Dodaj do ulubionych

jutro chrzest

23.07.05, 22:00
Jutro nasza córeczka Aniela przyjmie sakrament chrztu.

To już jutro.

Dzisiejszy dzień zaczęliśmy od sakramentu pokuty i pojednania.

A potem pojechaliśmy do moich rodziców - to u nich będzie przyjęcie dla
gości. Większe lokum ,więcej miejsca, dzieciaki będą miały gdzie
biegać..Sernik nie wyszedł,robię chałki - właśnie rosną, zdążę jeszcze je
upiec. Zdążyłam posprzeczać się z mamą kilka razy - dwie kobiety w jednej
kuchni to za dużo. Jedna drugiej zgląda do garnka i komentuje..nie tak
mieszasz, czemu teraz to wsypujesz? a dlaczego nie dałaś malin do galaretki?
czym ja w tej kuchni mam odmierzyć pół litra wody! itp itd..
Głowę zaprzątają myśli w co się ubrać, przecież trzeba jakoś wyglądać, kurczę
te buty będą kiepsko pasowały do reszty, nie mam innych...trudno, jakoś
przeboleję. Jeszcze trzeba przygotować bukiecik dla Malutkiej, jeszcze to,
jeszcze tamto..
A jutro Aniela przyjmie chrzest.
Zwykłe rzeczy zwalają się na głowę i ustalają swoją hierarchię wartości . Na
czoło wychodzą buty, obiad, zepsuty sernik i pomalowane paznokcie...Chcę
pamiętać o tym, co jest naprawdę istotne. Jutro jest niedziela, Dzień Pański.
Proszę, westchnijcie za Anielkę, za nas, jej rodziców, byśmy szukali
prawdziwego Światła i szli za nim.
Obserwuj wątek
    • pawlinka Re: jutro chrzest 23.07.05, 22:36
      Pamiętać będe w modlitwie. A teraz...posłuchaj:

      "Bóg się ukrył dlatego by świat było widać
      gdyby się ukazał to sam byłby tylko
      kto by śmiał przy nim zauważyć mrówkę
      piękną złą osę zabieganą w kółko
      zielonego kaczora z żółtymi nogami
      czajkę składającą cztery jajka na krzyż
      kuliste oczy ważki i fasolę w strąkach
      matkę naszą przy stole która tak niedawno
      za długie śmieszne ucho podnosiła kubek
      jodłę co nie zrzuca szyszki tylko łuski
      cierpienie i rozkosz oba źródła wiedzy
      tajemnice nie mniejsze ale zawsze różne
      kamienie co podróżnym wskazują kierunek

      miłość której nie widać
      nie zasłania sobą"


      Jan Twardowski
      "Świat"
      Ucałuj Twojego maluszka ode mnie w czółko w Jej dzień najpiekniejszy...
    • mama_kasia Re: jutro chrzest 23.07.05, 23:28
      Nordynko, i w tych zwykłych rzeczach jest Bóg smile
      A jak świeci na nie Jego Światło, to już nie są takie zwykłe...
      Niech Wasza Anielka zawsze kieruje się w Jego stronę, a Wy
      razem z nią.
    • samboraga Re: jutro chrzest 24.07.05, 11:22
      to pewnie juz!!! - ale westchnę i jasmile
    • mcmaxim Re: jutro chrzest 24.07.05, 12:10
      mimo ze do mnie nei dociera kwiestia chrztu malych dzieci, to...
      to wlasnie chrzest powinien byc wazny, a nie przyjecie...
      po co przyjecie wogole?... to powinien byc czas skupienia i modlitwy, zeby dzieciak na dobrego czlowieka wyrosl, i od Boga nie odszedl, a przy okazji chyba radosci, ze stal sie dzieckiem Bozym(?).
      • pawlinka Re: jutro chrzest 24.07.05, 12:23
        Maximie, właśnie dla Nordynki to sakrament jest ważny i to, że jej córeczka
        dostąpi tej łaski. Czytając jej post uważnie widziałam to dokładnie: chce
        znależć i znajduje w tym dniu to, co najważniejsze. Widzę jej troskę o to i
        trud, i widzę, że ma świadomość, że nie przyjęcie i cała otoczka jet ważna. I
        naprawdę nie ma w tym nic złego, ze owo przyjęcie PO uroczystośći w kościele, a
        nie ZAMIAST, jest formą wyrażenia radości i sposobem świętowania w rodzinnej
        wspólnocie. I tutaj trochę niepotrzebnie się troskasz, bo skąd wiesz, że nie
        znajdą rodzice, chrzestni i inni członkowie rodziny czasu na skupienie i
        modlitwę? Szkoda, że stawiasz ten znak zapytania w tym miejscu, gdzie
        postawiłeś, szkoda...sad
        Pozdrawiam serdecznie!
        • sion2 Re: jutro chrzest 24.07.05, 12:35
          I ja się dołączam do zyczeń dla Małej smile))))))). Własnie byłam na Mszy gdzie był
          chrzest dzieci, w kontekście naszych forumowych dyskusji uwaznie przysłuchiwałam
          się tym pieknym modlitwom zanoszonym do Boga w intencji dziecka.... NIe można
          wymyśleć lepszych życzeń: ja życzę aby w życiu twojej córeczki wszystkie te
          słowa wypowiedziane nad nią wobec Chrystusa, stały się naprawdę i całkowicie jej
          drogą do Niego.

          Jaki cudny ten wierszyk ks. Twardowskiego smile)))))).
    • nordynka1 Melduję się ponownie 26.07.05, 10:25
      oj dziękuję Wam za wszystko co piszecie i za pamięć w modlitwiesmile
      Wiecie, jak bywałam na mszach na których dzieci przyjmowały chrzest, słuchałam
      tego co mówi kapłan, owszem, ale podczas chrztu naszej Małej miałam taką
      nieomal namacalną świadomość znaczenia słów które do nas mówi. I jasność że to
      jest to, czego dla niej chcę. "Czy chcecie aby wasze dziecko przyjęło chrzest w
      wierze kościoła którą przed chwilą wyznaliśmy?" "chcemy". I błogosławieństwo
      dla nas i dla rodziców chrzestnych..Mamy wszystko. Depozyt wiary i
      błogosławieństwo kościoła. Obyśmy tego nie zgubli.
      A wierszyk cudny i prawdę mówi - o miłości co nie zasłania sobą.

      Zmęczyłam się tamtą sobotą, tymi wszystkimi rzeczami bez których ponoć nie
      mozna się obejść i staraniem o nie. Chciałam Wam o tym opowiedzieć.
      Ważne by nie stracić celu z horyzontu.

      mcmaxim - przyjęcie jest po to, by razem cieszyć się z tego, że dziecko
      rozpoczęło nowe życie. I to jakie życie! Wiesz, mnie męczy troska o jaką moja
      mama zabiega by wyglądać ładnie, by przygotować obiad, by oprawa całego
      przedsięwzięcia była w jej mniemaniu jak najbardziej uroczysta. A ponieważ
      zależy mi na tej osobie, to nie walczę z tym ( bo wiem że nie wygram) ale
      jestem z nią w tym jej całym ogromnym zabieganiu. Jasne że mogłabym się
      zbuntować i postawić na swoim (byłam bliska tego, gdy chodziło o przygotowania
      do naszego przyjęcia weselnego), tylko że przy okazji straciłabym ją. Bo ona
      nie widzi rzeczy tak jaka ja - widzi je po swojemu. Staram się upraszczać
      niektóre jej szalone (tak! dla mnie są szalone!!) pomysły, ale widzę jasno że
      istotne jest by nie zgubić człowieka, drugiej osoby,a nie by siłą stawiać na
      swoim. Mnie rezygnacja z moich upodobań kosztuje decyzję "ok, niech będzie
      tak". A moją mamę ...prawdopodobnie rozchorowałoby się znów jej serce albo
      co..Wiem że dla niej byłoby to duuuuuużo trudniejsze niż dla mnie,
      więc..przepraszam że tak długo i osobiście, ale chyba musiałam o tym napisać.
      Poza tym widzę też że to zabieganie mamy o rzeczy zewnętrzne, to nic innego jak
      jej sposób na powiedzenie nam że nas kocha. Nie umie inaczej.

      Nie pomalowałam sobie paznokci, ani nie dokończyłam makijażu smile. Malutka
      chciała jeść tuż przed wyjściem smile), przybiegliśmy do kościoła tuż przed 12,
      ale zdążyliśmy.

      Dziękuję Wam raz jeszcze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka