Dodaj do ulubionych

Jestem przerażona :(

04.05.06, 18:58
Temat ma może niewiele wspólnego z wychowaniem w wierze, ale z wychowaniem na
pewno. Czytam na emamie wątek dot. wywiadu z pedofilem (
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=41127155 ) i jestem coraz
bardziej przerażona. Najbardziej zaś wypowiedziami jakiegoś człowieka, który
broni zawzięcie "praw" pedifilów, najprawdopodobniej sam nim będąc, bo jak na
prowokację to mi jakoś zbyt wiarygodnie wygląda sad((
Czy sądzicie, że to co on wypisuje ma rację bytu? Chodzi mi o te organizacje
pedofilskie i ich lobbing. Mnie to autentycznie przeraża.
Jak chronić dzieci przed takimi zwyrodnialcami??? Jak, jeśli juz gazety
zaczynają zamieszczać, jak gdyby nigdy nic, wywiady z nimi? Przecież to
promocja takich zboczeń i zachęta dla kolejnych zboczeńców do ujawniania się,
w dodatku w roli ofiar, którym się zabrania "kochać inaczej"??? Ja w takim
razie emigruję na Marsa sad(((
Obserwuj wątek
    • isma Re: Jestem przerażona :( 04.05.06, 19:40
      Mysle sobie, ze z jednej strony ten lobbing jest, na potrzeby wielonakladowej
      prasy, nieco wyolbrzymiony. takie czasy, ze trzeba sie licytowac na tematy. Ale
      mysle tez, niestety, ze on rzeczywiscie istnieje ;-(((.
      Probuje sie pocieszac, ze roznorakie (nie akurat moze "dobra pedofilia")
      zagrozenia zawsze byly, tyle tylko, ze mniej naglosnione. Ale to na rozum. A na
      emocje, to juz mi z tym idzie gorzej.

      Widze, Addrio, ze w tym samym czasie nas zblizone obawy naszly - jak patrze na
      moja corke, i mysle obie, jak i dlaczego zostala zamordowana przed kilkoma
      tygodniami corka naszej znajomej, jak mysle sobie, ze ja, bedac niewiele
      starsza od tamtej dziewczyny, i bedac podobnie niestwarzajaca problemow dobra
      corka i uczennica, nie tylko spotykalam sie z pewnym typem podejrzanej konduity
      w jego mieszkaniu, ale oczywiscie moi rodzice nie mieli o tym pojecia...
      • addria Re: Jestem przerażona :( 05.05.06, 10:29
        > Widze, Addrio, ze w tym samym czasie nas zblizone obawy naszly - jak patrze
        na
        > moja corke, i mysle obie, jak i dlaczego zostala zamordowana przed kilkoma
        > tygodniami corka naszej znajomej, jak mysle sobie, ze ja, bedac niewiele
        > starsza od tamtej dziewczyny, i bedac podobnie niestwarzajaca problemow dobra
        > corka i uczennica, nie tylko spotykalam sie z pewnym typem podejrzanej
        konduity
        >
        > w jego mieszkaniu, ale oczywiscie moi rodzice nie mieli o tym pojecia...

        sad(((
        Moja mama zawsze przestrzegała mnie przed "dobrymi panami od cukierków". I
        cóż... pewnego dnia, mając lat ok. 11, byłam na spacerze z koleżanką. Od
        pewnego momentu zauważyłyśmy, że ciągle idzie za nami jakiś pan, który wreszcie
        podszedł i zaczął nas namolnie prosić o to, byśmy poszły do klatki obok, bo tam
        mieszka jego żona, z którą się pokłócił i on nam tam da kwiatka, a my
        przekażemy go jej przez drzwi (od niego w ramach przeprosin). No i co, głupie
        kozy polazły. NA SZCZĘŚCIE w ostatniej chwili włączyło się nam światełko
        alarmowe i dałyśmy nogę głupawo chichocząc indifferent
        Dziś boję się myśleć, co by się wtedy zdarzyło w tej klatce sad((
        • isma Re: Jestem przerażona :( 05.05.06, 11:11
          Wiesz co, z dobrym panem to jeszcze, mysle, da sie jakos przeciwdzialac.
          Naiwnie sobie mysle, ze male dziecko, majace oparcie w doroslych, nie poszuka
          innego doroslego, zeby od niego dostawac milosc, czulosc i akceptacje. Co
          oczywiscie nie wyklucza, ze moze wobec niego zostac uzyta sila ;-(((.

          Ale mnie ostatnio wlasnie przerazilo to, ze mila, grzeczna, posluszna
          szesnastolatke, w ktorej wychowaniu, w moim ograniczonym ogladzie przynajmniej,
          rodzice nie popelnili zadnego zasadniczego bledu, moze zamordowac jej wlasny -
          skadinad tez sympatyczny i inteligentny - chlopak, na wiadomosc o wspolnie
          sprokurowanej ciazy zreszta. Bo o ile moge probowac ustrzec przed niepozadanymi
          kontaktami, w tym z doroslymi, dziecko, to nastolatce kontaktow rowiesniczych
          nie zastapie (i zastepowac nie mam zamiaru).
          • addria Re: Jestem przerażona :( 05.05.06, 11:29
            > Wiesz co, z dobrym panem to jeszcze, mysle, da sie jakos przeciwdzialac.
            > Naiwnie sobie mysle, ze male dziecko, majace oparcie w doroslych, nie poszuka
            > innego doroslego, zeby od niego dostawac milosc, czulosc i akceptacje. Co
            > oczywiscie nie wyklucza, ze moze wobec niego zostac uzyta sila ;-(((.

            więc dziecko może pójść "tylko" za róg ulicy, a dalej już pan zrobi swoje sad
            No, ale z drugiej strony, kto wie, czy dzieci z rodzin gdzie ich potrzeby
            emocjonalne (więc ta czułość, miłość, itd) nie zostały zaspokojone, nie dadzą
            się nabrać na dobre intencje takiego pana, który z troską się nimi zaopiekuje sad

            >
            > Ale mnie ostatnio wlasnie przerazilo to, ze mila, grzeczna, posluszna
            > szesnastolatke, w ktorej wychowaniu, w moim ograniczonym ogladzie
            przynajmniej,
            >
            > rodzice nie popelnili zadnego zasadniczego bledu, moze zamordowac jej wlasny -

            > skadinad tez sympatyczny i inteligentny - chlopak, na wiadomosc o wspolnie
            > sprokurowanej ciazy zreszta. Bo o ile moge probowac ustrzec przed
            niepozadanymi
            >
            > kontaktami, w tym z doroslymi, dziecko, to nastolatce kontaktow rowiesniczych
            > nie zastapie (i zastepowac nie mam zamiaru).

            Nie wiem czy można jakoś temu przeciwdziałać, niestety. Nie wiadomo na kogo
            można trafić w życiu, bo niektórzy ludzie potrafią się genialnie kamuflować sad
            Rodzice nie powinni się za to obwiniać i żyć dalej w poczuciu winy.
            Przynajmniej nie zawsze i nie wszyscy.
            • justyna.ada Re: Jestem przerażona :( 05.05.06, 11:43
              > więc dziecko może pójść "tylko" za róg ulicy, a dalej już pan zrobi swoje sad
              > No, ale z drugiej strony, kto wie, czy dzieci z rodzin gdzie ich potrzeby
              > emocjonalne (więc ta czułość, miłość, itd) nie zostały zaspokojone, nie dadzą
              > się nabrać na dobre intencje takiego pana, który z troską się nimi
              zaopiekuje :

              No więc właśnie boję się tej ciekawości u dzieci, nie tyle chęci zaspakajania
              potrzeby emocjonalnej. I dlatego mam taką pobożną nadzieję że junior weźmie na
              poważnie nauki, że absolutnie z żadnym obcym/nieuzgodnionym człowiekiem
              nigdzie ma nie chodzić, i nie ma od tego wyjątków; a gdyby ktokolwiek próbował
              mu zrobic krzywdę, ma się zachowywać tak a tak.

              Na razie małej nie uczę niegrzecznych zachowań w stosunku do innych dorosłych
              bo jest wystarczająco niegrzeczna, i na widok starszej pani komentującej jej
              głośny wrzask na ulicy, wywala jęzor. suspicious
          • aka21 Re: Jestem przerażona :( 05.05.06, 11:50
            Isma! Straszne to co napisałaś....do dzisiaj nie wiedziałam o tym morderstwie...
            Modliliśmy sie za nią. Nasza znajoma zna jej ojca. Bardzo pozytywnie mówiła o
            rodzicach, mieliśmy nadzieję, że to porwanie....

            Właśnie, ja nie wiem jak wychowywać dziecko! Boję się, że jak zobaczę jego
            efekty, to na zmiany i korygowanie błędów będzie już za późno! To takie
            kroczenie w ciemności i chyba ufność w Bożą pomoc. Inaczej chyba nie dam rady.
            Jak znaleźć ten złoty środek między posłuszeństwem, karnością (mającą zapewnić
            bezpieczeństwo), a zezwoleniem na własne błędy, na uczenie się
            odpowiedzialności za własne czyny? Nie wiem jak to zrobić...

            • isma Re: Jestem przerażona :( 05.05.06, 12:13
              No wiec dlatego temat posluszenstwa i granic jego egzekwowania mnie meczy. Ja
              bylam niby posluszna, ale zawdzieczam to tylko temu, ze wiele ode mnie w tej
              sferze nie wymagano wink)). Np. w dziedzinie kontaktow towarzyskich, jako
              licealistka oswiadczylam rodzicom, ze to moje osobiste sprawy , no i
              faktycznie, ani oni sie nie wtracali, ani ja nie uwazalam za stosowne zdawac im
              wyczerpujacych relacji. Owszem, oczekiwali slownosci i odpowiedzialnosci -
              zawsze wiedzialam, ze co robie, to robie na wlasne ryzyko, i ewentualnie moge
              miec (uzasadniona!)nadzieje na ich pomoc, ale nie moge od nich jej wymagac.

              No i na przyklad: czy ja bym, majac te -nascie lat, z tym pozytywnym testem
              ciazowym poszla do rodzicow (ktorych autentycznie uwielbialam i uwielbiam), czy
              do chlopaka? No, pewnie jednak, majac wpojone, ze sami jestesmy odpowiedzialni
              za to, do czegosmy sie przyczynili, do chlopaka bym poszla...

              Masz racje, ze wlasciwie jedyna pewnosc w tym wszystkim, to pewnosc Bozej
              opieki. Tyle tylko, ze, znowu - jak odroznic, gdzie konczy sie ufnosc w Boza
              opieke, a zaczyna zwykle rodzicielskie wygodnictwo, lenistwo, czy po prostu
              obawa przed mierzeniem sie z tym, co nam zostalo zadane?
              • aka21 Re: Jestem przerażona :( 05.05.06, 13:39
                Tą pomoc Bożą to ja chyba rozumiem jako ochronę przed moimi błędami. Krótkie
                trzymanie dziecka, też ma chyba krótkie nogi (to tak z doświadczeń znajomych).
                Zaufanie myślę, że jest bardzo ważne (ale gdzie jego granice to już nie wiemsad()

                Zdrowy nastolatek z pewnością swoje problemy przynajmniej próbuje sam
                rozwiązywać. Myślę, że to jest dobre, tylko jak go ustrzec, by nie musiał
                zmagać się z tymi nieadekwatnymi do wieku?

                Czas liceum dla mnie był trudny. Przeprowadziłam się wtedy do babci do Krakowa,
                rodzice zostali na wsi, tęskniłam za nimi. Musiałam się usamodzielnić, babcia
                była ufna - nie wtracała się, ale nie stała się moją powierniczkąwink.
                Było jeszcze "coś". Nigdy nie odeszłam od Boga, choć moja wiara była, no
                powiedzmy chyba bardziej z przyzwyczajenia niż wyborusmile. Wybór dokonał się w
                trakcie studiów. Wcześniej może to był lęk przed odejściem od Boga, a może
                doświadczenie wyniesione z domu? A może i jedno i drugie? Przetrwałam czas
                dorastania, dokonywania życiowych wyborów. Teraz mogę powiedzieć, że Bóg był
                cały czas ze mną, a ja z Nim. Teraz nie żałuję, ale pamiętam, że były takie
                momenty kiedy z własnego wyboru, właśnie Boga, rezygnowalam z "innego życia".
                Czasem było to naprawdę trudne i to nie tylko dla mnie...

                Chyba chciałabym dzieciom przede wszystkim przekazać właśnie wiarę w Boga, by
                przy Nim były, by chciały (starały się) żyć tak jak On nam proponuje, ale czy
                to się uda? Czy potrafimy dać świadectwo własnym życiem, czy podołamy
                rodzicielstwu? To chyba jednak pokaże czas. Wtedy byłabym o nie spokojniejszawink
              • mader1 Re: Jestem przerażona :( 05.05.06, 14:05
                Ismo, dlatego właśnie boję się o swoje dzieciaczki. Boję się, bo są sytuacje
                nie do przewidzenia sad((
                Historia córki Twoich znajomych jest przerażająca. Mam w domu 16 -latkę. Co by
                zrobiła ? Myślę, że uczciwość nakazałaby jej pójść z testem najpierw do ojca
                dziecka , bądź co bądź. Poinformować go. Wcale nie dlatego, że jest
                nieposłuszna. Wcale nie dlatego, że jest naiwna. To byłby dla niej element
                odpowiedzialności ? Uczciwości ? I trafiłaby w ręce kata sad(((
                Zapytam ją dziś... sad
                • anndelumester ja tez 05.05.06, 17:09
                  Ja też jestem tym przypadkiem przerazona, i mnie meczy jedno - czy dziewczynie
                  16 letniej naprawde nikt nie powiedział jakie są konsekwencje zycia seksualnego
                  i w jaki sposób się zachodziw w ciaże? A choroby weneryczne? A AIDS? O gostku
                  studencie nie wspominam - bo to jest zgroza jeszcze większa, jak widac poziom
                  rozwojowy rozwielitki.
                  Oczywiscie w przypadku nastolatkow i ich towarzystwa nie mam złudzeń ze bede
                  miała na to jakiś wpływ - ale wierze w profilaktyke na długo przed i
                  wychowywanie w zdrowym rozsadku(i wyobraźni) - tzn. zeby dziecko nie zrobiło
                  zbyt duzo idiotyzmów na raz.




                  • isma Re: ja tez 05.05.06, 17:59
                    Ann, najgorsze jest to, ze mysle, ze powiedzial. A do tego zapewne dobitnie i
                    wielokrotnie mowil, ze wspolzycie trzeba podejmowac odpowiedzialnie, i ze
                    wlasciwym srodowiskiem dla takowego jest malzenstwo. Trudno mi temat
                    szczeglowowo rozwijac, ale ta rodzina to sa ludzie myslacy, ktorym zamoznosc do
                    glowy nie uderzyla, pelni spolecznikowskiej pasji, ale takiej bez fajerwerkow,
                    nastawionej na to, co w sasiedztwie, co bliskie i znane, mocno zwiazani z
                    wlasna malutka parafia, z Kosciolem w ogole, ale nie na slepo fanatyczny
                    sposob - mieli np. odwage podjac zdecydowana, publiczna interwencje, kiedy w
                    katolickiej szkole, do ktorej chodzily ich dzieci, ksiadz dyrektor zaczal
                    urzadzac sobie prywatny folwark ;-(((.

                    Wiec po pierwsze - to sensowne, jak mi sie wydaje, wychowanie, dalo jednak
                    efekt buntu przeciw rodzicielskim wartosciom, i to buntu nienajrozsadniej
                    ulokowanego, a po drugie, i to mnie najbardziej meczy, cala historia przebiegla
                    w kompletnej nieswiadomosci rodzicow: dziecko bylo dalej grzeczne i posluszne.
                    A swoje robilo...
                    • marzek2 Re: ja tez 05.05.06, 20:24
                      Ja też jestem przybita historią tej dziewczyny. Chodziła przecież do szkoły
                      która jest w moim bliskim sąsiedztwie...
                      A teraz tak - jechałam na konferencję ze znajomą i jej mamą. Mama w sumie może
                      czuć się spełniona, bo ma 3 córki, wszystkie już wydane za mąż za wierzących
                      facetów, mają fajne (albo przynajmniej fajnie się zapowiadające) małżeństwa.
                      Podczas drogi rozmawiałyśmy oczywiście o wychowaniu dzieci. Złotej zasady
                      oczywiście nie ma - tak mówiła doświadczona mama. Ale... zaskoczyła mnie uwagą o
                      tym, żeby za bardzo nie ufać własnym dorastającym dzieciom... I co gorsze nie
                      pokazywać im tego ograniczonego zaufania... Dlaczego - ano bo i ona przeżyła z
                      jedną ze swoich dorastających córek dość dramatyczną sytuację na granicy
                      skandalu, wiecie, córka pastora itp... A przecież wszystkie córki dobrze
                      wychowane, posłuszne itp.

                      Ja też byłam grzeczną, dobrze wychowaną dziewczynką. Co nie przeszkodziło mi w
                      okłamywaniu mojej mamy przez całą (!) czwartą klasę liceum. I też "robiłam
                      swoje". Z pełną świadomością zasad biologii itp. Dobrze, że nie musiałam robić
                      żadnego testu sad(( Piszę o tym po to, żebyśmy wszytkie pamiętały, że po prostu
                      te dzieci w pewnym momencie podejmują jednak swoje własne wybory i NIC nie
                      możemy zrobić.

                      Choć.... ta sama doświadczona mama stosowała jedną zasadę - otóż kiedyś jedna z
                      jej córek spotykała się z "nieodpowiednim" chłopakiem. Mama nie zabraniała,
                      nawet próbowała przyzwyczaić się, że to może właśnie ten facet będzie jej
                      zięciem, ale.... przed wyjściem córki na randki mówiła jej wyraźnie, że...
                      będzie się o nią modlić... i ta dziewczyna będąc na tej randce wiedziała, że
                      mama się o nią modli (była świadoma, że jej chłopak do końca się mamie nie
                      podoba) - co działało jak wyrzut sumienia... Modlitwy okazały się skuteczne, bo
                      wkrótce pojawił się ten właściwy i szybko wzięli ślub smile) Czyli na pewno trzeba
                      i warto się modlić o sprawy sercowe naszych dzieci.
                      • anndelumester no własnie 05.05.06, 20:51
                        i ja i moje kolezanki (i koledzy) z róznych szkół, ale dobrych "rankingowych"-
                        robilismy mw. od 2 klasy swoje, przy czym nie kolidowało to z ogólnym uczeniem
                        sie, maturą na 5 i 6 , dostaniem się na studia (a potem stypendiami naukowymi)
                        wracaniem o przyzwoitych porach do domu, posłuszeństwem itd.
                        A generalnie wolalabym zeby moje dzieci wszystkiego tego, co robiłam ja (i inni)
                        jednak nie robiły.
                        Inna sprawa, że pewnien gatunek rodziców ma styl patetyczno moralizatorski
                        połączony z wielką naiwnoscią i niewiedzą czym nastolatki zyja, a taka postawa
                        wprost prowokuje do "numerów". Może rodzice, o których Isma pisze , własnie
                        przegadali sprawę, zaczeli od obowiązku i małzeństwa (a kto w wieku 16 lat mysli
                        o małzeństwie? i na kogo taki argument działa?), a może trzeba było zacząć od
                        profilaktyki rzeżączki i syfilisu - może nie jest to budujacy sposob, ale
                        przyznam, ze swiadomośc ze własna mama i tata myslą ze ja i moi znajomi szkolni
                        prezentują taki poziom, skutecznie podziałał na moją wyobraźnie. Podobnie jak
                        wizja bycia samotną matką bez matury (no tu akurat były przykłady z podstawówki
                        działające również silnie na wyobraznie jak atlas dermatologii).

                        Przyznam się, że nie wiem jak bedzie jak mój syn bedzie nastolatkiem, czy też
                        nie bede "starą" która "truje" i której się mydli oczy...nie wiem, ale biorę
                        taką opcję pod uwage i sie troche boje.



                        • ruda_kasia Re: no własnie 05.05.06, 21:29
                          Mieszkam 2 ulice dalej, podobno, nie wiedziałm o tym...
                          Miałam kiedyś 16 lat, wtedy moja matka zaczęła ze mną rozmowy w duchu (małą
                          literą, ale kto wie...) że jakbym była w ciąży, to mam się nie bać, nie
                          denerwować, jakoś to będzie, to normalne poradzimy sobie... Nie był to mój plan
                          minimu, maksimum, żaden plan, ale jednak czułam coś za plecami. Coś mocnego.
                          Mimo to poszłabym najpierw do chłopaka. To wiem. Tak bywało, gdy się obawiałam.
                          Może inne środowisko. Co ja piszę, w mojej wsi, kiedy miałam 16 lat zabito 18
                          latkę w ciązy, chyba dlatego. I też czasem myślę o tym, co robiłam jako
                          nastolatka, jak byłam niefrasobliwa i jak to się mogło skończyć. I mam poczucie
                          nieskończoności... W tym sensie, że nie wiem, czy jesteśmy w stanie przygotowac
                          dobrze dzieci do życia. I czy wiara nam pomaga, czy naraża nas na większe
                          niebezpieczeństwa. Moi rodzice nie wierzyli. Ci Rodzice wierzyli, byli
                          odpwiedzialni, przegadali, przerpacowli, może nie tak, a może np krzyż moich
                          rodziców nie był ciężki, bo nie byli do niego zdolni... Może własnie mówili o
                          małżeństwie, a powinni mówić o AIDS lub syfilisie??
                          Jedno tylko, i chyba tego mnie nauczyli moi rodzice, może niezbyt świadomie, że
                          zaczynając współżycie licze się z powołaniem na świat dziecka. I ja je podjęłam
                          z tą świadomością. Mimo że byłam młoda. A podobno fizjologia kobiet tak działa,
                          że z nienadającym się na ojca nie będą się wdawać... czy aby na pewno?? No
                          chyba że miałyby przekonanie, że są 100% metody antykoncepcyjne?? już od 10
                          roku życia czytałam literaturę, z której wynikało, że takowych nie ma, więc
                          może rzeczywiście. Gnębi mnie ta historia, nie chcę za 10 lat czuwać nad cyklem
                          moich córek, który i tak może być rozregulowany jak mój. Może to, jak mnie
                          wychowano pozwoli mi ochronić je. Bo mówienie, że seks tylkow małżeństwie
                          chyba jest truizmem w rozmowie z 16-latką. Rozpisuję się, wiem, ale niedawno
                          reanimowąłam moją ciotkę, która przekonałą się o sposobie spędzania wolnego
                          czasu oględnie mówiąc przez swoją córkę 16-latkę przed ważną operacją. A nie
                          jestem jedyną matką dziewczynki/nek tutaj. Może ktoś coś dla siebie
                          weźmie...Stosunki między nimi teraz są fatalne, takie pewnie zostaną. Ja
                          utwierdziłąm się tylko, że takie jest życie, może jestem siłą wiary i
                          rozsądnych argumentów wstrzymać dziewczynki, ale może nie?? mnie nikt nie
                          próbował, ale czy mógłby? z moim mężem nikt nigdy słowa na ten temat nie
                          zamienił - więc może tabu, klasyczne, mroczne, niewymawialne - jest lepsze, ale
                          jak je zorganizowac w dzisiejszym świecie poza tym, że kłóci się z moją
                          mentalnoscią??
                          Mogę się tylko modlić za nią i do Ducha Świętego, by w momencie próby był przy
                          mnie i moich bliskich.
                          • mader1 Re: no własnie 07.05.06, 11:58
                            rozmawiałyśmy z moją przyjaciółką, nawróconą, wierzącą, co mogłoby sprawić,
                            żeby zachowywała się bardziej rozsądnie, jeśli chodzi o chłopców. Szczerze się
                            zamyśliła. I powiedziała coś, co ani was ani mnie nie zadowoliło. "Chyba nic" -
                            powiedziała szczerze. Nie mogła wymyślić, co mogłaby powiedzieć jej mama, a
                            uporządowałoby jej życie uczuciowe sad
                            Moja mama nie mówiła o syfilisie, wiedziałam o stosunkach przedmałżeńskich,
                            przeczytałam Wisłocką, nie byłam straszona, moja klasa w ogólniaku ( szczyt
                            rankingu) była super rozwiązła... Byłam parę razy zakochana, miałam chłopców -
                            co oznaczało pocałunki. Natomiast pierwszy raz był z moim mężem, niedługo przed
                            ślubem. Dlaczego ? Ano nie chciałam być " panną z dzieckiem", ano nie chciałam
                            tego trywializować...bałam się zawieść zaufanie rodziców... ano było to dla
                            mnie ważne...
                            Ale zapewniam was - zakochana dziewczyna, o odpowiednim temperamencie, mało
                            myśli...
                            Te same powody stały się dla mojej koleżanki przyczyną do usunięcia ciąży...
                            Ja nie chciałam zawieśc zaufania rodziców, więc opóźniałam podjęcie współżycia,
                            ona - ukrywała fakt bardzo starannie sad Ja dyskutowałam na temat imprezy nocnej
                            i nic w jej trakcie złego nie robiłam, ona wymyśliła sobie drużynę harcerską i
                            nie chodziła na nocne prywatki. Wyjeżdżała w tym czasie z ukochanym, kłamiąc po
                            powrocie jak najęta. Miała nawet strój sad Była " grzeczną dziewczynką" sad((
                            Niech bóg ma nasze dzieci w swojej opiece !
                        • isma Jeszcze o stylu... 08.05.06, 16:25
                          No ja sie zgadzam, ze styl patetyczno-moralizatorski moze dzialac na dziecko
                          jak plachta na byka. Ale sie zastanawiam, czy dziala tak ten styl sam w sobie,
                          czy tez raczej ewentualna jego nieadekwatnosc z zachowaniami glosicieli. Mowiac
                          grubo, jak tatus mowi coreczce "nie lataj za chlopakami, a juz zebys mi bachora
                          do domu nie przyniosla, dzieci masz mezowi rodzic", a jednoczesnie owo dziewcze
                          widzi, ze tatus sie relaksuje przy rozowych seriach. Ja bym raczej byla zdania,
                          ze, owszem, nic nie dadza swiatobliwe pouczenia nieswiatobliwych rodzicow, ale
                          co zrobic, gdy rodzice sa autentycznie swiatobliwi? Co zrobic, kiedy
                          autentycznie, szczerze, wiekszym problemem dla nich jest grzech niz rzezaczka?
                          Pragmatycznie postawic na dobitniejsze w uszach nastolatka argumenty, nie
                          dlatego, ze sami sie z nimi zgadzamy, tylko dlatego, ze moga byc skuteczniejsze?
                          • marzek2 Re: Jeszcze o stylu... 08.05.06, 20:39
                            No właśnie Is, oto jest pytanie... Może trzeba by było tutaj zastosować zasadę
                            "cel uświęca środki"? Czyli mówię w stylu, który niekoniecznie jest moimi
                            zasadami, bojąc się oczywiście straszliwie, żebym do czegoś nie zachęciła, ale
                            mówię, żeby potem nie było, że nie mówiłam.

                            Moja mama, gdy byłam już w odpowiednim wieku i sytuacji (liceum, stały chłopak
                            od ponad roku, nocne imprezy itp) uświadomiła mnie bardzo konkretnie co do
                            środków antykoncepcyjnych uzasadaniając "żebyś potem nie mówiła, że Ci nie
                            powiedziałam". I coś w tym jest. Być może ustawiała się w sytuacji "nie mam
                            sobie nic do zarzucenia, jak coś się stanie, to będzie jej (moja) decyzja".
                            No cóż, na pewno była to lepsza postawa prezentowanej przez mojego tatę, który
                            ironicznie powtarzał "najlepsza jest szklanka wody zamiast" sad

                            Ale nie powstrzymało to mnie od zrobieniem tego, co chciałam. Wykorzystując
                            dosłownie jednonocną nieobecność mojej mamy...
                            Tak jak mówi Mader - zapewniam Was, że mocno zakochana nastolatka, która w
                            dodatku święcie jest przekonana, że kwestia ślubu po maturze to tylko sprawa
                            paru ustaleń - jest bardzo liberalna wobec swoich niegdyś "świętych" przekonań.
                            Wspomniany przeze mnie przykład córki pastora też mówi swoje.

                            Reasumując - ja chyba powiem Zuzce co i jak. Włączając to w antykoncepcję
                            wszelaką. Bo - gdyby coś się stało - jednak wolałabym nie zostać przedwcześnie
                            babcią...
                            • aka21 Re: Jeszcze o stylu... 09.05.06, 10:12
                              Jej! Czytam sobie to wszystko co piszecie i jestem coraz bardziej przerażonasad(
                              Mam wrażenie, że jakaś niedzisiejsza jestemsad( Czy naprawdę, w dzisiejszych
                              czasach nie da się przekazać dzieciom jaką wartość stanowi czystość
                              przedmałżeńska (i mam na myśli nie tylko argumenty religijne)? Czy to jest
                              całkowicie nierealne? Zdaję sobie sprawę z burzy hormonów, z młodzieńczego
                              buntu, z przeżywania pierwszych miłości, ale czy to wszystko musi iść w parze
                              ze współżyciem?
                              Myślę, że młodzi ludzie mają pełną świadomość potencjalnych chorób
                              rozprzestrzeniających się drogą płciowa, znają środki antykoncepcyjne. Chcę
                              byśmy o tym wszystkim z dziećmi jak najbardziej rozmawiali, ale nie tylko po to
                              by wiedzieli w czym wybierać, co im grozi, by ich w jakiś sposób straszyć.
                              Chciałabym przekazać im również wartość dziewictwa, to że jest to chyba
                              najpiękniejszy dar dla męża (żony). Daje poczucie pełnej wolności. Do ostatniej
                              chwili wybieram swojego partnera, małżeńskie TAK mówię bez żadnych obciążeń, w
                              pełnej wolności i wcale to nie znaczy, że tego człowieka wcześniej nie do końca
                              kochałam, że mu nie ufałam....
                              Proszę napiszcie, czy w dzisiejszych czasach to jest niemożliwe, czy przed
                              współżyciem młodych ludzi powstrzymuje jedynie lęk przed niechcianą ciążą? Nie
                              wiem co o tym wszystkim myśleć....
                              Pozdrawiam
                              Agnieszka
                          • mader1 Re: Jeszcze o stylu... 09.05.06, 11:32
                            według mnie rodzic przede wszystkim musi być autentyczny. Trudno wymagać nagle
                            zmiany słownictwa i argumentów. Swój wizerunek buduje się przez lata i rodzic,
                            który nagle stara się przy omawianiu współżycia być " hej do przodu" - może
                            być smieszny. Znam taki przypadek.
                            Ale rodzic nie może też " przekłamywać" - nie możemy twierdzić, że katolicy w
                            Polsce zaczynają współżycie po ślubie w ogromnej swej większości. Trzeba
                            poinformować, że wielu się to nie udaje, pomimo iż nawet chcą...
                            Według mnie chodzi o to, by przedstawić wartość , ale nie wytraszyć swoim
                            stanowiskiem i nieugiętością smile a to jest trudne. Nie wystarczy jedno zdanie "
                            w razie czego to przyjdź...", jeżeli rodzic w innych sprawach jest odbierany
                            jako bardzo surowy i nieugięty, nie dopuszczający błedów ( dziecko myśli : "
                            dobra, dobra, teraz tak mówisz..." sad
                            Posłuchajcie, mam to dysktowane na bieżąco - uwierzcie, to są tak cienkie
                            granice ! W dodatku każde dziecko, nawet w tej samej rodzinie, może podobne
                            argumenty czy słowa odebrać trochę inaczej - jedno jako przyzwolenie,
                            pobłażanie, inne ( już sam fakt poruszania tych tematów), jako ostrzeżenie i
                            wtrącanie się.
                      • isma Re: ja tez 08.05.06, 10:36
                        Hehe, no, to ja mialam o tyle "czysta" sytuacje, ze nie musialam klamac -
                        zreszta, chyba bym nie klamala, u mnie w domu byla zasada, ze jak juz cos sie
                        mowilo z wlasnej woli, to odpowiedzialnie i szczerze - tylko ze nikt mnie o nic
                        nie pytal ;-O.

                        Ale, ale, choc to juz moze pytanie na inny watek: co to znaczy "odpowiedni
                        chlopak"? Ja rozumiem, ze skoro mowa o rychlym slubie, to rzecz dotyczy osoby
                        pelnoletniej i gotowej do wziecia odpowiedzialnosci za wlasne zycie i wlasna
                        rodzine? Serio myslicie, ze wtedy tez nalezy oceniac "kandydatow do reki" pod
                        katem "odpowiedniosci" w oczach rodzicow?
                  • mader1 Re: anndelumester 08.05.06, 16:02
                    zapewne powiedział, bo trudno w XXI w. zyć w Polsce poza takimi
                    informacjami ...Musiałaby nie uczyć się biologii, nie czytać gazet, nie oglądać
                    telewizji...
                    Jednak nie rozmawiamy tu o problemie niezaplanowanej ciąży - każdy człowiek
                    popełnia błędy i zapewne Isma nawet by o tym nie wspomniała. Konsekwencje
                    ciązy tej dziewczyny daleko przekroczyły samotne wychowywanie dziecka. Ją z
                    powodu ciąży zamordowano i o tym rozmawiamy.
                    • anndelumester Mader, 09.05.06, 12:34
                      W zasadzie zgadzam się z tym co napisałaś w postach wyżej (o autentycznosci
                      przekazu), i ciagłosci w wychowaniu.
                      Mnie w tych wszystkich przypadkach (morderstwa, wykorzystanie dziecięcej
                      /nastolatkowej naiwnosci, pociag do "nieodpowiedniego "towarzystwa) nurtuje, na
                      ile my rodzice mozemy nie tyle przewidzieć i zapobiec (bo to imo niemozliwe),
                      ale, cięzko mi zdefiniowac - przygotować dzieci (no i siebie), że takie sprawy
                      bywają, że własnie bywa róznie, że rózne sa konsekwencje etc.
                      Bo co innego imo, poinformowanie o ciazy jako zjawisku biologicznym w ogóle, a
                      co innego, nazwijmy to spersonalizowanie tego. Oczywiscie teoretyzuje w tym
                      momencie, ale wydaje mi sie ze po prostu w pewnym momencie, jak bede miała
                      córke, to po uprzednim poinformowaniu o dostepnych srodkach antykoncepcyjnych
                      zaprowadze ją do gina. i niech wie, że rozpoczecie zycia seksualnego to też
                      oprócz ciązy, antykoncepcji, regularne wizyty profilaktyczne, badania itd. Ja
                      sobie nie wyobrazam, sytuacji gdy tylko coś tam opowiadam, a nic nie robię.
                      Przedstawie spektrum i prosze, rób tak, jak zadecydujesz.
                      To nie jest imo straszenie, ale przedstawienie sprawy w całym kontekscie.
                      I pewnie tak bedzie z synem, porozmawiam i przedstawie swoje zdanie, że jeżeli
                      czuje sie gotowy na kontakty seksualne to powinien tez pamietać o innych
                      sprawach i konsekwencjach tego co robi, dla niego, dla jego dziewczyny....

                      A jeszcze w temacie religijnym, moja przyjacióka była wychowywana w rodzinie
                      wierzacej, bardzo koscielnie zaangażowanej etc.Na pewno nie byli to ludzie
                      letni. Tyle, ze tam "o tych sprawach" mówiło sie własnie w stylu konwencjonalno
                      patetycznym - np. obcowanie po slubie , zycie w grzechu itd., rodzice nie mieli
                      pojecia co dzieci robia, jak sie dowiadywali było darcie szat i rozpacz, wiec
                      dzieci profilaktycznie rodziców oszukiwały, a styl mamy po prosto wysmiewły
                      "mama dała proboszczowi na msze w intencji zachowania mojego dziewictwa,
                      biedna mama, stracona kasa", bo faktycznie mama w ramach rozmów z córkami mówiła
                      ile dziesiątek rózańca odmawia w intencji tego, zeby nie zyła w grzechu z tym i
                      owym...i był to w zasadzie jedyny kontakt w temacie damsko-męskim.
                      I o ile oczywiście modlitwa jest czymś dobrym i waznym, co rodzice dzieciom
                      ofiarowują (a niekoniecznie dzieci to doceniają), tak tylko taki styl kontaktu
                      imo, dobry nie jest. Ja nie wiem, czy ja sie precyzyjnie wyraziłam, ale chodzi o
                      to, że dla mnie bardzo smutne by było gdyby moje dzieci w taki aż prześmiewczy
                      sposób zakwestionowały to co dla mnie jest bardzo wazne, a jeszcze gorzej bym
                      sie czuła gdyby z tego zaniechania/nieumiejętnosci w kontaktach/????nie wiem co
                      jeszcze??? wynikły jakieś powazniejsze sprawy.(nie mówie tu o sprawach losowych
                      czy drastycznych).


    • izzunia1 Re: Jestem przerażona :( 05.05.06, 00:07
      Tez jestem. Najbardziej biernoscia sluzb, ktore powinny sie takimi ludzmi
      zajmowac...
      Istnienie takich ludzi mnie nie dziwi, byli i beda - trzeba o tym pamietac. Ale
      przez przypadek natrafilam niedawno na strone wspomnianego w postach na
      emamie "misiaczka". Z tego co zdazylam sie zorientowac po komentarzach ludzi
      piszacych na tej stronie istnieje ona dosc dlugo, a tresci na niej zawarte
      przyprawily mnie o mdlosci. Gdzie sa te organa zajmujacy sie taka dzialalnoscia
      w internecie?
      Tutaj gdzie mieszkam przegiecie jest w druga strone, choc dla rodzicow znacznie
      przyjazne. Moge za pomoca odpowiedniego programu wstukac swoje miejsce
      zamieszkania i na wybranej przeze mnie odleglosci pozyskac dane o mieszkajacych
      w poblizu pedofilach (wlacznie z ich zdjeciami, telefonem i miejscem pracy),
      jak i osobach kiedykolwiek sadzonych za przestepstwa seksualne. A o tym, zeby
      podobna strona jak "misiaczka" wisiala oficjalnie w necie nie ma nawet mowy...
      • addria Re: Jestem przerażona :( 05.05.06, 10:06

        > Tez jestem. Najbardziej biernoscia sluzb, ktore powinny sie takimi ludzmi
        > zajmowac...
        > Istnienie takich ludzi mnie nie dziwi, byli i beda - trzeba o tym pamietac.

        Dziwić, nie dziwi i mnie. Niestety istnieli zawsze, niestety często bezkarnie
        krzywdząc innych, sama znam przynajmniej dwie osoby, które miały bezpośredni
        kontakt z pedofilami w dzieciństwie sad
        Natomiast przeraża mnie to, że o ile do tej pory było to jednoznacznie
        określane jako przestępstwo i to najgorszego gatunku, nie budzące żanych
        wątpliwości, o tyle obecnie odnoszę wrażenie, że zaczyna się to zjawisko jakoś
        ugładzać, pojawiają się wywiady, strony internetowe, nieskrępowane wypowiedzi
        na forum i wreszcie jakiś "organizacje" prowadzące swój lobbing. To dla mnie
        szok po prostu.


        Ale
        >
        > przez przypadek natrafilam niedawno na strone wspomnianego w postach na
        > emamie "misiaczka". Z tego co zdazylam sie zorientowac po komentarzach ludzi
        > piszacych na tej stronie istnieje ona dosc dlugo, a tresci na niej zawarte
        > przyprawily mnie o mdlosci. Gdzie sa te organa zajmujacy sie taka
        dzialalnoscia
        >
        > w internecie?

        "Organy" twierdzą, że to zgodne z prawem sad

        > Tutaj gdzie mieszkam przegiecie jest w druga strone, choc dla rodzicow
        znacznie
        >
        > przyjazne. Moge za pomoca odpowiedniego programu wstukac swoje miejsce
        > zamieszkania i na wybranej przeze mnie odleglosci pozyskac dane o
        mieszkajacych
        >
        > w poblizu pedofilach (wlacznie z ich zdjeciami, telefonem i miejscem pracy),
        > jak i osobach kiedykolwiek sadzonych za przestepstwa seksualne. A o tym, zeby
        > podobna strona jak "misiaczka" wisiala oficjalnie w necie nie ma nawet mowy...

        To pewnie mieszkasz w Stanach. Więc powiedz (jeśli wiesz), czy faktycznie
        funkcjonują tam LEGALNIE dwie pedofilskie organizacje, jak twierdzi internauta
        z emamy??? Bo to było by co najmniej dziwne, z jednej strony całkowity brak
        akceptacji, udostępnianie danych osobowych, a z drugiej przyzwolenie na
        zupełnie legalne zrzeszanie się tych ludzi???
        • izzunia1 Re: Jestem przerażona :( 05.05.06, 14:53
          Co chwile podnosza tutaj glowy jacys smieszni ludzie z organizacji typu Gay and
          Lesbian Association, ktore domagaja sie uprawomocnienia "zwiazkow" z
          maloletnimi (tak na marginesie, jeszcze jeden ciekawy przyklad, jak to
          homoseksualisci walcza li jedynie o "tolerancje" dla ich pogladow).
          Nambla zas istnieje teoretycznie. Praktyka wyglada tak, ze ich "siedziba"
          mieszczaca sie w San Francisco ogranicza sie do 1 skrzynki pocztowej smile a z
          publicznych manifestacji juz dawno zrezygnowali...
          Pod tym wzgledem Ameryka bedzie jeszcze dlugo przodowac przed zbyt liberalna
          Europa.
          • addria Re: Jestem przerażona :( 05.05.06, 15:27
            Trochę pocieszające, to co napisałaś, ale mimo wszystko, martwi mnie to, że coś
            takiego w ogóle istnieje legalnie, w dodatku próbując wpływać na zmianę prawa.
            Pozdrawiam
    • mader1 Re: Jestem przerażona :( 05.05.06, 11:03
      Niestety, zmiękczają nas takimi stronami, artykułami i dyskusjami.
      Prawa dziecka, które miały być respektowane w celu jego ochrony, zapewne
      zostaną wykorzystane w celu umożliwienia realizacji jego potrzeb seksualnych :
      ((( Nawet wiem, jak to się stanie sad((( Tak jak z eutanazją czy aborcją -
      poprzez wygrane procesy o prawo do....( wpisać właściwe). W pewnym momencie w
      obronie cudownego, dobrego pedofila stanie przed sądem jego młodziutka
      przyjaciółka lub przyjaciel. Zbadana przez odpowiednich psychologów, okaże się
      osobą, która nie ma żadnej skazy na psychice. Rodzice będą marginesem
      społecznym sad((( i w ten sposób wielu zacznie kibicować romantycznej miłości 10
      latki i jej "kolegi ". Następny etap przedmiotowego traktowania innych sad
    • mamalgosia Re: Jestem przerażona :( 05.05.06, 11:14
      TEORIA: moim zdaniem o wyzwolenie w nas lęku chodzi szatanowi. O sparalizowanie
      strachem. Zasypać złymi informacjami, zburzyć harmonię, zmniejszać zaufanie do
      Boga. Takie jest moje zdanie
      PRAKTYKA: również temu wszytskiemu ulegam. Mnie ogólnie przeraża zycie: to, że
      kolezanka jest chora, że dziecko zaginęło, że ktoś zdradza, ktoś kradnie, a ktoś
      pije - nie tylko to z pierwszych stron gazet.
      • esi1 Re: Jestem przerażona :( 06.05.06, 11:04
        Ooo... Mam tak samo... Niby rozumiem. że tak nie można, ale czasem ogarnia mnie straszny lęk... A po urodzeniu dzieci mam problem nawet z czytaniem literatury pięknej. Jak w książce dzieje się coś złego jakiemuś dziecku (fizycznie, psychicznie) to zaraz to odnoszę do swoich pociech. Wiem, że to trochę już chore i chyba niezbyt dobrze świadczy o moim zaufaniu Bogu, ale naprawdę czasem nie mogę.
        Ale żeby nie było tak czarno, to ja naprawdę staram się widzieć świat bardziej kolorowo.
        • mader1 Re: Jestem przerażona :( 07.05.06, 11:34
          " Świat wg. Garpa" to lektura do dołowania rodziców dziewczynek sad
    • otryt NAMBLA 05.05.06, 11:37
      www.mateusz.pl/wdrodze/nr319/319-11-wlodek.htm
      Na początek bardzo ciekawy artykuł o organizacji NAMBLA dążącej do legalizacji
      pedofilii. To wszystko w ramach walki o prawo dzieci do odczuwania satysfakcji
      seksualnej. Pedofilia w USA jest zakazana, jednak organizacja walcząca o jej
      legalizację jest legalna. Ortodoksyjna żydówka Laura Schlessinger obroniła być
      może także nasze dzieci przed groźną falą, która do nas powoli napływa. Uważam,
      że wszystkie religie są naszymi sprzymierzeńcami w walce z tym groźnym
      zjawiskiem. Pozdrawiam.

    • fiamma75 I jeszcze 05.05.06, 15:38
      Dopowiadając (niestety z własnego doswiadczenia) - nie warto uczyć dziecka
      posłuszeństwa ("słychania się") dorosłych. Lepiej niech będzie nieufne i ze
      skłonnością do nieposłuszeństwa - to naprawdę mniejszy problem...
    • pysio8 Re: Jestem przerażona :( 06.05.06, 14:50
      Też jestem przerażona sad((Nie mam przecież kontroli nad tym co robi moje
      szesnastoletnie dziecko, a że często wymyka się do kolegów, to chyba normalka w
      tym wieku. Porozmawiałam z synem i dowiedziałam się, że on nie wie, czy
      powiedziałby mi, gdyby jego dziewczyna spodziewała się dziecka, raczej woleliby
      sami sobie poradzić sad(((nie informując starych. Nie pocieszył mnie sad(
      dodając, że przecież on ma tylko koleżanki, a dziewczyny nie...Skąd to można
      wiedzieć na pewno? Jak widać, czasami dzieci oszukują swoich rodziców...

      Zdaniem nastolatka pedofile powinni byc izolowani dożywotnio i to o suchym
      chlebie.

      Pamiętam jak uczulałam go, kiedy był przedszkolakiem, że nikt nie ma prawa
      dotykać go w 'tamte', czyli intymne miejsca, gdyby cos takiego przytrafiło mu
      się miał mi o tym natychmiast powiedzieć. Nie był nigdy dzieckiem biegajacym z
      kluczem na szyi, bo ja w domu, i do trzeciej klasy podstawówki zaprowadzałam i
      przyprowadzałam go ze szkoły. Wyjazdy na zieloną szkołę z nauczycielkami do
      których miałam zaufanie i znałam je ze szkoły- przez dwa, czy nawet trzy lata z
      racji bycia kurą domową uczestniczyłam prawie we wszystkich wyjściach klasowych.

      Wspominając moje bycie nastolatką, to rzeczywiście chyba chroniła mnie ręka
      Boska, bo ja miałam dużo pomysłów, w tym na poznawanie płci przeciwnej.
      Pamiętam jak już będąc dorosła(?) poszłam do ginekologa, dostałam bez problemu
      receptę na tabletki antykoncepcyjne, zaczęłam je przyjmować, czułam się coraz
      fatalniej- fizycznie, i zanim zdążyłam "ucieszyc się" swoją dorosłością
      ówczesny chłopak zniknął sobie z dnia na dzień.
      W drugim przypadku mojej niefrasobliwości, czy też głupoty po prostu, uratowało
      mnie to, że mężczyzna okazał się być niedysponowany. Dzisiaj to wyraźnie
      widzę,że to były szczęśliwe wydarzenia w moim życiu, że Ktoś mnie ochronił
      przed złem, przed moją własną głupotą, ciekawością jak to jest "być dorosłym".
      • verdana Re: Jestem przerażona :( 08.05.06, 22:21
        Niestety, nie da się dziecka ustrzec przed wszystkim. Przechodzenie przez
        jezdnię, nie mowiac o prowadzeniu samochodu, jest bez porównania bardziej
        niebezpieczne, niz podjęcie współzycia z chlopakiem w wieku 16-18 lat. I
        Zupełnie też nie rozumiem zdziwienia czy przerażenia, ze dziewczyna "z dobrej
        rodziny" i "odpowiednio wychowana" została zamordowana przez chłopaka-
        psychopatę. To przecież tak, jakby zrzucać na dziewczyne winę za to, co jej się
        przydarzyło - gdyby była "cnotliwa", to żyła by do dziś. Ciąża to jeszcze nie
        klęska życiowa. Zamordowanie przez chłopaka nie należy do tej samej kategorii -
        równie dobrze mógł ja zabić, gdyby odmówila współżycia i odeszła z innym. W
        wypadku morderców zrzucanie nawet częściowej winy na ofiarę czy jej rodziców
        (jak ją wychowali) jest nieuzasadnione. Ta śmierć nijak sie miała do wychowania
        i zalet dziewczyny.
        A poza tym - mlodzież wie, że współżycie grozi - ciążą, chorobami itd. I tak
        będzie je podejmowała - czasem z powodów "biologicznych" czasem z prawdziwej
        miłości. Czy nie lepiej zamiast straszenia seksem (fatalnie moze sie to odbić
        na współżyciu małżeńskim) i konsekwencjami powiedzieć "Jeśli coś się zdarzy,
        jesli będziesz w ciąży, to pamiętaj - na mnie możesz liczyć, nawet jesli nie
        będę zachwycona, to pomogę. To zawsze powtarzam córce.
        Moi rodzice tak mówili - i dlatego mogłam bez strachu, jako starsza już panna -
        23 letnia powiedzieć, że podejrzewam, ze jestem w ciąży. Nie byłam - ale
        spokojna reakcje pamietam do dziś.
        • samboraga Re: Jestem przerażona :( 08.05.06, 23:42
          >równie dobrze mógł ja zabić, gdyby odmówila współżycia i odeszła z innym.

          tak, właśnie też tak sobie pomyślałam
          że to zupełnie nie był 'błąd' dziewczyny
          i nie wierzę, aby wcześniejsze powiedzenie o ciąży rodzicom cokolwiek zmieniło,
          że "chłopak poczułby respekt, że oni wiedzą"
          • rycerzowa Re: Jestem przerażona :( 09.05.06, 11:06
            Jako statystyk mogę powiedzieć, że wcale nie "równie".
            Tylko wyjątkowo słyszy się o aktach morderczej agresji wobec dziewczyny, która
            odmawia współżycia (wtedy wszystkie dziewczyny byłyby wszak zagrożone),
            natomiast o gwałtownych reakcjach, morderstwie popełnionym na kobiecie, która
            informuje mężczyznę o ciąży - znacznie, znacznie częściej.

            Nie wiem nic o szczegółach opisanej tragedii, zatem trudno wyrazić opinię.
            Sprawa sprawie nierówna.
            Seks nastolatków to może być skrajne głupie "rozmienianie się na drobne", a
            także wielka i wartościowa miłość.

            Sprawa z naszego podwórka. Maturzysta i niespełna 16-latka zostali rodzicami.
            Pamiętam tych dwoje wpatrzonych w siebie - tak musieli wyglądać Romeo i Julia.
            Dziś ich córeczka kończy III klasę, śliczne, zdolne, dobre dziecko.
            Młodzi rodzice cały czas pracują, mozolnie awansując od najprostszych stanowisk;
            teraz kończą zaocznie przerwaną edukację.
            Pomogli rodzice chłopaka.
            Matka dziewczyny długo była zszokowana, "że jej wychowanie poszło na marne".
            Matka chłopaka - przeciwnie, uważa, że oboje widocznie zostali dobrze, "po
            katolicku" wychowani,bo są zdolni do głębokich i trwałych uczuć, do
            odpowiedzialności.Po owocach poznacie.

            (Oczywiście, nikt rozsądny nie pragnie,aby jego dzieci poddane zostały takiej
            próbie).
            • samboraga Re: Jestem przerażona :( 09.05.06, 12:34
              > Tylko wyjątkowo słyszy się o aktach morderczej agresji wobec dziewczyny, która
              > odmawia współżycia (wtedy wszystkie dziewczyny byłyby wszak zagrożone),
              > natomiast o gwałtownych reakcjach, morderstwie popełnionym na kobiecie, która
              > informuje mężczyznę o ciąży - znacznie, znacznie częściej.

              ja myślałam raczej o tym, że o ile rodzic powinien rozmawiać z córką np. o
              narażaniu się na zgwałcenie w ciemnej uliczce w środku nocy, o tyle ciężko mi
              wyobrazić sobie rozmowę, że podjęcie współżycia wiązać się może RÓWNIEŻ z
              narażeniem na bycie zabitą
              to splot nieszczęśiwego przypadku, że ta dziewczyna tak trafiła (skoro wcześniej
              chłopak nie wykazaywał 'dziwnych' zachowań)
        • isma Re: Jestem przerażona :( 09.05.06, 10:44
          No nie, Verdana, to nie jest takie proste. Oczywiscie, ze kazdy moze stac sie
          przypadkowa ofiara psychopaty, przechodzac przez nieoswietlony zaulek albo
          wysiadajac z autobusu w poblizu stadionu. Ale tez nie od parady istnieja pewne
          wiktymologiczne prawidla, ktorych ludzie rozsadni staraja sie przestrzegac,
          nie? Otryt tu gdzies pisal o tym, ze jedna z takich dobrych zasad jest
          zapoznanie sie z chlopakiem corki czy dziewczyna syna - tu akurat to nic nie
          dalo. Wydaje mi sie poza tym, ze troche upraszczasz, klasyfikujac sprawe w
          kategoriach "ofiara psychopaty" i "rownie dobrze moglby zabic z innego powodu" -
          bo zabil akurat z powodu ciazy. Mnie na przyklad zastanawia, co moze sklonic
          czlowieka do takiego rozwiazania "problemu" i dlaczego to jest dla niego w
          ogole problem - sama napisalas, i ja sie z tym zgadzam, ze "ciaza to jeszcze
          nie kleska zyciowa": z jakichs powodow ten akurat czlowiek wyraznie byl
          odmiennego zdania...

          Dalej - my tu mowimy nie tylko o niebezpieczenstwie w sensie fizycznym. Dlatego
          porownanie z przechodzeniem przez ulice jest nietrafione, bo to jest zachowanie
          owszem moze niebezpieczne (podobnie jak uzywanie, powiedzmy, sprzetu AGD), ale
          moralnie obojetne. Natomiast seks nastolatkow, choc nie zawsze sie konczy
          utopieniem zwlok ciezarnej w nieczynnym wyrobisku, moralnie obojetny nie jest.
          Jak rowniez nie jest moralnie obojetne klamstwo. I niektorzy rodzice zupelnie
          na serio sie troszcza o to, zeby swoje dzieci do podejmowania moralnych wyborow
          przygotowac, a w szczegolnosci, jak to robic. Dalej: jak sie powinien
          ksztaltowac "przeplyw informacji" w rodzinie - jak sie komunikowac, zeby to
          bylo skuteczne i prawdziwe. Albo: gdzie konczy sie odpowiedzialnosc rodzicow za
          wybory ich dzieci i gdzie sa granice interwencji.
          (Nie przypominam sobie natomiast, zeby ktos tu pisal o "winie" rodzicow albo
          o "straszeniu seksem", bo zupelnie nie o to chodzi. No i oczywiscie,
          abstrahujac od aspektu moralnego, w sensie spolecznym kompletnie czym innym
          jest macierzynstwo szesnasto- i dwudziestotrzylatki, w ogole sobie porownywania
          nie wyobrazam).
          • mader1 Re: Granice intymności 09.05.06, 11:37
            A napiszcie dziewczyny, czy uważacie, że rodzic w ogóle powinien wiedzieć
            kiedy jego dziecko ( dorosłe czy młodsze) rozpoczęło współżycie ?
            Jeżeli rozmawiał, przekazał wiedzę na temat antykoncepcji ( w formie rozmowy
            czy też tytułow bądź publikacji) i wyraził gotowość porozmawiania w razie
            takiej potrzeby ?
            Kiedyś usłyszałam od pewnej mamy, że ma nadzieję, że córka pochwali się jej,
            kiedy był ten " pierwszy raz"... Wtedy zrozumiałam, że nawet o tym nie
            pomyślałam, ze chciałabym wiedzieć.
            • samboraga Re: Granice intymności 09.05.06, 12:46
              nie myślałam w ogóle o tym... (inna sprawa, że mam jeszcze trochę czasu na takie
              przemyśleniawink
              w pierwszej chwili przyszło mi do głowy, że nie, ale...
              jeżeli relacje z dziecko - rodzice są dobre to chyba jednak tak
              nie dla kontroli, ale to kolejny etap , hmm, doroślenia, ważny etap
              zastanawiam się tylko do jakiego stopnia rodzic powinien stać się powiernikiem
              dziecka - ale tu nie mam pomysłówwink
              • verdana Re: Granice intymności 09.05.06, 14:52
                Myślę, ze współzycie trzynastolatki jest klęska wychowawczą. Współżycie
                siedemnastolatki jest normalne (tu pomijam kwestię współżycia przed ślubem, bo
                wtedy równie naganne jest to u 17-latki, jak u 30-latki). Idea, że dla
                nastolatek jest "zbyt wczesnie" jest niezwykle młoda. Jesze 50 lat temu dziecko
                18-latki nikogo nie szokowało, przeciwnie - było "akurat". Na skutek wydłużenia
                czasu nauki wydłużył się sztucznie okres dzieciństwa i młodosci, ale
                dojrzewanie fizyczne i biologia nie chca się dostosować... I 16-17-latka nie
                odniesie fizycznej szkody współżyjąc z jednym, kochanym chłopakiem. Oczywiscie,
                powinny miec świadomość konsekwencji - i tu jest rola rodziców.
                Pomysł, by uprzedzać dziwczyny, ze współżycie, a przede wszystkim powiedzenie
                chłopakowi o ciąży może się skończyć morderstwem uważam za przerażający.
                Wyobraźcie soie, że mówicie to 14-15 latce - jakie będą jej skojarzenia z
                zajściem w ciążę? Az strach pomyśleć...
                A czy dziewczyna powinna się zwierzyć matce z rozpoczęcia współżycia? Może, ale
                na pewno nie musi. A matka nie powinna tego oczekiwać.
                • isma Re: Granice intymności 09.05.06, 18:29
                  verdana napisała:

                  > Pomysł, by uprzedzać dziwczyny, ze współżycie, a przede wszystkim powiedzenie
                  > chłopakowi o ciąży może się skończyć morderstwem uważam za przerażający.
                  > Wyobraźcie soie, że mówicie to 14-15 latce - jakie będą jej skojarzenia z
                  > zajściem w ciążę? Az strach pomyśleć...

                  Ale nikt tego nie proponuje (chyba, ze ja nie umiem czytac)! Tyle tylko, ze
                  nastolatki tez np. ogladaja serwisy informacyjne i czytaja gazety. Stykaja
                  sie - w mediach, we wlasnym otoczeniu - ze zjawiskami, ktore przerastaja ich
                  doswiadczenie, ich mozliwosci rozumienia. W zwiazku z czym pojawia sie pytanie,
                  jak takie zdarzenie wyjasnic? Jak bys rozmawiala np. z corka, ktora jest
                  kolezanka zabitej z klasy albo z podworka?

                  > A czy dziewczyna powinna się zwierzyć matce z rozpoczęcia współżycia? Może,
                  ale
                  >
                  > na pewno nie musi. A matka nie powinna tego oczekiwać.

                  To zalezy, czego od matki oczekuje. Jesli pozniejszej wspolodpowiedzialnosci za
                  ewentualne konsekwencje, to logiczne wydawaloby sie uprzednie tejze
                  poinformowanie wink)).
                  • verdana Re: Granice intymności 09.05.06, 19:29
                    Nie. Tu się nie zgodzę.
                    Matka też nie musi informowac córki (mówie tu o dzieciach niemal dorosłych i
                    dorosłych)o swoim zyciu intymnym, mimo ze córka też może ponieść jego
                    konsekwencje. Moja przyjaciółka miała zmarnowaną młodość przez konieczność
                    zajecia się młodszą siostra "na pełny etat". Oczywiste jest, ze matka decyzji
                    poczęcia ze starszym dzieckiem nie uzgadnia - mimo, ze kosekwencje. Podobnie z
                    współżyciem rodziców z "osobami trzecimi" - choć konsekwencją może byc
                    niezwykle dotkliwy dla dziecka rozwód.
                    Życie intymne powinno być sprawą osobistą. Wymaganie sprawozdania z niego przez
                    rodziców niemal dorosłych i dorosłych dzieci jest nieporozumieniem. Ale rodzice
                    powinni z gory uprzedzić, jaki jest ich pogląd w tej sprawie i czego dziecko -
                    zarówno córka, jak i chłopak mogą od rodziców oczekiwac, a na co liczyć
                    absolutnie nie mogą.
                    Wydaje mi się, ze "wyjaśnianie" morderstwa jest na ogół po prostu niemożliwe.
                    Rozmawiałam z synem, którego kolegę ze szkoły zastrzelono przed wlasnym domem.
                    Trzeba powiedzieć, że takie rzeczy się zdarzaja, a przyczyna? Czy naprawdę może
                    istnieć przyczyna (poza pewnymi szczególnymi wypadkami - samoobroną np)
                    morderstwa, ktorą można by racjonalnie wytłumaczyć? Czy należy powiedzieć
                    mlodziutkiej dziewczynie "Twoja kolezanka została zamordowana, bo była
                    lekkomyslna i zaszła w ciążę z kim nie trzeba?". Nigdy bym czegoś takiego nie
                    powiedziała...
                    • isma Re: Granice intymności 09.05.06, 19:42
                      Verdana, ale "koniecznosc" pelnoetatowego zajecia sie mlodsza siostra chyba nie
                      stanowi obowiazku w sensie prawnym. To jest kwestia takich czy innych (raczej
                      niezdrowych) relacji wewnatrzrodzinnych. Natomiast opieka nad dzieckiem
                      nieletniej corki, o ile sie nie myle, moglaby takowym byc...

                      Co zas do wyjasniania swiata relacji miedzyludzkich przez "takie rzeczy sie
                      zdarzaja", to mysle, ze jest to strategia dosc niebezpieczna. Zdarzaja sie,
                      owszem, kataklizmy w przyrodzie. Ale czy te sama miare nalezy stosowac do
                      ludzi? Nie wiem.

                      Wiec co bys powiedziala? Twoja kolezanka miala pecha? A jak corka zapyta, czy
                      ja tez taki sam pech moze spotkac, to wytlumaczysz, ze statystycznie to malo
                      prawdopodobne wink))?
                      • verdana Re: Granice intymności 09.05.06, 20:45
                        Nie, nie ma prawnego obowiązku zajęcia się dzieckiem maloletniej córki. Jest
                        obowiązek moralny, ale nie prawny. Zresztą, o ile wiem, dziewczyna powyżej 16
                        roku życia moze sama wychowywać dziecko i o nim decydować ( to logiczne - może
                        też wziąć ślub). Dziecko przed 16 rokiem życia to zupełnie inna sprawa i na
                        pewno jest klęska wychowawczą, choć czasem i to konczy się całkiem dobrze.
                        I tak - zabicie dziewczyny w ciąży przez partnera jest statystycznie mało
                        prawdopodobne, niemal niemożliwe. Uważam, ze wychowywanie dzieci w strachu
                        przed absolutnie wszystkim jest najgorszą z możliwych strategią wychowawczą.
                        Ostatecznie, zabić może też mąż, który nie chce trzeciego dziecka. Albo partner
                        dwudziestoparolatki. A już łączenie zajścia w ciążę z mozliwościa zabicia przez
                        partnera stawia potencjalnie dziewczynę w tak dramatycznej sytuacji - że o
                        wiele wiekszym problemem może stać się samobójstwo. To znacznie częstsze w
                        przypadku młodych dziewczyn w ciąży, niz morderstwo... Nie mówiac już o tym, ze
                        sama ciąża czasem kończy sie śmiercią. Chciałabym, aby ciąża kojarzyła się
                        mojej córce pozytywnie, a nie była przedstawiana w formie kataklizmu. Nawet
                        jesli takim kataklizmem bywa.
                        • isma Re: Granice intymności 09.05.06, 21:25
                          Slub nieletniej - chyba za zgoda sadu, czyz nie? A nie "z automatu"?

                          Co do drugiej kwestii: bede upierdliwa. Piszesz, czego nie nalezy mowic, w
                          konkretnej sytuacji. Powiedzmy, ze nawet po czesci sie z Toba zgadzam. Ale
                          nadal nie piszesz, co nalezy wink)). A bodaj, co by mozna wink)).
                          • verdana Re: Granice intymności 09.05.06, 22:12
                            Bo co należy - to zależy (ale mi się zrymowało..).
                            Zależy i od dziewczyny (chłopaka tez) i od poglądów rodziców. No i nie bardzo
                            wiem, czy chodzi Ci o to "co należy mowić by dziewczyna uważała i nie szła z
                            byle kim do łóżka" czy "co należy mówic, gdy przydarzy się zbrodnia".
                            W pierwszym wypadku trudno mi powiedzieć, co powinny mówić osoby wierzące, dla
                            ktorych seks przedmałżenski jest niedopuszczalny, albo co najmniej naganny. Dla
                            mnie nie jest. Dla mnie naganny jest seks bez miłości albo głębokiego
                            przywiązania, seks przypadkowy, seks "bo wypada", "bo miałam ochotę", "bo on
                            chciał". Ale seks z miłości? Ze stałym partnerem? Z zabezpieczeniem? Powyżej 16
                            roku życia? Raczej nie.
                            A jesli chodzi o zbrodnię, to powtarzam dzieciom, że istnieje taki mechanizm
                            psychologiczny, który sprawia, że ludzie chcą widzieć swiat sprawiedliwszym niż
                            jest. A morderstwo, szczególnie takie jak tu opisywane, sprawiedliwe nie jest.
                            Ani szereg innych rzeczy, ktore przydarzaja sie ludziom - choroby, wypadki.
                            Wobec tego człowiek ma wewnętrzna potrzebę wytlumaczenia sobie zbrodni czy
                            wypadku nierzadko przy pomocy obwiniania ofiary. "Gdyby nie spała z byle kim,
                            to by żyła", "Gdyby pilnowała dziecka, to by nie wypadło oknem", "Gdyby nie
                            miała takiego dekoltu, to nikt by jej nie zgwałcił". W ten sposób po
                            pierwsze "porządkujemy" sobie świat, czynimy go sprawiedliwszym, po drugie
                            czujemy sie bezpieczniej. Ja nie sypiam z nikim, pilnuję dzieci, zapinam sie
                            pod szyję - wiec nic mi nie grozi. A to nieprawda. Krzywdząca dla ofiar
                            nieprawda.
                            Po drugie, ilość zbrodni z którą spotyka się dzisiejszy człowiek jest
                            wielokrotnie wyższa niż kiedyś. Mordowanie dzieci, pobicia, pedofile, mordowane
                            ciężarne matki - byly zawsze. Ale teraz o jednej zamordowanej dziewczynie czy
                            dziecku wie cała Polska - kiedyś najwyżej cała wioska. I tak zbrodnie mnożą się
                            w wyobraźni. Morderca czyha za każdym rogiem.
                            A świat nie jest sprawiedliwy. Nie na wszystko jest wytłumaczenie. Można
                            współczuć, pomodlić się - i tyle. Najgorzej chyba jest wpaść w panikę i
                            widzieć w kazdym zbrodniarza, pedofila, bandytę. Między rozsądną ostrożnoscią
                            (nie zadaję się z narkomanami, patologicznie zazdrosnymi facetami, gangsterami)
                            a paranoją (kazdy partner, gdy zajdę w ciążę może mnie zabić) jest przepaść.
                            No i tak mi teraz przyszło do głowy. Mój syn wczoraj miał wypadek - rozciął
                            sobie głowę, dwa milimetry od oka - pięć szwów. Nauczycielki krzyczały na
                            niego, ze biega, a biegac nie wolno - no bo widzi, czym to grozi. Syn był
                            raczej zaskoczony, gdy powiedziałam, ze wolę normalnie biegające dziecko i
                            pięć szwów na ostrym dyżuże, od dziecka, ktore siedzi cały czas spokojnie i nie
                            biega, nie skacze - bo to grozi wypadkiem.
                            Zbytnia brawura może kosztowac życie. Zbytnia ostrożność powoduje, ze zycie
                            przezyte w ciągłym strachu moze być stracone.
                  • pawlinka odpowiedź? 09.05.06, 22:35
                    Ismo, a czy nie wystarczyłoby moje zwykłe "nie wiem?"
    • otryt Temat Adrii przepadł 12.05.06, 00:46
      Szkoda, że temat Adrii przepadł. Rozumiem poruszenie, jakie wywołała tragedia
      rodziny, którą znacie. Może warto temat Adrii wywołać na nowo?
      • addria Re: Temat Adrii przepadł 12.05.06, 10:51
        > Szkoda, że temat Adrii przepadł. Rozumiem poruszenie, jakie wywołała tragedia
        > rodziny, którą znacie. Może warto temat Adrii wywołać na nowo?

        W zasadzie to nie dziwię się, że przepadł.
        Artykuł przeczytałam, dziękuję, no i sama nie wiem co można więcej
        powiedzieć... Te organizacje prezentują jakieś przewartościowanie wartości, a
        wizja Mader w tym świetle staje się dość realna sad Choć mam też wrażenie, że
        problem jest trochę bagatelizowany, hmmm, może słusznie? Może faktycznie nie ma
        szans by coś takiego zyskało akceptację prawną i... społeczną? Sama nie wiem.
        Ale jednak nadal mnie to przeraża.
        Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka