Dodaj do ulubionych

Paradoks Adwentu

01.12.14, 10:33
Przed nami okres Adwentu. Okres. który w polskiej tradycji jest najczęściej utożsamiany z okresem pewnego zatrzymania się, zamyślenia a jednocześnie jest czasem wypełnionym oczekiwaniem na zmianę. Jest to dobry moment na rekolekcje, na powrót do źródeł naszej wiary.
Gorąco zachęcam do rekolekcji on-line prowadzonych przez benedyktynów tynieckich. Oto w jaki sposób tynieccy mnisi zachęcają do uczestnictwa w tego typu rekolekcjach:

"...rozpoczynamy Adwent — pierwszy okres roku liturgicznego. Jego nazwa, zaczerpnięta z łaciny (adventus) oznacza „przyjście” lub „obecność”. Ponieważ jest już niemal grudzień i nasze myśli z wolna zaczynają wybiegać ku pełnym rodzinnego ciepła i serdeczności świętom Bożego Narodzenia, pierwsze „przyjście”, jakie zapewne przychodzi nam do głowy, to właśnie Wcielenie: Pan Jezus rodzi się w Betlejem. Przesłanie Adwentu nie jest jednak jednostronne. Bóg, owszem, przychodzi w ciele, i ku celebracji tej Tajemnicy ciąży przeżywanie czterech kolejnych grudniowych tygodni. Nie zawsze jednak tak rozumowano.



Pierwsi uczniowie swoje oczekiwania zwracali ku innemu Przyjściu — chwalebnemu powrotowi Chrystusa na ziemię. „Głosimy przyjście Chrystusa — nie tylko pierwsze, ale i drugie, o wiele wspanialsze od pierwszego” — tak w Liturgii Godzin tegoż dnia podsumuje to Cyryl Jerozolimski. Kościół w tym czasie nie zapomina (wręcz odwrotnie — wprost przypomina!), że Pan „przyjdzie sądzić żywych i umarłych”; że Chrystus, jak pasterz, zgromadzi ludzkość po swej prawej i lewej stronie. Jednych nagrodzi, drugich zaś ukarze.



Ojcowie uczą, że dopóki przed oczami mamy wyłącznie karę, nie poznaliśmy jeszcze smaku miłości Bożej; taki stan Jan Kasjan nazywa stanem niewolnika, od którego należy przejść do najemnika (oczekującego nagrody), a wreszcie syna — dziecka Bożego, które spontanicznie odpowiada miłością na miłość Boga. By przygotować się na spotkanie z Panem — czyli na dobre przeżycie Adwentu — powinniśmy przede wszystkim postąpić w miłości, w zbliżeniu się do Umiłowanego. I tu niezawodną drogą jest oczywiście modlitwa."

www.tyniec.benedyktyni.pl/pl/aktualnosci-benedyktyni-tyniec/paradoks-adwentu-rekolekcje-on-line.html
Nie jesteśmy niewolnikami - ale dziećmi Bożymi i nie widmo kary jest tym co najbardziej istotne w wierze, ale pokonanie grzechu, przywrócenie harmonii w dziele stworzenia i wtedy właśnie nastąpi czas gdy: "wilk zamieszka z barankiem, pantera z koźlęciem leżeć będą" - Iz 11,6.


Obserwuj wątek
    • otryt Cierpienie ostatnią deską ratunku 02.12.14, 12:37

      W moim kościele rekolekcje adwentowe prowadzi w tym roku znany przeze mnie z wielu książek i publikacji ksiądz Marek Dziewiecki, jednocześnie doktor psychologii, specjalista od uzależnień. Widzę, że wiele z tego, co powiedział wczoraj i przedwczoraj jest na jego stronie internetowej w różnych artykułach. Mnie najbardziej poruszył wątek cierpienia, które może ocalać człowieka, bo przyznam, że powiedzenie, iż cierpienie uszlachetnia jest moim zdaniem, dość wytartym sloganem. Z moich obserwacji wynika często, że cierpienie odbiera godność, człowieczeństwo, sprowadza do parteru a nawet śmierci. Tylko nieliczni wychodzą z takiej ciężkiej próby umocnieni, większość ginie.

      Ksiądz Marek mówił o cierpieniu, jako ostatniej desce ratunku. To w kontekście przypowieści o synu marnotrawnym. Ojciec przez cały czas kocha syna, cierpi, gdy widzi, że syn cierpi. Jednak nie stara się synowi tych cierpień oszczędzić, bo wie, że to dla niego ostatnia deska ratunku. To cierpienie pozwoli mu zrozumieć, że musi powrócić do ojca, powrócić z grzechów, uzależnień. Ojciec nie może nawet sekundę wcześniej skrócić mu tych cierpień, aż do czasu gdy syn sam podejmie decyzje o powrocie. Ani sekundę wcześniej. Tego wymaga mądra miłość ojca. W przeciwnym razie będziemy mieli nie miłość, lecz naiwność, która nie jest miłością. Człowiek będący w kryzysie i tu Dziewiecki wymieniał długi szereg sytuacji: alkoholizm, narkomania, egoizm, lenistwo, erotomania, bezradność czy nieudacznictwo, różne grzechy. (tego było dużo więcej) musi tak bardzo cierpieć z powodu swojego odejścia aż zrozumie i powróci. Musi odczuć konsekwencje swoich poczynań. Ktoś bliski, kto stara się, by nie odczuł tych konsekwencji, jest naiwny i wcale mu nie pomaga, lecz szkodzi, bo przyczynia się do pogłębienia kryzysu.


      www.marekdziewiecki.pl/
      www.marekdziewiecki.pl/wybrane-artykuly/40-przypowiesc-o-powracajacym-synu.html



      Fragment atykukułu:

      „Co w tak dramatycznej sytuacji czynią rodzice tej ziemi? Zwykle nie wiedzą jak postępować wobec syna i jak go kochać. Kierują się bardziej emocjami niż miłością. U jednych zwycięża rozżalenie a nawet nienawiść. Przekreślają syna i wyrzekają się go na zawsze. Odmawiają mu prawa powrotu do domu. Wtedy synowi pozostaje już tylko rozpacz. Nawet gdyby któregoś dnia zastanowił się i uznał swój błąd, to nie ma do kogo wrócić.

      Inni z kolei rodzice popełniają błąd przeciwny: usprawiedliwiają syna za wszelką cenę. wynajdując tysiące okoliczności łagodzących. Twierdzą na przykład, że jest on jedynie ofiarą kolegów, środowiska, telewizji, gazet. Usprawiedliwiając syna, czynią jednocześnie wszystko, aby nie cierpiał mimo, że nadal błądzi! Płacą za szkody wyrządzane przez syna i dbają o to, by jemu samemu nadal niczego nie brakowało. W takiej sytuacji syn będzie błądził dalej. Czasem tak długo aż umrze. Czemu bowiem miałby się zmieniać skoro nie ponosi naturalnych konsekwencji własnych błędów?

      Ojciec z przypowieści Chrystusa nie popełnia żadnego z tych błędów, tak typowych dla rodziców tej ziemi. On nawet w tak dramatycznych okolicznościach potrafi kochać w sposób dojrzały i dostosowany do powstałej sytuacji. Nie przekreśla syna. Jego dom i jego ramiona pozostają dla syna ciągle otwarte. Ale też nie próbuje go uchronić od cierpienia, które syn sprowadza na siebie własnym postępowaniem. Ojciec jest bogatym człowiekiem. Mógłby posyłać służących, aby się opiekowali synem i nie pozwolili, by cierpiał głód. Ale ojciec doskonale wie, że tak postępując nie kochałby syna dojrzale i nie pomógłby mu w przemianie życia.

      Syn zachowa szansę na ocalenie tylko w jednym przypadku: gdy będzie cierpiał! Cierpienie, które przychodzi jako konsekwencja własnych błędów, jest dobrodziejstwem, bo otwiera błądzącemu oczy. Pozwala przejrzeć. Uczy odróżniania dobra od zła. Kochający ojciec o tym wie i dlatego nie próbuje chronić syna przed zawinionym cierpieniem. Syn wykorzystuje szansę: zaczyna się zastanawiać. Uświadamia sobie, że pomylił się i że u ojca było mu znacznie lepiej. Pod wpływem cierpienia syn marnotrawny przemienia się w powracającego syna. Wraca już nie dlatego, że jest głodny (wtedy zdecydowałby się raczej na kradzież niż na powrót) ale dlatego, iż zrozumiał, że znacznie lepiej być choćby sługą u kochającego ojca niż pozostawać niewolnikiem tego świata”
      • andrzej585858 Re: Cierpienie ostatnią deską ratunku 09.12.14, 12:05
        Pozwolę sobie na ponowne przytoczenie fragmentu swojego postu ktory jakiś czas temu napisałem , jego treść w pewien sposób koresponduje z poruszonym tematem:

        Możliwość wyboru momentu swojej śmierci, podobno świadomego wyboru, jest uznana za wolność wyboru. Tylko ciągle pozostaje bez odpowiedzi pytanie - kto nam daje prawo decydować o śmierci, nawet swojej? kto dał nam prawo decydować o śmierci cudzej? Dzisiaj, w dobie coraz większej anonimowości związanej z zyciem w aglomeracjach miejskich nie zauważa się, że ich poszczegolni mieszkancy "znikają". O zgonie sąsiada dowiadujemy się często przypadkowo. Dodatkowo z pejzazu naszej codziennosci świadomie jest usuwane cierpienie gdyż jego namacalna obecność zagraża pozornej stabilności zycia. Jedynym praktycznie miejsce w którym od czasu do czasu spotykamy się z bolem jest szpital. Nic więc dziwnego że najczęściej uciekamy od tych miejsc, gdyż swiadomość bolu i cierpienia powoduje że popadamy w pewnego rodzaju konflikt pomiędzy wizerunkiem swiata serwowanym nam przez media a rzeczywistością cierpienia i bólu.
        W ten sposób zarowno szpitale jak i wszelkiego rodzaju przytułki, cmentarze są miejscami odizolowanymi, ukrytymi za murami, gdyż stanowią przerażające wyzwanie dla postepu i nauki. Mamy więc do czynienia ze społeczeństwem które nie potrafi pogodzić się z cierpieniem i dlatego wręcz ukrywa "krzyż", który jest symbolem cierpienia i smierci. Zezwolenie na eutanazję, na obojętność wobec cierpienia i bólu jest przejawem istnienia społeczeństwa, które produkuje jednostki pozbawione poczucia solidarności, jednostki dla których poczucie istnienia transcendencji jest obce.
        Świadomośc umierania jest wręcz biurokratycznie wyrzucana poza naszą jednostkową świadomość, wraz ze świadomością grzechu, gdyż to co do tej pory było okreslane jako "cywilizacja zycia" to zakazy i nakazy połączone ze świadomością grzechu i zła.
        Nic więc dziwnego że to własnie chrzescijanstwo jest tak uporczywie spychane na margines gdyż jest to religia u której podstaw lezy uniwersalny, zbawczy sens, jaki przypisano męce na krzyżu jednego Człowieka, uznanego później za Zmartwychwstałego, za "tego, ktory pokonał śmierć". I jest to wydarzenie historyczne, nie mityczne, lecz właśnie historyczne ktore ma dla nas wszystkich ogromne znaczenie. Dzięki niemu właśnie znika pozorny bezsens naszych cierpień osobistych i całej ludzkości.
        Dlatego też za wszelką cenę ci wszyscy którzy probują wyeliminowac religię z życia publicznego próbują ukryć śmierć - zarówno tą w najbardziej widocznej formie jaką jest śmierć fizyczna, jak i też w formie egzystencjalnej. Ukrycie zjawiska śmierci z którą nie potrafia sobie poradzić i nigdy nie poradzą zdobycze nauki, powoduje że obumiera potrzeba doświadczenia transcendencji. Nie ma religii bez pragnienia czegoś całkiem innego. Nie ma wiary w Boga bez świadomości ludzkich ulomności. A własnie zarówno ból, cierpienie jak i śmierć są tym z czym nie jest w stanie poradzić sobie technika i wiara w wyłącznie ludzkie możliwości.
        Dlatego też nie wolno zgadzać się na prawne umocowanie zjawiska eutanazji, aborcji, wszystkiego tego co, podobno, w imię wolności i prawa wyboru odziera człowieczeństwo z prawa do bycia człowiekiem,

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka