pankracy2010
25.10.10, 21:43
przyszłam na to forum bo mam problem, z którym nie potrafię sobie poradzić już dobrych kilka miesięcy i bardzo mnie to gryzie...chodzi o chrzest mojego dziecka-zastanawiam się czy powinnam je ochrzcić, czy w moim przypadku będzie to 'szopka' czego bardzo chciałabym uniknąć.
postaram się w zwięzły sposób opisać sytuację i Was nie zanudzić, jednocześnie licząc na to, że pomożecie podjąć mi słuszną decyzję (oczywiście nie oczekuję, że powiecie mi co mam robić).
od kilku lat żyjemy w nieformalnym związku, choć jesteśmy po zaręczynach. do ślubu jeszcze nie doszło ponieważ mojemu partnerowi nie zależy na ślubie kościelnym (decyzję pozostawia mnie, zgadza się na niego ale on jako osoba świecka, czyli ślub byłby jednostronny), a dla mnie ślub cywilny nie bardzo ma znaczenie, ale obawiam się wziąć całą 'odpowiedzialność' za ślub kościelny na siebie. jakiś czas temu zdecydowaliśmy się na dziecko. na początku partner nie bardzo chciał chrztu, ale udało mi się go przekonać. warto tu chyba nadmienić, że on odcina się całkowicie od kościoła ale nie od wiary jako takiej, na dodatek jest osobą bardzo oczytaną i 'zorientowaną' w temacie i czasem w dyskusji brakuje mi argumentów dla obrony mojego stanowiska 'pro-ślubnego' i 'pro-chrzcielnego'. jeśli zaś o mnie chodzi to z mojego punktu widzenia jestem osobą wierzącą, aczkolwiek nie chodzę do kościoła (zakładam, że pojawianie się raz do roku na pasterce się nie liczy). poza tym permanentnym grzechem uważam, że jesteśmy przykładnymi chrześcijanami i w sumie boli mnie to, że pewnie wiele osób zaraz mi zarzuci, że jeśli nie chodzę do kościoła to nie mogę być wierząca i w ogólnym rozrachunku wyjdzie na to że lepszy taki co chodzi co niedzielę podpisać listę w kościele, a po kościele klnie, leje żonę/męża/psa i etc niż my, ale to inny temat. wracając do clou - nie wiem czy w takiej sytuacji 'mam prawo' z czystym sumieniem ochrzcić dziecko? strasznie mnie irytują ludzie, którzy totalnie bezrefleksyjnie odfajkowują kolejne sakramenty traktując je jako naturalną kolej rzeczy, biorą śluby kościelne choć nic dla nich nie znaczą, chrzczą dzieci choć nie mają zamiaru wychowywać ich w wierze etc...totalna hipokryzja, której bardzo chciałabym uniknąć i przez którą cały czas nie wiem co powinnam zrobić.
drugi problem z chrztem to kwestia wyboru chrzestnych...niestety w naszym otoczeniu (rodzina/znajomi) nie ma osób, które spełniały by kryteria KRK tzn chodzi o jedną rzecz - praktykowanie. nie bardzo wiem co w tej sytuacji powinnam zrobić?
generalnie to wiem, że dobrze zrobiłaby mi szczera rozmowa z jakimś otwartym księdzem na temat wszelkich moich rozterek, ale nie bardzo wiem gdzie takiego szukać, więc postanowiłam zacząć od tego forum - bardzo chciałabym ruszyć z tą sprawą z miejsca bo bardzo gryzie mnie sumienie i na prawdę nie wiem, już co mam myśleć o sobie i całej tej sytuacji. mam nadzieję, że Wasze spojrzenie osób z boku mi w jakiś sposób pomoże podjąć właściwą decyzję.
przepraszam, że taki długi wywód mi wyszedł, ale nie potrafiłam całej sytuacji opisać w dwóch słowach...