Dodaj do ulubionych

znowu o wyborze rodziców chrzestnych...

25.10.10, 14:26
witam się ponownie smile
jestem tu nowa a do zabrania "głosu" skłonił mnie problem ze znalezieniem rodziców chrzestnych dla drugiej córki
przeczytałam stare wątki ale nadal nie wiem...

sytuacja jest następująca- nikt z rodziny tak naprawdę nie nadaje się wg nas: nie jest praktykujący, nie utrzymujemy bliższych kontaktów, są też niewierzący itp.
teściowie mocno naciskają na "kogoś z rodziny", bo znowu wybierzemy jakiś OBCYCH (!) (chrzestnym starszej córki jest nasz kolega)
oni wolą brata żyjącego z mężatką, niż kogoś "obcego"... teściowa radośnie oświadczyła mi, że teraz można wybrać takich rodziców (!). bez komentarza...

mamy kandydata, ale to znowu kolega, czyli "obcy"- bardzo wierzący, rozsądny, rodzinny, mieszka blisko itp. kandydat prawie idealny wink

ale brak drugiej opcji
i teraz nie wiem, naciskać na chrzest (bo nie wiem, ile się jeszcze odwlecze, jeśli nie wezmę sprawy w swoje ręce, mąż od pól roku mówi "pomyśli się" itp, córka ma już 4 m-ce) z jednym rodzicem?
wbrew woli teściów? wiem, to NASZE dziecko i teoretycznie przynajmniej, nasz wybór. ale wiadomo jak bywa "w rodzinie"...

brać dla świętego spokoju drugiego rodzica (płci obojętnej- bo mogą być rodzice 1 płci? czy nie? czytam sprzeczne opinie i już nie wiem w końcu), kogoś, z kim nie utrzymujemy kontaktów mimo bycia rówieśnikami i dość bliską rodziną, kto będzie rodzicem "formalnie", "na pokaz", pojawi się może przy ważniejszych okazjach i tyle? o którego wierze, przekonaniach niewiele wiemy, mimo, że to rodzina?

może ktoś pomoże mi spojrzeć na sprawę z nowej perspektywy...
już się gubię, nie wiem, jak zmotywować męża do jakiegokolwiek działania, nie chcę wojny z teściami

CHCĘ OCHRZCIĆ CÓRKĘ. tylko tyle i aż tyle....
Obserwuj wątek
    • sulla Re: znowu o wyborze rodziców chrzestnych... 25.10.10, 16:11
      Witaj smile

      Co do tego, kto może być rodzicem chrzestnym w KRK, to ja nie poradzę, bo nie wiem. Co do relacji rodzinnych, to nawet nie śmiałabym radzić, bo każdy inaczej je sobie kształtuje.

      Natomiast mogę Ci napisać, jak jest u nas. Ja jestem luteranką, córka jest ochrzczona w Kościele luterańskim, natomiast jej rodzice chrzestni są odpowiednio - matka chrzestna katoliczką, ojciec chrzestny - prawosławny. Nie mieliśmy żadnych kandydatów luterańskich na rodzica chrzestnego, więc ksiądz zrobił dla nas wyjątek. Nikt z rodziny tez w grę nie wchodził niestety, z różnych względów, wiec rodzice chrzestni to nasi przyjaciele - zależało nam na tym, żeby to byli wierzący chrześcijanie. I tak siło. Tyle, że w rodzinie myśmy nie mieli żadnych nacisków. A zwyczaj, że chrzestni muszą sta być koniecznie z rodziny, nie jest dla mnie niestety do końca zrozumiały sad
    • 11.jula Re: znowu o wyborze rodziców chrzestnych... 25.10.10, 17:30
      Paulo.anno nie umiem ci poradzić sad
      Napiszę ci tylko, że ja nie ulegam żadnym naciskom, nie pozwalam włazić z butami w moje życie, zwłaszcza w tak istotnych kwestiach. Niestety na początku były zgrzyty i to niemałe, ale teraz wszyscy przywykli juz do tego i jest ok.
      Nie wiem czy może byc jedna osoba chrzestna, jak i czy oboje mogą być tej samej płci. Jutro się zapytam znajomego księdza, to może będę ci mogła przynajmniej w tej kwestii podpowiedzieć.
      • paszczakowna1 Re: znowu o wyborze rodziców chrzestnych... 25.10.10, 17:46
        > Nie wiem czy może byc jedna osoba chrzestna, jak i czy oboje mogą być tej samej
        > płci.

        Mogą, mogą, to na pewno mogą.

        Natomiast uważam, że nie musi wcale być złym pomysłem wzięcie na drugiego chrzestnego/chrzestną kogoś z rodziny (jeśli się z tym kimś utrzymuje nieco bliższe kontakty), nawet jeśli jest to 'niepewny' chrześcijanin, jeśli się tego pierwszego ma 'pewnego'. Z powodów ewangelizacyjnych - zostanie chrzestnym to duży impuls w kierunku uporządkowania własnych relacji z Bogiem.
        • otryt Nieprawda 26.10.10, 12:42
          paszczakowna1 napisała:

          >>Nie wiem czy może byc jedna osoba chrzestna,
          >>jak i czy oboje mogą być tej samej płci.

          >Mogą, mogą, to na pewno mogą.

          Nieprawda. Nie mogą być tej samej płci.


          archidiecezja.lodz.pl/czytelni/prawo/k4t1r4.html

          z Kodeksu Prawa Kanonicznego:

          Kan. 873 - Należy wybrać jednego tylko chrzestnego lub chrzestną, albo dwoje chrzestnych.

          Zwracam uwagę na drobne słowo TYLKO w kanonie 873 . W Kościele katolickim możliwe są więc tylko trzy przypadki:

          1) Tylko ojciec chrzestny (mężczyzna)
          2) Tylko matka chrzestna (kobieta)
          3) Ojciec chrzestny i matka chrzestna (mężczyzna i kobieta)

          • paszczakowna1 Re: Nieprawda 26.10.10, 15:41
            > Nieprawda. Nie mogą być tej samej płci.

            Masz rację. Pośpieszyłam się. Może być jeden rodzic (płci dowolnej) albo para.
            • 11.jula Re: Nieprawda 27.10.10, 07:45
              ksiądz potwierdził, może być jedna osoba
    • paula.anna Re: znowu o wyborze rodziców chrzestnych... 25.10.10, 19:06
      dziękuję za odzew.
      oczywiście nie liczyłam na to, że ktoś da mi receptę w stylu "zrób tak i tak, bo tak będzie dobrze" wink

      ja nie mam nic przeciwko rodzinie, ale jeśli się z jej członkami już praktycznie nie widujemy (kiedyś wyłącznie z okazji świąt, ślubów, pogrzebów), to nie widzę powodu, żeby ich prosić na rodziców chrzestnych.
      w końcu to w pewnym sensie zaszczyt (nie wiem, czy precyzyjnie się wyrażam, ale inne określenie nie przychodzi mi do głowy), a także obowiązek, wg mnie wcale nie finansowy. a na mniej lub bardziej "wypasionych" prezentach na urodziny itp by się na 90% skończyło... a kontakty byłby mniej lub bardziej wymuszone, bo tak "trzeba", "wypada".
      na razie nie jestem na to gotowa, ale kto wie?

      ehhh, ciężka sprawa...
    • paula.anna Re: znowu o wyborze rodziców chrzestnych... 27.10.10, 08:51
      dzięki.
      a więc różna płeć. niewiele to w sumie zmienia w naszej sytuacji, ale dobrze wiedzieć

      a teraz mam inne pytanie "techniczne".
      chcę się upewnić, że na matkę chrzestną, obiektywnie, wg przepisów, nie nadaje się kobieta, która:
      - uważa, że żadne wyznanie nie ma większej racji bytu niż inne
      - uważa się za chrześcijankę, ale nie jest pewna czy za katoliczkę
      - mieszka bez ślubu z rozwodnikiem, który nie jest chrześcijaninem. ślubu nie planują (wie, że to MOŻE wink stanowić przeszkodę w uzyskaniu rozgrzeszenia
      - może być odebrana jako osoba, która nie jest ani chrześcijanką, ani katoliczką

      mój teść, po przeczytaniu maila od tej osoby przyznał nam rację, że nie jest to odpowiednia kandydatka
      ale wczoraj wydał mi polecenie (!), żebym się dowiedziała "tam, gdzie chcecie chrzcić", jakie wymagania musi spełniać "osoba zamieszkująca w Londynie"....

      ręce mi opadły...
      teść nie przyjmuje do wiadomości, że nie miejsce zamieszkania jest istotne.
      a o naszej niedzielnej rozmowie chyba już w ogóle nie pamięta...

      ale mój teść to osobna historia...
    • otryt Obcy 27.10.10, 09:35
      paula.anna napisała:

      >oni wolą brata żyjącego z mężatką, niż kogoś "obcego"...
      >teściowa radośnie oświadczyła mi, że teraz można wybrać
      >takich rodziców (!). bez komentarza...

      >mamy kandydata, ale to znowu kolega, czyli "obcy"-
      >bardzo wierzący, rozsądny, rodzinny, mieszka blisko
      >itp. kandydat prawie idealny wink

      Podajesz dwie kandydatury. Dla mnie wybór jest oczywisty. Rodziców chrzestnych wybierają wspólnie rodzice dziecka. Ich głos jest decydujący i ostateczny, inne osoby mogą jedynie doradzać. Można ich wysłuchać bądź nie. My przy wyborze rodziców chrzestnych kierowaliśmy się dwoma kryteriami: 1) musi być dobrym chrześcijaninem, stanowiącym jakiś wzór dla dziecka , 2) musi być z nami w bliskich relacjach, najlepiej przyjacielskich.

      1) Nie szukamy chodzących ideałów, ale pewne podstawy muszą być spełnione. Osoba musi praktykować, nie może być antyklerykalna, wroga Kościołowi, nie może być czytelnikiem „Faktów i mitów” albo „NIE”, nie może być NADMIERNIE krytyczna wobec Kościoła, (mam na myśli osoby, które nie widzą w Kościele żadnego dobra, za to widzą wiele zła – nie twierdzę, ze go wcale nie ma, chodzi o zdrowe proporcje), nie mogą być osoby żyjące w konkubinacie, a tym bardziej z cudzą żoną(!!!!), nie mogą pochwalać aborcji i eutanazji, etc. Nie mogą być nałogowi alkoholicy, narkomani, erotomani, zdradzajacy, nieuczciwi kombinatorzy, manipulanci, plotkarze, intryganci, awanturnicy, etc. Musimy mniej więcej myśleć podobnie w sprawach wiary.

      2) Bliskie, przyjacielskie relacje, mogą dotyczyć kogoś z rodziny, ale i kogoś spoza rodziny. Tu chodzi o to, że się lubimy, często spotykamy, myślimy podobnie, możemy na siebie liczyć w trudnych sytuacjach, mamy wspólne tematy do rozmów i wspólne zainteresowania. Jeśli można, dobrze by taka osoba mieszkała blisko, by możliwe były częste spotkania, a nie tylko pięć razy w życiu: chrzest, komunia, bierzmowanie, ślub i pogrzeb.

      Powie ktoś, że bardzo trudno znaleźć osoby spełniające takie kryteria. To prawda, z każdym rokiem coraz trudniej, albo z każdym kolejnym dzieckiem. Na 6 naszych chrzestnych, 2 osoby pochodzą z rodziny, 4 spoza, 2 osoby mieszkają dalej, 4 w tym samym mieście. Z każdym z nich spotykamy się przynajmniej kilka razy do roku. Wiedzą co z nami, co z dziećmi. I nawzajem. To relacja wzajemna.

      Zdziwiło mnie, że ten „obcy” jest tak bardzo deprecjonowany w Twojej rodzinie. Dla mnie przyjaciel, który zostaje rodzicem chrzestnym staje się jak gdyby członkiem rodziny. Kimś ważnym i szczególnym. Pięknym przykładem jest ojciec chrzestny mojej żony. To było kolega z pracy mojego teścia 50 lat temu. Łączą nas, serdeczne, przyjacielskie stosunki. Mam na myśli nasze małżeństwo i ich małżeństwo i nasze rodziny. Spotykamy się we czwórkę przynajmniej raz w miesiącu, chodzimy wspólnie na imprezy kulturalne i wykłady. Choc dzieli nas róznica jednego pokolenia, mamy tak wiele tematów do wspólnych rozmów, że czasem trudno skończyć, choć późna pora. Ojciec chrzestny mojej żony moim przyjacielem. Czy ktoś z was też ma tak samo? A mógł ktoś powiedzieć 50 lat temu – OBCY.


      • paula.anna Re: Obcy 30.10.10, 12:27
        i jeśli nie ugniemy się pod naporem teściów, będą "obcy" rodzice.
        obyśmy wytrzymali!

        oprócz kolegi męża wybraliśmy (wstępnie na razie, nikt o tym jeszcze nie wie) moją koleżankę z liceum. niezbyt często się widujemy, ale bardzo ją i jej rodzinę lubimy. no i oczywiście osoba ta spełnia "wymagania formalne"

        ten fakt dość rzadkich spotkań dotąd mnie powstrzymywał przed poważnym rozważeniem tej osoby.
        ale naprawdę w rodzinie nie mamy nikogo, kto by się nadawał- ze względów formalnych i tych zupełnie subiektywnych, nie związanych z przepisami prawa itp

        > Zdziwiło mnie, że ten „obcy” jest tak bardzo deprecjonowany w Twoje
        > j rodzinie.

        dokładniej w rodzinie ze strony męża. to moi teściowie tak naciskają na "kogoś z rodziny". kogokolwiek właściwie, byle "z rodziny".
        bardzo chcą nam "pomóc", a najlepiej zdecydować za nas sad
        tacy po prostu są.
        chcę wierzyć, że oni chcą dobrze- dla nas, dla naszych dzieci...
        ale czasami mam wątpliwości

        właśnie ze względu na nich nie wiem, jak skończy się ta historia.
        bo jeśli chodzi o nas- decyzja podjęta, zostało jeszcze "tylko" porozmawiać z wybranymi przez nas osobami i zdecydować, w którym kościele chrzcimy
        • otryt Naciski 03.11.10, 13:18
          paula.anna napisała:

          >jeśli nie ugniemy się pod naporem teściów

          Paulo Anno! Widzę, że problemem nie jest wybór rodziców chrzestnych, ale jak radzić sobie z naciskami i naporem rodziców męża, łamaniem Waszej woli, odmawianiem Wam prawa do podjęcia decyzji, do której macie prawo. Prawdopodobnie także przy innych decyzjach pojawiają się naciski. To temat na osobny wątek. Nie podejmuję się jednak nic w tej sprawie napisać, bo myślę, że każde relacje młodych z rodzicami są inne, inne są charaktery obydwu stron. W skrajnym przypadku młodzi akceptują sytuacje, gdy to rodzice lub teściowie podejmują za nich ważne i mniej ważne decyzje. I są z tego zadowoleni.

          Pozdrawiam serdecznie


          • paula.anna Re: Naciski 03.11.10, 22:41
            otryt napisał:

            > paula.anna napisała:
            >
            > >jeśli nie ugniemy się pod naporem teściów
            >
            > Paulo Anno! Widzę, że problemem nie jest wybór rodziców chrzestnych, ale jak radzić
            > sobie z naciskami i naporem rodziców męża, łamaniem Waszej woli, odmawianiem
            > Wam prawa do podjęcia decyzji, do której macie prawo.

            i tak i nie.
            naprawdę ciężko wybrać, bo nie bardzo mamy z kogo wybierać.
            a moi teściowe to rzeczywiście temat na osobny wątek. tylko nie jestem pewna, czy na tym forum wink
            cóż, chyba przegapili moment, kiedy pobraliśmy się, przekroczyliśmy 30, minęło 5 lat od naszego ślubu itp, itd. tacy są. ich nie zmienimy raczej, ale pracujemy nad naszą asertywnością. z różnym skutkiem...
    • zniemczyk Re: znowu o wyborze rodziców chrzestnych... 04.11.10, 11:53
      gdy się urodziłam, za rodziców chrzestnych rodzice wybrali mi: siostrę taty i męża przyjaciółki mamy. Moja historia jest dość zawiła, jednak z matką chrzestną do dzisiaj nie mam dobrego kontaktu, chociaż od 11 lat widzimy się kilka razy do roku i rozmawiam często z zamieszkałą z nią moją babcią, a jej mamą. Natomiast mój chrzestny, chociaż ma już od kilkunastu lat drugą żonę (stara się o rozwód kościelny z pierwszą żoną), dwójkę dzieci - jedno z pierwszą, drugie z drugą żoną, to na niego ZAWSZE mogłam liczyć! I nie chodzi mi o kasę - o kasę chodziło zawsze mojej mamie.

      Dzisiaj jednak mamy i my problem z wyborem chrzestnych rodziców dla naszych dzieci. Właściwie, to już podjęliśmy decyzję i powiadomiliśmy zainteresowanych, jednak wiem, że z pierwszym synem popełniłam raczej błąd przy wyborze ojca chrzestnego. Ale to później - muszę wracać do dzieci wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka