Mam z sobą ostatnio duży problem i nie mogę sobie z nim poradzić

. Nie
potrafię być zarazem delikatną i konsekwentną matką. Magda wchodzi chyba w
okres kolejnego buntu, zaczyna wszystko wymuszać płaczem, albo uporem, który
w płacz się przeradza. Ja mam czasem dość tego grymaszenia, powolności.
Poranki u nas są wczesne, dzieci niedospane (mimo, że chodzą wcześnie spać),
ale my nie możemy się ciągle spóźniać do pracy (zaczynam o 7.00). Nie wiem
jak sobie poradzić. Łapię się na tym, że jak zaczynam się sprzeciwiać to
coraz częściej przyjmuję pozycję do walki

(i to nie tylko rano) Podnoszę
głos i robię się wredna

Potem mam wyrzuty sumienia, jest mi z tym wszystkim
źle, po prostu boję się o nasze dzieciaczki, nie chcę ich krzywdzić, a to
robię

Już zdecydowanie więcej cierpliwości ma mąż, tylko one ostatnio mają
fazę na mamę i jak zaczynamy to zmieniać, dzieląc się obowiązkami, to poranne
wychodzenie, nie trwa 40 min tylko ponad godzinę

i strs narasta.
Proszę poradźcie co mogę zrobić, lub chociaż pomódlcie się za mnie, bo sama z
tym sobie chyba nie poradzę