nati1011
16.09.09, 14:25
wątek o in vitro mooocno nam się rozbudował. A mnie męczy jeszcze
jednen problem. Czym jest dziecko?
Obecnie poruszamy sie miedzy dwoma skrajnosciami:
1 prawo rodziców do dziecka
2 prawo dziecka do całkowitego smostanowienia (w kontekście
ograniczania praw rodziców do karania, decydowania o sposobie
wychowania itp)
Jak słysze tekst: nie moge żyć bez dziecka, musze miec dziecko - to
przyznam, że zapala mi się czerwona lampka. Bo przecież oczywiście
dziecko wiele wnośi do życia rodziny, ale nie jest niczyją
własnością. Jest powierzone rodzicom do wychowania. Jak drogocenny
skarb. O który mają dbać, ale przecież nie dla siebie (zapadły mi
mocno słowa Ismy na ten temat).
Przepraszam za porównanie, ale oglądam i czytam wiele dyskusji o
aborcji, in vitro czy adopcji... i tam ciągle jako główny argument
pojawiają sie oczekiwania dorosłych. Oni chcą miec dziecko (lub go
nie mieć). Tak jakby dziecko było kotkiem lub pieskiem, kórego mozna
sobie kupić w sklepie. Nawet środowisko konserwatywne (że tak je
nazwę) używa różnych innych argumentów, a nie tego, ze na 1 (zawsze
i niepodwazalnie) miejscu musi stac dobro dziecka. To nie rodzice
mają prawo do dziecka, ale dziecko ma prawo do rodziców. Do
wychwania w dobrej rodzinie.
Mamy ugruntowane prawo i procedury adopcyjne. One od wieków
kierowały się doborem rodziców dla dziecka, a nie odwrotnie. Teraz
nawet ten proces próbuje się złamać poprzez zgodę na adopcję przez
pary homoseksualne, ale tam włąsnie były zdrowe zasady - powtarzane
na każdym szkoleniu: kierujmy się dobrem dziecka.
Jakoś to powierzenie dziecka ginie nam ostatnio z oczu.
Mam nadzieję, że mnie moderacja nie wykasuje. Zakąłdam, ze w
najbliższym czasie ten temat bezie pojawiał sie nie tylko na forum.
Wrto byśmy mieli przemyślane pewne sprawy.