witam się ponownie

jestem tu nowa a do zabrania "głosu" skłonił mnie problem ze znalezieniem rodziców chrzestnych dla drugiej córki
przeczytałam stare wątki ale nadal nie wiem...
sytuacja jest następująca- nikt z rodziny tak naprawdę nie nadaje się wg nas: nie jest praktykujący, nie utrzymujemy bliższych kontaktów, są też niewierzący itp.
teściowie mocno naciskają na "kogoś z rodziny", bo znowu wybierzemy jakiś OBCYCH (!) (chrzestnym starszej córki jest nasz kolega)
oni wolą brata żyjącego z mężatką, niż kogoś "obcego"... teściowa radośnie oświadczyła mi, że teraz można wybrać takich rodziców (!). bez komentarza...
mamy kandydata, ale to znowu kolega, czyli "obcy"- bardzo wierzący, rozsądny, rodzinny, mieszka blisko itp. kandydat prawie idealny
ale brak drugiej opcji
i teraz nie wiem, naciskać na chrzest (bo nie wiem, ile się jeszcze odwlecze, jeśli nie wezmę sprawy w swoje ręce, mąż od pól roku mówi "pomyśli się" itp, córka ma już 4 m-ce) z jednym rodzicem?
wbrew woli teściów? wiem, to NASZE dziecko i teoretycznie przynajmniej, nasz wybór. ale wiadomo jak bywa "w rodzinie"...
brać dla świętego spokoju drugiego rodzica (płci obojętnej- bo mogą być rodzice 1 płci? czy nie? czytam sprzeczne opinie i już nie wiem w końcu), kogoś, z kim nie utrzymujemy kontaktów mimo bycia rówieśnikami i dość bliską rodziną, kto będzie rodzicem "formalnie", "na pokaz", pojawi się może przy ważniejszych okazjach i tyle? o którego wierze, przekonaniach niewiele wiemy, mimo, że to rodzina?
może ktoś pomoże mi spojrzeć na sprawę z nowej perspektywy...
już się gubię, nie wiem, jak zmotywować męża do jakiegokolwiek działania, nie chcę wojny z teściami
CHCĘ OCHRZCIĆ CÓRKĘ. tylko tyle i aż tyle....