20.06.05, 10:53
W weekend były u nas dwie mamy- babcie.


Pewnie nie muszę Wam pisać jak jestem zmęczona.Uff...

Wszyscy jesteśmy zmęczeni. Najstarsza już w sobotę na jakis żart męża podczas
kolacji zareagowała nerwowo,wczoraj była blada jak ściana, a najmłodszy
jęczał od południa i wymuszał głaskanie po bolącej główce.
Jedna z mam zadzwoniła wieczorem i powiedziała, że odpoczęła rewelacyjnie, że
bardzo jej się z nami podobało. Zrobiło mi się wtedy głupio. Dlaczego tak
trudno czasem być razem ? Jest Miłość, jest Bóg, jest modlitwa, jest dobra
wola... To czemu jestem tak wykończona ?
Obserwuj wątek
    • glupiakazia Re: gościna 20.06.05, 12:51
      bo sie starasz, bo chcesz, zeby im bylo dobrze, bo kochasz...
      na to wszystko trzeba pokladow energii, nawet radosc w najczystszej postaci nas
      wyczerpuje - jak kazda emocja. A co dopiero takie ich nagromadzenie?
      Wyluzuj, daj sobie prawo do zmeczenia i ciesz sie, ze goscie dobrze sie u Was
      czuli.
      A dzieci to najlepsze barometry naszego nastroju - przeciez swietnie o tym
      wiemy smile
      Maderku, sciskam.

      p.s. ale mi sie rozum wyostrzyl po moim przedostatnim weekendzie, co? smile
      • mader1 Re: gościna 20.06.05, 14:05
        smile))))
        Kaziu, ale czy z nami też tak będzie ? dlaczego tak jest, że jak przyjeżdża do
        mnie przyjaciółka, to po wstępnym zamieszaniu po prostu razem odpoczywamy ?
        Włóczą się po domu jakieś dzieciaki, a my po prostu funkcjonujemy i nie
        zwracamy uwagi ?
        Wiem, że napisalaś mi dlaczego ( choć dziś mi rozum szwankuje smile))) , ale co
        zrobić, żeby kiedyś nasz przyjazd, nasz pobyt nie był takim spięciem ?
        Czy są wizyty mam, które nie powodują w rodzinie takiego przeciążenia i jak to
        robią ? Jak to się dzieje ?
        To ważne. Ważne też dlatego, że nasze mamy są coraz starsze i tak jak teraz
        dzieci, być może kiedyś je będziemy wszędzie wozić ze sobą.
        • samboraga Re: gościna 20.06.05, 14:29
          ja trochę nie na temat, ale:

          > To ważne. Ważne też dlatego, że nasze mamy są coraz starsze i tak jak teraz
          > dzieci, być może kiedyś je będziemy wszędzie wozić ze sobą.

          właśnie dzis wiozłam moją babcię (czyli 'rodzinną' prababcięwink) na rutynowe
          leczenie do szpitala..w korkach i z całą procedurą szpitalną to były 2,5 godziny
          (generalnie 'odpowiadam' za babcię, zawożę, przywoże, zabieram do siebie - to
          zresztą tez temat że mi jako wnuczce łatwiej się z dogadaćcrying( i w ogóle chyba
          mniej tego 'zmęczenia' czuję niz własne dzieci...)

          niby jesteśmy w dobrym kontakcie, niby nie ma między nami ani ciszy, ani
          sporów, dzwonimy do siebie, spotykamy się, więc ten kontakt jest 'na bieżąco',
          mamy o czym rozmawiać bez wpadania w kłopotliwe milczenie - a jednak już po pół
          godzinie miałam dość tego kontaktu...no i potworne wyrzuty sumieniasad((

          to tak na szybko o kontaktach rodzinnych, które 'mimowolnie' ciążąsad
          może znajdę czas wieczorem na 'pełne odniesienie się postulowanego do
          problemu'wink))

          chyba chaotycznie, ale ja miałam nieciekawy weekendsad(
        • glupiakazia Re: gościna 20.06.05, 14:35
          Odpowiem Ci, co wynika z mojego doswiadczenia (a nie jest ono zbyt bogate, bo
          mam jedna mame i jedna tesciowa).

          Mamy nas wychowywaly i teraz (nieuchronnie, bo podswiadomie i caly czas)
          sprawdzaja jak to zrobily. Dlatego caly czas i nawet podskornie czujemy sie
          jak na cenzurowanym. W zwiazku z tym odpowiadajac na Twoje pytanie: tak, z
          nami tez tak bedzie. Na pewno w jakims tam stopniu. Przyjaciolki nas nie
          wychowywaly, wiec problem odpada. smile
          Ale co do tej przyszlosci z naszymi mamami. Ja juz w tej chwili "neutralizuje"
          ten stres z powodu bycia na cenzurowanym za pomoca parawanu. To znaczy, kiedy
          czuje, ze ktoras z mam chce mnie sobie jeszcze troche powychowywac, a ja wiem,
          ze w danej kwestii mam swoje zdanie, przymyslane, umotywowane i raczej go nie
          zmienie - "wchodze za parawan" czyli jednym uchem slucham, milo sie usmiecham i
          drugim wypuszczam. Jak mama skonczy, wychodze zza parawanu i mozemy dalej
          normalnie rozmawiac. Prosze nie mylic z olewaniem. Dotyczy to tylko kwestii,
          ktore nieraz byly omawiane i po prostu mamy inne zdanie. Zamiast zglaszac za
          kazdym razem votum separatum, i powtarzac po raz kolejny dyskusje, ktora nas
          zaprowadzi w najlepszym wypadku do spisania protokolu rozbieznosci, a w
          najgorzym do wykopania wojennego toporu - wlaze za parawan.
          Dzieki tej metodzie czuje sie znacznie mniej na cenzurowanym i wizyty mam sa ok.
          Mysle, mam nadzieje, ze tak dzialoby sie tez, gdyby ktoras z mam z nami
          zamieszkala. To przeciazenie, jak sie przekonalam, wynikalo glownie z mojego
          nastawienia - i strachu, zeby nazywac rzeczy po imieniusmile
          A jeszcze mi sie przypomnialo a propos wychowywania doroslych dzieci. Moja
          wychowawczyni z liceum, z ktora caly czas utrzymuje kontakt, opowiadala mi
          niedawno, ze kiedy jej corka byla w ciazy, ona sama (tzn. przyszla babcia)
          zapisala sie do szkoly rodzenia, zeby dowiedziec sie, jak to sie teraz rodzi i
          swojej corce rad sprzed cwiercwiecza oszczedzic smile
          • mader1 Re: gościna 20.06.05, 14:44
            wiesz, co ? Ja niby nie chcę być jakąś nietypową mamą. Nie pretenduję do roli
            kumpelki. A z drugiej strony nie chciałabym, żeby mój pobyt był " trzęsieniem
            ziemi".
            Mamy nasze nie miały lekko. Z jednej strony tak bardzo chciałabym je przytulic,
            przycisnąć, bo kochamy je i chcielibyśmy się z nimi podzielić wtedy, gdy nam
            jest dobrze. Z drugiej strony te stosunki są tak " trudne", że czasem z
            wyrzutem sumienia myślę " może lepiej", że nie mogły przyjechać. Czuję, że tak
            nie powinno być !
            • glupiakazia Re: gościna 20.06.05, 15:09
              wiesz, co ? Ja niby nie chcę być jakąś nietypową mamą. Nie pretenduję do roli
              > kumpelki.
              ja tez nie. bo to nienaturalne, ale chodzilo mi o to, ze mozna sie nie wtracacsmile

              no, ale cos czuje przez skore, ze Twoje relacje z mamami sa troche bardziej
              skomplikowane, wiec nic juz nie mowie, bom przy Tobie ges nieopierzona smile

              Ale troche z innej beczki, choc jednak na temat:
              napisalas:
              Czuję, że tak
              > nie powinno być !
              Ja mam tak w stosunku do moich chrzesniakow. Czuje, ze nie wypelniam moich
              obowiazkow wobec nich, ktore przyjelam na siebie w dniu ich chrztu. Nie bede
              sie nad tym rozwodzic, przeszkody sa rozmaite, ale chodzi mi o to, ze jakos tam
              ciesze sie, ze musze nad tym popracowac.
            • mama_kasia Re: gościna 20.06.05, 23:41
              Z drugiej strony te stosunki są tak " trudne", że czasem z
              > wyrzutem sumienia myślę " może lepiej", że nie mogły przyjechać. Czuję, że tak
              > nie powinno być !

              Jak ja to rozumiem sad( Właśnie jestem po wizycie u mamy mojego męża.
              Było miło, nawet wypoczęłam... nie jeździłam z nimi do lasu, tylko
              zaszyłam się w domu z synem. On na kompie, ja przy książce.
              Moja teściowa jest bardzo miła, nie wtrąca się, nie krytykuje,
              a jednak ... Sama nie wiem, co.
              Kaziu, metoda parawana u mnie coraz bardziej w użyciu przy rozmowach
              z moją mamą sad
              Myślałam o starości moich rodziców, szczególnie mojej mamy. Boję się
              tej starości. Moja mama jest bardzo w sobie zamknięta, a jednocześnie
              tak bardzo chce bliskości. A ja nie potrafię sad Nie chodzi też do kościoła.
              Nie wiem, na ile wierzy w Boga. Myślę, że jest jej ciężko. Tata od
              prawie 10 lat nie mówi (jest po udarze mózgu)... To jest takie trudne.
              I myślę tak, jak Mader: czuję, że tak nie powinno być !

              I boję się, że moje dzieci mogą mieć podobny stosunek kiedyś do mnie.
              Myślę, że one widzą, jak nie idzie mi to bycie z moją mamą sad
              Choć z drugiej strony mam nadzieję, że może jednak będzie lepiej smile
    • samboraga Re: gościna 21.06.05, 10:55
      >Czy są wizyty mam, które nie powodują w rodzinie takiego przeciążenia i jak to
      >robią ? Jak to się dzieje ?

      wizyty mam szczęśliwychcrying(
      zadowolonych ze swojego przeżytego życia, zadowolonych ze swoich dzieci nawet
      jak ‘nie spełniają’ normcrying( pogodzonych z nadchodzącą starością, coraz
      częstszymi wizytami u lekarza, pogodzonych z tym, z czego zmienić się nie da,
      ale też ciągle mających ‘swój mały świat’

      nie zjedzcie mnie teraz za ten powyższy tekstwink - chyba powinien powstać jak
      już sama będę babcią i mamą dziecka dorosłego, ale wierzę już teraz że taką
      babcią chcę byc
      chociaż zabrac sie do pisania było mi ciężko mimo, że obiecywałam sobie, że
      wieczorem...to przemyślenia są jak najbardziej z osadem wielotletnim,
      niestety...

      bo na cenzorowanym co do wychowywania też się czujęsad
      parawanu Kazismile jak najbardziej używam i nie mam oporów, robię to na czym mi
      zależy ‘po swojemu’

      ale parawan odnosi się do planów, zamierzeń, przemyśleń, działań
      moja mama niby się zgadza ‘no, oczywiście, zrobisz jak uważasz, ja tylko mówię
      swoje zdanie”, ale wiecie co jest podskórnie, co ja podskórnie czuję
      a najzabawaniejsze że już nie oczekuję zmiany, niby uodporniłam sie i na to,
      tzn. nie męczy mnie to jak dawniej – ALE ja bym po prostu chciała żeby moja
      mama była szczęśliwa
      bo gdzieś w tym wszystkim, w naszych wzajemnych kontakatch przewija się taki
      niemy refrensad(((

      moja mama nie jest osobą szczęśliwą, tzn. mogłaby być, mimo wszystko, mimo
      problemów, przeszłości jak najbardziej szczęśliwa - ale nie jestsad(( i ja
      bardzo nad tym boleję
      jest poraniona życiem, schorowana od ponad 15 lat – to wszystko prawda, ale –
      nie potrafię sprawić by mimo wszystko była szczęsliwa, przekonać jej o tym, że
      można – a ja wiem, że można....i u mnie stąd te wyrzuty, że może jakoś sie da
      znaleźć tę szczelinę dotarcia....
      to nie jest tak że ja taka dobra córka jestem, o nie, tak na codzień jest nam
      potwornie ciężko ze sobą – ale jak już zostaję sama, i odrzucę te raniące słowa
      nasze wzajemne – to tak to widzę – smutno misad(

      mi zaczęło pomagać coś co na pewno wiecie, ale w głębszej warstwie było dla
      mnie olśnieniemsmile
      nie mogę ja mojej mamy ‘ocalić’ jeśli sama tego ‘nie chce’
      a wszystkie nasze kontakty, spotkania to dla mnie preteksty, żeby pokazać że
      można być szczęśliwym ‘mimo’, że ‘nie ma nic niemożliwego’ i rozbijaja sie one
      o jej zrezygnowane albo bojowe słowa, mysli, czyny...

      a bym chciała by znalazła, poczuła radość (bo ja znalazłam ‘ocalenie’wink - i to w
      Bogu, i to w godzeniu się z moim życiem (moja mama była bardzo ‘zbuntowana’ i
      nieszczęsliwa, że urodziło jej się chore dziecko, jej, która tak o siebie dbała
      w ciąży, a jej koleżnaka paliłą – i nic, dzieciak zdrowy), i to
      to smutne ale nie mogę nauczyć mojej mamy ‘być szczęśliwą’, a szczęście którym
      ja się dzielę, moje radości nie tylko nie są w stanie zasypać tej studni jej
      rozpaczy, ale wręcz – czuję sie winna że mi jest tak fajnie...
      i wiem niby że nie ma w tym mojej winy, żę moja radość że ja mam zdrowe
      dziecko, że małżeństwo generalnie ok, że życie ciężko ale jakoś sie tam toczy
      MOGŁABY BYĆ naszą WSPÓLNĄ radością – ale jakoś nie jest, tzn. niby jest, mama
      też się cieszy, mówi mi to nawet, że fajnie, że jej wnuk mógł siedzieć w domu z
      mamą, a jej córka to żlobek – ale...

      wyrzuty sumienia i ten ciężar przypuszczam, że będę miała zawsze, bo zawsze
      jest nadzieja, więc to zapraszanie do naszego szczęścia, rozmawianie z mamą,
      budowanie od nowa będzie jakoś stale
      bo bardzo bym chciała żeby moja mama kiedyś stała sie kobietą pogodnąsmile)))

      >I boję się, że moje dzieci mogą mieć podobny stosunek kiedyś do mnie.
      >Myślę, że one widzą, jak nie idzie mi to bycie z moją mamą sad

      też się tego bojęsad( bo z moją tez mi nie idzie....

      z tesciową tak nie mam

      z teściową wyrzuty sumienia i przeciążenie mam inne, lżejszewink - moja tesciowa
      jest osobą pogodzoną z życiem, a muszę przyznać, że też mi byłoby cięzko na jej
      miejscu, jest też jedyną w bliskim otoczeniu osobą żyjącą Bogiem i to widzę po
      niejsmile) widzxę jak ‘znosi’ moje ‘parawany’, jakoś tam możemy się dogadać
      i też widzę, że mimo różnych ‘ale’ (i moich, i jej) cieszy się naszym
      rodzinnym szczęściem – ale właśnie....teściowa chce być bliżej nas, bardziej
      uczestniczyć w naszym życiue (a i tak widzimy się 1-2 razy w tygodniu), a ja
      nie czuję takiej potrzeby
      no, ale tu mniej się boję co do mnie, bo taką mamą bez własnego życia (nie w
      sensie pracy, ale zainteresowań) raczej nie jestem, przeciwniewink

      eh, znowu długo mi wyszło, a sobie obiecywałamwink
      • glupiakazia Re: gościna 21.06.05, 11:40
        Samborago, napislas o czyms bardzo waznym. O wizytach mam szczesliwych smile
        Masz racje. I tak sobie wlasnie pomyslalam, ze w zasadzie nie mam problemow z
        naszymi mamami (takie parawanowe incydenty to betka), bo one obie sa
        szczesliwe. Moi tesciowie mieli ostatnio dosyc powazne problemy z druga
        czescia rodziny, moja tesciowa czesto mi sie zwierzala i wyplakiwala, dzieki
        czemu zreszta bardzo sie do siebie zblizylysmy. Ale poza tym ona tez jest
        szczesliwa.
        Nasze obie mamy sa bardzo aktywne, maja swoje pasje, swoje zycie. Dlatego nie
        musza, nie maja potrzeby zycia naszym smile
        Nie wiem, jak Wy, ale ja mam mnostwo planow na emeryture smile))
        tylko dlaczego to jeszcze tak dlugo????
        • samboraga Re: gościna 21.06.05, 11:47
          >Nie wiem, jak Wy, ale ja mam mnostwo planow na emeryture smile))
          >tylko dlaczego to jeszcze tak dlugo????

          i żeby jak juz nadejdzie to tak do 120-ki w zdrowiu pociągnąc, bo czasu mi na
          wszystko nie starczywink - na szczęście wakacje tuż, tuż więc i na bieżąco
          podgonięwink))

          dzięki Kaziusmile
        • mama_kasia Re: gościna 21.06.05, 11:47
          Kaziu, Ty nie czekaj na emeryturę, Ty żyj teraz wink))))
          • glupiakazia Re: gościna 21.06.05, 11:53
            tyz prowda.
            ale ja zyje i wcale sie nie uzalam, tylko pewne przedsiewziecia z powodow
            czysto logistycznych trzeba odlozyc na pozniej smile)

            a jak nie dozyjemy w super zdrowiu 120-ki? trudno. mam plan B smile)
            • mader1 Re: gościna 22.06.05, 10:13
              Ja też mam dużo planów... A ten B..... to ? smile))))
    • pawlinka Re: gościna 22.06.05, 01:37
      wiem dlaczego średnio lubię lato: bo mi kilka watków ucieka, wiecie, że ten bym
      przeoczyła (ależ nie, jakie tam uzależnienie, no co wy, dziewczyny!)?smile)))))))
      Po prostu człek mniej w domusmile
      Chodzę z tym od kilku miesięcy, może kilkunastu. Wiem, ze zawsze będę dla mojej
      mamy córką, dla teściowej - no, może też kimś podobnym, czyli dzieckiem i mnie
      to męczy, chociaż to rozumiem. Partnerstwo odpada, ale kiedyś słyszałam o
      jakimś plemieniu, w którym jest arcy, według mnie, ciekawy zwyczaj-kiedy syn
      żeni się, przestaje być synem dla ojca, a staje się bratem; kiedy córka -
      siostrą. Rodzice tracą dzieci, zyskują kogoś równego. Może to rodzaj
      partnerstwa, ale innego. Męczy mnie ten sposób myślenia: "zawsze będziesz moim
      dzieckiem", "zawsze rodzice martwią się o dzieci", "rodzice troszcza się o
      własne dzieci tak do 55 roku życia, dzieci, potem już nie muszą", ale nie da
      się chyba tego zmienić.
      • samboraga Re: gościna 22.06.05, 10:28
        > wiem dlaczego średnio lubię lato: bo mi kilka watków ucieka, wiecie, że ten
        bym przeoczyła
        >cryingależ nie, jakie tam uzależnienie, no co wy, dziewczyny!)?smile)))))))
        > Po prostu człek mniej w domusmile

        uzależnienie, uzależnieniem - bachory niech sobie daja rade same, mąż coś
        przegryzie na mieście, ale kiedy Ty śpisz, kochana????wink))
        • pawlinka Re: gościna 22.06.05, 15:33
          no właśnie, ale ja lubię noc, słyszę siebie lepiejsmile))
          mowię sobie:
          -Jesteś?
          -Tak, proszę pani! Jestem!smile)))))
    • morgana_le_fay Re: gościna 22.06.05, 10:36
      Tak sobie to wszystko czytam i serce mi pęka na wspomnienie mojej mamy, przy
      której i ja i bliższa i dalsza rodzina i ludzie obcy, przypadkowo spotkani,
      nawet źli robili się jacyś z gruntu naturalni, lepsi i czuli się "u siebie".

      Teraz wizyty rodziców/dziadków, to wizyty moich teściów. Od progu
      krytykanctwo, zazdrość, ton protekcjonalny, wykpiwanie i umniejszanie osiągnięć
      moich (niech im będzie), własnego syna i wnuczki: "i czym tu się chwalić?
      Żebyście wiedzieli jakie syn X-a odnosi sukcesy". Pomimo wielu starań rozmowy
      nawet przy wigilijnym stole kierowane na politykę i krytykę spraw ducha i
      religijności("kler - zachłanna czarna mafia"), obyczajów ("a Y ma już szóstą
      partnerkę i mu dobrze - to po co komplikować sobie życie ślubami?") Pomimo, że
      piją okazjonalnie, na tę że Wigilię muszą przynieść alkohol i umaić nim stół.
      Kończy się na tym, że nasza córka unika ich jak ognia, błaga mnie o
      ograniczanie kontaktów, a jeżeli już wizyta dochodzi do skutku, odchorowuje ją
      przez dłuższy czas (zdarzała się gorączka i krwotoki z nosa).

      Fakt. To nie są ludzie szczęśliwi. Nie są tacy wyłacznie na własne życzenie.
      Wszelkie szczęście zabiła w nich zawiść, złość i kompleksy. Fakt, nie mają
      potrzeby cząstych kontaktów. Dzwonią ze zdawkowymi życzeniami imieninowymi
      (cyt: zdrowia, szczęścia, pomyślności, kropka.), albo wówczas kiedy czegoś
      potrzebują. Tylko, że są coraz starsi i lada chwila mogą potrzebować ciągłej
      opieki. Domyślają się, że nie oddamy ich do domu starców, tak jak oni oddali
      swoją matkę/teściową. I tu powstaje problem. Destrukcja jaką powodują w
      naszej rodzinie jest dużo głębsza niż udaje mi się to opisać w kilku słowach i
      nasza rodzina prawdopodobnie tego nie wytrzyma. Czy mam poświęcić dla teściów
      swoje małżeństwo i zdrowie własnego dziecka? Od lat modlę się o rozwiązanie
      tego problemu.

      Proszę. Wspomnijcie czasami o mnie przy okazji swoich modlitw.

      morgana
      • mader1 Re: gościna 22.06.05, 10:55
        będę pamiętać. Takie pomniejszanie zasług jest bardzo destrukcyjne.oby znalazło
        się jakieś dobre rozwiązanie. A rozmowy próbowaliście ?
        U nas nie pomaga, ale podobno bywa, że pomaga.
        • morgana_le_fay Re: gościna 22.06.05, 11:12
          Dzięki Mader, za dobre słowo. Rozmowa... niestety nie ma o niej mowy. Moi
          teściowie nie rozmawiają. Nawet ze sobą. Oni wypowiadają swoje kwestie i nie
          interesuje ich co dalej. Tak było zresztą od zawsze. Nie rozmawiali nigdy ze
          swoimi dziećmi (czyt. nie wychowywali ich, a hodowali), co stanowi dodatkowy
          problem, ale o tym już kiedy indziej.

          Wogóle myślę, że problem jest właśnie w umiejetności słuchania drugiego
          człowieka. Moja mama była przez ludzi uwielbiana, właśnie dlatego, że
          potrafiła ich słuchać i _usłyszeć_(!), a więc zrozumieć. Nie bała się, że
          wszyscy "wejdą jej na głowę", bo miała na tyle silną osobowośc, że potrafiła
          stworzyć barierę wówczas, kiedy to było konieczne. A przede wszystkim była
          ludzi ciekawa i ich po prostu lubiła. Kiedy nastawienie jest inne, pojawia się
          podejrzliwość, czasem chęć walki, ale zawsze postrzeganie drugiego człowieka
          jako potencjalnego rywala. Ludzie dominujący, silni, prą wtedy do przodu jak
          taran, forsując swoje zdanie. Tchórze, ludzie miałcy i żadni, unikają rozmowy,
          bliskości i okopują się w swojej zgorzkniałej samotności.
      • samboraga Re: gościna 22.06.05, 11:06
        Destrukcja jaką powodują w
        > naszej rodzinie jest dużo głębsza niż udaje mi się to opisać w kilku słowach
        i
        > nasza rodzina prawdopodobnie tego nie wytrzyma. Czy mam poświęcić dla teściów
        > swoje małżeństwo i zdrowie własnego dziecka? Od lat modlę się o rozwiązanie
        > tego problemu.

        no właśnie, nie zawsze 'da się ocalić' innych, a wtedy zostaje ratowanie siebie:
        ((( tylko...te wyrzuty...sad
        będę pamiętała Morganosmile
        • morgana_le_fay Jak dobrze, że jesteście... 22.06.05, 11:16
          samboraga napisała:
          > będę pamiętała Morganosmile

          dziękuję.
    • mader1 Re: gościna - przepraszam.... 22.06.05, 10:49
      Przepraszam, że się tak wyłaczyłam w pewnym momencie, ale mój mąż miał wczoraj
      urodziny smile
      Przytaskaliśmy z synkiem różę pnącą smile i zasapaliśmy się mocno smile a potem
      przyjęłam częściowo sama ( bo on przeciez pracował trochę jednak) mamy w
      różnych godzinach - bo przyszły jak im pasowało sad Nie było więc gaszenia
      świeczek ( co dla nas nie jest problemem, ale dla dzieciaków tak).
      Mąż wieczorem robił tort - sernik sam - specjalnie. Jedna mama zjadła dwa
      kawałki ze smakiem, druga przyjechała i przez dwie godziny nie chciała wziąć
      nic do ust, bo była zmęczona wink za bardzo.
      Rozmawialismy czemu byliśmy tacy wykończeni po weekendzie.
      Głupio mi pisać, bo kochamy je. I wcale nie są złe. Naprawdę przez te lata
      życia nasłuchałam się tyle o różnych mamach, że wiem, że nie mam jakiejś
      szczególnej sytuacji. Tych sytuacji jest tak dużo, jak dużo stosunków między
      dziećmi a rodzicami.
      To co napisałaś Samborciu jest ważne - jak zapewne domyślasz się, część przeżyć
      dziecięco - matczynych mamy podobną. Moja mama też uważała mnie za to "mniej
      udane" dziecko - ciężko było jej pogodzić się z moją chorobą.....
      Ale u nich to chyba co innego. One - obydwie- są baaardzo dominujące. My
      jesteśmy tymi dziećmi, które wymknęły im się spod kontroli.Na swoje szczęście.
      To nic, że żyjemy dobrze - ale inaczej, niz one by chciały. Parawan włączam,
      jak przychodzą z wizytą. Ale parę dni.... ufff.... Mojej mamie nie wystarczy,
      że powie - ja mam natychmiast przytaknąć i najlepiej zastosować. Jeżeli
      zauważy, że nie zastosowałam - powraca do tego jeszcze parę razy.
      Poza tym, jakoś bardzo mnie boli, jak przeinacza, przeinaczają przeszłość - no
      kłamią po prostu. Staram się zmilczeć, bo wiem, że powiedzenie prawdy jest
      początkiem dąsów i kłótni.
      Podam przykład - taką małą próbkę. Moja teściowa mówi ( bo pamięta jak było)
      - Ty o nawet po operacji jakoś się szybko podniosłaś. Już 3 tygodnie po niej
      prowadziłaś dom.( pochwaliła mnie)
      Mama na to:
      - Oj nie mów Marysiu, przychodziłam na noce i dnie Jej pomagać
      - Wydawało mi się, że na 4 godziny rano ? do dwóch tygodni po - zdziwiła się
      teściowa.
      - Też mi się tak wydawało - mówię spokojnie. I tak byłam mamie wdzięczna. Wcale
      więcej nie wymagałam. Miała swoje zajęcia i tak ustaliłyśmy.
      - O... juz nie pamiętacie, tak zawsze jest.- naburmuszyła się.

      Każda z nich przyjechała ze swoimi planami i pomysłem. I właściwie realizowały
      go z właściwą sobie konsekwencją smile Co było zabawne smile)) ale i męcżące smile)))
      Teściowa na przykład zażyczyła sobie, żeby mąż obciął gałąź od lipy.Już kiedyś
      mówiliśmy, że podoba nam się taka,jaka jest. Powiedział, że na razie nie może (
      parawansmile)) i udał się do innych prac.Kazała mi podać sobie sekator. Nie mogłam
      znależć. Więc co zrobiła teściowa ? Uwiesiła się na gałezi i ją
      ułamała smile)))))) Mniejsza o gałąź, nie możemy się kłócić ze schorowaną kobietą
      o gałaź.
      Ale rozumiecie, że weekend w czasie którego parę rzeczy doczekało się innego
      losu niż im przeznaczaliśmy, zostaliśmy sprowadzeni do parteru, nasze dziecko
      jadło cukierki tuż przed posiłkami.... no męczący był smile)))
      Nie przywiązujcie do tego wagi, tak sobie pozrzędziłam.
      To naprawdę dobre kobiety, które mają wiele zalet. Zrobiły w swoim życiu dużo
      dobrego i dla nas i dla innych.Więc zmilczę resztę.
      • mama_kasia Re: gościna - przepraszam.... 22.06.05, 11:03
        > - O... juz nie pamiętacie, tak zawsze jest.- naburmuszyła się.
        To "tak zawsze jest" szczególnie uwiera i to w momencie, gdy starasz
        się tak bardzo, aby nie było "jak zawsze".
        Najlepsze życzenia dla męża. To już chyba trzeci czerwcowy na forum wink))
      • samboraga Re: gościna - przepraszam.... 22.06.05, 11:14
        >One - obydwie- są baaardzo dominujące

        ja jestem takasad( po mojej mamie właśnie ale pracuję nad tymwink więc moja,
        ewentualna przyszła, synowa MOŻE będzie miała łatwiejwink) niz ja i mój mąż, no i
        mój synek - jako żonaty i dzieciaty - moze też nie będzie dążył do ograniczania
        kontaktów ze starą, steraną i schorowaną matką...

        a milczenie jest dobre dopóki się nie nazbiera za dużo, ale to na pewno sama
        wiesz najlepiej...

        i, oczywiście, życzenia dla męża, sto latsmile))))
        • mader1 Re: gościna - przepraszam.... 22.06.05, 11:42
          Praca nad sobą to ważna rzecz. Bo moja teściowa trochę ( nie dużo ale zawsze),
          pracuje. I to widać. Przemyśli sobie, czasem mam wrażenie, że wiem, kiedy była
          u spowiedzi. Muszę powiedzieć, że jak widzę ten moment, gdy trochę odpuszcza,
          mięknie mi serce. Jakoś otwieram się na nią i jestem gotowa dużo więcej znieść.
          Dobra wola jest ogromnie wzruszająca. Moja mama uważa, że to inni powinni
          popracować smile
          Właśnie. Nie chcę unikać. Proszę Boga o większą otwartość serca. O spojrzenie
          miłości - ale takiej pełnej.
          Zrozumiałam, że nie zgadzam się na to odchodzenie od siebie.
      • glupiakazia Re: gościna - przepraszam.... 22.06.05, 11:18
        smile)))
        > Teściowa na przykład zażyczyła sobie, żeby mąż obciął gałąź od lipy.Już
        kiedyś
        > mówiliśmy, że podoba nam się taka,jaka jest. Powiedział, że na razie nie może
        (
        >
        > parawansmile)) i udał się do innych prac.Kazała mi podać sobie sekator. Nie
        mogłam
        >
        > znależć. Więc co zrobiła teściowa ? Uwiesiła się na gałezi i ją
        > ułamała smile))))))

        Mader, czy my przypadkiem nie mamy tej samej tesciowej?

        Morgano, bede pamietala. Sytuacja nie do pozazdroszczenia. Ale sama wiesz, ze
        dla Niego nie ma nic niemozliwego i nikt nie jest spisany na straty, wiec moze
        jednak, kiedys...

        p.s. moj maz tez za moment ma urodziny, ale on juz lipcowy smile)
    • marzek2 Re: gościna 22.06.05, 11:32
      No proszę, zrobił się taki fajny wątek, a ja bym przeoczyła z powodu
      zamartwiania się Samem... to może się oderwę i pomartwię się mamami smile)

      Ja też lekko nie mam, znaczy mam mamę, która ciągle mnie chce wychowywać... I
      teściową, która "wiesz, ja się nie wtrącam, zrobicie jak chcecie, ale...".

      Kiedyś na innym forum zadałam pytanie czy ktoś zna starsze osoby, które są
      reformowalne. Chodziło mi raczej o otwartość na inne poglądy, na weryfikowanie
      własnych, na wysłuchanie drugiej strony itp. Bo niestety u większości starszych
      osób, które znam z tym nie jest najlepiej... Pytanie, czy to sprawa podeszłego
      wieku, czy jest to po prostu postawa uwarunkowana wychowaniem, warunkami życia,
      charakterem, która po prostu zaostrza się na starość? I do takiego wniosku
      doszłyśmy, że to raczej cecha, która jest po prostu bardziej widoczna w
      podeszłym wieku, a rzadko zdarza się, żeby osoby pogodne, szcześliwe, pogodzone
      z życiem nagle stały się nieznośne na starość. No oczywiście, są różne trudne
      choroby (np Alzheimer) ale nie o tym teraz mówimy.

      Ktoś powyżej fajnie napisał, "uświadomiłam sobie, że nie mogę pomóc mojej mamie,
      dopóki ona sama tego nie chce" Święta prawda. Tak samo ma Ciumak ze swoją mamą,
      mamy wrażenie, że ona CHCE być nieszczęśliwa, pokrzywdzona przez los, żeby
      wszyscy się nad nią użalali itp. Miała trudne życie to fakt. Ale jest wiele osób
      bardziej pokrzywczonych, które są pogodne, pomagają innym itp.

      I jeszcze nasuwa mi się inne pytanie typu "my i nasze dzieci" ale zakładam nowy
      wątek - wygląda na to, że wakacje to wcale nie sezon ogórkowy na forum smile))
      • darcia73 Re: gościna 22.06.05, 22:40
        Marzek, dokładnie tak!
        Modlę się, aby na starośc nie zgorzknieć, tylko cieszyć się kazdą chwilą daną
        od Boga, czy to złą, czy dobrą.
        Przemka oddałam Bogu, wierzę, ze On nad nim czuwa również w duchowy sposób.
        Zrobię wszystko, by moje dziecko uwazało mnie za swojego przyjaciela a nie za
        starą zrzędę. Chcę go wychowywać nie przez sztywne pouczanie i zrzędzenie ale
        przez miłośc, szczerą rozmowę i przykład. Juz teraz zdaję sobie sprawę, ze czas
        płynie nieubłaganie i ani się obejrzę jak moj synek dorośnie a ja nie zamierzam
        być mu cięzarem tylko po prostu mamą, ktora go kocha i jego oddanym
        przyjacielem. Ideałow nie ma ale mozemy się starać być coraz bardziej
        doskonali. Poza tym Bog daje mądrość, tym co go o to proszą smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka