Dodaj do ulubionych

nie kocha brata

29.04.07, 09:33
Proszę o porady. Oparte o wiedzę praktyczną, teoretyczną, wspomnienia,
intuicję ... - cokolwiek.
Starszy (5 lat) nie kocha Młodszego (prawie 2 lata).
Nie wiem, do jakiego stopnia można założyć, że wie, co to miłość (zresztą:
czy my wiemy co to miłość?), ale rozpowiada (lub wręcz wykrzykuje), jak to
brata nie kocha. W porywach dobroci mówi, że kocha go, ale tylko na 10%.
Bardzo przykro jest mi to słyszeć. Czytałam wątek o rękoczynach siostrzanych
i wiem, że konflikty między rodzeństwem to rzecz nagminna i zwyczajna. Ale
myślę, że u nas jednak jest to coś gorszego. Na początku próbowałam mieć
nadzieję, że to minie, teraz jakoś ta nadzieja poszła sobie w siną dal.
Konflikty konfliktami, Chłopcy biją się i wrzeszczą na siebie przez co
najmniej połowę tego czasu który spędzają razem. Jednak Młodszy widać, że
uwielbia Starszego, a vice versa niestety nie. Synek mojej koleżanki broni
swojej siostry (np. przed pielęgniarką, która ją szczepiła - że to moja
siostra, a pani ją kłuje, ją to boli, ona nie może tak płakać...), mój
bratanek opiekuje się moją bratanicą. Myślę, że w różnopłciowym rodzeństwie
jest to może łatwiejsze. Ale koleżanka ma dwie córki (5,5 i 2,5), one się
wzajemnie o siebie troszczą i lubią się bardzo. A córki głupiejkazi śpią
razem, tak są zaprzyjaźnione, prawda?
Nie chodzi mi o to, żeby Starszy przewijał Młodszego i gotował mu obiady. Ale
np. taka sytuacja: siedzą i oglądają bajkę. Młody mówi "Ahrrr", co w jego
języku oznacza, że chce mu się pić. Starszy mógłby mu podać, ale nie. I to
nie tylko nie poda, ale jeszcze cieszy się: "chce ci się pić, o nie napijesz
się, nie nie nie".
Martwię się tym. Czy jest coś co mogę zrobić?
Próbowałam tłumaczyć, tak po ludzku - bezskutecznie. Próbowałam obrazować -
że jakby on się czuł, gdyby go rodzice nie kochali - też nie pomaga
(wrzeszczy: macie mnie kochać i już!!!). Nie ukrywam, że posunęłam się do
szantażu (niepedagogiczne, wiem, ale wynika z desperacji).
Dodam, że żaden z synków nie jest jakoś wyróżniany przez nas (przez babcię to
i owszem, ale Starszy. No i nie mam na to wpływu), staraliśmy się bardzo,
żeby Starszy nie odczuł boleśnie pojawienia się Młodszego... Wszystko na
nic. "Nie kocham go", potworne słowasad(
Obserwuj wątek
    • kulinka3 Re: nie kocha brata 29.04.07, 11:13
      Od razu zastrzegam ,że nie mam doświadczenia z własnym rodzeństwem, a moje
      dziewczyny bardzo się lubią.
      Dla mnie zachowanie Twojego syna to jakaś manifestacja.Czy rozmawiałaś z nim co
      dla niego znaczą słowa "nie kocham", co on chce Wam przez to powiedzieć?
      Po drugie Twój synek doskonale zdaje sobie sprawę, że Tobie(!) bardzo zależy na
      jego dobrych relacjach z młodszym i na przekór chyba manifestuje coś wręcz
      odwrotnego.
      Co zrobiłabym na Twoim miejscu?
      Spróbowałbym wyjaśnić skąd to zachowanie(może jednak zazdrość?).Jeśli się nie
      uda, z dużym spokojem i bez presji na starszego przyjmowałabym jego reakcje
      odrzucające młodszego( oczywiście poza ew. przemocą),dając jednocześnie do
      zrozumienia,że niezależnie od tego co zrobi, brat jest jego bratem i nic tego
      nie zmieni.
      Może jakieś gry i zabawy wymagające współpracy zbliżyłyby ich trochę do siebie?
      • mamalgosia Re: nie kocha brata 29.04.07, 11:48
        Pytałam, dlaczego nie kocha brata. Dlatego, że jest głupi i mu wszystko psuje.
        Młodszy głupi nie jest, ale że psuje to fakt.

        Zabawy wymagające współpracy... Oczywiście, że myślałam o tym. Czasem się
        udaje, ale bardzo, bardzo rzadko. I nie są to zabawy, które ja im wymyślę,
        tylko takie, które wymyślą sami (np. walenie kijem w drzwi, papranie
        wszystkiego tuszem...) - niezbyt mi się podobają te "zabawy", ale jak to robią
        razem to się cieszę
        • zuzanna56 Re: nie kocha brata 29.04.07, 17:08
          Nie zawsze jest tak pięknie jak by się chciało. Ja też wyobrażałam sobie że
          moje dzieci będą się kochać i szanować. I tak do pewnego momentu było. Kiedy
          urodziłam córkę, synek miał 4 lata i bardzo się cieszył z pojawienia się
          siostry. Śpiewał jej do snu i przytulał. Było pięknie........
          Kiedy siostra miała mniej więcej rok i zaczęła mu dokuczać i psuć zabawki,
          zrobiło się gorzej. Teraz czasami się kłócą a czasami mocno kochają.
        • kulinka3 Re: nie kocha brata 29.04.07, 17:08
          Skoro sam powiedział w czym problem, to warto podjąć ten temat. Być może starszy
          potrzebuje "swojego" miejsca, czasu i rzeczy.Młodsze rodzeństwo musi się
          uczyć,że nie wszystkie rzeczy są ich, nie w każdej zabawie biorą udział,nie w
          każdej chwili mogą wtargnąć do pokoju rodzeństwa.
          • mamalgosia Re: nie kocha brata 29.04.07, 18:22
            Kulinko,
            Wiem, widzę te problemy, o których piszesz. I bardzo się staram eliminować jak
            się da
            • kulinka3 Re: nie kocha brata 29.04.07, 21:43
              Powodzenia!
    • mader1 Re: nie kocha brata 29.04.07, 17:19
      A ja Ci mówię, że kocha smile
      Aż się boję cytować wink, ale mój mąż ma większe doświadczenie z braterskimi
      stosunkami, bo miał brata 5 lat starszego. On twierdzi, że to taka " normalna"
      zabawa słowami. Starszy jest jeszcze dość dziecinny i głupiutki, by nie
      rozumieć, że słowa mogą sprawić duży ból. Na tyle inteligentny, że lubi
      eksperymentować. Czasem czuje coś dziwnego - jest na brata wściekły. Nie
      spodziewał się tego, bo wszyscy mówili mu, że będzie go kochał. Gdy pierwszy
      raz zobaczył reakcję na " nie kocham go" - zdziwił się. Tylko słowa a takie
      poruszenie. Powtarza więc je znowu i czeka , co teraz będzie.
      Zachowujesz się bardzo interesująco. Starasz się reagować ciągle inaczej, co
      czyni następne jego próby coraz bardziej interesujące.
      Powiedz mu spokojnie, że owszem, wszyscy wiedzą, ze kocha brata. Ale to, że go
      kocha nie oznacza, że zawsze będzie z niego zadowolony.
      Pomóż mu nazwać jego uczucia. Jak mu brat rozwali zabawkę i usłyszysz " nie
      kocham go" podpowiedz mu " jestem na ciebie wściekły". Innym razem podpowiedz "
      jestem na ciebie zły, wyrwałeś mi zabawkę". Nie rozmawiaj z nim więcej o
      kochaniu. Kocha go, a te uczucia, które czasem do niego żywi to " żal", "
      wściekłość" itd. Powiedz, że czasem też coś takiego czujesz, jak ktoś, kogo
      kochasz zrobi Ci przykrość.
      Nasz najmłodszy też raczy nas czasem " nie kocham Cię", jak się zawiedzie jego
      oczekiwania - czytaj " nie spełni zachcianki". Poprzednie " jestem na Ciebie
      zły" nie robiło dostatecznego wrazenia.
      Moje dzieci ciągle się między sobą "kotłują".
      • mamalgosia Re: nie kocha brata 29.04.07, 18:27
        To co mnie niepokoi najbardziej to nie słowa, ale zachowanie. I nie chodzi o
        przepychanki, wrzaski, bijatyki. Ale np. o to, że jak nie są razem, to Starszy
        nie tęskni, a wręcz się cieszy. Że jak coś planuje, to Młodego chętnie by
        pominął ("pojedziemy na wczasy, ale Michał nie, dobra?"). I takie tam.

        Myślę, że możesz mieć rację z tym eksperymentowaniem. Napisałaś, że zachowuję
        się ineteresująco - no i chyba rzeczywiście. Ciągle inaczej choć ostatnio już
        nie jest tak, bo jak on to mówi, to już tylko wzdycham, że nie mam siły), może
        rzeczywiście to takie mocowanie się ze mną?

        A które Twoje dzieci się kotłują? Królewicz Szczęsny? Najstarsza Mądra Kobieta?
        Coś chyba pocieszasz mnie na siłęsmile
        • mader1 Re: nie kocha brata 29.04.07, 20:14
          Na Najstarszą Mądrą napada przy każdej okazji Piekny Tygrys. Mądra odgryza się
          tak subtelnie, że Pieknemu Tygrysowi pazury z bezsilności same się wysuwają. Z
          kolei Tygrys kotłuje się z Królewiczem. Mądra z Królewiczem żyje dobrze, ale to
          nic nadzwyczajnego, bo ona przemawia do niego łagodnie, cierpliwie i zawsze mu
          ustępuje robiąc przy tym rozczuloną minkę. Wszystko to kompletnie
          niewychowawcze smile)) Samo życie.
          Ale kochają się.
          Czasem tylko chcą od siebie odpocząć.
          Kochasz swoich synków ? Kochasz. A czasem chcesz od nich odpocząć.
          A...
          Musisz się też pogodzić, ze są bardziej i mniej " sportowe" typy w wyrażaniu
          miłości. Po co ma go bronić przed szczepionką - skoro mama robi to świetnie.
          Bronić go nie ma przed kim, bo na razie mama jest. Nie poda picia ze zwykłego,
          przepraszam, lenistwa - niewielu osobom chce się podnieść.Mama na pewno
          przyniesie, więc co się będzie " rzucał". Kolej rzeczy jest taka, że to raczej
          młodszego się wysyła.
          Moja Mądra gdy ja jestem obok wcale nie interweniuje. Na wspólnych koloniach
          opędzała się, bo mała siedziałaby przez cały czas na niej. Ale w szkole, gdy
          mała popłakała się przez koleżanki, była jak lwica.
          Piekny Tygrys też potrafi tej starsej dokuczyć...
          • mader1 Re: nie kocha brata 07.05.07, 20:47
            a wczoraj mimo wszysttko nie wytrzymałam tej specyficznie wyrażanej bratersko-
            siostrzanej miłości i nakrzyczałam. Oraz palnęłam mowę. Na szczęście zbyt mocno
            głosu nie mogłam podnieść , bo go już nieomal straciłam. I zbyt długiej mowy
            nie palnęłam z tego samego powodu winkTo wcześniej, a...
            Wieczorem... przy myciu zębów Królewicz spojrzał na Pieknego Tygrysa, który
            był już spakowany na Zieloną Szkołę i mówi " Dobrze, że sobie jedziesz.
            Dobrze !" " A co, chcesz sobie odpocząć" - ugodowo zapytała Piekny Tygrys. "
            Tak. Od Ciebie !".
            Dziś, gdy Pieknego Tygrysa już nie ma, Królewicz mowi - "Tęsknię za Krysią,
            tęsknię bardzo, wiesz..." " Z kim się będę jutro bawił w pracę, jak Krysi nie
            ma ? No z kim ? "
    • kamilla14 Re: nie kocha brata 02.05.07, 00:24
      Mamalgosiu!
      Mysle, ze Mader swietnie rozpracowała Twojego starszego syna, ktory chyba jest
      za maly na swiadome zachowywanie milosci do brata, a tylko naduzywa hasla "nie
      kocham" aby wzbudzic Twoja reakcje . Ma jednak obowiazek, niezaleznie od uczuc,
      jakie do niego zywi, przestrzegac pewnych zasad wspolzycia, i tu na pewno
      powinnas ingerowac. I mysle, ze nie da sie rodzenstwa traktowac sprawiedliwie i
      tak samo kochac, bo sprawiedliwie nie znaczy po rowno i np. w oczach starszego
      Twoja milosc do niego powinna sie wyrazac w tym, ze odrzucisz mlodszego, wiec i
      tak nigdy nie zaspokoimy ich obrazu "milosci".

      Tez mam w domu 2,5 latka, niezwykle ingerujacego w zycie starszych dziewczyn - i
      niestety zwykle mu to uchodzi na sucho, bo mu pozwalaja na zbyt wiele, wiec
      czesto wolalabym, aby troche powalczyly o swoje, bo rosnie coraz wiekszy
      terrorysta. Moze przyjrzyj sie, czy u Was tez nie pozostalo cos z wczesnego
      dziecinstwa mlodszego,np. przez ustepowanie mu w imie, ze mlodszy i bezradny?
      Jesli lubisz slynne ksiazki Mazlish i Faber, to jedna z nich "Rodzenstwo bez
      rywalizacji" moze Ci byc pomocna.
      A w ogole nie traktowalabym ich obecnych klotni jako wyrok na ich dalsze
      stosunki - mysle, ze nie raz jeszcze docenia swoje towarzystwo i ze ostateczny
      bilans bedzie na plus.
      A spolecznie i towarzysko na pewno maja wieksza szkole niz jedynacy - a
      pamietaj, ze kazda rodzina powyzej 2 osob to patologia...smile
      Aha, i jeszcze wierze, ze sa dzieci latwiejsze i trudniejsze (ale to dopiero po
      tym, jak nasze 3 dziecko pogwalcilo wszelkie wczesniejsze metody wychowaczesmile),
      wiec nie obwinialabym sie w 100% za to, ze tak szybko zburzyly Twoj ideal
      kochajacego i zgodnego rodzenstwa..., ani nie porownywala z innymi dziecmi (ha,
      ha, to u mnie nagminne). Jestes dla nich najlepsza mama!
      Pozdrawiam, k, co nie kochala siostry ale teraz nadrabiasmile
      • mamalgosia terroryzm 02.05.07, 08:24
        Właśnie nie Młodszy, ale Starszy w tym przoduje. Od urodzenia.

        A co do ingerowania, to oczywiście to robię - w końcu nie chcę by się zabili.
        Natomiast widzę, że to potęguje niechęć Starszego do Młodszego.
    • samboraga Re: nie kocha brata 07.05.07, 10:44
      temat u mnie na czasie...ale muszę mieć chwilę na pisanie...
      • samboraga izolowanie się ordzenstwa 07.05.07, 21:53
        Mamalgosiu, ponieważ masz już 'doradzone' to pozwolę sobie nie doradzać Ci w tej
        kruchej materii, tylko podłączyć się z pytaniemwink

        izolowanie się... - jak wiecie u mnie trochę inaczej niż u Mamalgosi, bo większy
        rozrzut wiekowy (7 lat), więc wspólnych zabaw, spraw zawsze będzie mało, będą
        dwa odrębne światy i już
        ale jest tak - starszy ma swój pokój (a mały śpi kątem u nas, łączyć ich nie
        będziemy, bo w planach rozbudowa domu), ale do pokoju starszego założyliśmy
        barierkę w drzwiach, bo ma wysokie łózko i maluch póbował na nie włazić
        i ta barierka okazała się świetnym pretekstem do izolowania się, mam wrażenie,
        że nadmiernegosad
        ponieważ mnie i bratu (podobna różnica, bo 6 lat) nie udało się zintegrować to
        martwię się, może na zapas, o tych moich małych...
    • mamamonika Re: nie kocha brata 07.05.07, 11:19
      U mnie dzieciaki się kochają, ale starszak co jakiś czas oświadcza, że ma dosyć
      maluchów, że musi od nich odpocząć. Najszczęśliwszy jest, jak spędza z nami
      czas na dorosłych wink zajęciach, których młodsi jeszcze nie mogą wykonywać.
      Jego pokój to jego twierdza. Też mu się zdarza powiedzieć, że ma dosyć
      maluchów, że mu przeszkadzają - i pewnie tak jest wink
      Z kolei młodsza córa wpatrzona w starszego brata jak w obrazek uwielbia, kiedy
      ten płacze ze strachu przed zastrzykiem. Albo... chciała mieć kota, który by
      drapał psa brata wink
      Pięknie i mądrze napisała Mader smile
    • rycerzowa Re: nie kocha brata 08.05.07, 11:48
      Ano nie kocha.
      Co można zrobić? Bardzo dużo. Przede wszystkim - zrozumieć.

      Gdy oczekujemy drugiego i kolejnego dziecka, mamy w wyobraźni idylliczny obraz
      naturalnej wzajemnej braterskiej miłości, solidarności, pomocy.
      A potem dręczą nas koszmary historii Kaina i Abla.
      Jedno i drugie podejście nieżyciowe.

      Twój list przypomniał mi scenkę sprzed wielu wielu lat, gdy podsłuchałam, jak
      moi dwaj starsi braciszkowie licytują się, który mnie bardziej "nienawidzi".
      A dziś się naprawdę kochamy i wspieramy.
      Pewne rzeczy dzieją się "same", reszta to sprawa rodzicielskiego podejścia.
      O tym później.

      Na początek - czy małe dziecko jest zdolne do dojrzałych uczuć? Czy może
      kochać, lub "nie kochać"?
      Moim zdaniem - nie.
      Dziecko jest niedojrzałe. Natura i kultura dają mu 18 lat, do tego rodziców i
      całe społeczne otoczenie, by stało się w pełni dobrym, odpowiedzialnym człowiekiem.
      Małe dziecko to jeden wielki egocentryzm (nie egoizm). Czuje i myśli logicznie
      ale prosto.
      Celem ( z grubsza) uczuciowego wychowania jest, by kogoś potrzebowało, bo go
      kocha. Na razie - niby kocha, bo potrzebuje.
      A najczęściej tylko "potrzebuje".
      Te wszystkie obserwowane objawy dziecięcej miłości, jak płacz za mamusią,
      przytulanie się, wspólna zabawa z siostrzyczką, to jest wyraz potrzeby
      bezpieczeństwa, towarzystwa itp., nie uczuć.
      Jeśli tej potrzeby nie ma, jeśli spełnia ją ktoś inny - wydaje nam się, że
      dziecko "nie kocha".
      Niemowlakowi wystarcza mama. Czy młody tata ma cierpieć, że dziecko go nie
      kocha? Czeka na swoja kolej, by wziąć go na ręce , pokazać coś ciekawego, do
      góry podrzucić i w ten sposób być dziecku potrzebnym.
      Dwulatek odkrywa dziadka, który pokaże wiertarkę, młotek, kombinerki.
      Czterolatek potrzebuje już kolegów, czyli rodzeństwa. Do zabawy, do koleżeństwa,
      nie do kochania.
      Jakimże ja, mała delikatna dziewczynka, mogłam być towarzystwem dla moich
      starszych braci-wisusów? Owszem, mogli mieć instynkt opiekuńczy. Mogli, ale nie
      mieli. Mali chłopcy rzadko mają.

      Czyli to nie jest tak, że "kocha" - "nie kocha", tylko
      "potrzebuje", i "nie jest tak,że potrzebuje".
      (Wyrażenie "nie potrzebuje" ma wydźwięk zdecydowanie negatywny, taki nienawistny
      właśnie, tymczasem logiczne "nie jest tak,że potrzebuje" wyraża właśnie brak
      potrzeby).

      Mamałgosiu, twój Starszy, gdy czasem mówi "kocham" wyraża w ten sposób swój
      dobry nastrój, pragnienie sprawienia tobie radości a sobie satysfakcji, że jest
      dobrym dzieckiem. Trenuje okazywanie dobrych uczuć, czyli dojrzewa; dobry objaw.
      Wtedy się cieszysz - i bardzo dobrze.
      A gdy mówi "nie kocham", to oznacza, ze jest mu źle albo obojętnie i zauważył,
      że to najlepsza metoda, by wam to okazać. Efekt natychmiastowy.
      Wtedy nie należy w jakikolwiek sposób okazywać swojego smutku, czyli absolutnie
      nie pokazać że to boli, dołuje rodziców.

      A dlaczego?
      Dziecko to istota "pierwotna", z pierwotnymi instynktami.
      Widziałaś kiedyś mecz piłkarski? Gdy zawodnik jest sfaulowany, otrzymuje pomoc i
      ktoś przy tym go czymś pryska, takim "aerozolem". Myślisz,że to lekarstwo?
      Pewnie też, ale to też taka "farba", żeby ślad zranienia był niewidoczny.
      Bo okazało się, że jeśli uraz jest widoczny, to wtedy inni specjalnie w to
      miejsce go kopią. Czasem nawet swoi. Taki atawizm - kopać tam, gdzie kogoś
      najbardziej boli.
      Okrutne? Tak, ale wszyscy przejawiamy tę cechę. Czasem w gniewie, w kłótni
      potrafimy najbliższej osobie zadać cios w najbardziej czułe miejsce.
      Więc się nie dziwmy dzieciom.
      Często to powtarzam swoim bliskim - nie pokazuj, gdzie cię najbardziej boli.
      Nikomu.

      W wolnej chwili podzielę się doświadczeniem, w jaki sposób ja i bracia
      polubiliśmy się i jak trójka moich dzieci stała się zgraną i przepadającą za
      sobą paczką.
      • mader1 Re: nie kocha brata 08.05.07, 13:39
        > Bo okazało się, że jeśli uraz jest widoczny, to wtedy inni specjalnie w to
        > miejsce go kopią. Czasem nawet swoi. Taki atawizm - kopać tam, gdzie kogoś
        > najbardziej boli.
        > Okrutne? Tak, ale wszyscy przejawiamy tę cechę. Czasem w gniewie, w kłótni
        > potrafimy najbliższej osobie zadać cios w najbardziej czułe miejsce.
        > Więc się nie dziwmy dzieciom.
        > Często to powtarzam swoim bliskim - nie pokazuj, gdzie cię najbardziej boli.
        > Nikomu.

        To bardzo prawdziwe słowa. Dlatego tak cenię i pielęgnuję te osoby, które
        wiedząc nie dokopują.

        > W wolnej chwili podzielę się doświadczeniem, w jaki sposób ja i bracia
        > polubiliśmy się i jak trójka moich dzieci stała się zgraną i przepadającą za
        > sobą paczką.

        Czekam z niecierpliwością, bo to bardzo rzadkie i trudne.
        • rycerzowa Re: nie kocha brata 10.05.07, 13:45


          mader1 napisała:

          >
          > Czekam z niecierpliwością, bo to bardzo rzadkie i trudne.

          Chyba nie takie trudne i rzadkie, skoro większość rodziców sobie z problemem radzi.
          Wszak większość dzieci "się tłucze" (czasem ostro), a jednak większość
          dorosłych ma ciepłe uczucia w stosunku do rodzeństwa.
          Pewne rzeczy dzieją się "same", poprzez stopniowe dojrzewanie dzieci, więc
          przede wszystkim nie należy "szkodzić".
          Więzy krwi, czy raczej wspólnota przeżyć - to się naprawdę liczy.

          Moim zdaniem, należy pamiętać o kilku ważnych zasadach.
          1. Sprawiedliwe traktowanie, czyli niewyróżnianie ze względu na wiek, płeć, stan
          zdrowia ani wdzięk osobisty.
          2. Uznanie konfliktów między dziećmi za normę rozwojową, zatem nieprzejmowanie
          się za bardzo problemem. To jest ważne, aby nie wzbudzać w jednym dziecku
          poczucia krzywdy, a w innym poczucia winy ("najbardziej nie lubimy tych,
          których skrzywdziliśmy").
          3. Staranie się, aby dziecko miało jakieś profity, korzyści z faktu posiadania
          rodzeństwa.
          4 Stary, harcerski sposób - "jeśli jacyś dwaj się nie lubią, niech zrobią coś
          razem".
          5. Nic tak nie łączy, jak wspólny przeciwnik. Szybko takim "przeciwnikiem"
          (chociaż sympatycznym) stają się rodzice. Wystarczy trochę poczekać, ale
          przedtem nie tworzyć "partii" z żadnym z dzieci; pozwolić im na stworzenie
          własnej partii.

          Moi dwaj braciszkowie namiętnie grali w futbol, więc mieli płaszczyznę
          przyjaźni. Równie namiętnie dokuczali młodszej siostrze, czyli mnie, jeśli im
          tylko weszłam w drogę. A jak się poskarżyłam to mnie tłukli, niestety.
          Zatem rodzice dbali raczej o to, by nasze drogi się za bardzo nie krzyżowały.
          Za to często w domu, przy stole, w towarzystwie licznych cioć i wujków,
          wspominało się czasy ich dziecięcych wojen i innych atrakcji, jak np. 6-letni
          wujek miał pilnować 1,5 rocznej cioci i ją obsiusiał, jak tata zdechłe myszy
          starszym braciom do piórnika wkładał, itp. Było przy tym dużo śmiechu. No i
          widzieliśmy wzajemną solidarność i bliskość rodziny.
          Mama mi często mówiła, "Poczekaj, niech no tylko ładne koleżanki do ciebie
          zaczną przychodzić".
          Ociepliło się już wcześniej, gdy zdobyłam sobie wyjątkową pozycję w szkole i
          chłopcy mogli być ze mnie dumni.(Oni też uczyli się dobrze, więc zazdrości nie
          było).
          A od końca szkoły podstawowej to już rzeczywiście zaczęło być fajnie, właśnie
          przez te koleżanki. I kolegów, którym ja - ku zdziwieniu braci - zaczęłam się
          podobać.
          A potem urodziła się nam młodsza siostra, na punkcie której rodzice oszaleli i
          nas wszystkich solidarnie odstawili na bardzo boczny tor. Małą traktowaliśmy z
          czułością (bośmy już duzi byli), ale wspólnota (obrona) interesów ściśle
          połączyła tylko naszą trójkę.
          Gdy ja przed 18-tka wyjechałam do akademika a brat do wojska, pisaliśmy do
          siebie serdeczne listy.
          I potem już było tylko dobrze.
          Uwaga: nasze kontakty z najmłodszą siostrą, którą w dzieciństwie bardzo
          kochaliśmy, są rzadkie i bardzo oficjalne. Rodzice wszystko zepsuli.

          Moja własna trójka to chłopak i o kilka lat młodsze prawie-bliźniaczki.
          Dziewczyny bardzo różne, ale wszak "skazane" na wspólną zabawę. Kilka razy
          dziennie dowiadywałam się, "jaka ona jest", przyznawałam rację i siostry bawiły
          się dalej.
          Gorzej było z chłopaczydłem. Spokojny samotnik, od najwcześniejszych lat
          zatopiony w książkach, znalazł sobie interesujące hobby - psocenie, dokuczanie
          dziewczynom. A więc wymyślał urządzenie kopiące prądem(takim z bateryjki, ale
          chyba wzmocnionym), znajdywały plastikowe pająki w kredkach, rozpadał im się
          rozkręcony rowerek, nie wiadomo skąd psikała woda, itp.
          O szczypach z zakrętasem nie wspomnę.

          Próbowałam przemawiać do sumienia, tłumaczyć, że to brzydko, że jedna z
          dziewuszek jest nadzwyczaj wrażliwa i bardzo cierpi - wszystko na nic, było
          tylko gorzej.
          Przy czym nie była to absolutnie zazdrość, ale właśnie brak jakiegokolwiek
          porozumienia, wspólnych zainteresowań. Dla syna ktoś, kto się nie interesuje
          techniką, to był głupek, na którego szkoda czasu; najwyżej można mu psikusa
          zrobić. Dla dziewczyn gadżety i pasje syna to były "elektryczne głupoty".

          No, miewałam wtedy nocne koszmary.

          Jakoś tak niechcący okazało się, że siostry mogą być przydatne. Kilkulatek
          zapragnął lutowniczki.
          - Kup mu, zrobi dziewczynkom oświetlenie do domku dla lalek.
          - O właśnie, i jeszcze zrobię im dzwonek do drzwi.
          Mąż kupił.
          Wobec tego potem dziewczyny bywały "potrzebne" jeszcze nie raz - żeby kupić
          prawdziwą wędkę, wybrać się na ryby, pojechać na lotnisko, kupić komputer -
          wszystko, by "małe" też trochę wyedukować.
          A że "małe" na tych pomysłach brata korzystały, więc niechcący punkt 3 dla obu
          stron był spełniony.

          Punkt 5 też wyszedł niechcący, gdy całą trójkę solidarnie acz niesprawiedliwie
          (nieporozumienie) ukaraliśmy zamknięciem w pokoju. Pojawił się wspólny
          "przeciwnik". Po raz pierwszy wspólnie obmyślili psikusa dla rodziców.
          Oj, było śmiechu!
          Z biegiem czasu tej wzajemnej solidarności było coraz więcej.
          Organizowaliśmy np. międzyrodzinne konkursy wiedzy o Trylogii ( z dziećmi z
          zaprzyjaźnionych rodzin).
          W rocznicę naszego ślubu wydawały rodzinną gazetkę. Prace trwały kilka tygodni,
          oczywiście w tajemnicy przed nami.
          Z okazji świąt, urodzin każdy robił prezent dla każdego. Wymagało to licznych
          konsultacji, współdziałania.
          Przydział sprzątania też był "na grupę". Rozdzielały obowiązki między sobą, nie
          zawsze sprawiedliwie, ale to już był ich problem.
          Na górskich wycieczkach to one wybierały trasę i zawsze wyrywały razem do
          przodu, by "przodki" wlekły się w ogonie. Z trudem, ale się wlekliśmy( gdyż
          trudno iść jeszcze wolnej, niż najmłodsza kilkulatka).

          Z dziewczynami zaś było tak, że niby nierozłączki, ale każda inna i trochę się
          wzajemnie ograniczały. Nawet muzykalne były każda na swój sposób. Wysłaliśmy do
          różnych szkół (muzycznych). Był to dobry pomysł, uniknęliśmy niezdrowej rywalizacji.

          Czyli - zapewnić każdemu swoją przestrzeń, czas tylko dla siebie, własny pokój
          (lub chociaż kącik), swoje sprawy, swoje koleżanki, kolegów, przy zachowaniu
          sporego kawałka przestrzeni wspólnej.

          W wiek dojrzewania weszły praktycznie razem (syn dojrzewał późno).
          I wtedy już wszystkie problemy zniknęły.
          Wzajemne podziwianie się, trzymanie się razem, tolerancja, żarty, dyskusje,
          wzajemna pomoc, prawdziwa przyjaźń - czyli "silna grupa pod wezwaniem".
          Od lat głoszę chwałę wieku nastolatkowego, który jest dla mnie najpiękniejszym
          etapem rodzicielstwa, bo dziecko jeszcze bliskie, kochane, "nasze", a już mądre.
          • kulinka3 Re: nie kocha brata 10.05.07, 14:01
            Wzruszyłam się czytając te wspomnienia o dojrzewaniu własnych dzieci.Proste
            prawdy,normalne codzienne sprawy, przez które bez sentymentalizmu bije ciepłem i
            miłością.
            Gratuluję!
          • mader1 Re: nie kocha brata 10.05.07, 16:48
            bardzo Ci dziękuję, rycerzowo. Jak każdej mamie zależy mi na tym, by moim
            dzieciom też się udało. Na razie jest różnie, choć jest dla mnie jasne, ze się
            kochają. Czasem są lepsze, czasem gorsze dni...
            Jeszcze nie są dorośli, ten proces ciągle trwa.
            Spotkałam wiele rodzin, w których wzajemne pretensje, zale, urazy, zazdrość są
            silniejsze niż więzy krwi. Stąd moja refleksja, że nie jest to łatwe.
            Stąd też prośba o pozytywne relacje, o reflekse nad swoim, swoich dzieci
            dzieciństwem. Każda rodzina jest inna i trudno zastosować te same metody, ale
            przynajmniej częśc przemyśleń może zainspirować smile Może w ten sposób, czerpiąc
            z doświadczeń innych można uniknąć oczywistych błędów...
            A, jeżeli nie jest to zby osobiste pytanie, co się dzieje z waszą najmłodszą
            siostrą ? Dlaczego z nią stało się inaczej ?
            • rycerzowa Re: nie kocha brata 17.05.07, 14:02
              mader1 napisała:

              czerpiąc
              > z doświadczeń innych można uniknąć oczywistych błędów...

              To prawda.

              > A, jeżeli nie jest to zby osobiste pytanie, co się dzieje z waszą najmłodszą
              > siostrą ? Dlaczego z nią stało się inaczej ?

              Jeśli kontakty miedzy dorosłym rodzeństwem są rzadkie i oficjalne - trudno.
              Może mieszkają daleko od siebie, może mają mało czasu, może inne zainteresowania...
              Ale jeśli traktuje się tak własną rodzinę, własne dzieci - to jest dramat.
              Również nasz.
              Nasza siostra jest klinicznym przykładem tzw. Syndromu Późnego Dziecka.
              Kiedyś o tym napiszę, bo chyba warto.
              Wszak coraz więcej par decyduje się na rodzicielstwo po 40-ce.
              • mama_kasia Re: nie kocha brata 17.05.07, 14:40
                > Kiedyś o tym napiszę, bo chyba warto.
                > Wszak coraz więcej par decyduje się na rodzicielstwo po 40-ce.

                Napisz, proszę. Bardzo mnie to interesuje.
                • szymama Re: nie kocha brata 18.05.07, 12:49
                  mam sisotre mlodsza prawie 2 lata. Jka sobie przypomne te wojny z
                  dziecinstwa....wojny slowne, ale nie tylko . czasem lalysmy sie jak rasowi
                  chlopcy. Rodzice byli bezsilni. Pamietam jak mama zalamywala rece, ze my sie
                  pewnie nigdy nie dogadamy, ze pojdziemy w swiat i nie bedziemy mialy ze soba
                  kontaktow. Co prawda tak do ok 18 roku zycia nasze stosunki byly napiete przez
                  ciagle konflikty( mamy podobne charaktery, obie uparte jak kozly). teraz na
                  prawde rozjechalysmy sie po swiecie, mamy swoje rodziny...i przepadamy za soba.
                  Potrafimy przez telefon gadac godzinami, piszemy do siebie maile, odwiedzamy
                  sie w miare mozliwosci. Pokochalysmy sie. Czuje, ze jest ona najblizasza mi, po
                  mojej rodzinie , osoba. Wiec, ze zawsze moge na nia liczyc, i ona wie, ze na
                  mnie liczyc moze. Wojna sie zakonczyla piekna siostrzana milosci. Czyli chyba
                  starania i rwania wlosow z glowy przez rodzicow nie poszly na marne. Czego i
                  Tobie zycze smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka