Dodaj do ulubionych

Prztyczek w nos!

10.11.09, 20:59
Chciałabym zwierzyc się z pewnej refleksji, jaka towarzyszy mi już jakiś czas.
Może ktoś z Was miał też podobne odczucia, niekoniecznie dotyczące tego obszaru.

Zastanawiam się, czy nie dostałam od Losu swoistego prztyczka w nos. Nie, nie
chodzi mi o jakąś "karę boską", nie chcę mieszać tu Boga, chociaż...

Otóż od kiedy sięgnę pamięcią, zawsze towarzyszyło mi pragnienie urodzenia
córeczki, wychowywania jej, takiej wspólnoty płci. Razem czytamy (tzn.
oczywiście ja wprowadzam ja w świat literaturysmile), "wyżywamy się turystycznie,
razem łazimy w poszukiwaniu ciuchów, omawiamy nasze "babskie sprawy",
analizujemy jej pierwsze podboje, cierpimy też razem, itd. Taka mama-kumpela,
rozumiecie.

Nie trzeba byc psychologiem, żeby łatwo odgadnąć źródło schematu: tak ja
miałam, a właściwie miałyśmy, bo razem z siostrą i Mamą tworzymy zgrany tercet
(a jeszcze bardziej zrzyty jest duet na linii Mama-siostra, ale mi to akurat
nie przeszkadza) w opozycji do ojca (o tej opozycji nie chcę tu pisać).

Miała być córka, męża nie było trudno przekonać (metoda planowania płci
wdrożona w odpowiednim czasiesmile, i ... USG: "ma pani córkę". Super, dzika radość!

A potem?
A potem wszystko przebiegało/przebiega wbrew tym planom, oczekiwaniom.
Nie mam siły pisać o wszystkim, ale tak w skrócie - córka jest cudowna, tylko
niezmierna trudna, od urodzenia. Zbuntowana od pierwszego wzięcia na rękę, do
dziś (prawie 3 latka) nie do ujarzmienia, taka rogata dusza. Oczywiście
obserwując taką "kozę" u np. znajomych można powspółczyć, czasami się pośmiać,
ale przechodzenie samemu przez te "udręki dnia codziennego", przez codzienne
staczanie walk o założenie "tego sweterka", o wyjście na spacer, że o uśnięciu
nie wspomnę, może doprowadzić do nerwicy, co też niestety w moim przypadku ma
miejsce.
Pierwszy rok minął nam na wrzaskach, krzykach, i spaniu przez kwadrans (no w
najlepszym razie 45 min.), co godzinę. Do 2.5 roku nie przespała ani jednej
nocy, histeryzując, żądając np. czytania, oglądania bajek, tuptając, z
wywalaniem całej pościeli z łóżeczka, żeby wspomnieć tylko o tych mniej
hardcorowych. Dziś też z nocami różnie bywa. Psychologa, neurologa
przerobiliśmy. Tak samo pokaźną liczbę Poradników typu Jak...? Sprzeczność
otrzymywanych "życzliwych rad" otoczenia doprowadzała mnie do szału:
Kilka przykładów z okresu niemowlęctwa:
-Bierz ją do was do łóżka! Nigdy w życiu nie zgódź się na spanie z dzieckiem,
bo opuści was ok 12-stki.
-Bujaj w wózku! Nie przyzwyczajaj do spania w wózku!
-Daj smoczek! Nie dawaj smoczka, bo nie oduczysz do 3-4 roku życia!
-Karm tylko piersią! Skoro nie chce z piersi, daj butelkę!

Kilka bieżących przykładów:
-Kilka klapsów jeszcze nikomu nie zaszkodziło! Nie waż się tknąć dziecka!
-Dla św. spokoju kup jej ten soczek! Nie ulegaj histeriom, choćby miała wyć w
sklepie 3 h!
-Przytulaj, okazuj dużo miłości! Nie przesadzacie z tymi czułościami?

Przykłady mogłabym mnożyć pewnie jeszcze z 20 punktówsmile

No ale ad rem:
Momentami czuję, że mając chłopca (przed czym wzbraniałam się rękami, nogami i
czym się da, bo przecież chłopcy są nieznośni, spadają z płotów, dachów,
wiecznie w gipsach, trudni do prowadzenia, a potem wyfruwaja z domu, tyle ich
widać - tak bardzo uległam stereotypom) miałabym lepszy kontakt, może bardziej
bym go rozumiała, niż z moją wymarzoną córeczką. Może nie rwałabym sobie
regularnie włosów z głowy: dlaczego nie potrafię znaleźć porozumienia z własną
córką? Dlaczego tak kosmicznie się różnimy?
Taki prztyk w nos: chciałaś, to teraz masz!




Obserwuj wątek
    • capriglione Re: Prztyczek w nos! 10.11.09, 21:03
      ...a jeszcze bardziej ZŻYTY jest duet na linii Mama-siostra...

      Chryste, chyba mi na mózg padło, żeby takiego byka popełnićsmile Przepraszam.
      • wiesia140 Re: Prztyczek w nos! 10.11.09, 21:40
        A co wam ten psycholog powiedział, czy według niego oprócz takiego
        zachowania , rozwija się tak jak powinna w stosunku do wieku?
        Temperamenty dzieci są różne, może z wiekiem jej to minie, no ostatecznie
        jeśli jest bardzo pobudzona być może będzie potrzebna wizyta u
        psychiatry i podawanie leków wytłumiających, ale to ostateczność pisze tak
        z własnego doświadczenia.
        • capriglione Re: Prztyczek w nos! 10.11.09, 22:15
          Wg psychologa - rozwój w normie, intelektualnie bardzo do przodu, testy jakieś
          tam rozwiązywała na poziomie 5-latka, wygadana jest baaaardzo (aż za bardzo bym
          powiedziała).
          Problem z hamowaniem emocji.

          W sumie pewnie jeszcze powinnam pokonsultować.
          Wskutek licznych problemów zdrowotnych, jakie przećwiczyliśmy od urodzenia
          (wcześniak), ciągnących się do dziś (diagnozowanie nowotworu wątroby na dzień
          dobry, diagnozowanie nowotworu mózgu itd), alergie, problemy neurologiczne, mam
          swoistą alergię na środowiska lekarzy, szpitale itd. i dlatego wielu rzeczy
          unikałam (np. porządnej konsultacji psychol.).
          Dodatkowo okres macierzyństwa przypadł na wytężoną pracę zawodową, wymagającą
          bezwarunkowych poświęceń w postaci godzin pracy, stresu itd. Starałam się jednak
          tego nie przenosić na grunt rodzinny.
          W odwrotnym kierunku - niestety tak (np. zasnęłam w pracy z głową na klawiaturze
          po kolejnej nocy z 2h snem czy chodziłam się "wyryczeć" do toalety po dniu z 4 h
          histerią - nerwy w strzępach).
          • wiesia140 Re: Prztyczek w nos! 10.11.09, 23:21
            A jak u niej ze skupieniem uwagi , może się zająć czymś na dłuższy czas?
            Myślę, że powinnaś skonsultować się z jeszcze jednym psychologiem
            dziecięcym, mała może zaburzenia na poziomie emocji.
            • capriglione Re: Prztyczek w nos! 12.11.09, 10:09
              wiesia140 napisała:
              > A jak u niej ze skupieniem uwagi , może się zająć czymś na dłuższy czas
              > ?

              Tak i to w niej kocham: książeczka do ręki i spokój na pół godzinysmile A czasem
              dłużej!
    • mama_kasia Re: Prztyczek w nos! 10.11.09, 21:48
      A może Ty ciągle o niej marzysz i dlatego jest tak trudno?
      Może to nie chodzi o nią, a o Ciebie? ...Wiem, to tylko "może" i
      znaki zapytania - nie wiem, jak jest rzeczywiście. ...Ale
      zakładałaś z góry, jaka będzie ta Wasza relacja. Córka tego
      nie zakładała.
      • wiesia140 Re: Prztyczek w nos! 10.11.09, 21:56
        całkiem możliwe zwłaszcza jak sie na coś człowiek nastawi.
      • capriglione Re: Prztyczek w nos! 10.11.09, 22:06
        Ale
        > zakładałaś z góry, jaka będzie ta Wasza relacja. Córka tego
        > nie zakładała.

        Oczywiście, że tak! Rzeczywistość zderzyła się z oczekiwaniami, bardzo boleśniesmile
        • mama_kasia Re: Prztyczek w nos! 10.11.09, 22:13
          To musisz się do niej dostosować smile Może będzie lepsza niż
          sobie wymarzyłaś smile ...Mnie ciągle zachwyca, jak osobne są
          dzieci, jak są takie... swoje własne.
          • mama_kasia Re: Prztyczek w nos! 10.11.09, 22:17
            Ale też mnie zachwyca, jak buduje się relacja między rodzicami
            i dziećmi, każdym z osobna. Tego nie da się przewidzieć z góry.
            To się dzieje w trakcie życia razem. Tego nie da się wypracować
            z jednym dzieckiem i z drugim tak samo. Za drugim razem to znowu
            jest nowa relacja człowieka z człowiekiem.
            • capriglione Re: Prztyczek w nos! 10.11.09, 22:29
              Tego nie da się wypracować
              > z jednym dzieckiem i z drugim tak samo. Za drugim razem to znowu
              > jest nowa relacja człowieka z człowiekiem.

              A właśnie mnie przepełnia strach przed decyzją o drugim dziecku. Że znowu takie
              charakterne się trafi, takie zawsze stawiające na swoim, takie autorytarne. Że
              drugi raz już nie dam rady tego "przerobić"!
              Boję się powtórki z rozrywkisad(
              • mamalgosia Ha! 11.11.09, 10:22
                I to znamsmile
                Bałam sie drugiej ciąży i drugiego dziecka z wielu względów. Były w
                tym i medyczne, po pierwsza ciąża ciężka, poród okropny. Noworodek
                najbardziej neurotyczny na oddziale, całodobowe ryki, kolki,
                depresja...
                Bałam się powtórki.
                Ale druga ciąża była spokojniejsza. Poród 4 razy krótszy. Noworodek
                nie wrzeszczał na pół miasta, niemowlak był wesoły i bezkonfliktowy.
                I do teraz ta różnica charakterów jest taka sama
                • capriglione Re: Ha! 12.11.09, 10:12
                  mamalgosia napisała:
                  > Ale druga ciąża była spokojniejsza. Poród 4 razy krótszy. Noworodek
                  > nie wrzeszczał na pół miasta, niemowlak był wesoły i bezkonfliktowy.
                  > I do teraz ta różnica charakterów jest taka sama

                  I tej optymistycznej wersji będę się trzymać! W razie, gdyby zapadła decyzja na
                  TAK co do drugiego dzieckasmile
                  Przyjaciółka znająca od podszewki moje zmagania, a sama mająca dwie córki,
                  twierdzi, że już gorzej, jeśli idzie o charakterek, być nie mogło, więc może
                  przy drugim być tylko lepiejsmile
                  Nie zawsze jednak udaje mi sie w to wierzyć!
              • ula27121 Re: Prztyczek w nos! 11.11.09, 19:33
                capriglione napisała:

                > A właśnie mnie przepełnia strach przed decyzją o drugim dziecku. Że znowu takie
                > charakterne się trafi, takie zawsze stawiające na swoim, takie autorytarne. Że
                > drugi raz już nie dam rady tego "przerobić"!
                > Boję się powtórki z rozrywkisad(

                Ja się bałam, ale trzymała się wersji, że drugie łatwiejsze. Trudniejsze.
                Starszego myślałam, że nie przeżyje a przeżyłam i z Młodszą i....staramy sę o
                kolejne bo teraz już nic mi nie strasznewink
                • capriglione Re: Prztyczek w nos! 12.11.09, 10:16
                  ula27121 napisała:
                  > Ja się bałam, ale trzymała się wersji, że drugie łatwiejsze. Trudniejsze.
                  > Starszego myślałam, że nie przeżyje a przeżyłam i z Młodszą i....staramy sę o
                  > kolejne bo teraz już nic mi nie strasznewink

                  Mamalgosia pocieszyła piętro wyżej, Ula zaś na powrót zniechęciłasmile Tzn. do
                  parteru sprowadziła!
                  Podziwiam za siły co do decyzji o trzecim szkrabie. Teraz to już musi być
                  aniołek, tak z rach. prawdopodobieństwasmile
        • wiesia140 Re: Prztyczek w nos! 10.11.09, 22:18
          Jest takie przysłowie : "nie od razu Kraków zbudowano" taka relacja jak
          ty mówisz wymaga niekiedy sporo czasu,żeby zaistnieć. Mała będzie się
          zmieniać wraz z wiekiem , spróbuj nie narzucać takich sztywnych
          wyidealizowanych form relacji, a bardziej podążać za nią, oczywiście w
          granicach zdrowego rozsądku, nie odwzorujesz swoich relacji z matką , bo
          mała to nie ty , a ty to nie twoja mama. Pogódź się z tym , a
          będzie ci łatwiej. Pozdrawiam
          • wiesia140 Re: Prztyczek w nos! 10.11.09, 22:28
            A z poradnikami daj sobie spokój, pewne rzeczy trzeba robić niestety
            instynktownie
            • capriglione Re: Prztyczek w nos! 10.11.09, 22:34
              wiesia140 napisała:

              > A z poradnikami daj sobie spokój, pewne rzeczy trzeba robić niestety
              > instynktownie

              Tak to prawda. Chociaż akurat Tracy Hogg w niektórych rzeczach okazała się
              pomocna, a jej rady konstruktywne.
              A z moją intuicją jest coś nie taksad Będąc w ciąży myślałam naiwnie, że
              wystarczy dużo Miłości i trochę matczynej intuicji. No cóż, nie sprawdziło sięsad
              • wiesia140 Re: Prztyczek w nos! 10.11.09, 22:50
                Kochana ty masz w sobie dużo miłości, ale czasem o tym zapominasz.
                spróbuj ją pokochać taka miłością bezwarunkową w myśl takiej zasady :
                " Kocham cię za to ,że jesteś , a dopiero potem stawiam wymagania". wiem
                ,że to nie łatwe, ale da się to zrobić . Nauczyły mnie tego moje
                niepełnosprawne dzieci ( takie dzieci to najlepsi nauczyciele miłości ,
                same też potrafią nią obdarować w ten sposób).
                • capriglione Re: Prztyczek w nos! 12.11.09, 10:20
                  wiesia140 napisała:
                  Nauczyły mnie tego moje
                  > niepełnosprawne dzieci ( takie dzieci to najlepsi nauczyciele miłości ,
                  > same też potrafią nią obdarować w ten sposób).

                  Wiesiu, nawet nie wiesz, jak bardzo Cię podziwiam, za te niestrudzone siły w
                  borykaniu się z chorobą dzieci.

                  > Kochana ty masz w sobie dużo miłości, ale czasem o tym zapominasz.
                  > spróbuj ją pokochać taka miłością bezwarunkową w myśl takiej zasady :
                  > " Kocham cię za to ,że jesteś , a dopiero potem stawiam wymagania".

                  Wiesz, nie lubię mówić o sobie dobrze (taka skazasmile), ale w tym wypadku nie mogę
                  się nie usprawiedliwić: naprawdę kocham ją za sam fakt, że jest, że jest moja
                  upragnioną ukochaną dziewczynką. Darem...
              • ula27121 Re: Prztyczek w nos! 11.11.09, 19:39
                Moje koleżanki pokpiwają sobie ze mnie czasem widząc ilość książek o wychowaniu
                przechodzących przez moje ręce. Ale ja sobie chwalę. To naprawdę ciekawe. Wiele
                rzeczy mnie zaskakuje. Wiedza zawsze jest wiedzą. Wiadomo, że nie bezkrytycznie
                i z miłością, czasem jak patrzę na różne sytuacje myślę, że nie byłoby źle
                gdyby sobie czasem rodzic coś doczytał....nie wszystkie dzieci dobrze
                współpracują....sad
                • capriglione Re: Prztyczek w nos! 12.11.09, 10:28
                  ula27121 napisała:
                  .nie wszystkie dzieci dobrze
                  > współpracują....sad

                  Tak Ulu - to właśnie to kwintesencja naszego problemu. Nasza A..... to właśnie w
                  myśl definicji podręcznikowych - dziecko nie współdziałające z rodzicem.

                  > Moje koleżanki pokpiwają sobie ze mnie czasem widząc ilość książek o wychowaniu
                  > przechodzących przez moje ręce. Ale ja sobie chwalę. To naprawdę ciekawe.

                  Gdyby mi ktoś w czasie ciąży uprzedził, iloma podręcznikami będę się karmić -
                  wyśmiałabym bez dwóch zdań. Sądziłam, że na starym dobrym Spocku sprawa się
                  zakończy. Tymczasem pierwsza książka zakupiona była, obowiązkowo - w szpitalu,
                  w jej II dobie życia: "Warto karmić piersią". Nie to, że położne chciały mnie
                  przekonać o tym ważkim argumencie, chodziło o trening dla małej "załapania
                  ssania" - kompletnie nie umiała tego robićsad(((( Położne zgodnie z duchem
                  szpitala nastawionego na "naturalność do potęgi trzeciej" cierpliwie i godzinami
                  uczyły mnie i małą - bez skutku. Awanturowała się najgłośniej na całym oddziale,
                  piąstkami zaciśniętymi uderzała mnie w piersi, odwracała główkę. Jakaś mniej
                  cierpliwa położna (czyt. wredna) wieszczym tonem oznajmiła mi, że nie spotkała
                  się z takim charakterkiem i "z nią będą jeszcze kłopoty". I wykrakała...
                  W domu po 10 dniach mojej mordęgi i ciągłych treningów, załapała o co chodzismile
                  • mamalgosia Re: Prztyczek w nos! 12.11.09, 13:03
                    capriglione napisała:
                    > Sądziłam, że na starym dobrym Spocku sprawa się
                    > zakończy.
                    BTW, czy jest prawdą, że jego syn popełnił samobójstwo?

                    >Tymczasem pierwsza książka zakupiona była, obowiązkowo - w
                    szpitalu,
                    > w jej II dobie życia: "Warto karmić piersią". Nie to, że położne
                    chciały mnie
                    > przekonać o tym ważkim argumencie, chodziło o trening dla
                    małej "załapania
                    > ssania" - kompletnie nie umiała tego robićsad((((
                    I jak przeczytała, to załapała?smile


                    Awanturowała się najgłośniej na całym oddziale
                    > ,
                    > piąstkami zaciśniętymi uderzała mnie w piersi, odwracała główkę.
                    Ha ha hasmile no jakbym widziała mojego Starszegosmile Tylko on jeszcze do
                    tego się szarpał i był czerwony jak pole buraczanesmile Teraz się
                    śmieję, ale wtedy byłam przerazona. Gdy urodził sie mój drugi Synek,
                    przeżyłam kolejny szok: noworodek nie musi płakać 24h/dobęsmile




          • capriglione Re: Prztyczek w nos! 10.11.09, 22:31
            Dziękuję Wiesiu!
            Karmię się tą nadzieją!
            Naprawdę nie chcę (w sensie świadomym), odwzorować naszej relacji z Mamą, bo po
            prostu się nie da... Marzę jedynie o względnym spokoju w domu.
    • luna15 Re: Prztyczek w nos! 10.11.09, 22:29
      Mój tata chciał mieć słodka córeczkę.No i się urodziłam.Miałam chodzić w
      sukieneczkach, a wolałam spodnie, miałam być słodka i kokieteryjna a byłam
      zamknięta w sobie i nieśmiała.Miałam być wygadana a wolałam obserwować.Miałam
      zostać lekarzem a zostałam prawnikiem.
      Do dziś dnia a już skończyłam 34 lata nie czuje się przez niego akceptowana,
      choć wiem że mnie kocha.Z nieśmiałej , grubej, chodzącej w bryczesach nastolatki
      wyrosłam po jakimś czasie na całkiem asertywna, szczupła, atrakcyjna kobietę
      która choć przez chwile chciałby być akceptowana przez własnego ojca taka jak
      jest a nie być tylko jego niespełnionym marzeniem-wyobrażeniem.Jesteś pewna że
      to ty dostałaś pstryczka w nos?..bo ja myślę że twoja córka i to już na starcie,
      co gorsza od Ciebie.
      • capriglione Re: Prztyczek w nos! 10.11.09, 22:41
        luna15 napisała:

        która choć przez chwile chciałby być akceptowana przez własnego ojca taka jak
        > jest

        Znam to Luno, też nie spotkałam się nigdy z akceptacją ojca. Ale nie chcę o tym
        pisać.


        Jesteś pewna że
        > to ty dostałaś pstryczka w nos?..bo ja myślę że twoja córka i to już na starcie
        > ,
        > co gorsza od Ciebie.

        Przytaczasz w tym momencie argument mojego męża: "Bo ty jej nie akceptujesz".
        Wściekam się wtedy na niego, nie zgadzam, ale w głębi serca wiem, że ma
        częściowo rację. Nie jestem w stanie zaakceptować jej chęci zdominowania naszej
        rodziny, jej ustawicznej chęci przejęcia kontroli, jej niesamowitych zdolności
        do manipulowania nami wszystkimi (co często jest przyczyną konfliktów już poza
        nią. Nigdy nie kłóciłam się tyle z mężem, i w takim stopniu, co po urodzeniu
        córki - co miało miejsce 4 lata po ślubie).
        • verdana Re: Prztyczek w nos! 10.11.09, 23:04
          Cóż, trudno mi napisać cos nowego. Problem w tym, ze Ty mialas
          kompletnie nierealistyczne wyobrazenia o dzieciacg - wydawało Ci
          sie, ze coreczka ma być slodka , a syn, przeciwnie - pewnie
          będzie "niegrzeczny". I nie oczekiwałaś dziecka, tylko konkretnego
          dziecka - takie rzeczy, to tylko w "Erze".
          Przede wszystkim - co pewnie sama wiesz - wpadłas w stereotypy - ani
          dziewczyni, ani chlopcy wcale tacy nie są, wszystko zalezy od
          dziecka, nie od płci. Pewne rzeczy, ktore wymieniasz sa normalne - z
          trojga moich dzieci w nocy spalo jedno, a najstarszy syn nie
          przespał calej nocy do 3 roku zycia.
          Poza tym, mam wrazenie, ze cos rzeczywiscie szwankuje w Twoch
          relacjach z corką. Trzylatka, ktora zdominowala rodzine nie tyle ma
          twardy charakter, ile trafiła na zbyt uległych rodziców. Owszem,
          sama mam corkę, ktora choć grzecznie - robila od zawsze to, co
          chciała, ale bez przesady.
          Powiedz mi, jakim cudem trzylatka manipuluje dwojgiem doroslych? To
          nie jest zlosliwość, tylko rada - powinniscie iść do psychologa ,
          bowiem problem jest nie z corka, tylko w Waszej
          nieumiejetności "postawienia się" dziecku, a przy okazji kierowanie
          pretencji do tego dziecka, zamiast do siebie samych.
          • capriglione Re: Prztyczek w nos! 10.11.09, 23:18
            > Powiedz mi, jakim cudem trzylatka manipuluje dwojgiem doroslych? To
            > nie jest zlosliwość, tylko rada - powinniscie iść do psychologa ,
            > bowiem problem jest nie z corka, tylko w Waszej
            > nieumiejetności "postawienia się" dziecku, a przy okazji kierowanie
            > pretencji do tego dziecka, zamiast do siebie samych.

            Verdano
            zawsze cenię sobie Twoje słowa, tak też jest i tym razemsmile
            Problem jest taki, że mała nieustannie podejmuje próby manipulacji, "żeby to jej
            wyszło na wierchu", ja się nie poddaję jej fanaberiom, i o to właśnie cały ten
            krzyk. Mąż jest akurat łagodniejszy, ale to wynika z jego charakteru, on w ogóle
            jest o niebo spokojniejszy ode mnie, jesli chodzi o emocje.
            Po tych siłowych utarczkach z małą wiem, że wygrać można tylko zdecydowaną
            konsekwencją działania, najmniejsze "szczeliny" mała wychwytuje bezbłędnie i
            jest "panią" zdarzenia.
            A że szczeliny się zdarzają, to wiem, wiem również że są nieuniknione, np. gdy
            po pół godziny konsekwentnego nakłanienia na ubranie kurtki, śpiesząc się na
            umówioną wizytę z lekarzem, przy jej stanowczej odmowie (czyt. spazmującej
            histerii) w końcu robię coś spoza ustalonego i wypracowanego schematu.
            • nati1011 Re: Prztyczek w nos! 11.11.09, 11:36
              capriglione napisała:


              > Problem jest taki, że mała nieustannie podejmuje próby
              manipulacji, "żeby to je
              > j
              > wyszło na wierchu", ja się nie poddaję jej fanaberiom, i o to
              właśnie cały ten
              > krzyk. Mąż jest akurat łagodniejszy, ale to wynika z jego
              charakteru, on w ogól
              > e
              > jest o niebo spokojniejszy ode mnie, jesli chodzi o emocje.
              > Po tych siłowych utarczkach z małą wiem, że wygrać można tylko
              zdecydowaną
              > konsekwencją działania, najmniejsze "szczeliny" mała wychwytuje
              bezbłędnie i
              > jest "panią" zdarzenia.
              > A że szczeliny się zdarzają, to wiem, wiem również że są
              nieuniknione, np. gdy
              > po pół godziny konsekwentnego nakłanienia na ubranie kurtki,
              śpiesząc się na
              > umówioną wizytę z lekarzem, przy jej stanowczej odmowie (czyt.
              spazmującej
              > histerii) w końcu robię coś spoza ustalonego i wypracowanego
              schematu.

              Mogę podpisac się obiema rękami smile)

              U nas jest jeszcze jeden problem, że tatuś wychowując bardziej z
              doskoku (bo czesto w rozjazdach, mniej czasu z dziećmi itp) jest
              skłonny czasem ustąpić, a ja potem mam na codzień walkę i jeszcze
              dodatkowo: a tatuś to mi pozwala smile
          • nati1011 Re: Prztyczek w nos! 11.11.09, 11:45

            verdana napisała:

            > Powiedz mi, jakim cudem trzylatka manipuluje dwojgiem doroslych?
            To
            > nie jest zlosliwość, tylko rada - powinniscie iść do psychologa ,
            > bowiem problem jest nie z corka, tylko w Waszej
            > nieumiejetności "postawienia się" dziecku, a przy okazji
            kierowanie
            > pretencji do tego dziecka, zamiast do siebie samych.

            Verdana, nasza mała - z racji uzasadnionego podejrzenia
            neurologicznego - od małego była pod opieką psychologa. I zdarzyła
            nam się kilka razy, ze dyplomowany psycholog załamywał ręce. Młoda
            potrafiła w wieku 4-5 lat rozwalić całe badanie i to pani psycholog
            robiła to co ona chciała, a nie odwrotnie. Wiele razy słyszeliśmy,
            ze co jak co, ale upór ( w powiązaniu z poziomem inteligencji) małej
            jest wyjatkowo wysoki. Błyskawicznie potrafiła odkryć najmniejszą
            szczelinę i wywalić w niej bramę.

            Oczywiście można powiedzieć, ze popełniliśmy jakieś błędy - nawet
            całą masę, ale rodzice to też tylko ludzie. Na pewno nikt celowo
            dziecku krzywdy nie robił. Zresztą dziwi mnie zawsze, ze w rodzinach
            dzieci traktuje sie tak samo, a efekty z tego rózne rosną. No i
            chciałabym poznać taką rodzinę, gdzie rodzice ZAWSZE postępują
            konsekwentnie i bez najmniejszych potknięć. Chyba rodzina
            cyborgów. wink
            • capriglione Re: Prztyczek w nos! 12.11.09, 10:32
              nati1011 napisałasuspicious Oczywiście można powiedzieć, ze popełniliśmy jakieś błędy -
              nawet
              > całą masę, ale rodzice to też tylko ludzie. Na pewno nikt celowo
              > dziecku krzywdy nie robił. Zresztą dziwi mnie zawsze, ze w rodzinach
              > dzieci traktuje sie tak samo, a efekty z tego rózne rosną. No i
              > chciałabym poznać taką rodzinę, gdzie rodzice ZAWSZE postępują
              > konsekwentnie i bez najmniejszych potknięć. Chyba rodzina
              > cyborgów. wink

              Dziękuję Ci Nati za te słowasmile
              Pozwalają na iskierkę nadziei, że może jednak nie wygrywam konkursu na Najgorszą
              Matkę Świata!
        • justyna.ada Re: Prztyczek w nos! 12.11.09, 09:58
          A może jest też coś takiego - ja to akurat sama przerabiam - że
          rodzice nie są zgodni co do wychowywania dziecka? że mama i tata nie
          tworzą wspólnego frontu? dziecko nauczy się błyskawicznie
          manipulować, jeśli np. mama coś każe a tata odpuści, lub vice versa.
          Może najpierw tu by należało się zastanowić we dwójkę? smile
          • capriglione Re: Prztyczek w nos! 12.11.09, 10:37
            justyna.ada napisała:
            > A może jest też coś takiego - ja to akurat sama przerabiam - że
            > rodzice nie są zgodni co do wychowywania dziecka? że mama i tata nie
            > tworzą wspólnego frontu? dziecko nauczy się błyskawicznie
            > manipulować, jeśli np. mama coś każe a tata odpuści, lub vice versa.
            > Może najpierw tu by należało się zastanowić we dwójkę? smile

            Nad tym fenomenem zastanawiamy się już 2 lata, 10 miesięcy i 12 dni!
            99% wspólnego czasu poświęcamy na rozwiązywanie sytuacji konfliktowych, głównie
            jak przeżyć dalej? Zwłaszcza dwa pierwsze latasad
            O rozmowach nad "Wspólnym Frontem" mogłabym książkę napisać! Sądzę, że jest już
            lepiej, może nie dobrze, ale na pewno dużo lepiej niż na początku. To jest takie
            jednak wypracowane, metodą prób i błędów, tysiącami rozmów!

            Fakt pozostaje, że mąż jest tą łagodniejszą stroną (przecież charakteru nie
            zmieni), ja ostrzejszą (czyli dokładnie na odwrót niż w moim domu rodzinnym).

    • 11.jula Re: Prztyczek w nos! 11.11.09, 10:07
      Ha, no to cię pocieszę, bo miałam tak samo. Pierwsza wymarzona
      córunia - diabeł w ludzkiej skórze wink Była nie do opanowania,
      histeryczka potworna, wszystko wymuszała płaczem, przy tym
      piekielnie inteligentna, w przedszkolu Pani nie mogła się jej
      nachwalić, taka mądra, grzeczna, uczynna. Moja Julka? Nie wierzyłam.
      Z przedszkola, dworu przychodziła utytłana tak, że nie raz ubrania
      były do wyrzucenia. Sukieneczki, kokardki? Zapomnij. A, i co
      najbardziej bolało, liczył się tylko tatuś. Ja tyrałam przy niej
      cały dzień, walczyłam wręcz, o wszystko, wieczorem padałam jak po
      wykopkach... i wogóle się nie liczyłam.
      A teraz cie pocieszę, Julka skończyła wlaśnie 5 lat i właściwie mogę
      powiedzieć, że z tego wyrosła. Duże znaczenie miało też pojawienie
      się półtora roku temu brata. Skończyły się histerie (są gdzieś
      wyjątkowo rzadko), można sie całkiem fajnie razem pobawić, przestała
      sie brudzić, jest inna - taka jaką zawsze chciałam mieć, choć nadal
      bardzo roztrzepana, nadpobudliwa (ADHD?.) Niestety ciągle na
      pierwszym miejscu jest tatuś wink
      Poczekaj cierpliwie, u mnie do 3 lat tez była masakra, potem zaczęła
      powoli się zmieniać, dorośleć. Tak jak pisałam pojawienie się
      rodzeństwa jeszcze pomogło.
      Wiem doskonale co czujesz, ale czekaj cierpliwie, wyrośnie smile

      • isma Re: Prztyczek w nos! 11.11.09, 13:44
        No wiec nigdy nie ma tak, zeby bylo idealnie. Moja corunia na ten przyklad,
        odwrotnie niz u Ciebie, Jula, traktuje swego rodziciela (ktory poswiecil jej
        trzy lata zycia w okresie przedprzedszkolnym, oraz lekko liczac pol z czterech
        lat pozostalego zycia, z racji siedzenia w domu z chora) z nooooo...
        lekcewazacym poblazaniem, bym pwoiedziala. Jak zechce to poslucha, a jak nie
        zechce to albo toczy wyniszczajaca dyskusje albo udaje sie do II instancji,
        czyli do mnie.
        Nigdy wprawdzie nie histeryzowala, za to potrafi popatrzec z figlarna mina pt. a
        co mi zrobisz?

        My sie staramy obracac w zart, bo akurat u nas w rodzinie taka konwencja
        podchodzenia do trudnych sytuacji jest. Ponabijac sie troche, poprzeciagac line,
        pokazac, ze to nie jest sprawa zycia i smierci ani walki o wlasna gondosc i
        terytorium. Szkoda zycia na drobiazgi. Sami miedzy soba zreszta zazwyczaj
        teatralnie utyskujemy w konwencji: "co ty bys beze mnie, kobieto zrobila!
        zginelabys jak nic" wzglednie: "gdzie ja mialam oczy i dlaczego ja sie tak musze
        meczyc!". Tak i dziecinie sie czasem powie, wreczajac zeszycik i dlugopis:
        "napisz podanie do sadu, zeby nas adoptowac, jak chcesz w naszym domu byc ojcem
        i matka..."

        Co do ubrania, to, eee, z racji pelnoetatowego wychowywania przez tatusia moje
        dziecie plci zenskiej ma wymogi estetyczne w glebokim powazaniu. Naturalnie,
        podobaja jej sie - i to osmoza szkolno-przedszkolna jest - rozowe ciuchy, ale
        juz, dajmy na to, kwestia codziennego czesania sie nie znajduje sie w sferze
        obligow...
        Ja o to nie walcze. Czasem tylko cos kasliwym polzartem powiem.

        Nasze dziecko tez jest totalnie "inne" - nawet nie w stosunku do naszych jakchs
        wyobrazen, bo wlasciwie takich nie mielismy, poza usilna nadzieja, zeby tylko
        ciezko chora nie byla... - ale w stosunku do naszych wlasnych doswiadczen. No
        wiec trzeba sie uczyc obslugi takiego modelu, jaki nam przypadl.
        On ma zreszta wiele zalet: nie zapowiada sie np. na intelektualistke, nabyta w
        wielu lat czterech umiejetnosc czytania wykorzystuje od lat wylacznie
        utylitarnie, czytajac afisze albo sklady produktow spozywczych ("Mamoooo! Moge
        to jesc, bo to jest bez mleka!"), z ksiazka natomiast dziecka NIE WIDZIALAM
        NIGDY, ale za to spostrzegawczy jest, gietki fizycznie i umyslowo jak leszczyna
        (konie, rower, rolki, lyzwy, marsz z kijkami...), a nadto ma wyjatkowo pogodne
        usposobienie, i nie przejmuje sie niczym dluzej niz piec minut (co okazalo sie
        byc zbawienne podczas wielotygodniowych pobytow w szpitalach).
      • capriglione Re: Prztyczek w nos! 12.11.09, 10:57
        11.jula napisała:
        > Ha, no to cię pocieszę, bo miałam tak samo.

        Jula - właśnie tego mi trzeba! Naprawdę! Cieszę się, że w końcu napisałam
        (zwlekałam z tym postem jakieś 1 rok i 3 miesiące - głownie ze wstydu).
        potrzeba mi świadectw, że nie jestem jedyną dziewczyna na świecie z trudnym
        dzieckiem. Ta się złożyło, że wśród koleżanek, znajomych z pracy, rodziny, nie
        znajduję zrozumienia. Nie chodzi o ich złą wolę, chodzi o brak empatii, bo same
        AŻ takich przebojów nie przechodziły.
        Moja mama n ten przykład - wychowała nas dwie, brała udział w wychowaniu swej
        bratanicy, ma ogromne dośw. pedagogiczne - a teraz miłosiernie zajęła sie
        wnuczką po moim macierzyńskim. Kocha wnuczkę i wiem, że przenigdy lepszej
        opiekunki nie znalazłabym dla córki. Mama ma taką życiową mądrość, spokój duszy,
        ale jednocześnie dużo w sobie humoru, skłonności do śmiechu (za co ja podziwiam,
        znając jej życie), pomysłów na zabawy, wygłupy, tańce itd. I naprawdę dobrze im
        ze sobą. Ale... Zdarza się, że płacze mi ukradkiem, że sobie nie radzi, że nie
        wie, jak ma postępować, że z takim kozim uporem nigdy sie nie spotkała, u
        nikogo. Że przeforsowanie np. wyjścia na dwór, przy ładnej pogodzie, gdy
        panienka akurat chce malować kolorowankę, trwa 2 godziny, a kończy sie ...
        klapsem. Mama zdaje sobie sprawę o niewłaściwości, ale wszelkie racjonalne
        argumenty, potem próby przekupstwa, potem odwracanie uwagi nie sprawdzają sięsad
        Znam to oczywiście z pierwszej ręki.

        > A teraz cie pocieszę, Julka skończyła wlaśnie 5 lat i właściwie mogę
        > powiedzieć, że z tego wyrosła. Duże znaczenie miało też pojawienie
        > się półtora roku temu brata. Skończyły się histerie (są gdzieś
        > wyjątkowo rzadko), można sie całkiem fajnie razem pobawić, przestała
        > sie brudzić, jest inna - taka jaką zawsze chciałam mieć, choć nadal
        > bardzo roztrzepana, nadpobudliwa (ADHD?.) Niestety ciągle na
        > pierwszym miejscu jest tatuś wink

        I to mnie trzyma przy życiu. Dziękujęsmile
        Jeśli chodzi o moją A......, to akurat problemu nadpobudliwości ruchowej nie ma.
        W stanach swego dobrego humoru jest bardzo spokojna, chodzić się nauczyła późno,
        nie raczkowała wcale. Jest wprost niebywale ostrożna, jak obserwują ją podczas
        zabaw w piaskownicy, przy innych dzieciach. To nie typ Żywczyka, tylko
        Poprzeczniak (zawsze na NIE) z Wrażliwcem (małe wahnięcia w rutynie wyprowadzają
        ją z równowagi).

        Tak jak pisałam pojawienie się
        > rodzeństwa jeszcze pomogło.

        Może i u nas by się sprawdziło? Moja córeczka teraz to juz prawie codziennie
        prosi o dzidzię. Ma mały kontakt z dziećmi (posucha w rodzinie), ale gdy
        sporadycznie się zdarzał, to zawsze jest b. opiekuńcza do małych dzieci, aż za
        bardzo chciałaby uszczęśliwić niemowlęsmile Smoczek, buteleczka, pobujać w wózkusmile
    • mamalgosia Re: Prztyczek w nos! 11.11.09, 10:19
      Zawsze pragnęłam mieć córkę.
      Byłam rozczarowana po usg w pierwszej ciąży.
      Po usg w drugiej ciąży płakałam.
      Kocham moich Chłopców na zabój. Ale ta tęsknota za córką i wszystkim
      co - w moim mniemaniu - za tym idzie - pozostała. Niespełniona.
      To inny prztyczek. I mam to wszystko, co i Ty masz tyle, że bez
      sukienek.
      • sion2 Re: Prztyczek w nos! 11.11.09, 11:30
        A my mamy zgoła inny problem z pannicą której foto zalinkowane ma. To coreczka
        mojego brata, ma teraz 2 lata i 3 mce. To jest dziecko-mimoza.

        Bardzo spokojne, grzeczne, spojrzenie na nią "groźne" wywołuje lęk jaki u innych
        dzieci może wywyołac dopiero wrzask rozwścieczonego doroslego. Bardzo posłuszna,
        porzuca stukanie młotkiem czy walenie w bębenek natychmiast po pierwszej prosbie
        powiedzianej łagodnym głosem aby tego nie robiła. Oczywiscie wyraza swoje
        zdanie, jesli tylko nikt nie ma "ale" Wiktoria domaga sie wielu rzeczy i stawia
        na swoim.
        Chłonie wrazenia na maxa, po wyprawionych 2-gich urodzinach dostala 40 C
        goraczki. Mimo że widzi moich rodzicow nie rzadziej niz co 2 mce "na zywo" a co
        tydzien przez kamerkę internetową, a często widujemy się co miesiac-6 tygodni i
        zawsze na kilka dni z rzędu - za kazdym razem nasz dom jest dla niej totalnie
        nowy, dostaje histerii z lęku, krzyczy "ja nie chce" gdy jest wnoszona do domu
        dziadkow. Moim rodzicom jest niezmiernie przykro z tego powodu. Gdy przychodza
        goscie, potrafi siedziec godzine nieruchomo wtulona w tate, nie wydajac ani
        dzwieku ani nie chcac sie bawic itd.

        Na luzie jest wylacznie u siebie w domu, w otoczeniu drugiego dziadka, mamy,
        taty + ewentualnie jednej osoby obcej (chocby to byla najblizsza ciocia czyli ja).

        Moj tata byl bardzo spragniony wnuczecia, mial i ma doskonala relacje ze mna i
        bratem w dziecinstwie, moj brat instynktownie to wszystko powtarza w relacji z
        Wiki. Mala ma oparcie w tacie najwieksze.

        Nikt nie wie dlaczego mala jest taka wrazliwa i lękliwa. W domu nie ma przemocy,
        nie ma nerwowej atmosfery, wszyscy są rowni (to na wszelki wypadek piszę gdyby
        ktos nas podejrzewal o tlumienie indywidualizmu i żeńskich czlonkow rodziny w
        imie katolickiego patriarchatu) - ja jestem silna osobowoscia i brat tez, mala
        widzi na co dzien jak kazdy walczy o swoje, bratowa do uleglych tez nie nalezy.
        Wiki jest zachecana do odwagi, do wlasnego zdania i ma je ale tylko w otoczeniu
        najblizszych.

        Twoja corka jest trudna w dziecinstwie ale poradzi sobie w zyciu. A czy nasza
        mimoza tez?
        • sion2 Re: Prztyczek w nos! 11.11.09, 11:34
          Dodam że w niemowlectwie byla idealna. NIe miala kolek, wysypek, kataru a noc
          zaczela przesypiac cala w wieku 5 mcy. Jest dosc samodzielna w obsludze, spozywa
          posilki calkiem sama odkad skonczyla 1,5 roku.
          Ale... nawet juz calkiem sama tzymala rownowage i szla o wlasnych silach, nie
          chciala przez 3 mce (!) chodzic bez trzymania synbolicznego doroslego za palec,
          za jeden palec.
          Teraz ma 2 lata i 3 mce i nie chce porzucic pieluchy aczkolwiek to wina rodzicow
          jej niestety.
        • capriglione Re: Prztyczek w nos! 12.11.09, 11:02
          sion2 napisała:
          > Nikt nie wie dlaczego mala jest taka wrazliwa i lękliwa.

          Kolejny raz się potwierdza, że dzieci są kompletnie różne, odbiegają
          charakterologicznie od rodziców. Nie zdziwiłabym się prawom genetyki, gdyby
          Wiktoria była moja córeczka, bo dostrzegam w jej wizerunku swoje cechy z
          dzieciństwa i nie tylko. Mąż jako chłopczyk, tez ponoć był chorobliwie
          nieśmiały, uwiązany do maminej spódnicy (chwała Bogu, że z tego wyrósłsmile). A
          córeczka spadła nam wprost z Księżyca!!!
          Z kolei odwaga mojej córci w kontakcie z obcymi wprost mnie zdumiewa. Wchodząc
          do lekarza np. głośno Dzień dobry, nazywam się A....., pani będzie mnie badać?
    • nati1011 Re: Prztyczek w nos! 11.11.09, 11:30
      capriglione smile))

      To ja też dostałam prztyczka. Ale nawet podwójnie smile

      Też chciałam córeczke. Tylko córeczkę. Moja nie płakała i nie
      wrzeszczała, ale konsekwentnie stawiała na swoim. przez 3 lata
      wisiała na cycu i wtedy mama była jej jeszcze do czegoś potrzebna.
      Poza karmieniem ignorowała mnie cąłkowicie. Liczył się tylko tatuś.
      Mnie nawet nie dała sie za bardzo przytulić. Jak odstawiłam ja od
      piersi, to wogóle się na mnie obraziła. Jak miała 4 lata maż wysłał
      nas na tydzień nad morze, by w tym czasie wyremontowac łazienkę.
      Młoda przynajmniej 4 razy na godzine przypominała mi, z eona wcale
      nie chciała ze mna jechać, ze zrobiła to tylko dlatego, ze tatuś ja
      o to poprosił. Po 2 dniach miałm ochote wsadzić trola w pks smile

      Jak zdecydowaliśmy się na 2 dziecko, też chciałam dziewczynkę.
      Miałam nadzieję, ze druga nie bedzie mnie tak ignorować, a poza tym
      bedą sie łatwiej chować. Byłam potwornie rozczarowana synem. Nie
      wiedziałam wogóle jak do niego podejść. Bałam się, że nie potrafie
      sie nim zająć ani wychować. Okazało sie jednak, ze to z synaem mam
      dużo lepszy kontakt. To włąśnie z nim nadajemy na tych samych falach
      i to on jest zdecydowanie bliższy mi charakterem. A córka nadal
      pozostaje indywidualistką. Chodzi własnymi drogami. Charakter ma ze
      stali i choćby ją cieli i solą sypali, to jak się uprze, nie ustąpi.
      Jak kiedykolwiek wyjdzie za maż, to zięć bedzie miał przegwizdane
      jak w ruskim czołgu wink)

      Piszesz Capriglione o codziennych walkach - ja mam to od 12 lat.
      Walki są o wszystko. O godzine wstawania, o to co na śniadanie, o
      to co na siebie włożyc..... Chyba nawet Napoleon na 2 frontach nie
      stoczył tyle walk. Ja jestem potwornie zmęczona, bo rozumiem walki o
      sprawy ważne, ale toczyć bój o każdy drobiazg, i to codziennie od 12
      lat, to naprawdę nie na moje siły. A tak... ja powiem słowo, a moja
      latorośl 15. Zawsze jej musi być ostatnie słowo. Nie zna pojecia:
      koniec dyskusji. Nie, ja nie oczekuje już rad wychowawczych.
      Przerobiliśmy wszystko. I stawianie na swoim i ustępowanie. Jak 3
      dni walczyła, ż enie bedzie jesć chleba z wędliną i 4 -tego dnia
      robie jej kanapkę z serem, to sie awanturuje, ze wszyscy dostali
      szynkę a ona nie wink No taki charakterek. Moze kiedys wyrośnie...
      łudze się jeszcze wink)

      Wielkim sukcesem jest fakt, że po kilku duzych awanturach, gdy siłą
      dosłownie postawiliśmy na swoim, młoda po jakimś czasie przychodzi i
      mówi, ze faktycznie mieliśmy racje, ze tak było lepiej.... Al ejuż
      następnego dnia kłóci się o kolor skarpetek wink

      Życzę wam dużo cierpliwości i znalezienia "klucza" do córeczki.
      Zawsze też mozesz napisać, jak mała da ci sie szczególnie w kość. smile)
      Może cię to pocieszy, że córka nie jest aż tak bardzo inna od innych
      córeczek smile

      Ps. u nas też było parę poważnych problemów zdrowotnych - przez to
      ja ustępowałam, brakowało mi pewności, bo jak to? Może to tylko
      wynik choroby itp. Ale wszystkie paskudztwa
      wyleczyliśmy/wykluczyliśmy, a mała kręci nami jak chce smile
      • ula27121 Re: Prztyczek w nos! 11.11.09, 19:50
        nati1011 napisała:

        >
        > Piszesz Capriglione o codziennych walkach - ja mam to od 12 lat.

        O matko!!!! No to ja nie wiem.....liczę na cudowne odwrócenie jak przy starszym
        a ty taki numer może być.....? Załamałam się.....
      • capriglione Re: Prztyczek w nos! 12.11.09, 11:58
        nati1011 napisała:
        > Młoda przynajmniej 4 razy na godzine przypominała mi, z eona wcale
        > nie chciała ze mna jechać, ze zrobiła to tylko dlatego, ze tatuś ja
        > o to poprosił. Po 2 dniach miałm ochote wsadzić trola w pks smile

        Musiało być Ci smutnosad
        Nasza tez jest na najlepszej drodze, aby zostać córeczka tatusia. Postawiona
        przeze mnie do kąta, woła wniebogłosy : Tatusiu, tatusiu. Na szczęście mąż sie
        nie daje na te popisy.

        > Piszesz Capriglione o codziennych walkach - ja mam to od 12 lat.
        > Walki są o wszystko.

        I tu sie zmartwiłamsad Jeszcze tyle przede mnąsad
    • mabrulki Re: Prztyczek w nos! 11.11.09, 12:23
      Capriglione,to ja pocieszę.
      Mam identyczne doświadczenia z córką,jak opisujesz.Co do joty.
      Łącznie z diagnozowaniem nie-wiadomo-czego bo w głowie się nam nie mieściło że
      "normalne", zdrowe dziecko może tak się zachowywać.
      Najgorsze trwało do ok.trzeciego roku życia.
      Potem zaczęło się poprawiać.
      Ona z tego wyrosła.
      Dodam że my już straciliśmy nadzieję że będzie lepiej.A jednak.
      Za dwa miesiące skończy 6 lat.Nie sprawia żadnych problemów.Jest mądra,można jej
      wszystko wytłumaczyć i ona się stara zrozumieć i dostosować.Zaczęła panować nad
      swoimi emocjami na poziomie umożliwiającym rodzinie normalne funkcjonowanie.
      Oczywiście,nadal jest nadwrażliwa,reaguje emocjonalnie,ma swoje "dziwactwa".Ale
      to wszystko się unormowało do akceptowalnego poziomu.
      Naprawdę,jeszcze pamiętam jaka byłam wykończona fizycznie i psychicznie i
      pamiętam że nie wierzyłam że cokolwiek się zmieni-ale tak się stało,tak po
      prostu.Trzymaj się.
      • verdana Re: Prztyczek w nos! 11.11.09, 13:01
        No, to ja widocznie jestem wredniejsza niż przypuszczalam...
        Bo u mnie sytuacja z pierwszym synem byla podobna. Ale kompletnie
        nie wyobrazam sobie półgodzinnej walki z trzylatkiem o załozenie
        kurtki.
        Po paru minutach ja taką kurtke zakladałam dziecku - cóż, jestem od
        niego silniejszasmile I przekonalam się, ze to działa - dziecko po
        prostu szybko uczylo się, ze w pewnych sprawach wygrac nie moze.
        Z drugiej strony starałam się odpuszczac wszelkie drobiazgi typu -
        jedzenie (nie chcesz jeść, to nie), ubieranie (a wkladaj co chcesz) -
        szybko zresztą okazało sie,z e dzieci ubirajace sie samodzielnie
        zaziębiaja się o polowę rzadziej - syn zaczął wkladac rzeczy o
        połowę lzejsze niż ja bym mu załozyla, a corka ubierala sie znacznie
        cieplej, niż kiedykolwiek bym ją ubrala.
        Rozumiem też, że badania psychologicznego można nie przeprowadzić,
        gdy dziecko stawia opór. Nie rozumiem jednak, jak psycholog moze
        działac pod dyktando dziecka.
        Czy nie jest jednak tak, ze Wy macie zbyt dobre serca? Że boicie się
        być bardzo stanowczy, bo dziecko placze? Albo przeciwnie, wydajecie
        dziecku bardzo czesto polecenia (obliczylam kiedyś, gdy najstarszy
        byl wyjątkowo niegrzeczny, ze w ciągu godziny wydalam mu 40 poleceń -
        i przestalam się dziwic, ze jest niegrzeczny...).
        • wiesia140 Re: Prztyczek w nos! 11.11.09, 13:20
          odpowiem za siebie , ja muszę być stanowcza inaczej nic nie osiągnę z
          dziećmi, ale cierpliwość też muszę mięć , bo autystykowi trzeba nieraz
          dwadzieścia razy powtórzyć zanim zrozumie , a i tak później może
          zapomnieć i znowu mamy powtórkę z rozrywki. Z dzieckiem zdrowym sytuacja
          może wyglądać podobnie.
        • nati1011 Re: Prztyczek w nos! 11.11.09, 13:26
          Verdana, tak szczerze mówiąc, to dla mnie najwiekszym problemem było
          nieposłuszeńśtwo córki. Ja z założenia słuchałam rodziców. Dl amnie
          nie do pomyślenia jest, ze dziecko może się o wszystko z matką
          kłócić. O wszystko dosłownie. I do dzisiaj mam z tym problem. Po
          prostu wysiadam. Nie jestem w stanie tego przeskoczyć.

          A co do drobiazgów - to oczywiscie ustępuję, ale to i tak nie
          zmniejsza ilości sprzeczek wink

          Nie rozumiem jednak, jak psycholog moze
          > działac pod dyktando dziecka.


          No tego ja tez nie rozumiem. Ale trafiło nam się 2 razy i pani
          psych. była strasznie oburzona. Ale to przecież ona jest fachowiec.
          Ja tylko prosty inżynier wink
          • verdana Re: Prztyczek w nos! 11.11.09, 14:38
            A widzisz...
            Ja też sluchalam rodzicow, ale moi rodzice niespecjalnie tego
            wymagali. I z pewnym przerazeniem patrzę teraz na nastolatka, ktory
            na moje polecenia odpowiada "tak jest" - na szczęście potem czasem
            ich nie wykonujesmile. Byłam raczj zadowolona z corki, ktora potrafila
            się "postawić". Czyli nie jest wykluczone, ze nasze dzieci moga byc
            nawet podobne, tylko inaczej na nie patrzymy - dla mnie
            tzw "pyskowanie" i klocenie się z rodzicami jest raczej objawem
            pozytywnym, choć oczywiscie wymagalam, szczegolnie od malych dzieci,
            posluszenstwa w sprawach zasadniczych.
            I taka uwaga, ktorej nie bierz za bardzo na serio - aby się kłocic
            potrzebne sa dwie strony. Czasem powiedzenie "dobrze, rob jak
            chcesz" okazuje się zbawienne.
            • nati1011 Re: Prztyczek w nos! 11.11.09, 18:38
              > I taka uwaga, ktorej nie bierz za bardzo na serio - aby się kłocic
              > potrzebne sa dwie strony. Czasem powiedzenie "dobrze, rob jak
              > chcesz" okazuje się zbawienne.


              Masz 100% rację. Tylko, ze nie da sie całkiem odpuścić. Co zrobić
              rano, jak dziecko nie chce wyszykować sie na czas do szkoły? Albo
              odmawia jedzenia śniadania - wogóle. Przecież nie wypisze ją ze
              szkoły, a brak śniadania w jej wypadku jest zabójczy - ma przewlekłe
              zapalenie przełyku i żołądka i ABSOLUTNIE nie moze chodzić głodna.

              Bałagan w jej pokoju odpuszczam w 99%, ale nie moge pozwolić, by
              zrobiła totalny sajgon w cąłym mieszkaniu. Z jakiej racji mam
              oglądać jej brudne skarpetki pod stołem w salonie?
              • isma Re: Prztyczek w nos! 11.11.09, 19:10
                A problem skarpetek to mysmy rozwiazali metoda ich konfiskowania. Skarpetka
                znaleziona w miejscu do tego nieprzeznaczonym dostaje bana, i wrychle dziecina
                staje przed perspektywa chadzania na zmiane w dwoch wylaczonych spod zasady
                parach, ktorych nienawidzi.
                • verdana Re: Prztyczek w nos! 11.11.09, 20:23
                  Cóż, moj nastolatek chodzi z reguly w skarpetkach nie do pary, bo
                  gubi. Niestety, jemu to nie przeszkadza.
                  • isma Re: Prztyczek w nos! 11.11.09, 23:51
                    No bo to do kazdego trzeba znalezc zindywidualizowane dojscie wink)). Moje
                    dziecko nie cierpi, jak je cos "gryzie" (przy czym poczucie "gryzienia" jest
                    zupelnie irracjonalne i nie ma nic wspolnego ze skladem surowcowym,
                    sprawdzalam), a te dwie znienawidzone pary sa wlasnie jakoby "gryzace".
              • verdana Re: Prztyczek w nos! 11.11.09, 20:22
                Rano budzilabym dziecko znacznie wczesniej pod haslem "jak nie
                dążysz, to wstajesz o 6 i gasisz światlo też godzinę wcześniej, bo
                wyspać się musisz". Myslę, ze to mogloby poskutkować.
                Na skarpetki rzucam haslo "skarpetki" bez awantury.
                Ze śniadaniem faktycznie jest problem - moja corka tez nie jadla i
                pare razy zaslabla w szkole (ma bardzo niskie cisnienie). Ale
                zaslabniecia moge odpuscic, zapalenia rpzelyku - nie. Tu prawde
                mowiac zastosowalabym stare, dobre przekupstwo.
                • nati1011 Re: Prztyczek w nos! 12.11.09, 07:38
                  I widzisz, przy naszym dziecku poddają sie nawet psycholodzy.

                  Młoda wstaje codziennie o 6 (do szkoły ma 10 minut) budząc cały dom,
                  któremu w zupełności wystarczy 7 rano na uszykowanie. Ale nawet te 2
                  godziny nie starczają, by się wyszykować. Za to jak chciała jechac z
                  babcia na grzyby i zaspała, to uszykowała sie dosłownie w 30sekund -
                  wiec na pewno jest to wykonalne. Ale szkoła to przecież nie grzyby.
                  Nie wiem czy uwierzycie, ale rajstopy można zakąłdac przez 45 minut -
                  kiedyś zmierzyliśmy - od rozpoczęcia stopy do podciagniecia części
                  majtowej. Pomysł Ismy też kiedyś wypróbowaliśmy, ale w efekcie cały
                  dobytek znalazł sie w workach, a dziecko stwierdziło, że jeżeli o
                  nią chodzi, to do szkoły iść nie musi. A zaległosci chorobowych
                  miała juz tak dużo, ze na kolejne kilka dni nie mozna było pozwolić.

                  Co do bałaganu - już kiedyś pisałam, ze zdarza mi sie przyjmowac
                  klientów w domu i nie mogę sobie pozwolić na skarpetki - i inne
                  rzeczy - nie na miejscu przynajmniej w przestrzeni publicznej. A co
                  do przekupstwa, to aż tak bogata nie jestem, by młodej płącić za
                  zjedzenie śniadania wink

                  Do niedawna była wogóle masakra - bo młodej dosłownie na niczym nie
                  zależało - wiec żadna kara nie byłą dotkliwa. Teraz rozwija sie juz
                  towarzysko-społecznie i regulujemy najbardziej istotne sprawy
                  zakazami spotkań z koleżanką czy zaborem gadżetów, bez których nie
                  można chodzić do szkoły wink
                  • verdana Re: Prztyczek w nos! 12.11.09, 15:21
                    A probowałas metody drasycznej - czyli umowienia się z Pania, ze
                    corka będzie surowo karana i zawstydzana za spóźnienia. Czyli - nie
                    popedzasz, tylko przypominasz, ze jest juz malo czasu - ona się
                    spóźnia i za kare dostaje regularnie uwagę i np. 50 zadań do
                    odrobienia na jutro, albo wypracowanie, albo przepisanie czytaniki.
                    Nie od Ciebie, od Pani.
                    Myslę, ze to mogloby podziałać.
                    • nati1011 Re: Prztyczek w nos! 12.11.09, 15:33
                      Nie chcę sie powtarzać, ale szkoła była zupełnie pod tym względem
                      beznadziejna. O tym, ze dziecko się regularnei spóźnia, dowiedziałam
                      się po pół roku. Zadań domowych nie odrabiała wogóle, a co dopiero
                      mówic o dodatkowych.

                      Teraz małej zależy na szkole - ale grzebeie sie jak wczesniej, tyle
                      że staje skoro świt (dziś o 5.30) i budzi wszystkich.
                      • verdana Re: Prztyczek w nos! 12.11.09, 17:23
                        Ale ja mowię o obecnej szkolesmile
                        A probowalas metody "na minutnik" - u mnie dzialala niezle. Bo
                        zaczynam miec wrażenie, ze to nie Ty masz klopot z córka, tylko
                        Twoja córka ma autentyczny problem - chyba naprawde nie potrafi
                        szybciej (jedna wycieczka to nie dowod). Mierzyłas jej cisnienie?
                        • nati1011 Re: Prztyczek w nos! 12.11.09, 19:17
                          Ale teraz sie nie spóźnia. Tylko wstaje niemożliwie wczesnie.

                          Ciśnienie ma ok - ale grzebułą z niej potworna. To co można zrobić w
                          3 minuty jej zajmuje 3-4 godziny.

                          Od razu uprzedzę - neurologicznie ok i psychologicznie teoretycznie
                          tez w normie - taki charakterek. Dla mojego dziecko nie istnieje
                          słowo: szybko lub pośpiesz sie. Czas to czysta abstrakcja. Psycholog
                          twierdzi, ze nie ma problemu ze skupieniem sie na 1 sprawie, ale nie
                          chce tego robić. Tak jest jej wygodniej. Przynajmniej takie sprawia
                          wrażenie. Liczę, zę z czasem wyrośnie... mam nadzieję...
              • capriglione Re: Prztyczek w nos! 12.11.09, 13:12
                nati1011 napisała:
                Tylko, ze nie da sie całkiem odpuścić. Co zrobić
                > rano, jak dziecko nie chce wyszykować sie na czas do szkoły? Albo
                > odmawia jedzenia śniadania - wogóle. Przecież nie wypisze ją ze
                > szkoły, a brak śniadania w jej wypadku jest zabójczy - ma przewlekłe
                > zapalenie przełyku i żołądka i ABSOLUTNIE nie moze chodzić głodna.

                Z tym odpuszczaniem mam tak samo! Czasem w desperacji odpuszczam i wychodzi na
                dobre! Ale nie zawsze! Jak bez powodu (nakarmiona, przewinięta dopiero co, ok.
                roczku) zaczęła sie drzeć w wózku w grudniu, gdy byłysmy w parku, to nie mogłam
                "ignorować", no bo mróz itd. Niestety wyciaganie je z wózka, próba uciszenia,
                odwracanie uwagi ptaszkami, kotkami itd. - zero skuteczności. Efekt - zapalenie
                gardła w tydzień później, potem powikłania, ucho, oskrzela - i to ja mam "karę"
                w postaci 3 tygodni zwolnienia, niespania w nocy (w dzień tez nie, bo
                praktycznie moje dziecko w domu od urodzenia w dzień nie usnęło, tylko na dworze
                przy ostrym bujaniu, każda moja minuta na ławce okupiona była momentalnym
                wybudzeniem i krzykiem na pół godziny w wersji optymistycznej. Przerobiłam
                spacery podczas burzy, gradobicia, zawiei śnieżnych, wszystkich odmian deszczu i
                naszych nadmorskich huraganów. A w domu, choćby umierała ze zmęczenia, oczy się
                same kleiły, czy bez wspomagaczy ze wspomagaczami, nie było szans na zaśnięcie).

                Często zatem to 'odpuszczanie" w konsekwencji przynosi mi robotę, problemy, a
                dla małej jest przynajmniej neutralne.
            • ula27121 Re: Prztyczek w nos! 11.11.09, 19:59
              verdana napisała:

              > A widzisz...
              > Ja też sluchalam rodzicow, ale moi rodzice niespecjalnie tego
              > wymagali. I z pewnym przerazeniem patrzę teraz na nastolatka, ktory
              > na moje polecenia odpowiada "tak jest" - na szczęście potem czasem
              > ich nie wykonujesmile. Byłam raczj zadowolona z corki, ktora potrafila
              > się "postawić". Czyli nie jest wykluczone, ze nasze dzieci moga byc
              > nawet podobne, tylko inaczej na nie patrzymy - dla mnie
              > tzw "pyskowanie" i klocenie się z rodzicami jest raczej objawem
              > pozytywnym, choć oczywiscie wymagalam, szczegolnie od malych dzieci,
              > posluszenstwa w sprawach zasadniczych.
              > I taka uwaga, ktorej nie bierz za bardzo na serio - aby się kłocic
              > potrzebne sa dwie strony. Czasem powiedzenie "dobrze, rob jak
              > chcesz" okazuje się zbawienne.


              Verdano.....a może Ty jakiś krótki poradnik wydasz? Zapłacę, dobrze zapłacęsmile
      • capriglione Re: Prztyczek w nos! 12.11.09, 12:01
        mabrulki napisała:
        > Capriglione,to ja pocieszę.
        > Mam identyczne doświadczenia z córką,jak opisujesz.Co do joty.
        > Łącznie z diagnozowaniem nie-wiadomo-czego bo w głowie się nam nie mieściło że
        > "normalne", zdrowe dziecko może tak się zachowywać.

        Dzięki za słowa pocieszenia. Już pisałam wyżej Juli, Nati, teraz Tobie, że
        wszystkie podobne przypadki napawają mnie nadzieją, że jednak nie jestem
        wyobcowana, mimo że w otoczeniu aż takich "schizmowatych" dzieci nie ma!
        • nati1011 Re: Prztyczek w nos! 12.11.09, 12:22
          Dziewczyny po prostu mają charakterek smile

          Jako, ze moja chyba najstarsza, to dodam tylko, ze pod tą pyskatą i
          arogancką miną skrywa się naprawdę wrażliwa osóbka, która czasami
          arogancją próbuje przykryć swoją delikatność.

          A z obserwacji otoczenia wychodzi, ze takie problemy najcześciej
          właśnie z dziewczynkami. Chłopcy co najwyzej broją, ale emocjonalnie
          dużo równiejsi wink
          • verdana Re: Prztyczek w nos! 12.11.09, 17:24
            O, dziękuję - u mnie akuat odwrotniesmile
    • rechercher Re: Prztyczek w nos! 11.11.09, 14:12
      po pierwsze, wiek 3 lat jest ciężkim okresem - moja tez miała takie ataki histeriii i ogólnie była wtedy trudna sad potem takie trudniejsze miesiące zdarzały się co pół roku - cierpliwości życzę.

      2ga sprawa, piszesz, że chodzisz do pracy, zatem spędzasz z dzieckiem tylko parę godzin w ciągu dnia, dla mnie nie jest to dziwne że walczy ono wtedy o Twoją uwagę, chce być najważniejsze itp.

      a to że teraz masz pod górkę wcale nie znaczy że za parę lat nie będziecie prawdziwymi "kumpelami"
      • capriglione Re: Prztyczek w nos! 12.11.09, 12:09
        rechercher napisała:
        > po pierwsze, wiek 3 lat jest ciężkim okresem

        U nas ten słynny "bunt dwulatka' zaczął się przy roczku (pesymistycznie to trwał
        od urodzenia) i się nie skończył, chociaż jest na pewno teraz o niebo lepiej,
        ponieważ już jakieś słowne argumenty zaczynają do niej trafiać. Dawniej na te
        wielogodzinne sesje histerii słowami nic się nie zdziałało.

        > 2ga sprawa, piszesz, że chodzisz do pracy, zatem spędzasz z dzieckiem tylko par
        > ę godzin w ciągu dnia, dla mnie nie jest to dziwne że walczy ono wtedy o Twoją
        > uwagę, chce być najważniejsze itp.

        To trudny dla mnie temat. Opuszczałam ją po macierzyńskim ze łzami w oczach,
        zostawiając pod opieka Mamy. Nie miałam żadnego innego wyjścia. Z tym że ona już
        wtedy należała do wyjątkowo uporczywych niemowlaków, a ten stan się tylko
        pogłębiał. Nie wiem, na ile moje wyjścia do pracy, przyczyniały się do jej
        rozchwiania. Wiem tylko, że po powrocie z pracy jestem "cała jej"! Zrobiony
        poprzedniej nocy obiad tylko odgrzewam i jestem do jej dyspozycji: zabawy,
        przytulenia, lektury, wiosną czy latem jeszcze popołudniowo-wieczorny spacer.
        Tym bardziej dramatyczne było dla mnie to, że na mój widok po powrocie, tak ok.
        od 1,5 roczku do 2,5 roku reagowała koszmarnym wyciem, które nie dało się utulić
        wszystkimi wypróbowanymi sposobami naszych babć i trwało od 2 do 3 godzin.
    • ula27121 Re: Prztyczek w nos! 11.11.09, 19:26
      Mam trzylatkę, chcieli ją we wrześniu wyrzucać z przedszkola....u pani pedagog
      bywałam częstym gościem. W sumie to ta moja baarrdzzo podobna do Twojej, z
      zasypianiem tylko nie mamy problemów ale o nocach nie chcę wspominać.

      Powiem, że jak zaczęłam czytać Twój post to będzie on o zbuntowanej
      nastolatce....nie jestem ekspertem ale moje doświadczenie mówi mi, że takie
      dzieci zmieniają się z miesiąca na miesiąc. O prztyczku będziesz mogła mówić za
      jakieś 5-10 lat. Teraz to trochę za wcześnie.

      A ogólnie to uważam, że dzieci dają w kość i tyle. Ja mam starszego syna i
      drugie dziecko miało być łatwiejsze, śpiące, ja miałam się mniej przejmować,
      miało rosnąć i chować się przy okazji.....bajki, wszystko to bajki.
    • sadosia75 Jak bys pisala o mnie i mojej mlodszej corce 12.11.09, 10:12
      Dokladnie tak samo mialam z moja Julka. Identycznie. Dziecko zawsze
      chcialo postawic na swoim, zawsze wiedzialo lepiej, przespane noce
      przez pierwsze 3 lata jej zycia moge policzyc na palcach jednej
      reki!
      I doszlo do tego, ze zaczelam sobie wyrzucac jestem zla matka, nie
      nadaje sie na matke, nie rozumiem wlasnej corki, pozniej to juz
      bylo w mojej glowie coraz gorzej.
      i tak w przychodni spotkalam daaaawna znajoma z piaskownicy. i to
      ona mi powiedzila cos madrego, ze nasze dzieci to nie my, nie
      mozemy z gory zakladac, ze bedzie tak jak sobie wymarzylysmy.
      dziecko to dziecko, ono to nowe istnienie, nowy czlowiek. i jak
      kazdy zywy czlowiek ja tez mam prawo sobie wyrzucac, ze jestem zla
      matka, ze prawie wiekszosc matek sobie tak mowi i, ze z nami
      wszystko jest w porzadku tylko ja oczekiwania mialam zbyt duze.
      i odpuscilam sobie idealizowanie naszych relacji. wzielam sie w
      garsc i kiedy mala zaczynala histerie o nowa lalke mowilam nie i
      podawlam powody dlaczego nie, jesli nie chciala isc spac to
      nastepnego dnia na kilka godzin przed planowana godzina snu
      wybawilam mala do takiego stopnia, ze pozniej sama kladla sie spac.
      i wreszcie na swiat telewiji przyszla Dorota Zawadzka i jej cudowne
      ksiazki. podzialalo choc to byla ciezka praca.
      po 5 latach od dnia narodzin mojej corki wiem kilka madrych rzeczy
      corka to nie ja
      nigdy mna nie bedzie
      nasze relacje byc moze kiedys wejda na ten poziom jaki mialam ze
      swoja Mama, ze swoja siostra. ale NIE musi.
      teraz corka jest typowa coreczka tatusia.
      i nie zadreczam sie myslami, ze mam zle dziecko a ja jestem zla
      matka. bo kazdej z nas kazdej matce i kazdemu ojcu zdarza sie tak o
      sobie myslec.
      a jak juz braknie mi sil to zaczynam sie modlic, albo jade na
      cmentarz. kiedys tylko do dziadkow teraz juz i do Mamy. i tam
      znajduje ukojenie nerwow, nowa sile na zycie i znajduje milion
      powodow, dla ktorych chce byc z moja rodzina.
      Glowa do gory wszystko przed Wami. Byc moze staniesz sie
      przyjaciolka swojej corki w momencie dla Ciebie najmniej
      spodziewanym. w koncu tyle przed Wami kobiecych spraw smile
      • capriglione Re: Jak bys pisala o mnie i mojej mlodszej corce 12.11.09, 12:13
        sadosia75 napisała:
        > I doszlo do tego, ze zaczelam sobie wyrzucac jestem zla matka, nie
        > nadaje sie na matke, nie rozumiem wlasnej corki, pozniej to juz
        > bylo w mojej glowie coraz gorzej.

        Podpisuję się!!!! Niestety powstał konflikt wewnętrzny: Chcę być dobrą matką
        contra jestem złą matką (no bo jak moge byc dobra, skoro moje własne ukochane
        dziecko spędza większość doby na wrzaskach, rykach itd)
        Teraz, jak mała chce mi dokuczyć, powtarza jak mantrę: Nie kocham cie mamo! Nie
        lubię cię! Idź sobie ode mnie!
        Staram się to ignorować, nie wzmacniać tych zachowań swoja złościa czy obrażeniami.
        • sadosia75 Re: Jak bys pisala o mnie i mojej mlodszej corce 12.11.09, 12:34
          Capriglione a czy Ty wiesz,ze corka w cale tak nie mysli? Czy
          wiesz,ze mowi takie rzeczy po to, zeby Ci dokuczyc? Jak tak mowi to
          Ty jej odpowiedz, ze Ty ja kochasz, ze lubisz itp.
          Podstawowa sprawa jest sobie uswiadomic kilka rzeczy. Kazda z
          kobiet,ktora ma "ciezkie" dziecko tak o sobie mysli, kazda z nas ma
          chwile zwatpienia, kazda z nas uslyszala juz,ze jest zla matka, ze
          dziecko jej nie kocha. Kiedys jak dorosnie powie Ci wiele gorszych
          slow. ale nie bierz ich do serca, bo beda wypowiadane w zlosci.
          Piszesz,ze masz swietny kontakt z Mama. poradz sie jej, porozmawiaj
          z nia. wyzal sie i wylej z siebie wszystko co Cie boli. Nie
          nastawiaj sie na magnetyczne dzialanie, ze Twoja corka i Ty
          bedziecie kiedys jak Ty z Mama swoja. Mozecie, ale nie musicie.
          Docen to co masz, zmieniaj to co mozesz zmienic.i najwazniejsze
          gdybys byla zla matka to czy bys szukala porady? czy staralabys sie
          cokolwiek zmienic, naprawic? czy zle matki tak robia? Nie mysl o
          sobie zle, bo poglebiasz sie w negatywnych emocjach. a dziecko
          potrafi je wyczuc w sekunde.
        • mamalgosia Re: Jak bys pisala o mnie i mojej mlodszej corce 12.11.09, 13:06
          Nie usłyszałam jeszcze czegoś takiego od dziecka. I przyznam, że
          gdybym usłyszała, to byłoby mi źle - nawet z wiedzą, że dziecko tak
          mówiąc wyraża tylko swoje emocje, a nei naprawdę nie kocha.
          My natomiast jesteśmy brutalni. Kiedyś jeden Synek drugiemu Synkowi
          własnie coś takiego palną - że go nienawidzi, czy nie kocha, nie
          pamiętam dokładnie. I wtedy mu powiedzieliśmy, że w tym domu wszyscy
          się kochają, a jak on nie kocha, to chyba będzie zmuszony poszukać
          sobie innej rodziny, którą pokocha
          • capriglione Re: Jak bys pisala o mnie i mojej mlodszej corce 12.11.09, 13:18
            mamalgosia napisała:
            > Nie usłyszałam jeszcze czegoś takiego od dziecka.

            Słyszę to średnio 4 razy na dobę! Uodporniłam się!
            Ostatnio dużo woła przez sen w nocy. Jak myślicie, co zaprząta jej podświadomość?
            Sa to wołania:
            Nie chcę tego (często)
            Nie będę
            Nie kocham mamy/tatusia
            NIE NIE NIE (najczęściej)

            Zgadnijcie jakie było pierwsze wypowiedziane słowo ze zrozumieniem?
            NIE!

            I wtedy mu powiedzieliśmy, że w tym domu wszyscy
            > się kochają, a jak on nie kocha, to chyba będzie zmuszony poszukać
            > sobie innej rodziny, którą pokocha

            Też w desperacji posłużyłam się argumentem w tym stylu! Co usłyszałam?
            "To mamo idź sobie spać na dworze, a ja tu będę w domku mieszkać z tatusiem"!
            Już dalej nie ryzykuję!
            • mamalgosia Re: Jak bys pisala o mnie i mojej mlodszej corce 12.11.09, 13:46
              capriglione napisała:


              > "To mamo idź sobie spać na dworze, a ja tu będę w domku mieszkać z
              tatusiem"!
              > Już dalej nie ryzykuję!
              Nie, dziecko, ja kocham i ciebie i tatusia i nie wyjdę z tego domu.
              Ten kto kogoś nie kocha, nie pasuje.
          • verdana Re: Jak bys pisala o mnie i mojej mlodszej corce 12.11.09, 15:23
            O ile mogę zrozumieć, ze dziecko nie wie, co mowi, to starszenie
            dziecka oddaniem, jesli powie, ze nie kocha, jest dla mnie zwyklym
            okrucieństwem. Wybacz.
          • fiamma75 Re: Jak bys pisala o mnie i mojej mlodszej corce 14.11.09, 18:22
            To szczęściara jesteś smile
            Średnio słyszę od mojej 3 latki - tez zbuntowanej i charakternej -
            co 2-3 dni, zwł. gdy jej na coś nie pozwalam. Uodporniłam się, bo
            wiem że za godzinę, dwie, trzy, przyjdzie i powie, że kocha mnie
            bardzo mocno smile
    • otryt Prztyczek w nos czy szansa? 12.11.09, 10:47
      Myśmy się sporo nauczyli od dzieci. Nie mieliśmy żadnych wyobrażeń.
      Nawet, jaka ma być płeć. Każde z trojga dzieci jest inne. No wiec
      trzeba sie uczyc obslugi takiego modelu, jaki nam przypadl – jak
      pięknie zauważyła Isma. I to jest wspaniałe. Pan Bóg obdarza nas
      takim dzieckiem, abyśmy przy okazji mogli się czegoś tam nauczyć,
      abyśmy mogli wyrównać nasze deficyty. Z definicji niewłaściwą
      postawą jest oczekiwanie słodkiej córeczki (syna o jakiejś innej
      cesze), a później niegodzenie się z sytuacją przez całe lata lub
      cale życie, gdy narodzi się inne dziecko. Niewłaściwą jest zazdrość
      o drugiego rodzica, że dziecko stawia go na pierwszym miejscu.(kilka
      takich głosów było). Ja miałem świetny kontakt z najstarszą córką,
      żona miała gorszy. Z następnym (syn) żona ma lepszy kontakt, ja
      gorszy. Z najmłodszym oboje mamy kłopoty, lecz czasem nieoczekiwanie
      łapiemy wspaniały kontakt. Gdy było trudno z najstarszą córką, żona
      nie zazdrościła, lecz pytała mnie, co córka może czuć, jaki jest
      klucz do jej serca? Najczęściej ja to wiedziałem. I wówczas
      działaliśmy wspólnie. Z synem było odwrotnie. To ja pytałem żony,
      jak ona widzi sytuację? I znów działaliśmy wspólnie. Cieszyłem się,
      że któreś z nas potrafi dotrzeć do dziecka i je zrozumieć.

      Capriglione, piszesz wprost, ze nie spotkałaś się nigdy z akceptacją
      ojca. Jednocześnie próbujesz w nowej swojej rodzinie budować
      wspólnotę płci kobiecej, a więc w opozycji do mężczyzn. Powielasz w
      ten sposób na następne pokolenie te same problemy, które nie zostały
      rozwiązane. Gdybym był Panem Bogiem dałbym Tobie właśnie syna. I to
      nie jako prztyczek, ale jako szansę. Gdybyś twórczo do tego
      podeszła, zaczęła się uczyć obsługi takiego modelu (chcąc nie
      chcąc), przy okazji zauważyłabyś, że męskość też niesie jakieś
      zalety, że chłopaki też mogą być świetne. Ty jako kobieta, jako
      człowiek sporo byś na tym zyskała.smile))

      • mamalgosia Re: Prztyczek w nos czy szansa? 12.11.09, 11:12
        otryt napisał:

        >
        >
        > Capriglione, piszesz wprost, ze nie spotkałaś się nigdy z
        akceptacją
        > ojca. Jednocześnie próbujesz w nowej swojej rodzinie budować
        > wspólnotę płci kobiecej, a więc w opozycji do mężczyzn. Powielasz
        w
        > ten sposób na następne pokolenie te same problemy, które nie
        zostały
        > rozwiązane. Gdybym był Panem Bogiem dałbym Tobie właśnie syna. I
        to
        > nie jako prztyczek, ale jako szansę.
        Ja mam chyba podobnie jak capriglione i wygląda mi na to, że byłeś
        Panem Bogiem w 2001 i 2004 rokuwink))


        • otryt Re: Prztyczek w nos czy szansa? 12.11.09, 12:00
          No wiedziałem, ze ktoś zgłosi zastrzeżeniesmile
          Ja się tylko wczułem w miłość, dobroć i mądrość Pana Boga. Bo On w
          taki sposób do nas podchodzi, jak do najukochańszych dzieci, którym
          wciąż trzeba jakoś tam pomagaćsmile))
          • mamalgosia Re: Prztyczek w nos czy szansa? 12.11.09, 12:55
            Nie, nie wnoszę zastrzeżenia. Jestem w moich Synach zakochana po uszy
        • capriglione Re: Prztyczek w nos czy szansa? 12.11.09, 12:15
          > Ja mam chyba podobnie jak capriglione i wygląda mi na to, że byłeś
          > Panem Bogiem w 2001 i 2004 rokuwink))

          smile))))))))))))))
      • capriglione Re: Prztyczek w nos czy szansa? 12.11.09, 12:42
        otryt napisał:
        > Myśmy się sporo nauczyli od dzieci. Nie mieliśmy żadnych wyobrażeń.
        > Nawet, jaka ma być płeć. Każde z trojga dzieci jest inne. No wiec
        > trzeba sie uczyc obslugi takiego modelu, jaki nam przypadl

        No właśnie chciałabym! Tylko, że w przypadku mojej A.... potrzebuję instrukcji
        obsługi. Pisałam już gdzieś wyżej, że przeliczyłam się myśląc, że wystarczy dużo
        Miłości oraz takiej intuicji, która wskaże, kiedy przytulic, udobruchać, kiedy
        skarcić i jak.
        Może dopowiem tylko tyle, że nie było tak, ze żyłam sobie do 30-stki w
        kompletnie nierealnym świecie. Mam córeczkę chrzestną, obecnie to już
        nastolatka, cudownie świetna dziewczyna. młodsza ode mnie o 16 lat. Jej
        pojawienie się na świecie było dla mnie i dla siostry czymś cudownym. zamiast
        biegać z koleżankami, czy za chłopakami ( smile)) błagałyśmy ciocię o możliwość
        spacerowania wózkiem, o pomoc przy kąpaniu, jak skończyła 2 latka u nas spędzała
        część wakacji, gdy ciocia z wujkiem się gdzieś wczasowali.
        Naprawdę byłam obyta z dziećmi, w czasie studiów dorabiałam opiekując się
        chłopcem w weekendy czasem wieczorami. Sąsiadka czasem podsyłała dziecko, jak
        miała sprawy na mieście.
        I zdawałam sobie sprawę, że dziecko, bez względu na płeć, to nie laleczka,
        która, gdzie posadzić, tam będzie siedzieć. Odpowiedzialność itd...
        A oczekiwania , wyobrażenia? No co mogę na to poradzić, ze nie byłam od nich
        wolna? I to nie w kontekście, że córeczka to różowe falbanki i kokardki, powiem
        nawet, ze to nie mieści się w moim kanonie kobiecości (jestem dziewczyna
        przywiązana do dwóch par dżinsów na zmianę, kilku T-shirtów itd., a każdy zakup
        ciucha dla siebie, poza lumpeksem okupuję srogimi wyrzutami sumienia. Po prostu
        w swoich wyobrażeniach nie chciałam być taką mamą-postrachem, użerającą się,
        strofującą. A moje dziecko nie miało byc "potworkiem" smile

        Gdybym był Panem Bogiem dałbym Tobie właśnie syna. I to
        > nie jako prztyczek, ale jako szansę. Gdybyś twórczo do tego
        > podeszła, zaczęła się uczyć obsługi takiego modelu (chcąc nie
        > chcąc), przy okazji zauważyłabyś, że męskość też niesie jakieś
        > zalety, że chłopaki też mogą być świetne. Ty jako kobieta, jako
        > człowiek sporo byś na tym zyskała.smile))

        Ale ja naprawdę nie wiem, jak miałabym obsłużyć "takie cuś z siusiakiem"smile
        Albo od nadmiaru czułości wykreowałabym babę (kataklizm) albo jakiegoś innego
        mutanta.
        Mąż na szczęście nie ma "parcia na syna", więc chyba, jak pisała Nati o sobie,
        też chciałabym drugą córkę.
        Gdybać sobie można, zwłaszcza że niestety nie możemy sobie pozwolić w tej
        sytuacji na dzieckosad((( (skomplikowane sprawy zawodowe).
        • mamalgosia instrukcja obsługi 12.11.09, 13:00
          Nie ma jej do żadnego dziecka.
          A jak nam się wydaje, że coś już opanowaliśmy, to pojawia się drugie
          dziecko, które inaczej działa, inaczej jest zbudowane i ulega innym
          awariom.

          A odpowiedzcie szczerze: jak czytacie instrukcje?
          Bo ja przyglądam się sprzętowi i sama próbuję wywnioskować, co z nim
          uczynić. Awersyjnie nie cerpię instrukcji! Za małe literki i język,
          którego nie rozumiemwink
        • nati1011 Re: Prztyczek w nos czy szansa? 12.11.09, 13:34
          > Gdybym był Panem Bogiem dałbym Tobie właśnie syna. I to
          > > nie jako prztyczek, ale jako szansę. Gdybyś twórczo do tego
          > > podeszła, zaczęła się uczyć obsługi takiego modelu (chcąc nie
          > > chcąc), przy okazji zauważyłabyś, że męskość też niesie jakieś
          > > zalety, że chłopaki też mogą być świetne. Ty jako kobieta, jako
          > > człowiek sporo byś na tym zyskała.smile))
          >
          > Ale ja naprawdę nie wiem, jak miałabym obsłużyć "takie cuś z
          siusiakiem"smile
          > Albo od nadmiaru czułości wykreowałabym babę (kataklizm) albo
          jakiegoś innego
          > mutanta.
          > Mąż na szczęście nie ma "parcia na syna", więc chyba, jak pisała
          Nati o sobie,
          > też chciałabym drugą córkę.

          ALeż tak! Tez BAŁAM sie tego "cusia z siusiakiem" wink Nie to że nie
          chciałam, ale komplenitnie nie wiedziałam jak obsługuje się synków.
          I to był najcudowniejszy prztyczek Pana Boga. Nie powiem, ze
          zyskałam wiecej niż przy córce, ale coś całkowicie innego. Czego
          absolutnie nie spodziewałam sie po chłopcu. No, mnie się marzy
          jeszcze maluch - a najlepiej parka wink) Żeby tylko Pan Bóg sił nie
          poskąpił. Ale obawiam, się, ze to marzenie tez pozostanie
          niezrealizowane. A już pewnie na pewno nie po "mojemu".

          Ja już ostatnio nawet wątek chciałam założyć, jak to Bóg nie
          spełniając moich życzeń równocześnie zawsze daje mi coś
          wspanialszego, niż oczekiwałam smile))

          Capriglione - ja tez miałam do czynienia z dziećmi. I też wydawało
          mi się, ze wiem jak sie je "obsługuje" smile)

          Nie wiem, czy to potwierdzićie, ale przy kolejnym dziecku człowiek
          po prostu ma juz trochę doświadczenia i parę błedów za sobą, wiec
          jest po prostu mądrzejszy wink) I dlatego jest łątwiej
          (przeważnie) smile)
          • mamalgosia Re: Prztyczek w nos czy szansa? 12.11.09, 13:49
            nati1011 napisała:

            >> Nie wiem, czy to potwierdzićie, ale przy kolejnym dziecku
            człowiek
            > po prostu ma juz trochę doświadczenia i parę błedów za sobą, wiec
            > jest po prostu mądrzejszy wink) I dlatego jest łątwiej
            > (przeważnie) smile)
            >
            Częściowo tak. Ale nasi Synkowie mają po prostu zupełnie inne
            charaktery. Młodszy jest prostszy i milszy, a Starszy genialny
            intelektualnie, ale czasem nie do zniesienia. I to nie ma nic
            wspólnego z tym, czy ja mam jako matka doświadczenie, czy nie mam.
            Zresztą położne mają wielkie doświadczenie, a przy noworodku w
            postaci mojego Starszego wymiękaływink
            • nati1011 Re: Prztyczek w nos czy szansa? 12.11.09, 14:05
              To też - ale ja np przy 2 dziecku wiedziałam już, że od 2 minutowego
              płaczu jeszcze żaden niemowlak nie umarł i spokojnie dołykałam kęs
              śniadania, lub kończyłam wizytę w toalecie. Przy pierwszym rzucałam
              wszystko i leciałam do małej jakby się paliło wink)
    • mamalgosia capriglione 12.11.09, 13:14
      Przyslij mi kurierem Twoją Córkę
      • nati1011 Re: capriglione 12.11.09, 14:03
        Mamalgosiu, mogę ci przesłać moją - wypożyczyć. I bez obawy, poza
        domem to zazwyczaj całkiem grzeczne dziecko wink)
        • ula27121 Re: capriglione 12.11.09, 14:40
          Ja bym swoją też chętnie, tak na kilka dni...dobrze zapłacęwink
          • mamalgosia Re: capriglione 12.11.09, 14:47
            A obowiązek szkolny? Ile Córka ma lat?

            Dawaj, śmiało. Obecnie mam w domu 4 dzieci (dwoje moich), ale 2 z
            nich wieczorem wraca do swoich domów, tak więc pomieścimy się
            • ula27121 Re: capriglione 12.11.09, 18:12
              Jutro skończy 3!!!

              • mamalgosia Re: capriglione 13.11.09, 09:00
                Jutro jest już dziś, więc STO LAT, STO LAT dla Córcismile
                Sto lat w zdrowiu, szczęściu, niegrzeczności, niechaj żyje nam...smile
                • ula27121 Re: capriglione 13.11.09, 11:15
                  Jak już się wprosiłam do wątku Capriglione, to napiszę ( bardzo za życzenia
                  dziękując równocześniesmile), że od rana stresowałam się tym, że ania nie zechce
                  się z dziećmi w przedszkolu cukierkami podzielić, tymi które dla nich niosła, bo
                  broni swego jak lwica. A tu niespodzianka!!! Czyżby wyrastała...? Jako
                  pocieszenie dla autorki wątku- dzieci wyrastają z wielu zachowańsmile
        • mamalgosia Re: capriglione 12.11.09, 14:46
          Niegrzeczną też przyjmę. Ale nie jestem zainteresowana wypożyczeniem
          • nati1011 Re: capriglione 12.11.09, 15:11
            moja ma tylko opcje: wypożycz. smile) nieznośna, ale nie oddam nikomu ;-
            )
    • fizula Re: Prztyczek w nos! 14.11.09, 18:13
      Capriglione, przeczytałam cały wątek i uważam, że jesteś mądrą kobietą umiejąc
      przyjmować uwagi nie zawsze pozytywne. Sama zresztą diagnozujesz się też :o)
      Moim zdaniem, po części z niektórych zachowań Twoje dziecko wyrośnie z całą
      pewnością. Niektóre rzeczy np. budzenie się do 3 roku życia są zupełnie
      normalne: wiele dzieci tak ma, nie ma potrzeby walczyć z dzieckiem w tej sprawie
      tylko trzeba cierpliwie towarzyszyć dziecku w dorastaniu, ucząc stopniowo, że
      noc jest do spania. Cała trójka moich dzieci budziła się przez pierwsze 3 lata
      życia. Ale najdłużej i najbardziej niespokojnie właśnie budziła się również
      najstarsza córa, której budzenia nie akceptowałam, tylko kombinowałam, wymyślałam.
      Bogu dziękuję, że na książki T. Hogg nie trafiłam, ggdy jeszcze byłam bardzo
      niedoświadczoną mamą, bo one głównie uczą właśnie walki z dzieckiem i
      nieakceptacji własnego dziecka, a i jeszcze takiego szufladkowania go jako np.
      poprzeczniaka. Te książki nie mają wiele wspólnego z psychologią, za to z
      tresurą dziecka- bardzo dużo. Osobiście nie dziwię się, jeśli po stosowaniu na
      dzieciach tych metod stają się one buntownicze i uprzykrzone. Dla równowagi
      proponuję ksiązki Faber i Mazlish "Jak słuchać, żeby dzieci mówiły. Jak mówić,
      żeby dzieci słuchały". A ze stron o wychowaniu np. www.dzikiedzieci.pl

      >Sprzeczność
      > otrzymywanych "życzliwych rad" otoczenia doprowadzała mnie do szału

      Ale jeśli Ty szalałaś i przeżywałaś ambiwalencję uczuć, to jak ma się czuć Twoje
      dziecko? Jego szaleństwo i rozpaczliwe wołanie o pomoc jest dla mnie w tej
      sytuacji zrozumiałe. Zresztą Twoja niepewność młodej mamy- również.

      dlaczego nie potrafię znaleźć porozumienia z własną
      > córką? Dlaczego tak kosmicznie się różnimy?

      Jeszcze bardzo wiele przed Wami- dopiero zaczynacie się siebie uczyć. Może warto
      zacząć od nowa wybaczając córeczce, że nie zachowuje się jak ta "wymarzona
      córka" i spróbowawszy dostrzec te jej pozytywne cechy, które warto rozwijać.
      Miłość czasami potrzebuje odświeżenia, odnowienia. Dlaczego nie masz zacząć od
      nowa budować tej relacji? Jeszcze nie wszystko stracone, jeszcze wiele możecie
      zdziałać. Nie można jednak budować tej relacji na opozycji do mężczyzn.
      Ja też z najstarszą córą wiele trudów i niepewności przeżywałam. Teraz Lidzia ma
      10 lat i jest mi o wiele łatwiej z nią się dogadać. Po każdej burzy z nią
      starałam się pojednać z nią, pocieszyć ją i siebie. Mimo wszystko zawsze staram
      się błogosławić ją wieczorem, żeby nie gniewać się na nią za długo i dać nam na
      nowo szansę kolejnego dnia.
    • atama Re: Prztyczek w nos! 16.11.09, 09:49
      Nie pocieszę Cię, bo nasz synek do spokojnych raczej należy.
      Oczywiście przechodzi okresowe bunty i potrafi wyprowadzić z
      równowagi, doskonale wyczuwa nasze słabe strony, momenty, w których
      na czymś nam zależy, żeby zrobić dokładnie odwrotnie itd. Ale myślę,
      że mieści się w normie.
      To nie zmienia faktu, że zdaję sobie sprawę z tego, że SĄ dzieci
      naprawdę trudne.

      To nie wątek o T. Hogg, ale przerobiliśmy tę książkę i zawarte w
      niej rady. Ogólne wrażenie i nauka z jej książek to szacunek do
      dziecka jako osoby od samych narodzin. Nie mogę się zgodzić, że
      tresuje. Raczej uczy zrozumieć. Ale nie o tym ten wątek.

      Co mnie w okresach buntów Synka zaskoczyło?

      To, że wszystkie złote rady (również te sprzeczne, o których
      piszesz) nie działały długoterminowo. Zastosowanie jakiegoś chwytu
      nie załatwiało sprawy raz na zawsze. To był chyba największy szok.
      Złote metody trzeba było stosować ciągle od nowa i od nowa...

      Z czasem uświadomiłam sobie, że kształtujemy wspólnie RELACJĘ NA
      CAŁE ŻYCIE. Naprawdę nie chodzi o to, czy odpuszczę histerię raz czy
      drugi, jak zareaguję, kiedy powie mi, że mnie nie lubi, albo się
      zamachnie, żeby uderzyć. Nie chodzi o złoty chwyt. Staram się
      trzymać długoterminowej perspektywy.
      Buduję relacje i chcę opierać je na prawdzie. Nie wypieram się
      trudnych emocji, staram się zrozumieć napięcia u malucha. Nie grożę
      karami, jeśli powie, że kogoś nie lubi (babci, mamy, Jezusa itd.).
      Ma prawo nie lubić w danej chwili. Ma prawo w ogóle nie lubić.
      Staram się to zrozumieć. Poszukać wspólnie dlaczego tak się akurat
      czuje. Najczęściej powód okazuje się banalny, a mocne słowa padają,
      bo akurat maluch nie bardzo umie sobie z tym wszystkim jeszcze
      poradzić.

      Nie upieram się przy trzymaniu wspólnego frontu z mężem, czy babcią,
      która 2 razy w tygodniu opiekuje się naszym synem. Każdy kształtuje
      indywidualne relacje. Zależy mi, żeby były prawdziwe. Dziecko jest w
      stanie pojąć, że zdania i opinie się różnią. Akceptuje rożnice zdań.
      W życiu też spotka się z różnymi opiniami i metodami. Zaraz pójdzie
      do przedszkola i już tam wychowawczyni może mieć inne pomysły na
      dyscyplinę od moich. Nie ma wspólnego frontu, staram się przekonać
      do mojej wersji. Inni niech się starają przekonać do swojej wink

      Na koniec jeszcze Capriglione - zwyczajnie Cię podziwiam. Sił musisz
      mieć za dziesięciu!!!
      Mam nadzieję, że masz możliwość jakiejś odskoczni, naładowania
      akumulatorów, złapania dystansu raz na jakiś czas.
      Musisz mieć niezły potencjał, skoro dostałaś trudny model smile

      I dodam jeszcze jedno - podziwiam nie tylko rodziców trudnych
      dzieci, ale i te trudne dzieci. To geniusze zazwyczaj, chociaż
      trzeba się przy nich nieziemsko narobić wink
      • wiesia140 Re: Prztyczek w nos! 15.11.10, 17:29
        I jak jest teraz?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka