Dodaj do ulubionych

Dlaczego czekać do ślubu

19.05.04, 02:15
W obecnych czasach wielu ludzi jest moralnie zagubionych, zwłaszcza mam na
myśli ludzi młodych, którzy sięgają po wszystko, co daje przyjemność.Ci
młodzi zagubieni ludzie uwierzyli w coś co jest tylko złudzeniem. Uważam, że
na etapie narzeczeństwa bardzo ważna jest miłość duchowa (jest to czas
poznawania siebie a nie odbierania "czegoś" drugiej osobie), natomiast na
miłość intymną jest czas po ślubie, kiedy oboje oddaliśmy swoje życie sobie
nawzajem w obecności Boga.
Pozdrawiam.
Magkow14.
Obserwuj wątek
    • mamalgosia Re: Dlaczego czekać do ślubu 19.05.04, 07:57
      Nie wiem, czy to zbieg okoliczności, czy co, ale wczoraj jedna ze znajomych
      dziewcząt (21 lat) powiedziała, że jej chłopak uważa, ze powinni
      się "wypróbować" przed ślubem, bo przez niedopasowanie seksualne można wpaść w
      depresję i frustrację.
      Wiele czytam na te tematy i wiem, że niedopasowanie anatomiczne w tym względzie
      jest niezmiernie rzadkie. Ale abstrahując od tego zastanawiam się: przypominam
      sobie okres poznawania mojego męża (wtedy jeszcze nie męża rzecz jasna), potem
      czas narzeczeństwa. To co nas łączyło wtedy (i łączy do dziś,ale to nie na
      temat) to prawdziwa miłość. I gdyby okazało się, że jesteśmy "niedopasowani
      seksualnie", to co: rozstalibyśmy się z tego powodu?
      • magkow14 Re: Dlaczego czekać do ślubu 19.05.04, 14:40
        "WYpróbować się przed ślubem", to jest trochę naiwny powód podjęcia współżycia,
        mnie uczono, że seks jest czymś czego człowiek uczy się całe życie. A tak na
        marginesie, gdybym po pierwszym razie miała stwierdzić, czy pasujemy ze sobą
        (ja i mój mąż)to musielibyśmy się rozstać po nocy poślubnej smile.
        Pozdrawiam.
        Magkow14.
    • mader1 Re: Dlaczego czekać do ślubu 19.05.04, 09:46
      Dlaczego? Milosc laczy sie z odpowiedzialnoscia, nie z seksem.Wszystkie
      nasze poczynania w tej dziedzinie, maja odbicie w psychice.
      Tak to sie dzieje, ze mocno pamieta sie te pierwsze razy. Jezeli ten
      raz odbywa sie w jakiejs agencji towarzyskiej, dlugo mysli sie o seksie w
      tej kategorii. Trudno potem przyjemnosc seksu, p... kojarzyc z miloscia,
      odpowiedzialnoscia.
      Tak sie tez zdarza, ze nie wszyscy sa szczerzy - zwlaszcza, gdy
      chca cos miec. Wiec tak naprawde do konca nie wiadomo, czy to jest
      ten, ta jedyna. Moze sie okazac, ze nas zraniono, oszukano - wtedy
      jeszcze bardziej boli. Niektorzy moga potem na zawsze zostac mocno
      podejrzliwi wobec zony, meza - boja sie nastepnej zdrady podswiadomie.
      Malzenstwo katolickie naklada szczegolne, bardzo duze wymagania, pociaga
      za soba powazne skutki - wola do tego ostatniego " tak" musi byc jak
      najbardziej wolna.
      Falstart jest najmniej niebezpieczny smile))) Ale nigdy nie wiadomo, czy to
      falstart smile
      Trzeba jednak pamietac, ze latwiej to wszystko pisac malzonce dawno po
      burzy hormonow, niz mlodemu dziewczeciu lub facetowi wink
      Jak myslicie, czy jestem dobrze przygotowana.
      • mamalgosia Re: Dlaczego czekać do ślubu 19.05.04, 09:48
        Tak, ale każda małżonka po burzy hormonów była kiedyś młodym zakochanym
        dziewczęciem
    • praktycznyprzewodnik Re: Dlaczego czekać do ślubu 19.05.04, 14:58
      Gdyby to była prawda wypróbowanie trwałoby całe zycie i co rusz zmienialibysmy
      zdanie.

      Niby dlaczego udane współzycie przed slubem ma gwarantoać udane po slubie ?
      Przeciez lata lecą, pojawiają się i u męza i u zony lepsze i gorsze okresy.
      Czy to przypadek, ze starsi panowie chetnie siegaja po viagrę ?
      Czy nie wiadomo, ze bardzo czesto kobieta "na tabletkach" nie jest namietną
      kochanką.
      A co ze współzyciem po porodzie ? W okresie karmienia piersią, w okrresie
      zabkowania i budzenia się dziecka z powodu byle stuknięcia?

      Kto miał tak odlotowe jak przed zajściem w ciążę, niech się zgłasza.
      • mader1 Re: Dlaczego czekać do ślubu 19.05.04, 15:40
        U nas ! U nas jest coraz, coraz lepiej - choc zawsze bylo swietnie smile)) Inna
        rzecz, ze przez te dzieciaki jest rzadziej i... miejsca coraz bardziej
        urozmaicone ( o seksie w sypialni mozna zapomniec,bo tam na naszym lozku
        panoszy sie Muniek) - czujemy sie jak kochankowie wink
        • isma Re: Dlaczego czekać do ślubu 19.05.04, 15:45
          Oj, tak, Mader, tak. Ja tez mam wrazenie, ze jest coraz lepiej, chociaz zawsze
          bylo swietnie, ale i, ze jakosc zastepuje ilosc wink)).
          My, jako szczesliwi posiadacze wlasnych 35 metrow, z ktorych na 15 w pokoju
          rzadzi dziecie, nabylismy gustowny rozkladany fotel typu amerykanka do kuchni ;-
          )))
          • marzek2 Ja też zadowolona :))) 19.05.04, 16:11
            Mam nadzieję, że mnie ciumak nie zcenzuruje za chwilę, ale u nas z tym jak z
            winem, im starsi, tym nam lepiej smile)Po ciążach jasne na początku jest gorzej,
            ale ja zdecydowanie dołączam się do tezy "prawdziwe życie zaczyna się po
            trzydziestce"!!

            Isma, to w takim razie macie "wolną amerykankę "smile)) sorry, tak mi się skojarzyło...
            • isma Re: Ja też zadowolona :))) 20.05.04, 09:10
              Marzek, wink)))))))))))))))))))))
    • kubus_2004 Re: Dlaczego czekać do ślubu 19.05.04, 17:01
      Czekanie do ślubu jest bez sensu.
      Należy sprawdzić przed ślubem czy wszystko gra. I nie chodzi mi tu o niedopasowane anatomiczne. To jest faktycznie rzadkością. Mam na myśli porównanie temperamentów oraz po prostu sprawdzenie czy jest fajnie. Ileż razy ktoś poznaje kogoś i już po pierwszej nocy wie, że nic z tego nie będzie. A co, jeśli to sie okaże po ślubie? Kicha! A może on lubi duże piersi? A może ona lubi owłosione klaty? A może ona chce tylko "po bożemu"? A może on nie akceptuje seksu francuskiego?
      Zbyt dużo jest tu wątpliwości, by sprawdzenie zostawić na po ślubie. Wtedy droga powrotu jest dosyć trudna.

      Ileż jest rozwodów, w których za powód podaje się niedopasowanie seksualne? Sam znam taką parę. Ona - bardzo wierząca, on - od święta. Po spłodzeniu jedynego dziecka rozeszli się, bo ona nie widziała powodu współżycia (zgodnie ze zdaniem kościoła współżycie powinno prowadzić do prokreacji). Czy to zdanie jest prawdziwe - nie wiem. Być może było "popularne" 30 lat temu, gdy opisywane wydarzenia miały miejsce. Może dziś jest inaczej?

      Oczywiście, wypróbowanie się przed ślubem nie daje gwarancji, że wszystko będzie ok. Ale pozwala przypuszczać, że przynajmniej start będzie udany.

      Niewypróbowanie sie przed ślubem przypomina troche kupowania kota w worku. Kot jest, ale jaki, tego nie wie nikt. A pieniędzy za kota nikt nie zwróci. (i gdyby tylko o kasę chodziło w przypadku ślubu to byłoby małe piwo)
      • magkow14 Sprawdzenie????????? 19.05.04, 20:05
        My wraz z mężem czekaliśmy do ślubu i oboje jesteśmy szczęśliwi, niczego nie
        żałujemy, a na pewno żałowalibyśmy, gdybyśmy nie poczekali. Jak już pisałam
        wcześniej seksu człowiek uczy się całe życie, a na marginesie to wypróbować
        można samochód przed zakupem.
        A jeśli chodzi o Twój przykład to nie jestem przekonana co do przyczyn rozpadu
        tego małżeństwa.
        Pozdrawiam.
        Magkow14.
        • kubus_2004 Re: Sprawdzenie????????? 19.05.04, 20:52
          > A jeśli chodzi o Twój przykład to nie jestem przekonana co do przyczyn rozpadu tego małżeństwa.

          Nieporozumienie na gruncie seksu było głównym powodem. Pani chciała tylko po bożemu (bo była dewotką) i tylko w celach prokreacyjnych, no a pan chciał jeszcze trochę oprócz tego. Finito.

          Ja wypróbowałem przed i jestem zadowolony. I niczego nie żałuję, a mógłbym żałować. Ostatecznie sprawdzenie się przed ślubem niczemu nie szkodzi, a tylko może pomóc. W czym więc problem??
          • mamalgosia Re: Sprawdzenie????????? 19.05.04, 22:03
            kubus_2004 napisał:

            > >> Nieporozumienie na gruncie seksu było głównym powodem. Pani chciała tylko
            po bo
            > żemu (bo była dewotką) i tylko w celach prokreacyjnych, no a pan chciał
            jeszcze
            > trochę oprócz tego. Finito.
            O czymś takim wystarczy porozmawiać i jeśli jest aż taka różnica, to w ogóle
            nie zaczynać związku. Nie rozumiem
            >
            > Ja wypróbowałem przed i jestem zadowolony. I niczego nie żałuję, a mógłbym
            żało
            > wać. Ostatecznie sprawdzenie się przed ślubem niczemu nie szkodzi, a tylko
            może
            > pomóc. W czym więc problem??
            A gdybyś nie był zadowolony z tego przedślubnego współżycia, to byś rzucił
            swoją dziewczynę? I czy to jest wyrazem Twojej miłości?
            • kubus_2004 Re: Sprawdzenie????????? 21.05.04, 19:56
              Dlaczego ktoś tu rozważał rozejście się z powodu kompletnie przeciwnych poglądów na religię i to było ok?
              Jeśli byłbym z partnerką zupełnie niedopasowany i po długich próbach i przekonywaniu jej (długie to znaczy przez LATA) nic by to nie dało (np. chciałaby tylko przy zgaszonym świetle, tylko w pozycji misjonarskiej) to bym musiał się z nią rozstać. Proste.
              Gdyby Twój partner uparcie wbijał Ci do głowy, że Boga nie ma i że wiara to głupota, też byś pewnie nie zdzierżyła?
          • magdalenkad Re: Sprawdzenie????????? 19.05.04, 22:16
            W czym problem? Jako chrześcijanka odpowiem tak: Miłość to szukanie
            zaspokojenia potrzeb drugiej osoby. Nawet wtedy, kiedy dla mnie to niewygodne,
            nie mam na to ochoty itp. To pokonywanie wlasnego egoizmu moca, ktora otrzymuje
            od Boga.
            Jezeli tak rozumiemy milosc, to wiadomo, ze temperamenty, niedopasowanie itp.
            traca racje bytu. Ponadto warto czekac, bo Bog mowi, ze to najlepsze. A
            przeciez On mnie stworzyl, wiec wie, jak w NAJLEPSZY sposob moje potrzeby beda
            zaspokojone - bo mnie kocha. Skoro mowi - czekaj, czekam. Bo Go znam i ufam mu,
            bo wnigdy mnie nie zawiodl. Bo wiem, ze Jego sposob myslenia jest
            zazwyczaj "niologiczny" i "naukowo nieuzasadniony", w porrownaniu do
            powszechnie panujacych pogladow.
            W moim malzenstwie... no coz... nie sadzialam, ze moze byc tak dobrze... i
            gdybym miala po rozstac sie po 1 razie /niedopasowanie???!/, to dzis nie
            doswiadczylabym piekna milosci fizycznej... tak, jak to Bog zaplanowal.

            m.
            ps kiedy moj maz wroci z grupy do domu?!!!
      • isma Re: Dopasowanie 20.05.04, 08:43
        Kubusiu, to wbrew pozorom jest proste.
        Jak ona byla "bardzo wierzaca", a on "od swieta", to po prostu powinni sie
        uprzednio zastanowic, czy sa dopasowani w tej kwestii - moze oszczedziloby im
        to problemu niedopasowania w innych dziedzinach, rowniez w sferze seksu.

        A co do duzych piersi i owlosionych klat, to cale zycie sobie przysiegalam, ze
        faceci powyzej metra siedemdziesiat sie nie beda dla mnie liczyc, albowiem sama
        mierze poltora metra. A moj ukochany maz ma 188 cm i nie ma to zadnego
        znaczenia, ani w sferze seksu, ani w zadnej innej...
        • mamalgosia skąd ja to znam... 20.05.04, 14:24
          Mój mąż natomiast jest dokłądnie przeciwieństwem moich panieńskich marzeń
          (jeśli chodzi o wygląd)
          • mika74 Re: skąd ja to znam... 20.05.04, 14:27
            mamalgosia napisała:

            > Mój mąż natomiast jest dokłądnie przeciwieństwem moich panieńskich marzeń
            > (jeśli chodzi o wygląd)

            Własnie. Mnie zawsze i wyłacznie podobali sie blondyni. A "mój" ma nawet nie do
            końca biała skóre (przodkowie rodem z Delhi) ,nie mowiąc o włosach. Nie nie
            zamieniłabym go nigdy w zyciu na kogoś innegosmile!
    • adzia_a Re: Dlaczego czekać do ślubu 20.05.04, 09:01
      Do Kubusia - w seksuologii są opisywane przypadki, kiedy kobieta jest namiętną
      kochanką do pierwszego porodu, a potem utrwala się u niej niski temperament,
      lub też zupełny jego brak. Jest to spowodowane tym, ze podswiadomie dąży ona do
      poczęcia dziecka, i tylko w tym celu uprawia seks, chociaż sama nie zdaje sobie
      z tego sprawy.

      Co za tym idzie, osoby "sprawdzające" mogą się równie dobrze rozczarować sobą i
      partnerem po urodzeniu dziecka...

      Coś osobistego - gdybym miała wyciągać wnioski z przedślubnego "sprawdzania" to
      z mojego małżeństwa nic by nie było - niektórym ludziom potrzeba więcej czasu
      na dopasowanie się, więcej nawet niż podają podręczniki...ale miłość potrafi
      pokonać wiele przeszkód, więc równie dobrze mogę uwierzyć, że osoby czekające
      do nocy poslubnej też to potrafią. Kwestia czasu, motywacji, zaangażowania.

      no a z tą trzydziestką to racja, panie dzieju wink
      • kubus_2004 Gwoli wyjaśnienia 20.05.04, 09:26
        Być może zostałem źle zrozumiany. Wypróbowanie seksualne partnerów przed ślubem nie powinno ograniczać się do jednego razu! To bzdura. Chodzi mi o proces długotrwały. Zakładam, że młodzi ludzie, nie mający jeszcze doświadczenia w kwesti seksu (jak i wielu innych) nie pobierają się po miesiącu znajomości, ale po LATACH. Są oczywiście wyjątki, ale tych nie uwzględniam. Tak więc, jeśli chłopak z dziewczyną chodzą ze soba latami, poznają się, mają wspólne zainteresowania itd itp ,w końcu być może się pobiorą. W czasie tej przedmałżeńskiej znajomości nawet najbardziej wierzący będą się przytulać, całować, może nawet pieścić. Sprawdzenie się pod względem dopasowania seksualnego ma polegać na stopniowym zwiększaniu "zaawansowania pieszczot". Nie twierdzę, że od razu musi dojść do jakiegoś wyrafinowanego seksu. Więcej, do stosunku w ogóle dojść nie musi. Ale uważam, że partnerzy powinni poznac swoje ciała, powinni doświadczyć przyjemności płynącej z obcowaniem ze sobą, powinni nauczyć się pieścić partnera i robić mu dobrze. I jeśli okaże się, że wszystko idzie w dobrym kierunku można się pobierać. A jeśli jedno będzie chciało to robić raz na miesiąc, a drugie codziennie, to bedzie to sygnał, że mogą byc problemy. Albo, że jedno z nich ma skrzywienie na jakimś tam punkcie; np nie cierpi owłosienia gdzieś tam, a drugie ma go baaaardzo dużo. I co wtedy?

        To wszystko nie znaczy oczywiście, że będę zachęcał swoje dzieci do łóżkowych igraszek z każdym nowym chłopakiem czy dziewczyną. Ale jak się z kimś jest długo (ile to jest długo? kilka tygodni? miesięcy? rok? - myślę, że zależy to od wieku - w sposób odwrotnie proporcjonalny) to w końcu należy spróbować.

        A co do moich znajomych, to niewypróbowanie albo choćby niedogadanie się w sprawach seksu źle się skończyły. Być może facet sobie myślał tak: mam bardzo wierzącą dziewczynę, ale co mi to przeszkadza, niech sobie lata do kościoła i modli się 3 razy dziennie. Jeśli reszta będzie normalna, to będę zadowolony. No i okazało się, że reszta nie była normalna. OKAZAŁO SIĘ PO ŚLUBIE. I TO BYŁ BŁĄD.
        • mader1 Re:to nie jest takie proste... 20.05.04, 10:21
          Sam widzisz, ile jest tu niepewnych danych - nie wiadomo, jak dlugo maja ze
          soba chodzic, jak sie sprawdzac, co ma byc tym kryterium niedopasowania...
          Owlosienie ? Przeciez nie trzeba sie piescic, zeby widziec owlosienie na klatce
          piersiowej smile)) Jezeli chodzi o intymne czesci ciala to przeciez jest
          depilacja. Moja przyjaciolka ( super wierzaca) ma mocny zarost na nogach, o
          ktorym maz nie wie za dobrze - po prostu jest usuwany zawczasu.
          Ja mysle, ze o tym dopasowaniu to swiadczy juz wczesniej mnostwo
          rzeczy.Temperament seksualny nie odbiega przeciez tak mocno od temperamentu w
          ogole. Z kolei jezeli ludzie realizuja chrzescijanskie malzenstwo, otwieraja
          sie coraz bardziej na potrzeby drugiego malzonka. Ofiarowuja siebie bez reszty,
          coraz bardziej. Wtedy jezeli obydwoje chca zrobic dobrze ( mowiac bardzo
          prosto) temu drugiemu, sa na niego otwarci, nawet w swoich temperamentach
          spotykaja sie gdzies tam w srodku drogi. Maja z tego radosc, bo obdarowywanie
          jest radoscia.
          W przypadku rodziny, o ktorej mowisz, kazde bylo zamkniete na swoje potrzeby.
          Nawet jakby temperament mieli taki sam, byloby im trudno. Chyba zeby jeszcze
          pozycje uwielbiali te same smile))) Ale to juz selekcja kandydatow bylaby dosc
          ostra, prawda smile))
          Generalnie ludzie, jak sie kochaja, pokazuja sobie nawzajem co to jest
          przyjemnosc, akceptacja a jak dochodzi do tego bezpieczenstwo (
          odpowiedzialnosc), kiedy wiem, ze zostalem uznany za te jedyna/ jedynego (
          nawet jak by sie cos nie udalo) - wtedy czlowieka " stac" na wiecej nizby sie
          podejrzewal sam. To cudownie, jezli mozna to robic razem, wspolnie, jezeli
          czuje sie wyjatkowosc tej calej sytuacji.
          Musze tu napisac jak Adzia. Na poczatku nie bylo tak swietnie - moj maz musial
          mnie wielu rzeczy nauczyc i ode mnie sie wielu rzeczy nauczyc.
          Zeby zakonczyc - znam dziewczyne, miala jednego meza - okazalo sie, ze sa
          niedopasowani seksualnie, duzo o tym mowila, ze fatalny, fatalny... Wyszla za
          maz za kochanka. Nastepne 2 lata - i tez nie ten. Niedopasowani seksualnie. Nie
          wzieli rozwodu, nie wspolzyja ze soba, maja dzieci ( jedno adoptowane, tak ja
          mierzi !). Jak ktos ma zla wole...
          • kubus_2004 Re:to nie jest takie proste... 20.05.04, 10:27
            Generalnie uważam, że sprawdzenie się przed ślubem NICZEMU NIE ZASZKODZI. Może i ne pomoże, ale krzywdy nie wyrządzi. Poza tym, nie każdy chce brac ślub w wieku 20 lat, czyli wtedy gdy prawie każdy chciałby już coś-niecoś w sferze intymnej robić. Wiele par bierze ślub tylko dlatego, żeby mogły "legalnie" współżyć. A potem się okazuje, że są niedopasowani (i bynajmniej nie mam tu na myśli seksu, ale niedopasowanie ogólne), bo chodzili ze sobą 3 miesiące i tak im się chciało "tego", że sie pobrali. Bez sensu.
            • mader1 Re:to nie jest takie proste... 20.05.04, 10:37
              E tam... ja znalam jedna taka pare, co to sie pobrali po 3 mies. - ona byla
              taka napalona na malzenstwo, ze nie zauwazyla, ze on chory psychicznie sad(( A i
              tak wczesniej wyladowali w lozku.
              No pewnie, ze jak " nie wytrzymaja", zrobia falstart, nic im sie nie stanie.
              Ale wyrozumowane " wyprobowanie sie" moze tak jedna strone zestresowac, ze
              bedzie zachowywala sie dziwnie. Z drugiej strony, jak jest bardzo egoistyczna
              i zdeterminowana, moze udawac...A potem, moze jej sie przestac chciec sad((
              Przeciez znamy kobiety, ktore pieknie wygladaja tylko przed slubem, albo
              facetow, ktorzy dopiero po slubie odkrywaja najlepszych kolegow smile)) Za
              kazdym razem potrzebna jest dobra wola i milosc przez cale malzenstwo.
          • adzia_a Wiesz co Kuba ;-))) 20.05.04, 10:37
            ... ty mi o dzieciach przypomniałeś wink jak sobie pomyslę, że ten
            pięciomiesięczny ośliniony stworek w niebieskich gatkach będzie kiedyś kobietą,
            to...ech, niech ktoś zatrzyma ten pociąg, ja wysiadam wink)

            Powaznie - MagKow pisze, że żałowałaby, gdyby nie czekała do ślubu. no własnie
            ja nie czekałam i żałuję. Nie jest to dla mnie jakiś straszny dramat,
            aczkolwiek zastanawia mnie, czemu my z mężem tak często oceniamy nasze
            postepowanie w świetle wiary, a w tej jednej dziedzinie brakło nam choć cienia
            refleksji...która przyszła później i doprawdy nie było to łatwe.

            To tyle w kwestii sumienia, wbrew pozorom jest to dla mnie temat po stokroć
            bardziej osobisty niż seks. A w kwestii dopsaowania przed ślubem mogę
            powiedzieć tyle, że wtedy te próby wypadały co najwyżej na plus trzy wink więc
            tak naprawdę wychodząc za mąż zrobiłam coś, co dla niektórych byłoby
            karkołomnym skokiem. Ale potem z tego plus trzy zrobiła się piąteczka z plusem
            ( pewnie byłaby szósteczka, gdyby nie wzmożona działalność Tercetu
            Egzotycznego, czyli zestawu dwoje dzieci plus budowa wink ). W każdym razie
            wiem, że wszystko jest indywidualne, że miłość i otwarcie na swoje potrzeby
            potrafią zdziałać cuda.

            Jej, to chyba strasznie osobiste, wysyłać?....
            • mika74 Re: Wiesz co Kubus ;-))) 20.05.04, 11:36
              To nie tak jest odnosnie pozycia w zwiazku malżenskim w religii katolickiej
              Kubus. Napisalas gdzies powyżej, że pozycie wsrod katolików jest tylko w celach
              prokreacyjnych, a to jakis wyblakły mit wśród średnio i nie- wierzacych.
              Wspólzycie fizyczne ma przede wszytskim budowac jednośc miedzy malzonkami ,
              bliskośc, a potomstwo tylko MOŻE BYĆ rezultatem tej bliskości, wynikiem
              płodności, otwarcia na zycie malzonków. Może ,ale nie musi. W innym wypadku
              malzonkowie,którzy nie mogliby miec dzieci nie mogliby wspólzyc, malzonkowie,
              którzy nie chca miec juz więcej dzieci-tez by nie mogli. A moga( nawet powinni
              wg Biblii).Własnie po to jest NPR-aby mądrze zaplanowac swoja rodzinę,
              zaplanowac wspólzycie w dniach płodnych(nie tylko rzecz jasna)-kiedy chcemy
              dziecko i niepłodnych-kiedy raczej nie planujemy kolejnego brzdaca.
              Wiec w tej historii ,ktora opowiedzialas zapewne nie chodziło o dzieci ,a może
              mąz ja źle traktował podczas wspólzycia, może jej nie szanował, może ze soba
              nie rozmawiali, może były kłótnie,a to raczej nie sluzy udanemu współzyciu.
              takie jak małzonkowie prowadza sowje zycie w codzinnosci taki bedzie i tzw.
              seks.
              jako świezo zakochana kobitka powiem Ci ,że doprawdy najwaznjesze jest dla
              mnie ,ze mój wybranek jest odpowiedzialny, otwarty, czuje sie przy nim
              bezpiecznie i po prostu czuje,że to ten. Szczegóły takie jak klatka piersiowa
              (która zawsze mozna ogolic jak ktos sie tak brzydzisad, długośc włosów (które
              mozna obciąc lub zapuścić) czy kolor sznorówek to sprawa zupełnie drugorzadna.
              Poza tym własnie na tym polega miłośc, aby dopasowac sie do upodobań tego
              drugiego zachowując szacunek i do siebie do drugiego. I jak w kazdej innej
              dziedzinie zycia potrzebne sa tu pewne kompromisy wyniakajce z troski o tego
              drugiego. a to co Ty opisujesz ,podajesz jako argumenty to zwykły egoizm i
              wygodnictwo.Niewiele ma to wspólnego z miłością, nie mówiąc o chrześcijańskiej
              miłościsad...
        • mamalgosia kubus 20.05.04, 14:25
          nie odpowiedziałeś mi na moje pytanie z poprzedniego postu. Migasz się?
          • kubus_2004 Re: kubus 20.05.04, 23:26
            Możesz je powtórzyć, albo pokazać gdzie jest, bo się trochę zgubiłem w gąszczu
            • mamalgosia Re: kubus 21.05.04, 15:14
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=12756102&a=12779853
    • matizka Re: Dlaczego czekać do ślubu 20.05.04, 12:05
      Hej,

      ja myślę tak jak można czekać to czekać, ale jeśli się nie udało nie płakać nad
      rozlanym mlekiem tylko prosić Boga o przebaczenie i w nie wierzyć.

      Mam przed sobą taką fajna książkę 'Sprawy Intymne" i tam jest fragment i o
      niebyciu dziewicą i o aborcji. O tym, że Bóg przebacza i pozwala zacząć nowe
      życie.

      Jest też o tym, że kościół powinien liczyć się z tym, że i wśród jego członków
      są ludzie, którzy popełnili takie grzechy, a teraz nie umieją sobie z tym
      poradzić. Ze np. w Stanach jak tak bardzo z ambony popiera się ruch blokowania
      klinik to trzeba w jakiś sposób pamiętać, że w ławkach siedzą kobiety, które
      dokonały aborcji.(podobno tam ok. 20%)

      Myślę, że z seksem poza małżeństwem, ale i każdym grzechem jest tak, że trzeba
      mówić, że jest grzechem, ale też, że jest przebaczenie i krew Jezusa, która
      powoduje, że Bóg naszych grzechów nie wspomni. ja w to wierzę!

      M.

      PS. sorry, ze wmieszałam w to aborcję, ale dobrze zapamiętałam ten fragment ze
      wspomnianej przeze mnie książki.
      • mader1 Re: Dlaczego czekać do ślubu 20.05.04, 14:08
        Ojej ! No pewnie ze tak.
        pozdr.
    • praktycznyprzewodnik Re: Dlaczego czekać do ślubu 20.05.04, 14:18
      Argumentem przeciw długiemu próbowaniu sie przed slubem jest dla mnie strata
      czasu. Cennego czasu. Zycie jest jedno. Kobieta jest młoda krócej niż
      męzczyzna, jest biologia okreslony czas na wzglednie bezproblemową prokreację.
      Odkładanie macierzyństwa, bo zakładam, ze w czasie przeznaczonym na
      wyprobowanie się, dzieci nie planuje się, nie wychodzi kobiecie na dobre.
      Mezczyzna 4o letni znajdzie jeszcze bez problemów młoda kobiete, która da mu
      dziecko. Czterdziestoletnia kobieta, duzo trudniej.
      • isma Re: Dlaczego czekać do ślubu 20.05.04, 14:27
        E, no, nie.
        Ten czas biegnie niezaleznie od tego, czy probowanie rozumiemy jako wzajemne
        poznawanie sie we wszystkich dziedzinach, czy tylko w sferze seksu.

        Ja bym jednak byla za tym, zeby sie w miare wszechstronnie poznac w ogole (taka
        kwestia jest dla mnie np. w miare wszechstronne poznanie domu rodzinnego
        lubego/lubej, zeby potem nie bylo gadania o diabolicznych tesciowych tudziez o
        takim czy innym ustawieniu relacji miedzy mezczyzna a kobieta), nawet
        kosztem "straty czasu". Niekoniecznie w to poznawanie musi wchodzic seks. Chyba
        teraz moge powiedziec, ze wlasciwie nie powinien, bo ja tez z tych, co nie
        poczekali, i troche im zal...
        • mika74 Re: Dlaczego czekać do ślubu 20.05.04, 14:32
          Ano wlasnie!
          ja chciałam sie spytać: czemu Ci młodzi ludzie, ktorzy niby to rozstaja sie po
          slubie bo sa niedopasowani seksualnie(chociąz ja nigdy praktycznie o takich
          parach nie slyszalam) nie rozmawiaja ze soba przed slubem o "tych" sprawach?
          Jesli ze soba wczesniej nie rozmawiaja (ani potem przeczuwam) to jasne ze beda
          rozczarowani. Poza tym aby orkiestra razem dobrze grała tez potrzeba czasu,
          czasem bardzo duzo czasu.
          No moze jako przyszla dopiero żonkisia więcej wymadrzac w tych sprawach się nie
          bede wink
          • kubus_2004 Re: Dlaczego czekać do ślubu 20.05.04, 23:30
            Nie rozmawiają, bo zapewne sądzą, że grzeszą poruszając takie "świńskie tematy". To jest poważny problem. Ale myślę, że takich nawiedzonych jest mało.
        • alinaw1 Re: Dlaczego czekać do ślubu 20.05.04, 19:30
          My też próbowaliśmy się w ... wierności, cierpliwości i wyznawanych zasadach.
          Może zabrzami to trywialnie ale fajnie jest przeżyć prawdziwą noc poślubną!
          • kubus_2004 Re: Dlaczego czekać do ślubu 20.05.04, 23:31
            Może i fajnie. Ale równie fajnie jest przeżyć każdą inną pierwszą noc z kobietą/mężczyzną. Jeśli się kocha partnera, to papierek niczego w doznaniach nie zmienia.
            • isma Re: Papierek 21.05.04, 00:07
              Kubusiu, przepraszam, ze naiwnie spytam, ten papierek to to co w kosciele daja?
              • kubus_2004 Re: Papierek 21.05.04, 11:18
                Nie wiem co dają w kościele, bo nie mam ślubu kościelnego. Ale chyba jakiś papierek dają?? I on, moim zdaniem, nic nie zmienia w przeżywaniu orgazmu.
                • mader1 Re: Papierek, nie papierek a 21.05.04, 13:14
                  A... to Tobie o orgazm chodzilo ??? To trzeba tak bylo pisac od razu smile))
                  No , orgazm u kobiety, to juz zalezy do rodzaju..... o! zapedzilam sie troche,
                  wybacz Addria. Nie , ja tez nie slyszalam o sposobie z papierkiem...
                  Ale wiesz, na gorze jest napisana nazwa forum - o orgazmach to bedzie
                  jakies... powiedzmy "Znudzonych mezow i zon" wink Trzeba przejsc na prywatne i
                  tam poszukac. Tu niewiele sie dowiesz smile)))
            • kulinka3 Re: Dlaczego czekać do ślubu 21.05.04, 00:10
              kubus_2004 napisał:
              Jeśli się kocha partnera, to papierek niczego w doznaniach nie zmie
              > nia.

              Papierek niczego nie zmienia.
              Sakrament małżeństwa - tak.
              • mamalgosia małżeństwo a "papierek" 21.05.04, 15:17
                Uważam, że dyskusja na temat współżycia przedmałżeńskiego z kimś, kto uważa, ze
                małżeństwo to tylko papierek, nie ma sensu. Tu jest taka przepaść pojęciowa, że
                nie sposób jej pzreskoczyć.Jeden powie o romantycznej kolacji przy świecach,
                podczas której poznał sekretne myśli swojej ukochanej, a inny o tym samym
                powie: no cóż, to była zwykła jajecznica
    • orvokki Re: Dlaczego czekać do ślubu 21.05.04, 10:40
      Ja myślę, że tego problemu nie da się sprowadzić do 'przed ślubem/po ślubie',
      bo to jest kwestia dużo szersza. Czy przed ślubem, czy po ślubie, najważniejsza
      jest dojrzałość, otwarcie na partnera, pewność, że nas nie zawiedzie. I jak
      najwięcej rozmawiania o swoich potrzebach, oczekiwaniach, obawach etc PRZED.
      Myślę, że przy założeniu szczerości to już później niewiele zostaje
      niespodzianek typu nadmiernie wybujały/oziębły charakter drugiej strony... Poza
      tym, to chyba jest tak, że różne rzeczy przychodzą naturalnie w dobrym związku -
      u nas tak było, poprzedzone rozmowami itd. Wszystko było jak miało być,
      wiedziałam, że to ten facet, ten moment :o)
      • mamalgosia Re: Dlaczego czekać do ślubu 21.05.04, 15:22
        Oczywiście, że dla dojrzałej osoby są konieczne wszystkie te zcynniki, o
        których piszesz. Ale dla dojzrałej osoby będącej chrześcijaninem potzrebny jest
        jeszcze sakrament
        • marzek2 Re: Dlaczego czekać do ślubu 21.05.04, 16:49
          No właśnie, chrześcijanin patrzy na to, co "wolno" a czego "nie wolno" z innej
          perspektywy. Więc na pytanie: "Dlaczego czekać do ślubu?" jako chrześcijanka
          odpowiadam: dlatego, że Bóg w swoim Słowie zarezerwował seks dla małżeństwa, a
          skoro nazywam siebie chrześcijanką staram się być Mu posłuszna w każdej
          dziedzinie życia.
          • mamalgosia Re: Dlaczego czekać do ślubu 21.05.04, 17:22
            Jest to też w pewnym sensie pokora: uznają wolę Boga, choć może nie do końca mi
            się to podoba, ale wiem, że On wie lepiej.
            W dzisiejszych czasach szalenie modna jest postawa: ja wiem najlepiej co dla
            mnie dobre.
            Chociaż z drugiej strony: Stare to jak świat, właśnie przecież na tym polegał
            grzech Adama i Ewy.
          • mamalgosia marzek 21.05.04, 17:23
            Ty chyba nie jesteś katoliczką, więc małżeństwo dla Ciebei nie jest
            sakramentem,a le chyba zrozumiałąś mnie, o co chodziło mi w tym poście
            • marzek2 Re: marzek 21.05.04, 17:37
              Tak nie jestem katoliczką, ale jestem chrześcijanką i zapewne dlatego Cię
              zrozumiałam smile)
    • adzia_a Jeszcze o tym przykładzie Kuby... 21.05.04, 20:39
      ...Kuba, powiedz, jak twój znajomy zrelacjonował Ci przyczyny rozpadu jego
      małżeństwa? Czy to on uzył okreslenia "dewotka"? czy opowiadał Ci dokładnie o
      tym, co się działo w łózku?

      Bo wiesz, jesli tak, to hm, jakby to powiedzieć...widać z tego trochę jego
      szacunek dla jego kobiety. ktoś, kto pochopnie ocenia sytuację stwierdziłby
      może, że widocznie facet był słaby w łóżku i dlatego jej nie ponosiło - a może
      jest tak, że on był słaby poza łózkiem, że tak naprawdę nigdy nie szanował jej
      ani jej przekonań...Jaki dzień, taka noc, dobrze mówię, co nie dziewczyny? ;-
      )))))

      Wiem że fajnie byłoby znaleźć uniwersalną receptę na udane małżeństwo - czyli
      np. schemat mieszkamy ze sobą półtora roku a potem jak jest ok to się
      pobieramy, albo z drugiej strony - czekamy do ślubu i przezywamy niesamowita
      noc poslubna, sęk w tym, że do większości z nas nie da się przypasować schematu
      i większości z nas nie da się na siłę uszczęśliwić poradami rodem z "Pani
      domu" wink Jeśli Ty uważasz, że dobrze było się sprawdzić przed ślubem, to OK,
      ale możesz mówić tylko za siebie - tym bardziej, że jako niewierzący nie masz
      dylematów sumienia. W ogóle chyba większość z nas mówi tylko za siebie, prawda?
      • kubus_2004 Re: Jeszcze o tym przykładzie Kuby... 21.05.04, 20:55
        Nie, znajomy mi dokładnie nie zrelacjonował przyczyn rozpadu. To nie jest coś, o czym on chętnie rozmawia, tym bardziej, że nie jest to mój kolega, ale po prostu znajomy i to do tego sporo starszy. Natomiast znam i jego i ją. I wiem jakie om ma podejście do "tych spraw" (normalne) a jakie ona (zdewociałe).

        Uważam, że zaproponowana przez Ciebie metoda (mieszkamy półtora roku...) jest jak najbardziej słuszna. Wyeliminowałaby mnóstwo przypadków rozwodów w kilka miesięcy po ślubie - ewidentnych pomyłek, ślubów wziętych w czasie oczarowania.

        Oczywiście, każdy zrobi jak uważa. Kiedyś w programie Drzyzgi występowała para (po ślubie) która nawet się nie całowała (tak namiętnie, z języczkiem), bo uważali że to gorszy Boga (???!!!). Tacy też są.
        • adzia_a Re: Jeszcze o tym przykładzie Kuby... 21.05.04, 20:58
          Kuba, ja jeszcze trzydziestki nie mam, a znam z pięć par rozwodników w moim
          wieku, z których cztery mieszkały razem przed ślubem...

          Nie, w tak prosty sposób ludzi nie uszczęśliwisz, nie ma się co łudzić...

          Ale w sumie to Cię w stu procentach rozumiem - gdybym nie była wierząca to też
          bym slubu nie brała, rzeczywiście papierek nic nie zmienia wink a jeszcze sie
          można z dziećmi rozliczać wink)))))
          • kubus_2004 Re: Jeszcze o tym przykładzie Kuby... 21.05.04, 21:03
            Dzięki za zrozumienie.

            Z drugiej strony, papierek jest wygodny, bo można się rozliczać z małżonkiem, no i w ogóle bez papierka to formalnie osoby sa obce, co czasem komplikuje życie.
            Moja żona bardzo chciała ślubu, ja nie chciałem, ale zmusiły mnie do tego okoliczności (nie, nie była to wpadka - bardzo niemodne słowo wśród chrześcijan podobno).
        • adzia_a PS. 21.05.04, 21:03
          kubus_2004 napisał:

          > Nie, znajomy mi dokładnie nie zrelacjonował przyczyn rozpadu. To nie jest
          coś,
          > o czym on chętnie rozmawia, tym bardziej, że nie jest to mój kolega,

          Czemu więc uważasz się za osobę kompetentną by ocenić, co było przyczyną
          rozpadu ich związku?
          • kubus_2004 Re: PS. 21.05.04, 21:10
            Bo ich dobrze znam i wiem, że podstawą rozejścia był rosnący stopień dewocenia żony, którego byłem świadkiem. Praktycznie odkąd ich znałem nie dzielili sypialni - to coś znaczy.
            • adzia_a Re: PS. 21.05.04, 21:20
              kubus_2004 napisał:

              > Bo ich dobrze znam i wiem, że podstawą rozejścia był rosnący stopień
              dewocenia
              > żony, którego byłem świadkiem. Praktycznie odkąd ich znałem nie dzielili
              sypial
              > ni - to coś znaczy.

              Ano widzisz, czyli nieporozumienia w sypialni były raczej skutkiem niż
              przyczyną. Nie ma się co chwytać prostych diagnoz...

              O rany, ale się produkuję, dzieci śpią, mąż na budowie, ja się chyba nadaję na
              to forum dla znudzonych wink))))))))))))
              • kubus_2004 Re: PS. 21.05.04, 21:29
                Trudno rzec co było skutkiem, a co przyczyną. W każdym razie u podłoża wszystkiego leżało niedopasowanie religijne. Facet chodzi do kościoła tylko 2 czy 3 razy w roku w najważniejsze święta. Babka - przynajmniej raz w tygodniu.
                • adzia_a Re: PS. 21.05.04, 22:15
                  kubus_2004 napisał:

                  > W każdym razie u podłoża wszystki
                  > ego leżało niedopasowanie religijne.

                  Quod Erat Demonstrantum wink)))))))))
                • magkow14 Re: PS. 22.05.04, 00:13
                  To miałam racje pisząc, że nie bardzo przekonywała mnie podana przez Ciebie
                  przyczyna. smile
                  Pozdrawiam
                  Magkow14.

                  --
                  Cesarskie cięcie
                  forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=13344
                  • kubus_2004 Re: PS. 24.05.04, 00:06
                    Ale niedopasowanie religijne pociągnęło za soba niedopasowanie seksualne. Jak już pisałem wyżej, jeśli małżonkowie nie dzielą sypialni (nie muszą w końcu uprawiać seksu, moga po prostu spać w jednym łóżku) to wg mnie wniosek jest prosty. Babka, po prostu, ze względów najpewniej religijnych odmawiała współżycia.
                    Lepiej się o czymś takim przekonać PRZED ślubem. Oczywiście, wystarczyłoby że o tym powie przyszłemu mężowi, np. tak: "Słuchaj kochanie, w związku z moimi przekonaniami będziemy współżyli tylko w pozycji misjonarskiej i tylko do poczęcia pierwszego dziecka. Potem moje poglądy nie pozwolą mi współżyć".

                    Tylko kto weźmie taką deklarację na poważnie???????????????
                    • mika74 Re: PS.Kubus 24.05.04, 09:41
                      kubus_2004 napisał:

                      > Ale niedopasowanie religijne pociągnęło za soba niedopasowanie seksualne. Jak
                      j
                      > uż pisałem wyżej, jeśli małżonkowie nie dzielą sypialni (nie muszą w końcu
                      upra
                      > wiać seksu, moga po prostu spać w jednym łóżku) to wg mnie wniosek jest
                      prosty.
                      > Babka, po prostu, ze względów najpewniej religijnych odmawiała współżycia.
                      > Lepiej się o czymś takim przekonać PRZED ślubem. Oczywiście, wystarczyłoby że
                      o
                      > tym powie przyszłemu mężowi, np. tak: "Słuchaj kochanie, w związku z moimi
                      prz
                      > ekonaniami będziemy współżyli tylko w pozycji misjonarskiej i tylko do
                      poczęcia
                      > pierwszego dziecka. Potem moje poglądy nie pozwolą mi współżyć".
                      >
                      > Tylko kto weźmie taką deklarację na poważnie???????????????


                      Droga(Drogi?) Kubus!
                      Juz Ci to tłumaczyłam w poście powyzej,ale Ty chyba naszych postów nie
                      czytasz???
                      Poglady tej pani, które opisujesz NIE SA POGLADAMI KATOLICKIMI, ANI
                      CHRZEŚCIJAŃSKIMI. Nie mieszcza sie nawet w zdrowym ,ludzkim rozsadku.
                      "Bedziemy wspólzyli tylko w pozycji misjonarskiej i tylko do spłodzenia
                      pierwszego dziecka"-TO JAKIES SEKCIARSTWO.
                      Nie wiem kto Ci takich głupot nawciskał( a raczej tej pani) ,ale te poglady sa
                      sprzeczne z nauka katolicką.
                      Ja raczej wysnuwam taki wniosek pani albo ma jakąs nerwice seksualna, albo pan
                      traktował ją brutalnie i musiała cos wymyslec,żeby sie od niego uwolnić, albo
                      po prostu sie nie kochali i ze soba nie rozmawiali na TE PIEKNE nie jak
                      napisałes "Świńskie" tematy.Może dla Ciebie sa świnskie, ale nie dla katolików.
                      Proponuje Ci przeczytać Piesn nad Piesniami w Biblii( jesli takowa posidasz),
                      albo ksiązke papieza "O małzeństwie i rodzinie"-to moze przejda Ci te głupie
                      poglady. Sorry, ale Ty po prostu nie chcesz do siebie dopuscic mysli,że możesz
                      sie mylic.
                      A tak na marginesie- czy Ty kiedyś kogos ,chociaz troche, tak naprawde
                      kochałes??????
                      • adzia_a Co to jest pozycja misjonarska? (b/t) ;-)))) 24.05.04, 09:44
                      • kubus_2004 Re: PS.Kubus 25.05.04, 15:23
                        > Droga(Drogi?) Kubus!
                        Hmm, myślałem, że imię Kuba jest wyłącznie imieniem męskim...

                        > Poglady tej pani, które opisujesz NIE SA POGLADAMI KATOLICKIMI, ANI
                        > CHRZEŚCIJAŃSKIMI. Nie mieszcza sie nawet w zdrowym ,ludzkim rozsadku.
                        > "Bedziemy wspólzyli tylko w pozycji misjonarskiej i tylko do spłodzenia
                        > pierwszego dziecka"-TO JAKIES SEKCIARSTWO.

                        No ja tam nie wiem. Nie znam się. ALe jak babka chodziła 2 razy w tygodniu do kościoła i jeszcze uczestniczyła w jakichś oazach czy innych klubach modlitewnych, wyjeżdżała z nimi na pielgrzymki, także do Rzymu, organizowała agapy (czy jak to sie nazywa) i to wszystko odbywało się pod egidą jakiegoś księdza z parafii na DOmaniewskiej w Warszawie, to to chyba nie była sekta??? Ona tam się tego wszystkiego dowiedziała.

                        Sorry, ale Ty po prostu nie chcesz do siebie dopuscic mysli,że możesz
                        > sie mylic.

                        ALeż dopuszczam, dopuszczam. Co nie zmienia mojego zdania, że dobrze jest sie przed ślubem poznać od każdej strony, a nie tylko wybiórczo.

                        > A tak na marginesie- czy Ty kiedyś kogos ,chociaz troche, tak naprawde
                        > kochałes??????

                        No jasne, kilka osób. Z ostatnią się ożeniłem
    • kubus_2004 Dla niedouczonych 24.05.04, 23:09
      Pozycja misjonarska (inaczej klasyczna lub po bożemu), czyli taka, w której kobieta leży na plecach, z lekko zgiętymi nogami, a mężczyzna jest na niej, została upowszechniona w kulturach pozaeuropejskich, np. w Australii, czy Oceanii dzięki białym przybyszom. (www.zdrowemiasto.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=1662&alt=47)

      Pozycje, w których mężczyzna leży na kobiecie, a w szczególności pozycja klasyczna, zwana też misjonarską lub ?po bożemu?, należą do najczęściej stosowanych pozycji podczas współżycia.Taka konfiguracja pozwala mężczyźnie w znacznym stopniu kontrolować przebieg stosunku, jednocześnie w dużym stopniu ograniczając pole manewru kobiecie. Pozycja ta przez wielu jest odbierana jako wyrażenie tradycyjnego podziału ról: dominację mężczyzny i uległość kobiety. I nie ma się co oszukiwać ? wiele osób wybiera ją właśnie z tego powodu.
      Pozycja misjonarska umożliwia głęboką penetrację członkiem, a jednocześnie dostarcza silnych bodźców, gdyż wejście do pochwy nie jest szeroko rozwarte ? gdy kobieta ma złączone nogi. Dobrze pobudzana jest przednia ścianka pochwy, jednocześnie łechtaczka jest słabo drażniona. Jest też możliwy inny wariant ? mężczyzna leży na kobiecie, ale ma ona ugięte i uniesione w górę nogi, co powoduje większe rozwarcie wejścia pochwy. Pozycja ułatwia pieszczenie partnerki i dla wielu kobiet jest cenna ze względu na kontakt całego ciała z ciałem partnera. (www.google.pl/search?q=cache:kkuuQUQxJakJ:www.b-f-z.blog.pl/+pozycja+misjonarska&hl=pl)

      Chyba nie ma już par, które zadowalałaby jedna jedyna "właściwa" pozycja misjonarska. Nawet jeśli nie szukamy bardzo wyrafinowanego seksu, nawet jeśli nie znamy paruset wyszukanych jogistycznych asan, nasza partnerka czy partner nie jest człowiekiem-gumą, mamy do wyboru coś więcej, niż tylko krzepkie leżenie na sobie niczym szynka na kanapce. (http://www.polki.pl/wiadomosc.html?wid=5106631&kat=1679&ticket=12605922794300799oawxImaraIiNUblq1qU9p6f4o2eB4xahav3F6%2BkThnx6HimnRR4C0PQK5j6hHIcqRVNk0Lxj2fJA8jPKd7tNy%2B9%2BYyPp8z5AyfkLwjmfDmBRW40tl7Q2RXcnEOI5ToC)

      Długo by jeszcze wymieniać...


      • jan33 Re: Dla niedouczonych 24.05.04, 23:39
        W technicznych kwestiach lozkowych to ty byc moze masz jakas wiedze. Jakkolwiek
        nijak ma sie to do tematu watku. Ponadto takie sprawy sa drugorzedne w udanym
        pozyciu i milosci miedzy kobieta a mezczyzna.
        jan
        • kubus_2004 Re: Dla niedouczonych 24.05.04, 23:43
          Eee tam wiedzę... Po prostu wyszukałem w sieci.
          A napisałem to bo adzia_a pytała, tylko mi się źle wkleiło.
          • adzia_a Ach Kubusiu...:-)))))))) 25.05.04, 08:31
            ...moja pierwsza prowokacja w zyciu i od razu udana smile))))))))
            • isma Re: Ach Adziu...:-)))))))) 25.05.04, 09:01
              Ty nie rob, Adziu, za taka dziewice, a kto biegal do kiosku kupowac Cosmo wink))?
              • adzia_a Re: Ach Adziu...:-)))))))) 25.05.04, 09:05
                Jak to kto biegał - Mysiam1 wink))))))) ja tylko rzuciłam hasło wink))

                Co ciekawe - czemu Kubuś podjąłeś polemikę z moim idiotycznym pytaniem, a nie
                zauwazyłeś bardzo mądrego postu Miki74...no łatwiej, wiem, że łatwiej...
                • isma Re: Ach Adziu...:-)))))))) 25.05.04, 13:14
                  No, znaczy to byla ta pierwsza w zyciu prowokacja wink))
      • mamalgosia Re: Dla niedouczonych 25.05.04, 07:58
        "Właściwa"?
    • ania.silenter_exunruzanka :) 25.05.04, 14:23
      Tak sobie czytam ten wątek i czytam...i widzę, że wiele mozna się nauczyć na
      tym forumsmile. Np. o pozycjach seksualnychsmile. Ale żarty na bok. Oczywiście w
      związku dwojga ludzi najważniejsza jest miłość wzajemna (tzn. nie bycie ze sobą
      dla seksu, ze strachu przed samotnością itp). Ja zakochałam się w moim mężu,
      ponieważ był taki odpowiedzialny, tak mnie rozumiał, stał się dla mnie od razu
      kimś bardzo bliskim. Znam co najmniej 2 pary, w których facet jest z kobietą
      dla seksu, a ona z nim ze strachu (są bardzo dopasowani seksualnie, gorzej z
      dopasowaniem charakterów - żałosny widok). Cóż, to za miłość - chyba do siebie
      samego. Jestem zdania, że jeżeli narzeczeństwo trwa jakiś czas to można poznać
      swoje temperamenty.
      A co do przykładu Kubusia - sorry, ale ta kobieta miała jakieś problemy
      psychiczne (wstręt do współżycia), a może z mężem było coś nie tak?(dewiant?)
      Ja z mężem należymy do kategorii tych, którzy "wypróbowali się" przed ślubemsad
      i totalna katastrofa (z mojej winy - i tu wielka klasa mojego męża, zamiast
      mnie dołować wsparł duchowo, z miłości, jak sądzę) i gdyby rozpatrywać związek
      w kategoriach dopasowania się powinniśmy się natychmiast rozstać. Nie
      zrobilismy tego, ponieważ kochaliśmy się jak wariaci, teraz kochamy się jeszcze
      mocniej, siebie i naszą kruszynkę - 4 miesięczną Olę. Kiedy przypomnę sobie
      tamte początki - śmiech mnie ogarnia (zwłaszcza propozycje mojego wtedy jeszcze
      niemęża co zrobić z tym seksemsmile. A teraz jest suuuper (a propos - dziewczyny
      czy Wy też hmmm - jak to napisać - macie większą ochotę na seks po ciąży?
      Zaczyna mnie to męczyćsad. Malutkie dziecko w domu, niedospanie itp. a tu...
      buuu - przepraszam wszystkich za tak osobistą wypowiedź).
      A jeśli chodzi o pozycję "misjonarską" znam wiele kobitek, które będąc w ciąży
      musiały z niej zrezygnować na rzecz innych i potem z radością do niej
      wracałysmile.
      Wiecie co - ja chyba jestem nienormalna, ale te kolorowe pisma dla kobiet
      strasznie mnie nudzą. No bo ile razy można czytać porady typu - nie osiągasz
      orgazmu, ponieważ nigdy wcześniej się nie mast...itd. A mój mąż przeczytawszy
      kiedyś nagłówki w jednej z takich gazet zabronił mi ich kupowania (chyba
      przeczytał też cenę ha ha ha).
      Podsumowując - żałuję, że nie zaczekaliśmy do nocy poślubnej.
      • kubus_2004 Re: :) 25.05.04, 14:50
        A możesz powiedzieć ile razy to robiliście przed śłubem? Czy to był tylko raz czy więcej? Ile czasu przed ślubem to robiliście. To by mi wiele wyjaśniło
        • ania.silenter_exunruzanka Re: :) 25.05.04, 15:18
          Raz? Dobre sobiesmile. Przed ślubem byliśmy ze sobą 4 miesiące, no i - jak to
          zgrabnie ująłeś - robiliśmy to 2, 3 razy dziennie (dziwne, że jeszcze żyjemysmile
          i w jakich miejscach - retysmile). Czyli, pierwszy raz i następne kilka do bani a
          potem coraz lepiej (sądzę, że wyluzowałam się emocjonalnie). Ale zawsze z
          wyrzutami sumieniasmile)). I wiesz co? Gdyby mój mąż np. wyśmiał mnie wtedy chyba
          nigdy w życiu już nie miałabym seksu (cóż za strata!). Naprawdę nie wiem skąd
          pogląd, że katolicy (mój mąż akurat z innej "parafii") nie lubią seksu, a to,
          że uważamy, że seks nie jest najważniejszy (ale "tylko" baaaardzo ważny) w
          małżeństwie to chyba ok?. Mnie zawsze podobali się wysocy blondyni (mój mąż
          jest średniego wzrostu), a jemu wysokie brunetki (jestem niewysoką blondynką) i
          z tego powodu mielibyśmy nie przeżyć najpiękniejszej przygody w życiu jaką jest
          szczęśliwe małżeństwo, a szerzej szczęśliwa rodzina?
          pozdrawiam
          P.S. Ależ go kocham, choć dziś na mnie nakrzyczał, a co gorsza miał racjęsad
          • kubus_2004 Re: :) 25.05.04, 15:27
            Czyli robiliście to wiele razy i było coraz lepiej. No i dobrze. Bo gdyby przez 4 miesiace był ocały czas do niczego, to chyba byś się zaczęła zastanawiać czy chcesz taką znajomość kontynuować, nie??

            Wygląd jest dosyć ważny, ale nie najważniejszy. Liczy się splot całości. Tak więc wypróbowanie może przechylić szalę na jedną czy drugą stronę. No bo co byś powiedziała na brzydkiego męża i do tego łajzę w łóżku. Kicha. A niezbyt urodziwy, ale potrafiący dac kobiecie przyjemność i radość seksu, to już coś. Może też być piękny jak Deląg, ale załatwiajacy sprawę w 5 minut (podobno też jak Deląg). No ale to rozważania nie na to forum.
            • ania.silenter_exunruzanka Re: :) 25.05.04, 16:03
              Nie zawsze wypróbowanie może przechylić te szalę na którąś stronę:
              1 przykład: moja koleżanka z pracy jest z facetem 10 lat i kompletny marazm,
              nie rozchodzą się i nie biorą ślubu, nie są szczęsliwi, on jej na słowo o
              ślubie powiedział, że "parę lat temu bym się z tobą ożenił, ale teraz mi się
              nie chce bo i po cóż i tak śpimy ze sobą", ona zorganizowała cały ślub a on
              powiedział, że jego mamusia się nie zgadza (mają po 27 lat!), kłócą się bez
              przerwy, a kiedy okazało się, że ja wychodzę za mąż, ta wierna fanka "Cosmo" o
              mały włos a zamordowałaby mnie z zazdrości (dziwne przecież do szczęścia nie
              trzeba papierka), musiałam cały ślub ukrywać, aby nie robić jej przykrości -
              paranoja;
              2 przykład: on przystojny i dobry w łóżku (ocena jego dziewczyny), razem od 6
              lat, ona ładna dziewczyna. On dostawał histerii (autentycznie, chłop jak byk!)
              na myśl o małżeństwie i o dzieciach, ona marzyła o rodzinie. Dopasowani
              seksualnie perfect, charakterami w ogóle. Wdeptywał ją w ziemię, tyranizował,
              upokarzał. A mnie kiedyś powiedział, że podziwia moje zasady oraz czy nie
              chciałabym być jego kochanką. Kiedy grzecznie podziękowałam obraził się na mnie
              ale potem dał mi dużą premię (to był mój szef).
              itd, itp.
              U faceta naprawdę liczą się cechy charakteru takie jak: dojrzałość emocjonalna
              (wiecznym chłopcom mówimy stanowcze nie!), opiekuńczość, odpowiedzialność,
              realizm w spojrzeniu na życie (dzieci płaczą, chorują, żony czasem są
              niedysponowane, niewyspane, mają zły dzień) ale to nie znaczy, że życie jest
              beee, bardzo ważne jest poczucie humorusmile, mogłabym tak wymienić ...niestety
              Oleńka obudziła się i woła jeść!
              P.S. Deląg przystojny? Żartujesz.
              pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka