Dodaj do ulubionych

reklamy telewizyjne

06.06.07, 10:02
Podforum Śmietnik.

Co myślicie o reklamach?
Jakie się Wam podobają, a jakie nie?
Jaki mają na Was wpływ?

Swego czasu była dyskusja o reklamie szczepień p/pneumokokom - została
wycofana z emisji jako nieetyczna.
A mnie do założenia tego wątku skłoniła reklama PLUSa - ta z synem, który nie
odbierał telefonów od ojca, ta z muzyczką Ennio Morricone w tle. Działa na
mnie strasznie. Właśnie "strasznie" - to znaczy bardzo i chyba negatywnie.
Właściwie nie wiem, co ma się przez nią osiągnąć - spieszmy się kochać ludzi?
(to może powinni jednak tego ojca uśmiercić, syn nie skorzystał z oferty
Plusa i proszę: jaka strata).

Ktoś już w innym wątku napisał, że dobre są reklamy podpasek - oswajają
z "tymi" sprawami.

Ja bardzo lubię reklamy czekolady - jak ona tak płynie (choć czytałam w GW,
że to farba), taka gęsta, niemalże czuję ją na podniebieniu. Lubię też
reklamy serków Almette.

Znam wiele mechanizmów działania reklam (ze szkolenia o profilaktyce
uzależnień), ale jednak czasem im ulegam. Gdy mam do wyboru dwa produkty
(takie same) różnych firm, to zdarza mi się wybierać ten, którego reklama mi
się w jakiś sposób podobała.

Moja mama jak tylko zobaczy reklamę jakiegoś nowego produktu, to biegnie do
sklepu kupić (spożywcze w 100%).
Obserwuj wątek
    • kasia_ol1 Re: reklamy telewizyjne 06.06.07, 10:53
      wczoraj po raz pierwszy zobaczyłam reklamę, o której piszesz Mamałgosiu (Plus).
      mnie bardzo zaniepokoiła. no i na własnej skórze przekonałam się o działaniu
      reklamy - chociaż byłam świadoma mechanizmów. chciałam kpiącym głosem powiedzieć
      do męża "o, jaka wzruszająca" i poczułam gulę w gardle. może to hormony ciążowe,
      ale jednak dałam się wkręcić...
      ogólnie jestem przeciwna tego typu manipulacjom na ludzkich emocjach. w moim
      odczuciu reklama Plusa i wycofana reklama szczepień prezentują ten sam poziom,
      dla mnie naganny i nieetyczny.
      • mamalgosia Re: reklamy telewizyjne 06.06.07, 10:56
        Właśnie odbieram to podobnie jak Ty (a w ciąży nie jestem). Ale właściwie:
        dlaczego nieetyczny? Z powodu grania na emocjach? A może można zagrać na
        emocjach, jeśli ma to służyć dobru? Może dobrze, jeśli dzieci zostaną
        zaszczepione i nie zachorują, jeśli mamę przerazi reklama? (gdyby jeszcze ta
        szczepionka nie kosztowała 600złx3)
        • kasia_ol1 Re: reklamy telewizyjne 06.06.07, 11:11
          to o czym pisałam wcześniej, to takie moje wewnętrzne odczucie - więc
          subiektywne. ja poczułam się w pewnym sensie wykorzystana. fakt- mogłam wyłączyć
          telewizor, ale widząc obraz po raz pierwszy, byłam po prostu ciekawa. później
          czułam niesmak, oględnie mówiąc.
          a co do reklamy szczepionek; ja swoich dzieci nie szczepię (cena rzeczywiście
          poraża), ale nie chcę pod wpływem reklamy czuć się gorszą mamą, bo taką nie
          jestem i na taką manipulację - bo też tak to odbieram - nie zgadzam się. we
          wszystkim trzeba zachować umiar i zdrowy rozsądek. jeżeli zadłużę się, bo muszę
          zaszczepić dzieci i na co dzień będzie nam ledwo starczać na życie, dzieciaki
          też mogą chorować np. z niedożywienia. chcę mieć prawo wyboru (o matko! jak to
          zabrzmiało wink. reklama była jednoznaczna - jak nie zaszczepię, to dziecko umrze.
      • dorotkak Re: reklamy telewizyjne 06.06.07, 14:45
        rzeczona reklama Plusa wyciska ostatnie lzy jakie mi jeszcze po smierci Taty
        zostaly
        pierwszy raz zobaczylam ja w dzien jego smierci, teraz konsekwentnie przelaczam
        an inny kanal
    • minerwamcg Re: reklamy telewizyjne 06.06.07, 11:19
      Nie oglądamy telewizji, więc i reklam. Czasem jednak rzuci się okiem na
      migające pudełko - u mamy, u teściów, w knajpie, w sklepie...
      To o oswajaniu z problemami higieny intymnej napisałyśmy obie z andabą smile Tak,
      rzeczywiście uważam, że reklamy artykułów ze skrzydełkami zrobiły dużo dobrego.
      Podobnie jak w okresie raczkującego kapitalizmu dobrą robotę odwaliły reklamy
      mydeł, past do zębów, szamponów i dezodorantów.
      Dzisiaj obserwuję inny mechanizm, który mi się podoba. Reklamiarze chcąc
      odwołać się do wartości pozytywnych często przedstawiają rodzinę. I to na ogół
      z dwojgiem dzieci, najlepiej różnej płci. Jest to mechanizm wzajmnie się
      nakręcający: im bardziej obraz szczęśliwej rodziny wdrukuje się w świadomość
      odbiorców, tym chętniej po taki obraz sięgną reklamiarze. I z drugiej strony -
      im więcej jest "rodzinnych" reklam, tym bardziej sielankowy obrazek szczęśliwej
      rodziny utrwala się w świadomości. Nie twierdzę naiwnie, że reklamy margaryny
      czy sera wykonują jakąś przełomową pracę na rzecz rodziny, ale też uważam, że
      wszystko co przyczynia się do utrwalenia w świado- i podświadomości jej dobrego
      wizerunku jest jakoś tam społecznie korzystne. Jeśli już te głupiutkie obrazki
      muszą się pokazywać - to niech chociaż będzie z tego jakiś społeczny pożytek.
      • magdalaena1977 Re: reklamy telewizyjne 08.06.07, 18:59
        minerwamcg napisała:
        > Dzisiaj obserwuję inny mechanizm, który mi się podoba. Reklamiarze chcąc
        > odwołać się do wartości pozytywnych często przedstawiają rodzinę. I to na ogół
        > z dwojgiem dzieci, najlepiej różnej płci.
        A mnie razi jak stereotypowo wygląda podział ról w takiej rodzinie, Od
        wszystkich ciekawych rzeczy jest tata, a mama tylko dostarcza jedzenia, sprząta
        i dopiera ubranka zabrudzone podczas przygód.
        Szczególnie denerwuje mnie reklama Tofifee (?) i jak popatrzę na te cukierki to
        mnie odrzuca.
        • minerwamcg Re: reklamy telewizyjne 08.06.07, 20:38
          Tata w tych reklamach najczęściej jest łajzą, paprzącą się po uszy tak samo,
          jak nieletnie potomstwo. Jeżeli dorosły mężczyzna nie potrafi zjeść pizzy nie
          wywalając jej sobie na podkoszulek, a lodów nie paćkając bluzy, jego ojcostwo
          należy uznać za mocno podejrzane smile)) Ktoś taki absolutnie nie wygląda na
          człowieka, który potrafił zrobić coś, co ma ręce i nogi smile

          Tak więc stereotyp reklamowy jest niekorzystny dla płci obojga. Kobieta jest
          idiotką piszącą listy do proszków do prania, mężczyzna kretynem zachowującym
          się jak dwulatek. Czy nie są to aby seksistowskie wyobrażenia jednej płci o
          drugiej?... smile))))

          Na szczęście są też reklamy, na których cała rodzina bawi się, pływa żaglówką,
          jedzie na wycieczkę, urządza piknik z grillem (skwierczące mięso przewraca
          tata).
    • otryt Re: reklamy telewizyjne 06.06.07, 11:44
      Nie lubię reklam. Staram się nie kupować rzeczy, których reklamy widziałem.
      Wiem, że reklama stanowi około 40% kosztów. Wniosek z tego prosty, bardzo
      przepłacamy za towary reklamowane. Stosunek ceny do jakości jest dla tych
      produktów zdecydowanie niekorzystny. Nigdy nie rzucam się na nowinki.
      Informację czerpię od innych ludzi, którzy sami sprawdzili i są zadowoleni albo
      sam testuję nieznane produkty.

      Gdy leci reklama przełączam na inny kanał, a gdy wszędzie są reklamy wyłączam
      dźwięk. Jako ciekawostkę podam, że dawniejsze telewizory były bez pilota.
      Trzeba było podejść do telewizora i przełączyć. Gdy wynaleziono pilota firmy
      reklamowe wpadły w popłoch i chciały wykupić patent lub w inny sposób
      zablokować produkcję pilota. Na szczęście im się to nie udało.

      Jeśli już interesuje mnie reklama to raczej oglądam je pod kątem demaskowania
      technik manipulacji. Lubię tylko nieliczne reklamy np. kabaretu Mumio.
      Nienawidzę przerywania filmów reklamami. To plugawi nawet najlepszy film, psuje
      artystyczny przekaz, rozwala nastrój. Z tego powodu prawie nie oglądam TVN i
      Polsatu. Żadnego filmu przerywanego reklamami nie obejrzałem w życiu do końca.
      Paskudne są reklamy na bilbordach nowej telefonii komórkowej. Na pewno nie
      kupię od nich komórki. Nie lubię przeżywać odruchu obrzydzenia, a taki odruch
      ta firma mi serwuje, gdy widzę ich plakaty.

      Reklamy leków powinny być zakazane. O tym powinien decydować lekarz a nie
      reklama. Polacy i tak zjadają za dużo leków. Wielu ludzi chce mieć lepsze
      zdrowie, zapłaci wiele. Łatwo nastraszyć ludzi bakteriami, dobrze nastraszony
      też zapłaci wiele. W reklamie jest wiele sprytnie ukrytego kłamstwa a wiele z
      nich działa na podświadomość serwując skojarzenia erotyczne, przemyślnie
      ukryte. Reklamy niemiłosiernie eksploatują stereotypy mężczyzny i kobiety.
      Zawsze ciekawi mnie model rodziny, jaki prezentuje reklama. Zazwyczaj jest to
      2+2. Kiedyś widziałem 2+3. Przy okazji promuje się także pewien styl życia.
      • mamalgosia 2+2 06.06.07, 14:15
        I zazwyczaj rodzeństwo różnopłciowe
      • magdalaena1977 Re: reklamy telewizyjne 08.06.07, 19:03
        otryt napisał:
        > Staram się nie kupować rzeczy, których reklamy widziałem.
        Co zatem kupujesz ? - jakiej pasty do zębów używasz, jakiego proszku, mydła ?
        Mam wrażenie, że w tych segmentach wszystko jest reklamowane. Czasami zdarzy się
        kupić jakiś produkt noname i jego jakość jest zwykle opłakana.
        Ja zakładam , że powyżej pewnego poziomu jakości i ceny wszystkie towary są
        reklamowane. Przecież nawet biedronka i lidl reklamują się w TV, więc nie można
        uznać wody oaza za niereklamowaną.
        • a_weasley Re: reklamy telewizyjne 08.06.07, 20:28
          magdalaena1977 napisała:

          > > Staram się nie kupować rzeczy, których reklamy widziałem.

          > Co zatem kupujesz ? - jakiej pasty do zębów używasz, jakiego proszku, mydła ?

          Ja najczęściej drugiego najtańszego, ewentualnie marek, do których jestem
          przywiązany, bo je znam z mojej ojczyzny Polski Ludowej (proszek E, pasta do
          zębów Fluorodent, krem do golenia Nivea, płyn do naczyń Ludwik, olej silnikowy
          Lux 10, samochód Warszawa itp.).

          > kupić jakiś produkt noname i jego jakość jest zwykle opłakana.

          Z nożyków do golenia najbardziej mi się sprawdził sprzedawany w Carrefourze (po
          2 zł PACZKA) noname produkcji indyjskiej.

          > Ja zakładam , że powyżej pewnego poziomu jakości i ceny wszystkie towary są
          > reklamowane.

          Ściśle biorąc, reklamowane są wszystkie produkty, które ktoś chce sprzedać
          powyżej pewnego poziomu ceny.

          > Przecież nawet biedronka i lidl reklamują się w TV,

          W moim przypadku niekupowanie produktów, których reklamy widziałem, jest o tyle
          łatwiejsze, że praktycznie nie oglądam TV. Znam jednak rodzinę, w której TV
          jest, i dużo używana, a tę metodę stosują konsekwentnie.
        • otryt Re: reklamy telewizyjne 09.06.07, 10:46
          magdalaena1977 napisała:

          >Co zatem kupujesz ? - jakiej pasty do zębów używasz, jakiego proszku, mydła?

          Dobrze jest wciąż zmieniać proszki, szampony, pasty. Proszek kupuję zazwyczaj w
          Lidlu, wcale nie jest gorszy od tych reklamowanych, pasty w Rossmanie, szampony
          w różnych miejscach, czasem nawety reklamowany. Po tych reklamowanych włosy
          najgorzej wyglądają. Ostatnio w zwykłym sklepie koło domu kupiłem szampon
          pokrzywowy familijny firmy Pollena z Katowic. 1 litr za 7 PLN, włosy wszystkich
          w rodzinie świetnie po nim wyglądają. Takie same szampony były za komuny, tylko
          w małych i szklanych butelkach. W Rossmanie kupowałem film do aparatu Rossman
          za 6 PLN. Kodak kosztował 16PLN. Zdjęcia były lepsze od tych na Kodaku
          wywoływanych u Kodaka.

          • katriel Re: reklamy telewizyjne 09.06.07, 16:41
            otryt napisał:
            > Dobrze jest wciąż zmieniać proszki, szampony, pasty.

            Dlaczego?

            Ja mam różne swoje ulubione produkty, które kupuję stale albo prawie stale. Są
            wśród nich markowe i hipermarketowe "noname'y"; są takie z najtańszej półki i
            takie z górnej strefy cenowych stanów średnich. Dopóki ich nie znalazłam,
            wypróbowywałam różne, ale teraz - skoro jestem zadowolona - nie widzę powodu,
            żeby zmieniać zwyczaje. Jedynie z rzadka zdarza mi się kupić coś innego,
            zwłaszcza jeśli jeszcze tego nie próbowałam, żeby sprawdzić, czy nie jest
            jeszcze lepsze. Najczęściej robię to wtedy, kiedy akurat jest jakaś przecena
            albo promocja. Czemu to jest źle?
            • otryt Re: reklamy telewizyjne 13.06.07, 11:08
              Myślę, że działa to tak samo jak urozmaicenie diety. Różni producenci, różne
              receptury, różne mikroelementy. Zauważamy, że po zmianie proszku ubrania są
              lepiej wyprane, aby po jakimś czasie wszystko wróciło do średniej normy.
              Podobnie jest z włosami po zmianie szamponu. Poza tym człowiek potrzebuje
              zmian. Lepiej żeby zmieniał banki, telekomy, proszki do prania, pasty do zębów
              niż żony lub mężów albo przyjaciół. Śmieszy mnie nowe znaczenie słowa
              lojalność, jaką kapłani wolnego rynku starają się nam zaszczepić. Jednoczesnie
              radością napawa fakt, że Polacy są najmniej lojalnym narodem w Europie, jeśli
              chodzi o przywiązanie do marki. Biadolą nad tym w mediach. Ja zaś mówię, że
              Polacy jeszcze najwięcej rozsądku posiadają, bo firmy, które lepsze warunki
              oferują nowym klientom niż starym traktują , tak jak na to zasługują. Ideałem
              byłoby zmienianie marek jak skarpetki. Przyznam jednak, że od lat piję te samo
              piwo, na dodatek reklamowane. Ale będzie tak tylko do pierwszej wpadki. Banki i
              telekomy zmieniałem kilka razy.smile))
      • samboraga Re: reklamy telewizyjne 08.06.07, 21:49
        >Nienawidzę przerywania filmów reklamami. To plugawi nawet najlepszy film, psuje
        artystyczny przekaz, rozwala nastrój. Z tego powodu prawie nie oglądam TVN i
        >Polsatu.

        Ja oglądam. Wolę telewizję, która żyje z reklam i tego nie ukrywa, i puszcza to,
        co akurat chcę i mogę obejrzeć, bo pora normalna, od telewizji ,która przejada
        pieniądze na swoją ‘misję’ polegającą na tym, że filmy naprawdę wartościowe
        puszczane są ok. 23.20 w środku tygodnia. I jeszcze ma czelność wołać o
        abonament, pobierając jednocześnie pieniądze z reklam (to rozwiązanie
        finansowania to ewenement).

        >Reklamy leków powinny być zakazane. O tym powinien decydować lekarz a nie
        >reklama.

        O tym zadecydował ustawodawca (a więc wybierani przez nas politycy) i lobby
        farmaceutyczne (które polityków tychże przekonało), a nie reklama. Dla agencji
        reklamowej dostającej zlecenie parafarmaceutyki to taki sam produkt jak podpaski
        – wszystko jest w ramach ustawy o reklamie. Poza tym lekomanii Polaków sprzyja
        liczna sieć aptek sprzedających tylko leki gotowe i kosmetyki oraz łatwość
        założenia takiej apteki (a także dostęp w kioskach, supermarketach, na stacjach
        benzynowych) – ale to inny temat.
        • otryt Przerywanie filmów reklamami 09.06.07, 11:07
          samboraga napisała:

          >Ja oglądam. Wolę telewizję, która żyje z reklam i tego nie ukrywa, i puszcza to
          >co akurat chcę i mogę obejrzeć, bo pora normalna, od telewizji ,która przejada
          >pieniądze na swoją ‘misję’ polegającą na tym, że filmy naprawdę
          >wartościowe puszczane są ok. 23.20 w środku tygodnia. I jeszcze ma czelność
          >wołać o abonament, pobierając jednocześnie pieniądze z reklam (to rozwiązanie>
          >finansowania to ewenement).
          >

          Ja nie oceniam poszczególnych telewizji, w dużej mierze mogę się zgodzić z tym
          co napisałaś. Jednak nie trawię procederu przerywania filmów reklamami i nigdy
          tego nie zaakceptuję, uważając to za barbarzyństwo w stosunku do dóbr kultury,
          jakimi są filmy. Rozumiem , że muszą być reklamy. Czy nie wystarczy im miejsca
          pomiędzy programani? Mogą nawet robić godzinny blok reklamowy, ale między
          programami a nie podczas nich.

          W Boże Ciało na Polsacie chyba leciał film o świętym Franciszku. Podczas
          nieobecności Franciszka braciszkowie zastępujący go zmienili regułę zakonu,
          zaczęli używać naczyń ze złota, obrośli w bogactwo. Franciszek nie chce się na
          to zgodzić, mówiąc, ze musimy dać świadectwo ubóstwa..............Tu się urywa
          i bez ostrzeżenia, że zaczyna się reklama, wchodzi od razu reklama luksusowaego
          samochodu.

          Nie wiem, czy mogło tak wyjść przypadkiem, czy ktoś urywający film właśnie w
          tym miejscu zadrwił sobie ze świętego Franciszka? To jaskrawy przykład
          splugawienia przekazu artysty i myśli świętego. Rozumiem, ze psychologia, że
          rynek, że zyski ze sprzedaży. Zachłanność powinna mieć jednak jakieś granice.




          • samboraga Re: Przerywanie filmów reklamami 09.06.07, 11:14
            > Nie wiem, czy mogło tak wyjść przypadkiem, czy ktoś urywający film właśnie w
            > tym miejscu zadrwił sobie ze świętego Franciszka? To jaskrawy przykład
            > splugawienia przekazu artysty i myśli świętego. Rozumiem, ze psychologia, że
            > rynek, że zyski ze sprzedaży. Zachłanność powinna mieć jednak jakieś granice.

            to nie jest zachłanność tylko schemat czasowy, zawarty częściowo w ustawie o
            radiofonii i telewizji
            Otrycie, jestem w trakcie pisania jeszcze jednego postu do tej dyskucji, może on
            coś więcej wyjaśni
            • otryt Re: Przerywanie filmów reklamami 09.06.07, 12:36
              samboraga napisała:

              >to nie jest zachłanność tylko schemat czasowy, zawarty częściowo w ustawie o
              >radiofonii i telewizji

              Oczywiście ma to jakieś umocowanie w prawie. Lobbyści zadbali, aby mozna było
              jak najwięcej czasu reklamowego umieścić wewnątrz filmu. Batalia była nawet o
              taki drobiazg, aby przed reklamą był albo nie było zwiastunu reklamy. Dziwi
              mnie dlaczego w filmie o Franciszku tego zwiastunu nie było? Być może
              wywalczyli nowy kształ prawa?

              Wiemy dobrze, że w tym wszystkim chodzi o to, aby ludzie nie uciekali przed
              przekazem reklamowym, bo większość jednak chce uciekać. Szczytem paskudztwa są
              reklamy w internecie, które nachalnie zasłaniają ci, to co nasz zamiar
              przeczytać. W ten sposób rodzi się moja duża niechęć do reklam i do produktów
              takimi metodami reklamowanych. Albo gdy w pismach komputerowych muszę szukać
              właściwego tekstu zagubionego i poszatkowanego wśród reklam. Z tego powodu
              pożegnałem się na zawsze z wieloma tytułami.

              Podczas oglądania filmu mocno zaangażowane są moje emocje i intelekt. Gdy
              następuje nagła przerwa odczuwam to bardzo nieprzyjemnie. Przerywanie filmu
              można porównać do stosunku przerywanego. Ten ostatni jest chyba grzechem?
              Wyobraź sobie księdza oglądającego słowa Franciszka o ubóstwie. Być może
              wykorzysta to w kazaniu? Potem jest reklama świetnej bryki. Być może sobie kupi?
              Czy nie uważasz tego za schizofrenię, za służenie dwóm panom? Z moich
              obserwacji wynika, że większość ludzi wypełnia w życiu zasadę: "Panu Bogu
              świeczkę a diabłu ogarek". Reklama doskonale trafia w tę mentalność.smile
            • a_weasley Re: Przerywanie filmów reklamami 10.06.07, 10:50
              samboraga napisała:

              > > zyski ze sprzedaży. Zachłanność powinna mieć jednak jakieś granice.

              E tam. Ludzka pazerność daje pojęcie o nieskończoności.

              > to nie jest zachłanność tylko schemat czasowy, zawarty częściowo w ustawie o
              > radiofonii i telewizji

              I czego ten schemat, gdziekolwiek byłby zapisany, jest wyrazem? Troski o
              konsumenta, którego interes wymaga, żeby w środku filmu został na kwadrans
              wybity z klimatu, zgubił wątek i po raz 357 został poinformowany, że
              chlorofilowo-miętowo-pomarańczowa guma do żucia "Brox i Synowie" jest do
              zbawienia koniecznie potrzebna?
              Idzie sobie na PolSacie, dajmy na to, "Zamach". Film o czymś, z fabułą, z
              zupełnie innych czasów, czarno-biały, po czym nagle grom z jasnego nieba i
              dowiadujemy się, że plama, plama, co za pech, a jak dobry to Pollena 2000. Super.
              • samboraga Re: Przerywanie filmów reklamami 10.06.07, 18:04
                > I czego ten schemat, gdziekolwiek byłby zapisany, jest wyrazem? Troski o
                > konsumenta

                Złe pytanie, Weasleyu. Nie ‘czego jest wyrazem’, tylko ‘przez kogo jest stworzony’.
                Przyjąłeś za podstawę, że najbardziej zależy na reklamach w tv agencjom
                reklamowym czy producentom, a jest jeszcze jedna grupa żywotnio zainteresowana –
                politycy z tzw. dużej polityki. Dlaczego? Publiczna TV jest, niezmiennie,
                traktowana jako tuba rządowa (mniej lub bardziej). Celowo sposób finansowania
                jest podwójny (to ewenement jeśli chodzi o telewizje publiczne!). Tuba kosztuje.
                W innych krajach telewizje publiczne finansowane są albo z abonamentu, albo z
                reklam. W pierwszy m przypadku widz ma spokój z reklamami, płaci swój haracz. W
                drugim – lata mu przed oczami.
                Zauważ jak pięknie dałeś się wciągnąć w grę publicznej TV – ‘my jesteśmy cacy,
                bo nie przerywamy reklam’. Ano nie przerywają, bo mają jeszcze abonament, mimo
                wszytsko jakieś pieniądze z tego też są. Cwane to.
                Jak będzie równość finansowania Polsatu, TVN i TVP to wówczas będzie można
                porównać, kto , jak i ile przerywa.

                > zbawienia koniecznie potrzebna?

                sama telewizja w ogóle nie jest do zbawienia potrzebna
                • a_weasley Ustawiania przeciwnika ciąg dalszy 12.06.07, 09:27
                  samboraga napisała:

                  > > I czego ten schemat, gdziekolwiek byłby zapisany, jest wyrazem? Troski o
                  > > konsumenta
                  >
                  > Złe pytanie, Weasleyu. Nie ‘czego jest wyrazem’, tylko ‘przez
                  > kogo jest stworzony’.

                  Dzięki za pouczenie. Zadałem pytanie, czego jest wyrazem, ponieważ chodziło mi o
                  to, czego jest wyrazem. A to, przez kogo stworzony, jest wtórne.
                  Schemat jest wypadkową tego, co doskonale wiadomo o szkodliwości i uciążliwości
                  reklam, i wynikającego stąd dążenia do utrzymania zjawiska w jakichś granicach,
                  oraz chęci zysku reklamodawców (zarówno twórców, jak i ich klientów).

                  > Przyjąłeś za podstawę, że najbardziej zależy na reklamach w tv agencjom
                  > reklamowym czy producentom,

                  Zgadza się. Tym, którzy na nich zarabiają.

                  > Zauważ jak pięknie dałeś się wciągnąć w grę publicznej TV – ‘my jes
                  > teśmy cacy, bo nie przerywamy reklam.

                  Ależ owszem, przerywają reklamy filmami (od czasu do czasu) i to ich trochę
                  rehabilituje w moich oczach.
                  A tak poważnie - czyżbym powiedział, że skoro TVP nie przerywa filmów reklamami,
                  to już jest w porządku? Nie przypominam sobie.
                  Co do abonamentu, to w bilansie należy również uwzględnić udział reklam w czasie
                  antenowym i oczywiste zmniejszenie wartości oferowanego produktu (na przykład
                  konieczność tłumaczenia dzieciom, o którym tyle tu było mowy). Gdybym tak miał
                  telewizor, jak nie mam, wolałbym dopłacić drugie tyle i mieć spokój z reklamami
                  (nawet teraz, nie mając dzieci, którym bym coś musiał tłumaczyć).
                  • kamilla14 Re: Ustawiania przeciwnika ciąg dalszy 13.06.07, 02:08
                    > A tak poważnie - czyżbym powiedział, że skoro TVP nie przerywa filmów reklamami
                    > ,
                    > to już jest w porządku? Nie przypominam sobie.

                    TVP moze nie przerywa filmow, ale juz Wiadomosci czy dobranocke - tak - b.
                    sprytnie omija przepis o nieprzerywaniu - np. oddzielajac prognoze pogody od
                    informacji jako osobny program, moga miedzy nimi"ladowac" 10 min. rekla;
                    podobnie denerwowalam sie, gdy przed dobranocka byl krociutki swietny "Lippy and
                    Messy" i tez figurowal jako oddzielna pozycja w programie, a wiec mozna bylo
                    legalnie dzieciom kilka reklam przemycic - a swoja droga reklamy kierowane do
                    dzieci sa moim zdaniem zbyt agresywne - dziecko jest zbyt bezbronne, a nie
                    sadze, by wiecej niz kilka procent z nich mialo tak swiatlych rodzicow jak Wy,
                    ktorzy uswiadamiacie je pod tym wzgledem. Cala masa znanych mi rodzicow ulega
                    temu sztucznemu swiatowi reklamy nie gorzej niz dzieci, i nie widzi w tym problemu.
                    Ja niestety nic na obrone reklam dla dzieci nie znajduje - wartosciowe zabawki
                    nie potrzebuja tak nachalnych reklam; zyczylabym tez sobie telewizji publicznej
                    bez reklam, ale zapewne sie nie doczekamsad
                    to chyba tyle na razie, k
      • samboraga produkty niemarkowe 08.06.07, 22:03
        >Staram się nie kupować rzeczy, których reklamy widziałem.

        Wydaje się, że wyjściem z sytuacji może być kupowanie produktów niemarkowych.
        Ale - producent produktu reklamowanego wypuszcza zwykle róznolegle inny produkt,
        tańszy, nie reklamowany, dla takiej właśnei grupy konsumentów. Chyba nie ma
        małych, niezależnych producentów np. mydła, a wielu lokalnych producentów
        wchodzi w skład wielkich koncernów. Innym rozwiązaniem może być kupowanie
        produktów najtańszych, oznaczanych przez supermarkety marką własną - ale
        wówczas'popieramy' drakońskie zasady produkcji i handlu (np. dostawa dużej
        partii towaru w 24h) jakie su[ermarket narzuca takiemu dostawcy z pozycji siły.
        I takich działąń jest więcej.
    • a_weasley Re: reklamy telewizyjne 06.06.07, 12:11
      Jeśli chodzi o obraz pozytywnej rodziny, to tak, tutaj jestem za.
      Niestety równocześnie reklamy zawierają w podtekście inny przekaz: ten, który ma
      więcej, jest lepszy od tego, który ma mniej. I tego już nie sposób pochwalać.
      O stereotypach płci nie ma co mówić, bo co prawda z Was robią tam słodkie
      idiotki, ale z nas robią niedołężnych życiowo kretynów, więc jest remis.
    • a_weasley Jak Boga kocham, no nie przy jedzeniu! 06.06.07, 12:20
      mamalgosia napisała:

      > Ktoś już w innym wątku napisał, że dobre są reklamy podpasek - oswajają
      > z "tymi" sprawami.

      Co to, kobieta nie wie, co się z tym robi? Albo żonaty facet? A jak już oswajać,
      to po to jest w szkole WdŻ.
      NO zaraz będziemy mieli reklamy... nie przychodzi mi do głowy czego, bo już ze
      wszystkim nas reklamy oswoiły. Zafajdaną muszlę klozetową pokazali, używane
      plastry na wągry, lekarstwo na wzdęcia. Jestem szczęśliwym nieposiadaczem
      telewizora, ale niestety teściowa ma i czasem bywa włączony w czasie posiłku.

      > Ja bardzo lubię reklamy czekolady - jak ona tak płynie (choć czytałam w GW,
      > że to farba), taka gęsta, niemalże czuję ją na podniebieniu.

      Mnie się cofa, jak widzę takie brązowe gęste płynące...
      Poza tym te akurat reklamy robią bardzo dużo złego, wyrabiając u dzieci i
      młodzieży fatalne nawyki żywieniowe.

      > Gdy mam do wyboru dwa produkty (takie same) różnych firm, to zdarza mi się
      > wybierać ten, którego reklama mi się w jakiś sposób podobała.

      Też znam ten mechanizm i na wszelki wypadek mając wybór, kupuję produkt albo
      drugi najtańszy, albo ten, którego reklamy nigdzie nie widziałem.
      Nie wiem, czy udział kosztów reklamy jest aż taki, jak twierdzi Otryt, pewnie
      jak kiedy. To pewne, że Red Bull potrafił być nawet dwa razy droższy od nic nie
      gorszego XL. Potem XL zaczął się intensywnie reklamować i podrożał, za to dalej
      tanie było R20...
      • minerwamcg Re: Jak Boga kocham, no nie przy jedzeniu! 06.06.07, 12:56
        > Co to, kobieta nie wie, co się z tym robi? Albo żonaty facet? A jak już
        > oswajać to po to jest w szkole WdŻ.

        Arthurze, wiesz doskonale, że nie chodzi o "wiedzę co się z tym robi". Fakt, że
        możesz w aptece zażądać stosownych artykułów dla mnie, a cała kolejka nie
        będzie się na Ciebie gapić ze zgorszeniem, jakie zazwyczaj towarzyszy
        ekshibicjonistom - zawdzięczasz w znacznej mierze tym reklamom.
        A że nie przy jedzeniu, to fakt. W ogóle, zgodni jesteśmy, że na czas posiłków
        powinno się wyłączać tv.
      • mader1 Re: Jak Boga kocham, no nie przy jedzeniu! 06.06.07, 13:01
        Mój mąż zażartował kiedyś, że gdyby nie miał trzech kobiet w domu i nie
        widział na własne oczy, ze potrafią być bardziej skomplikowane, kojarzyłyby mu
        się po jednodniowym oglądaniu reklam z miesiączką, zaparciami i
        wzdęciami smile))))) ewentualnie biegunkami i bólami menstuacyjnymi oraz
        migrenowymi.
        • minerwamcg Re: Jak Boga kocham, no nie przy jedzeniu! 06.06.07, 13:36
          Zaraz zaraz, ale w reklamach środków na zaparcia, wzdęcia i biegunki występuje
          chyba więcej facetów? Kobiety to raczej środki odchudzające, proszki do prania
          i margaryny? Bóle menstruacyjne i migreny owszem, bo facetowi, jak w tym starym
          kawale, może najwyżej głowa napieprzać smile))
          • mader1 Re: Jak Boga kocham, no nie przy jedzeniu! 06.06.07, 13:43
            no coś Ty ! wink)) przyznam, ze reklamy omijamy z daleka, ale czasem się nie
            da smile))
            Widzieliśmy ze dwie odmiany takiej, gdy córka dzwoni do mamy, a ta skarży
            się " że ją pogoniło". Po zażyciu środka, spotykają się w sklepie. Jakaś co do
            łazienki idzie, cała w tiulach i środek przeciwko zaparciom. Kobiety w
            autokarze, które zwierzają się sobie, ze jeszcze jednego ciastka nie mogą zjeść
            i pokazują pasek spódnicy...
            Może pecha mieliśmy , ale po takim seansie, Robert spojrzał na mnie
            podejrzliwie smile)))))
            • dorotkak Re: Jak Boga kocham, no nie przy jedzeniu! 06.06.07, 14:51
              Kobiety w
              > autokarze, które zwierzają się sobie, ze jeszcze jednego ciastka nie mogą
              zjeść
              >
              > i pokazują pasek spódnicy...
              ta reklama jest "swietna" - co tam dietetyka, najesz sie bigosu, ciastek i co
              tam jeszcze a potem wezmiesz "cudowna" tabletke i wszytsko strawiszsmile
      • mamalgosia Imię Boże nadaremno 06.06.07, 14:14
        To tak gwoli ścisłości.

        Nie chodziło mi o to, że kobieta nie wie, co się robi z podpaskami. Ale
        dziewczynka niekoniecznie. Moim zdaniem w ten sposób fizjologia jest oswajana
        (czy odzierana z tajemnicy?), to się przydaje.

        A czekolada nie jest złym nawykiem żywieniowym
        • imbirka Re: Imię Boże nadaremno 06.06.07, 14:23
          No, jeśli dziewczynka w świat fizjologii jest tylko reklamami wprowadzana, to
          rzeczywistość może ją nieźle zaskoczyć. A w wielu rodzinach pewnie tak bywa.
          Jednak reklamy bardzo fizjologię zafałszowują. Ciekawe są opowieści moich
          koleżanek, które prowadzą szkołę rodzenia - panowie (w wieloletnich związkach z
          kobietami) są często kompletnie nieświadomi czym jest miesiączka, a opowieści o
          tym, jak wygląda połóg i na co sie przygotować, są traktowane jak horror. A to
          tylko (aż?) kobieca fizjologia.

          A reklama Plusa na mnie też bardzo źle działa. Czuję sie manipulowana, i czuję,
          ze ktoś gra na moim poczuciu odpowiedzialności i na trosce o najbliższych, i
          chce mnie wpuścić w poczucie winy, że nigdy nie sprostam.
          • mamalgosia Re: Imię Boże nadaremno 06.06.07, 14:35
            imbirko - oczywiście, że niedobrze, gdy dziewczynka zna miesiączkę tylko z
            reklamy. Ale lepsze to niż nic, czasami brak informacji jest zastraszający.

            o, to to! "czuję się manipulowana"!
            • samboraga manipulacja w reklamie 08.06.07, 22:42
              > o, to to! "czuję się manipulowana"!

              Przekaz reklamowy składa się z dwóch części. Pierwsza to informacja o produkcie.
              Ani to dobre, ani złe samo w sobie. Reklama jako taka jest zjawiskiem
              neutralnym. Z tego powodu nie rozumiem obrażania się na reklamę. Druga częśc -
              to elemnent wpływania i tu wachlarz jest szeroki, od zachęty (ładny obraz,
              muzyka, ciekawy żart, puenta) po nachalną manipulację.
              Myślę, że poziom manipulacji w reklamie się waha, zależy od stanu gospodarki, od
              produktów reklamowanych, od rynku reklamowego danego kraju (i pewnie od jeszcze
              paru rzeczy). W Polsce rynek reklamowy jest płytki, bo płytki jest rynek
              medialny tj. mało mediów lokalnych (radia, tv) , efekt – producenci biją się w
              kilku, głownie centralnych, kanałach medialnych, a dla wielu (mniejszych,
              niezależnych, pozakoncernowych) producentów reklama jest w ogóle nie dostępna
              (mało mediów=wysokie stawki).
              Poziom manipulacji w reklamie nie jest, moim zdaniem, wyższy niż w dwóch innych
              ‘podobnych’ dziedzinach tj. w polityce i mediach (i tam też jest to ruchome).

              Gdy patrzę na reklamy-wyciskacze łez nie odczuwam dyskomfortu, że ‘ktoś mnie
              wrabia’. Pomijam reklamy nieetyczne (np. pneumokoki) lub obsceniczne (np. nowy
              operator komórkowy) - tego nie cierpię.
              Myślę sobie, że w reklamie owszem, chodzi o wpływ na odbiorcę, ale ten wpływ po
              pierwsze jest przeceniany, po drugie histeryczne reakcje na to wpływanie są
              przewrażliwione. Chyba, to moje przypuszczenia, to efekt przerwanej edukacji
              konsumenckiej.
              Polska szkoła reklamy w latach dwudziestych stała naprawdę wysoko. Można zajrzeć
              tutaj: httpconfused?tiny.pl/f91k
              Jest na czym zawiesić oko, naprawdęsmile Oczywiście reklamy tv wtedy nie byłowink
              Zauważcie, że na próby wpływania polityków, mediów zżymamy się, ale jesteśmy
              uodpornieni, oswojeni, przez cały PRL też tego ‘się uczyliśmy’ (no, ja to mała
              byłąm, ale...) Edukacji ekonomicznej zabrakło, jako społeczeństwo mieliśmy długą
              przerwę.
              I paradoksalnie ze wszystkich grup wiekowych (są takie badania) najlepiej z
              presją reklamy radzą sobie osoby urodzone po ’89 r. a więc obecna młodzież,
              dzieci. Czyli – osoby nie znające świata bez reklamy. Okazuje się, że łatwiej im
              oddzielić emocjonalną otoczkę reklamy od informacji, którą ona niesie i np.
              wybrać najbardziej racjonalnie operatora telefonu komórkowego (bo nie mówimy o
              maluchu, który widząc w telewizorze autko woła ‘mamo, kup mi’wink.
              • samboraga Re: manipulacja w reklamie 08.06.07, 22:46
                link raz jeszcze:
                tiny.pl/f91k
        • a_weasley Re: Imię Boże nadaremno 08.06.07, 20:46
          Nie nadaremno, tylko cały tytuł in extenso jest cytatem z utworu powszechnie
          znanego.
    • mama_kasia Re: reklamy telewizyjne 06.06.07, 12:54
      > A mnie do założenia tego wątku skłoniła reklama PLUSa - ta z synem, który nie
      > odbierał telefonów od ojca, ta z muzyczką Ennio Morricone w tle.

      Dopiero co wczoraj powiedziałam do męża, że ...lubię tę reklamę smile
      Wiem, wiem, chodzi im o sprzedaż. Jednak ta reklama akurat przekłada się
      w jakiś sposób na moje życie. Odkąd mam komórkę (a mam od niedawna, jakieś
      parę miesięcy) łatwiej przekazuje mi się uczucia mojej mamie. Wiem, że
      lepiej by było tak normalnie twarzą w twarz, ale nie zawsze jest to
      takie proste sad Wysyłam jej więc krótkie sms-y, ona mi odpisuje, że dziękuje.
      Itp. Mama bardzo pragnie kontaktu ze mną (wprost nie mówi, domyślam się...),
      a nie potrafiła i nie potrafi okazywać uczyć. Te nasze małe sms-y mają
      więc wartość. Dlatego też lubię tę reklamę smile
      Jeszcze lubię reklamy kabaretowe reklamy plusa - ten kunszt krótkiego,
      celnego dowcipu - sama radość smile))
      • mader1 Re: reklamy telewizyjne 06.06.07, 13:03
        > Jeszcze lubię reklamy kabaretowe reklamy plusa - ten kunszt krótkiego,
        > celnego dowcipu - sama radość smile))

        Tu się zgadzamy smile To jedne z niewielu reklam, które lubię oglądać smile
      • mamalgosia Re: reklamy telewizyjne 06.06.07, 14:19
        Kasiu, ależ ja nie neguję potrzeby posiadania telefonu komórkowego (sama
        wolałabym umrzeć niż wyrzucić mój). I wiem, że może służyć budowaniu więzi. Ale
        tak mnie jakoś ta reklama napawa obawą, bardzo trudno mi to uzasadnić. Właśnie
        dlatego, że uderza w coś głębszego niż wzrok, słuch i smak.

        A Mumio są rewelacyjni i nie nudzą mnie. Mój Przyjaciel niedawno chrzcił
        dziecko tego łysegosmile

        BTW masz telefon, a ja nie znam jego numeru. Katolickie otwarcie na bliźniego
        • isma Re: reklamy telewizyjne 06.06.07, 14:32
          O, o, o, to, to. Ilu ja numerow telefonow nie znam, a chcialabym wink)).
          • mader1 isma :)))) b/t 06.06.07, 14:36

    • samboraga o reklamie, pozytywnie? 09.06.07, 11:36
      Wczoraj zaczęłam ‘rozprawiać’ się z wątkiem, ale nie zdążyłam napisać postu
      najważniejszegowink
      Spróbuję napisać jak to widać z drugiej strony jako, że moja rodzina z reklamy
      żyje, mój mąż jest copywriterem (a fe, brzydkie słowowink i pracuje w agencji
      reklamowej (fuj, brzydkie słowo) i robi...te...tam...reklamy (bardzo, bardzo
      brzydkie słowowink))

      Reklama jest jednym z narzędzi rynku, a jednocześnie dziedziną rozpiętą od
      kiczu, poprzez solidne rzemiosło, aż po sztukę. Prostych, ‘zwykłych’ reklam jest
      najwięcej – i nie jest to wyłącznie spowodowane brakiem kreatywności twórców.
      Przykładowo – proszki do prania. Działają tylko jak pani smutno mówi ‘ooo, ale
      plama’, a na końcu ‘ojej, udało się, to wspaniały proszek’. Reklamy dowcipne nie
      działały. Podobnie jak reklamy kosmetyków reklamowane przez zwykłe kobiety a nie
      przez modelki. To samo jest z odbiorem stereotypów, na które tak psioczycie –
      pewne produkty ‘wymagają’ stereotypu, bo to odbiorca go ‘chce’.

      Generalnie patrzę na reklamy z dystansem, są dla mnie częścia industrialnego
      świata, i tyle. Gdy lecą reklamy w przerwie filmu zwykle robię sobie herbatę,
      zerkam jednym okiem. Ale bywają reklamy, które lubię, na które nawet czekam, dla
      ich obrazu, muzyki, dowcipu. Takie mini-etiudy filmowe.
      Z powodu zawodu męża dużo o reklamach rozmawiamy, o reklamowej kuchni. Swego
      czasu jeździliśmy razem na Krakfilm, chodziłąm na Noce Reklamożerców (oba to
      festiwale twórców reklamy). Nie uwierzycie, ale są ludzie, którzy z własnej
      nieprzymuszonej woli siedzą całą noc przed dużym (!!!) ekranem pełnym reklam,
      nie przerywanych filmamiwink))

      Spot reklamowy może być kiczem, może być majstersztykiem. Oczywiście arcydzieła
      to rzadkość, w polskiej tv prawie w ogóle. Ale są reklamy, które włożone do
      zwykłego filmu byłyby uznane za wspaniałe kawałki.

      Jeszcze kilka słów o świecie przedstawionym w reklamie. Czy reklama czerpie, czy
      napędza. To jałowa dyskusja. Przede wszystkim – budowa przekazu reklamowego
      podlega z jednej strony bardzo precyzyjnym zasadom (co do formy, treści i in.),
      z drugiej margines kreatywności dla każdego rodzaju produktu jest inny. Mówiąc
      inaczej – nie każdy produkt może być reklamowany przez Mumio, bo to nie
      zadziała. No i ważna sprawa – to co odbiorca widzi jako spot reklamowy to suma
      współpracy działu kreacji (i w ogóle agencji) oraz...klienta agencji. To on
      ostatecznie wybiera. Mój mąz miał już przypadek, gdy brand menadżer (osoba
      odpowiedzialna za produkt) dużej firmy nie zgodził się ze...słownikiem
      ortograficznym i reklama poszłą z błędem w odmianie deklinacyjnej, ‘bo przecież
      ludzie tak mówią’... Innym razem menadżer firmy kurierskiej odrzucił projekt
      męża, zabawny, dowcipny, bo….przecież gołębie nie mówią (w projekcie były m.
      in. rozmawiające gołębie pocztowe). Ręce opadają...

      Wychodzę z założenia, że ludzie są istotami wolnymi w swych decyzjach (mimo
      pewnej podatności na wpływy) i są w stanie wybierać dobrze w morzu dóbr. Nie
      widzę też nic złego w korzystaniu z reklamy w robieniu zakupów, niezależnie od
      kalibru decyzji ekonomicznych (do produktów finansowych podchodzimy z reguły
      mniej emocjonalnie).. Wypróbowanie red bulla pod wpływem reklamy (pojawił się
      nowy napój – spróbuję czy mi smakuje) jest tak samo racjonalną decyzją jak
      sprawdzenie warunków kredytu danego banku zasłyszaną w tv (mają taki produkt
      finansowy jaki mnie interesuje – pójdę i sprawdzę).

      ps. Mumio oczywiście lubię, ale jedna z moich ulubionych reklam to taka z
      kolorowymi kulkami lecącymi po ulicy, jest taka...spokojna, kontemplacyjna
      wręcz...(chyba już nie leci w tv)
      • mader1 Re: o reklamie, pozytywnie? 10.06.07, 13:23
        > Spróbuję napisać jak to widać z drugiej strony jako, że moja rodzina z reklamy
        > żyje, mój mąż jest copywriterem (a fe, brzydkie słowowink i pracuje w agencji
        > reklamowej (fuj, brzydkie słowo) i robi...te...tam...reklamy (bardzo, bardzo
        > brzydkie słowowink))

        Siłą rzeczy więc wiesz o środowisku reklamodawców ( fuj ! trudne słowo wink)))
        więcej. Wiesz także więcej o copywriterach i agencjach reklamowych niż my. Niż
        większość z nas. My tutaj piszemy o reklamobiorcach a także o większości
        reklam, które widzimy . W dodatku piszemy o swoich wrażeniach, bo nie oglądamy
        w dużej swojej części zbyt często TV. Nie analizujemy też reklam. Wiemy tylko
        jaki wpływa mają na nas, na znajomych - bez analiz,badań. Większość wniosków
        jest intuicyjna. Takie sobie gadanie smile

        > Reklama jest jednym z narzędzi rynku, a jednocześnie dziedziną rozpiętą od
        > kiczu, poprzez solidne rzemiosło, aż po sztukę. Prostych, ‘zwykłych’
        > ; reklam jest
        > najwięcej – i nie jest to wyłącznie spowodowane brakiem kreatywności twór
        > ców.


        Oglądając je wyrywkowo, od przypadku do przypadku ( te reklamy) nie wiemy o
        nich zbyt wiele. Wiemy to, co widzimy.
        Zapewne część opinii bierze się stąd, że reklamy są nam " wmuszane" bez naszej
        zgody. Stąd taki opór i niechęć wobec nich. Gdybyśmy wiedzieli, że reklamami
        przerywany jest jakiś okreslony film, jakiś określony program, że istnieje
        jakiś kanał, na którym się je ogląda, mielibyśmy do nich inne podejście wink)))
        Nie agencje reklamowe, a producenci w pogoni za zyskiem, przesadzili.
        Rzeczywiście u swoich dzieci, zapwene trochę negatywnie przez nas nastawionych
        do reklam, widzę dużo większy sceptycyzm ( bo klocki lego, które i tak lubią,
        nie fruwają i nie mają załączonego przyjaciela).

        Musisz być wobec nas trochę pobłażliwa Samborago. Mamy zdanie, które jest
        oparte na powierzchownych, krótkich ( jak reklama) informacjach smile No ale
        mówimy o naszych, konsumenckich odczuciach wink
        Ty zapewne wiesz więcej i masz pełniejszy obraz. Dlatego nie wycofuj się.
        Zapewne istnieją różne agencje, różni copywriterzy. Tak jak różne sklepy i
        różni sprzedawcy.
        Znam sprzedawcę, który tak długo mówił o nieprawidłowościach i działaniu
        nieetycznym w dużej, międzynarodowej firmie, że podziękowano mu wprawdzie za
        współpracę, ale dał wielu ludziom " do myślenia". Niektórzy na znak protestu,
        zwolnili się, pisząc wcześniej " nie pozwalam na takie praktyki wobec
        klientów". Był tej firmie potrzebny.
        Mam znajomą, która od paru tygodni pracuje w agencji reklamowej. Po wielu
        latach przerwy w aktywności zawodowej, jedynie ta agencja zaproponowałą jej
        godziwe warunki pracy i płacy. Opowiadała mi o tym, co robi. Na razie nie ma w
        tym nic niemoralnego. Pisała tekst dla produktu dobrego, potrzebnego, tekst był
        dowcipny. Jestem pewna, a znam ją 20 lat i jej wybory życiowe, za które drogo
        zapłaciła, że jeżeli zobaczy jakiś przekręt, odejdzie, ale zanim odejdzie - co
        ważne - POWIE,ŻE SIĘ NIE ZGADZA. I to dla wielu młodych ludzi może być ważne,
        może być to pierwsze takie doświadczenie.

        > Z powodu zawodu męża dużo o reklamach rozmawiamy, o reklamowej kuchni. Swego
        > czasu jeździliśmy razem na Krakfilm, chodziłąm na Noce Reklamożerców (oba to
        > festiwale twórców reklamy). Nie uwierzycie, ale są ludzie, którzy z własnej
        > nieprzymuszonej woli siedzą całą noc przed dużym (!!!) ekranem pełnym reklam,
        > nie przerywanych filmamiwink))

        Kiedyś, przypadkiem zresztą, oglądałam relację z tych wydarzeń i bardzo się
        zdziwiłam, jak dobre mogą być filmy reklamowe. Zauważyłam, że to, co oglądamy
        bywa nędzną popłuczyną tych etiud.
        Ale tak naprawdę to nie nasza wina.
        Ten produkt to mieszanka wyobrażeń o nas producentów i agencji reklamowych.

        Jakie reklamy Twój mąż teraz, z tych które moge obejrzeć, odbiera jako dobre ?
        trafione ? Ciekawe czy nasze spostrzeżenia pokrywają się ?
        • a_weasley Re: o reklamie, pozytywnie? 10.06.07, 14:14
          mader1 napisała:

          > Nie analizujemy też reklam.

          Jak kto. Ja odruchowo przyglądam się reklamie pod kątem tego, na jakiej zasadzie
          ona ma działać.

          > Musisz być wobec nas trochę pobłażliwa Samborago.

          Samborago , ty taka mądra Samboraga, bądź pobłażliwa wobec nas maluczkich? Jeśli
          o mnie chodzi, to nie trzeba.
          Oczekuję natomiast rzetelności w dyskusji - nie tylko od Samboragi.

          > > Nie uwierzycie, ale są ludzie, którzy z własnej
          > > nieprzymuszonej woli siedzą całą noc przed dużym (!!!) ekranem pełnym
          > > reklam, nie przerywanych filmamiwink))

          Ich rude prawo. Ale oni tam przyszli oglądać reklamy i to jest istotna różnica w
          porównaniu z sytuacją człowieka zewsząd osaczanego takowymi. Mogę nie oglądać
          telewizji, ale nie mogę nie chodzić po ulicach. Reklamy "antykoncepcji po" można
          spotkać w toaletach, i to bynajmniej nie w lokalach, do których wstęp jest od
          lat 21 czy choćby 18...
          Tyle, że akurat w tym przypadku reklama spełnia jakieś minimum funkcji
          informacyjnej. Informuje, że produkt jest, jak działa i gdzie się można
          dowiedzieć więcej. Tak samo jak trailer filmu puszczony przed filmem, czasem
          zachęca, czasem zniechęca, ale mniej więcej człowiek widzi, jakiego to rodzaju
          jest produkt i czy można się rozsądnie spodziewać, że mi się spodoba. Natomiast
          większość reklam takiej funkcji nie spełnia, te wszystkie chrupki, czekolady,
          batoniki, perfumy itp...
          • mader1 Re: o reklamie, pozytywnie? 10.06.07, 14:27
            wobec nas maluczkich?

            e tam, zaraz maluczkich... nie mam kompleksów smile)))
            Po prostu możemy usłyszeć, jak to jest od drugiej strony. Na razie nie mam
            zamiaru najmować się do agencji reklamowej, żeby zobaczyć " jak to jest" wink)))
        • samboraga dzieciom... 11.06.07, 12:08
          > Rzeczywiście u swoich dzieci, zapwene trochę negatywnie przez nas nastawionych
          > do reklam, widzę dużo większy sceptycyzm ( bo klocki lego, które i tak lubią,
          > nie fruwają i nie mają załączonego przyjaciela).

          ja dziecku powiedziałabym tak: producent klocków zrobił nowe klocki i o nich mówi
          w reklamie jest przyjaciel, bo pokazują jak można bawić się z innymi dziećmi -
          chcesz, zaprosimy Jasia z przedszkola, pobawicie się (tu można dodać coś
          pouczającego o ładnej zabawie jak na filmiewink
          klocki nie fruwają tak jak na reklamie, bo to taka zabawa, taki żart jak w cyrku
          pan nie oszukuje, że nie wyczarował królika z kapelusza tylko pokazuje sztuczkę

          uczyłabym dziecko odczytywać konwencję reklamy
          bo to tylko konwencja
          jak w kinie albo w dobranocce
          jeśli kupię dziecku pluszowego Kubusia Puchatka to ono się nie dziwi, że że
          pluszak nie mówi i nie macha łapkami, a jeśli się dziwię to wyjaśniam czym jest film

          tam gdzie jest oszustwo mówię, że jest oszustwo
          oszustwo w reklamie, oszustwo producentów
          przed Bożym narodzeniem syn chciał napisać list do św. Mikołaja z prośbą o
          prezent dla brata (brat wtedy 10 mieś.), zobaczył rekloamę
          stoidełka-zabawiadełka (taki stoliczek z kolorowymi przyciskami, melodyjkami, no
          wodotrysk po prostu i wyciąganie pieniędzy od rodziców) i chciał dla brata -
          rozmawialiśmy o tym dlaczego nie napiszemy o tym mikołajowismile

          sceptycyzm dziecka...mój syn wziął kiedyś (jako przedszkolak) udział w promcji
          napoju, można było wygrać fajne gadżety (koszulka, plecak), pozwoliliśmy, bo z
          ilości nagród wynikało, że jest szansa, że faktycznie jest to szeroka promocja
          dwa razy dostał list z dołaczoną nagrodą pociezenia, że niestety, raz dołączona
          była bandana (faną, nosił ją nawet ), drugi raz jakiś bzdurny gadżet...
          no, ktoś kto ukłądał promocję nie pomyślał, że do dzieci tak nie można (może też
          myślał, że dziecko głuptas się nabierzewink, że jak już drugi raz jest podobna
          promocja, w dodatku z danymi teleadresowymi, to należy obdarować kolejną grupę
          konsumentów
          stwierdził że producent był nie fair
          przestawiał się...sam...na inne soczki...konkurencji...
          mimo taty w reklamiewink))
          • mader1 Re: dzieciom... 11.06.07, 15:22
            > ja dziecku powiedziałabym tak: producent klocków zrobił nowe klocki i o nich

            > wi
            > w reklamie jest przyjaciel, bo pokazują jak można bawić się z innymi dziećmi -
            > chcesz, zaprosimy Jasia z przedszkola, pobawicie się (tu można dodać coś
            > pouczającego o ładnej zabawie jak na filmiewink

            Radzę sobie z rozmawianiem dziećmi o reklamie wink
            Czyli jednak do klocków lego załączyłabyś zabawę z przyjacielem w jednym
            pakiecie ? wink))))( żart)

            Tak, starsze dzieci wiedzą, ze to konwencja. Młodszy, według psychologów
            rozwojowych od niedawna dopiero powinien wiedzieć, bo wszystkie dobranocki,
            filmy ( w tym reklamowe)do pewnego wieku dzieci biorą serio.Albo był
            przedwcześnie rozwinięty, albo udawał wink)))
            Tak, ja im to tłumaczę.
            To jest na poziomie rozumu.
            Na poziomie emocji - jak myślisz, którą zabawkę wybierze dziecko, które nie
            może znaleźć przyjaciela: tę pokazaną " normalnie", chcoćby obruconą dookoła z
            wymienionymi funkcjami czy tę , którą bawią się przyjaciele na ekranie ?
            Ono trochę chce kupić tę zabawę, nie tę zabawkę.Zupełnie nieświadomie.
            Zabawa mogłaby się odbyć bez zabawki, ale jeżeli dziecko nie ma tłumaczącego
            rodzica,siedzi bezbronne przed telewizorem, z czasem może być przekonane, że
            bez tych wszystkich zabawek- przedmiotów nie może być zabawy.
            Dostaje zabawkę - przeżywa rozczarowanie, bo ona nie łączy się ani z
            przyjacielem, ani ze wspólną z nim zabawą. PRzyjaciela zaprasza się niezależnie
            od kupna zabawki.
            Nie dostaje zabawki , ale rodzic tłumaczy mu dlaczego nie wszystkie je może
            mieć smile Przyjaciel i tak się pojawia, jest zaproszony i świetnie się bawią.
            Ale jest jeszcze trzecia sytuacja. Rodzic, nie dość dobrze zarabiający, mruczy
            wściekły : "Nie stać mnie na to" - bo ma poczucie winy. Dziecko siedzi przed
            telewizorem i myśli sobie " Tak, gdzieś tam są dzieci, które mają piękne
            zabawki, mają przyjaciół. Ich mamy wchodzą do domu i gruchają jajeczkiem z
            niespodzianką, uśmiechając się. A ja ? Ja żyję w tej gorszej, ponurej części
            świata.
            Oczywiście można mieć i zabawkę i przyjaciela i kochających rodziców i może być
            nas stać na coraz to więcej smile
            Myślę, ze rozmowa wcześniej była dość ogólna, bo tak naprawdę większość
            forumowych rodziców potrafi dać sobie radę z reklamami.
            Niektórzy są jednak tym już znużeni, bo reklamy pojawiają się nie wiadomo
            kiedy. Nie lubią tracić czasu.
            • samboraga Re: dzieciom... 11.06.07, 19:51
              > Radzę sobie z rozmawianiem dziećmi o reklamie wink

              nie wątpięsmile

              > Na poziomie emocji - jak myślisz, którą zabawkę wybierze dziecko, które nie
              > może znaleźć przyjaciela: tę pokazaną " normalnie", chcoćby obruconą dookoła z
              > wymienionymi funkcjami czy tę , którą bawią się przyjaciele na ekranie ?

              myślę, że tworzysz problem
              dzieci biorą na serio, że śmigiełko lata
              jeżi dziecko ma problem emocjonalny, a oni tak interpretują tę reklamę i
              przyjaciela, to ta reklama może dać im ważną wskazówkę

              w sklepie dziecko zapewne wskaże zabawkę reklamowaną, ale to nie znaczy, że
              rodzic ma ją kupić, a czy zrobi awanturę to zależy od jego temperamentu
              moje dziecko dostawało i lego, i cobi (nie wiem czy jest reklamowane, jak jest
              to nie widział)

              > Ale jest jeszcze trzecia sytuacja. Rodzic, nie dość dobrze zarabiający, mruczy
              > wściekły : "Nie stać mnie na to" - bo ma poczucie winy. Dziecko siedzi przed
              > telewizorem i myśli sobie " Tak, gdzieś tam są dzieci, które mają piękne
              > zabawki, mają przyjaciół. Ich mamy wchodzą do domu i gruchają jajeczkiem z
              > niespodzianką, uśmiechając się. A ja ? Ja żyję w tej gorszej, ponurej części

              nie uważasz, że to argument demagogiczny?
              idąc tym tropem - czy to fair, że rano jedne dzieci, z tego samego podwórka,
              budynku, idą na prawo, a inne na lewo? jednej do szkoły publicznej, drugie do
              państwowej? czy to fair, że takie szkoły istnieją? bo na podwórku dzieci to też
              widzą...
              • a_weasley Re: dzieciom... 11.06.07, 20:52
                samboraga napisała:

                > jeżi dziecko ma problem emocjonalny, a oni tak interpretują tę reklamę i
                > przyjaciela, to ta reklama może dać im ważną wskazówkę

                Daje, daje. Bardzo prostą. Kto ma lepsze zabawki, ten ma więcej przyjaciół.
                Co jest prawdą i fałszem. Kolegów, którzy chcą się z nim bawić, znajdzie zapewne
                więcej... Ten mechanizm działał również za Gierka, ale im większa zamożność i
                rozpiętość dochodów, im - dzięki przejściu od cywilizacji słowa do cywilizacji
                obrazu - mniejsza wyobraźnia dzieci, tym on działa skuteczniej.
                Dziecko to idealny konsument. Łatwiej do niego trafić niż do rodziców. A zdanie
                dziecka się liczy. I to nie tylko w przypadku zabawek. Spytaj męża, jaki procent
                ojców chłopców z późnej podstawówki konsultuje z nimi wybór samochodu, a jaki -
                komputera.
              • mader1 Re: dzieciom... 11.06.07, 21:16
                > nie uważasz, że to argument demagogiczny?

                a dlaczego uważasz, że demagogiczny ??? Dlatego, że mnie stać na reklamowaną
                zabawkę i nie mam tego problemu? Wyobraź sobie, że znam co najmniej jedną
                rodzinę - jedna narzuca mi się wprost na myśl - gdzie dokładnie tak jest.
                Parę co najmniej rodzin, gdzie presja na kupienie zabawki jest tak duża, że
                rodzice w bardzo trudnej sytuacji finansowej starają się na tę zabawkę odłożyć
                pieniądze. I nie chodzi o to, że ja uważam to za słuszne, że ja uważam, że ci
                rodzice są mądrzy. Tak to działa.
                Nie chodzi mi o to, że są bogaci i biedni. Że są zadbani i zaniedbani.Że
                reklama to tworzy. Chodzi o to, że tę gorycz,niewiedzę, kompleksy, problemy
                reklama stara się na poziomie podświadomości wykorzystać do skutecznosci czyli
                sprzedaży.
                Porównanie ze szkołą do mnie nie trafia.
              • mader1 a tak w ogóle 11.06.07, 21:43
                > myślę, że tworzysz problem

                to oczywiście jest możliwe smile))) Tworzę ich całe mnóstwo smile)))
      • isma Re: o reklamie, pozytywnie? 12.06.07, 09:50
        samboraga napisała:

        > >
        > ps. Mumio oczywiście lubię,

        Nie lubie - no, ale ja nie mam poczucia humoru.

        ale jedna z moich ulubionych reklam to taka z
        > kolorowymi kulkami lecącymi po ulicy, jest taka...spokojna, kontemplacyjna
        > wręcz...(chyba już nie leci w tv)

        Ooo, tak. W Krakowie w pewnym sklepie leciala na okraglo w wystawionym w
        witrynie odbiorniku TV...
    • samboraga reklamiarze...co myślicie? 09.06.07, 11:43
      >po taki obraz sięgną reklamiarze
      >jeśli już te głupiutkie obrazki
      >muszą się pokazywać - to niech chociaż będzie z tego jakiś społeczny pożytek.

      Powyżej to fragment z postu Minerwy, nie wiem jakie są powody potraktowania tego
      zawodu z taką ironią-lekceważeniem-pogardą w zacytowanym poście, ale prawdą
      jest, żę jest to postawa bardzo częsta. Do tego zwykle większość osób próbuje
      mniej lub bardziej udowodnić, że reklama jest be, a on/ona podatny nie był, nie
      jest i nie będzie. A jeśli coś już się spodoba to zawsze jest mówione z
      asekuracją ‘wiem, że chodzi o sprzedaż’, ‘wiem, że chodzi o manipulację’, ‘wiem,
      że chodzi o takie ciepłe skojarzenia’...

      W gospodarce niedoboru byli spekulanci i badylarze, w gospodarce nadmiaru są
      reklamiarze... Może każdy czas potrzebuje mieć swego kozła ofiarnego?

      Z pożytecznych rzeczy reklamy – te same agencje reklamowe, które napędzają
      sprzedaż, przygotowują tez profesjonalne kampanie społeczne o zupie, która była
      za słona, o Wojtku po drugiej stronie monitora itd. Itp.
      Jeżeli ta sama machina działa w ‘dobrej’ sprawie – to już jest dobrze? Poza tym
      - mechanizmów, z których korzysta reklama nie wymyślono w XX wieku... Częśc z
      tych mechanizmów wykorzystywana jest w również ewangelizacji...

      I tu moje pytanie – czy chrześcijaństwo i praca w reklamie wykluczają się,
      Waszym zdaniem? Wiem, że był (jest) wątek o chrześcijaninie w pracy, ale to
      szerokie pojęcie, a tu jest konkretny przykład...
      • otryt Re: reklamiarze...co myślicie? 09.06.07, 12:10
        samboraga napisała:

        >I tu moje pytanie – czy chrześcijaństwo i praca w reklamie wykluczają się
        >Waszym zdaniem?

        Nie sformułowałbym tego aż tak ostro. Moim zdaniem w reklamie jest dużo
        kłamstwa i manipulacji. Przykłady młodych, pięknych i wysportowanych ludzi w
        reklamie papierosów. To ewidentne kłamstwo. Papierosy niszczą zdrowie i urodę,
        przedwcześnie zabierają młodość. Łódka Bolls - chamska manipulacja, omijająca
        zakaz reklamy wódki. Bywają oczywiście reklamy społeczne, które lubię. Stanowią
        one jednak margines. Na przykład taki, gdzie obrzydliwa smoła z papierosów
        zalewała płuca. Przykładem hipokryzji reklamiarzy są reklamy przed dobranocką w
        dniu wigilii, że idą na potrzeby dzieci. Jakby policzyć, to nawet jeden promil
        ich zysków nie będzie dla tych dzieci. A reklamują tę akcję przez cały
        grudzień. Gdy dajesz jałmużnę, niech lewa ręka nie wie, co czyni prawa.

        Cieszę się, że to akurat Ty Samborago jesteś z tej branży. Zdążyłem Ciebie już
        wcześniej polubić, więc nie są oni chyba aż tak straszni. Pozwolisz jednak, że
        zadam Ci trochę trudnych pytań? Nie ma to, jak rozmowa z fachowcem.
        • samboraga Re: reklamiarze...co myślicie? 09.06.07, 15:09
          Otrycie, uściślenie - to nie ja pracuję w reklamie, ale mój mąż
          ale oczywiście możemy porozmawiać, po to włączyłam się do dyskusji - na ile dam
          radę to odpowiem

          >Przykładem hipokryzji reklamiarzy są reklamy przed dobranocką

          mówisz - 'reklamiarzy' czyli kogo? powtórzylam to słowo za Minerwą ale
          przyznaję, że uważam je za bardzo pogardliwe, nie wiem czy ktokolwiek by chciał,
          aby w tym duchu nazywany był jego zawód...
          wracając do pytania - kogo byś obarczył winą za te działania w reklamie, które
          Ci się nie podobają?
          • otryt Re: reklamiarze...co myślicie? 10.06.07, 16:21
            >>Przykładem hipokryzji reklamiarzy są reklamy przed dobranocką
            >
            >mówisz - 'reklamiarzy' czyli kogo? powtórzylam to słowo za Minerwą ale
            >przyznaję, że uważam je za bardzo pogardliwe,

            Przyznam Samborago, że nigdy w życiu nie użyłem wcześniej słowa reklamiarz. A w
            tekście Minerwy przeleciał przez moją świadomość jako całkowicie neutralne
            określenie zawodu. "Reklamiarza" w tytule Twojego wątku kupiłem w dobrej
            wierze. Dlatego poprawiam się i swojemu zdaniu nadaję postać:

            "Przykładem hipokryzji ludzi pracujących w reklamie są reklamy przed
            dobranocką"

            Pozdrawiamsmile
            • samboraga Re: reklamiarze...co myślicie? 10.06.07, 17:38
              > tekście Minerwy przeleciał przez moją świadomość jako całkowicie neutralne
              > określenie zawodu.

              A to mnie zdziwiłeś, naprawdę. Bo ja z kolei odbierałam ‘reklamiarza’ jako wyraz
              z konotacjami negatywnymi od zawsze, jeszcze przed poznaniem mojego męża, stąd
              wychodziłam z założenia, że tak po prostu jest...
              Otrycie, jeśli chodzi o pytania to czekam (jeśli się nie rozmyśliłeś?).


      • minerwamcg Re: reklamiarze...co myślicie? 09.06.07, 19:49
        samboraga napisała:
        > Powyżej to fragment z postu Minerwy, nie wiem jakie są powody potraktowania
        tego zawodu z taką ironią-lekceważeniem-pogardą w zacytowanym poście

        Odpowiem na to pytanie natychmiast, jak się dowiem, skąd taki wyrywkowo-
        stronniczo-piętnujący stosunek do mojej wypowiedzi.

        > ale prawdą jest, żę jest to postawa bardzo częsta

        Owszem, owszem... Miałam się okazję nieraz o tym przekonać.
        • samboraga Re: reklamiarze...co myślicie? 09.06.07, 21:00
          > > ale prawdą jest, żę jest to postawa bardzo częsta
          >
          > Owszem, owszem... Miałam się okazję nieraz o tym przekonać.

          zaraz, zaraz…to zgadzasz się, że to postawa b. częsta, a pytasz jaka postawa???

          a więc małą analiza stylistyczna: reklamiarz jest słowem samym w sobie
          nacechowanym negatywnie, nie potrzebuje kontekstu, określenie’ ‘głupiutkie
          filmiki’ również
          czy mamy różne wyczucie stylu?
          • minerwamcg Re: reklamiarze...co myślicie? 09.06.07, 21:45
            Ad 1. Przepraszam, użyłam Twojego tekstu do skomentowania sytuacji nie opisanej
            przez Ciebie, tylko tej, w której się znalazłam.

            Ad 2. Niestety. Mnie słowo "copywriter" bez cudzysłowu przez klawiaturę nie
            przejdzie. Reklamiarz jest takim samym dobrym słowem, jak kiedyś było "kiniarz"
            na określenie filmowca. Potoczne, oddaje sedno sprawy, a przede wszystkim jest
            polskie i utworzone zgodnie z polskimi zasadami słowotwórstwa przyjętymi dla
            tworzenia nazw zawodów.

            Ad 3. Przypomina mi się stary kawał. Stary Żyd w kiosku sprzedaje gazety.
            Klient przegląda tytuły i zdziwiony pyta:
            - Panie, jak to jest możliwe, że pan, Żyd, sprzedaje taką antysemicką gazetę?!
            - Proszę pana. Ta gazeta kosztuje dwadzieścia groszy. A jak ja z tych
            dwudziestu groszy mam pięć, to dla mnie to już takie antysemickie nie jest...

            Nie mogę dyskutować o poziomie intelektualnym reklam i o kreowanej przez nie
            wizji świata z kimś, kogo bliski człowiek w tym biznesie siedzi... Rozmowa na
            wysokim poziomie abstrakcji chcąc nie chcąc stanie się rozmową o Twoim mężu,
            którego ani znam, ani wiem, czemu robi to co robi, ani co konkretnie w
            dziedzinie reklamy zrobił. Do człowieka, z pewnością bardzo sympatycznego, nie
            mam nic a nic - a zaraz okaże się, że go obrażam!
            Kilka dni temu właśnie zrezygnowałam z propozycji zostania "reklamiarką". Są w
            reklamie rzeczy i sprawy, do których nie chcę przykładać ręki. Nie mam pojęcia,
            jaki jest do tych rzeczy i spraw stosunek Twojego męża - ale kiedy napiszę, co
            mam reklamie za złe i dlaczego nie mam zamiaru w tym brać udziału, okaże się,
            że go oskarżam.... I tak dalej. No więc nie.
            • samboraga Re: reklamiarze...co myślicie? 09.06.07, 22:12
              dziękuję za wykładwink
              Minerwo - w postach przed moim pojawieniem się napisałaś co napisałaś, ja
              zrozumiałam co zrozumiałam...
              rzeczywiście wystarczysmile

              i na koniec - pierwszy raz na tym forum spotykam się z zarzutem, że rozmowa nie
              zejdzie na konkretne doświadczenie życiowe czy zawodowe...tak jest trudniej?
              abstrakt łatwiejszy?

              ps. copywriter - po polsku pisarz reklamowy, ale tak też nikt nie mówi (jeśli
              stykasz się 'z tą branżą' to powinnaś wiedzieć doskonale, że określenia
              'reklamiarz' nikt tam nie używa, jest uważane za obelżywe, podobnie jak inne z
              tego rejestru językowego: geszefciarz, tapeciarz)
              • minerwamcg Re: reklamiarze...co myślicie? 09.06.07, 22:58
                jest uważane za obelżywe, podobnie jak inne z
                > tego rejestru językowego: geszefciarz, tapeciarz)

                A także murarz, drukarz, aptekarz i kuśnierz. Straszliwe obelgi po prostu.
                A propos, co jest hańbiącego w kładzeniu tapet?
                • samboraga Re: reklamiarze...co myślicie? 09.06.07, 23:17
                  > A propos, co jest hańbiącego w kładzeniu tapet?

                  nic
                  dzwonisz do faceta i mówisz 'czy tapeciarz? bo mam mieszkanie do remontu'

                  ja mówię 'mam mieszkanie do wytapetowania' albo 'potrzebuję wytapetować
                  mieszkanie' czy jakoś tak, omijam, natomiast do znajmych jak najbardziej mówię
                  formą potoczną: 'wiesz, mam fajnego tapeciarza, jak będziecie robić remont to
                  dam wam namiary'
                  są zawody, które nie mają dobrych nazw po polsku - tak jest w przypadku twórców
                  reklamy (zwykle tak się określa w prasie branżowej) - i NIE jest to dobrze, a
                  nazwy anglojęzyczne są z braku przyjętej terminologii polskojęycznej, a nie
                  dlatego, że ktoś tak lubi
              • minerwamcg Re: reklamiarze...co myślicie? 09.06.07, 23:20
                > i na koniec - pierwszy raz na tym forum spotykam się z zarzutem, że rozmowa
                > nie zejdzie na konkretne doświadczenie życiowe czy zawodowe...tak jest
                > trudniej? Abstrakt łatwiejszy?

                Nie. Ale chcę dyskutować z argumentami merytorycznymi, a nie czyjąś urażoną
                ambicją i - z konieczności - zbyt osobistym stosunkiem do problemu.
                • samboraga Re: reklamiarze...co myślicie? 09.06.07, 23:42
                  > Nie. Ale chcę dyskutować z argumentami merytorycznymi, a nie czyjąś urażoną
                  > ambicją i - z konieczności - zbyt osobistym stosunkiem do problemu.

                  no masz, a co by było jakbym była żoną pastorawink z forum by mnie wyrzucili za
                  wstawki osobiste o wychowaniu w wierzewink))
                  • minerwamcg Re: reklamiarze...co myślicie? 09.06.07, 23:46
                    Nie pamiętam, czy zdarzyło nam się na tym forum dyskutować o pastorach w ogóle,
                    o ich pracy i kwalifikacjach moralno-duszpasterskich. A poza tym dlaczego "z
                    forum by mnie wyrzucili"??? Czy moje jakże szczegółowo umotywowane uchylenie
                    się od dyskusji odbierasz jako próbę wyrzucenia Cię z forum?
                    • samboraga Re: reklamiarze...co myślicie? 09.06.07, 23:54
                      A poza tym dlaczego "z
                      > forum by mnie wyrzucili"???

                      ...gdyby wszyscy przyjmowali takie kryteria jak Ty standardów rozmowy: kiedy
                      można rozmawiać dzieląc się doświadczeniem osobistym, a kiedy nie
                      ale jakoś do tej pory udawało mi się rozmawiać, często dość osobiściesmile

                      pozdrowienia i dobranoc, muszę już skończyć
                      • minerwamcg Re: reklamiarze...co myślicie? 10.06.07, 00:09
                        > ...gdyby wszyscy przyjmowali takie kryteria jak Ty standardów rozmowy: kiedy
                        > można rozmawiać dzieląc się doświadczeniem osobistym, a kiedy nie

                        I znowu ustawianie sobie przeciwnika i dyskutowanie ze swoimi wyobrażeniami o
                        tym, co ktoś powiedział, zamiast z tym, co powiedział rzeczywiście. To są
                        bardzo nieuczciwe chwyty erystyczne i na tym poziomie rzeczywiście nie widzę
                        powodu do rozmowy.
              • a_weasley Doświadczenia i słowa 09.06.07, 23:32
                samboraga napisała:

                > zejdzie na konkretne doświadczenie życiowe czy zawodowe...tak jest trudniej?
                > abstrakt łatwiejszy?

                Sądząc po Twoich reakcjach, to tak. Nie rozmawiamy bowiem o konkretnym
                pracowniku danej branży, tylko o tym, jak działa na ludzi produkt generowany
                przez daną branżę.
                Każdy z nas ma swoje doświadczenia ze służbą zdrowia, szkolnictwem publicznym,
                policją, ochroniarzami, strażnikami miejskimi, klerem różnych szczebli. I
                zapewne wielu z nas ma wśród swoich krewnych i przyjaciół przedstawicieli tych
                branż, oczywiście ludzi nieposzlakowanie uczciwych i ofiarnych, którzy dają z
                siebie wszystko i tylko zastanawiam się, dlaczego te branże działają tak, jak
                działają, skoro nikt nie zna skorumpowanych lekarzy, leniwych nauczycieli,
                chamskich policjantów, ochroniarzy stanowiących skrzyżowanie pachołka z menelem,
                ograniczonych księży. Gdyby każdy komentarz na temat zawodu lub instytucji
                wywoływał takie reakcje, można by zamknąć forum.

                > ps. copywriter - po polsku pisarz reklamowy, ale tak też nikt nie mówi

                Słusznie, bo to za długie, a "haślarz" się nie przyjął. Może szkoda.

                > stykasz się 'z tą branżą' to powinnaś wiedzieć doskonale, że określenia
                > 'reklamiarz' nikt tam nie używa, jest uważane za obelżywe,

                A nam co do tego? Jak dla mnie mogą się między sobą tytułować artystami
                informacji perswazyjnej.
                Swoją drogą ów nieszczęsny writer to nie jest, OIR, to samo, co reklamiarz, lecz
                jedno z wielu zajęć w branży. Reklamiarz to może być równie dobrze psycholog,
                który kombinuje, co zrobić, żeby klient kupił produkt przekonany, że nie ulega
                wpływowi reklamy. Filmowiec, który filmuje ciasny samochód tak, żeby się wydawał
                bardzo przestronny (w literaturze przedmiotu na pewno znajdziesz informacje o
                tym, jak w tej dziedzinie kombinowano przy sprzedawaniu volkswagenów w USA).
                Prawnik, który starannie układa folder reklamowy tak, żeby wmówić klientowi co
                trzeba, a żeby nie można było zarzucić wprowadzenia w błąd. Charakteryzator,
                który podmalowuje starszą panią tak, żeby wyglądała na 70+ lat, a bez przykrych
                skojarzeń związanych z tym wiekiem. Socjolog, który bada, jak to wszystko działa
                w praktyce. Elektronik kombinujący, jak by tu oszukać funkcję przeskakiwania
                reklam w sprzęcie wideo.
                Zestawienie jest oczywiście tendencyjne, ale faktem jest, że w reklamie pracuje
                mnóstwo ludzi różnych zawodów i wszyscy oni są niewątpliwie reklamiarzami, choć
                nie trudnią się wymyślaniem haseł reklamowych.
                A to, jak się odbiera słowo określające zawód, jest funkcją prestiżu tego
                zawodu. Li i jedynie. Dlatego kiedy, skoro już wspominasz o Polsce Ludowej,
                stróża zamianowano dozorcą, w krótkim czasie okazało się, że i dozorca ma
                niewłaściwy wydźwięk - wtedy stał się gospodarzem domu.
      • a_weasley Re: reklamiarze...co myślicie? 09.06.07, 23:13
        samboraga napisała:

        > >po taki obraz sięgną reklamiarze
        > >jeśli już te głupiutkie obrazki
        > >muszą się pokazywać - to niech chociaż będzie z tego jakiś społeczny pożyt
        > ek.
        >
        > nie wiem jakie są powody potraktowania tego
        > zawodu z taką ironią-lekceważeniem-pogardą w zacytowanym poście,

        Ironii, lekceważenia i pogardy dla zawodu ogólnie nie zaobserwowałem, a użyty
        rzeczownik jest takim samym kolokwializmem jak szofer.
        Za to, że ten zawód jest mało prestiżowy, niech Twój mąż podziękuje kolegom z
        branży. Przykładów ich osiągnięć, wobec których określenie "głupiutkie filmiki"
        jest bardzo oględne, każdy jest w stanie przytoczyć wiele.

        > że chodzi o takie ciepłe skojarzenia’...

        Dobrze, jak o ciepłe, a nie o, nazwijmy to, gorące. O sugerowanie, na przykład,
        że stan posiadania - powiedzmy klasa samochodu - jest funkcją atrakcyjności
        społecznej i seksualnej.
        Takie zabiegi są nie tylko nieuczciwe, ale szkodliwe społecznie. Zwłaszcza jeśli
        trafiają do dzieci.

        > przygotowują tez profesjonalne kampanie społeczne o zupie, która była
        > za słona,

        Klasyczny przykład moralności Kalego - negatywny stereotyp płci jest be, jeśli
        dotyczy kobiet, a cacy, jeśli dotyczy mężczyzn.

        > I tu moje pytanie – czy chrześcijaństwo i praca w reklamie wykluczają się

        Tak samo jak nie wyklucza się chrześcijaństwo i praca fordanserki albo
        ochroniarza: samo z siebie nie, ale są zawody, w których zachować
        uczciwość/przyzwoitość jest dużo trudniej.
        • samboraga Re: reklamiarze...co myślicie? 09.06.07, 23:45
          Drogi Weasleyu, ponieważ Twoja żona odmawia rozmowy ze mną z powodu...mojego
          męża, to pozwolisz, że nie wdając się w szczegóły decyzji, odmówię rozmowy z
          Tobą. Pozdrawiam.

          ps. nie zdążyłam tego napisać przed Twoim drugim postem
          • a_weasley Re: reklamiarze...co myślicie? 10.06.07, 00:12
            samboraga napisała:

            > Drogi Weasleyu, ponieważ Twoja żona odmawia rozmowy ze mną z powodu...mojego
            > męża, to pozwolisz, że nie wdając się w szczegóły decyzji, odmówię rozmowy z
            > Tobą.

            Masz takie samo prawo odmówić rozmowy choćby bez podania przyczyn, jak ja uznać
            takie zachowanie, zwłaszcza w zestawieniu z kontynuowaniem rozmowy z Minerwą, za
            niepoważne i oświadczam, że z prawa tego korzystam.
            Jak dla mnie, możesz nie odpowiadać, ja to piszę, bo dyskusja jest publiczna i
            nie tylko do Ciebie mówię.
            W sprawach słów mojej żony odsyłam do tejże (J 9:21). Zaznaczam wszelako - a
            czynię to nie w jej imieniu, lecz na podstawie swojej znajomości alfabetu - że
            wedle mnie napisała jedynie, iż nie odpowiada jej dyskutowanie o problemie
            ogólnym przez pryzmat czyichś powiązań rodzinnych. Nie z powodu Twojego męża,
            lecz z powodu Twoich i tylko Twoich słów, wedle których rozmową o ogólnym
            zjawisku poczułaś się urażona z tej racji, że Twój mąż jest tego zjawiska
            współtwórcą (co do danej rozmowy nic nie wnosi).
            Nikt nie twierdził, że wszyscy reklamiarze są wredni i nieuczciwi. Ba, nikt nie
            twierdził, że reklama jako zjawisko jest taka czy siaka. Natomiast zjawisko
            reklamy nieuczciwej istniało, istnieje i istnieć będzie. Pół świata kombinuje,
            jak by je ograniczyć, przed czym z kolei branża się broni. Dotyczy to też prób
            ograniczenia wszechobecności reklamy. Manipulacja od dawna odgrywa tu większą
            rolę niż informacja i też doskonale o tym wiadomo, i z punktu interesów
            konsumenta jest to rzecz zła, bo nakłania go do kupowania produktu nie lepszego,
            lecz skuteczniej wciskanego.
            Może bym i był mniej cięty na reklamę, gdyby centrum mojego miasta nie wyglądało
            obecnie jak składnica plakatów reklamowych zasłaniających często całe fasady domów.
      • mader1 Re: reklamiarze...co myślicie? 10.06.07, 21:27
        > Powyżej to fragment z postu Minerwy, nie wiem jakie są powody potraktowania
        teg
        > o
        > zawodu z taką ironią-lekceważeniem-pogardą w zacytowanym poście, ale prawdą
        > jest, żę jest to postawa bardzo częsta.

        Myślę, że Minerwa ( przepraszam, że interpretuję to po swojemu, ale jako osoba
        nie zaangażowana emocjonalnie, może odbieram to bardziej obiektywnie) użyła tu
        tego zwrotu dostosowując się do powierzchownego i żartobliwego tonu całej
        dyskusji. Siłą rzeczy nie mogliśmy rozmawiać o reklamach poważnie i głeboko,
        skoro się im nie przypatrujemy. Wszyscy sobie żartowaliśmy.
        Nie słyszałam określenia reklamiarze, ale myślę, że pisze prawdę , że nie
        chciała nikogo urazić.
        Copywriter jest przecież tylko częścią machiny reklamowej ( jak uświadomiła
        mnie znajoma) , a ona chciała jakimś krótkim nienapuszony słowem okręslić tych
        wszystkich reklamodawców ?, producentów ? , sprzedawców reklam ?itd, itp.
        Nie jest też źle, że nie chce z Tobą, z powodu Twojego męża rozmawiać o swoich
        przemyśleniach. Obawia się, że jakieś ogólne, powierzchowne spostrzeżenia
        odbierzesz do siebie, do sytuacji Twojego męża.
        Spostrzeżenia są takie jakie są, trudno bez argumentów i wnikliwego
        przypatrzenia się branży, konkretnej agencji, konkretnego copywritera je
        zmienić, zeby było uczciwie.
        Robi to z szacunku dla Ciebie.

        Ale napisz coś o tej pracy smile Będziemy wtedy dyskutować.

        Do tego zwykle większość osób próbuje
        > mniej lub bardziej udowodnić, że reklama jest be, a on/ona podatny nie był,
        nie
        > jest i nie będzie. A jeśli coś już się spodoba to zawsze jest mówione z
        > asekuracją ‘wiem, że chodzi o sprzedaż’, ‘wiem, że chodzi o m
        > anipulację’, ‘wiem,
        > że chodzi o takie ciepłe skojarzenia’...

        A coś w tym jest. Ja czasem kupuję coś reklamowanego. Czasem tak jestem
        wściekła za reklamę, że specjalnie tego produktu, choć w innych okolicznościach
        tak bym nie zrobiła, nie kupuję.
        Natomiast moja mama, która wiele rzeczy reklamowanych kupuje właśnie z powodu
        reklamy ( nawet mi opowiada o jakiś świetnych reklamach) smile))) twierdzi, ze jej
        wybory są niezależne.
        Kiedyś nawet kupowała swojemu męzowi,dziadkowi " werter's originals" czy jak
        tam, żeby dawał swoim wnuczkom , jak ten w reklamie sad((( Jakby to coś mogło
        naprawić... sad
    • kulinka3 Re: reklamy telewizyjne 09.06.07, 16:39
      Samboraga napisala:

      Mój mąz miał już przypadek, gdy brand menadżer (osoba
      odpowiedzialna za produkt) dużej firmy nie zgodził się ze...słownikiem
      ortograficznym i reklama poszłą z błędem w odmianie deklinacyjnej, ‘bo przecież
      ludzie tak mówią’... Innym razem menadżer firmy kurierskiej odrzucił projekt
      męża, zabawny, dowcipny, bo….przecież gołębie nie mówią (w projekcie były m.
      in. rozmawiające gołębie pocztowe). Ręce opadają...

      Dokładnie.
      Nie jeden raz czytałam w "Pressie" wywiady z twórcami reklam,które odniosły
      jakiś tam sukces.Na pytanie dlaczego dobrych reklam jest tak mało, odpowiadali,
      że to wypadkowa ich pracy i przede wszystkim decyzji prezesawink)) firmy, która
      reklamę zamawia.Często zabawne, dobre, fajne reklamy nie znajdują poklasku, bo
      prezes ma swoją wizję np.ze skąpą ubraną nastolatką lub z odpowiednim tekstem,
      który wydaje mu się być zabawny.Szkoda,że często tylko jemu.
      Z drugiej strony po niejednej akcji z oprotestowaniem reklam moje znajome miały
      wrażenie,że osoby odpowiedzialne przyjmujące te skargi kompletnie nie rozumiały
      dlaczego ludzie się oburzają.Dobra reklama to ta, obok której nie można przejść
      obojętnie, która nas na moment zatrzyma, a więc wszystko zadziałało wg reguł.
      Mam często wrażenie,że goła baba sprzeda wszystko od mebla po bieliznę.Mnie to
      już przestało dziwić, ale jak wytłumaczyć to dzieciom,które wychowujemy?
      • zuzanna56 mamalgosia 09.06.07, 22:02
        Możesz napisać parę słów o szkoleniu z profilaktyki uzależnień. Kto je
        prowadzi? Dzięki.
        • mamalgosia Re: mamalgosia 10.06.07, 10:19
          Ale to już było jakiś kilka lat temu, ciężko mi powiedzieć, a dyplomu nie mam,
          bo można go było otrzymać dopiero po przeprowadzeniu programu 10 kroków, a mi
          dyrektorka nie pozwoliła. Było to w Łodzi, trwało 5 dni, ogólnie bardzo, bardzo
          fajne. Jesli Ci zależy, to mogę pogrzebać u mojej mamy, tam mam jeszcze całą
          masę materiałów z tego szkolenia, na pewno będą jakieś adresy
          • zuzanna56 Re: mamalgosia 12.06.07, 20:56
            To nic, nie szukaj. Ciekawa byłam czy organizował to ktoś z Trójmiasta.
    • mader1 przekazywane wartości a zawód... 10.06.07, 16:11
      Jedna z uczestniczek forum, która jednakowoż chyba sama boi się pisać wink,
      opowiadała mi dopiero co, że oglądała jakiś program w tv o wyborze drogi
      życiowej, zawodu przez młodych ludzi. Doradca - psycholog mówiła w nim, że w
      wyborze trzeba brać pod uwagę wzorce i wartości przekazywane przez rodzinę i
      tu podała przykład - " jeżeli na przykład rodzice, rodzina dużą wagę
      przykładają do prawdomówności, wpoją , że kłamstwo jest złe, młody człowiek nie
      nadaje się do agencji reklamowej lub na prawnika " !
      Znajoma była tym oburzona - to godzenie się na to, by całe dziedziny, sfery
      naszego życia były opanowane przez zło.
      Poczem zakończyła - " To teraz rozumiem, dlaczego tacy doradcy, którzy na
      lekcjach i prowadzili badania, doradzili mojemu synowi, żeby został kowalem (
      jeden z najlepszych uczniów w warszawskim LO) smile))))))
      • samboraga Re: przekazywane wartości a zawód... 10.06.07, 17:46
        może chodziło o kowala swojego losu?wink)))


    • samboraga Mader, Minerwo, Weasleyu 10.06.07, 17:35
      Wybaczcie, ale ja zupełnie nie rozumiem o co Wam chodzi. Że dyskutuję z
      generalizującymi (a tym samym nie oddającymi CAŁEJ prawdy) stwierdzeniami
      Minerwy? (bo że zaszło różnica w rozumieniu reklamiarza to nie moja wina,
      wystarczyło wyjaśnić i wyjaśniłyśmy sobie) Że dyskusja była lekka i żartobliwa,
      a ja wparowałam tak na serio, a na serio to emocjonalnie? A emocjonalnie,
      bo...mam męża w branży. I TYLKO dlatego się włączyłam tak emocjonalnie?
      To absurd.
      Jeżeli ktoś napisze, że ‘służba zdrowia jest skorumpowana’, a ja włączę się do
      dyskusji to też się okaże, że przemawiają przeze mnie emocje, bo jestem
      pacjentką? A jak napiszę że mam w rodzinie lekarzy to też usłyszę, że nie mam
      prawa głosu w dyskusji, bo siłą rzeczy nie patrzę ‘obiektywnie’? Zresztą
      obiektywnie czyli jak? Jak pacjent czy jak lekarz? Czy nie jest tak, że
      obiektywnie to znaczy dojście razem do wspólnej perspektywy?
      Poza tym -wiele razy dyskutujemy, często emocjonalnie, odwołujemy się do
      osobistych doświadczeń. Skąd nagle jest to ZARZUT?

      Czemu odniosłam się do słów Minerwy? Aby z poziomu generalizacji i abstraktu
      przejść na konkret. Przyznam, że spodziewałam się, że usłyszę co konkretnie się
      nie podoba np. jakie kampanie, jakie działania, tak jak to wymieniali inni, że
      pneumokoki, że łódka Bolls... Spodziewałam się...merytorycznej dyskusji. W
      zamian – rozmowa wczorajsza zapętliłą się wokół mojej zdolności do
      ‘obiektywnej’ rozmowy, zostałam zdyskredytowana jako równorzędny partner
      rozmowy. Szkoda.

      Z perspektywą ‘od środka’ wielu zawodów spotykamy się przez rodzinę, znajomych,
      rozszerza nam to widzenie. Gdy wujek – policjant na imieninach zżyma się, że na
      komendzie ma jeden komputer i są tak zawaleni biurokracją, że nie starcza czasu
      na czynności operacyjne, to łagodniej patrzymy na policjanta, który bezradnie
      rozkłada ręce, gdy zgłaszamy, że skradziono nam auto.
      A na forum – czy przy rozmowach o problemach szkolnych nie pytamy często o punkt
      widzenia naszych formowych nauczycielek?
      Branża reklamowa jest niewielka. Hermetyczna. Nie spodziewałąm się, że wiele
      osób będzie miało z nią styk na forum. Nie dziwi mnie widzenie sprawy tylko od
      strony odbiorcy. Napisałam mój ‘wykład’, bo uznałam, że możemy porozmawiać.
      Nawet jeśli ktoś wcześniej był ‘na nie’. Nawet jeśli wcześniej dyskusja była
      tylko lekkim przerzucaniem się wrażeniemi. Ja w każdym razie jestem ciekawa
      świata, którego nie znam...
      Możliwe, że nie ma na forum takiej potrzeby. Choć oczywiście jeśli Otryt nadal
      jest zainteresowany rozmową to chętnie porozmawiam.

      I na koniec. Niestety, domniemywam, po postach Minerwy i Weasleya, że zarzucany
      mi brak obiektywizmu ma bardzo prozaiczne źródło – potraktowanie reklamy jako
      zła samego w sobie, zawsze i wszędzie (wiem, wiem, deklaracje są inne, ale w
      postach tego nie widać, pozytywnych przykładów jak na lekarstwo, na ‘tak’ same
      ogólniki, że ‘są na pewno uczciwi pracownicy reklamy’ – ja tez wiem, że są).
      Wówczas faktycznie nieważne jak to widać od środka. Wówczas faktycznie
      obiektywizm nie jest sumą kilku perspektyw, ale tylko perspektywą odbiorcy
      reklamy. On wie lepiej, bo to na nim to krojenie się odbywa (używając analogii
      chirurgicznej, skoro akurat świeżo po krojeniu jestemwink

      Ps. Mader, zapytam męża o te reklamy, ale my oglądamy mało tv, a on jest głową o
      kilka kampanii do przodu
      • mader1 Re: Mader, Minerwo, Weasleyu 10.06.07, 20:55
        Samborago, niczego Ci nie zarzucałam...
        • mader1 a nawet... 10.06.07, 21:44
          napiszę jutro , co konkretnie w reklamach mi się nie podoba najbardziej.
          • mader1 Re: a nawet... 11.06.07, 09:26
            pryznam, że szczególnie trudno oglądać mi pewien typ reklam. Chodzi o te, które
            w podtekscie obiecują młodym ludziom akceptację, przyjaciół.Podam przykład -
            młodzieniec siedzi smutny i samotny, bierze do ręki ( lub kupuje) paczkę
            chipsów i natychmiast rozlega się dzwonek - za dzrzwiami czeka paczka
            znajomych. Mam wrażenie, że to jest mocno nie fair. Wiem, że wielu młodych
            ludzi - nawet Ci, którzy z naszego, dorosłego punktu widzenia nie mają ku temu
            powodów - ma kompleksy, czuje się samotna.
            Wiem - to jest skuteczne, ale to pójście na łatwiznę.
            • samboraga młodzieży... 11.06.07, 11:36
              > w podtekscie obiecują młodym ludziom akceptację, przyjaciół.Podam przykład -
              > młodzieniec siedzi smutny i samotny, bierze do ręki ( lub kupuje) paczkę
              > chipsów i natychmiast rozlega się dzwonek - za dzrzwiami czeka paczka
              > znajomych.

              no widzisz - czy życie/stereotypy napędzają reklamę czy reklama życie? oto jest
              pytanie...
              reklama tak nie działa, że 'zjesz chipsy - zjawią się przyjaciele' (to oczywistesmile
              to język konwencji
              młodość = czas przyjaźni, spędzania wolnego czasu z przyjaciółmi po szkole, jest
              to marzenie i potrzeba wszytskich
              reklama mówi - sprzedajemy chipsy, jesteś młody, fajny - kup (tzn. nie 'jeśli
              jesteś fajny kup' tylko 'jesteś taki jak ci ludzie na ekranie, też jesteś
              fajny', coś jak oglądanie filmu w kinie i identyfikacja z bohaterami)
              oczywiście, reklama ma większą siłę rażenia niż ciocia na imieninach 'czy masz
              już chłopaka', albo babcia 'wiesz, ta twoja (do matki dziecka) Basia to dzika
              jakaś, tylko siedzi w tych ksiązkach, nigdzie nie wyjdzie, nie ma koleżanek'
              ale ciężko obarczać winą reklamę, że nastolatki mają kompleksy

              a wczoraj widziałąm w tv żart z tej konwencji - w reklamie wody tymbarku było
              odwrotniewink 'namawiają cię, że musisz to, to i to? nie musisz - woda tymbark'
              (tekst był inny)
              gdy jakaś konwencja jest już zjechana - zawsze można ją przełamaćwink
              i ciekawe - jeśli produkt jest niefajny, nietrafiony to się nie sprzedaje (bywa
              tak, że sprzedaż jest na tak niskim poziomie, że produkt jest wycofywany)
              ja bym się bardziej martwiła, że chipsy nie są zdrowe i muszę poskramiać apetyt
              mojego dziecka na takie produkty

              generalnie przekaz jest - jest produkt, kup go (i znowu - nie mówię o
              nieetycznych reklamach)

              ps. swoją droga jak o chipsach - jak je nazwać po polsku?wink żeby znowu nie
              wyszdł jakiś reklamiarzwink))
              • mader1 Re: młodzieży... 11.06.07, 15:33
                > ale ciężko obarczać winą reklamę, że nastolatki mają kompleksy

                Nooo tak. Rycerzowa gdzieś napisała szalenie mądre zdanie - nie ujawniaj swoich
                słabym stron, bo będą w nie walić. Taka jest prawda. Ale jakoś głupio, gdy
                dorośli, uzbrojeni w narzędzia typu psycholog, socjolog itd itp wykorzystują te
                kompleksy do sprzedania im ( nastolatkom) rzeczy, która tych kompleksów nie
                uleczy ? Do wykorzystania wiedzy o kompleksach...

                Reklama z jakimś tonikiem. Dobrze, ze na reklamie pokazują, jak czyścić skórę,
                że trzeba o nią dbać. I są takie reklamy, które mówią o tym spokojnie, choć też
                stosując jakąś scenkę. Ale widziałam też taką - " Aaaa ! Pryszcz ! Nie mogę się
                pokazać ! Nie wychodzę na imprezę ! "I koleżanka, która coś zaradza w 2
                godziny, bo tamta rzeczywiście nie może z tym pryszczem wyjść.
                2 godziny ! smile))) No i komu przyszło do głowy wmawiać, że z pryszczem nie można
                pójść na imprezę smile)) Ja się z tego śmieję, ale wyciągałam już 15 latkę z
                naprzeciwka na spacer na siłę. Z powodu tych pryszczy. I jakoś nie pociesza
                mnie, że ze swoimi potrafię o tym rozmawiać - a raczej: to wyśmiać.
                • samboraga Re: młodzieży... 11.06.07, 20:09
                  >Ale jakoś głupio, gdy
                  > dorośli, uzbrojeni w narzędzia typu psycholog, socjolog itd itp wykorzystują te
                  > kompleksy do sprzedania im ( nastolatkom) rzeczy, która tych kompleksów nie
                  > uleczy ? Do wykorzystania wiedzy o kompleksach...

                  ale to nie chodzi o wiedzę o kompleksach!!!!
                  nikt nie siedzi w agencji, aby dopiec biednym nastolatkom!!!!
                  rozpatrywane jest to od innej strony!
                  przychodzi zlecenie na produkt - tonik na trądzik
                  jaki jest tok dalej myślenia? mniej więcej taki: każdy w tym wieku chce wyglądać
                  ładnie - możemy ci pomóc tym tonikiem - nasz tonik ci pomoże - był pryszcz, nie
                  ma pryszcza...

                  >No i komu przyszło do głowy wmawiać, że z pryszczem nie można
                  > pójść na imprezę smile))

                  a za naszych (bo w obu wypadkach przedreklamowych) licealnych czasów nie było
                  takich sytuacji? ja też omijałąm imprezy, z powodu ciuchów...
                  został wzięty do reklamy przykład zachowań nastolatkowych - tylko tyle

                  przyznam, że nie umiem patrzeć tak na reklamy jak napisałaś, bliskie mi jest to,
                  co napisała Majka
                  dziewczyna z pryszczem dostaee informację o kilku środkach na pryszcze,
                  napisałaś, że ta jedna reklama jest bardziej ekspresyjna, z tego co weim to
                  ekspresyjne są raczej wszystkie (podobnie chipsów, napojów dla młodzieży itp.) -
                  bo dostosowane są do sposobu odbioru 'stereotypowej' młodzieży, dużo obrazków,
                  dużo hałasu, wartka akcja
                  przecież nie wszyscy tacy są, prawda?
                  w reklamie wzięto stereotyp
                  • a_weasley Re: młodzieży... 11.06.07, 20:47
                    samboraga napisała:

                    > ale to nie chodzi o wiedzę o kompleksach!!!!
                    > nikt nie siedzi w agencji, aby dopiec biednym nastolatkom!!!!

                    Ależ oczywiście, że nie. I nikt tego nie twierdzi.
                    Natomiast odnoszę wrażenie, że twórcy części reklam odczucia części osób, do
                    które one trafią, mają w rzyci.

                    > możemy ci pomóc tym tonikiem - nasz tonik ci pomoże - był pryszcz, nie
                    > ma pryszcza...

                    Jestem pod wrażeniem troski reklamodawców o młodzież.

                    > bo dostosowane są do sposobu odbioru 'stereotypowej' młodzieży, dużo obrazków,
                    > dużo hałasu, wartka akcja
                    > przecież nie wszyscy tacy są, prawda?
                    > w reklamie wzięto stereotyp

                    Oczywiście. Zwrócono się do właściwego TARGETU.
                  • mader1 Re: młodzieży... 11.06.07, 21:31
                    > przychodzi zlecenie na produkt - tonik na trądzik
                    > jaki jest tok dalej myślenia? mniej więcej taki: każdy w tym wieku chce
                    wygląda
                    > ć
                    > ładnie - możemy ci pomóc tym tonikiem - nasz tonik ci pomoże - był pryszcz,
                    nie
                    > ma pryszcza...

                    Tak. I są takie reklamy - jak zauważyłaś, tak właśnie napisałam smile
                    A obok tego są reklamy, które no... utrwalają szkodliwe stereotypy - to mało
                    napisane. One po prostu stosują na nich jeszcze przekręt z dokrętem.

                    > ale to nie chodzi o wiedzę o kompleksach!!!!
                    > nikt nie siedzi w agencji, aby dopiec biednym nastolatkom!!!!

                    "dopiec". Trochę to zbanalizowałaś. Wykorzystać wiedzę na temat ich marzeń,
                    kompleksów, obaw, by sprzedać im towar.

                    Samborago. Nie do końca rozumiem Twoją obronę wymienionych przeze mnie reklam.
                    Uważasz, że one są w porządku. Że to źle, że mi się nie podobają ? Że jeżeli
                    zrozumiem prawdziwe intencje ich twórców - których obydwie nie znamy do końca -
                    polubię je ?
                    No nie, rozumiem, że taki "tonik co to jedna koleżanka krzyczy do drugiej, że
                    nie może pójść na imprezę z powodu pryszcza "nie jest dla mojej córki i
                    powinnam się uspokoić, bo ona wychowywana przeze mnie od dziecka, po niego nie
                    sięgnie wink Ale nie sprawia to, że reklama ta mi się podoba wink)))
                    To chyba tak ma działać, co ? Ona jest przeznaczona dla innego targetu ...smile)))
                    Padła więc ofiarą zamysłu twórców wink
                    • samboraga zbiorczo;) 13.06.07, 11:42
                      >A ja to na pewno nie wszystko wink)),

                      O, to przepraszam…już odpisujęwink

                      Odpowiem zbiorczo o dzieciach i młodzieży, łatwiej będzie w jednym wątkusmile

                      Zrozumiałam tak: że wg Ciebie reklama do dzieci zawsze jest zła, bo…zawsze będą
                      dzieci, których rodziców nie będzie na to stać. I że to nie fair, aby myślały,
                      że są gorsze…
                      Napisałm, że to argument demagogiczny – dlaczego? Dzieci nie dowiadują się o
                      tym, że ‘żyją gorszym świecie’ z reklamy, nie tylko w każdym razie – dowiadują
                      się ‘z reala’wink gdy na pogerowską wieś przyjadą letnicy, a ich dzieci mają fajne
                      zabawki, gdy przyjedzie jakaś dalsza rodzina żyjąca na innym poziomie
                      Tam są dzieci, które nie mają nawet podróbek Barbie…
                      (na podwórku pewnie coraz mniej w dobie zamkniętych osiedli i lepszych/gorszych
                      dzielnic)
                      Dlatego nie uważam, że reklama dużo więcej...
                      Ale tu się chyba rozmijamy?

                      A jeśli chodzi, o dzieci, których rodziców stać na reklamowane - nie rozumiem
                      tego o pryzjacielu. Choć rozumiem, że może być takie dziecko, które tak
                      pomyślałao (że z klockami będzie i człowieczekwink.

                      Tonik. Nie chodzi mi o to, że reklama ma się podobać.
                      Zrozumiałam tak – córka nie kupiła toniku tak reklamowanego, tak?
                      Czy chodziło raczej o to, że wg reklamy taki przekaz nie jest dla córki,
                      wychowywanej tak a nie inaczej? Jeśli tak - dlaczego nie jest?
                      Nie zrozumiałam tego.
                      • a_weasley Re: zbiorczo;) 13.06.07, 11:50
                        samboraga napisała:

                        > Zrozumiałam tak: że wg Ciebie reklama do dzieci zawsze jest zła,

                        Nie wiem jak wg Otryta, ale wg mnie tak.
                        Przede wszystkim dlatego, że uczy kierowania się takową, bezkrytycznego stosunku
                        do niej. Sama piszesz, że potrzeba tłumaczyć. Czyli są jakieś złe wpływy, które
                        trzeba neutralizować. Po pierwsze rodzice i tak mają dosyć roboty, po wtóre co z
                        dziećmi, których rodzice sami tego nie widzą, a takich jest prawdopodobnie
                        większość?

                        > dzieci, których rodziców nie będzie na to stać. I że to nie fair, aby myślały,
                        > że są gorsze…
                        > Napisałm, że to argument demagogiczny – dlaczego? Dzieci nie dowiadują
                        > się o tym, że ‘żyją gorszym świecie’ z reklamy, nie tylko w każdym razie

                        Non solum, sed etiam.

                        > – dowiadują
                        > się ‘z reala’wink gdy na pogerowską wieś przyjadą letnicy, a ich dzie
                        > ci mają fajne
                        > zabawki, gdy przyjedzie jakaś dalsza rodzina żyjąca na innym poziomie
                        > Tam są dzieci, które nie mają nawet podróbek Barbie…

                        Co innego jednak, kiedy są to rzadkie spotkania z ludźmi z innego świata, a co
                        innego, kiedy to się wpycha na każdym kroku.
                      • otryt Wszystkie reklamy skierowane do dzieci są złe 13.06.07, 12:53
                        Wszystkie reklamy kierowane do dzieci uważam za złe, dlatego, że dzieci nie są
                        świadomymi klientami i nie posiadają swoich pieniędzy. Pośrednio w ten sposób
                        wywiera się presje na rodziców, nieuchronnie powstają napięcia w dzieciach i na
                        styku rodzice dzieci. Parę razy kupowałem tylko dlatego, aby zredukować te
                        widoczne napięcia. Bo nie warta była skórka za wyprawkę. Potem i tak zabawka
                        szybko trafiała w kąt.

                        Oczywiście realny świat pokaże dziecku różnice majątkowe między ludźmi, jednak
                        rodzinny dom powinien być pod tym względem bezpieczny, powinien być azylem,
                        gdzie łagodzi się napięcia powstałe na zewnątrz, a nie odwrotnie. Taka jest
                        funkcja domu. Nie zgadzam się z argumentem Samboragi o bogatszych letnikach z
                        miasta. Bardzo często dzieci tych letników dadzą się pobawić Barbie
                        biedniejszym dzieciom ze wsi, pożyczą zabawki na jakiś czas. Dzieci z różnych
                        środowisk potrafią się razem bawić. To dorośli posiadają więcej uprzedzeń,
                        stosując bariery majątkowo towarzyskie i stopniowo przekazują to dzieciom.
                        Dziecko ma okazję sprawdzić, że zabawka letnika, to aż nic takiego, jak
                        wyglądało w reklamie. A więc w realu problem wygląda łagodniej, niż w wyobraźni
                        pobudzonej reklamą. Parę razy udało nam się skutecznie odwrócić uwagę dziecka
                        od reklamowanego dobra kupując, inną czasem nawet droższą i atrakcyjniejszą
                        zabawkę. Tylko dlatego, aby wytrącić im argument "że wszyscy mają". Myślę, że
                        nie jest dobre zaszczepiane w dziecku takiego myślenia, że jeśli wszyscy mają
                        to ono też musi mieć. Tak naprawdę to "wszyscy" przeważnie oznacza "niektórzy".
                        Czasem jest lepiej mieć coś innego niż wszyscy. Zawsze pokazywaliśmy, ze
                        lepiej, aby każde dziecko miało inne zabawki, wspólnie się nimi bawiło i
                        wymieniało. Zabawa wtedy lepsza i stosunki między dziećmi kształtują się
                        lepiej. Od małego uczyliśmy swoje dzieci, aby w piaskownicy wymieniały się
                        wiaderkami i nawiązywały kontakty ze spotkanymi tam maluchami.
                        • maika7 Re: Wszystkie reklamy skierowane do dzieci są złe 13.06.07, 14:22
                          > Wszystkie reklamy kierowane do dzieci uważam za złe, dlatego, że dzieci nie są
                          > świadomymi klientami i nie posiadają swoich pieniędzy. Pośrednio w ten sposób
                          > wywiera się presje na rodziców, nieuchronnie powstają napięcia w dzieciach i
                          na styku rodzice dzieci.

                          Tego nie rozumiem. To, co można kupić dziecku zależy nie tylko od checi dziecka,
                          ale przede wszystkim od tego, co rodzice uznają za warte kupienia i co mogą
                          kupić. To trochę tak, jakby mieć pretensje do wystaw sklepowych, że do dzieci są
                          skierowane. Dzieci bardzo prędko się orientują na co rodziców można "naciągnąć"
                          a na co nie. Jakie są granice "siły nabywczej kieszeni rodzicielskiej". Rodzinny
                          dom wyznacza granice - od nas, dorosłych zależy czy dziecko patrzy na reklamy
                          jak na potencjalny "katalog rzeczy do kupienia" czy jak na obojętny "nabywczo"
                          filmik.

                          M.
                          • a_weasley Re: Wszystkie reklamy skierowane do dzieci są złe 13.06.07, 14:28
                            maika7 napisała:

                            > > wywiera się presje na rodziców, nieuchronnie powstają napięcia w
                            > > dzieciach i na styku rodzice dzieci.
                            >
                            > Tego nie rozumiem.

                            To przyjmij do wiadomości, że:
                            1. Nie wszystkie dzieci są takie mądre jak Twoje.
                            2. Nie wszyscy rodzice są tacy asertywni jak Ty.
                            Dzieci same z siebie siły nabywczej nie mają, więc gdyby naciskanie na rodziców
                            za pośrednictwem dzieci nie działało, toby nikt nie wyrzucał pieniędzy na
                            reklamy adresowane do dzieci.
                            Mówił mi człowiek prowadzący sklep w dość ubogiej okolicy, że jak zobaczy nową
                            reklamę jakiejś pierdóły, batona czy czegoś w tym stylu, w TV przed pogodą, to
                            nazajutrz świtem dzikim jedzie po to do hurtowni, bo wie, że zaraz pół wsi
                            będzie o to pytać. W ubogiej okolicy, przypominam.

                            > Dzieci bardzo prędko się orientują na co rodziców można "naciągnąć"
                            > a na co nie. Jakie są granice "siły nabywczej kieszeni rodzicielskiej".

                            Pytanie, czy dzieci również rozumieją, że jak będzie na to, to nie będzie na tamto.
                            • maika7 Re: Wszystkie reklamy skierowane do dzieci są złe 13.06.07, 14:51
                              > To przyjmij do wiadomości, że:
                              > 1. Nie wszystkie dzieci są takie mądre jak Twoje.

                              To nie o mądrość chodzi, więc tego punktu NIE przyjmę do wiadomości.

                              > 2. Nie wszyscy rodzice są tacy asertywni jak Ty.

                              Z asertywnością mam kłopoty. Ale dzięki za ocenę 3/4 mojej rodziny. W sumie
                              nawet chyba pozytywna.

                              > Dzieci same z siebie siły nabywczej nie mają, więc gdyby naciskanie na rodziców
                              > za pośrednictwem dzieci nie działało, toby nikt nie wyrzucał pieniędzy na
                              > reklamy adresowane do dzieci.

                              To inna sprawa - i problem do rozwiązania w rodzinach, a nie w postulatach o
                              zakrywanie wystaw sklepowych.

                              > Mówił mi człowiek prowadzący sklep w dość ubogiej okolicy, że jak zobaczy nową
                              > reklamę jakiejś pierdóły, batona czy czegoś w tym stylu, w TV przed pogodą, to
                              > nazajutrz świtem dzikim jedzie po to do hurtowni, bo wie, że zaraz pół wsi
                              > będzie o to pytać. W ubogiej okolicy, przypominam.

                              Bo to działa - jeśli tylko przyzwolimy na działanie. Tak, jak WYSTAWY sklepowe z
                              odpowiednio wyeksponowanymi produktami. A propos ubogich dzielnic - mieszkam od
                              20 lat na wsi - mniej więcej wiem, jak się żyje w ubogich społecznościach i na
                              co wydają rodzice, którym nie starcza na chleb.

                              > Pytanie, czy dzieci również rozumieją, że jak będzie na to, to nie będzie na
                              tamto.

                              Tak. Bardzo prędko. Poza tym nie zawsze dzieci wszystko muszą zrozumieć, zeby
                              przyjąć, że decyzje rodziców są ważne - nie oczekuję od dwulatka, że zrozumie
                              dlaczego gwałtownie go ściągam z jezdni, choć chodzi się po niej wygodnie.
                              • otryt Reklama telewizyjna to nie wystawa sklepowa 13.06.07, 15:17
                                maika7 napisała:

                                >a nie w postulatach o zakrywanie wystaw sklepowych.

                                Przepraszam bardzo, czy ja gdzieś pisałem o wystawach sklepowych? Majko, kilka
                                razy piszesz o wystawach, doprowadzając rzecz do absurdu, bo absurdem jest
                                zasłanianie wystaw sklepowych przed dziećmi. Dyskutuj proszę może z tezami,
                                które wypowiedziałem, a nie z tymi, które napisałaś sama w poprzednim wpisie.

                                Chciałem napisać to pod poprzednim Twoim wpisem, lecz nie zdążyłem. Uważam, że
                                reklamy telewizyjne i wystawy sklepowe dwie różne sprawy. Siła rażenia tych
                                pierwszych jest nieporównanie większa. Na wystawie jest towar, jaki każdy
                                widzi. W reklamie np jest podmalowany, upiększony, posiada cechy, których nie
                                ma w rzeczywistości. Np mięso jest malowane farbą, a zabawki wyprawiają takie
                                cuda, jakie się nam nawet przyśnić nie potrafią. Dorosły człowiek potrafi
                                odróżnić fikcyjne cechy w reklamie od prawdziwych, dziecko - nie. Poza tym
                                wystawę ogląda wielu ludzi. Reklama zaś jest skierowana tylko do Ciebie. Tak,
                                tak, do Ciebie też, który siedzisz teraz przy telewizorze. Reklama nie tylko
                                pokazuje towar. Ona mówi, że tego potrzebujesz, że za tym tęsknisz. Czasem
                                nawet, że będziesz kimś lepszym, ważniejszym, szczęśliwszym, bardziej
                                wartościowym, liczącym się w środowisku, wśród ludzi, w gronie rówieśniczym ,
                                jeśli tylko staniesz się posiadaczem tej rzeczy.

                                • lucasa Re: Reklama telewizyjna to nie wystawa sklepowa 13.06.07, 16:31
                                  >
                                  otryt napisał:
                                  Uważam, że
                                  > reklamy telewizyjne i wystawy sklepowe dwie różne sprawy. Siła rażenia tych
                                  > pierwszych jest nieporównanie większa

                                  A dlaczego dwie rozne sprawy? Przeciez obie sa elementem marketingu, ktory
                                  zreszta obejmuje duzo szerszy zakres niz tylko wymienione pozyzej. Co do sily
                                  razenia to tez zalezy. Ile jest chrupek/slodyczy skierowanych dla dzieci, ktore
                                  sprzedaja sie super tylko dlatego, ze dolaczane sa do nich jakies kolekcje
                                  karteczek czy naklejek do zbierania? A przeciez nie bylo to nigdzie reklamowane
                                  w TV. Jak my bylismy w wieku szkolnym prawie nie bylo reklam w TV a wiekszosc i
                                  tak marzyla o chinskich tenisowkach, pachnacych gumkach czy co tam jeszcze bylo
                                  kolorowego z Chin. A ile osob kupowalo namietnie gumy Donald po to aby miec
                                  kolejna "historyjke". Ja jakos nie widze potrzeby demonizowania reklam.

                                  W pewnym momencie w watku pojawilo sie pojecie niszy czy niszowych dzieci.
                                  Troche traktuje o tym film "about a boy" (nie znam polskiego tytulu) i
                                  wlasciwie uwazam, ze rodzice wyrzadzaja dziecku krzywde gdy chca aby maluchy
                                  nasladowaly ich wybory (nie te moralne, ale te o jakich trakuja reklamy i o
                                  czym jest ten watek). Dziecko desperacko potrzebuja akceptacji srodowiska w
                                  ktorym sie znajduja.
                                  Ja, jak nie mialam dzieci to myslalam, ze rodzice bardziej moga ksztaltowac
                                  gust swoich dzieci. Teraz moglabym przekonywac moja pannice ze np. brazowy to
                                  taki fajny kolor, a rano i tak wybierze sobie ulubiona rozowa (fuj) koszulke z
                                  cekinami (fuj fuj). ale w koncu 3.5 latka ma sie tylko raz wiec niech sie nosi
                                  cekinowo. Corka jak by bardzo chciala Barbi to pewnie znalazl by sie ktos w
                                  rodzinie kto by jej kupil taki prezent, a i tak zasypiac bedzie ze swoim
                                  pieskiem, ktory tak jest wytarty, ze przy ktoryms kolejnym praniu zupelnie sie
                                  spierze.

                                  My bardzo malo ogladamy TV (zreszta od niedawna mamy odbiornik), dzieci wcale,
                                  poza bajkami DVD, ale ja z zainteresowaniem ogladalam programy ciurkiem
                                  przestawiajace najlepsze reklamy (o tych seansach calonocych (we Wroclawiu?)
                                  tylko slyszalam). Wiekszosc z nich to calkiem dobre etiudy filmowe.

                                  a swoja droga dziwny ten watek
                                  A
                                  • minerwamcg Re: Reklama telewizyjna to nie wystawa sklepowa 13.06.07, 18:14
                                    >Teraz moglabym przekonywac moja pannice ze np. brazowy to
                                    > taki fajny kolor, a rano i tak wybierze sobie ulubiona rozowa (fuj) koszulke
                                    >z cekinami (fuj fuj). ale w koncu 3.5 latka ma sie tylko raz wiec niech sie
                                    >nosi cekinowo.

                                    Raz w życiu ma się także cztery latka, dwa i miesiąc, trzy i osiem miesięcy
                                    trzy tygodnie i dwa dni. Raz w życiu jest każda chwila, drugiej takiej nie
                                    będzie. Dlatego moim zdaniem lepiej jest wybierać razem z dzieckiem coś, co
                                    będzie i ładne, i gustowne. Choć, oczywiście, niekoniecznie brązowe.

                                    > Dziecko desperacko potrzebuja akceptacji srodowiska w
                                    > ktorym sie znajduja.

                                    Owszem. Ale MSZ zadaniem rodziców jest sprawić, aby tej akceptacji nie
                                    potrzebowały aż tak desperacko. Ponieważ, głupia sprawa, wyścig finansowy z
                                    kieszeniami zamożniejszych rodziców nie zawsze jest tym, na co byśmy mieli
                                    ochotę. A i postawę "liczy się tylko to, co masz" nie zawsze uważamy za
                                    odpowiednią dla wychowania dziecka.
                                • maika7 Re: Reklama telewizyjna to nie wystawa sklepowa 13.06.07, 16:52
                                  > Przepraszam bardzo, czy ja gdzieś pisałem o wystawach sklepowych?

                                  To było w mojej odpowiedzi do Artura, a nie do Ciebie. Fakt, użyłam porównania
                                  reklamy do wystawy sklepowej, bo uznaję wystawę za "prekursorkę" reklam (cel
                                  podobny - sprawic, ze zauważysz towar i go będziesz chciał mieć).

                                  > Majko, kilka
                                  > razy piszesz o wystawach, doprowadzając rzecz do absurdu, bo absurdem jest
                                  > zasłanianie wystaw sklepowych przed dziećmi. Dyskutuj proszę może z tezami,
                                  > które wypowiedziałem, a nie z tymi, które napisałaś sama w poprzednim wpisie.

                                  Otryt, sprowadzam - byc może- rzecz do absurdu, ale zauważ, ze Tobie
                                  odpowiedziałam inaczej nieco, niz Arturowi, ktory ma inny sposób rozmawiania,
                                  więc, proszę, nie mieszajmy tych dwóch rozmow. Z tezami, które wypowiedziales
                                  starałam się dyskutowac w odpowiedzi do Ciebie. W odpowiedzi do Artura dyskutuje
                                  z tezami wysuwanymi przez niego.

                                  > Chciałem napisać to pod poprzednim Twoim wpisem, lecz nie zdążyłem. Uważam, że
                                  > reklamy telewizyjne i wystawy sklepowe dwie różne sprawy. Siła rażenia tych
                                  > pierwszych jest nieporównanie większa. Na wystawie jest towar, jaki każdy
                                  > widzi. W reklamie np jest podmalowany, upiększony, posiada cechy, których nie
                                  > ma w rzeczywistości. Np mięso jest malowane farbą, a zabawki wyprawiają takie
                                  > cuda, jakie się nam nawet przyśnić nie potrafią. Dorosły człowiek potrafi
                                  > odróżnić fikcyjne cechy w reklamie od prawdziwych, dziecko - nie.

                                  Tak. To są bardzo istotne różnice. Ale - powiem to jeszcze raz - dzieci bardzo
                                  prędko uczą się co jest w zasięgu kieszeni ich rodziców. Na świecie jest cała
                                  masa rzeczy atrakcyjnych dla dzieci. I rodzice uczą dzieci wyborów i uczą
                                  dostosowywania wyborów do indywidualnych możliwości i priorytetów. I zazwyczaj
                                  odbywa sie to kosztem napięc - dlaczego na wakacje do x, a nie do y. Dlaczego
                                  nie teraz rower, tylko kiedy indziej, dlaczego nie lód, jak boli gardło,
                                  dlaczego na obiad placki ziemniaczane zamiast dwudaniowego obiadu z deserem itp.
                                  itd. Widzę, ze postrzegasz reklamę inaczej. Ja postrzegam ją jako zwykly element
                                  codzienności, z którym dziecko powinno się oswoić i od małego wiedzieć jak z
                                  niej "korzystać". Element codzienności, do ktorego wypracowujemy stosunek od
                                  pieluch. Tak, jak do prawie wszystkich rzeczy w realiach maluchow i potem juz
                                  nie maluchow.

                                  > Poza tym
                                  > wystawę ogląda wielu ludzi. Reklama zaś jest skierowana tylko do Ciebie. Tak,
                                  > tak, do Ciebie też, który siedzisz teraz przy telewizorze.

                                  Reklama skierowana jest do wszystkich ogladających. To czy uwierzę, ze jak
                                  pozbęde się kilku zmarszczek pod oczami to świat przede mna stanie otworem - to
                                  juz mój problem smile)


                                  > Reklama nie tylko
                                  > pokazuje towar. Ona mówi, że tego potrzebujesz, że za tym tęsknisz. Czasem
                                  > nawet, że będziesz kimś lepszym, ważniejszym, szczęśliwszym, bardziej
                                  > wartościowym, liczącym się w środowisku, wśród ludzi, w gronie rówieśniczym ,
                                  > jeśli tylko staniesz się posiadaczem tej rzeczy.

                                  Tak mówi zazwyczaj. Ale ja wiem za czym tęsknię itd... I ucze dzieci, zeby
                                  wierzyły swoim odczuciom, a nie dawały sobie wmawiać - tego uczę nie tylko w
                                  stosunku do reklam - uczę niezależnie, a przy reklamach sprawdza się to niejako
                                  "przy okazji". I uczę, co jest wartością człowieka, a reklamy w pewnym senie
                                  (uwaga - TYLKO w pewnym sensie) pomagają mi w tym, podając absurdalne hasła o
                                  zalezności ilosci pryszczy od liczby i jakości przyjaciół.

                                  Chyba na koniec warto, zebym jeszcze raz powiedziała, ze to, co piszę jest o
                                  moim prywatnym stosunku (dośc obojetnym) do reklam. Nie chcę żeby wyszło, ze
                                  analizuję taki czy inny "wpływ reklam na grupe wiekową od do".

                                  M.
                                  • a_weasley Re: Reklama telewizyjna to nie wystawa sklepowa 13.06.07, 17:42
                                    maika7 napisała:

                                    > > Przepraszam bardzo, czy ja gdzieś pisałem o wystawach sklepowych?
                                    >
                                    > To było w mojej odpowiedzi do Artura, a nie do Ciebie. Fakt, użyłam porównania
                                    > reklamy do wystawy sklepowej, bo uznaję wystawę za "prekursorkę" reklam (cel
                                    > podobny - sprawic, ze zauważysz towar i go będziesz chciał mieć).

                                    Owszem. Tyle, że ja na wystawie widzę towar. Zabawkę, puszkę piwa, butelkę
                                    szamponu. Ta wystawa, czy sklepowa półka nic mi nie obiecuje. Ona jedynie mówi,
                                    że tu mogę kupić ten towar.

                                    > Reklama skierowana jest do wszystkich ogladających. To czy uwierzę, ze jak
                                    > pozbęde się kilku zmarszczek pod oczami to świat przede mna stanie otworem -
                                    > to juz mój problem smile)

                                    Tyle, że ta reklama na różne sposoby ci to wmawia. A kłamstwo powtórzone milion
                                    razy staje się prawdą.
                                    • maika7 Re: Reklama telewizyjna to nie wystawa sklepowa 13.06.07, 19:32
                                      > Owszem. Tyle, że ja na wystawie widzę towar. Zabawkę, puszkę piwa, butelkę
                                      > szamponu. Ta wystawa, czy sklepowa półka nic mi nie obiecuje. Ona jedynie
                                      mówi, że tu mogę kupić ten towar.

                                      Oglądamy inne wystawy. Ja widzę np. piekną sukienkę na manekinie, który ma
                                      centymetry rozłozone dokładnie tak, jak ja bym chciala miec rozlożone. I czasem
                                      przemknie mi przez głowe mysl, że może do mnie ta sukienka tez tak fajnie
                                      pasuje. Na szczeście lustra są w przymierzalniach wink

                                      > A kłamstwo powtórzone milion razy staje się prawdą.

                                      Nie. Kłamstwo to kłamstwo. I proszę nie stosować "rozmytej moralności"

                                      M.
                                      • minerwamcg Re: Reklama telewizyjna to nie wystawa sklepowa 13.06.07, 21:42
                                        >> A kłamstwo powtórzone milion razy staje się prawdą.
                                        >Nie. Kłamstwo to kłamstwo. I proszę nie stosować "rozmytej moralności"

                                        A cytat to cytat. Zwłaszcza tak znany. I proszę sprawdzić w słowniku
                                        hasło "ironia".
                                        • maika7 Re: Reklama telewizyjna to nie wystawa sklepowa 14.06.07, 06:49
                                          > A cytat to cytat. Zwłaszcza tak znany. I proszę sprawdzić w słowniku
                                          > hasło "ironia".

                                          smile ironia nie zawsze i nie dla kazdego jest czytelna, szczegolnie, gdy nie
                                          słyszy się tonu głosu, mało rozmawia z danym rozmowcą itd.. itp...

                                          Poza tym stosowana ciągle w rozmowach nuży i nudzi - przynajmniej mnie.

                                          M.

                                          P.S. Sprawdziłam też przy okazji w słowniku znaczenie hasła "poczucie humoru" -
                                          oba fajne. Czasem może uda mi się któreś zastosować w praktyce.
      • a_weasley Re: Mader, Minerwo, Weasleyu 11.06.07, 17:43
        samboraga napisała:

        > a ja wparowałam tak na serio, a na serio to emocjonalnie? A emocjonalnie,
        > bo...mam męża w branży. I TYLKO dlatego się włączyłam tak emocjonalnie?

        Cieszę się, że masz tyle samokrytycyzmu.
        Bieda w tym, że mnie to, kim jest Twój mąż, ani zieje, ani grzębi. Jeżeli
        człowiek wie, że podchodzi emocjonalnie do problemu, to powinien popracować nad
        swoim podejściem i miarkować swoje reakcje, a nie ustawiać do pionu bliźnich.

        > A jak napiszę że mam w rodzinie lekarzy to też usłyszę, że nie mam
        > prawa głosu w dyskusji, bo siłą rzeczy nie patrzę ‘obiektywnie’?

        Ustawianie sobie przeciwnika kwitnie. Czy ktoś Ci odmawiał prawa do udziału w
        dyskusji? Jeśli tak, to gdzie, a jeśli nie, to o co chodzi?
        Myśmy nawet o owym mężu w reklamie nie wiedzieli...

        > Aby z poziomu generalizacji i abstraktu przejść na konkret.

        Czyli: aby z rozmowy o problemie zrobić rozmowę o osobie, której nie znamy, nie
        wiemy, co robi w branży i jak przy tej robocie postępuje.

        > Przyznam, że spodziewałam się, że usłyszę co konkretnie się
        > nie podoba np. jakie kampanie, jakie działania,

        Zakład, że Twój mąż ma w tej sprawie całe góry materiałów, bo to też się bada. O
        ile wiem, w tym dialekcie nazywa się to feedback.

        > rozszerza nam to widzenie. Gdy wujek–policjant na imieninach zżyma się,
        > że na komendzie ma jeden komputer i są tak zawaleni biurokracją, że
        > nie starcza czasu na czynności operacyjne, to łagodniej patrzymy
        > na policjanta, który bezradnie rozkłada ręce, gdy zgłaszamy, że skradziono
        > nam auto.

        Ja na policjanta, który rozkłada ręce, patrzę tak samo i też mi go żal.
        Natomiast na ludzi, którzy do tego stanu doprowadzili i którzy pozwalają mu
        trwać, szlag mnie trafia taki sam niezależnie od faktu, że trafia to również w
        mojego dobrego znajomego. Szlag mnie trafia mianowicie na policję, a nie na
        policjanta.

        > Branża reklamowa jest niewielka. Hermetyczna. Nie spodziewałąm się, że wiele
        > osób będzie miało z nią styk na forum. Nie dziwi mnie widzenie sprawy tylko od
        > strony odbiorcy.

        I mnie w tej dyskusji, niestety, tylko to interesuje. Reklama w swoim obecnym
        kształcie robi dużo więcej złego niż dobrego.

        Na dywagacje na temat moich, a tym bardziej Minerwy, stanów psychicznych nie
        odpowiadam.
      • minerwamcg Re: Mader, Minerwo, Weasleyu 11.06.07, 18:13
        Samborago, jeszcze raz proszę, nie ustawiaj sobie przeciwnika. Nikt, ze mną na
        czele, nie odmawiał Ci prawa do dyskusji. Stwierdziłam, że od owej dyskusji się
        uchylam, ponieważ to co powiem, może być odebrane jako personalny atak.
        Przeczytaj jeszcze raz, powoli: JA SIĘ UCHYLAM. Ja, MinerwaMcG. Nie żądam, abyś
        Ty uchyliła się od czegokolwiek i nigdy tego nie żądałam. Poinformowałam Cię,
        szczegółowo to motywując, o swojej w tej kwestii postawie. Swojej.
        • samboraga Re: Mader, Minerwo, Weasleyu 11.06.07, 19:38
          > Przeczytaj jeszcze raz, powoli: JA SIĘ UCHYLAM. Ja, MinerwaMcG

          och oczywiście, ja to cały czas wiem
          ale to DLA MNNIE oznacza, że nie mogę rozmawiać z Tobą, prawda? a powody Twojej
          odmowy JA uważam za bezpodstawne i bezsensowne - co wyjaśniłam w moim poście
          powyżej, już nie chcę się powtarzać
          • minerwamcg End of topic, dość tych głupstw 11.06.07, 20:33
            > ale to DLA MNNIE oznacza, że nie mogę rozmawiać z Tobą, prawda?

            Nie - to oznacza dokładnie to co napisałam - że JA, wyżej podpisana ja
            osobiście i nikt inny, nie mam ochoty rozmawiać na ten temat. I za cokolwiek
            uważasz moje wyjaśnienia (czasem jak widać okazywanie bliźniemu swemu, że nie
            ma się zamiaru go urazić nie popłaca, zostaje się za to wciągniętym w głupią i
            agresywną dyskusję połączoną z ustawianiem sobie przeciwnika), na ten temat
            rozmawiać po prostu i zwyczajnie nie chcę i NIE BĘDĘ. O tym, co w przedmiotowej
            sprawie Ty możesz, czego nie możesz i co chcesz - również. Uwierz mi, to
            naprawdę nie moja sprawa. Próbowała Ci to wytłumaczyć Mader, próbował Weasley,
            próbowałam ja. Trudno.
    • a_weasley Oszustwo w reklamie - jawne i ukryte 11.06.07, 17:13
      Skoro rodzice muszą dziecku tłumaczyć nierzetelność przekazu, to znaczy, że
      przekaz jest nierzetelny. Gdyby był rzetelny, nie musieliby tłumaczyć. Proste.
      Przy czym są z góry na słabszej pozycji. Najpierw muszą w ogóle daną reklamę
      widzieć. Potem zauważyć zawarty w niej przekręt, który nie zawsze jest jawny.
      Następnie móc zareagować natychmiast, zanim dziecko zajmie się czym innym, treść
      spłynie, szlam zostanie (życzę powodzenia, jeśli rzecz się dzieje w
      supermarkecie albo na wizycie u cioci). I wreszcie, na koniec, ubrać kontrę na
      dany przekręt w słowa zrozumiałe dla dziecka i to jeszcze tak, żeby wygrać z
      przekazem obrazkowym.
      Przekaz reklamowy działa w znacznym stopniu na pograniczu świadomości czy w
      ogóle działa na podświadomość. Skoro daje się go skonstruować tak, żeby oszukać
      człowieka dorosłego (tzn. żeby kupił reklamowany produkt w przekonaniu, że nie
      kieruje się reklamą), tym skuteczniej to zadziała na dziecko.
      Dorosły człowiek doskonale wie, że camele czy marlboro nie zrobią z niego
      twardziela z reklam. WIe, że są szkodliwe, bo ma to obok napisane czarno na
      białym (i mając wybór, kupuje te z rakiem, a nie te z impotencją). A jednak kupuje.
    • a_weasley Poniedziałek - oglądam telewizję. Lenin... 11.06.07, 17:26
      Wtorek. Słucham radia. Lenin.
      Środa. Idę do kina. Lenin.
      Czwartek. Czytam gazetę. Lenin.
      Piątek. Boję się otworzyć lodówkę...

      Trochę oftop, bo to już nie telewizja (jak leci radiowa, przerzucam na kasetę,
      bo radia słucham dla muzyki). Ale faktycznie reklama włazi mi na głowę.
      Telewizja. Ulice miast (w tym te wspomniane już opakowane domy, kto na to
      pozwala?). Autobusy i tramwaje. W kinie trajlery trajlerami, ale przed
      trajlerami lecą najgłupsze reklamy adresowane do odmóżdżonej części młodzieży.
      Lodówka to nie, ale w klopie już ucieczki nie ma. Pociągi dalekobieżne też
      wytapetowane od środka reklamą. O gazetach nawet nie wspomnę (Wyborcza ostatnio
      wysunęła się na czoło marszu na dno, zalepiając reklamą całą PIERWSZĄ stronę z
      wyjtkiem winiety).
      Ucieczka na Mazury nie pomaga, mijają mnie łajby z reklamami na żaglach
      (jakkolwiek na razie wzdłuż nadbrzeżnej ściany lasu bilbordów nie stawiają, ale
      cierpliwości, dojdziemy i do tego).
      W górach jeszcze jest względnie bezpiecznie, dachy schronisk są z gontu, a nie z
      bannerów reklamowych.
      No i na razie nie przemalowano Księżyca na reklamę coca-coli.
      • maika7 Re: Poniedziałek - oglądam telewizję. Lenin... 11.06.07, 17:49
        > Ale faktycznie reklama włazi mi na głowę.

        I faktycznie je widzisz? Pytam, bo dla mnie najczęściej reklamy stają sie
        "obojętnym szumem" - jak szum tramwajowy za oknem, jak mieszkałam w mieście. Nie
        koduje, nie zauważam (najczęściej), nie zaprzątam sobie nimi głowy (poza wyjątkami).
        Aha - na co dzien ich nie mam w krajobrazie. W mojej wsi tylko chyba coś jest na
        sklepie, ale nie jestem pewna...

        M.
        • a_weasley Re: Poniedziałek - oglądam telewizję. Lenin... 11.06.07, 18:06
          maika7 napisała:

          > > Ale faktycznie reklama włazi mi na głowę.
          >
          > I faktycznie je widzisz?

          Tak, jakoś nie jestem w stanie nie zauważyć, że w dziesięciometrowej szerokości
          prześwicie między domami stoi bilbord 7 x 4 m, że szczytowa ściana w połowie
          skłąda się z bilbordów albo że dom przy ruchliwym skrzyżowaniu zamienił się w
          planszę reklamową albo że nad pisuarem / na wewnętrznych drzwiach kabiny wisi
          plansza metr na pół, to powinien szybko udać się do okulisty.

          > nie zauważam (najczęściej), nie zaprzątam sobie nimi głowy (poza
          > wyjątkami).

          I to jest jedna z funkcji reklamy. Wciskać nazwę czy logo firmy każdemu w
          podświadomość. Nie musisz tego zauważać.
          Poza tym co mnie obchodzi, czy ona jest skuteczna? Daj Boże, żeby była
          nieskuteczna, cała moja nadzieja w tym, że to się okaże wyrzucaniem pieniędzy i
          zrezygnują...
          Ja nie wiem, jaki bilbord stoi przed moim domem, choć byłem tam wczoraj. Wiem,
          że jest tam jakiś pstry bohomaz, zamiast żeby z ulicy było widać drzewo. Nie
          wiem, jakie logo zasłania w tej chwili obie fasady sześciopiętrowej kamienicy na
          rogu Puławskiej i Goworka i co paskudzi obecnie Plac Konstytucji.
          Na rogu Kruczej i Alej to wiem, że reklamują jakieś mieszkania, a i to
          zauważyłem dlatego, że mieszkają tam rodzice kolegi, którzy zaparli się zadnimi
          łapami, że nie będą mieszkać w ciemnicy i dzięki temu ta reklama zajmuje tylko
          3/4 fasady.
          Wiem natomiast, że w efekcie zamiast domów widzę gigantyczne szmaty.
          • kamilla14 Re: Poniedziałek - oglądam telewizję. Lenin... 13.06.07, 02:48
            > Wiem natomiast, że w efekcie zamiast domów widzę gigantyczne szmaty.

            W Krakowie nawet widzialam tak "usprawiedliwiona" kamienice - ogromna reklama
            Playa, pod spodem napis: "dochod z reklamy przeznaczony na remont kamienicy".

            No niestety, w biednym panstwie tak jest, ze czasem cel uswieca srodkisad
            Znam przypadek rodziny przeciwnej wspolczesnemu zalewowi i manipulacji reklam,
            jednak gdy byli w podbrmkowej sytuacji finansowej, a pojawila sie szansa
            nadrobienia tego przez udzial w reklamie, skorzystali (domyslam sie, ze nie byla
            to jakas moralnie dwuznaczna kampania).
            To tak na marginesie..
            k
            • isma Re: Poniedziałek - oglądam telewizję. Lenin... 13.06.07, 09:08
              A, przypadek tej akurat kamienicy (chodzi o kamienice na rogu Pilsudskiego i
              Alej?) , mysle, jest szczegolny. To jest dom wlasny architekta Wladyslawa
              Ekielskiego (tego samego, ktory razem z Wyspianskim stworzyl projekt przebudowy
              Wawelu - Akropolis), tzw. kamienica o dwoch frontonach. Kapitalny, chyba
              najlepszy w Krakowie, przyklad eklektyzmu.

              www.wawel.net/images/domy/stare/4b.htm
              Dom jest wlasnoscia osob prywatnych. Remont wedlug wskazan konserwatorskich
              pochlonalby srodki, ktorymi te osoby absolutnie nie dysponuja. Mozna dostac
              wprawdzie dofinansowanie do remontu, z gminy lub ze SKOZK, ale trzeba miec
              wklad wlasny. No i w tym celu reklama. Tak ze akurat w tym przypadku ja wole
              przez pare miesiecy popatrzyc na Playa, jesli tylko dzieki temu ten budynak sie
              nie rozleci, bo byl juz tego bliski.
              • a_weasley Re: Poniedziałek - oglądam telewizję. Lenin... 13.06.07, 10:07
                isma napisała:

                > A, przypadek tej akurat kamienicy (chodzi o kamienice na rogu Pilsudskiego i
                > Alej?)
                <ciach>
                > Dom jest wlasnoscia osob prywatnych. Remont wedlug wskazan konserwatorskich
                > pochlonalby srodki, ktorymi te osoby absolutnie nie dysponuja.

                I do kieszeni tych osób płyną czynsze. Tudzież dochody z ewentualnie
                sprzedawanych mieszkań. W takim punkcie nie są to, jak mniemam, sumy małe. Wie o
                tym kamienicznik i wiedzą o tym bankierzy, u których by się ewentualnie ubiegał
                o kredyt.
                • isma Re: Poniedziałek - oglądam telewizję. Lenin... 13.06.07, 10:26
                  No, plyna.. Z ich kieszeni do... ich kieszeni. W tym budynku nie ma lokali
                  uzytkowych (i chwala Bogu, albowiem centra miast powinny byc choc troche
                  zamieszkale, a nie zamienione na skupisko sklepow i kancelarii, ktore wymieraja
                  po 18.00)
                  Nie wspomne juz o takim drobiazgu, jak to, ze gdyby mieszkali tam lokatorzy z
                  tzw. kwaterunku, to dosc daleka droga od uiszczania symbolicznego czynszu
                  gminnego do czynszu, mogacego zaspokoic potrzeby remontowe.
                  • minerwamcg Re: Poniedziałek - oglądam telewizję. Lenin... 13.06.07, 12:14
                    > Nie wspomne juz o takim drobiazgu, jak to, ze gdyby mieszkali tam lokatorzy z
                    > tzw. kwaterunku, to dosc daleka droga od uiszczania symbolicznego czynszu
                    > gminnego do czynszu, mogacego zaspokoic potrzeby remontowe.

                    A o uwolnieniu czynszów słyszałaś? W tej chwili czynsz lokatorów "z kwaterunku"
                    może mieć tę samą wysokość, co gdyby się dane mieszkanie po prostu od
                    kamienicznika wynajęło.
                    To raz. A dwa, że właściciel Willi Ekielskiego może starać się o przeróżne,
                    także unijne, fundusze na ratowanie zabytków.
                    • isma Re: Poniedziałek - oglądam telewizję. Lenin... 13.06.07, 14:50
                      Minerwo, naprawde, uwierz mi, slyszalam. Urzednicy nie sa tak glupi, jak sie
                      powszechnie uwaza wink)).

                      I wlasnie dlatego mowie, wiedzac o czym mowie, ze daleka droga - owszem,
                      wlasciciel moze wypowiedziec wysokosc czynszu i ustalic nowa, tylko ze lokator
                      moze zaskarzyc to zobwoiazanie do sadu, i sad ustala, czy podwyzka byla
                      zasadna. Ze sprawy w sadach trwaja, to na pewno wiesz. Wiesz tez, ze oczywiscie
                      po ustaleniu przez sad podwyzszonego czynszu lokator nadal placi stawke
                      komunalna, a gmina jest zobowiazana do uiszczania wlascicielowi odszkodowania w
                      wysokosci rownej roznicy miedzy czynszem komunalnym a ustalonym sadownie. No i
                      otoz wcale nie jest powiedziane, ze gmina nie bedzie wolala wyprowadzic
                      lokatorow do jakichs slumsow, byle w brzeczacej monecie nie musiec sie
                      kamienicznikom oplacac. A wtedy oni - jesli beda mieli szczescie, bo nie widza
                      specjalnie rynku na powierzchnie uslugowa mieszczaca sie na trzeciej czy
                      czwartej kondygnacji bez windy, zreszta w przypadku niektorych rodzajów uslug,
                      np. medycznych, przepisy wkrótce to uniemozliwia - wynajma lokale na salony
                      masazu czy cos w tym rodzaju.

                      Co do roznych dobrych wujkow Samow, daj mi przyklad funduszu, w ktorym nie
                      trzeba wlozyc kupy wlasnej kasy, to pogadamy.

                      To wszystko nie jest takie proste, jak by sie chcialo, tyle.
                  • samboraga Re: Poniedziałek - oglądam telewizję. Lenin... 13.06.07, 12:27
                    > Nie wspomne juz o takim drobiazgu, jak to, ze gdyby mieszkali tam lokatorzy z
                    > tzw. kwaterunku, to dosc daleka droga od uiszczania symbolicznego czynszu
                    > gminnego do czynszu, mogacego zaspokoic potrzeby remontowe.

                    hi, hi, moja rodzina jest właśnie właścicielem kamienicy, to znaczy ciągle jej
                    nie przejęliśmy...czynsz od wszyskich mieszkańców (komunalni...) to
                    uroczo-zabawna kwota...nie mówiąc o długiej drodze do przeniesienia ich do
                    innych lokali (aby czynsz pokrywał wydatki trzeba by go podnieść, a aby zarabiać
                    na tym to już nie mówię...)...
                    i remontu nasza kamienica też wymaga, ale niestety, nie stoi w miejscu, w którym
                    ktoś chciałby na niej powiesić reklamęwink))
              • kamilla14 Re: Poniedziałek - oglądam telewizję. Lenin... 15.06.07, 01:33
                isma napisała:
                > A, przypadek tej akurat kamienicy (chodzi o kamienice na rogu Pilsudskiego i
                > Alej?) , mysle, jest szczegolny.

                Tak, raczej na pewno.
                Bardzo dzieki za wszelkie ciekawostki historyczno - architektonieczne, na kazdym
                kroku w Krakowie mi tego brakujesad (ale zamierzam przeczytac prof. Małeckiego
                "Historie Krakowa dla kazdego", marze o tym, by zdazyc z tym przed emeryturasmile)

                Poza tym dzieki Tobie podczas nastepnej wiyty w K. uda mi sie odnalezc te
                kamienice, jak juz bedzie bez Playasmile.
                Niech zyje Play!
                (i Lenin, oczywiscie)
                k
    • maika7 Re: reklamy telewizyjne 11.06.07, 17:42
      > Co myślicie o reklamach?
      > Jakie się Wam podobają, a jakie nie?
      > Jaki mają na Was wpływ?

      Dzisiejsza rozmowa z Mamą:
      M: jak ja nie lubię tych reklam, po co one wogóle?
      ja: żebyś płaciła miejszy abonament
      M: ja nie płacę!! (M jest zwolniona z płacenia)
      ja: więc żebym ja nie musiała płacić więcej również za tych zwolnionych smile))

      Reklamy stały się codziennością - najczęściej je omijam - większość nie jest do
      mnie skierowana.... Niektóre lubię (np. z żubrami - piwa nie piję, bo nie lubię,
      a podobaja mi sie pomysły i skojarzenia uzyte w reklamie). Część reklam mnie
      wzrusza, część uważam za ważne (stop wariatom drogowym). Nie irytuja mnie,
      chociaż wolałabym oglądac filmy w całości, ale skoro "jest jak jest" to robie
      sobie herbatę, albo zamieszam w garnku w tym czasie wink

      Wpływ? Część powiedzeń weszła do domowego slangu, czasem kupuję produkt
      reklamowany.

      Reklamy a dzieci i młodzież - uswiadomiłam sobie własnie, ze moje dzieci
      wychowywały sie w dobie reklam. I co? i nic. Syn - owszem - uwielbial klocki
      lego, ale poza tym juz chyba nic z rekamowanych produktow. Córka nad wszelkie
      Barbi itp... przedkładala układanki. Dzisiaj tez są "niemarkowi", zresztą prawie
      nie oglądają telewizji. Ani mi reklamy nie przeszkodziły ani nie pomogły.
      Niektóre sa dla mnie arcydziełkami dowcipu. Inne obojetnymi obrazami.
      • a_weasley O reklamie społecznej i hipokryzji PZU 11.06.07, 17:47
        maika7 napisała:

        > wzrusza, część uważam za ważne (stop wariatom drogowym).

        Bardzo mądra reklama. Na pewno bardzo poprawiła bezpieczeństwo ruchu drogowego.
        Nie wiem, w jaki sposób, ale na pewno poprawiła, bo to była bardzo ważna akcja.
        Mówili w telewizji.
        A jak się przyczyniła do rozwinięcia u odbiorców cywilizowanego stosunku do
        ludzi chorych umysłowo!
        No i oczywiście zupełnie nieistotny jest fakt, że w zestawieniu z bębnieniem o
        sponsorowaniu tej jakże mądrej i potrzebnej akcji przez PZU wypadło dużo taniej
        niż jawna reklama tejże spółki.
        • maika7 Re: O reklamie społecznej i hipokryzji PZU 11.06.07, 17:55
          1. Nie poprawiła. Ale zwróciła powszechną uwage na zjawisko zdrowych dawcow
          organow - przydatne w transplantologi.
          2. Dane na temat wpływu tej reklamy na odbior ludzi chorych umysłowo kolega
          posiada? czy sobie gdyba? Okreslony stosunek do chorych zazwyczaj sie ma -
          niezaleznie od reklamy. (gdybam)
          3. No popatrz - nie zauwazyłam jaką spólke reklamowali przy okazji, dzięki, bedę
          bardziej uswiadomiona w tej kwesti wink

          M.
          • a_weasley Re: O reklamie społecznej i hipokryzji PZU 11.06.07, 18:10
            maika7 napisała:

            > 1. Nie poprawiła. Ale zwróciła powszechną uwage na zjawisko zdrowych dawcow
            > organow - przydatne w transplantologi.

            Ci, którzy z racji wykonywanego zawodu czekają na świeże zwłoki, naprawdę nie
            czerpią wiedzy z plakatów.

            > 2. Dane na temat wpływu tej reklamy na odbior ludzi chorych umysłowo kolega
            > posiada? czy sobie gdyba? Okreslony stosunek do chorych zazwyczaj sie ma -
            > niezaleznie od reklamy. (gdybam)

            Na to już odpowiedziała Minerwa. Ja ze swej strony zauważę, że dużo ostatnio
            słyszałem o walce z negatywnymi stereotypami. Rozumiem, że chorych umysłowo to
            nie obejmuje i można negatywny stereotyp eksploatować i utrwalać.
            • maika7 Re: O reklamie społecznej i hipokryzji PZU 11.06.07, 18:25
              > Ci, którzy z racji wykonywanego zawodu czekają na świeże zwłoki, naprawdę nie
              > czerpią wiedzy z plakatów.

              Nie pisałam, ze zdobywają. Natomiast kazdy z nas do pewnego wieku na własne
              żądanie może być dawcą. Wystarczy mocniej nadusic pedal gazu. Chłopcy zazwyczaj
              kojarzą to z fajna zabawą, konkurencja i popisywaniem sie. Mieli podane i inne
              skojarzenie.


              > Na to już odpowiedziała Minerwa. Ja ze swej strony zauważę, że dużo ostatnio
              > słyszałem o walce z negatywnymi stereotypami. Rozumiem, że chorych umysłowo to
              > nie obejmuje i można negatywny stereotyp eksploatować i utrwalać.

              Nie, tego tez nie powiedzialam, rozwijasz twórczo interpretacje cudzych słow.
              Powiedziałam, ze negatywny stosunek do umysłowo chorych ma głębsze źródła niz
              stereotyp podawany przez reklamę. A słowo wariat nie oznacza jedynie "osoby
              chorej psychicznie"
              • a_weasley Maika, daj spokój. Z mojej strony EOT. 11.06.07, 18:43
                maika7 napisała:

                > Nie pisałam, ze zdobywają. Natomiast kazdy z nas do pewnego wieku na własne
                > żądanie może być dawcą. Wystarczy mocniej nadusic pedal gazu. Chłopcy zazwyczaj
                > kojarzą to z fajna zabawą, konkurencja i popisywaniem sie. Mieli podane i inne
                > skojarzenie.

                Które - pomijając i tak istniejącą popularność powiedzenia "dawca organów" -
                można było popularyzować na sto różnych sposobów nie eksploatując negatywnego
                stereotypu osoby .
                To, że taka eksploatacja miała miejsce, jest oczywiste. Że w ten sposób się go
                utrwala, też. Nie trzeba wyników badań.
                Skądinąd Ty, chwaląca zbawienne skutki tej akcji, też nie dysponujesz żadnymi
                badaniami.

                P.S.
                Nie obchodzi mnie, czyjego szwagra siostry teściowej brata syn brał udział w tej
                akcji, co przy niej robił i jakie miał intencje. Jak dla mnie, mogłaby to robić
                Matka Teresa osobiście, akcja nie byłaby przez to ani trochę mądrzejsza.
                • maika7 :) 11.06.07, 18:52
                  > Które - pomijając i tak istniejącą popularność powiedzenia "dawca organów" -
                  > można było popularyzować na sto różnych sposobów nie eksploatując negatywnego
                  > stereotypu osoby .
                  > To, że taka eksploatacja miała miejsce, jest oczywiste. Że w ten sposób się go
                  > utrwala, też. Nie trzeba wyników badań.
                  > Skądinąd Ty, chwaląca zbawienne skutki tej akcji, też nie dysponujesz żadnymi
                  > badaniami.

                  Nie głoszę że akcja była zbawienna - pisałam, ze dla MNIE (konkretnej
                  odbiorczyni) była to reklama w rzędu tych ważniejszych i poważniejszych (tak JA
                  ją zapamiętałam). Nie twierdzę, ze na cos zbawiniie lub nie wpłyneła - bo nie
                  mam takich danych. Twierdze, ze JA odebrałam ją pozytywnie i że MÓJ i moich
                  znajomych stosunek do psychicznie chorych nie uległ zmianie w jej wyniku.
                  Zgadzam sie, że mogło byc, jak twierdzicie, ale lubie mieć jasne dane, jesli
                  takie są.

                  >
                  > P.S.
                  > Nie obchodzi mnie, czyjego szwagra siostry teściowej brata syn brał udział w
                  tej akcji, co przy niej robił i jakie miał intencje. Jak dla mnie, mogłaby to
                  robić> Matka Teresa osobiście, akcja nie byłaby przez to ani trochę mądrzejsza.

                  smile mnie tez to nie interesuje - dlatego o tym NIE piszę.
        • minerwamcg Re: O reklamie społecznej i hipokryzji PZU 11.06.07, 18:04
          a_weasley napisał:
          > A jak się przyczyniła do rozwinięcia u odbiorców cywilizowanego stosunku do
          > ludzi chorych umysłowo!

          Prawda? Kiedy weszła ta reklama, pracowałam w szpitalu dla psychicznie chorych.
          I widziałam gigantyczny wysiłek lekarzy, terapeutów i samych chorych, żeby z
          ludzi chorych psychicznie zdjęć piętno "wariata", "świra", "psychola". Wielkie
          kampanie "Schizofrenia jest uleczalna" i "Otwórzcie drzwi", akcja informacyjna,
          tysiące imprez integracyjnych, spotkań...
          I przychodzi PZU, wielkie słowo "wariat" na billboardach, wizerunek człowieka w
          kaftanie bezpieczeństwa biegnącego przez drogę. I diabli biorą wszystkie nasze -
          moje wówczas też - wysiłki. Społeczeństwu kalka "wariat - niebezpieczny"
          jeszcze raz wdrukowała się w pamięć i znowu kilkunastu lat trzeba będzie, żeby
          ją stamtąd usunąć.
          • maika7 Re: O reklamie społecznej i hipokryzji PZU 11.06.07, 18:12
            > Społeczeństwu kalka "wariat - niebezpieczny"
            > jeszcze raz wdrukowała się w pamięć i znowu kilkunastu lat trzeba będzie, żeby
            > ją stamtąd usunąć.

            Nie lat - pokoleń. Tę społeczną kalkę mamy w sobie od "wieków". I nie wystarczy
            kilka spektakularnych akcji, żeby zmienic społeczne nastawienie do tej grupy
            chorych.

            M.
            • a_weasley Re: O reklamie społecznej i hipokryzji PZU 11.06.07, 18:14
              maika7 napisała:

              > Nie lat - pokoleń. Tę społeczną kalkę mamy w sobie od "wieków".
              > I nie wystarczy kilka spektakularnych akcji, żeby zmienic
              > społeczne nastawienie do tej grupy chorych.

              Zatem tym bardziej nie należy w tym przeszkadzać.
              • maika7 Re: O reklamie społecznej i hipokryzji PZU 11.06.07, 18:26
                > Zatem tym bardziej nie należy w tym przeszkadzać.

                A przeszkodzono? czy gdybasz?
            • minerwamcg Re: O reklamie społecznej i hipokryzji PZU 11.06.07, 18:17
              > Tę społeczną kalkę mamy w sobie od "wieków". I nie wystarczy
              > kilka spektakularnych akcji, żeby zmienic społeczne nastawienie do tej grupy
              > chorych.

              Wystarczy natomiast jedna spektakularna kampania medialna, by zniszczyć lata
              pracy nad zmianą tego społecznego nastawienia.
              • maika7 Re: O reklamie społecznej i hipokryzji PZU 11.06.07, 18:29
                > Wystarczy natomiast jedna spektakularna kampania medialna, by zniszczyć lata
                > pracy nad zmianą tego społecznego nastawienia.

                Piszecie Oboje tak, jakbyście mieli przed oczami wyniki badań na ten temat. W
                moim otoczeniu nie zauważyłam żadnych zmian w stosunku do chorych psychicznie.
                Nie jest to żadna miarą czegokolwiek, ale chcialabym, żebyscie swoje wnioski
                popierali czymś konkretnym. Bo moje doświadczenie i doswiadczenia osób mi
                bliskich, które pracuja z psychicznie chorymi nie dają podstaw do formułowania
                wniosków tak zasadniczych, jak Wasze.
                • minerwamcg Re: O reklamie społecznej i hipokryzji PZU 11.06.07, 18:38
                  Tak, widziałam wyniki. Czytałam opinie psychologów i psychiatrów, a także
                  samych chorych o tym, jak po reklamie zmienił się z takim trudem kształtowany w
                  społeczeństwie wizerunek pacjenta psychiatrycznego. Jak postrzegani byli nasi
                  pacjenci w otoczeniu i jak postrzegali samych siebie. Stowarzyszenie "Sztuka i
                  Psychiatria" którego jestem współzałożycielem takie badania robiło i podjęło
                  spore wysiłki na rzecz zneutralizowania fatalnego wpływu tej kampanii.
                  • maika7 Re: O reklamie społecznej i hipokryzji PZU 11.06.07, 18:44
                    Chętnie zapoznałabym sie z tymi badaniami i ich wynikami. Są dostępne? I z
                    wynikami, jak wyszło neutralizowanie i jakimi metodami.
                    • minerwamcg Re: O reklamie społecznej i hipokryzji PZU 11.06.07, 18:55
                      OIW nie są jeszcze do końca opracowane, zauważmy, jakimi środkami
                      dysponuje "Sztuka i Psychiatria", jakimi PZU... To co widziałam, to wywiady z
                      chorymi i opinie psychologów. Dość dramatyczne chwilami. Jeżeli Stowarzyszenie
                      zdecyduje się wystąpić prawnie przeciwko PZU (co niestety będzie miało wszelkie
                      cechy kopania się z koniem), z pewnością będą opublikowane.
                      • minerwamcg Z mojej strony też EOT 11.06.07, 19:01
                        Znam osobiście sporą grupę ludzi, których kampania "Stop wariatom drogowym"
                        skrzywdziła. Tak, uważam, że przyczyniła się do utrwalenia negatywnych
                        stereotypów, które krzywdzą część społeczeństwa. Tak, uważam, że z krzywdzącymi
                        steretypami należy walczyć i nie wolno ich utrwalać nawet w imię szczytnych
                        wartości.
                        I to chyba wszystko, co w tej sprawie miałam do powiedzenia...
                        • ea-szarri Re: Z mojej strony też EOT 11.06.07, 20:24
                          Z obserwacji własnych: więcej szkody pacjentom psychiatrycznym wyrządza
                          rzeczowa informacja o człowieku leczącym się na schizofrenię, który w stanie
                          ostrej psychozy zarąbał siekiera swoje dziecko oraz żonę...
                          Zwłaszcza w sytuacji, kiedy na palcach jednej ręki można policzyć informacje, w
                          których pojawiają się pacjenci psychiatryczni w jakimkolwiek pozytywnym, bądź
                          neutralnym kontekście sad
                          No.... o depresji mówi się dużo. I w przypadku depresji duża kampania
                          informacyjna przynosi skutki pozytywne, więcej zrozumienia pojawia się w
                          sytuacji np. samobójstw rozszerzonych.
                          Negatywne stereotypy nie karmią się reklamą. One karmią się niedostatkiem
                          wiedzy.
                          Co nie znaczy, że reklama nie może zaszkodzić. Może, ale ja bym tutaj nie
                          demonizowała.
                      • maika7 Swoją drogą szkoda, że 11.06.07, 19:11
                        > OIW nie są jeszcze do końca opracowane, zauważmy, jakimi środkami
                        > dysponuje "Sztuka i Psychiatria", jakimi PZU... To co widziałam, to wywiady z
                        > chorymi i opinie psychologów. Dość dramatyczne chwilami. Jeżeli Stowarzyszenie
                        > zdecyduje się wystąpić prawnie przeciwko PZU (co niestety będzie miało wszelkie
                        > cechy kopania się z koniem), z pewnością będą opublikowane.

                        nie są te dane dostępne publicznie (na stronie Stowarzysznia) - chyba nie ma ono
                        strony sad Bo to i ważne informacje i warto by było, żeby był do nich dostęp.
                        daja konkretne argumenty do ręki.
                        Znalazłam własciwie jedynie taki wyważony protest pani Meder:
                        www.proto.pl/archiwum/info?itemId=15737
                        i niewiele ponad to.
      • samboraga Re: reklamy telewizyjne 11.06.07, 20:11
        podpisuję się obiema łapami
        jak nam tu na internecie miga to tez dzięki temu forum mamy za darmosmile

        żubra też lubięsmile
        • samboraga to było do postu Majki b/t 11.06.07, 20:12
    • a_weasley Co i jak mówić dzieciom 11.06.07, 17:56
      Dorośli ludzie kupują produkty farmaceutyczne, które reklamuje w reklamie
      Stockinger, i czują się dużo bezpieczniej w dzielnicy, w której mieszka Marek
      Kondrat.
      W tej sytuacji to, że dziecko odróżni film fabularny, program publicystyczny i
      filmik reklamowy, śmiało można włożyć między bajki (zresztą ten ostatni bardzo
      się stara do złudzenia upodabniać do poprzednich dwóch). Zwłaszcza jeśli w
      reklamie występuje pan doktor z serialu albo pani od pogody.
      Słyszę: tłumaczyć dziecku, że tego nie należy traktować poważnie. Wyśmienicie.
      Doskonale. Przednio. Czyli w sumie wytłumaczyć dziecku, że telewizja generalnie
      kłamie? No, może to nawet niedalekie od prawdy... ale czy to aby nie prosta
      droga do wychowania małego paranoika?
      Aha, wytłumaczyć, że nie kłamie, tylko to tak na niby. Od słowa do słowa wyjdzie
      na to, że to, co pokazują w telewizji, jest na niby. A potem dziwić się, że
      znieczulica, że nie robią wrażenia katastrofy i ofiary pokazywane w dzienniku
      TV. A dlaczego po takim szkoleniu mają robić?
      • ea-szarri Re: Co i jak mówić dzieciom 11.06.07, 21:06
        Iiii tam, po co zaraz „telewizja kłamie” i straszenie znieczulicą?
        Ja swojemu dzieckołowi wyjaśniłam, że reklama jest po to, żebyśmy my kupili
        coś, co inni baaardzo chcą nam sprzedać. I nie zawsze jest to akurat coś, co
        jest nam potrzebne, lub dla nas interesujące. Wystarczyło. Nie tyle dzieckoł
        przestał chcieć i pożądać, ale zaczął myśleć, czy naprawdę dokładnie tego chce.

        A co do zagrożenia znieczulicą.... może moja czterolatka jest jakaś nietypowa,
        ale odróżnia świetnie fikcję od rzeczywistości. Nawet jeśli występują obok
        siebie w tym samym filmie. Ostatnio namiętnie ogląda „Narnię” i jedyna scena,
        która ją naprawdę przeraża i której bez osoby dorosłej przy boku nie ogląda, to
        sceny bombardowania Londynu. Bo to jest prawdziwe (jej własne słowa).
    • samboraga Re: reklamy telewizyjne 11.06.07, 20:15
      Chcę się już pożeganć z wątkiemsmile
      Dziękuję za maile, które wczoraj i dzisiaj do mnie dotarły na priv. Maile od
      osób, które myślą o reklamie w sposób podobny do mojego, ale nie zdecydowały się
      wziąć udziału w dyskusji.
      Dla wszytskich - pozdrowienia. I dziękuję za rozmowęsmile
      • mader1 oświadczenie 11.06.07, 21:50
        > Chcę się już pożeganć z wątkiemsmile

        To ja się też pożegnam. Bo na reklamy jestem " cięta", ale nie wszystkie i
        chciałam sobie o tym na spokojnie z Samboragą pogadać smile)))
        A... i o tym, że ich za dużo wokół, stąd mnie denerwują.
        Ale... muszę oświadczyć, że są u mnie w domu reklamowane produkty, takoż i
        markowe produkty - żeby nikt się nie zdziwił, jak wpadnie wink)))
        Staram się do reklamy mieć taki stosunek, o jakim kiedyś pisałam w związku z
        alkoholem - żeby się wokół tego nie kręciło moje życie.
        • a_weasley Re: oświadczenie 11.06.07, 21:56
          mader1 napisała:

          > Ale... muszę oświadczyć, że są u mnie w domu reklamowane produkty, takoż i
          > markowe produkty - żeby nikt się nie zdziwił, jak wpadnie wink)))

          Żeby człowiek chciał, to i tak tego nie uniknie. A gdyby jeszcze do tego na
          przykład nie chciał kupować produktów wytworzonych w Chinach, to już zupełna klęska.
          Poza tym takie na przykład piwo dzieli się na marki reklamowane i niszowe i co
          ma zrobić ortodoksyjny antyreklamiarz, który upodobał sobie jakiś niszowy
          gatunek czy gatunki i chce się napić piwa tam, gdzie żaden z nich nie występuje
          i ma wybór między Tyskim ze szkockiego pubu, Lechem z gry na błotnistym boisku,
          Żubrem występującym w puszczy i jakimś nieznanym sobie lokalnym produktem w
          plastikowej butelce, na kilometr nasuwającym podejrzenie, że pochodzi z Końskowoli?
          • mader1 :)))) 11.06.07, 22:00
            smile))) i tym optymistycznym akcentem można zakończyć tę spokojną dyskusję wink)))
            • minerwamcg Re: :)))) 11.06.07, 22:31
              Zatem Twoje zdrowie, niereklamowanym piwem w żadnym wypadku nie produkowanym w
              Końskowoli (albowiem jak mawiał pan Zagłoba, piwsko tam było "okrutnie liche").
        • samboraga Re: oświadczenie 11.06.07, 23:09
          > chciałam sobie o tym na spokojnie z Samboragą pogadać smile)))

          ja też chciałamsmile
          ale chyba wszystko już powiedziałam
          i chyba nie umiem jaśniejwink
          mogę tylko się powtarzać, rozmowa będzie kręciła się w kółko
          aha - u mnie w domu też są produkty niemarkowe, żeby też nie było zdziwieniawink
          • otryt Manipulacja w reklamie parametrem ekonomicznym 12.06.07, 02:08
            samboraga napisała:

            >mogę tylko się powtarzać, rozmowa będzie kręciła się w kółko

            Niekoniecznie. Mnie bardzo zaciekawił fragment, który napisałaś:

            >Myślę, że poziom manipulacji w reklamie się waha, zależy od stanu gospodarki,
            >od produktów reklamowanych, od rynku reklamowego danego kraju (i pewnie od
            >jeszcze paru rzeczy).

            Ciekawy jestem, jak oceniasz fakt, że poziom manipulacji w reklamie zależy od
            stanu gospodarki? Czy jest to neutralne moralnie? Dopuszczalne?
            Usprawiedliwione? Dla mnie to Twoje zdanie jest najcięższym zarzutem przeciwko
            reklamie, jakie padło w tej dyskusji.

            Ta sprawa przypomina mi trochę, że stan gospodarki USA zależy od poziomu
            konsumpcji Amerykanów w święta Bożego Narodzenia. Ekonomiści załamują ręce, gdy
            konsupcja lekko spadnie albo nie rośnie w zaplanowanym tempie. Grudniowa
            sprzedaż wynosi tyle, ile w ciągu 5 innych miesięcy. Czy widziałaś
            film "Wielkie żarcie"? Była tam śmierć z przeżarcia. Jak wielkie żarcie ma się
            do etyki chrześcijańskiej?

            Jedną z funkcji reklamy jest budzenie w ludziach potrzeb, których wcześniej nie
            mieli. Niektóre potrzeby są dobre, np higieniczne. Dziś mamy znacznie lepszy
            zapach w tramwaju niż 20 lat temu. Ale co powiedzieć o tym, że 12-letnie
            dziewczynki depilują sobie nogi? Przed laty reklamowany był elektroniczny pies
            Poochi. Dzieci męczyły nas, aby to kupić..."bo wszyscy mają". Widać było, że
            czują się gorsze. Wiedzieliśmy, że to badziewie i tak po tygodniu trafi w kąt.
            W końcu ulegliśmy. Kupowaliśmy te głupie Keny i Barbie w coraz to różnych
            kreacjach. Domku dla Barbie nie kupiliśmy, bo był drogi. Dziecko przez całe
            lata było nieszczęśliwe.

            Może warto się zastanowić, co się dzieje w rodzinach, które nie są w stanie
            zaspokoić rozbudzonych potrzeb? Szczególnie wśród dzieci, bo one są najbardziej
            bezbronne wobec reklamy. Co się dzieje z kolei, gdy ulega się kolejnym modom i
            nie postawi się ograniczeń w stosunku do coraz to nowych potrzeb?

            Co można powiedzieć o ludziach, którzy poziom potrzeb mają ustawiony dosyć
            nisko, a co o tych, którzy mają wielkie potrzeby? Jak to się ma do wychowania
            religijnego?

            Szkoda, że temat, który podała Mader zbyłaś żartem o kowalu własnego losu.
            Osoba, która radziła, by zdolny chłopak został kowalem razi mnie wyjątkowym
            cynizmem i jest jednym z przejawów cywilizacji śmierci. To temat na obszerny i
            bardzo emocjonujący wątek, jak wielu przedstawicieli różnych zawodów mija się
            dziś z etyką. Nie tylko pracujący w reklamie.
            • samboraga Re: Manipulacja w reklamie parametrem ekonomiczny 12.06.07, 12:27
              Otrycie, czekałąm na Twoje pytania, napisałąm to nawet. Pojawiłeś się tylko, aby
              uściślić użycie słowa reklamiarz i wyszedłeś z forum, więc myślałam, że
              zrezygnowałaeś.

              A co do zarzutu manipulacji - Otrycie napiszę łopatologicznie, wybaczsmile

              Gdy w gospodarce zaczyna iść gorzej, ceny rosną – ludzie zaczynają mniej kupować
              – obroty firm spadają – firmie grożą zwolnienia pracowników a może nawet upadek
              firmy (=zwolnienie WSZYSTKICH pracowników na bezrobocie) - firma zaczyna
              zabiegać o klienta, robi to reklamą

              jeśli wczesniej robiła głównie spoty przypominające o sobie (co jakiś czas lekka
              kampania, mało spotów), to teraz wypuszcza je częściej (uwaga – nie piszę, że
              TAK JEST, piszę b. ogólnie) co odbiorca, np. Ty, może zinterpretować ‘ale chcą
              się nachapać, reklama przed filmem, po filmie i w srodku filmu, a to jedna firma
              przecież, wrrrr’
              ot i cała ‘manipulacja’ – odbiorca ma poczucie napaści na niego, firma przez
              reklamę walczy o siebie...

              i tą reklamą - pośrednio walczy w ten sposób o…swoich pracowników, o ich pensje,
              etat
              o czym chyba się zapomina...
              w sprzedaży (a reklama jest jej narzędziem) chodzi NIE tylko o nabicie kabzy
              prezesowiwink

              wiesz Otrycie, myślę, że tu nie chodzi o stosunek do reklamy ,a stosunek do
              wolnego rynku, gospodarki
              z wielu wypowiedzi widzę, że producenci co się nie reklamują są lepsi bo ‘nie
              dążą do zysku’ (?) a ci co się reklamują to są gorsi ‘chca się nachapać’...
              takie mam odczucia
              tymczasem wiele produktów niemarkowych wystawianych jest przez te same firmy,
              które wystawiają produkty markowe
              a i odwrotnie, wielu małych producentów ‘podpina’ się pod boom jaki na dany
              towar zrobiła reklama produktu markowego i się cieszą
              nie jest to wszystko takei jednoznaczne

              a słowa ‘manipulacja’ uzywam w znaczeniu ‘wpływanie na zachowanie konsumenckie
              klienta’, a o wpływaniu na ludzi, o poziomie tego wpływania, że wachlarz szeroki
              i nie ogranicza się tylko do ostrej manipulacji typu pneumokoki napisałam
              wcześniej...ale, na to nikt nie odpowiedział...manipulacja jest, najwyraźniej,
              słowem magicznym...

              przepraszam, wpadłam teraz na chwilę
              • a_weasley Re: Manipulacja w reklamie parametrem ekonomiczny 12.06.07, 13:21
                samboraga napisała:

                > z wielu wypowiedzi widzę, że producenci co się nie reklamują są lepsi bo ‘
                > ;nie
                > dążą do zysku’ (?) a ci co się reklamują to są gorsi ‘chca się nach
                > apać’...
                > takie mam odczucia

                Myślę, że wiele dyskusji w sieci przebiegałoby spokojniej i bardziej rzeczowo,
                gdyby wszyscy skupiali się na tym, co faktycznie zostało powiedziane, a nie
                jakie mają odczucia.
                Akurat z tego, że kura po to grzebie, żeby co wygrzebała, to mniej więcej każdy
                sobie zdaje sprawę.
              • otryt Reklama sprzymierzeńcem rodziców czy wrogiem? 13.06.07, 10:02
                samboraga napisała:

                >wyszedłeś z forum, więc myślałam, że zrezygnowałeś.

                Zrobiłem przerwę na opadnięcie emocji. Ja też nie mam czasu zbyt dużo, więc
                moje rozmowy są baaaardzo rozciągnięte w czasie. Piszesz jak działa gospodarka
                rynkowa, że reklama jest jednym z jej elementów. Zgoda. Z tego, że tak wielu
                nie lubi nachalnej i kłamliwej reklamy, nie należy wyciągać wniosku, że tęsknią
                za gospodarką socjalistyczną. Nie neguję, ze celem firmy jest zysk. Im większy
                tym lepiej. Oczywiście przy pełnym poszanowaniu pracowników, prawa i środowiska
                naturalnego.

                >że tu nie chodzi o stosunek do reklamy, a stosunek do wolnego rynku, gospodarki

                Z tym zdaniem się nie zgadzam. Próbujesz coś sugerować, że stosunek do wolnego
                rynku niechętny, bo kogoś reklamy irytują. Nie musimy kupować całego pakietu.
                Wolny rynek to też pornografia, burdele. Jest popyt, będzie i podaż.

                >producenci co się nie reklamują są lepsi bo ‘nie
                >dążą do zysku’ (?) a ci co się reklamują to są gorsi ‘chca się nachapać’...
                >takie mam odczucia

                Pisałem w pierwszej wypowiedzi, że reklama stanowi lwią część ceny wyrobu,
                dlatego dla produktów niereklamowanych stosunek jakości do ceny jest
                korzystniejszy dla klienta. Poza tym nie mogę zgodzić się z tym, że podział
                zysku jest taki, że ten kto produkuje lub konstruuje produkt dostaje mniej, niż
                ten kto reklamuje i sprzedaje. Znam odpowiedź, bo łatwiej wyprodukować niż
                sprzedać. To wszystko zależy od zastosowanych parametrów.

                >a słowa ‘manipulacja’ uzywam w znaczeniu ‘wpływanie na zachowanie konsumenckie
                >klienta’

                Ja bym do tej definicji dodał „często wbrew jego woli i świadomości”.
                Szczególnie naganne to jest, gdy wpływa się na dzieci. A poprzez dzieci na
                portfel rodziców. Są jeszcze bardziej wyrafinowane systemy sprzedaży
                wykorzystujące dzieci. W zerówce mojego dziecka przyszli z jogurtami , a
                później pastą do zębów. Wszystkie dzieci w klasie (lub znacząca ich liczba)
                musiała kupować dany produkt, zbierać nalepki, aby potem klasa mogła wygrać coś
                cennego. Dzieci w tym wieku nie lubią się wyróżniać, pojawia się presja na nie
                ze strony grupy, podsycana przez innych rodziców. One nie rozumieją dlaczego
                rodzice nie chcą kupować tych jogurtów czy past. Przecież i tak się te rzeczy
                kupuje i używa w domu. Więc jaka różnica, czy tej czy tamtej firmy? Kupując tej
                firmy możemy pojechać na wycieczkę. To wszystko pod szczytnym hasłem
                kształtowania dobrych nawyków żywieniowych i higienicznych u dzieci. Na
                szczęście te akcje upadły w klasie mojego dziecka, bo więcej rodziców myślało
                podobnie jak my. Były jednak przypadki u moich znajomych, że wszystkie
                dzieciaki kupowały dany produkt, nalepiały nalepki na specjalny kartonik i
                ileś tak kompletnych kartoników uprawniało nie do wycieczki....lecz do
                losowania wycieczki. Nikt na żadną wycieczkę nie pojechał. Jak się mogą poczuć
                te dzieci?

                Pisałaś w tej dyskusji, że dzieci należy edukować, aby rozumiały reklamę, by
                były świadomymi konsumentami. Twoja niechęć zwracała się raczej w stronę osób,
                które krytykowały reklamę. Użyłaś słowa "histerycznie". Ja nie neguję potrzeby
                tych działań edukacyjnych ze strony rodziców. Jednak zauważ, że siły są
                nierówne. Rodzic najczęściej tylko ze swoimi intuicjami, zaś po drugiej stronie
                potężna machina reklamowo medialna, ze sztabem psychologów, prawników i innych
                fachowców najlepiej opłacanych, a więc najlepszych w swojej dziedzinie. Chcę,
                aby wszystkie podmioty występujące w przestrzeni publicznej były moim
                sprzymierzeńcami w wychowaniu dzieci a nie wrogami, przed którymi należy
                chronić. W tym widzę jedną z funkcji państwa, aby nie było wolnoamerykanki.

                Obserwuję zjawisko naciągania ludzi na różne sposoby. Czasem pokazują takich
                naciągniętych w telewizji. I prawie zawsze gani się ofiary, a nie sprawców
                przekrętów. Za ich naiwność, głupotę, chciwość, że chcieli coś kupić zbyt
                tanio. Odwrócenie porządku. TPSA współdzieli się zyskiem z firmami, które
                instalują dialery na naszych komputerach. Organizacje konsumenckie są bezradne
                wobec tego procederu. Mogą co najwyżej edukować. Brak zabezpieczeń prawnych.
                Prawo bardzo często staje po stronie oszustów. Tak się dzieje gdy mamy do
                czynienia z prawem, reklamą, ekonomią bez moralności, gdy zapominamy, że
                człowiek jest najważniejszy, szczególnie ten zwykły, prosty człowiek, któremu
                często brak wiedzy, aby skutecznie poruszać się we współczesnym świecie. Czy
                każdy musi znać się na wszystkim, bo inaczej będzie sam sobie winny, że został
                zrobiony w trąbę? Zaufanie pomiędzy różnymi podmiotami wolnego rynku też jest
                istotnym parametrem ekonomicznym. Gdy zaufanie maleje gospodarka zaczyna kuleć.





                • a_weasley Mały druczek i inne złośliwe duszki 13.06.07, 11:43
                  otryt napisał:

                  > wykorzystujące dzieci. W zerówce mojego dziecka przyszli z jogurtami,

                  To jest coś, czego nie cierpię. Wszelkie systemy wychowywania małego konsumenta,
                  wciąganie szkoły do biznesu reklamowego. W krajach rozwiniętych podobnież czasem
                  bardzo wyrafinowane - np. zaskakująco tanie książki, gdzie rodziny jeżdżą
                  takimi, a nie innymi samochodami, jedzą takie, a nie inne chrupki...

                  > Dzieci w tym wieku nie lubią się wyróżniać, pojawia się presja na nie
                  > ze strony grupy, podsycana przez innych rodziców.

                  No ba. Skoro nie możemy zniszczyć wroga (tzn. świadomych rodziców) ogniem
                  artyleryjskim, napuśćmy na niego tubylców.

                  > dzieciaki kupowały dany produkt, nalepiały nalepki na specjalny kartonik i
                  > ileś tak kompletnych kartoników uprawniało nie do wycieczki....lecz do
                  > losowania wycieczki. Nikt na żadną wycieczkę nie pojechał. Jak się mogą poczuć
                  > te dzieci?

                  "- Mulica prawił, że cię capnęli i na pal wbili w Riedbrune. Klął się, że to prawda!
                  - Z wszystkiego jest pożytek - wzruszyła ramionami dziewczyna. - Będzie teraz
                  Mulica pieniądze pożyczał i klął się, że odda, to ty już wiedział będziesz, ile
                  jego klątwy warte."
                  (A. Sapkowski, "Wieża Jaskółki").

                  > Obserwuję zjawisko naciągania ludzi na różne sposoby. Czasem pokazują takich
                  > naciągniętych w telewizji. I prawie zawsze gani się ofiary, a nie sprawców
                  > przekrętów. Za ich naiwność, głupotę, chciwość, że chcieli coś kupić zbyt
                  > tanio.

                  Bo niestety ogólnie podstawowe hasło kapitalizmu brzmi "Śmierć frajerom".
                  Kapitalista jest po to, żeby mnie naciągać, a mój łeb, żeby się nie dać. On
                  napisze coś małym druczkiem, ja nie przeczytam - moja wina, kup sobie pan lepsze
                  okulary, polecamy najnowszy model firmy Hopkins i Bobkins, cena 99,99 eu (małym
                  druczkiem: plus VAT plus 40 eu na pokrycie łysych papą, producent nie odpowiada
                  za rozklejanie okularów, nie gwarantuje równoległości osi optycznych, nie
                  odpowiada za lokalnie możliwe wahania mocy optycznej i w ogóle miga się od
                  odpowiedzialności).
                  Weźmy chociażby reklamy, na których wielkimi wołami jest wypisana szokująco
                  niska cena, a nad nią duuużo mniejszym drukiem "10 rat po".
                  Myśmy się swego czasu nacięli na reklamę, która skądinąd nie bazowała na żadnych
                  finezyjnych skojarzeniach. Po prostu był wyobrażony laptop o niewysokich
                  parametrach, ale na nasze domowe potrzeby aż nadto wystarczający, z informacją,
                  że kosztuje 2000 zł. Pojechaliśmy kupować laptopa za 2000 zł. Po czym okazało
                  się, że laptopów w tej cenie było 30 i siłą rzeczy sprzedały się były w końcu
                  kwadransa. Czytałem, że w Kanadzie w analogicznej sytuacji dopóki reklamy wiszą,
                  dopóty musieliby nam sprzedać za tę cenę laptopa takiego lub równorzędnego
                  (ostatecznie mógłby być lepszy) i nie ma, że nie mają w magazynie. Może
                  dojdziemy i do tego...
                • samboraga Re: Reklama sprzymierzeńcem rodziców czy wrogiem? 13.06.07, 15:27
                  > Z tym zdaniem się nie zgadzam. Próbujesz coś sugerować, że stosunek do wolnego
                  > rynku niechętny, bo kogoś reklamy irytują. Nie musimy kupować całego pakietu.
                  > Wolny rynek to też pornografia, burdele. Jest popyt, będzie i podaż.

                  rozumiem
                  oczywiście, że nie musimy kupować pakietusmile
                  myślę jednak, że inny jest stosunek reklamy do sprzedaży niż do pornpografii,
                  reklama jest sprzedaży częścią, a pornografia, jeśli mówimy ogólnie o wolnym
                  rynku, bytem oddzielnym

                  > Pisałem w pierwszej wypowiedzi, że reklama stanowi lwią część ceny wyrobu,
                  > dlatego dla produktów niereklamowanych stosunek jakości do ceny jest
                  > korzystniejszy dla klienta

                  a co z produktami, które nie reklamowane byłyby droższe? bo wcześneij były
                  produkowane w mniejszej skali? (np. produkty tych mniejszych producentów,
                  niekorporacyjnych)
                  poza tym klient niemarkowy tez płaci za reklamę, pośrednio, wtedy, gdy kupuje
                  produkt niemarkowy tego samego producenta

                  > wykorzystujące dzieci. W zerówce mojego dziecka przyszli z jogurtami , a
                  > później pastą do zębów. Wszystkie dzieci w klasie (lub znacząca ich liczba)

                  a to uważam, że jest niedopuszczalne
                  dlatego, że jest to granie nie tylko ‘reklamą’, ale i autorytetem pani w
                  przedszkolu (zastępuje autorytet rodziców)
                  zwłaszcza, gdy nie wiedzą o tynm rodzice, bo tak zdecydował dyrektor
                  przedszkola w dobrej wierze (kiedyś czytałam w gazecie, że do jakiegoś
                  przedszkola przyszły, chyba, 'danonki', rodzice nic nie wiedzieli)

                  ale jeśli rodzice zgodzą się, by na przedszkolu np. zawisła reklama czegoś? a z
                  tych pieniędzy będa pieniądze na wycieczkę dla dzieci? to wg Ciebie jest
                  dopuszczalne czy tez nie?

                  Były jednak przypadki u moich znajomych, że wszystkie
                  > dzieciaki kupowały dany produkt, nalepiały nalepki na specjalny kartonik i
                  > ileś tak kompletnych kartoników uprawniało nie do wycieczki....lecz do
                  > losowania wycieczki. Nikt na żadną wycieczkę nie pojechał. Jak się mogą poczuć
                  > te dzieci?

                  zaraz, ale nikt nie wiedział, że to chodzi o losowanie wycieczki?

                  a, o podobnym zdarzeniu pisałam gdzieś wyżej
                  jak mój własny syn nauczył się sceptycyzmu do działań reklamowych
                  natomiast jeśli promocja jest taka, że do chipsów czy soczków dołaczona jest
                  nalepka (czyli każde dziecko 'wygrywa') to uważam, że to jest w porządku

                  Chcę,
                  > aby wszystkie podmioty występujące w przestrzeni publicznej były moim
                  > sprzymierzeńcami w wychowaniu dzieci a nie wrogami, przed którymi należy
                  > chronić.

                  nie oczekuję od każdego zjawiska roli wychowawczej w stosunku do mojego dziecka,
                  bo to ja jestem od tego, aby je wychowywać, to ja musze je nauczyć iśc przez
                  życie, dokonywac wyborów

                  >W tym widzę jedną z funkcji państwa, aby nie było wolnoamerykanki.

                  no tak, ale wg Ciebie państwo powinno zabronić reklamy dzieciom (tak
                  zrozumiałąm), wg mnie nie...

                  Otrycie, jaka jest Twoja granica 'tak' dla reklam? czy są w ogóle jakieś co do
                  których nie masz zastrzeżeń?
                  • otryt Re: Reklama sprzymierzeńcem rodziców czy wrogiem? 14.06.07, 00:43
                    samboraga napisała:

                    >Otrycie, jaka jest Twoja granica 'tak' dla reklam? czy są w ogóle jakieś co do
                    >których nie masz zastrzeżeń?

                    Póżno się jakoś zrobiło, więc krótko. Lubię reklamy zbliżone do informacji o
                    produkcie, takie co to przemawiają do rozumu, a nie do emocji, które informują,
                    na czym konkretnie polega wyższość tego produktu nad innymi. Gdy jest to cos
                    nowego, to z grubsza informują, na czym polega nowe rozwiazanie, nawet
                    posiadają pewien walor edukacyjny. Wg mnie reklama ma się tak do informacji o
                    towarze jak propaganda do informacji o wydarzeniach. I reklamą i propagandą
                    podobne prawa rządzą.

                    Dziś życzliwszym okiem patrzyłem na reklamy w TV. Ładni, szczęśliwi, życzliwi
                    ludzie, pomagają pchać samochód, który uległ awarii, pozytywne nastawienie.
                    Moze tak trzeba trzymać, a nie szukać dziury w całymsmile Dobranocsmile


                    • samboraga Re: Reklama sprzymierzeńcem rodziców czy wrogiem? 14.06.07, 09:34
                      Pozdrawiamsmile

                      Dodam tylko, że - prawdopodobnie - właśnie teraz przeżywamy apogeum reklamowe
                      (ilość bilboardów, spotów, gigantomania) i za jakiś czas może być i mniej, i
                      spokojniejsmile
                      • otryt Cóż za radosna informacja :-) 14.06.07, 10:23
                        samboraga napisała:

                        >Dodam tylko, że - prawdopodobnie - właśnie teraz przeżywamy apogeum reklamowe
                        >cryingilość bilboardów, spotów, gigantomania) i za jakiś czas może być i mniej, i
                        >spokojniejsmile

                        Cóż za radosna informacja na dzień dobrysmile) A z czego to wnosisz, ciekawy
                        jestem?

                        >zaraz, ale nikt nie wiedział, że to chodzi o losowanie wycieczki?

                        Tego nikt nie powiedział. Dzieciaki dowiedziały się wcześniej, oznajmiając z
                        radością: "Mamo, Tato, pojedziemy na wycieczkę!"

                        >nie oczekuję od każdego zjawiska roli wychowawczej w stosunku do mojego
                        >dziecka, bo to ja jestem od tego, aby je wychowywać, to ja musze je nauczyć
                        >iść przez życie, dokonywać wyborów

                        Mało jest w naszym otoczeniu społecznym, w przestrzeni publicznej zjawisk
                        całkowicie neutralnych z punktu widzenia wychowania. Czy mam przez to rozumieć,
                        że jest Ci obojętne, czy negatywne, czy pozytywne treści będą dochodziły
                        stamtąd do Twoich dzieci? Wpływ tych negatywnych skorygujesz przecież sama w
                        rozmowie z dzieckiem. Dużo rozmawiam z dziećmi, jednak wolałbym aby moje
                        dziecko wzrastało w bardziej przyjaznym otoczeniu i nie było epatowane
                        nieodpowiednimi treściami.

                        >ale jeśli rodzice zgodzą się, by na przedszkolu np. zawisła reklama czegoś? a z
                        >tych pieniędzy będą pieniądze na wycieczkę dla dzieci? to wg Ciebie jest
                        >dopuszczalne czy tez nie?

                        Jeśli byłaby to reklama skierowana dla dorosłych, to czemu nie? Obawiam się
                        jednak, że tego warunku by nie przyjęto. Nasza wspólnota mieszkaniowa wykonuje
                        kosztowny remont budynku. Ściana szczytowa doskonale nadaje się na duży
                        bilboard reklamowy. Sam nawet proponowałem takie rozwiązanie, aby choć w części
                        odzyskać włożone w remont pieniądze. Punkt widzenia zależy więc od punktu
                        siedzenia. To nie ja jestem epatowany niechcianymi treściami, lecz sam to robię.

                        Samborago, jeszcze kilka słów do działania reklamy w gospodarce rynkowej. Moim
                        zdaniem ludzie nawet bez reklamy wiedzieliby, który towar warto kupić. Tego
                        rodzaju wiedza rozchodzi się bardzo szybko i jest bardziej rzetelna niż przekaz
                        reklamowy. Reklama może powodować skutki dwojakiego rodzaju. Może wyrwać część
                        klientów innej firmie. Wtedy jedna firma zwalnia pracowników, ale druga
                        przyjmuje. Bilans wychodzi na zero. Dla konsumenta nie ma to większego
                        znaczenia, która z tych firm jest na topie, bo przeważnie wyroby poszczególnych
                        firm, nie odbiegają od siebie znacząco tak pod względem jakości jak i ceny.
                        Rynek nie wchłonie więcej towaru, choćby nawet pękł. Reklama służy głównie
                        walce z konkurencją. Oczywiście ci najsprytniejsi wygrają. Inny skutek
                        działania reklamy, polega na tym, że ludzie kupują dobra, które są im do
                        niczego nie potrzebne. Wtedy rzeczywiście nakręca się koniunkturę w gospodarce,
                        ale robi się to kosztem człowieka. Staje się jak ta tuczona gęś, niewolnik albo
                        jak bohater filmu "Wielkie żarcie", który przedwcześnie umrze albo straci
                        zdrowie. Patrz Boże Narodzenie w USA i ostatnio coraz bardziej w Polsce. W
                        skrajnym wypadku możemy sobie wyobrazić człowieka, który pracuje po kilkanaście
                        godzin dziennie...aby kupić sobie luksusowy samochód i domek za miastem, z
                        którego nie będzie korzystał, bo musi chodzić do pracy. A samochodem będzie
                        jeździł tylko do pracy. Jedno i drugie będzie posiadał, aby mieć prestiż u
                        ludzi. Sam niewiele z tego użyje. Za komuny kopalnie wydobywały węgiel, aby
                        dać elektrowniom i hutom, elektrownie produkowały prąd dla kopalni i hut, a
                        huty produkowały stal dla kopalni i elektrowni. Na potrzeby konsumpcyjne ludzi
                        już nie starczało węgla, prądu ani stali. Czy te dwa obrazki bardzo się różnią
                        między sobą? Pozdrawiamsmile
                        • minerwamcg Re: Cóż za radosna informacja :-) 14.06.07, 10:59
                          Mam wrażenie, że rodzice dzieci mają takie mnóstwo rzeczy do korygowania, że
                          jedna (i to ogromna) rzecz mniej byłaby dla nich sporą ulgą. Gdyby zamiast tak
                          dużo czasu (a nie mają go za dużo) poświęcać na neutralizowanie skutków
                          agresywnej reklamy zajęli się wraz ze swoimi dziećmi czymś przyjemniejszym i
                          bardziej twórczym, byłoby lepiej. Tym bardziej, że to jest wojna pocisku z
                          pancerzem - im bardziej starają się rodzice, tym trudniej ich przekazowi wygrać
                          z kolorowymi obrazkami, z których każdy ma zakodowany podtekst: "twoja wartość
                          zależy od tego, co masz".
                          • otryt Re: Cóż za radosna informacja :-) 14.06.07, 11:49
                            minerwamcg napisała:

                            >Mam wrażenie, że rodzice dzieci mają takie mnóstwo rzeczy do korygowania, że
                            >jedna (i to ogromna) rzecz mniej byłaby dla nich sporą ulgą. Gdyby zamiast tak
                            >dużo czasu (a nie mają go za dużo) poświęcać na neutralizowanie skutków
                            >agresywnej reklamy zajęli się wraz ze swoimi dziećmi czymś przyjemniejszym i
                            >bardziej twórczym, byłoby lepiej.

                            No właśnie, to chciałem powiedzieć, że ten czas można spędzać bardziej
                            przyjemnie i twórczo. Dziecko nie żyje w próżni, oddziałuje na nie wiele
                            rzeczy. Im więcej tych podmiotów oddziałujących pozytywnie tym lepiej.
                            Pozytywnie może wpływać oprócz rodziców szkoła, Kościół, dalsza rodzina,
                            kuzyni, ciocie, wujkowie, babcie i dziadkowie, wspólnoty, z którymi spędza się
                            wolny czas, liczni koledzy i przyjaciele. Gdy mało liczne jest środowisko
                            społeczne i tylko rodzice na nie pozytywnie oddziałują, to mogą nie podołać,
                            mogę nie dostrzec w porę niepokojących sygnałów, mogą nie potrafić znaleźć
                            drogi do swojego dziecka, aby skutecznie go o czymś przekonać. Jeśli dziecko
                            widzi, że inne osoby w środowisku myślą podobnie i żyją podobnie jak rodzice,
                            to łatwiej przyjmuje pewne prawdy z ich ust, mniej się buntuje, mniejszy wpływ
                            na nie mają negatywne zjawiska. Bardzo często na zarzut, że telewizja
                            przekazuje negatywne treści dla młodych pada zarzut, że tacy rodzice nie
                            rozmawiają z dziećmi, że telewizja nie jest od wychowywania, że trzeba wspólnie
                            oglądać z dziećmi programy a potem o tym rozmawiać, a nie tylko żądać zakazów.
                            To nie jest do końca prawda, bo ostateczny efekt wychowawczy zależy od
                            wypadkowej bardzo wielu czynników. Poza tym współczesna polska rodzina jest
                            coraz bardziej niewydolna wychowczo z powodu rozbicia, z powodu bezrobocia
                            (tacy rodzice nie są autorytetami dla dzieci), przepracowania (z powodu
                            nieobecności i przemęczenia), emigracji. Bywają klasy w podstawówkach, że
                            większość dzieci nie ma pełnej rodziny. I jak taka zapracowana, samotna matka,
                            przygnieciona ogromem problemów ma neutralizować negatywny wpływ reklamy?
                            • maika7 Re: Cóż za radosna informacja :-) 14.06.07, 12:12
                              > Im więcej tych podmiotów oddziałujących pozytywnie tym lepiej.
                              i
                              > Gdy mało liczne jest środowisko
                              > społeczne i tylko rodzice na nie pozytywnie oddziałują, to mogą nie podołać,
                              > mogę nie dostrzec w porę niepokojących sygnałów, mogą nie potrafić znaleźć
                              > drogi do swojego dziecka, aby skutecznie go o czymś przekonać.

                              Mam nieco inne zdanie na ten temat. Zgadzam się w pelni z twierdzeniem, że
                              najlepsze środowisko wychowawcze dla dziecka to ciepła, pełna miłości pełna rodzina.
                              Ale.
                              Ale nawet, jesli w domu mamy takie warunki, to śwait za drzwiami wygląda juz
                              mniej ciepło. I mamy chyba dwie drogi do wyboru:
                              - izolować i chronić dziecko przez tym, co się dzieje za oknem stwarzając jak
                              najlepsze warunki
                              - pomagać mu odnaleźć się w tym świecie, w którym będzie musiało żyć i funkcjonować.

                              To wychodzenie do życia zaczyna się właściwie od początku. Od przystanku, na
                              którym obok neutralnych słów słyszy przekleństwa, od pierwszej wizyty w
                              przedszkolu lub na placu zabaw, gdzie spotyka się z bardzo różnymi postawami
                              itd.. Jestem zdania, że rolą rodziców m. in. jest
                              a) dawać dobry przykład
                              b) przeprowadzać dziecko przez zycie w pierwszych latach ucząc odróżniania co
                              jest dobre, a co złe
                              c) chronić przed niebezpieczeństwami
                              d) być ostoją
                              e) przygotowywac do samodzielnego życia - samodzielnych wyborów, samodzielnego
                              funkcjonowania w TYM świecie.

                              TEN świat nie jest idealny, więc dziecko musi się przede wszystkim nauczyć
                              funkcjonowania w tym realnym świecie, a nie w tym, jakiego chcieliby dla dziecka
                              rodzice.

                              M.

                              • isma Re: Cóż za radosna informacja :-) 14.06.07, 12:33
                                O, wlasnie.
                                Poza tym - ja mam wrazenie, ze tu troche zbyt duza wage przywiazujemy do kanalu
                                przekazu (reklama), a za mala do tresci, z ktorymi sie dzieci stykaja, jako
                                takich.

                                Mnie jest dosyc obojetne, czy moje dziecko styka sie z tresciami
                                konsumpcjonistycznymi w reklamie, podczas promocji w osiedlowym sklepie, na
                                przedszkolnym balu, czy podczas rewii strojow komunijnych. Niezaleznie od
                                medium przekazu (ktore jest MSZ wtorne) moja glowa w tym, zeby dziecko mialo
                                wlasciwy stosunek do tresci przekazu streszczajacej sie we frazie "bedziesz
                                lepszy, jak bedziesz to czy tamto mial".

                                Nie ma szans, zeby dziecku zetrzec wszytskie pylki spod nog, i zlikwidowac
                                wszystkie czynniki, jakie moga je w naszym mniemaniu "zepsuc". Ono samo zreszta
                                szybko przestaje teog chciec wink)).
                              • otryt Re: Cóż za radosna informacja :-) 14.06.07, 12:44
                                maika7 napisała:

                                >Ale nawet, jesli w domu mamy takie warunki, to śwait za drzwiami wygląda juz
                                >mniej ciepło. I mamy chyba dwie drogi do wyboru:
                                >- izolować i chronić dziecko przez tym, co się dzieje za oknem stwarzając jak
                                >najlepsze warunki
                                >- pomagać mu odnaleźć się w tym świecie, w którym będzie musiało żyć i
                                >funkcjonować.

                                A czy nie można działać dwutorowo? Dlaczego przeciwstawiasz jedno działanie
                                drugiemu? Izolować przed NADMIERNĄ patologią i jednocześnie uczyć życia w
                                realnym swiecie. To tak jak ze stresem: umiarkowany przysposabia do trudów
                                życia, NADMIERNY niszczy i zabija. A ludzie wciąż się nie rozumieją i twierdzą,
                                że ich oponenci chcą zera stresu dla swoich dzieci. Stres ma być, ale
                                UMIARKOWANY, na siły i możliwości danego człowieka. Wierzę w Twą odporność,
                                można sobie jednak wyobrazić taki poziom stresu i patologii, nieprzyjemnych
                                zdarzeń, że Ciebie to zniszczy i powali. Tak jak i każdego z nas.
                                • maika7 Re: Cóż za radosna informacja :-) 14.06.07, 13:33
                                  > A czy nie można działać dwutorowo? Dlaczego przeciwstawiasz jedno działanie
                                  > drugiemu? Izolować przed NADMIERNĄ patologią i jednocześnie uczyć życia w
                                  > realnym swiecie.

                                  Otryt, nie przeciwstawiam, tylko nie zaliczam reklam do patologii. Pisałam, ze
                                  zadaniem rodziców jest chronienie dziecka przed niebezpieczeństwami. Ale miałam
                                  na myśli powazne niebezpieczeństwa. Do takich zaliczam też wykształcenie postwy
                                  konsumpcyjnej (bo przesłania człowieka). Ale to nie znaczy, ze uwazam reklamy za
                                  absolutnie szkodliwe. Bo postaw uczą głównie rodzice. W tym stosunku do papki
                                  mentalnej, jaką podaje większość reklam.
                                  Wspomnę jeszcze, ze rodzice tez uczą racjonalnego korzystania z osiągnięc
                                  nowoczesnej techniki i raczej powinni nie zostawiać dzieci (szczególnie malych)
                                  przed telewizorem samych (bo poza reklamami, to jest tam sporo duzo gorszych
                                  rzeczy dla kilkulatków).


                                  > To tak jak ze stresem: umiarkowany przysposabia do trudów
                                  > życia, NADMIERNY niszczy i zabija. A ludzie wciąż się nie rozumieją i twierdzą,
                                  > że ich oponenci chcą zera stresu dla swoich dzieci. Stres ma być, ale
                                  > UMIARKOWANY, na siły i możliwości danego człowieka. Wierzę w Twą odporność,
                                  > można sobie jednak wyobrazić taki poziom stresu i patologii, nieprzyjemnych
                                  > zdarzeń, że Ciebie to zniszczy i powali. Tak jak i każdego z nas.

                                  Tak, na ten temat (roli pozytywnej umiarkowanego stresu i negatuwnej
                                  nadmiernego) mamy chyba bardzo podobne zdanie.
                                  • otryt Re: Cóż za radosna informacja :-) 15.06.07, 01:31
                                    maika7 napisała:

                                    >Tak, na ten temat (roli pozytywnej umiarkowanego stresu i negatuwnej
                                    >nadmiernego) mamy chyba bardzo podobne zdanie.

                                    Miło się rozmawia, gdy poglądy początkowo dość odmienne, stają się szybko
                                    zbieżne. Takie są moje odczucia, rozmawiając z Tobą. Odwrotnie też bywa, że im
                                    więcej słów, tym coraz mniejsze zrozumienie. Dobranocsmile
                        • samboraga Re: Cóż za radosna informacja :-) 14.06.07, 22:27
                          >A z czego to wnosisz, ciekawy
                          jestem?

                          Jeśli jest coraz mocniej, najmocniej to to przestaje wreszcie działać, ilość
                          bodźców jest zbyt duża. Oraz przez analogię – podobne procesy przeszły
                          gospodarki bardziej rozwinięte.
                          Ale to takie moje dywagacje.

                          Reklamy nie uważam za patologię, ale za zjawisko 'tego świata', z którego
                          dziecko musi nauczyć się korzystać, jedno z wielu.
                          • otryt Re: Cóż za radosna informacja :-) 15.06.07, 01:24
                            Chyba masz rację, nadmiar bodźców może wkurzać. W tej dyskusji moje poglądy na
                            reklamę okazały się dosyć skrajne i radykalne. Myślę, że po części z powodu
                            reklamy jakiegoś CityBanku, które uporczywie i wciąż zasłaniały Twoje oraz
                            innych osób interesujące wypowiedzi. Nie dało sie to opaskudztwo wyłączyć, przy
                            każdym odświeżeniu strony minutkę musiałem na to patrzeć. Z tego powodu
                            wystąpiło u mnie zjawisko reaktancji, o której pisze wczorajszy "Dziennik" przy
                            okazji reklamy z "umierającym ojcem". Progu City Banku za Chiny nie przekroczę:-
                            )

                          • a_weasley Re: Cóż za radosna informacja :-) 17.06.07, 20:34
                            samboraga napisała:

                            > przez analogię – podobne procesy przeszły gospodarki bardziej rozwinięte.

                            Powstaje tylko pytanie, czy to jest proces ekonomiczny (przestaje się opłacać),
                            czy społeczny i prawny (ludzie mają dosyć, więc w końcu pojawiają się
                            ograniczenia prawne). Niewidzialna ręka rynku niestety nie załatwia wszystkiego.
          • mader1 Re: oświadczenie 12.06.07, 08:00
            > ale chyba wszystko już powiedziałam
            > i chyba nie umiem jaśniejwink

            A ja to na pewno nie wszystko wink)), bo taka gadatliwa jestem i tyle mam
            komplikacji, że dobrze, że rodzina mnie ogranicza wink)))
            ale jaśniej też nie umiem wink

            > aha - u mnie w domu też są produkty niemarkowe, żeby też nie było zdziwieniawink

            no to mamy remis wink)))
            • alex05012000 Re: reklamy 12.06.07, 10:21
              Co myślicie o reklamach?
              Jakie się Wam podobają, a jakie nie?
              Jaki mają na Was wpływ?
              witam, ja powiem bardzo krótko: nie cierpię reklam, do niczego nie są mi
              osobiście potrzebne, w zasadzie nie podoba mi sie żadna, no, może bardzo rzadko
              jakaś, ale równie dobrze mogę się bez niej obejść, wpływ na mnie mają owe
              reklamy zerowy/neutralny lub negatywny - jak po raz setny słyszę o szamponie X
              to napewno ominę go w sklepie szerokim łukiem... kupuję to co uznaję za
              stosowne, ładne, najtańsze, czy według innego własnego kryterium... zresztą nie
              lubię zakupów i łażenia po sklepach...
              • kamilla14 Re: reklamy 13.06.07, 03:09
                Co myślicie o reklamach?
                > Jakie się Wam podobają, a jakie nie?

                Ja szczegolnie nie lubie nachalnosci reklam - ze musze jej sluchac, ogladac,
                czuc, nawet, gdy nie chce.
                Szczegolnie podpadla mi ostatnio kampania pLaya - obliczona byla na skandal i
                chyba sie udalo - podobno sprzedaz maja najwieksza.
                Jakis menedzer, argumentujacy udzial dzieci na jednym z billboardow:
                "jestem katolikiem i gdybym wiedzial, ze wywola to burze, wycofalbym ten pomysl"
                Reklama w radio to dialog z przekrecona przysiega malzenska " i obiecuje, ze
                cie nie opuszcze az do konca tej przyjemnosci" (oczywiscie nie pamietam doslownie)
                Pod nasza pobliska, zupelnie mala i na uboczu usytuowana szkola stoi PUBLICZny
                pozyteczny slup reklamowy - zwykle obwieszony informacjami z wydarzeniami
                kulturalnymi.
                Oczywiscie Playa stac bylo na obklejenie go w calosci swymi obscenicznymi
                plakatami przez miesiac.
                Przez chwile byl spokoj, teraz znow jest caly zaklajstrowany na czarno kolejna
                kontrowersyjna i glupawa kampania AXE (nie chce mi sie nawet domyslac, co oni
                reklamuja) z dwuznacznymi haslami typu:
                Policjantki nie stawiaja oporu
                Maturzystki sciagaja wszystko
                Przedszkolanki lubia ostra zabawe
                itp., na pewno tez widzieliscie.
                Probowalam zagadnac o to rodzicow, ale twierdza, ze nie zwracaja uwagi,
                nauczycielka tez. Dzieci moze tym bardziej, ale jednak mnie meczy, ze akurat pod
                szkola mogliby sobie darowac.
                Wydaje mi sie rowniez, ze na takich miejskich slupach powinny sie znajdowac
                jakies afisze niekomercyjne?
                Pewno jestem nienowoczesna purytanka, i tylesad
                Czy dla Was tego typu kampania tez jest niestrawna?
                pozdrawiam, k
                • mader1 Re: reklamy 13.06.07, 08:04
                  jest niestrawna.
                • mama_kasia Re: reklamy 13.06.07, 08:45
                  Jest niestrawna i to bardzo sad
                • samboraga Re: reklamy 13.06.07, 09:10
                  > Policjantki nie stawiaja oporu
                  > Maturzystki sciagaja wszystko
                  > Przedszkolanki lubia ostra zabawe
                  > itp., na pewno tez widzieliscie.

                  nie lubię
                  reklamy playa też, zreszta już napisałam, że uważam ją za obsceniczną (nie wiem
                  czy ktoś miał w ręku materiały drukowane playa, o nich mówię...), a sprzedaż
                  chyba największa nie jest (ale dokładnych źródeł nie mam)
                  po chwilowym zastanowieniu myślę, że dla mnie granicą w reklamie jest 1.
                  nieuczciwe straszenie klienta (jak te piłowane w wątku pneumokoki) 2. ostre
                  konotacje z seksem (play czy obecne axe), tzn. nie całująca się para czy
                  dziewczyna w mini, aby przyciągała wzrok, ale rzeczywiście sugerowanie seksu, na
                  tej zasadzie nie podoba mi się reklama z kobietą ubraną w fartuszek kelnerki czy
                  służącej (nie pamiętam co reklamuje), sugerująca perwersyjny seks
    • maadzik3 Re: reklamy telewizyjne 13.06.07, 09:13
      Zasadniczo reklam nie cierpie. Nie dzialaja na mnie wcale (kiedys maz smial sie
      ze mnie w kinie, przed seansem, na reklamach, bo obejrzawszy stwierdzilam "Fajny
      filmik reklamowy. A co wlasciwie reklamowali?). Ale w swym nielubieniu znalazlam
      wyjatek: reklamy chivas regal na National Geographic - chivas regal dalej nie
      lubie, ale sceneria tych reklam jest oblednie piekna!!!smile))
      • alex05012000 Re: reklamy telewizyjne 13.06.07, 12:02
        noo, ja też często nie wiem o co chodzi, mam jakąś "inną inteligencję", bo
        często w ogóle nie rozumiem o co tfuuurcom reklamy chodziło...i dlaczego ma
        mnie śmieszyć skoro nie śmieszy...
        sympatyczna była reklama nordea banku z takim blondynkiem... my w skandynawii
        to ...a propos playa to ten rozciągnięty żujek (są takie cukierki w paski....)
        w ogóle nie wiem co miałby oznaczać... jak mogę to na reklamy tv ściszam lub
        wyłączam głos...tych na mieście nie zauważam wiele, bo za kierownicą stale
        jestem i koncentruję sie na jechaniu...
        • a_weasley Re: reklamy telewizyjne 13.06.07, 12:09
          alex05012000 napisała:

          > noo, ja też często nie wiem o co chodzi, mam jakąś "inną inteligencję", bo
          > często w ogóle nie rozumiem o co tfuuurcom reklamy chodziło...i dlaczego ma
          > mnie śmieszyć skoro nie śmieszy...

          Bo to nie Ciebie ma rozśmieszyć i nie mnie. To są reklamy adresowane do
          MAINSTREAMU, a nie do takich popaprańców jak my. Niszowych wyrobów nie reklamuje
          się wielkimi planszami w centrach miast ani nie umieszcza się tam reklam
          adresowanych do niszowego odbiorcy, bo to się po prostu nie opłaca.
          Dlatego jeśli uda się nam wychować niszowe dzieci, to będzie połowa sukcesu.
    • a_weasley Lenin o poranku, Lenin i w południe... 14.06.07, 18:39
      Od wczoraj rana odebrałem 9 SMSów. Z tego 7 (siedem) namawia mnie, żebym
      skorzystał z nowej promocji danego towarzystwa, albo wysłał za 1 zł + VAT SMS
      treści KASA, co pozwoli mi wygrać 20 kzł, albo coś kolekcjonował...
      W nocy przez kwadrans próbowałem wejść na WwW i nie mogłem, albowiem żaden
      fortel nie pozwolił mi przebić się przez wyskakujące reklamy oferty kredytowej
      pewnego banku. Po pierwsze właśnie wyrzuciłem do śmieci dwie ulotki reklamowe
      identycznej treści (jedną znalazłem w skrzynce, drugą za wycieraczką auta), a po
      wtóre po choinkę oni mi wciskają coś, czego mi i tak nie mają najmniejszego
      zamiaru dać, bo nie mam zdolności kredytowej?
    • a_weasley Normalna reklama (to akurat nie TV) 14.06.07, 22:44
      Normalna reklama to jest reklama, która mnie informuje, jaki produkt jest do
      nabycia, gdzie i ewentualnie za ile (informacji, dlaczego tak drogo, nie domagam
      się).
      Na przykład na szczytowej ścianie mojego domu wisi od wieków wielki bilbord
      "Całodobowa pomoc stomatologiczna, ulica Błotna, numer zachlapany, telefon".
      Ten bilbord nie obiecuje mi, że jak sobie u nich zrobię zęby, to każda moja.
      Nie kusi mnie widokiem ponętnej dentystki pochylającej się nad pacjentem tak, by
      ten miał najkorzystniejszy widok na jej wezbrany biust wychylający się zza
      ażurowego tego, no... częściowo tylko przysłoniętego sprytnie rozchylonym fartuchem.
      On mi w ogóle nic nie obiecuje - poza tym, że jeśli przyjdę z bolącym czy
      rozwalonym zębem na ulicę Błotną, to o dowolnej porze dnia i nocy uzyskam pomoc
      stomatologiczną. Jakoż istotnie w zeszłym roku z tej możliwości skorzystałem.
      Poniżej pewna firma reklamuje niedrogi mebel, jakiego właśnie z Minerwą szukamy.
      Takoż niczego nam nie obiecują. Na meblu nie ma żadnego modela ani nawet kota
      (kot świetnie się nadaje do reklamy mebli tapicerowanych, bo żadne inne
      stworzenie nie potrafi spać z takim przekonaniem). Jest tam po prostu wizerunek
      danego mebla z ceną i adresem.
      • minerwamcg Re: Normalna reklama (to akurat nie TV) 14.06.07, 23:16
        > Takoż niczego nam nie obiecują. Na meblu nie ma żadnego modela ani nawet kota
        > (kot świetnie się nadaje do reklamy mebli tapicerowanych, bo żadne inne
        > stworzenie nie potrafi spać z takim przekonaniem).

        Reklama z kotem byłaby wobec mnie perfidną manipulacją!!! smile)) Podstępnym
        wykorzystaniem faktu, że mam kota na punkcie kotów i wzystko, co z kotem, ma u
        mnie plus na starcie, i to duży smile
      • mader1 Re: Normalna reklama (to akurat nie TV) 14.06.07, 23:42
        tak. W jakim sklepie, ile kosztuje, zdjęcie - może być kolorowe i jakieś dane w
        przypadku sprzętu. Nieraz z takiej reklamy korzystaliśmy. Duże szyldy - bo oko
        już nie te, też się liczą wink))
        I mógłby być jakiś kanał w TV z tymi etiudami , ale nie pociętymi smile)))
        Tak żebym to oglądała, kiedy chcę wink))
        A moje dzieci i tak wiedzą, że jestem jędza i trudno wydębić ode mnie tak od
        razu i bez powodu coś, co właśnie oglądają - " mamo kupisz ?", więc starają się
        wydobyc jakieś przyrzeczenie, jak piszę na forum - wtedy najwięcej głupot
        powiedziałam bezwiednie wink)))
        • otryt Re: Normalna reklama (to akurat nie TV) 15.06.07, 01:39
          mader1 napisała:

          >tak. W jakim sklepie, ile kosztuje, zdjęcie - może być kolorowe i jakieś dane
          >w przypadku sprzętu.

          Takie reklamy a raczej informacje o towarze bądź sklepie to nawet ja lubię.
          Najwięcej jest ich w TVP3 lokalnej. Są znacznie bardzie siermiężne od tych
          puszczanych w renomowanych telewizjach, zrobione z mniejszym profesjonalizmem i
          na gorszych materiałach i sprzęcie. To mi jednak nie przeszkadza. Wolę właśnie
          takiesmile Dobranocsmile
      • minerwamcg Ewangelizacja mimo woli :))) 16.06.07, 22:54
        Cymes: reklama z wielką bułą i napisem "kanapka to nie wszystko" - a za
        reklamą... rotunda kościoła św. Marka Ewangelisty. Kto z Warszawy, niech jedzie
        obejrzeć, cudnie to wygląda smile))
        Aż się chce dopisać "Łk 4,4" smile
    • mamalgosia penigra 18.06.07, 07:57
      Jestem pruderyjna, ale na forum "Telewizja" nawet niepruderyjnych ta reklama
      zniesmacza
    • otryt Sexowne zozole dla naszych dzieci 18.06.07, 09:34
      Ze strony twórców polskiej reklamy wizualnej:

      www.signs.pl/article.php?sid=5627
      "W promocji bierze udział aż 130 różnych Vrzepek, z hasłami wymyślonymi przez
      dzieci. Vrzepkowe hasła to efekt konkursu internetowego zorganizowanego na
      początku roku na stronie www.zozole.pl „Inwencja uczestników konkursu przeszła
      nasze najśmielsze oczekiwania. Jest tam wszystko: od dowcipu, rebusu po rymy i
      pastisze - mocno osadzone w świecie dzieci ” – mówi Krystian Kowalczyk, brand
      manager marki Zozole. „Noszę stringi”, „Puściłem bąka”, „Defekt mózgu”, ”Szkoła
      Óczy” - to tylko próbka pomysłowości dzieci uwieczniona na Vrzepkach."

      Dzieci te vrzepki będą mogły przylepiać na plecach kolegów i koleżanek, mając
      niezły ubaw. W reklamie TV moją uwagę zwróciła vrzepka: "Jestem sexy". Dla mnie
      to promocja prostactwa, popieranie knajackich dowcipów, których i tak nie
      brakuje w szkołach, pchanie najmłodszych w seksualne klimaty. Moim zdaniem
      reklama bardzo szkodliwa dla dzieci, bo autorytetem mediów i reklamy
      sankcjonuje i upowszechnia takie postawy wśród dzieci.


      Przyznam, że nie lubię słowa sexy, seksowny aktor, seksowna kobieta. To słowo
      tak bardzo rozpowszechnione w języku mediów. Cóż ono oznacza. Czy ktoś
      potrafiłby podać definicję słownikową?

      • mamalgosia Re: Sexowne zozole dla naszych dzieci 18.06.07, 10:50
        nie wiem, ale wolałabym, żeby moje dziecko nie nosiło etykietki "jestem sexy".
        My mieliśmy "mam wściekliznę" i choć też mi się to hasło nie podoba, to
        przyznać muszę, że Synkowie powinni je mieć wrzepione nagminniesmile
        Niestety bardzo lubimy zozole i dużo ich kupujemy. Czy powinnam przestać
        kupować ze względu na bojkot reklamy?
        • otryt Re: Sexowne zozole dla naszych dzieci 18.06.07, 10:56
          A może wiesz Mamałgosiu, co to znaczy, że ja jestem sexy, że ktoś jest sexy?
          • mamalgosia Re: Sexowne zozole dla naszych dzieci 18.06.07, 15:12
            Wydaje mi się, że to ktoś atrakcyjny, mający to "coś", przy czym wiążę to tylko
            z zaletami ciała
      • maika7 Re: Sexowne zozole dla naszych dzieci 19.06.07, 07:40
        > Przyznam, że nie lubię słowa sexy, seksowny aktor, seksowna kobieta. To słowo
        > tak bardzo rozpowszechnione w języku mediów. Cóż ono oznacza. Czy ktoś
        > potrafiłby podać definicję słownikową?

        smile Słownik:
        sjp.pwn.pl/lista.php?co=seksowny
        W moim odbiorze najczęściej jest to synonim atrakcyjności (pewnie pokłosie
        reklam, gdzie seksowne jest wszystko, od zupy w proszku, poprzez model telefonu,
        szampon, bieliznę po atrakcyjną osobę).

        W odniesieniu do osób - okreslenie to odbieram w zalezności od kontekstu - jesli
        mowimy tak o bardzo atrakcyjnej fizycznie osobie - sprowadzam znaczenie słowa
        seksowny do znaczenia pierwszego (atrakcyjny seksualnie, przede wszystkim
        cieleśnie).
        Jesli mówimy o osobie, której nie odbieram jako atrakcyjnej fizycznie -
        poszerzam automatycznie znaczenie określenia na atrakcyjnośc "ogólną" smile

        M.
        • otryt Re: Sexowne zozole dla naszych dzieci 19.06.07, 09:00
          maika7 napisała:

          >W moim odbiorze najczęściej jest to synonim atrakcyjności (pewnie pokłosie
          >reklam, gdzie seksowne jest wszystko, od zupy w proszku, poprzez model
          >telefonu, szampon, bieliznę po atrakcyjną osobę).

          Synonimów atrakcyjności człowieka jest bardzo wiele: przystojny/a, wysoki/a,
          ładna/y, zgrabna/y, urocza/y, piękna/y, kobieca, męski, pociągający/a, mądry/a,
          inteligentny/a, elegancki/a, wysportowany/a, modna/y, szałowa/y,
          zmysłowa/y..... Te wszystkie określenia powoli wychodzą z użycia zastąpione
          słowem seksowny, a więc wzbudzający podniecenie erotyczne, będący obiektem
          pożądania seksualnego. Nawet nie wiedziałem, że to słowo początek wzięło z
          reklamy. Obserwuję pewne zjawisko. Coś co dawniej było uważane za prostackie i
          prymitywne, dziś znajduje uznanie w szerokich kręgach i wchodzi do powszechnego
          obiegu. Jako chamskie było uważane głośne taksowanie i ocenianie walorów
          cielesnych kobiet przez podchmielonych i wulgarnych mężczyzn. Dziś tworzy się
          oficjalne rankingi seksowności. Chciałem zwrócić uwagę na to, jak słowo
          puszczone w obieg (często przez reklamę) nas zmienia, traktując pożądanie innej
          kobiety lub innego mężczyzny jako coś naturalnego i fajnego, sprowadzając tym
          samym drugiego człowieka do roli przedmiotu użycia. Nasze słownictwo
          kształtuje nasze myślenie. A dziewiąte przykazanie chyba wciąż obowiązuje?

          Nie słyszałem, aby o towarze wprost mówiono, że jest seksowny. Za to o
          kobietach coraz częściej w niektórych środowiskach mawia się "towar". Być może
          to wszystko jest wynikiem reklamy.


          • maika7 Trochę inaczej 19.06.07, 09:28
            > Synonimów atrakcyjności człowieka jest bardzo wiele: przystojny/a, wysoki/a,
            > ładna/y, zgrabna/y, urocza/y, piękna/y, kobieca, męski, pociągający/a, mądry/a,
            > inteligentny/a, elegancki/a, wysportowany/a, modna/y, szałowa/y,
            > zmysłowa/y..... Te wszystkie określenia powoli wychodzą z użycia zastąpione
            > słowem seksowny, a więc wzbudzający podniecenie erotyczne, będący obiektem
            > pożądania seksualnego.

            Chyba zawsze istniały pewne słowa "wytrychy", które zastępowały wiele słów - np.
            pospolicie stosowane "fajny". To, czy dane słowo wejdzie do czyjegoś prywatnego
            słownika jest indywidualna sprawą. Ja pisałam o swoim rozumieniu słowa
            "seksowny", a nie o tym, czy je stosuje wink

            > Nawet nie wiedziałem, że to słowo początek wzięło z
            > reklamy.

            Nie, jest starsze niż reklamy, tylko jego rozpowszechnienie zawdzięczamy CHYBA
            reklamom smile

            >Obserwuję pewne zjawisko. Coś co dawniej było uważane za prostackie i
            > prymitywne, dziś znajduje uznanie w szerokich kręgach i wchodzi do powszechnego
            > obiegu.

            Chciałabym zwrócic uwage na fakt, że kiedyś słowo KOBIETA miało znaczenie
            pejoratywne..... Język jest tworem żywym, zmienia się. Zmienia się zanaczenie
            słow, powstają nowe, zanikają strasze itd..


            >Jako chamskie było uważane głośne taksowanie i ocenianie walorów
            > cielesnych kobiet przez podchmielonych i wulgarnych mężczyzn.

            Otryt, to, co odczytasz jako wulgarne zalezy bardzo często od sposobu
            wypowiedzenia danego słowa i od intencji wypowiadającego i od wrazliwości
            odbiorcy. Znam bardzo kulturalnie wyglądających ludzi, trzeźwych,
            wypowiadających się dobrą polszczyzną, nie używających słow powszechnie
            przyjmowanych jako wulgarne, a ich teksty interpretuję jako wulgarne. Tu nie ma
            czytelnej granicy.

            > Dziś tworzy się
            > oficjalne rankingi seksowności.

            Tak. Seks stał sie teraz bradzo widoczny i wszechobecny w mediach.

            > Chciałem zwrócić uwagę na to, jak słowo
            > puszczone w obieg (często przez reklamę) nas zmienia, traktując pożądanie innej
            > kobiety lub innego mężczyzny jako coś naturalnego i fajnego, sprowadzając tym
            > samym drugiego człowieka do roli przedmiotu użycia. Nasze słownictwo
            > kształtuje nasze myślenie. A dziewiąte przykazanie chyba wciąż obowiązuje?

            Mnie nie obowiązuje wink Ale nie zgadzam sie, ze słowa puszczone w obieg, obrazy,
            nas zmieniają. Mogą nas zmienić, ale to czy mają na nas wpływ zalezy w dużej
            mierze od nas. Poządanie fizyczne innego człowieka jest jak najbardziej
            naturalne, ale to na kogo kierujemy to pożadanie i jak je realizujemy - zalezy
            od nas. I to, jak traktujemy seks i drugiego człowika tez zalezy od nas.

            > Nie słyszałem, aby o towarze wprost mówiono, że jest seksowny. Za to o
            > kobietach coraz częściej w niektórych środowiskach mawia się "towar". Być może
            > to wszystko jest wynikiem reklamy.

            O towarze słyszałam, jak mowiono, że powinien być 'sexy", czyli powinien miec to
            'coś", co spowoduje, ze siegniemy do portfeli na jego widok. Może jestem
            staroświecka, ale ufam, ze żadna reklama nie zepsuje tego, co moje dzieci
            wyniosły z domu w postrzeganiu drugiego człowieka (czy to kobiety, czy
            meżczyzny). A na kobiety (i meżczyzn) patrzono jak na towar w czasach
            "przedwszechreklamowych" też.
            • kamilla14 wychowanie do mediów 27.06.07, 01:31
              www.niedziela.pl/artykul_w_niedzieli.php?doc=nd200724&nr=10
              mniej wciagajace niz Wasze posty, ale jako podsumowanie moze moze byc?wink

              Moje wnioski po lekturze watku - raczej nie demonizowac reklam (a taka mialam
              tendencje), bo nawet wyrzucenie telewizora nie pozwala ich uniknac (a wrecz
              przeciwnie, sprawia, ze owoc zakazany kusi), ale wlasnie probowac wychowywac do
              ich krytycznego odbioru, a wiec nie unikac, a wykorzystywac je do wyjasniania
              dzialania mechanizmow reklamy...Tylko przydalaby sie do tego rzetelna wiedza i
              Duch sw., coby miec jakies logiczne argumenty...

              pozdrawiam, k
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka