Dodaj do ulubionych

nędza ludzka

03.03.07, 12:37
Dziś do sklepu przyszła staruszka. Trzęsąca się, blada, zgarbiona, z brzydką
siatką w dłoni, wsparta na lasce. Nie potrafiła powiedzieć, co chce kupić.

Kiedyś odprowadziłam z kościoła inną staruszkę - było ślisko, bałam się, że
się przewróci. Doszłyśmy pod jej dom - brudna, śmierdząca kamienica, okna
odrapane z farby, tynk odłażący płatami.

Moja babcia. Tygodniami sama w swoim mieszkaniu. Radość z sobotnich naszych
odwiedzin (a my z bratem jęczeliśmy, że w sobotę nie możemy robić tego, na co
mamy ochotę), życie relacjami telewizyjnymi o papieżu, życie naszym życiem.

Chłopiec, do którego chodzę na nauczanie domowe. Sparaliżowany, czytający
przy użyciu lupy, płaczący na dźwięk sygnału karetki pogotowia.

Inny chłopiec - zdrowy, sprawny, przystojny, ale rodzice piją, on nie widzi
przed sobą żadnej przyszłości, we własnych oczach jest zły, głupi i
nienadający się do niczego. Jako jedyny z klasy odpowiedział na pytanie
dlaczego atom jest elektrycznie obojętny - ta radość w jego oczach! przepisał
zeszyt, przychodzi do mnie na przerwach i mówi - nonszalancko i niedbale
niby - jaka to ta chemia łatwa dla niego.

Jak radzicie sobie z nędzą ludzką? Znieczulić się? Nie patrzeć? Pomóc? W
większości przypadków pomóc się nie da.
Myślę o zawodach, w których z tą nędzą ludzką trzeba spotykać się na co
dzień. Myślę o opiekunach z Izby dziecka, która mieści się przy mojej szkole.
Myślę o rzeszy wolontariuszy w hospicjach. O lekarzach i pielęgniarkach. O
pracownikach socjalnych.
Jak na to patrzeć? Jak odpowiedzieć na pytanie "dlaczego?". Jak się z tym
pogodzić?
Moją jedyną obroną jest modlitwa w intencji tych osób. Ale pogodzić się z
tym nie umiem
Obserwuj wątek
    • dorotkak Re: nędza ludzka 03.03.07, 16:53
      ja tez nie potrafie sie z tym pogodzic, jednak mysle sobie, ze Pan Bog ma Ciebie
      i ma mnie i kazdego z nas, z kolei kazdy z nas w swoim otoczeniu, rodzinie,
      pracy, sasiedztwie osobe, ktore trzeba pomoc - wystarczy tylko troszke dobrej
      woli no i czasu, a nieraz wiele wiele wysilku, ale kto powiedzial, ze zycie ma
      byc latwesmile

      przez 20 lat opiekowalismy sie nasz pania sasiadka, schorowana a przekochana
      pania,rozmawialismy, robilismy zakupy, wyprowadzali na spacer, tata ja podwozil
      samochodem, odwiedzalismy w szpiatlu itd, nawet na wigile do nas przychodzila -
      byla dla nas jak Babcia, przychodzilismy do niej po lekcjach, czy zostawalysmy
      u niej z siostra jak mama musiala sama wyjsc- dawla nas obiad, czytala, opowiadala

      jej zylo sie lepiej z nami, a nam z nia, do dzis ja wspominamysmile szkoda, ze nie
      mam jej z nami
      • mamaadama4 Re: nędza ludzka 03.03.07, 17:36
        Pomóc, w miarę swoich mozliwości. Ulżyć, a przede wszystkim dostrzec, nie
        odrwacać głowy. Jeden da swój czas, inny wyśle sms-a wspierającego akcję,
        jeszcze inny da swój 1%, a ktoś po prostu się pomodli. Ale ZAUWAŻYC!
        Dobrowolnie spotykam się z pewnym rodzajem ludzkiej "nędzy" - nie
        pytam "dlaczego" tylko czasami muszę sobie zrobić krótki urlop, żeby dać się
        zjeść lękom.
        • isma Re: nędza ludzka 05.03.07, 11:10
          W punkt, Danusiu. ZAUWAZYC.
          Nie traktowac jako abstrakcyjnej "nedzy ludzkiej", tylko jako poszczegolnych,
          zywych, obecnych, ludzi.
          Zobaczyc Twarz Drugiego, jak by powiedzieli filozofowie dialogu.

          Z moich ostatnich lektur (ad intra wink)): znakomita praca doktorska ks.
          Manfreda Deselaersa (tego, ktory pelni posluge w Auschwitz) o fenomenie Rudolfa
          Hoessa. Jak bylo mozliwe, ze ten skadinad sympatyczny, rodzinny czlowiek, ktory
          nigdy jako komendant obozu nie przejawil odrobiny osobistego okrucienstwa,
          nigdy osobiscie nie maltretowal wiezniow - mogl pozwolic na to, co sie na jego
          oczach dzialo, jak mogl zaprzac wszystkie swoje talenty w celu zapewnienia
          maszynie smierci jak najsprawniejszego dzialania? Dlaczego zaprzeczal, jakoby w
          obozie wydarzylo sie ofiarowanie sie na smierc pojedynczego wieznia za innego
          skazanego? Odpowiedz, zdaniem Deselaersa, lezy wlasnie w leku przed spojrzeniem
          w pojedyncza Twarz Innego. W odmowie uznania, ze Inny jest ze swej istoty osoba
          rownowazna mnie samemu.

          I jest w tej ksiazce jeszcze kilka innych inspirujacych pytan. A takze
          odpowiedzi wink))
      • mamalgosia Re: nędza ludzka 03.03.07, 21:10
        dorotkak napisała:

        > ja tez nie potrafie sie z tym pogodzic, jednak mysle sobie, ze Pan Bog ma
        Ciebi
        > e
        > i ma mnie i kazdego z nas, z kolei kazdy z nas w swoim otoczeniu, rodzinie,
        > pracy, sasiedztwie osobe, ktore trzeba pomoc - wystarczy tylko troszke dobrej
        > woli no i czasu, a nieraz wiele wiele wysilku

        Tak, dorotko. Tylko, że ja właściwie miałam na myśli to czego zmienić się nie
        da - samego faktu istnienia tej nędzy, istnienia starości (wraz se sloganem, że
        nie udała się ona Panu Bogu - slogan, nie slogan, ale jakoś mi bliski). Wiem,
        że można trochę ulżyć, ale nie zlikwidować. Mam taką tendencję do miotania się,
        do łez nad tym, czego zmienic nie można. Dlatego też trochę podpytuję - jak
        inni sobie z tym radzą, może można coś zastosować u siebie?

        , ale kto powiedzial, ze zycie ma
        > byc latwesmile
        właśnie nikt. Ale dlaczego łatwe być nie może?
        • mama_kasia Re: nędza ludzka 03.03.07, 21:43
          A dlaczego chcesz przestać "miotać się do łez nad tym, czego
          zmienić się nie da"? Wydaje mi się taka wrażliwość bardzo cenna,
          choć może dla Ciebie ciężka. Ja natomiast potrzebuję takich
          jak Twoja reakcji.
        • pawlinka o łzach Kapuścińskiego 03.03.07, 23:23
          nie wiem, Mamalgosiu, dlaczego być nie może łatwe. CZasem jak tak sie naharuję
          przy sprzataniu, obiedzie, jestem niewyspana, nie mam czasu na "manikiri,
          pedikiri i harakiri", to mimo wszystko się uśmiecham? Może dlatego jest
          starość? Dwa cytaty: z Kapuścińskiego pierwszy, drugi o nim


          1. "Musimy pamiętać, że według obliczeń ekonomicznych, ludność świata dzieli
          się na dwie kategorie: na biednych i na bogatych. Tych, których zalicza się do
          kategorii zamożnych jest na świecie 20 procent. Reszta to ludzie ubodzy. Wy
          należycie do tych wybranych. Jesteście wyróżnieni, Pan Bóg spojrzał na was
          łaskawym okiem. Żyjecie w raju, ale 80 procent ludzi na świecie tak nie żyje. I
          niekonieczne ich ubóstwo musi być powodowane przez głód. Ten rozpatrujemy
          często w kategoriach jedzenia. Już w Biblii było napisane jednak, że "nie tylko
          chlebem człowiek żyje". Człowiek może być ubogi, nie dlatego, że nic nie zjadł,
          tylko przez to, że go nie szanują, że go poniżają, że nim gardzą. Ubóstwo to
          jest taki stan społeczny i mentalny powodujący, że człowiek nie widzi wyjścia z
          sytuacji, w jakiej się znalazł. Człowiek nie wie, jak ze stanu ubóstwa przejść
          do stanu zamożności. Poświęcałem temu dużo uwagi, ponieważ cechą ubóstwa jest
          milczenie. Ubóstwo to stan niemożności wypowiedzenia się. To jest przyczyna,
          dla której piszę o ubogich. Ktoś musi mówić w ich imieniu".

          2. "...raz bez śmiechu, a nawet ze łzami, patrzył na Rzym. Było to na Piazza
          Navona, placu, który w tamtej chwili był wyjątkowo piękny, rozświetlony i pełen
          ludzi we włoskich butach. "Boże, przecież oni mają tu wszystko", załkał.
          Przyznał potem, że w myślach przepyszna, rozświetlona Piazza Navona nałożyła Mu
          się na Afrykę, gdzie nie ma prawie nic. I przyznał też, że Piazza Navona to
          dziwne dla Niego miejsce, bo z tego samego powodu już raz przed laty na tym
          samym placu płakał".
          • mamalgosia Piazza Navona 04.03.07, 09:34
            To właśnie trochę coś innego - bardziej anonimowe. Pisałam o spojrzeniu na
            nędzę ludzką w konkretnym przypadku - człowieka, którego widzę przed sobą. Ale
            i to uczucie, o którym mówi K nie jest mi obce. Swego czasu czytałam coś o
            tragarkach w Nepalu. Żadna z nich nie była mi znana, no bo i skąd. Ale ich
            życie bardzo mnie poruszyło i - niestety - przybiło. Bo nie mogą robić nic poza
            tym, że dźwigają ciężary po to żeby mieć za co kupić jedzenie. A jedzą po to,
            żeby dźwigać. Jeśli uda im się urodzić dziecko, to nie widzą go przez 10 lat.
            No i przecież na to nie możemy nic poradzić - my, tutaj na forum, Ty, ja.
        • dorotkak Re: nędza ludzka 04.03.07, 11:59
          mysle, ze tego ze jest starosc nie potrafi nikt z nas zmienic, pozostaje
          zaakceptowac, przyjac z godnoscia jak mowi moja mamasmile ale z kolei jak mi to
          wyjdzie -nie wiem - narazie przeraza mnie kazda zmarszczkasmile
          • pawlinka Re: nędza ludzka 04.03.07, 12:14
            Tak, Mamalgosiu, to bardziej anonimowe. Uczucia Kapuścińskiego też są mi
            bliskie. Czy ja mogę coś zrobić? Myślę, że w wielu wypadkach coś robimy, nie
            wiemy nawet o tym. A starość? Może będziemy miłymi staruszkami z dostępem do
            Internetu?
            • mamalgosia Re: nędza ludzka 04.03.07, 15:51
              pawlinka napisała:

              Może będziemy miłymi staruszkami z dostępem do
              > Internetu?

              To może Ty, bo ja to nie wiem, dlaczego akurat na starość miałabym się zrobić
              miłasmile

              "Wychowanie Prawnuków w Wierze"smile
              • pawlinka Re: nędza ludzka 04.03.07, 19:50
                > "Wychowanie Prawnuków w Wierze"smile
                >
                Kobieto kochana, a daj swoim wnuczkom i wnukom powychowywać własne dzieci w
                wierze!smile My to już ciało zwiędłe i tylko w ograniczonym stopniu doradczesmile
                Aha, a matka moderatorka będzie miała nick: Mader 001 (tak jak w "Wilki 1/2",
                czy coś w w tym rodzaju, nie wiem, nie oglądałam, chodzi, że do tyłu coś sie
                liczy)
                • mamalgosia Re: nędza ludzka 04.03.07, 20:53
                  Mader1
                  Mader2
                  MaderForever

                  Pawlinko, myślę, że absolutnie nie możemy powierzyć naszym wnukom wychowywania
                  naszych prawnuków. Naszych! Musimy się z całych sił wtrącać, nastawać w porę i
                  nie w porę (szczególnie nie w porę), bo my wiemy najlepiej! Naprawdę chcesz
                  odpuścić?
                  • pawlinka Re: nędza ludzka 04.03.07, 20:57
                    Hmmm, kusząca propozzzzzycja! Nic, tylko się zgodzić. Od dziś opracowuję
                    strategię. Wzorów pełno na około, na sczęściesmile
                    • mader1 Och, baby - babcie ! 04.03.07, 23:02
                      Dajcie to przeczytać swoim dzieciom, a im będzie zdecydować się na rodzinę smile))
                      Ja gości przyjmuję, jak Bóg przykazał , a Wy jakieś strategie opracowujecie z
                      Mader w tle wink)))) Ja będę wtedy głucha, ślepa, słaba i nie możecie na mnie
                      liczyć wink))
          • mamalgosia Re: nędza ludzka 04.03.07, 15:50
            Tu nie ma co myśleć - to jest pewne. Cudownie jest umieć godzić się z tym czego
            zmienić się nie da.
    • mader1 Re: nędza ludzka 04.03.07, 16:47
      Bardzo często o tym myślę. Przede wszystkim czuję się bardzo nie w porządku,
      jak sobie narzekam, jak na coś nie starcza... Myślę o tej OGROMNEJ większości
      świata, ogromnej większości matek świata, które walczą o każdą kromkę chleba
      dla swych dzieci... O tych, co pakują w miskę swój dobytek i uciekają z nim -
      byle dalej...
      Mam wszystko, moje dzieci mają wszystko - nie wszystko, co chcą, chcemy. Ale w
      stosunku do tamtych, mamy wszystko.
      Czasem, czasem myślę, że za to oglądanie głodu na ekranie telewizora i
      wyrzucanie resztek sałatki, zapłacimy kiedyś. Czasem myślę, że chcę czy nie -
      znajduję się po niewłaściwej stronie - stronie tych, co ograniczają produkcję,
      by utrzymać ceny, wprowadzają cła i podatki, żeby nie kupić od biedniejszych...
      Moje zabiegi pomocowe wydają mi się wtedy dreptaniem w kółko. Mam wtedy
      wrażenie, że powinnam zdecydowanie stanąć po " tamtej stronie". Rzucić to,
      rozdać, wyjechać , pozbyć się tego wszystkiego, co wokół.
      Okazuje się, że trudno mi rozstać się z tym, co mam, co mi bliskie, boję się,
      że przyszłoby mi uciekać razem z tamtymi matkami przed wojną, głodem... Wstyd
      mi.
      • mamalgosia wyrzucanie jedzenia 04.03.07, 21:00
        To jest coś co doprowadza mnie do rozpaczy. Ale niestety robię to. Chleb możemy
        dać kurom sąsiadów (i tyle dobrze, bo chleba nie potrafię wyrzucić), ale całej
        reszty nikt nie chce. Nie mamy żadnych zwierząt. Moje rozpuszczone jak
        dziadowskie bicze dzieci wiecznie coś zostawiają. Jak wepchnę na siłę, to
        zwymiotują, zresztą nie uważam za szczyt mądrości wpychania komuś jedzenia. I
        tak właśnie bezustannie zostają w kubeczkach jakieś 2 łyżeczki niedojedzonego
        jogurtu, na talerzu łyżka kaszy i kawałek mięsa, w miseczce pięć płatków
        śniadaniowych namoczonych w mleku. Kiedyś - gdy miałam jedno dziecko - zjadałam
        te resztki. Ale teraz już dosłownie nie mogę. Te wszystkie zimne omamlane
        parówki, zimna przyschnięta jajecznica, danonki których nie cierpię... No i
        wyrzucam. Czuję się z tym bardzo źle.
        • dorotkak Re: wyrzucanie jedzenia 04.03.07, 23:08
          w dziedzinstwie bylam mega niejadkiem i marzylam zebysmy mieli psa to moglabym
          go pod stolem karmic tym co nie moglam dojescsmile
          u nas w domu nie wyrzucalo sie jedzenia, babcia zawsze mowila, ze jak wyrzuce
          kromke chleba to jeszcze bede jej kiedys szukac
          dzis jak wyrzucam niedojedzone ziemniaki to doslownie drzy mi reka, bo boje sie,
          ze kiedys za to zaplace, poza tym to przeciez wyrzucanie jedzenia to grzech
        • mader1 Re: wyrzucanie jedzenia 04.03.07, 23:15
          No to się popisaliśmy jako gospodarze. Po wieczorno- nocnym oglądaniu filmu
          przez młodzież zostały dwa kubki niewypitego " kaktusa" - nalanego i
          porzuconego na stole z niedbalstwa. Biedni, mieli przemowę na temat głodu,
          marnowania jedzenia. Na najstarszym zrobiło to takie wrażenie, że wziął dwa
          kubki i wypił jeszcze przed śniadaniem. Nasza córka dziwnie była milcząca.
        • mama_kasia Re: wyrzucanie jedzenia 05.03.07, 08:43
          Podpisuję się sad
          • kamilla14 Re: wyrzucanie jedzenia 07.03.07, 01:15
            Smutne, ze w Polsce taniej jest wyrzucac niz dac biednym. Pamietacie piekarza,
            ktory chial rozdawac bezdomnym niesprzedany chleb? Polskie prawo kaze mu za to
            placic podatek... Prawo to ma chronic "szara srefe", a chyba takze producentow
            zywnosci - no bo kto kupowalby cos, co wieczorem mozna dostac za darmo?

            a wyrzucania jedzenia w domu tez nie znosze, ale gdybym miala zjadac po
            wszystkich, to czulabym sie i wygladala jak smietniksmile

            k
            • alex05012000 Re: wyrzucanie jedzenia 07.03.07, 09:16
              też nie lubię wyrzucać, ale czasem sie nie da.... w wielkim mieście (kur ani
              innych koni zwolenników suchego chleba nie ma...), brak zwierzaków a niestety -
              pomijając pieczywo - bułki to ja suszę i można je zetrzeć na tarce na tzw tartą
              bułkę...uwaga na paznokcie!, to zdarza sie że wedlina kupiona w sobotę we
              wtorek nadaje sie do wywalenia, serek z dobrą datą ma pleśń albo został po
              dziecku lekko przeterminowany jogurt/danonek truskawkowy (już jak o tym pisze
              to mnie mdli...gdyby był w innym skamu...) co wtedy? tylko wyrzucić!
              dojadanie wszystkiego spowodowało by uszczerbek na zdrowiu (w drzwi by sie
              człek nie mieścił...), co też nie jest dobre...; a znowu ja np nie mam czasu
              chodzić codziennie i robić zakupy na 1 dzień, a kupując raz w tygodniu zdarzy
              się, że sie coś popsuje, przeterminuje, za dużo go będzie...
              jednym słowem jakiś chodowca świnek by sie przydał w centrum w-wy....
            • justyna.ada Re: wyrzucanie jedzenia 07.03.07, 22:39
              No właśnie, co mam robić z tym czego dzieci nie zjedzą? albo nawet i my sami
              czasem nie dajemy rady.

              Jak moje dzieci nie dojadają, to ja mam zjadać po wszystkich te zimne obrzydliwe
              resztki? Już pomijam, że mi niedobrze na samą myśl. Ale jeśli się najadłam to
              nie mogę, no nie wcisnę.
              Mam znajomych, którzy tak robią i mi słabo, jak to widzę.

              Pomijam fakt, że najadanie się powyżej własnych potrzeb, na zasadzie
              "odkurzacza" jakoś mi też nie pasuje jako zasada.
              To tak jak w tym wierszyku "lepiej zjeść i zwymiotować, niżby miało się
              zmarnować". No nieeeeee.

              Moim zdaniem trzeba unikać marnotrawstwa, ale czasem nie poradzę na to, że się
              coś zmarnuje.

              A jeszcze jedno - jaki jest związek (bo może jestem jakoś niepojętna) między
              marnowaniem jedzenia przez jednych konkretnych, a głodowaniem przez innych
              daleko stąd? bo do mnie to nigdy jakoś nie dotarło... sad(
    • mamamonika Re: nędza ludzka 04.03.07, 22:42
      Mam taka sytuację w dosyć bliskiej rodzinie - nie jest to nędza, ale raczej
      wyuczona bezradność i lekkie cwaniactwo. Nie umiem się zdobyć na to, żeby wejść
      z tymi ludźmi w bliższy kontakt i im pomóc, chociaż wiem, że tego potrzebują.
      Jakaś blokada i tyle... Duzo łatwiej mi pomóc obcej osobie niż im...
      I do tego ja zdecydowanie wolę zorganizować opiekę niż sama być opieką. Niby
      jestem skuteczna, ale... mam niedosyt. Ale chyba natury nie zmienię wink
      Tak poza tym - wiem, że świata nie zmienię w całości, ale przyjęłam zasadę, że
      pomagam konkretnym ludziom i dokładam się do konkretnych zadań. Przynajmniej
      taka kropla w morzu smile
    • mader1 Inna " nędza ludzka" 05.03.07, 10:14
      To określenie "sprzedała" nam moja Wielka Przyjaciółka. Używamy je, bo wydaje
      nam się bardzo trafne. Narodziło się podczas wspólnych wakacji w Łopuchowie smile
      Mówimy tak o bardzo bogatych, afiszujących się ze swoim bogactwem ludziach,
      mówiących w sposób pogardliwy o reszcie świata , jako o słabych nieudacznikach,
      przekonanych, że znaleźli patent na mądrość, sposób na życie i że są
      samowystarczalni. Nie muszą już nikogo słuchać, nie muszą dowiadywać się
      niczego, wiedzą wszystko sad Czasem takich spotykamy. Nędza ludzka - mówię Wam.

      Nachodzi nas często refleksja, że nie wszystko zawdzięczmy sobie. Taka sama -
      tak samo bystra i inteligentna, pracowita, a urodzona w Rwandzie, mogłabym
      zapomnieć o swoich marzeniach, planach, lekturach, rozwoju, rozmowach z Wami.
      Ale tam są kobiety takie, jak ja. Nie mają tylko narzędzi do realizacji swoich
      celów. Świadomośc tego, że wcale nie jestem tą lepszą, a tylko żyjącą w innych
      warunkach istotą i także zobowiązaną przez to do wykorzystania tych właśnie
      warunków, czyni mi bliskimi te kobiety, które żyją w nędzy. Powoduje, że choć
      tak niewiele mogę zrobić, nie upadam na duchu - po prostu staram się zrobić to,
      co mogę.Wiem, że będąc takimi, jak ja , są równie dobrymi matkami dla swoich
      dzieci, dobrymi córkami i żonami, starają się być pomocne, pracują. Kochają
      równie mocno. Są takie, jaką ja bym się starała być, będąc w ich położeniu. A
      starałabym się.

      Nędzarze duchowi nawet nie wiedzą, że potrzebują pomocy.
      • luccio1 Re:Jeszcze inna "nędza ludzka" 12.03.07, 19:26
        Mam w oczach obraz z wiosny 1980 roku, samo centrum Krakowa, placyk przy
        skrzyżowaniu ulicy św. Jana z ulicą św. Tomasza, biegnącą dalej ku
        Floriańskiej, dziś znany jako "Zaułek Niewiernego Tomasza".
        Pani mocno już wiekowa, ale wciąż jeszcze piękna, szlachetne rysy twarzy
        wskazują pochodzenie z inteligencji od kilku pokoleń oraz kulturę wyniesioną z
        domu, a potem polerowaną przez długie lata kształcenia się, pracy, obcowania z
        ludźmi...;
        pani w kostiumie już wyszarzanym, uszytym kiedyś tam, dawno, dawno temu - ale
        uszytym na miarę przez pierwszorzędnego krawca z doskonałego materiału, więc
        ciągle jeszcze eleganckim;
        pani z głową zwieńczoną toczkiem, wykonanym ileś dziesiąt lat temu przez
        najlepszą modystkę według indywidualnego projektu, który obie panie uzgadniały
        przed kilkudziesięciu laty, wzorując się na modelach żurnalowych będących
        wówczas "na topie" -
        słowem: pani wciąż jeszcze (i mimo wszystko) ubrana tak, jak w czasach jej
        młodości wypadało się ubierać młodej damie "z towarzystwa" na każde wyjście do
        miasta -

        teraz,
        odstawiwszy ciężkie siaty (symbol nowych czasów, w jakich przyszło jej
        żyć - za młodu chyba nie musiała sama nosić sprawunków, aż tu została głównym
        zaopatrzeniowcem rodziny),
        kucała pod szkarpą podpierającą boczną ścianę kościoła św. Jana, mając spódnicę
        podkasaną wysoko na biodra, nieco niżej zwiniętą halkę, obrzeżoną u dołu
        szerokim pasem koronki, opuszczone "niewymowne", odsłonięte podwiązki wraz z
        drucianymi klamerkami trzymającymi pończochy... - i na oczach przechodniów w
        środku dnia załatwiała się na chodnik, wykonując obie czynności fizjologiczne.
    • rycerzowa Re: nędza ludzka 05.03.07, 11:16

      mamalgosia napisała:


      Tylko, że ja właściwie miałam na myśli to czego zmienić się nie
      > da - samego faktu istnienia tej nędzy, istnienia starości (wraz se sloganem, że
      >
      > nie udała się ona Panu Bogu - slogan, nie slogan, ale jakoś mi bliski).


      Czy starość się rzeczywiście "Panu Bogu nie udała"?
      Ja bym miała pod tym względem więcej zaufania do Stwórcy.

      Wyobraźcie sobie, że człowiek jest do swoich bardzo późnych lat sprawny, w miarę
      zdrowy, niecierpiący, w miarę optymistyczny, niemarudny.
      Czy byłby w stanie pogodzić się z koniecznością śmierci?

      Co do nędzy ludzkiej...
      Dla mnie szczytem krzywdy i nieszczęścia wydaje się bezdomność, koczowanie na
      dworcu.
      A jednak wielu z tych kloszardów nie chce zmienić trybu życia, nie chce iść do
      schronisk, nie chce dać sobie pomóc, zdrowsi nie chcą pracować i w miarę godnie
      żyć.

      Po prostu my myślimy swoimi kategoriami, wydaje nam się, że inni ludzie czują i
      myślą podobnie, jak my.

      Przypomina mi się historia opowiedziana przez moją mamę, o ciężko chorym
      człowieku, którego uzdrowić mogło tylko ubranie koszuli szczęśliwego człowieka.
      Niemożliwym okazało sie znalezienie takiej osoby, bo ten przegrał właśnie na
      giełdzie, ten stracił pracę, ten się na studia nie dostał i tak dalej.
      Wreszcie znaleziono zadowolonego, szczęśliwego - tak, tak, Murzyna z Afryki -
      takiego, który nie miał dosłownie nic, ale cieszył się z chwili obecnej, że
      właśnie w tej chwili ma banany do zjedzenia. Niestety, nie mógł on pożyczyć
      koszuli umierającemu, gdyż był taki biedny, że jej po prostu nie miał.

      To nie jest tak, że na świecie istnieje pewne kwantum bogactwa, i można je
      mniej lub bardziej "sprawiedliwie" podzielić.
      Na czym innym polega problem.
      Trzeba umieć mądrze pomagać.
    • alex05012000 Re: nędza ludzka 05.03.07, 13:41
      nędza...przytłaczająca...
      pomagam, jak mogę, jak umiem, czasami wyrzekając sie czegoś dla siebie,
      materialnie i niematerialnie..., oczywiście jednostkom, ale zawsze coś, gdyby
      każdy pomógł jednej osobie, nie byłoby nędzy...wiem, utopia, ale działam - tam
      gdzie pomóc można i warto...nawet gdy to bedą 3 czy 4 rodziny...
      a starość...może być bardzo piękna, otoczona miłoscią dzieci, wnuków i
      prawnuków, a starzenie sie i własną ułomność musimy zaakceptować, inaczej
      będzie nam żle/z nami źle.... górnolotnie mówiąc każdy wiek ma swoje dobre i
      złe strony...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka