carla7
12.10.04, 16:49
Może to złe porównanie, ale dziś mam wrażenie, że taki właśnie dzień dane mi
było przeżyć. Ostatnie tygodnie były bardzo ciężkie dla całej mojej rodziny.
Prawdę mówiąc wegetujemy, nie dlatego że nie pracujemy i nie mamy pieniędzy,
przeciwnie, obydwoje pracujemy i mamy pieniądze tylko że "wirtualne" a zbieg
okoliczności chciał, że akurat w tym samym czasie obydwoje nie możemy swoich
pieniędzy odzyskać...
A dziś na dodatek zepsuł się samochód.
Piszę, żeby się wyżalić i ulżyć sobie, bo z mężem już nie chcemy na ten temat
rozmawiać, żeby się na wzajem nie dołować i niepotrzebnie wywoływać sprzeczek.
Jestem optymistką, wiem, że za tydzień, dwa pewnie będzie lepiej, ale póki co
zastanawiam się, jak tak dalej żyć?
Trudne sytuacje mnie mobilizują i już parę pomysłów mi się rodzi.
Nie śpię w nocy, modlę się. Dzięki modlitwie, nie tracę gruntu pod nogami, a
to bardzo dużo.