Były już tak zatytułowane wątki, ale są zarchiwizowane,wiec nie moge
się dopisać. /tytułem wstępu

/
Wczoraj miałam błogą chwilę odpoczynku w pustym domu. Wzięłam
wiersze ks. Twardowskiego. Chciałam przeczytać najpierw konkretny
wiersz - "Kochanowskiego przekład psalmów", ale wydawało mi się, że
w tym zbiorze tego wiersza nie ma (choć tom liczył sobie 450 stron).
Tak jak lubię otworzyłam ksiażkę na chybił trafił, ale w myślach
powiedziałam sobie wcześniej: "no co tam Panie Boże dasz mi do
przeczytania?"
Ten wiersz, który chciałam przeczytać

- "Kochanowskiego przekład
psalmów".
Bardzo się wzruszyłam. Odebrałam to jako wesoły uśmiech Jezusa do
mnie