Dodaj do ulubionych

prośba o westchnienie

04.05.05, 10:34
jeśli znajdziecie chwilkę-proszę o westchnienie do Najwyższego: idziemy o
14.00 na przesłuchanie do szkoły muz., moje zdenerwowanie już mojemu
Młodzianowi się udziela, biała koszulka uprasowana, a ja cała w nerwach,
odliczam do godziny zero zamiast posprzątać na przykłąd-a myślałam że mnie
nie ruszy, bo to przecież nie matura!
prosze o modlitwę o wyciszenie jakies-z resztą sobie poradzimysmile (tzn. reszta
przemodlona już jakoś rodzinnie)
Obserwuj wątek
    • pawlinka Re: prośba o westchnienie 04.05.05, 10:37
      Samborago!!!
      Już wzdycham!!!
    • mader1 Re: prośba o westchnienie 04.05.05, 12:45
      bedzie dobrze smile
    • jancze Re: prośba o westchnienie 04.05.05, 13:12
      Nie denerwujcie się tak. Bóg wie, co dla Was najlepsze! Chyba nie zdenerwowanie
      no nie?
      Powodzenia!
      Już się pomodliłam za Was.
    • addria no i jak? 04.05.05, 20:07
      Dopiero przeczytałam, a pewnie jest juz po fakcie. Udało się? smile
    • samboraga Re: prośba o westchnienie 04.05.05, 22:08
      dziękuję Wamsmile
      wyniki-za tydzień, oczywiście od razu napiszę!

      ale wiecej to nerwów niż myślałam-moich oczywiście-bo on po nerwie na początku
      że tłum dzieci (nieśmiałośc jednak wyszła) wracał wniebowzięty z kolejnych
      etapów, że mamo ale fajna zabawa...
      był najmłodszy z dzieci, może nie mieć jeszcze tzw gotowości szkolnej o czym
      Pani dyr. mnie wcześniej lojalnie uprzedzała
      zobaczymy!
      ale co ja zrobię jak to już matura bedzie?
      • pawlinka Re: prośba o westchnienie 04.05.05, 22:11
        smile
        ej, przed nami jeszcze pewnie z 5 reform maturalnych, może w ogóle zniosą?
        Trzymam kciuki!!!
    • samboraga Re: no to nie jesteśmy w szk. muz.:( 12.05.05, 09:41
      no to się nie 'dostaliśmy'sad
      smutno mi, choć prawdopodobnie po prostu nie dało się do końca stwierdzić
      wszystkich predyspozycji bo jest za mały (był najmłodszy) na takie sprawdziany
      typu szkolengo (nowa grupa dzici i polecenia) czyli 'niedojrza ły szkolnie'
      za rok na pewno znów spróbujemysmile
      pójdę jeszcze i tak na rozmowę o nim do szkoły (zapraszano rodziców wszystkich)
      ale to już w przyszłym tygodniu bo na razie leczę zatokowe powikłania
      po 'lekkim' przeziębieniu i jestem uziemionasad(((

      ciekawa jestem jak mojego Młodziana oceniają specjaliści bo rodzinne autorytety
      (mąż, ojciec, brat-wszyscy pianinowi, mąż tez rockowo-gitarowy) swoje już
      powiedzieli, ale wiecie jak to jest w rodziniewink
      mi słoń na ucho nadepnął, więc mam inne spojrzenie i widzę to tak: rozczula go
      muzyka-od 'zawsze' zdarza mu się zastygać przy zabawie bo usłyszał ładną
      melodię, pyta 'co to jest za muzyka, kto to śpiewa' sam z siebie, wzrusza się
      przy muzyce do tego stopnia że przychodzi z drugiego pokoju 'żeby wyłączyć, bo
      jest taka smutna że jemu się płakać chce', no i żebyście go zobaczyli na
      egzaminach-te radosne oczy po zabawach muzycznych (on, nieśmiały w nowych
      miejscach i w tłumie dzieci tutaj się smiał i żartował)
      słowem, ja też śmiem twierdzić że jaki ś dar ma
      pytanie czy typu 'skrzypce albo pianino' (taki poziom jest w szkole muz. do
      której startowaliśmy) czy raczej 'sto lat' zagrane jednym palcem bez
      akompaniamentu na urodzianch babciwink

      na razie 'przetrzymaliśmy' go prawie rokz z jego chęcią nauki (zapalił się
      najpierw do skrzypiec po zobaczeniu na żywo koncertu) a on nadal chce (czy
      wytrwa w ćwiczeniach to inna sprawa)
      dlatego na pewno od września i tak będzie się uczył-pewnie jakoś prywatnie,
      zresztą zobaczymy

      no i na koniec żeby nie wyszło że jakiegoś geniusza hoduję w domu bo gdzieś tam
      wspominałam o jego zapale do angielskiego
      co do dojrzałości społecznej-załamka
      jest na poziomie 3-4 latka (w sierpniu skończy 6), po każdej przerwie (np po
      przeziebieniu) dalej łyka łzy przy pożegnaniu w przedszkolu
      do tego stopnia że psych. przedszkolny zasugerował że jak za rok nie dojrzeje
      to może o rok później do szkoły?
      no ale domyślacie się co ja na to: moje dziecko rok później do szkoły?!?
      PO MOIM TRUPIEwink))))))))))
      no i tak to jest z nadwrażliwcem, kidys Marzek pisała o wydaniu 'noworodkowo-
      niemowlęcej' (Marzku, nie obrazisz się mam nadzieję, pozdr. Samuela) teraz ja o
      wydaniu-przedszkolnym
      • isma Re: no to nie jesteśmy w szk. muz.:( 12.05.05, 09:46
        Aga, spokojnie wink)).
        TEN talent (oczywiscie, u instrumentalisty to jest troche inaczej) sie nie
        zmarnuje. Mam kolezanke z licealnej klasy: nigdy nie chodzila do zadnej szkoly
        muzycznej. W liceum (!!!) zaczela brac prywatne lekcje spiewu i dostala sie do
        choru w dobrym zespole folklorystycznym. Skonczyla natepnie, jak Pan Bog
        przykazal, psychologie (tradycja rodzinna). A potem dostala sie na wokalistyke
        na AM, i dzisiaj nalezy do zespolu Opery Krakowskiej. To nie ucieknie wink)).
        • samboraga Re: no to nie jesteśmy w szk. muz.:( 12.05.05, 10:06
          O, dzięki Ismasmile))
          pewnie masz rację, ale szk. muz. państwowa to też inny koszt niż takie lekcje
          prywatne, a juz naprawdę nie chcę go dłużej trzymać, bo on rzeczywiście chce
          grac
          do tego jeszcze czeka nas remont pianina-jakieś 'tylko' 3 tyś.sad

          no i jak już uczyć się czegoś to porządnie, nie zależy mi na panu 'nauka na
          kibordzie w łikend'
          stąd wybór szkoły
          ale tak, masz rację, jak jest to pewnie nie ucieknie, dziękuję za słowa otuchysmile
      • glupiakazia Re: no to nie jesteśmy w szk. muz.:( 12.05.05, 09:48
        Samoborago, pozdrawiam Was serdecznie. Zycze, zeby w przyszlym roku sie
        udalo smile)
      • pawlinka Re: no to nie jesteśmy w szk. muz.:( 12.05.05, 10:56
        nie martw się, co się odwlecze to nie uciecze. Talent ma, to najważniejsze.
        Będzie dobrzesmile
        • nulleczka Re: no to nie jesteśmy w szk. muz.:( 12.05.05, 11:47
          Nie wiem, jakie masz zdanie o szkołach Yamaha. Pewnie wszystko tam zależy od
          prowadzącego - u nas robia to świetnie (mieszkam na Śląsku). NAwet małe
          trzyletnie dzieci uczą sie grac na skrzypcach metoda Suzuki - byłam na
          koncercie - dzieciaki grały po prostu cudnie. Magdę chcoiałam zapisać na
          pianino, ale, niestety, z klawiszowych tam jest tylko keyboard (pan twierdzi,
          że dla małych dzieci jest to o tyle lepsze, że keyboard ma zawsze ten sam
          dźwięk), więc Madzia gra na keyboardzie, a jak się okaże, że naprawdę to granie
          lubi (na razie tak, ale wszystko może się zmienić), to poślę ja do państwowej
          muzycznej na pianino. W każdym razie są to ciekawe zajecia - troche rytmiki,
          granie, śpiew, solfeż. W zasadzie po pół roku nauki Magda umiała juz rozpoznac
          każdą nutkę ze słuchu. Ale pan ma rzeczywiście charyzmę - uczy świetnie, a
          dzieci za nim przepadają. Podobnie zreszta pani od skrzypiec - jego żona.
          • samboraga Re: no to nie jesteśmy w szk. muz.:( 13.05.05, 14:12
            Nulleczko, jeszcze nie wiem co wybierzemy.
            Będę sie zastanawiać od września.
            Ale mamy w domu pianino, a poza tym ja jestem trochę staromodnawink) i jakoś
            wolę 'klasyczne' instrumenty.
      • jancze Re: no to nie jesteśmy w szk. muz.:( 13.05.05, 12:39
        Przepraszam, żer wtrącę coś z innej beczki, co chyba uciekło trochę a jest
        ważne. Ta niedojrzałość emocjonalna. Czy psycholog nie powiedział, co można z
        tym zrobić (to, co piszesz o łatwym wzruszaniu się, jeśli nie dotyczy tylko i
        wyłącznie muzyki, to też może potwierdzać. Rozumiem, że jest to trudne do
        przyjecia dla matki, ale może można temu jakoś dopomóc - to zanczy Twojemu
        synkowi, a może zastanowić się, co będzie dla niego lepsze. Ale jeszcze masz
        dużo czasu, więc może duuuużo się zmienić. Moją córkę Pani w przedszkolu
        chciała wcześniej posłać do szkoły, o czym mnie nie poinformowałą, tylko mówiła
        to dziecku. Ja się nie zgodziłam. I musiałam trochę studzić zapędy córki
        rozbudzone przez Wychowawczynię, co nie było niestety łatwe. A Gabrysia wg mnie
        nie nadawała się do tego, żeby 45 minut siedzieć w ławce. Po roku się bardzo
        zmieniła i nie miałam żadnych wątpliwości.
        Życzę powodzenia!
        Ja tylko nie zrozumiałam, czy zdawaliście do szkoły muzycznej prowadzonej wraz
        z zajęciami zwykłymi lekcyjnymi czy też do szkoły, w której są tylko
        lekcje "muzyczne", popołudniami.
        • samboraga Re: no to nie jesteśmy w szk. muz.:( 13.05.05, 14:10
          to szk. muz. popołudniowa, jest najbliżej i jest kameralna
          nie chciałam wyrywać go ze środowiska, poza tym mamy b. blisko dobrą szkołę
          prowadzoną przez Siostry zakonne, razem z przedszkolem do którego właśnie chodzi

          a co do niedojrzałości
          oj, to temat rzekasad(
          rzeczywiscie wrażliwość dotyczy nie tylko muzyki, wystarczy że kolega go
          potrąci przy śniadaniu juz ma popsuty dzień do wieczora, wpada dzidek żeby go
          zabrać do kina a on płacze że 'nieeee wieeeeem czy iść' bo niespodziwanie to mu
          zburzyło plan dniasad jest wrażliwy na cykliczność, powtarzalność,
          przewidywalność-osób, planu dnia, wszystkiego

          a z drugiej strony nie mówi o co mu chodzi
          tylko od razu łzy w oczach
          tłumaczę mu że jak nie powie to ludzie nie wiedzą czego chce i robią po swojemu
          jego nie pytając, sama go podpytuję i jak się otwiera to go chwalę, pokazuję że
          jak opowiedzaił czego chce to znalazło się wyjście z sytuacji i nie musi to być
          płacz
          ale taki był od zawsze
          miał 1,5 roku i patrzył jak jem jakiś baton i...patrzył się smutnie, inne
          dziecko na jego miejscu (chciałam napisać 'normalne', ale w końcu nadwrażliwiec
          też ma prawo żyć na tym świeciewink dawno by wyciągało łapkę, awanturowało
          się 'daaaj', a on nic, tylko łzy w oczachsad

          powoli dorasta-widzę tosmile)
          ale w parze z nadwrazliwościa idzie u niego chorobliwa ambicja
          porównuje się z dziećmi, zwłaszcza z ulubionym kolegą, są na tym samym (eh,
          pochwalę się) wysokim poziomie intelektualnym, wymyślają razem np własne
          projekty książeczek, ale tamten jak pani pyta 'kto wie jak wyglada żubr?' od
          razu ma rękę w górę a mój czeka aż pani jego imiennie go wywoła 'a może ty
          powiesz'
          zimą mieliśmy sporo rozmów z dzieckiem i z wychowawczyniami, bo doszło do tego
          że 'tylko Paweł umie pisać', 'tylko Pawel zna truden słowa', 'Paweł zbudował
          fajny samochód'
          wiec pójście później do szkoły tylko by go utwierdzało że sobie 'nie radzi'
          (już nie o wszystkim piszę, i tak tego dużo)
          ja wiem że to się wyrówna, że za rok, dwa np wszyscy będą już umieli czyatć
          (teraz jest nierówno-jedni już całe wyrazy, inni tylko literki)
          ale on jest dzieckiem, patrzy na kolegówi i się porównuje

          no, rozpisałam sie, o swoim dziecku można długowink
          dzięki za życzenia!
          • jancze To jeszcze pociagnę temat... 13.05.05, 14:35
            Jeżeli nie masz nic przeciwko.
            Ta ambicja ("do szkoły") w połączeniu z brakiem dojrzałości (nazwijmy po prostu
            szkolnej) to właściwe dwie sprzeczne niestety rzeczy. U mojej córki też się
            pojawiły (skoro miała iść rok wcześniej, to łatwo się domyslić, że miała ku
            temu zdolności i umiejętności) i na prawdę bardzo trudno mi było pozostawić ją
            jeszcze w przedszkolu - właśnie ze względu na ambicje szkolne, nie wiem, czy
            rozbudzone, ale na pewno podkreślane przez Wychowawczynię. Ja się dowiedziałam
            o wszystkim , gdy już odbyła się rada pedagogiczna w przedszkolu, przed
            zakończeniem roku szkolnego. Także proces rozwijania chęci pójścia do szkoły u
            Gabrysi trwał już dość długo i był mocno zaawansowany.
            Ale to oczywiście trochę co innego niż pójście rok później do szkoły. Natomiast
            dobrze chyba byłoby przemyśleć, jakie trudności mogą spotkać małego w szkole,
            gdy nie będzie wystarczająco dojrzały, gdy inne dzieci nie będą go pytać o
            zdanie (dzieci bywają okrutne dla wrażliwców i bardzo przebiegłe - takie po
            prostu są). Nauczyciele również mogą nie być skłonni do zwracania szczególnej
            uwagi właśnie na niego. A to dla niego będzie bardzo bolesne. To tylko tak dla
            przykładu i nie mam na myśli tego, że tak źle się dzieje w szkole, tylko, że
            takie sytuacje się zdarzają częściej lub rzadziej i dzieci muszą sobie z nimi
            radzić. Najlepiej byłoby może zgłosić się do poradni pedagogiczno-
            psychologicznej (chyba, że już byliście), psycholog przedszkolny na pewno
            wskaże , co robić, jeśli uznasz, to za potrzebne oczywiście.
            • marzek2 Re: To jeszcze pociagnę temat... 13.05.05, 15:01
              Samboraga, a czy Ty chcesz rozwijać w nim talent muzyczny czy wykształcić go na
              zawodowego muzyka? Wypowiadałam się już w wątku chyba Mamy_Kasi nt zajęć
              dodatkowych, że generalnie nie jestem zwolenniczką zajęć dodatkowych typu szkoła
              muzyczna, chyba że dziecko faktycznie idzie w kierunku zostania muzykiem. A mało
              kto to wie, będąc dzieckiem, kim w przyszłosci naprawdę zostanie...
              Jeśli chcesz mu zająć prawie wszystkie popołudnia... poślij go do szkoły
              muzycznej... ja jako uczennica tychże szkół (popołudniowych) jestem do nich dość
              uprzedzona. Dla moich córek będę chyba myśleć o lekcjach prywatnychk, może
              ognisku. Zgadzam się, że dobrze jest porządnie edukować muzycznie, ale szkoły
              muzyczne próbują z każdego dziecka zrobić wirtuoza, a tych jest raczej niewielu
              z natury... i rywalizacja też jest duża, pamiętam niestety nerwy przed każdym
              egzaminem itp...
              Może się zastanówcie, spróbujcie jakoś prywatnie, może synek dojrzeje jezcze. No
              tak, wśród nadwrażliwców jest wielu artystów zazwyczaj...
              • samboraga Re: To jeszcze pociagnę temat... 13.05.05, 15:14
                TALENT MUZYCZNY
                a tak na serio-trudno mi przewidzieć czy on granie polubi, czy wytrzyma
                ćwiczenie dzień w dzień
                wiesz, mój mąż gra sobie czasami w domu na gitarach (zostały mu z młodościwink)
                słuchają obaj tylko rocka, ja nieopatrznie włączyłam kiedyś KSU i odtąd to
                ulubiona płyta Młodziana, o zgrozo
                mój mąż miał też kiedyś zespół rockowy, udzielał się w Jarocinie, słowem nie
                jesteśmy nastawieni na filharminięwink
                mam siostrę cioteczną po szk. sportowej więc wiem co to chore ambicje rodziców
                bo u niej tak w szkole było rodzice piłowali te dzieciaki do wyników bardziej
                niż nauczyciele;-((

                ale jedngo byśmy chcieli-jak już uczyć to tak żeby miał dobry warsztat, to
                bzdura że jak ma się 17 lat i jazdę na zespół rockowy to trzy chwyty wystarczą
                może i wystarczą, ale jak u niego widać predyspozycje już teraz to czy muszą?
                no bo Wam nie powiedziałam-Młody chce też grac na gitarze i założyć kiedyś
                zespół jak tatawink)
                znaczy kolejność jest taka (wg niego): skrzypce-pianiano-gitarawink)
            • samboraga Re: To jeszcze pociagnę temat... 13.05.05, 15:04
              > Jeżeli nie masz nic przeciwko.
              ALEŻ SKĄDsmile)))
              takie wychowawcze tematy są b. ciekawe
              no to pogadajmy!

              co do tego 'rok wcześniej' to sie z Toba zgadzam, choć nie wiem czy np Twoja
              córka sie nie nudziła wobec tego w zerówce
              ale w rodzinie mam dwa takie przypadki gdy dzieci poszły i to nie był dobry
              wybór choć na początku tak wyglądało i psych. też był za
              koniec konców okazywało się że zawsze jest najmłodsze (taka klasoiwa maskotka
              nie brana na poważnie, 'maluch' klasowy), i zawsze w tyle za najlepszymi tj
              najstarszymi pod względem emocjonalnym, społecznym (w stosunku do dzieci z
              początku roku, robiła się wtedy różnica 1,5-ra roku, a to dużo)-niby nie było
              najgorsze, radziło sobie dobrze ale pozosatał syndrom wiecznie 'młodszego'
              no i zabrane dzieciństwo-ale obok mam sąsiadkę, dyrektorkę liceum która posłała
              wnuczka rok wcześniej i się cieszy że mały 'chłonie' (przy okazji przemilcza to
              że non-stop chodzi z misiem-przytulanką-w wieku 8 lat!)

              a co do 'później', no cóż rozmawialiśmy juz i z psychologiem ale tylko wbił
              mnie w poczucie winy doszukując sie nieprawidłowści w rodzinie, że dziecko nie
              chce mnie zostawić, że płacze itp. i to mimo że siedziałam z nim 3 lata w domu
              i to lubiłamsmile)
              wyszło że zła matka jestemwink
              trochę się wtedy wkurzyłam
              wiesz, ja po prostu jestem już teraz pewna że on taki jest, żałuję ze nie mam
              jeszcze wiecej dzieci bo wtedy by wyszło że przy tym samym wychowywaniu on po
              prostu taki się urodził...i takim go trzeba pokochać

              co nie znaczy zostawic go z tym problemem
              pewnie że dzieci bywają okrutne, sama byłam nieśmiała i przestałąm zachodzić do
              szkolnej toalety bo się koleżankki śmiały i udawały że podglądają-a ja ani
              słówka nie szepnęłam rodzicom, nie mówiąc już o wychowawczyni
              ale boję się że rok w jedną czy w drugą tego nie zmieni
              bardzo, naprawdę bardzo dużo z nim rozmawiam, staram się wyłapwać takei
              sytuacje i go naprowadzać na rozwiązania, dużo czyatmy (jest seria książeczek
              psychologicznych GWP o przygodach dzieci, które napotykają problemy i jak je
              rozwiązują) i potem delikatnie rozmawiamy, często on się wtedy sam otwierasmile))
              i opowiada o jakichś 'porażkach'-wtedy jest szansa do niego dotrzeć
              czytam mu też opowiadania biblijne z Biblii bp Długosza-też w formie 'przygód
              dzieci'

              to pomysły na teraz
              no i może psycholog szkolny mi coś jeszce podpowie (to inne osoba niż w
              przedszkolu)
              znowu długowink)
              • pawlinka Re: To jeszcze pociagnę temat... 13.05.05, 16:07
                Samborago!
                A może porozmawiaj jeszcze z jednym psychologiem? Takim, który nie wpędza
                rodzica w poczucie winy. To chyba nie swiadczy o nim najlepiej...
                • pawlinka Re: To jeszcze pociagnę temat... 13.05.05, 16:08
                  o psychologu, rzecz jasna
              • jancze Re: To jeszcze pociagnę temat... 13.05.05, 16:33
                A jeszcze na początku o skrzypcach - czy przypadkiem nie trzeba mieć lepszego
                słuchu niz do pianina? Mam na myśli znalezienie miejsca odpowiedniego dźwięku
                na strunie, w pianienie to wiadomo - ten klawisz.
                Co do córki w zerówce - ona bardzo lubiła wszystkie koleżanki i chętnie się z
                nimi bawiła, poza tym miała już potem inną wychowawczynię i ta nowa odkryła w
                niej nowy talent (plastyczny) i na tym się skupiła. Gabrysia, jak pisałam
                wcześniej była dzieckiem, któe nie usiedziłąo spokojnie 5 minut, więc się nie
                nudziła. Jak Wychowawczyni sobie z tym radziła, do dziś nie wiem. Ale Gabrysia
                była nią zachwycona. Tyle wspomnień.
                "rozmawialiśmy juz i z psychologiem ale tylko wbił mnie w poczucie winy
                doszukując sie nieprawidłowści w rodzinie"
                Nie sądzę, żeby specjalnie wbił Cię w poczucie winy. Ale takie emocje mają
                pełne prawo się pojawić w danej sytuacji. Zapewne chodziło o pewne naświetlenie
                możliwych problemów, niekoniecznie zaistniałych. Czy i jak było , to sama wiesz
                i możesz przeanalizować najlepiej. Czy dobrze mi się wydaje, że z psychologiem,
                to była tylko jedna rozmowa?
                "wyszło że zła matka jestem"
                Oj, na pewno nie. Nie będę pisać, jaka to zła matka, bo można czasem posłuchać
                o tym w telewizji, ale Tobie na pewno do tego daleko. Niemniej niewiele jest
                idealnych matek, ale najlepsza to ta, która bardzo kocha swoje dziecko. I każdy
                rodzic popełnia wiele błędów wychowawczych, nie wiedząc wcale o tym, i nie
                robiąc tego specjalnie. Może trudno się z tym pogodzić, ale może rzeczywiście
                tak jest, że synek nie umie, nie może dorosnąć psychicznie do swojego wieku, bo
                jest z Tobą bardzo związany, co nie ma związku z czyjąś (np. Twoją) winą. Ja
                wcale nie wiem, czy tak jest, tylko hipotetyzuję (chyba dobrze napisałam). Ale
                jakaś przyczyna tego jest i być może da się lub nie da się tego zmienić. Wybó
                należy oczywiście do rodziców.
                Pisałam wcześniej o poradni pedagogiczno-psychologicznej, bo tam można zbadać
                zarówno emocjonalną, jak i intelektualną (na różnych zakresach) dojrzałość
                dziecka, umożliwającą bądź utrudniającą rozpoczęcie edukacji szkolnej. Od razu
                uprzedzę, że możecie tam spotkać psychologa z przedszkola, ale nie sądzę, zeby
                to był jedyny psycholog w poradni.
                Sprawa jest dość delikatna i nie chciałabym Cię niczym urazić w tym, co piszę.
                To, że rodzice pojawiają się w takiej przychodni nie oznacza, że są nieudolni,
                czy źle wychowują swoje dzieci. ale, że szukają najlepszych rozwiązań (może tak
                na to spojrzeć?)
                I przepraszam, że tak się wymądrzam.
                Jakby co mój mail: j.agata@op.pl
                Ale w sieci jestem tylko w pracy.
                • verdana Re: To jeszcze pociagnę temat... 13.05.05, 16:50
                  A ja, sądząc po moich doświadczeniach, omijałabym poradnie barzo szerokim
                  łukiem.
                  Nie mart się - mam głębokie przekonanie, ze i szkoła muzyczna i wczesne
                  zaczynanie edukacji to o jedną rzecz za duzo. Moze i lepiej, że dziecko, które
                  emocjonalnie jeszcze nie jest gotowe na systematyczna naukę, zacznie ja rok
                  póxniej, z wiekszym entuzjazmem. A przez rok i wy i on bedzie miało szanse
                  przekonać się, czy naprawde chce grać. Tu na pewno bede odosobniona. W moim
                  osobistym, ale głębokim przekonaniu lepiej "zmarnować" talent, niż zmuszać
                  dziecko do poswiecania ogromnej części czasu na jego rozwijanie - o ile ono
                  samo nie ma głębokiego przekonania, ze własnie to chce robić.
                  W moim otoczeniu znam dwa podobne przypadki. W jednym wypadku dziewczynka
                  świetnie malowała i rzeźbiła. Rodzice posłali ją na niezliczona ilość zajęć z
                  tych dziedzin. Skończyła się przyjemność, zaczęłą praca. Z trudem wyciągnięto
                  nastolatkę z anoreksji, teraz jest pod opieka psychologa, z powodu głebokiej
                  depresji. Z tym, że w jej rodzinie rzeczywiscie było niedobrze - musiała
                  realizować ambicje matki.
                  W drugim wypadku wszechstronnie utalentowana dziewczyna śpiewa w dziecięcym
                  chórze operowym, maluje, chodzi na prywatne lekcje pianina i jeszcze chyba z
                  pięć innych zajęć dodatkowych. Ale pozostawiono jej wybór - chodzi na co chce
                  (np. odmowiła pójścia do szkoły muzycznej). Jest szczęśliwa, zadowolona i nie
                  ciążą jej obowiazki.
                  • samboraga Re: To jeszcze pociagnę temat... 14.05.05, 18:48
                    Macie rację-sprawa jest b. delikatna i niejednoznaczna.
                    On jest na pewno ze mną b. zwiazany, to może być problemsad
                    Rok temu w przedszkolu były testy psychologiczne i intelektualnie jest jednym z
                    trojga dzieci o najwyższych możliwościach intelektualnych wśród dzieci ze
                    wszystkich trzech grup w jego przedziale wiekowym.
                    Co NIJAK nie przekłada się na jego 'dokonania' w przedszkolu, on się nie
                    potrafi zgłaszać do odpowiedzi itp. Tylko w ćwiczeniach gdzie każdde dziecko ma
                    to samo zadanie do wykonania (cicha praca nad zadaniem) widać e świetnie sobie
                    daje radę. Ale tu nie musi walczyć 'z konkurencją'.
                    Z tym psychologiem to tez się zastanawiałam czy jeszcze gdzieś nie iść ale też
                    nie chcę ciągać dziecka 'po specjalistach', może na początku zerówki wrócę do
                    tego tematu. Jancze, napiszę w poniedziałek na privsmile)
                    Te muzyczne zajęcia to myślałam że tez będzie dla niego rodzaj 'terapii
                    naturalnej' że robi coś co lubi, że zna się na czymś 'swoim'smile)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka