiedy stojąc w cieniu drzewa strzelali do
      kaczek płoszonych przez zastępy psów myśliwskich.

      nie dziwi mnie więc, że koleżanka z niesmakiem przygląda się postawie owego
      faceta bez auta. czegoś jednak musi mu brakować; kiedy ja jadę samochodem, mam
      władze nad tą kupą żelastwa i czuje jej moc pod stopą, to nie rozumiem, jak
      niektórzy mogą nie czuć, że jazda samochodem jest czymś wyjątkowym, wartym
      stania w korkach i walce o miejsce do parkowania.

      zapytaj się go, czy w dzieciństwie wolał bawić sie resorakami, czy lalkami.
      • mrsnice Re: facet bez samochodu... 09.01.08, 13:20
        w cywilizowanym świecie - koniecznie samochód (jak go nie ma to nie
        ma jaj), i złota karta kredytowa (jak jej nie ma to nie ma ... no
        czego?)
      • olgagraf Re: facet bez samochodu... 09.01.08, 13:28
        Jest jeszcze jeden czynnik, ważny w naszym kraju, w którym duża część kierowców
        dostaje prawo jazdy nie za umiejętność jazdy tylko za łapówę, i w którym na
        drogach jest pełno bezmyślnych, pijanych facetów, którzy wszystkim dookoła chcą
        pokazać jakie to oni mają "jaja". Skutek to są te wszystkie BMWice wbite w
        drzewo z soboty na niedzielę i płaczące mamusie, chlipiące: "jak to, taki był
        miły chłopczyk, ministrant, co my bez niego zrobimy".
        Popatrzcie sobie na statystyki wypadków drogowych - Polska jest w czołówce!
        Hura, w czymś jednak w tej Europie przodujemy!

        Wniosek: znajdź sobie bogatego faceta z samochodem, szybciej zostaniesz wdową.
        Albo inaczej: chcesz się dłużej nacieszyć swoim facetem, każ mu chodzić na
        piechotę (od razu też zdrowszy będzie).
      • xtrin Re: facet bez samochodu... 09.01.08, 23:41
        uookie napisał:
        > kiedy ja jadę samochodem, mam władze nad tą kupą żelastwa
        > i czuje jej moc pod stopą, to nie rozumiem, jak niektórzy
        > mogą nie czuć, że jazda samochodem jest czymś wyjątkowym,
        > wartym stania w korkach i walce o miejsce do parkowania.

        Ja tam tej wyjątkowości nie czuję. Nie ja jedna zresztą, większość znanych mi
        kierowców samochód traktuje czysto użytkowo, część wręcz nie lubi prowadzić.
        Natomiast moc czuję sterując żaglówką, ale jakoś nie czuję potrzeby pływania
        jachtem do pracy.
      • michal_powolny12 Re: facet bez samochodu... 10.01.08, 02:00
        Bredzisz. Nie mam samochodu i mieć go nie będę. Po kraju wożę się:
        -samochodem służbowym z kierowcą,
        -PKP PR/PKP IC/WKD,
        -po Łodzi (gdzie mieszkam i pracuję)i po Warszawie (gdzie pracuję)
        komunikacją miejscą.
        Nie widzę potrzeby aby wydawać kupę kasy na utrzymanie pojazdu który
        do niczego nie jest potrzebny.
        Jestem szczęśliwym mężem i ojcem. Żona ma matiza. Taki samochodzik
        na zakupy. Cześćiej stoi niż jeździ. Zastanawiamy się nad jego
        sprzedażą.
    • zwroclawianka zaproponuj mu seks w samochodzie 09.01.08, 13:35
      ...a powinien się zastanowić nad sensem posiadania. swoją drogą- to
      naprawdę za..bista sprawa :)
      • m.nikla Re: zaproponuj mu seks w samochodzie 09.01.08, 13:37

        wiem:P
        • zwroclawianka Re: zaproponuj mu seks w samochodzie 09.01.08, 13:43
          m.nikla napisała:

          >
          > wiem:P

          może on nie wie... moze wiosną zaproponuj piknik pod miastem,
          pożyczcie samochód, zacznij go molestowac po drodze.. a nuż wyjdzie
          coś ku obopólnej korzyści..

          albo gdzieś na spotkaniu towarzyskim porusz temat posiadania
          samochodu, niechaj się Twój wypowie.. może jakąs traumę miał albo
          liczy, że Ty sobie kupisz, a on się będzie woził :) Ja w sumie sama
          siebie bez samochodu sobie nie wyobrażam, podobnie faceta.
          • el_quatro Re: zaproponuj mu seks w samochodzie 09.01.08, 14:25
            Ze mna ten numer by nie przeszedl :) Piknik za miastem oznaczalby dla biednej
            kobiety min. 20 km wyczerpujacej jazdy w pelnym sloncu.
            Rower rulez ;)
            • zwroclawianka Re: zaproponuj mu seks w samochodzie 09.01.08, 14:26
              el_quatro napisał:

              > Ze mna ten numer by nie przeszedl :) Piknik za miastem oznaczalby
              dla biednej
              > kobiety min. 20 km wyczerpujacej jazdy w pelnym sloncu.
              > Rower rulez ;)

              on nie ma samochodu, ona nie ma roweru :) i co, cwaniaczku ;)
              • el_quatro Re: zaproponuj mu seks w samochodzie 09.01.08, 14:36
                to trudna sytuacja
                Ja mam na ten wypadek dwa rowery ;))
                • zwroclawianka Re: zaproponuj mu seks w samochodzie 09.01.08, 14:45
                  el_quatro napisał:

                  > to trudna sytuacja
                  > Ja mam na ten wypadek dwa rowery ;))

                  poddaję się :) chociaż przedkładac pedałowanie nad seksem z
                  dziewczyną to przerasta mój umysł :) jeszcze pierwszeństwo meczów
                  nad seksem, to jeszcze rozumiem..
                  • el_quatro Re: zaproponuj mu seks w samochodzie 09.01.08, 14:56
                    a w ogole uprawialas kiedys seks z dziewczyna?
                    • zwroclawianka Re: zaproponuj mu seks w samochodzie 09.01.08, 15:12
                      el_quatro napisał:

                      > a w ogole uprawialas kiedys seks z dziewczyna?

                      ech, to miał byc taki niepoprawny politycznie dowcip- pedałowanie
                      kontra seks z dziewczyną

                      a co do sedna: nie, wolę płeć przeciwną, dziewczynom do seksu po
                      prostu brak pewnych, nazwijmy to, "cech"..
                      • el_quatro Re: zaproponuj mu seks w samochodzie 09.01.08, 16:14
                        domyslilem sie ze to dowcip :)
                        Mowiac powaznie, to dziewczyny, ktore daja sie wyciagnac za miasto rowerem sa
                        niekonwencjonalne, zgrabne, energiczne i mlode.
                        To jest typ, ktory mnie najbardziej interesuje, wiec po co mialbym kupowac
                        samochod :) Na samochod moglbym poderwac jakas leniwa blachare. Po co mi to?
                        • el_quatro Re: zaproponuj mu seks w samochodzie 10.01.08, 12:22
                          niepotrzebnie uzylem slowa 'blachara', bo go nie lubie :( Tym bardziej ze czesto
                          wyksztalcone blachachy nazywaja w ten sposob blachary bez szkoly
                          W tym watku chodzilo mi tylko o znaczenie samochodu, parkingu, stacji benzynowej
                          i nudnych dupokilometrow jako afrodyzjaku. Na mnie to dziala odpychajaco
              • lupus76 Re: zaproponuj mu seks w samochodzie 09.01.08, 15:08
                zwroclawianka napisała:


                >
                > on nie ma samochodu, ona nie ma roweru :) i co, cwaniaczku ;)

                Zawsze można wziąć dziewczynę na wycieczkę tak, jak Arab prowadzi
                swoją do lekarza ;)
                • zwroclawianka Re: zaproponuj mu seks w samochodzie 09.01.08, 15:25
                  lupus76 napisał:


                  > Zawsze można wziąć dziewczynę na wycieczkę tak, jak Arab prowadzi
                  > swoją do lekarza ;)

                  no dobra, wykaż się swoim intelektem i właściwym sobie cynizmem, i
                  wyjaśnij :)
                  • lupus76 Re: zaproponuj mu seks w samochodzie 09.01.08, 15:48
                    zwroclawianka napisała:

                    > lupus76 napisał:
                    >
                    >
                    > > Zawsze można wziąć dziewczynę na wycieczkę tak, jak Arab
                    prowadzi
                    > > swoją do lekarza ;)
                    >
                    > no dobra, wykaż się swoim intelektem i właściwym sobie cynizmem, i
                    > wyjaśnij :)

                    Nie znasz tego dowcipu?
                    Jedzie na wielbłądzie Arab przez pustynię. Do wielbłąda na sznurze
                    przytroczona jest żona. Z naprzeciwka jedzie drugi Arab i
                    pyta: "Cześć Ahmed - dokąd to zmierzasz?". Ahmed na to:" A żona mi
                    zachorowała - wiozę ją do doktora" ;)
    • myszka2878 Re: facet bez samochodu... 09.01.08, 14:27
      m.nikla napisała:

      > Poznałam fajnego faceta, dobrze się z nim czuję, ale ponieważ to
      nowa
      > znajomość cały czas próbuję wybadac jakim jest człowiekiem...jaki
      ma charakter
      > itp. Zastanawia mnie jedna rzecz w nim...mieszkamy w dużym
      miescie, on nie
      > jest jakiś bardzo młody i nigdy nie miał samochodu...nie wynika
      to z jego
      > sytuacji materialnej, dlatego mnie to zastanawia...Nie wiem , moze
      głupio
      > myślę,ale dla mnie facet bez samochodu to trochę jak facet bez
      jaj;)
      >
      > Co sądzicie??
      > dla mnie tak sam. jesli sytuacja finansowa mu pozwala na to to
      powinien miec auto!!!moze to ciota jakas? przepraszam, ale tak mi
      sie jakos na mysl nasunelo.
      • shp80 Re: facet bez samochodu... 10.01.08, 00:42
        > powinien miec auto!!!moze to ciota jakas? przepraszam, ale tak mi
        > sie jakos na mysl nasunelo.

        Może kobieta, która ocenia faceta na podstawie tego, czy posiada on samochód, powinna sobie wibrator zamocować w fotelu auta? ;]
        Po co jej facet?

        1. Tak, mam prawo jazdy.
        2. Tak, jeździłem samochodem, ale już nie jeżdżę - nie mam takiej potrzeby - praca biurowa, do pracy niespełna 2km. Rower w zupełności wystarcza. Codziennie widuję "zaradnych" facetów (bo chyba o tym ktoś myśli, mówiąc, że facet bez samochodu, to jak bez jaj), poruszających się ulicami z prędkością ślimaka. W korkach stoi wszystko, co ma cztery koła, bez względu na cenę.
        • myszka2878 Re: facet bez samochodu... 10.01.08, 04:27
          shp80 napisał:

          > > powinien miec auto!!!moze to ciota jakas? przepraszam, ale tak
          mi
          > > sie jakos na mysl nasunelo.
          >
          > Może kobieta, która ocenia faceta na podstawie tego, czy posiada
          on samochód, p
          > owinna sobie wibrator zamocować w fotelu auta? ;]
          > Po co jej facet?
          >
          > 1. Tak, mam prawo jazdy.
          > 2. Tak, jeździłem samochodem, ale już nie jeżdżę - nie mam takiej
          potrzeby - pr
          > aca biurowa, do pracy niespełna 2km. Rower w zupełności wystarcza.
          Codziennie w
          > iduję "zaradnych" facetów (bo chyba o tym ktoś myśli, mówiąc, że
          facet bez samo
          > chodu, to jak bez jaj), poruszających się ulicami z prędkością
          ślimaka. W korka
          > ch stoi wszystko, co ma cztery koła, bez względu na cenę.
          Twoja wola. uwarzam jednak, se auto obojetnie jakie, ale w dobrym
          stanie jest potrzebne!!! wrecz konieczne!!!. znam malzenstwo u mniw
          w bloku. ona ma prawko i auto, a on nie. wierz mi, ze wyglada przy
          niej jak 7 nieszczesc!!! nie mowie tu, e by jezdzic nowa honda civic
          lub lexusem, ale poprostu autem w dobrym stanie.
          • xtrin Re: facet bez samochodu... 12.01.08, 01:00
            myszka2878 napisała:
            > Twoja wola. uwarzam jednak, se auto obojetnie
            > jakie, ale w dobrym stanie jest potrzebne!!!

            Do czego jest tak niezbędnie potrzebne?
            Zanim się coś kupi - szczególnie coś drogiego, wymagającego i nieobojętnego dla
            reszty społeczeństwa - warto się zastanowić PO CO. Czy rzeczywiście jest nam to
            potrzebne? Kupowanie "bo wypada/bo mnie stać/bo każdy ma" to idiotyzm.
    • para_liz totalna bzdura, ale może dla Ciebie wazna 09.01.08, 14:57
      no!
      ja też poznałem dziewczynę. Jedyny z nią problem taki, że nie ma
      własnej patelni. Na początku pomyślałem sobie, że ok, że może gdzieś
      chowa, ale to okazało się prawdą. Teraz jestem załamany. JAK TO?
      KOBIETA BEZ PATELNI?

      kobieta bez patelni traci cały swój urok!
      • cloclo80 Re: totalna bzdura, ale może dla Ciebie wazna 09.01.08, 14:58
        A co będziesz jadł. Całe życie w jadłodajni dla ubogich?
        • para_liz Re: totalna bzdura, ale może dla Ciebie wazna 09.01.08, 15:07
          pomarańcze, banany, pizze, pieczen schabowa, pieczen rzymska, ciasto
          orzechowe, kawior, kanapki z serem i pomidorem, trufle a nawet chleb
          z masłem.

          niektórym "patelnia" nie potrzebna do przyrządzenia dobrego
          jedzenia. Widzę jednak, że piszesz o tej jadłodajni dla ubogich z
          jakimś obrzydzeniem takim... Jeśli coś jest tanie, to nie jesz tego?
          Masz odruchy wymiotne?
          • m.nikla Re: totalna bzdura, ale może dla Ciebie wazna 09.01.08, 15:09
            para_liz dobrze sie czujesz??
            • para_liz Re: totalna bzdura, ale może dla Ciebie wazna 09.01.08, 15:24
              całkiem dobrze, tylko nie mam samochodu, więc wkurzył mnie ten
              wątek :)
          • myszka2878 Re: totalna bzdura, ale może dla Ciebie wazna 10.01.08, 04:31
            para_liz napisał:

            > pomarańcze, banany, pizze, pieczen schabowa, pieczen rzymska,
            ciasto
            > orzechowe, kawior, kanapki z serem i pomidorem, trufle a nawet
            chleb
            > z masłem.
            > oj widze, ze jestes bardzo zakochany:). radze szybko przejzec na
            oczy, bo inaczej przejdziesz na diete przyszlej tesciowej, a wydaje
            mi sie moze to byc dla Ciebie trudniejsze niz zakup patelni:).
            > niektórym "patelnia" nie potrzebna do przyrządzenia dobrego
            > jedzenia. Widzę jednak, że piszesz o tej jadłodajni dla ubogich z
            > jakimś obrzydzeniem takim... Jeśli coś jest tanie, to nie jesz
            tego?
            > Masz odruchy wymiotne?
      • myszka2878 Re: totalna bzdura, ale może dla Ciebie wazna 09.01.08, 19:39
        para_liz napisał:

        > no!
        > ja też poznałem dziewczynę. Jedyny z nią problem taki, że nie ma
        > własnej patelni. Na początku pomyślałem sobie, że ok, że może
        gdzieś
        > chowa, ale to okazało się prawdą. Teraz jestem załamany. JAK TO?
        > KOBIETA BEZ PATELNI?
        >
        > kobieta bez patelni traci cały swój urok!
        patelnia a auto to troche co innego!!! o ile oiady mozna jadac na
        miescie lub u mamusi:):)!!(przemysl to), o tyle auto jesli ktos ma
        warunki zeby je kupic i utrzyma cjest w dzisiejszych czasach
        poprostu koniecznoscia;)!!!
        • xtrin Re: totalna bzdura, ale może dla Ciebie wazna 09.01.08, 23:44
          myszka2878 napisała:
          > o tyle auto jesli ktos ma warunki zeby je kupic i utrzymac
          > jest w dzisiejszych czasach poprostu koniecznoscia;)!!!

          Konieczność warunkuje się możliwością posiadania? Ciekawe :).
          "Mam bo mnie stać" - to jest skrajne kretyństwo, niestety bardzo
          rozpowszechnione w tym kraju. Ze szkodą dla wszystkich.
          • myszka2878 Re: totalna bzdura, ale może dla Ciebie wazna 10.01.08, 04:37
            xtrin napisała:

            > myszka2878 napisała:
            > > o tyle auto jesli ktos ma warunki zeby je kupic i utrzymac
            > > jest w dzisiejszych czasach poprostu koniecznoscia;)!!!
            >
            > Konieczność warunkuje się możliwością posiadania? Ciekawe :).
            > "Mam bo mnie stać" - to jest skrajne kretyństwo, niestety bardzo
            > rozpowszechnione w tym kraju. Ze szkodą dla wszystkich.
            dla mnie skrajnym kretynstwem jest nie miec auta w 21 wieku, jesli
            mnie stac. czy ja tu pisalam o jakims lexusie, cze astonie martinie?
            nie!!! pisalam o sprawnym aucie nawet 10 czy 12 letnim!!
            • lupus76 Re: totalna bzdura, ale może dla Ciebie wazna 10.01.08, 13:00
              myszka2878 napisała:

              > xtrin napisała:
              >
              > > myszka2878 napisała:
              > > > o tyle auto jesli ktos ma warunki zeby je kupic i utrzymac
              > > > jest w dzisiejszych czasach poprostu koniecznoscia;)!!!
              > >
              > > Konieczność warunkuje się możliwością posiadania? Ciekawe :).
              > > "Mam bo mnie stać" - to jest skrajne kretyństwo, niestety bardzo
              > > rozpowszechnione w tym kraju. Ze szkodą dla wszystkich.
              > dla mnie skrajnym kretynstwem jest nie miec auta w 21 wieku, jesli
              > mnie stac. czy ja tu pisalam o jakims lexusie, cze astonie
              martinie?
              > nie!!! pisalam o sprawnym aucie nawet 10 czy 12 letnim!!

              Szanowna Myszko - otóż brak wehikułu może być wręcz przejawem
              odpowiedzialności. Brak samochodu w wielu przypadkach może być
              wygodniejsze, niż jego posiadanie. Zwłaszcza w dużym mieście. Tyle,
              że w Polsce wielu osobom się to w głowie nie mieści...
            • xtrin Re: totalna bzdura, ale może dla Ciebie wazna 12.01.08, 01:06
              myszka2878 napisała:
              > dla mnie skrajnym kretynstwem jest nie
              > miec auta w 21 wieku, jesli mnie stac.

              Ale to, że kogoś "stać" (bez względu na auta cenę) to nie jest wystarczający
              powód, żeby mieć. Stać mnie na wiele rzeczy, których nie kupuję, bo ich nie
              potrzebuję po prostu.

              W przypadku auta dodatkowym argumentem za nieposiadaniem jest jego wpływ na
              resztę świata. O ile zbędne pianino w każdym domu specjalnie nikomu nie
              zaszkodzi, to zbędne auta zajmują miejsca parkingowe, trują powietrze i powodują
              kolosalne korki.
        • michal_powolny12 Re: totalna bzdura, ale może dla Ciebie wazna 10.01.08, 02:02
          Biedna jesteś. Korki zniechęcają, naprawdę zniechęcają. Ot co.
          • myszka2878 Re: totalna bzdura, ale może dla Ciebie wazna 10.01.08, 04:39
            michal_powolny12 napisał:

            > Biedna jesteś. Korki zniechęcają, naprawdę zniechęcają. Ot co.
            mieszkam a lodzi. mnie nie zniechecaja. wszystko zalezy od podejscia
            do zycia:). w korkach mozna zamiast miec smetnej miny puscic do
            kogos oko i juz juest weselej, tak wiec widzisz biedny jestes Ty:).
    • para_liz a czy byłoby dobrze... 09.01.08, 15:37
      Czy ten facet byłby zupełnie ok, jeśli miałby powiedzmy używane
      TICO, czy może "facet z jajami" zaczyną się od samochodu za
      minimalną kwotę powiedzmy 50 tysięcy PLN?
      • m.nikla Re: a czy byłoby dobrze... 09.01.08, 15:39
        Dobry byłby nawet z trabantem! nie o kase chodzi...w końcu dziś samochód to
        raczej nie jest luksus....chyba??
        • patricito Re: a czy byłoby dobrze... 09.01.08, 16:11
          Tak mi sie ta dyskusja skojarzyla z tym artykułem:

          a=href<https://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53662,4807571.html>

          " Ogłoszenie było lakoniczne: "Atrakcyjna trzydziestolatka poszukuje sponsora".
          W ciągu tygodnia dostała ponad 150 odpowiedzi.(...)
          Nie mam złudzeń. To prostytucja - mówi mi Gonia, 23-letnia studentka psychologii
          z Krakowa. Drobna brunetka z segregatorem pod pachą. - Robię to ja i wiele moich
          koleżanek, choć nigdy o tym ze sobą głośno nie rozmawiamy.(...) Gdy patrzę,
          jakim samochodem jeździ mężczyzna, od razu wiem, czy to będzie ktoś dla mnie.
          Pytam go: 'Czym podjedziesz?'. Kiedy odpowie: 'Fordem focusem', odpada. Nie będę
          miała sumienia naciągnąć go na pięć stówek, które sobie życzę za godzinę. Kiedy
          podjeżdża terenowym nissanem albo sportowym mercedesem, widać, że się chłopak
          postarał."

          Mam wrazenie ze wiekszosc osob wypowiadajacych sie w dyskusji zbytnio przejmuje
          sie ich odbiorem na zewnatrz, ktory reprezentuje m.in. posiadanie auta. I tak
          sie to toczy jak sniegowa kula - gdy problem posiadania auta jest
          rozstrzygniety, mozna zaczac sie zastanawiac, jakie konsekwencje dla zwiazku ma
          marka posiadanego auta, potem, czy jest to auto nowe, kupione w salonie, czy tez
          uzywane, i tak dalej bez konca. Wydaje mi sie ze te sprawy nie maja wiekszego
          znaczenia - a tak naprawde istotne jest, czy ktos z kim jestes bedzie z toba
          wtedy gdy go potrzebujesz, niezaleznie od tego, jakim srodkiem transportu sie
          posluzy, by do Ciebie dotrzec.
      • mrsnice Re: a czy byłoby dobrze... 09.01.08, 15:54
        jak samochód ma być poniżej 50 tys, to lepiej żeby go wcale nie było. To obciach
        mieć samochód poniżej 50 tys.
        • myszka2878 Re: a czy byłoby dobrze... 10.01.08, 04:45
          mrsnice napisała:

          > jak samochód ma być poniżej 50 tys, to lepiej żeby go wcale nie
          było. To obciac
          > h
          > mieć samochód poniżej 50 tys.
          ja mam za 10 tys. Vw polo, rocznik 98, silnik 1.4 , benzyna i
          jezdzi!!!!
      • myszka2878 Re: a czy byłoby dobrze... 10.01.08, 04:41
        para_liz napisał:

        > Czy ten facet byłby zupełnie ok, jeśli miałby powiedzmy używane
        > TICO, czy może "facet z jajami" zaczyną się od samochodu za
        > minimalną kwotę powiedzmy 50 tysięcy PLN?
        niech popristu potrafi jezdzic. nawet z takiego tico mozna cos
        wyciagnac!!tylko trzeba umiec:)!
    • nadinka_nadinka zwlaszcza w duzych miastach jest potrzebny ... 09.01.08, 15:58
      ... najlepiej stac w korku we wlasnym samochodzie :-P
    • skorpionica11 Re: facet bez samochodu... 09.01.08, 16:01
      jak to moj staruszek mowi (ojciec) facet bez samochodu to nie facet
      ze musi miec bryke ;)
    • 24.niedobre.wilki Re: facet bez samochodu... 09.01.08, 18:31
      Po mieście rodzinnym jeżdżę rowerem (w nocy taksówkami), po Polsce podróżuję
      pociągiem (uwielbiam), po świecie latam samolotami.

      Nie mam auta, bo go nie potrzebuję. Ktoś pisał, że auto daje mu wolność. Dla
      mnie wolnością jest to, że jestem przyspawany jedynie do własnego mieszkania( i
      ewentualnie do kobiety, którą kocham i która mnie kocha, jeśli taki stan w
      przyrodzie akurat występuje, aż dziw, że moja samcza alfowość i alfowa samczość
      pozwalają mi to przyznać,)że za 2 godziny mogę być w samolocie do Montrealu, i
      już całkiem niedługo sączyć wino z przyjacielem przed koncertem jakiegoś fajnego
      zespołu, wrócić za kilka dni i nie słyszeć popiskiwania szefa nad uchem, bo
      jestem wolnym strzelcem i sam decyduję, kiedy zarabiam, a kiedy nie.

      Ale ponieważ nie mam samochodu, rzewnie płaczę i idę sobie odciąć jaja, których
      nie mam.

      Droga m.niklo, facet, który nie ma auta, może być niesłychanie interesującym
      meżczyzną, albo wybrakowanym głuptaskiem, auto nie ma tu nic do rzeczy, więc
      łaskawie zbadaj go dobrze w innych kategoriach i bazując na innych kryteriach
      oceniaj związkową "przydatność".
    • arturprzezywacz Re: facet bez samochodu... 09.01.08, 20:15
      Ja sadze, ze jestes beznadziejna. Serio.
    • exxon madry gosc i tyle 09.01.08, 23:46
      jak sie mieszka w centrum duzego miasta to po co ci samochod?
      ja mialem, potem nie mialem przez 5 lat, teraz mam i nabijam max 10
      tys. km rocznie. Wszedzie moge sobie dojsc w 20 min. Wyciagniecie
      auta z garazu dojazd przez korki i szukanie miejsca parkingowego
      zawyczaj zajuj mi wiecej czasu. A z knajby i tak zawsze wracam taxa.

      Auto przydaje sie w sumie tylko jak sie chce przewiezc cos ciezszego.
    • niezalezny.obserwator a koleją czy tramwajem to nie łaska.... 10.01.08, 00:26
      Nie wiem jakie jest Twoje wyobrażenie o ludziach, którzy na co dzień do pracy
      jadą tramwajem, autobusem czy koleją?!

      Pasażerowie MZK są watahą eunuchów?

      Czy rowerzyści to jakaś nacja podrzędna?

      Napiszcie szczerze, jakie macie transportowe oczekiwania na pierwszej randce?

      Z góry dziękuję za szczere info!
    • sokrates22 Re: facet bez samochodu... 10.01.08, 01:25
      mówisz o sobie?
      • m.nikla Re: facet bez samochodu... 10.01.08, 08:01

        Jakie oburzenie....

        Mnie brak samochodu skojarzył się w pewnym momencie z brakiem
        niezależności...jakiegos tam kawałka męskości w charakterze- brak jaj to
        przecież tylko przenosnia

        PS>Jezdzac autobusami tez stoi sie w korkach...
        • motofil Re: facet bez samochodu... 10.01.08, 10:42
          m.nikla napisała:

          > PS>Jezdzac autobusami tez stoi sie w korkach...

          Jesli chodzi o transport zbiorowy, to oprocz autobusow (IMHO
          niesprawdzajacych sie w zakorkowanym miescie, podobnie jak
          samochody) sa jeszcze pociagi na(d)ziemne (Szybka Kolej Miejska
          itp.), metro, w ostatecznosci tramwaje majace wydzielone torowisko,
          poza tym jest jeszcze niemalze calkowicie korkoodporny indywidualny
          transport jednosladowy.
        • xtrin Re: facet bez samochodu... 12.01.08, 01:10
          m.nikla napisała:
          > PS>Jezdzac autobusami tez stoi sie w korkach...

          Mniej, jeżeli są w mieście wydzielone pasy dla autobusów. I oby ich było jak
          najwięcej!
          To nie autobusy tworzą korki, a właśnie samochody. Gdyby się ci, którzy jaj
          upatrują w aucie, bo gdzie indziej ich nie znajdą, przesiedli na transport
          zbiorowy, to o korkach byśmy zapomnieli.
    • trypel Re: facet bez samochodu... 10.01.08, 08:26
      Przebrnałem przez cały wątek, przez wszystkie argumenty za i przeciw i niestety
      musze przyznać że nawet mieszkając pod PKiN musiałbym miec samochód i argumenty
      o korkach i taksówkach nie przemawiają do mnie kompletnie. Miasto to jedna
      sprawa ale co z weekendami? Na Mazury? Do znajomych na wieś? Do jakiejś stadniny
      na qniach pojezdzić? Wczasy zwiedzajace (no bo na stacjonarne można dolecieć)?
      Nie wyobrazam sobie... wróć. To nie możliwe robic takie rzeczy BEZ samochodu. A
      dodajac do tego że obecnie auto na chodzie mozna kupić za powiedzmy 2krotną
      srednią krajową to chyba faktycznie ktoś kto go nie ma to albo ultra zielony,
      albo sierota bez PJ albo osobnik bez potrzeb typu weekendy poza domem i urlopy.
      W kazdym razie brak samochodu mówiłby mi od razu- aha czyli na weekend nad wodą
      nie ma co liczyć.... ani na narty w zimie...
      • m.nikla Re: facet bez samochodu... 10.01.08, 08:37
        o to mi chodzi właśnie...:(
      • michal_powolny12 Re: facet bez samochodu... 10.01.08, 10:06
        I znowu bajki opowiadasz. Urlopy wędrowne (uwielbiam), weekendy pod
        miastem można spędzić nie mając samochodu. Jest komunikacja
        publiczna. Przelicz sobie ile czasu walisz samochodem na trasie W-
        wa/Zakopane a ile jedzie ekspres. Porównaj przejazd PKP IC na trasie
        W-wa-Gdańsk z czasem jaki spędzisz w metalowym pudle. I co ci
        wyjdzie?
        I jeszcze jedno. U mnie po zliczeniu wszystkich kosztów wychodzi że
        posiadane prywatnego samochodu się nie kalkuluje.
        A ha i tak na marginesie od lutego rezygnuje z samochodu słuzbowego
        na rzecz sieciówek PKP PR i PKP IC. Większa wygoda.
        • trypel Re: facet bez samochodu... 10.01.08, 10:19
          aha pociągiem to mozna do Poznania, Krakowa, Gdańska, Katowic, Białegostoku... i
          do miast na tych trasach. Dojedź komunikacją publiczna do Łomży (3 godz, autem
          2) do Suwałk (7 godz, autem 3,5), Krynicy (8-9 godz, autem 5). Już do Wrocławia
          IC jedzie 5 godz a autem jestem w tym samym czasie z obiadem po drodze...
          A pojedź sobie na konie do wsi pod Zbójną pare km od Łomży.. jak Ci sie uda
          poniżej 6 godz to sukces. Autem z Wawy 2 godz.
          Albo weekendowy wypad na Wegry do Tokaju... znajdź połączenie ponizej 2 dni :)
          A ponieważ przy okazji 2 osoby jadące autem pokonują trasę dużo taniej niż IC no
          to argument o kosztach odpada
          • michal_powolny12 Re: facet bez samochodu... 10.01.08, 12:53
            I znowu bajki opowiadasz. Do Krynicy jedziesz samochodem pięć
            godzin? Z Warszawy? Hahahahaha. A ile punktów karnych łapiesz po
            drodze? W-wa-Wrocław samochodem pojedzisz w pięć godzin? Ile punktów
            po drodze załapiesz?
            Wiem o czym piszę bowiem co roku jestem gościem Forum w Krynicy
            i raz tylko dałem się nabrać na samochód służbowy. Nigdy więcej.
            Wolę exspres z Nowego Sącza i autobus do Krynicy.
            Tam gdzie nie ma PKP jest PKS. I powód posiadania kosztownych w
            eksplatacji czterech kółek odpada.
            Pozdrawiam
            • m.nikla Re: facet bez samochodu... 10.01.08, 12:57
              to chyba żart- wkręcac komuś ,ze się pksem albo pociagiem jedzie wygodniej i
              szybciej niż autem...samochodem możesz jechac po jakich drogach chcesz-ty
              decyzdujesz- mozesz wybrać mało uczęszczane- jesteś wtedy szybciej.
              • silic Re: facet bez samochodu... 10.01.08, 13:05
                Kup sobie ten samochód, to rozwiąże wszystkie dylematy.
                Będziesz jeździła tam gdzie chcesz, tak jak chcesz i nie będziesz musiała tą
                sprawą obciążać jakiegoś mężczyzny, który takiej potrzeby nie odczuwa bądź
                realizuje ja w inny sposób.
              • michal_powolny12 Re: facet bez samochodu... 10.01.08, 13:06
                Hahaha.
                Wiem o czym piszę bowiem niemal 1/3 życia spędzam w podróży.
                Naprawdę na trasach Łódź-Warszawa, Łódź-Kielce, Łodź-Krynica przez
                Kraków, Łódź-Pułtusk, Łódź-Gdańsk, Łódź-Wrocław, Wrocław-Warszwawa
                przez Łódź, Warszawa, Kraków, Poznań-Wrocław, Poznań-Słubice, Łódź-
                Rzeszów, Łódź-Białystok, Łódź-Lublin, Łódź-Szczecin, Łódź-Darłowo
                przez W-wę komunikacja publiczna oferowała mi lepszy czas przejazdu,
                komfort i cenę.
                PS. W pociągach czy auobusach da się spokojnie popracować. Uczyń to
                samo prowadząc auto.
                PS2. KOmunikacja publiczna zazwyczaj wjeżdża do centrum miasta
                (znane mi wyjątki to PKP Ozorków oraz PKP Miechów) samochodem musisz
                się przebić przez całe miasto. Patrz trasa Łódż-W-wa, nie jest
                problemem dojechanie do Janek, problemem jest dojechanie na czas od
                Janek przez Raszyn/Okęcie. Pociągiem jest
                szybciej.
        • zwroclawianka Re: facet bez samochodu... 10.01.08, 11:55
          michal_powolny12 napisał:

          > I znowu bajki opowiadasz. Urlopy wędrowne (uwielbiam), weekendy
          pod
          > miastem można spędzić nie mając samochodu. Jest komunikacja
          > publiczna. Przelicz sobie ile czasu walisz samochodem na trasie W-
          > wa/Zakopane a ile jedzie ekspres. Porównaj przejazd PKP IC na
          trasie
          > W-wa-Gdańsk z czasem jaki spędzisz w metalowym pudle. I co ci
          > wyjdzie?
          > I jeszcze jedno. U mnie po zliczeniu wszystkich kosztów wychodzi
          że
          > posiadane prywatnego samochodu się nie kalkuluje.
          > A ha i tak na marginesie od lutego rezygnuje z samochodu
          słuzbowego
          > na rzecz sieciówek PKP PR i PKP IC. Większa wygoda.


          No a jak na narty? w pociągu deski ze sobą wlec? wiem, wiem, są
          jakieś express narty itp. ale sory, oni wyjeżdżają o jakichś chorych
          rannych godzinach. a wypad na weekend nad morze? z wrocławia
          pociągiem- 9 h (nie mówiąc o chorych godzinach wyjazdu) samochodem-
          5. jak z drugą parą pojedziesz, nie dośc, że 3 razy taniej ode łba
          idzie, to jeszcze jaka wygoda (czasowa).

          w ogóle taka jest prawda, że ludzie bez samochodów po prostu wożą
          się z innymi na wyjazdy i tyle.
          • michal_powolny12 Re: facet bez samochodu... 10.01.08, 12:57
            Proszę pani. Nie tylko z natrami da się jechać pociągiem. Z rowerem
            też. I z motorynką. Widzę że pani wiedza o usługach grupy PKP
            zatrzymała się na roku 1990. No tak wtedy były problemy z
            transportem pociągiem różnych dużych rzeczy. Mamy rok 2008
            i niektóre usługi kwalifokowane PKP mają naprawdę wysoki
            standard.
            • zwroclawianka Re: facet bez samochodu... 10.01.08, 13:09
              michal_powolny12 napisał:

              > Proszę pani. Nie tylko z natrami da się jechać pociągiem. Z
              rowerem
              > też. I z motorynką. Widzę że pani wiedza o usługach grupy PKP
              > zatrzymała się na roku 1990. No tak wtedy były problemy z
              > transportem pociągiem różnych dużych rzeczy. Mamy rok 2008
              > i niektóre usługi kwalifokowane PKP mają naprawdę wysoki
              > standard.

              Proszę Pana. Proszę mi podać jakim pociągiem/ w jakim czasie dojadę
              do czech na narty. Samochodem- najwyżej w 3 h z wrocka i mam dowolną
              godzinę wyjazdu. Moja wiedza o usługach pkp została negatywnie
              zweryfikowana w zeszłym roku, gdy byłam zmuszona wracać pociągiem z
              katowic. brud, smród, tłok, spóźnienia, kolejka do kasy. parę lat
              temu jechałam intercity do wawy i poza chorymi godzinami i cenami
              nie jest to zły środek transportu. niestety, generalnie jakość
              połączeń pkp jest koszmarna. już litościwie pominę dworzec pkp we
              wrocławiu z którego korzystanie jest niezapomnianym przeżyciem.
              • michal_powolny12 Re: facet bez samochodu... 10.01.08, 13:30
                Nie wiem jakie miejścowości wchodzą w grę. To uniemożliwia
                odpowiedź, proszę się nie dać zwieść informacjom iż jedeynymi
                połączeniami Wrocławia z Czechami są pociągi do Ostrawy (z Katowic).
                Koleje czeskie grasują dość intensywnie w pobliżu granicy z Polską.
                Nie chce mi się szukać dokładdnych danych. Polecem informację
                kolejową oraz stronę kolei niemieckich.
                • zwroclawianka Re: facet bez samochodu... 10.01.08, 14:04
                  michal_powolny12 napisał:

                  > Nie wiem jakie miejścowości wchodzą w grę. To uniemożliwia
                  > odpowiedź, proszę się nie dać zwieść informacjom iż jedeynymi
                  > połączeniami Wrocławia z Czechami są pociągi do Ostrawy (z
                  Katowic).
                  > Koleje czeskie grasują dość intensywnie w pobliżu granicy z
                  Polską.
                  > Nie chce mi się szukać dokładdnych danych. Polecem informację
                  > kolejową oraz stronę kolei niemieckich.

                  ricky w orlickich horach. prosze, dla sportu opracuj połączenie. w
                  ogóle ta dyskusja zrobiła się niezwiązana z wątkiem i dotyczy
                  przydatności/ możliwości obycia się bez/ samochodu. jasne. można żyć
                  bez prądu, bez ciepłej wody,pralki, bez telefonów. można żyć bez
                  samochodu. tylko po co?
                  • trypel Re: facet bez samochodu... 10.01.08, 14:12
                    zwroclawianka napisała:

                    > jasne. można żyć
                    > bez prądu, bez ciepłej wody,pralki, bez telefonów. można żyć bez
                    > samochodu. tylko po co?

                    I to niezłe podsumowanie. Po co sie tak meczyć bez :)
                    Jak jadę do Poznania wybieram pociąg bo to najlepsza opcja z wawy, jak do
                    Dortmundu to lecę wizzem bo tanio i szybko ale jak jadę do Suwałk ponurkować to
                    bez samochodu moge sobie co najwyzej w domu do wanny wejść :)
      • motofil Re: facet bez samochodu... 10.01.08, 10:57
        trypel napisał:

        > Przebrnałem przez cały wątek, przez wszystkie argumenty za i
        przeciw i niestety
        > musze przyznać że nawet mieszkając pod PKiN musiałbym miec
        samochód i argumenty
        > o korkach i taksówkach nie przemawiają do mnie kompletnie. Miasto
        to jedna
        > sprawa ale co z weekendami? Na Mazury? Do znajomych na wieś? Do
        jakiejś stadnin
        > y
        > na qniach pojezdzić? Wczasy zwiedzajace (no bo na stacjonarne
        można dolecieć)?

        Do tego w Polsce sluzy(l) mi motocykl. Podrozujac po kraju
        samochodem ciagle bym sie stresowal, czy nie nadzieje sie gdzies na
        jakas przebudowe=objazd=stanie/wleczenie sie w slimaczym tempie,
        wiec przyjemnosc z podrozy diabli by wzieli. A tak, to mialem
        gdzies, czy drogowcow znowu zaskoczyly wakacje i na trasie do
        Gdanska przed Elblagiem tworza sie gigantyczne zatory, bo zawsze
        moglem objechac korek, jak nie z jednej, to drugiej strony.

        Uprzedzajac pytania: w zimie nie jezdzilem do miejsc, do ktorych nie
        dojezdza kolej - bo i po co? Zreszta poza okresem zimowym tez
        lubilem przejechac sie pociagiem - np. na piwo do Krakowa albo do
        Sopotu.

        I jeszcze jedna - zasadnicza - kwestia: mozna miec samochod (albo i
        kilka), ale nie trzeba zawsze i wszedzie nim(i) jezdzic!!!
        • trypel Re: facet bez samochodu... 10.01.08, 11:02
          Olsen ale Ty specyficzny jesteś i o tym wiesz a ja lubie dojechac własnie tam
          gdzie pociąg nie dojezdza i miec pewność że nie ma tam bandy turystów
          wysypujących sie z pociągu żeby połzaic po Krupówkach :)
          • woo-cash Re: facet bez samochodu... 10.01.08, 15:57
            > Olsen ale Ty specyficzny jesteś i o tym wiesz a ja lubie dojechac
            własnie tam
            > gdzie pociąg nie dojezdza i miec pewność że nie ma tam bandy
            turystów
            > wysypujących sie z pociągu żeby połzaic po Krupówkach :)

            Hmmm... Też przebrnąłem przez cały wątek, ale akurat ten argument
            uważam za absolutnie nie trafiony - tłumu ludzi to zwykle się nie
            spotyka akurat tam gdzie samochodem dojechać NIE można (gdzie trzeba
            dojechać rowerem, konno, dopłynąć kajakiem itp.). ;)

            Pozdrawiam,
            Łukasz 'woo' Dąbrowski
    • najwyzszy80 Re: facet bez samochodu... 10.01.08, 12:00
      ja znam kobietę, która nie ma lustra w łazience, w ciężkim szoku byłem
      też można by się zastanawiać, czy jest "niepełnowartościowa" :D
      • iberia.pl Re: facet bez samochodu... 11.01.08, 14:31
        najwyzszy80 napisał:

        > ja znam kobietę, która nie ma lustra w łazience, w ciężkim szoku
        byłem też można by się zastanawiać, czy jest "niepełnowartościowa" :D

        pierwsze "wytlumaczenie" jakie mi przyszlo do glowy to to, ze Ona
        nie potrzebuje aby poprawiac urode :-), czyli dokladnie odwrotnie co
        ty napisales:-DDD.
        Moze byc tez tak, ze w lazience ma kiepskie swiatlo, zatem makijaz
        robi np. w pokoju, to po co Jej lustro w lazience :-)?
    • arturprzezywacz Re: facet bez samochodu... 10.01.08, 12:49
      "live is full of zasadzkas..."

      Nie uzywaj obcych jezykow, bo sie osmieszasz poziomem ich znajomosci
      • m.nikla Re: facet bez samochodu... 10.01.08, 12:54
        spadaj jadowity gadzie
    • myszka2878 kiedy ten watek sie skonczy:):):) 10.01.08, 13:12
      to jest proste. jedni chca miec samochod, inni nie. mam auto i czuje
      sie z tym super, ale nie jest to moj wyznacznik szczescia. teraz
      ciesze sie tym, ze mam wolny czas i pije sobie herbate, np.
      • lupus76 Re: kiedy ten watek sie skonczy:):):) 10.01.08, 13:27
        myszka2878 napisała:

        > to jest proste. jedni chca miec samochod, inni nie. mam auto i
        czuje
        > sie z tym super, ale nie jest to moj wyznacznik szczescia. teraz
        > ciesze sie tym, ze mam wolny czas i pije sobie herbate, np.

        Skoro Ty masz samochód, to ten walor nie będzie tak pieczołowicie
        roztrząsany przy Twoim wyborze faceta dla siebie, jak mniemam?
        • myszka2878 Re: kiedy ten watek sie skonczy:):):) 10.01.08, 13:34
          lupus76 napisał:

          > myszka2878 napisała:
          >
          > > to jest proste. jedni chca miec samochod, inni nie. mam auto i
          > czuje
          > > sie z tym super, ale nie jest to moj wyznacznik szczescia. teraz
          > > ciesze sie tym, ze mam wolny czas i pije sobie herbate, np.
          >
          > Skoro Ty masz samochód, to ten walor nie będzie tak pieczołowicie
          > roztrząsany przy Twoim wyborze faceta dla siebie, jak mniemam?
          moj facet tez ma samochod. 10 letnia xantie. tylko on mial to auto
          nim ja kupilam swoja 10 letnia polowke. tak jam pisze auto nie musi
          byc nowe, ale ma byc sprawne no i w dzisiejszych czasach raczej jest
          konnieczne.
          • dzika.orchidea Re: Polski transport publiczny-zacofanie. 10.01.08, 13:53
            Chlopie ty piszesz o polskich kolejach i polskiej komunikacji
            publiczne??!!To chyba nosa poza Pollske nigdy nie wystawiles.
            Porownaj pociagi do tych w Europie chociazby w Niemczech.
            Tam to jest komfort jazdy pociagami itd.A tutaj ty chyba sobie kpisz.
            Odcinek 120km pociag polski pociag jechal 6 godzin.To jest normalnie
            jakas kpina.Polska jest tak zacofana,ze az wstyd.
            Polski transport jest jednym najgorszych na swiecie chyba.
            Ale jak ktos codziennie tylko jezdzi do pracy to moze im samochod
            niepotrzebny.Nigdzie nie bywa,nie jezdzi dalej to tak jest.
            Auto to duza wygoda,nie musisz targac zakupow z siatami bo wlozysz
            wszystko do auta i podwieziesz pod sam dom.Gdzies dalej pojechac
            chcesz to wsiadasz i jedziesz,nawet w srodku nocy,za miasto,do
            kogos.Jestes po prostu niezalezny.

            • myszka2878 Re: Polski transport publiczny-zacofanie. 10.01.08, 14:02
              dzika.orchidea napisała:

              > Chlopie ty piszesz o polskich kolejach i polskiej komunikacji
              > publiczne??!!To chyba nosa poza Pollske nigdy nie wystawiles.
              > Porownaj pociagi do tych w Europie chociazby w Niemczech.
              > Tam to jest komfort jazdy pociagami itd.A tutaj ty chyba sobie
              kpisz.
              > Odcinek 120km pociag polski pociag jechal 6 godzin.To jest
              normalnie
              > jakas kpina.Polska jest tak zacofana,ze az wstyd.
              > Polski transport jest jednym najgorszych na swiecie chyba.
              > Ale jak ktos codziennie tylko jezdzi do pracy to moze im samochod
              > niepotrzebny.Nigdzie nie bywa,nie jezdzi dalej to tak jest.
              > Auto to duza wygoda,nie musisz targac zakupow z siatami bo wlozysz
              > wszystko do auta i podwieziesz pod sam dom.Gdzies dalej pojechac
              > chcesz to wsiadasz i jedziesz,nawet w srodku nocy,za miasto,do
              > kogos.Jestes po prostu niezalezny.
              > popieram:)
            • michal_powolny12 Re: Polski transport publiczny-zacofanie. 10.01.08, 14:44
              Tak piszę o polskich firmach transportowych. O usługach jakie
              oferuje grupa PKP (głównie PKP IC), PKS-Y i niektóre dobrze
              zarządzane firmy komunikaccji miejskiej (SKM, SKM W-wa, WKD,
              Metro).
              • trypel Re: Polski transport publiczny-zacofanie. 10.01.08, 15:15
                michal_powolny12 napisał:

                > Tak piszę o polskich firmach transportowych. O usługach jakie
                > oferuje grupa PKP (głównie PKP IC), PKS-Y i niektóre dobrze
                > zarządzane firmy komunikaccji miejskiej (SKM, SKM W-wa, WKD,
                > Metro).

                Tak. I teraz spróbuj sobie wyobrazic podróz w 3 osoby (z dzieckiem np) na trasie
                Grodzisk Mazowiecki -Szklarska Poręba

                wiec 3 osoby, narty i buty + walizki, pierwsze taksi na dworzec pkp, potem
                pociagiem do Wawy (30 minut) gdzie po 30 minutach jest pociąg do Wrocławia (5.10
                min najszybszy), tam juz po godzinie (haha) mamy busa do Jeleniej Góry (busa bo
                pociąg jedzie te 110 km 3,5 godz), jedziemy 2 godz i na miejscu po 30 min busik
                do Szklarskiej.. (30 minut jazdy.
                Więc po 10 godz. i 10 minutach i paru przesiadkach dojezdzamy szczesliwi na te
                narty zeby sie rozkoszowac jazdą bo powrót dopiero za dni 6....
                Ale można inaczej - wrzucic narty i cokolwiek potrzeba do auta i po max 8 godz
                bez przesiadek i za mniej kasy być na miejscu, bez noszenia, ganiania z jezykiem
                na wierzchu itd...
                • michal_powolny12 Re: Polski transport publiczny-zacofanie. 10.01.08, 15:49
                  A można inaczej i z jedną przesiadką w Żyrardowie (na pewno za mniej
                  kasy niż kosztuje paliwo do samochodu i znacznie szybciej niż
                  pociągiem -omijamy korki tudzież niespodzianki na trasie) jesteśmy
                  w Szklarskiej Porębie-wygodne połączenia nocne i dzienne.
                  Naprawdę mnie nie przekonasza że samochód jest przedmiotem
                  niezbędnym do życia.
                  Aha słynni bez samochodowcy to Jan Maria Rokita (poseł X-V kadencji,
                  minister członek RM-szef URM 92/93), Adam Michnik (poseł X kadencji,
                  red.nacz. GW 1989-), Piotr Zaremba (publicysta Dziennika, wcześniej
                  Nowe Państwo, Życie z kropką i Życie W-wy) jakoś nie narzekają na
                  komfort życia z powodu braku pojazdu mechanicznego.
                  • trypel Re: Polski transport publiczny-zacofanie. 10.01.08, 16:20
                    Koszt paliwa Warszawa-Szklarska-Warszawa, 900 a niech tam 1000 km czyli 10 x 6 l
                    ON (jazda dynamiczna) = 60 l x 4 pln = 240 pln.
                    A teraz powiedz jak 3 osoby doejadą i wrócą z wawy do szklarskiej skoro IC na
                    trasie wawa-wrocław kosztuje 80 pln w II klasie w jedną strone??
                    Wiec o kosztach to prosze nie gadac głupstw. Czas to dwa. Brak noszenia tobołów
                    to trzy. Ale jak kto woli :)
                    • lupus76 Re: Polski transport publiczny-zacofanie. 11.01.08, 00:32
                      trypel napisał:

                      > Koszt paliwa Warszawa-Szklarska-Warszawa, 900 a niech tam 1000 km
                      czyli 10 x 6
                      > l
                      > ON (jazda dynamiczna) = 60 l x 4 pln = 240 pln.
                      > A teraz powiedz jak 3 osoby doejadą i wrócą z wawy do szklarskiej
                      skoro IC na
                      > trasie wawa-wrocław kosztuje 80 pln w II klasie w jedną strone??
                      > Wiec o kosztach to prosze nie gadac głupstw. Czas to dwa. Brak
                      noszenia tobołów
                      > to trzy. Ale jak kto woli :)
                      >
                      Mówisz o nowoczesnym dieslu z wtryskiem bezpośrednim II generacji.
                      żeby podróżować z kmfortem przybliżonym do kolejowego - musi to być
                      spore auto. Pomińmy klasę premium. Powiedzmy Opel Vectra II
                      generacji 2,0 DtI (100 KM). Za - jak to wcześniej napisałeś - 2
                      średnie takiego pojazdu nie kupisz. Dolicz więc jeszcze pozostałe
                      koszty użytkowania, w tym spadek wartości pojazdu. :)
                      • trypel Re: Polski transport publiczny-zacofanie. 11.01.08, 08:24
                        lupus76 napisał:


                        > Mówisz o nowoczesnym dieslu z wtryskiem bezpośrednim II generacji.
                        > żeby podróżować z kmfortem przybliżonym do kolejowego - musi to być
                        > spore auto. Pomińmy klasę premium. Powiedzmy Opel Vectra II
                        > generacji 2,0 DtI (100 KM). Za - jak to wcześniej napisałeś - 2
                        > średnie takiego pojazdu nie kupisz. Dolicz więc jeszcze pozostałe
                        > koszty użytkowania, w tym spadek wartości pojazdu. :)

                        Komfort to nie mozliwość wyciagniecia nóg tylko to ze staje gdzie chce,
                        dojezdzam na miejsce bez noszenia tobołów, mam ze sobą wszystko co potrezbuje.
                        Taki komfort da mi również saxo 1.5 D a spali jeszcze mniej niż 6 :) i spadek
                        wartosci bedzie baaardzo niewielki
                        Ja też nie zawsze jadę autem (no bo nieraz motocyklem albo lecę) ale jak
                        wyobrażasz sobie urlop taki jak w zeszłym roku - 2 tyg i Czechy, Węgry, Serbia,
                        Macedonia, Grecja, Turcja, Bułgaria, Rumunia... z bagażami i z 3 dzieci :D
                        pociągiem czy pksem?
                        >
                        • lupus76 Re: Polski transport publiczny-zacofanie. 11.01.08, 12:07
                          trypel napisał:

                          > lupus76 napisał:
                          >
                          >
                          > > Mówisz o nowoczesnym dieslu z wtryskiem bezpośrednim II
                          generacji.
                          > > żeby podróżować z kmfortem przybliżonym do kolejowego - musi to
                          być
                          > > spore auto. Pomińmy klasę premium. Powiedzmy Opel Vectra II
                          > > generacji 2,0 DtI (100 KM). Za - jak to wcześniej napisałeś - 2
                          > > średnie takiego pojazdu nie kupisz. Dolicz więc jeszcze
                          pozostałe
                          > > koszty użytkowania, w tym spadek wartości pojazdu. :)
                          >
                          > Komfort to nie mozliwość wyciagniecia nóg tylko to ze staje gdzie
                          chce,
                          > dojezdzam na miejsce bez noszenia tobołów, mam ze sobą wszystko co
                          potrezbuje.
                          > Taki komfort da mi również saxo 1.5 D a spali jeszcze mniej niż
                          6 :) i spadek
                          > wartosci bedzie baaardzo niewielki
                          > Ja też nie zawsze jadę autem (no bo nieraz motocyklem albo lecę)
                          ale jak
                          > wyobrażasz sobie urlop taki jak w zeszłym roku - 2 tyg i Czechy,
                          Węgry, Serbia,
                          > Macedonia, Grecja, Turcja, Bułgaria, Rumunia... z bagażami i z 3
                          dzieci :D
                          > pociągiem czy pksem?
                          > >
                          >
                          >
                          Za cholerę nie wyobrażam sobie jazdy po Rumunii i Turcji samochodem.
                          Wybrałbym wczasy objazdowe samolot + autokar.
                          A niecierpnące nogi, to też dla mnie komfort. Jeśli mam dojechać na
                          miejsce cały odretwiały - wybieram taki srodek transportu, który
                          przewiezie mnie komfortowo. I tyle.
                          • trypel Re: Polski transport publiczny-zacofanie. 11.01.08, 12:11
                            lupus76 napisał:

                            > Za cholerę nie wyobrażam sobie jazdy po Rumunii i Turcji samochodem.
                            > Wybrałbym wczasy objazdowe samolot + autokar.

                            A dlaczego? Z ciekawosci pytam. Bo ja byłem w Turcji 2 x autem i 1x motocyklem i
                            uważam że to najlepsze rozwiązanie :)
                            A dlaczego po Rumunii nie? Lepsze drogi niż u nas, i pieknie że trudno opisac...
                            no i miejsca gdzie bez własnego transportu nie dotrzesz.
                            • lupus76 Re: Polski transport publiczny-zacofanie. 11.01.08, 12:44
                              trypel napisał:

                              > lupus76 napisał:
                              >
                              > > Za cholerę nie wyobrażam sobie jazdy po Rumunii i Turcji
                              samochodem.
                              > > Wybrałbym wczasy objazdowe samolot + autokar.
                              >
                              > A dlaczego? Z ciekawosci pytam. Bo ja byłem w Turcji 2 x autem i
                              1x motocyklem
                              > i
                              > uważam że to najlepsze rozwiązanie :)
                              > A dlaczego po Rumunii nie? Lepsze drogi niż u nas, i pieknie że
                              trudno opisac..
                              > .
                              > no i miejsca gdzie bez własnego transportu nie dotrzesz.
                              >
                              >
                              Jeśli osobistycznie prowadziłes wehikuł w Turcji - Szacun. Dla mnie
                              to jest bliskie gry w rosyjską ruletkę. I nie o drogi mi chodzi.
                              A rumuńskie drogi są znacznie gorsze od naszych. W każdym razie od
                              tych slaskich :)
                              • trypel Re: Polski transport publiczny-zacofanie. 11.01.08, 12:48
                                hehe do Rumunii jezdze min 1 x w roku od lat 6. Drogi główne sa lepsze od
                                polskich o pare rzędów wielkosci :)
                                Sa dalej perełki gdzieniegdzie ale u nas też.
                                A prowadzić w Turcji?? wg mnie zaden wyczyn - oni jezdzą ostro i bezprzepisowo
                                ale w przeciwiieństwie do Polski na drodze nie ma żadnej agresji. Zadnej! A
                                turysta na obcych blachach jest traktowany jak swieta krowa.. począwszy od
                                darmowych noclegów i koniecznej herbaty na kazdej stacji (nieraz z sympatii
                                mycie pojazdu free) a kończac na tym ze jak sie zgubisz to miejscowi czesto
                                przejadą extra 20-30 km żeby tylko wyprowadzic na prostą.
                                • lupus76 Re: Polski transport publiczny-zacofanie. 11.01.08, 14:38
                                  Co do Rumunii - autokary do Bułgarii wolą jeździć przez Serbię, niż
                                  Rumunię, choc nadkładają ponad 300 kilometrów. Z powodu dróg
                                  właśnie. A drogi w Serbii nie są urocze.
                                  Co do tureckich kierowców - nie twierdzę, ze agresywnie. Tylko...
                                  oryginalnie
                                  • trypel Re: Polski transport publiczny-zacofanie. 11.01.08, 15:13
                                    Nie dlatego. Przez Serbie jedzie sie niby autostradą wiec bez miast i wsi, nudno
                                    ale prosto i łatwo (cos dla autokarów) przez Rumunie jedzie sie przez piekne
                                    góry, wioski, lasy i nie ma autostrad. BTW w tym roku pojechałem do Grecji przez
                                    Serbie własnie. Było.... szybciej. Ale mega nudno i nieciekawie. Wole prrzez
                                    Rumunie. No i ludzie tam fajniejsi.
                • m.nikla ejj 10.01.08, 15:54
                • lupus76 Re: Polski transport publiczny-zacofanie. 11.01.08, 00:27
                  trypel napisał:

                  > michal_powolny12 napisał:
                  >
                  > > Tak piszę o polskich firmach transportowych. O usługach jakie
                  > > oferuje grupa PKP (głównie PKP IC), PKS-Y i niektóre dobrze
                  > > zarządzane firmy komunikaccji miejskiej (SKM, SKM W-wa, WKD,
                  > > Metro).
                  >
                  > Tak. I teraz spróbuj sobie wyobrazic podróz w 3 osoby (z dzieckiem
                  np) na trasi
                  > e
                  > Grodzisk Mazowiecki -Szklarska Poręba
                  >
                  > wiec 3 osoby, narty i buty + walizki, pierwsze taksi na dworzec
                  pkp, potem
                  > pociagiem do Wawy (30 minut) gdzie po 30 minutach jest pociąg do
                  Wrocławia (5.1
                  > 0
                  > min najszybszy), tam juz po godzinie (haha) mamy busa do Jeleniej
                  Góry (busa bo
                  > pociąg jedzie te 110 km 3,5 godz), jedziemy 2 godz i na miejscu po
                  30 min busik
                  > do Szklarskiej.. (30 minut jazdy.
                  > Więc po 10 godz. i 10 minutach i paru przesiadkach dojezdzamy
                  szczesliwi na te
                  > narty zeby sie rozkoszowac jazdą bo powrót dopiero za dni 6....
                  > Ale można inaczej - wrzucic narty i cokolwiek potrzeba do auta i
                  po max 8 godz
                  > bez przesiadek i za mniej kasy być na miejscu, bez noszenia,
                  ganiania z jezykie
                  > m
                  > na wierzchu itd...
                  >
                  >
                  Jest też 2 strona medalu. Jedziesz sobie dajmy na to do Bielska.
                  Masz ochotę sobie połazić po okolicznych pagórkach. Idziesz sobie
                  dajmy na to na Klimczok. I masz kaprys zeby zejść do Błatnej. Hmmmm
                  ale grat został w Bielsku....
          • lupus76 Re: kiedy ten watek sie skonczy:):):) 10.01.08, 14:14
            myszka2878 napisała:

            > lupus76 napisał:
            >
            > > myszka2878 napisała:
            > >
            > > > to jest proste. jedni chca miec samochod, inni nie. mam auto i
            > > czuje
            > > > sie z tym super, ale nie jest to moj wyznacznik szczescia.
            teraz
            > > > ciesze sie tym, ze mam wolny czas i pije sobie herbate, np.
            > >
            > > Skoro Ty masz samochód, to ten walor nie będzie tak
            pieczołowicie
            > > roztrząsany przy Twoim wyborze faceta dla siebie, jak mniemam?
            > moj facet tez ma samochod. 10 letnia xantie. tylko on mial to auto
            > nim ja kupilam swoja 10 letnia polowke. tak jam pisze auto nie
            musi
            > byc nowe, ale ma byc sprawne no i w dzisiejszych czasach raczej
            jest
            > konnieczne.

            Mam samochód i absolutnie nie uwazam jego posiadania za jakąś
            konieczność :)
            A 2 samochody na 2 osoby uwazam za totalną bzdurę :)
            • zwroclawianka Re: kiedy ten watek sie skonczy:):):) 10.01.08, 14:48
              > Mam samochód i absolutnie nie uwazam jego posiadania za jakąś
              > konieczność :)
              > A 2 samochody na 2 osoby uwazam za totalną bzdurę :)

              no super :) to weź wytłumacz to mojemu mężowi :) bo ja swojego na
              pewno nie sprzedam :)
              • lupus76 Re: kiedy ten watek sie skonczy:):):) 11.01.08, 00:18
                zwroclawianka napisała:

                > > Mam samochód i absolutnie nie uwazam jego posiadania za jakąś
                > > konieczność :)
                > > A 2 samochody na 2 osoby uwazam za totalną bzdurę :)
                >
                > no super :) to weź wytłumacz to mojemu mężowi :) bo ja swojego na
                > pewno nie sprzedam :)

                Kupcie se jeszcze po dwa. Będziecie mieć większe możliwości
                transportowe :)
                • zwroclawianka Re: kiedy ten watek sie skonczy:):):) 11.01.08, 08:56
                  > > > Mam samochód i absolutnie nie uwazam jego posiadania za jakąś
                  > > > konieczność :)
                  > > > A 2 samochody na 2 osoby uwazam za totalną bzdurę :)
                  > >
                  > > no super :) to weź wytłumacz to mojemu mężowi :) bo ja swojego
                  na
                  > > pewno nie sprzedam :)
                  >
                  > Kupcie se jeszcze po dwa. Będziecie mieć większe możliwości
                  > transportowe :)

                  no z trzech misek jeść nie będę :) ja tylko proszę, byś wytłumaczył
                  mojemu mężowi, że wystarczy, jak żona ma auto, bo on tego nie
                  rozumie :) i chce do pracy, na treningi, po jakieś swoje duperele
                  samochodem jeździć. no wariat normalnie :)
                  • lupus76 Re: kiedy ten watek sie skonczy:):):) 11.01.08, 12:09
                    zwroclawianka napisała:

                    > > > > Mam samochód i absolutnie nie uwazam jego posiadania za jakąś
                    >
                    > > > > konieczność :)
                    > > > > A 2 samochody na 2 osoby uwazam za totalną bzdurę :)
                    > > >
                    > > > no super :) to weź wytłumacz to mojemu mężowi :) bo ja swojego
                    > na
                    > > > pewno nie sprzedam :)
                    > >
                    > > Kupcie se jeszcze po dwa. Będziecie mieć większe możliwości
                    > > transportowe :)
                    >
                    > no z trzech misek jeść nie będę :) ja tylko proszę, byś
                    wytłumaczył
                    > mojemu mężowi, że wystarczy, jak żona ma auto, bo on tego nie
                    > rozumie :) i chce do pracy, na treningi, po jakieś swoje duperele
                    > samochodem jeździć. no wariat normalnie :)

                    Oczywiście, że tak. Z tym, ze ja nie jestem jego zoną, żeby mu to
                    tłumaczyć. Widać masz na niego małą siłę wpływu :)
            • czerwona.sukienka1 Re: 10.01.08, 14:54
              lupus76 napisał:
              > Mam samochód i absolutnie nie uwazam jego posiadania za jakąś
              > konieczność :)
              > A 2 samochody na 2 osoby uwazam za totalną bzdurę :)



              Nie zgadzam sie. Dlaczego za totalna bzdure?!Masz
              jezdzi jednym samochodem a zona drugim.Nie ma problemu i klotni o
              jeden samochod.
              Kazdy ma swoj.Jestem jak najbardziej za tym.Jak ludzie maja
              pieniadze to dlaczego maja zrezygnowac kazdy ze swojego auta?!
    • el_quatro ujecie praktyczne 10.01.08, 15:42
      samochod u faceta jest przez wiele kobiet traktowany jako substytutut meskosci i juz
      Nie chce mi sie z tym spierac tylko zwracam uwage na jedna rzecz:

      W typowym malzenstwie facet kupuje sobie dobry woz, a zonie zostawia jakiegos
      marnego kompakta na zakupy
      Jesli Twojego meza nie kreca samochody, a Ciebie tak, to dla Ciebie kobieto
      zostanie ten lepszy. warto sie zastanowic
    • woo-cash Re: facet bez samochodu... 10.01.08, 19:09
      Uff! Przebrnąłem przez cały wątek... ;)

      Co do pytania zasadniczego, które postawiła m.nikla na samym początku, to myślę,
      że najlepiej byłoby, gdybyś sama zapytała swojego kandydata na faceta, dlaczego
      woli nie mieć samochodu, niż aby nad tym zagadnieniem zastanawiało się
      kilkanaście osób na forum - a może jest daltonistą, a może ma słabe serce, a
      może nie ma jaj... ;) Ostatecznie to jest sprawa między Wami i sami to
      powinniście wyjaśnić - może faktycznie facet nie odczuwa potrzeby posiadania
      samochodu i wówczas sama musisz ustalić, czy Tobie to przeszkadza, czy nie.

      Odnośnie całej reszty dyskusji, mam kilka przemyśleń.
      Przede wszystkim nie zgadzam się z tożsamością generalną samochód = wolność.
      Szczególnie w skali mikro (miasto) ta tożsamość zupełnie się nie sprawdza. Cóż z
      tego, że mogę pojechać nim kiedy chcę, skoro absolutnie nie wiem, kiedy dotrę do
      celu (korki), a na dodatek nie wiem gdzie dojadę (uwarunkowania związane przede
      wszystkim z miejscami parkingowymi).
      Lepiej jest w skali makro - tu faktycznie trudno jest obronić np. PKP,
      likwidujące coraz to nowe połączenia, czy czasy przejazdu pociągiem z Wrocławia
      do Jeleniej Góry rzędu ponad 3 godzin (na marginesie - torami jest 126 km, a nie
      110, jak padło to w dyskusji). Z własnego wygodnictwa często zatem wybieram
      samochód na takich trasach (szacun motofil, mnie brakuje raczej zacięcia do
      planowania wszelkich podróży pociągiem, choć jeździć pociągiem uwielbiam, ale
      traktuję to raczej jako niegroźne zboczenie ;>). W mieście jednak wybieram,
      podobnie jak el_quatro, rower - choćby dlatego, że tak jest szybciej (i zawsze
      wiem, kiedy dotrę do celu i gdzie zaparkuję ;>).
      Samochód często ogranicza wolność, a nie ją daje. Jak dojeżdżam gdzieś
      samochodem i wybieram się na pieszą wędrówkę lub rowerową wyprawę, to muszę
      ostatecznie powrócić tam, gdzie pozostawiłem samochód. Kiedy wsiadam do niego w
      mieście - muszę się pogodzić z losem i zdać na warunki drogowe. Kiedy jadę do
      znajomych - nie mogę
      wypić piwa czy wina. Kiedy wsiadam za kierownicę - nie mogę być zmęczony. Itd.
      Pod tym względem wszelkiego rodzaju komunikacja zbiorowa jest na pewno górą.
      Co do kosztów to sprawa jest prosta, póki bierzemy pod uwagę tylko koszty
      paliwa. Ale jeśli doliczyć do tego: OC, AC, przeglądy techniczne, 2x do roku
      zmianę opon, raz na pięć lat wymianę ogumienia, płyny, utratę wartości auta -
      wówczas nie jest to już tak oczywiste, szczególnie jeśli nie jesteśmy
      zdecydowanie robić setek tysięcy kilometrów rocznie (wówczas koszty stałe
      niejako "się rozpływają"). No i dochodzą jeszcze jedne koszty - bardziej
      społeczne niż finansowe: zanieczyszczenie środowiska oraz ryzyko wypadków.
      W ogóle z samochodem jest trochę tak jak z nałogami. Przeraża mnie, gdy czytam,
      że ktoś sobie nie wyobraża dziś życia bez samochodu. Oznacza to, że komuś
      brakuje wyobraźni. Jeśli zapalę sobie papierosa raz na miesiąc przy piwie to
      jest wolność, ale jeśli nie wyobrażam sobie bez niego życia to jest nałóg. ;) No
      ale ostatecznie każdy może pojmować wolność tak, jak mu wygodnie. I nie
      przemawia do mnie argument, że w korku można do kogoś "puścić oczko" - mogę to
      zrobić też na ławce w parku lub w kawiarni.
      Aby sprawa była jasna - nie jestem wrogiem samochodu jako takiego. Tak jak nie
      jestem wrogiem noża, pistoletu czy alkoholu, ale jestem wrogiem zabijania nożem,
      czy alkoholizmu. Tak samo trzeba używać samochodu z wyobraźnią. Kiedy wiem, że
      gdzieś muszę dojechać to się zastanawiam, jak zrobić to najlepiej - mam rower,
      komunikację miejską, taksówki, mogę iść pieszo, są pociągi, wreszcie samochód.
      Ale samochód wybieram, gdy wyeliminuję inne sposoby poruszania się. Nie jadę
      samochodem po bułki 300m czy do Warszawy z Wrocławia (teraz na 5-ce stoi od
      Wrocławia do Warszawy 30 fotoradarów i nie można tej trasy przejechać w 5
      godzin, uwierzcie; nawet jeśli wybiorę tzw. pospieszny przez Łódź, to mam 6
      godzin na czytanie książki, którego na co dzień mi brakuje).
      Moja narzeczona na co dzień jeździ samochodem. Ja na co dzień jeżdżę rowerem.
      Każde z nas dokonuje własnego wyboru. Uważam, że auto jest bardzo przydatne w
      sytuacjach nagłych oraz w planowaniu niektórych wypadów za miasto oraz dalszych
      wypraw. Ale jak najbardziej potrafię sobie wyobrazić życie bez samochodu - coś
      bym wymyślił, od tego mam wyobraźnię.
      Reasumując - myślę, że to kwestia wyboru każdego człowieka, czy wybierze
      samochód czy inny sposób przemieszczania się. Tak jak kwestią wyboru jest to,
      czy zrobi zakupy w hipermarkecie czy w sklepie pod domem, czy kupi tańsze jajka
      z kurzej fermy, czy droższe - ekologiczne, czy pojedzie nad morze leżeć na plaży
      czy wędrować po górach. Jednak warto mieć na względzie, że wybierając samochód
      sami w dużej mierze przyczyniamy się do tego, iż jest on mniej atrakcyjny i
      bardziej uciążliwy - także dla innych (większy ruch, większe korki, większe
      zanieczyszczenie środowiska, więcej wypadków, mniej miejsc parkingowych) - a nie
      jesteśmy sami na tym świecie. Ważne, aby ten wybór był świadomy, dojrzały i
      abyśmy sobie zdawali sprawę, że nasz wybór ma określone konsekwencje oraz mieli
      świadomość
      alternatyw, a nie, niczym w owczym pędzie, wsiadali do metalowych puszek, bo tak
      robią wszyscy wokół - sąsiedzi, koledzy z pracy, inni forumowicze. :)

      Pozdrawiam,
      Łukasz 'woo' Dąbrowski.
      (bez samochodu, z jajami na swoim miejscu ;>)
      • lupus76 Absolutnie się z Tobą zgadzam 11.01.08, 00:42
        Woo-cash. Lepszego podsumowania sam bym nie napisał. Dodajmy jeszcze
        jedną konkluzję. Wolności nie daje posiadanie samochodu, tylko prawa
        jazdy/zdolności do prowadzenia okreslonego typu pojazdów. Wtedy mssz
        wybór: chcę sam prowadzic auto (choćby i z wypożyczalni), lub
        korzystam z transportu publicznego.
      • zwroclawianka Re: facet bez samochodu... 11.01.08, 09:06
        do woo-cash: wszystko się zgadza, b. mądrze.

        Jedna uwaga. Sama jak tylko się da korzystam z roweru, lubię chodzić
        piechotą. Ale moja praca wymaga spotkań z klientami i wyjazdów: w
        spódnicy na rowerze i na obcasach to dla mnie żadne wyzwanie, ale
        zimą czy w deszczu to już nie taka wesoła historia.

        w godzinach szczytu:
        samochodem do pracy: 25 min;
        miejską komunikacją (2 przesiadki, a autobusy, tak, tak, też stoją w
        korkach)- 45 min.;
        rowerem: 12 min.;
        na piechotę: 40 min.
        chyba jasno widac, co najchętniej latem wybieram...
    • menk.a Re: facet bez samochodu... 11.01.08, 10:22
      Facet bez automobilu to facet bez jaj?? ;D Dobre sobie.
      Ktoś może mieć 100 powodów , by nie mieć samochodu. Ktoś może nie
      mieć 100 powodów, by samochód posiadać. I nie powinno to dziwić.
      Jemu ten 'gadżet' nie jt widocznie konieczny. Więc o co chodzi?;)
    • myszka23xxx az oczy bola od tego co czytam... 11.01.08, 10:28
      A CO MA SAMOCHOD DO TEGO JAKI JEST FACET? FACET BEZ SAMOCHODU TO
      FACET BEZ JAJ? DZIEWCZYNO TY CHYBA ZMARTWIEN NIE MASZ I MALO WIESZ O
      ZYCIU. ILE TY MASZ LAT??? SAMA KUP SOBIE SAMOCHOD A NIE SZUKAJ TEGO
      U FACETA. SORRY ALE SMIESZNA JESTES...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka