kulinka3 11.08.07, 10:41 www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_070811/plus_minus_a_13.html Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
isma Re: O eutanazji w dzisiejszej Rzepie 11.08.07, 13:43 Hm. Przejrzalam tylko (zapiekanka z brokulow - jak wstawie do piekarnika, to bede miala spokojniejsza glowe), ale mam pewne watpliwosci. To, ze sa drobne potkniecia w dokumentacji (np. Tramois, wbrew temu, co pisza w artykule, jest kobieta), to mniejsza. Ale, eee, no, nie wszystkie opisane w nim dzialania sa moim zdaniem jednoznacznie "eutanazyjne". Dosc dramatycznie brzmi np. info o tym, ze pacjentom terminalnym sie nie podaje wody czy pozywienia, w wyniku czego gina z wycienczenia. Tymczasem taka "smierc z wycienczenia", po pierwsze, jest jedna z najbardziej typowych naturalnych smierci terminalnie chorych onkologicznie - chory po prostu na pewnym etapie przestaje odczuwac glod i pragnienie. W ten sposob organizm broni sie przed dodatkowym cierpieniem, jakie sprawiaja wymioty (i zaparcia, bedace skutkiem ubocznym stosowania silnych opioidow i unieruchomienia). Cialo, ktore nie jest nawodnione, jest mniej podatne na odlezyny. Mozna oczywiscie karmic i nawadniac sztucznie, nawet czlowieka w stnaie przedagonalnym. Ale to, oprocz dolegliwosci opisanych powyzej, powoduje tez dodatkowe dolegliwosci zwiazane z lokalizacja wkluc itd. Pytanie, jakie sobie zadaje lekarz, jest wiec pytaniem o proporcjonalnosc srodkow. Decyzja jest dramatyczna, bo z drugiej strony skrajne odwodnienie moze wzmagac objawy tzw. splatania, do czego dopuszczac sie nie powinno. Ale w kazdym badz razie nie jest tak, ze zawsze rezygnacja z nawadniania jest podyktowana checia "pozbycia sie" pacjenta. Czasem jest to uzasadniona procedura paliatywna. No, ide do zapiekanki. Pogoda taka, ze..;-(((. Przemoklismy kompletnie na rolkach ;-(((. Odpowiedz Link
kulinka3 Re: O eutanazji w dzisiejszej Rzepie 11.08.07, 14:40 Ciekawe, co piszesz. Pozostaje tylko pytanie czy owi niedożywiani pacjenci są pacjentami onkologicznymi, a nie zwykłymi staruszkami i dlaczego budzi to zaniepokojenie innych lekarzy? Odpowiedz Link
isma Re: O eutanazji w dzisiejszej Rzepie 11.08.07, 15:05 No wiec dlatego ja jestem ostrozna w wyrabianiu sobie zdania na te tematy wylacznie na podstawie publikacji w prasie codziennej. Bo bardzo to jest wrazliwa kwestia. Ze innych lekarzy niepokoi - wiesz co, opieka paliatywna to jest dosyc specyficzna dziedzina. Nastawiona na inne cele, niz medycyna w ogolnosci. Wiekszosc lekarzy inaczej rozumie "sukces terapeutyczny" - bo w medycynie sukces jest wtedy, jak sie pacjenta uda jeszcze bodaj dobe czy godzine dluzej utrzymac przy zyciu. Malo kto potrafi przyjac bez zdziwienia, ze "sukcesem" moze byc odstapienie od pewnych dostepnych dzialan, pozwalajacych opoznic smierc pacjenta, ale za cene oszczedzenia mu nieproporcjonalnych cierpien. Zreszta - o czym my mowimy. Jak ja zaczynalam swoja kariere hospicyjna, to w PL nawet zajec z "medycyny" (charakterystyczne, ze w srodowiskach hospicyjnych sie raczej mowi "opieka" niz "medycyna") paliatywnej w programie studiow nie bylo, o specjalizacji nie wspominajac... Odpowiedz Link
isma A w Wybiorczej - o umieraniu 11.08.07, 15:33 www.gazetawyborcza.pl/1,75480,4363562.html Odpowiedz Link
kulinka3 Re: A w Wybiorczej - o umieraniu 11.08.07, 15:49 Czytałam go wczoraj. Dzielne niewiasty.... Odpowiedz Link
kulinka3 Re: O eutanazji w dzisiejszej Rzepie 11.08.07, 16:59 Wiesz,jeśli sprawy śmierci pozostawimy do wyłącznej decyzji ludzkiej i przyzwoleniu prawnemu, będziemy mieć takie kwiaty, tego jestem pewna. A działania paliatywne choć specyficzne też mają chyba swoje procedury i mogą podlegać ocenie medycznej.Dlatego tak łatwo nie poddawałabym pod wątpliwość niepokój lekarzy, którzy zapewne wszyscy dentystami nie są))i tym zagadnieniem zajmują się już kilka dziesięcioleci. I jeszcze, o aferze w łódzkim pogotowiu też nie pisały biuletyny medyczne)) Odpowiedz Link
isma Re: O eutanazji w dzisiejszej Rzepie 11.08.07, 18:58 No, przykadowo lekarze, o ktorych mowa w artykule w Wybiorczej tez nie sa dentystami, a jakos, prawda, elementarne zasady postepowania z terminalnie chorym wydaja sie byc im obce, nie? Jesli sa naduzycia kryminalne, tj. przekraczane jest obowiazujace prawo, to to jest oczywiste pole do popisu dla prokuratora, tu w ogole nie ma kwestii. Ale Ty (i autorka artykulu )), zdaje sie, nie o porzadku prawnym chcialas )). Zakladam wiec, ze, skoro "sprawy smierci" maja nie byc pozostawiane wylacznej decyzji ludzkiej i przyzwoleniu prawnemu, to masz na mysli argument religijny. Ktory dla mnie jest wazny, ALE: - nasi starsi bracia w wierze, na tym samym fundamencie wyroslej, nie stawiaja sprawy tak radykalnie. Podstawowe nurty judaizmu odwoluja sie do Koheletowego "jest czas umierania". Dopoki, jak mowi ksiega Powtorzonego Prawa, mozna "wybierac zycie", mam obowiazek je wybrac. Zycie musi byc przedluzane, ale smierci przedluzac nie wolno. Zydowskie prawo religijne pozwala na eutanazje pasywna, tj. np. odlaczenie od respiratora pacjenta z rozleglym uszkodzeniem niezbednych do zycia organow, ktory bez wspomagania aparatura nie przezylby. Co radykalnie zmienia w tej kwestii Nowy Testament? - doktryna katolicka dopuszcza nie tylko odstapienie od uporczywej terapii, ale takze tzw. radykalna analgezje, czyli dzialanie usmierzajace bol, co do ktorego uprawnienie sadzi sie, ze doprowadzi ono do szybszej smierci pacjenta - o ile spelnione sa dwa warunki, tj. jesli 1) nie dziala sie z intencja spowodowania smierci, ale z intencja zastosowania jedynego sposob usmierzenia bolu i jezeli 2) zastosowanie tej procedury nie przeszkodzi choremu w wypelnieniu powinnosci, ktorym w swoim stanie moglby jeszcze podolac. O ile tylko te warunki (wbrew pozorom, niespecjalnie wygorowane - a w na etapie wiedzy o sedacji, kiedy byly formulowane, to kompletnie niewygorowane) sa spelnione, to Pius XII powiada: licet ;-O. Wbrew pozorom - nie moge rozwinac, bo gosc sie mi niecierpliwi, wybieramy sie bowiem zycie )) nocne uprawiac - bardzo inspirujace jest tu odwolanie sie do kategorii prawnych. Jesli bowiem przyjmiemy, za Piusem XII, ze jedyna roznica w moralnym wartosciowaniu czynu, ktory prowadzi, za pomoca tych samych srodkow do tego samego skutku, jest intencja (i to, ze tak powiem, tylko "centralna" intencja, bo w swiadomosci dziajacego istnieje nawet nie przypuszczenie, ale oparty na racjonalnych przeslankach osad co do "ubocznych" skutkow podjetych dzialan, a wiec niejako "uboczna" intencja) dzialajacego, to powstaje pytanie, czy te sama roznice odzwierciedla prawo - i czy powino ja uwzgledniac (ano, w PL np. nie, bo kazde takie dzialanie, bez wzgledu an motywacje, jest nieuprawnione: zupelnie spokojnie sobie mozna wyobrazic oskarzenie o zabojstwo lekarza, ktory zastosowal radykalna analgezje - Holandia zas to druga strona tego samego medalu, bo uprawnienie wydaje sie byc bardzo szerokie...). Odpowiedz Link
kulinka3 Re: O eutanazji w dzisiejszej Rzepie 11.08.07, 21:20 Życia nocnego w królewskim mieście szczerze zazdroszczę! A argumentu religijnego nie miałam na myśli)), wiec utrudziłam Cię tuż przed wyjściem;-((( Odpowiedz Link
isma Re: O eutanazji w dzisiejszej Rzepie 12.08.07, 01:24 A jaki mialas ))? Nieee, nie utrudzilas mnie, zwlaszcza ze gosc tez tematem zywotnie ;- ))) zainteresowany, albowiem siedemdziesiatki dobiega. Niewierzacy wprawdzie, ale za to cztery lata temu sie jezdzic na rolkach nauczyl )). Tyle tylko, ze - poniewaz nasze nocne zycie polegalo wlasnie na jezdzeniu dookola Blon - nie dosc, ze ja utrzymuje rownowage na kolkach znacznie gorzej niz on, to i w jezyku Dantego o wiele gorzej mi idzie prowadzenie wyrafinowanych debat ;-(((. Odpowiedz Link
mader1 Re: O eutanazji w dzisiejszej Rzepie 11.08.07, 15:06 u nas dopiero zacznie padać. Mąż gotuje zupę gulaszową... A średnia najmłodszym robią wiatraczek Przeczytalismy artykuł... Jest... może to jego jest dośc histeryczny... ale... Materia też jest dość specyficzna. Pojedyncze nawet zabójstwo czy morderstwo jest czynem przerażajacym. Nawet jeżeli przyjmiemy, że część z tych danych dotyczy sytuacji trudnych, ale usprawiedliwionych - takich, jakie opisujesz, to wszystkie inne przypadki są i tak przerazającym procederem. A eutanazja pacjentów w depresji ??? Cierpienie bliskich... Bliscy mogą cierpieć z tego powodu, że ktoś umiera, umarł. Bliscy mogą cierpieć z tego powodu, że ktoś choruje, z powodu jego fizycznego cierpienia. Bliscy mogą cierpieć z tego powodu, że są oddaleni...Cierpieć niewygodę. Czy to może być powód ? Odpowiedz Link
isma Tramois 11.08.07, 15:47 A - i jeszcze o sprawie Tramois. O ile ja uwaznie sledzilam wydarzenia, to ona dostala nie dwa miesiace, tylko rok w zawieszeniu (sad uznal, ze okolicznoscia lagodzaca jest fakt, ze byla emocjonalnie zwiazana z chora), natomiast pielegniarke, ktora wykonala jej polecenie podania pacjentce chlorku potasu, uniewinniono. No wiec, jak by to powiedziec, intencje i kompetencje autora artykulu wydaja mi sie cokolwiek watpliwe. To naprawde sa za powazne tematy, zeby sobie o nich jak u cioci na imienienach ;-(((. Odpowiedz Link
mader1 Re: Tramois 11.08.07, 16:00 już przy okazji innych artykułów czy publikacji zauważyłysmy, że błędy merytoryczne bardzo podwazają wiarygodnośc autora. Ale problem jest... Odpowiedz Link
kulinka3 Re: Tramois 11.08.07, 16:12 Ismo,napisz, może autorka sprostuje? Rzetelność nade wszystko. Nie mniej jednak jeśli chodzi o meritum to przyznasz chyba ,że chwila śmierci w wielu krajach nie jest wyznaczana przez Boga czy rzetelnych lekarzy.Strach się bać.Mnie przechodzą ciarki...... Odpowiedz Link
isma Ostatnie uderzenie serca, plaskie EEG, a moze...? 11.08.07, 18:17 Ale no bo chwila smierci... jak by to powiedziec - ona po prostu JEST wyznaczana przez lekarzy... Czy rzetelnych to jedno, ale omylnych, to drugie. Chce przez to powiedziec, ze moment smierci tak naprawde jest kwestia umowna. Na tym etapie wiedzy, na ktorym dzisiaj jestesmy, raczej uznaje sie, ze smierc w sensie medycznym (abstrahuje tu od momentu oddzielenia duszy od ciala, ktory to ze swej istoty nie poddaje sie empirycznej weryfikacji )) jest raczej procesem, sekwencja pewnych epizodow, niz precyzyjnie okreslonym wydarzeniem. Zebysmy sie nie wiem jak upierali, to faktem jest, ze to czlowiek decyduje, kiedy uznac drugiego czlowieka za zmarlego. I nie ma innej mozliwosci w tym wzgledzie. Oczywiscie, jest w tym kwestia dobrej wiary, zgadzam sie. Ale z punktu widzenia ewentualnego trupa zasadniczej roznicy miedzy pomylka, niedoskonaloscia wiedzy - a swiadomym dzialaniem nie ma ;-O. Czy nie strach sie bac, jesli pomyslimy, ile osob przez wieki zostalo pogrzebanych w letargu? Ile, zanim ustalono aktualnie obowiazujace kryteria smierci mozgowej? I, czy nie strach sie bac, jesli wysilimy wyobraznie na tyle, ze przyjdzie nam do glowy przypuszczenie istnienia nowych kryteriow, dzieki ktorym byc moze za pol wieku nas sie za zmarlych nie uzna, mimo spelnienia wymogow, ktore dzis pozwalaja na rozpoczecie procedury odlaczenia od aparatury "podtrzymujacej zycie"? Oczywiscie, jak wiecie, ja uwielbiam przyjmowac postawe adwokata diabla )). Ale moje myslenie w tej kwestii nie idzie w kierunku "jak zakazac" takich przerazajacych praktyk. Ludzka natura jest skazona grzechem, i tego nie przeskoczymy. Sek raczej w tym, jak pojedynczy czlowiek, ja, my, Kazdy, usytuuje smierc w perspektywie swojego zycia. O tym warto mowic, chyba. (a juz argumentacja za pomoca naciagania faktow, to kompletnie chybiony pomysl ;-(((). Odpowiedz Link
kulinka3 Re: Ostatnie uderzenie serca, plaskie EEG, a moze 11.08.07, 20:39 isma napisała: > Ale no bo chwila smierci... jak by to powiedziec - ona po prostu > JEST wyznaczana przez lekarzy... Czy rzetelnych to jedno, ale > omylnych, to drugie. Chce przez to powiedziec, ze moment smierci tak > naprawde jest kwestia umowna. Na tym etapie wiedzy, na ktorym > dzisiaj jestesmy, raczej uznaje sie, ze smierc w sensie medycznym > (abstrahuje tu od momentu oddzielenia duszy od ciala, ktory to ze > swej istoty nie poddaje sie empirycznej weryfikacji )) jest > raczej procesem, sekwencja pewnych epizodow, niz precyzyjnie > okreslonym wydarzeniem. Chyba jednak nie do końca.Oczywiście,że w wielu przypadkach jest to sekwencja,ale sekwencja która prowadzi do końca nie podlegającego żadnej umownej zgodzie ( poza np. przypadkami śmierci mózgu itp) i nie wymagającej od lekarza niczego więcej poza stwierdzeniem tegoż smutnego faktu. A w wypadkach zależnych od lekarza wolałbym tym bardziej podlegać rzetelnemu lekarzowi. > Zebysmy sie nie wiem jak upierali, to faktem jest, ze to czlowiek > decyduje, kiedy uznac drugiego czlowieka za zmarlego. I nie ma innej > mozliwosci w tym wzgledzie. Zaraz, zaraz to już nie ma śmierci naturalnych? Pewnie,że ów drugi musi fakt stwierdzić i coś do akt wpisać, ale niejako stoi przed faktem dokonanym, nie? Oczywiscie, jest w tym kwestia dobrej > wiary, zgadzam sie. Ale z punktu widzenia ewentualnego trupa > zasadniczej roznicy miedzy pomylka, niedoskonaloscia wiedzy - a > swiadomym dzialaniem nie ma ;-O. Z punktu widzenia trupa to już nic nie ma znaczenia, ale wiesz chciałabym tym trupem stać się nie w wyniku zalegalizowanego morderstwa, bo się panu doktorowi będzie na urlop spieszyło lub łóżko będzie potrzebne na 14))) tylko w miarę naturalnie. > > Czy nie strach sie bac, jesli pomyslimy, ile osob przez wieki > zostalo pogrzebanych w letargu? Ile, zanim ustalono aktualnie > obowiazujace kryteria smierci mozgowej? I, czy nie strach sie bac, > jesli wysilimy wyobraznie na tyle, ze przyjdzie nam do glowy > przypuszczenie istnienia nowych kryteriow, dzieki ktorym byc moze za > pol wieku nas sie za zmarlych nie uzna, mimo spelnienia wymogow, > ktore dzis pozwalaja na rozpoczecie procedury odlaczenia od > aparatury "podtrzymujacej zycie"? > Jesteśmy tu i teraz.Na to, co było naprawdę nie mamy już wpływu i na to, co będzie za 50 lat też pewnie w ograniczonym stopniu, ale debata o eutanazji jeszcze za naszego życia, pewnie zapuka do polskich drzwi;-((( > Oczywiscie, jak wiecie, ja uwielbiam przyjmowac postawe adwokata > diabla )). Ale moje myslenie w tej kwestii nie idzie w > kierunku "jak zakazac" takich przerazajacych praktyk. Ludzka natura > jest skazona grzechem, i tego nie przeskoczymy. Sek raczej w tym, > jak pojedynczy czlowiek, ja, my, Kazdy, usytuuje smierc w > perspektywie swojego zycia. O tym warto mowic, chyba. Podziwiam Twoją wyrozumiałość dla skażonej ludzkiej natury) doprawdy.Wolałabym jednak aby lekarze pochylający się nad moimi bliskimi i nade mną ,akurat skażeniem eutanazyjnym nie byli dotknięci)) A o perspektywę się nie martw. Każdy z nas będzie musiał się z nią osobiście zmierzyć. > (a juz argumentacja za pomoca naciagania faktow, to kompletnie > chybiony pomysl ;-(((). Ismo,rozumiem,że kobitka pomyliła się, co do niektórych faktów ( płeć, wymiar kary).Nie zmienia to jednak faktu,że proceder kwitnie, ale jeśli tylko na tej podstawie uważasz,że problemu nie ma, to OT. Odpowiedz Link
isma E la nave va, czyli w poszukiwaniu problemu 12.08.07, 01:19 No nienienie. Wlasnie sek w tym, ze o ile czlowiek moze powiedziec sam o sobie "ja umieram" , to nikt nie moze sam o sobie powiedziec "ja umarlem". Zeby ten fakt stwierdzic, potrzebny jest drugi czlowiek (nie)stety. Tak jak jest potrzebny drugi czlowiek, zeby cialo umarlego pogrzebac. I o ile mozemy sobie rozne rzeczy mowic o tym, co nas od zwierzat odroznia, i dyskutowac, czy te sa zdolne do uczuc takich jak milosc czy bezinteresowne przywiazanie, to jedno jest pewne - przysluge pogrzebania ciala moze wyswiadczyc tylko czlowiek czlowiekowi. Taki rodzaj miedzyludzkiej umowy )). Czymze innym, jak nie "umowna zgoda" jest tez to, ze kiedys za pewny symptom naturalnej smierci uwazano dopiero wystapienie procesow gnilnych (a i to, jak wiadomo, nie do konca - "Panie, juz cuchnie", powiada Marta Jezusowi )), a teraz dysponujemy znacznie czulszymi miernikami - choc i te, patrzac w perspektwie doswiadczen rodu ludzkiego, rowniez pewnosci nie daja...? Jesli Kowalski moze potencjalnie byc dawca organow do przeszczepu, to "umrze" wczesniej, niz bedacy w tym samym stanie Nowak, ktorego sie jeszcze troche pod maszyneria potrzyma, zeby rodzine utwierdzic w przekonaniu, ze zrobiono wszystko, co bylo w ludzkiej mocy, zeby go wybawic od nieuchronnego... Z tym, ze mnie to niespecjalnie martwi )). I tu chyba lezy roznica miedzy nami w podejsciu do alarmistycznych prasowych doniesien. Szczerze mowiac, osobiscie nie mam jakichs szczegolnych preferencji co do tego, w wyniku czego trafie na katafalk )). Raczej mnie zajmuje, co moge zrobic, zanim mnie tam zainstaluja. No i teraz o tej "debacie" o eutanazji. Otoz mnie szczerze martwi, ze przedstawiana jest falszywa alternatywa pt. eutanazja vs. heroiczne trzymanie sie naznaczonego niepotrzebnym cierpieniem zycia. Oczywiste jest, ze w czasach, kiedy czlowiek sklania sie raczej ku rozwiazaniom radykalnym a komfortowym, mozna wieszczyc w takiej alternatywie nadejscie (ze zgnilego Zachodu, oczywiscie) "mentalnosci eutanazyjnej". Tymczasem, moim skromnym zdaniem, rzeczywistosc jest nieco bardziej skomplikowana, i wlasnie przedstawianie jej jako prostej dychotomii uwazam za falszywe (a to, ze pani sie strzelila raz czy drugi, to rzecz zaledwie drugorzedna - o tym zreszta skrobne osobno). Tylko o kilku aspektach. Czym innym, jak nie ukryta pod maska "ratowania za wszelka cene" quasi-eutanazja sa stosowane powszechnie w polskiej onkologii kolejne serie chemii w sytuacji, kiedy pacjent ma wielonarzadowe przerzuty, i wiadomo, ze powienien byc objety juz tylko opieka paliatywna? Ano, organizm wymeczony chemia, szybciej sie podda temu, co nieuchronne... Czym innym sa polskie "zaklady opiekunczo-lecznicze" i domy pomocy spolecznej, w ktorych pacjenci padaja jak muchy z powodu gronkowca, zaczynajacego inwazje na organizm od zainfekowanych odlezyn (srednio raz do roku, z przykrego obowiazku, wizytuje wszystkie takie placowki w stoleczno- krolewskim miescie Krakowie - jest kasa na to, zeby tam robic obwody zamkniete do glosowania w wyborach, bo z tego powodu tam bywam ;- (((, ale na materace przeciwodlezynowe to juz nie)? Dyskusja o prawnej dopuszczalnosci eutanazji tak naprawde niczego nie zmienia - to sie dzieje i tak. I, mysle, bedzie sie tym powszechniej dzialo, im mniej bedzie sie mowilo - nie, nie o moralnej ohydzie "smierci na zyczenie", tylko o tym, ze umieranie trzeba oswoic. Cudze, zanim i wlasne. Trzeba zaakceptowac jego istnienie - a to oznacza m.in. edukacje lekarzy, srodki na opieke paliatywna, itd. itp. Mozemy sobie wybrzydzac na Holandie - ale jednoczesnie nie mozna udawac, ze sie nie wie, ze takze tam rodzila sie nowoczesna medycyna paliatywna, ze srodki na opieke hospicyjna sa tam o niebo wyzsze, niz u nas, gdzie, oczywiscie, eutanazji pryncypialnie mowimy "nie". Zeby nie bylo, ze ja znowu na wysokim "c", to bedzie na koniec humorystycznie: Byly kiedys robione w szpitalach takie badania, ile czasu zajmuje personelowi medycznemu dotarcie na wezwanie pacjenta do jego lozka. I otoz prawidlowoscia okazalo sie, ze im lepsze bylo rokowanie, tym szybciej (rowniez nieswiadomie) pielegniarka podazala do chorego ;- ))). Do paliatywnych oczywiscie nikt sie specjalnie nie spieszyl. Opowiadalam kiedys o tych badaniach na jakiejs hospicyjnej nasiadowce, zmierzajac do konkluzji, ze przynajmniej u nas tego problemu nie ma, bo wszyscy podopieczni sa mniej wiecej jednakowo umierajacy )) - kiedy lypnela na mnie spode lba jedna z naszych hospicyjnych staruszek (to jest gatunek, powiadam Wam, zupelnie niesamowity - wdowy, ktorych bliscy zmarli u nas, zywotne nieprawdopodobnie - kazda kweste wystoja): "Pani Agnieszko - alez pani nie ma racji! Bo umierajacy to my przeciez wszyscy jednakowo jestesmy, od urodzenia ))." No wiec ta wlasnie zyciowa madrosc wydaje mi sie znacznie bardziej godna uwagi, niz rzekoma paniczna masowa emigracja holenderskich emerytow do polskich domow starcow (u Helclow przepelnienie )) w obawie przed strzykawka z chlorkiem potasu )). Odpowiedz Link
kulinka3 Re: E la nave va, czyli w poszukiwaniu problemu 12.08.07, 17:05 Czy ja już Ci kiedyś nie napisałam,że Ty chyba dobra kobieto sumienia nie masz pisząc te elaboraty, które muszę sczytać,odpisać nie mówiąc o byciu żoną i matką wielodzietną)) No więc ów problem, który mnie trawi na razie co prawda tylko intelektualnie, to ów właśnie,że człowiek w imię "godziwych i słusznych" racji wprowadza pewne rozwiązania ( nie dyskutuję już,że ani one słuszne ani godziwe), które później dziczeją w praktyce i ewoluują w kierunku barbarzyństwa właśnie. Piszesz, że nie masz preferencji,że zajmuje Cię raczej to przed śmiercią.Masz do tego prawo, ja jednak mam dalekosiężne obawy czy aby u nas za 2 lub 3 dekady nie nastąpiła podobna degrengolada.Nie wiem, jak się potoczą nasze losy, ale niemówiący, wymagający nieustannej opieki upośledzony pacjent+ choroba+ "lekarz pochylający się z litością", w holenderskich warunkach to są raczej małe szanse na naturalną śmierć.To, co jest problemem to właśnie ów brak zgody samego zainteresowanego i dokonywanie eutanazji na prośbę zmęczonej rodziny lub w wyniku aktów ( o zgrozo!)samych lekarzy, za które nie ponoszą żadnych konsekwencji. Umieranie trzeba oswajać, ale ohyda śmierci na życzenie, a w konsekwencji również bez życzenia, to również problem, o którym mówić trzeba.To,że śmierć oswoimy,nie spowoduje, że eutanazja czy zabójstwo stanie się rzeczywistością neutralną moralnie lub pożądaną ( wszak szybciej do nieba)) Podane przez Ciebie przykłady zastanawiają mnie. Nie jestem lekarzem, wiec trudno mi polemizować.Znam jednak przykłady z życia moich bliskich, kiedy ze względu na wielonarządowe przerzuty i ogólny zły stan pacjenta chemioterapii zaprzestano. Wiem jednak,że w wielu przypadkach chemię się stosuje, by ratować, a nie zabijać Ismo. "Gdy u chorego rozpoznaje się nowotwór rozsiany, czyli z przerzutami do innych narządów, pojawia się często pytanie: czy w ogóle warto go leczyć? To nie tylko okrutne, ale i bezzasadne, bo czy można stwierdzić, że kogoś nie warto leczyć, jeśli nawet nie rozpoczęto terapii? I kto może podjąć decyzję o zaniechaniu leczenia oraz w jakiej sytuacji? Lekarz? Czy sam chory, który nie mając medycznej wiedzy - nie znając stopnia zaawansowania swej choroby, ani możliwości współczesnej medycyny - nie jest w stanie ocenić swojej szansy na wyleczenie lub przedłużenie życia? Lekarz zresztą także nie potrafi przewidzieć do końca ani przebiegu terapii i jej skutków, ani reakcji organizmu na przeprowadzane zabiegi czy leki, a tym samym - czasu przeżycia chorego. Nierzadkie są jednak przypadki, gdy lekarz po zdiagnozowaniu zaawansowanej choroby nowotworowej odradza choremu i jego rodzinie dalsze radykalne leczenie. - Zdarza się, że lekarz rozpoznaje u chorego raka jelita grubego i odbytnicy lub raka żołądka z przerzutami do wątroby, i informuje jego krewnych, że operacja nie ma sensu - mówi prof. Popiela. - Oczywiście, w przypadku raka z przerzutami sytuacja jest istotnie dramatyczna, ale można przedłużyć życie chorego wycinając pierwotny guz. Jeśli trzeba - wraz z narządem, a przerzuty zniszczyć chemioterapią. To nie znaczy, że następnych przerzutów na pewno nie będzie, ale wprowadzając właściwy model leczenia możemy wydłużyć życie chorego, czasem nawet o wiele lat. Miałem pacjentów, którzy po leczeniu zaawansowanej choroby nowotworowej z przerzutami żyją 6, 7, a nawet 10 lat. Ten czas wiele znaczy dla chorego, jego żony, dzieci. W medycynie walczy się przecież nawet o kilkumiesięczne średnie przeżycia." Tyle Wasz krakowski chirurg prof.T. Popiela. A w sprawie materacy masz dowody,że to specjalna akcja eliminacji pensjonariuszy, czy rzeczywisty brak środków? ( A propos ośrodek na Zielnej to jeszcze jest?) Odpowiedz Link
isma Tributum Petri 12.08.07, 20:18 O, o, o, wlasnie. "W medycynie walczy sie o kilkumiesieczne przezycia". Dokladnie to mialam na mysli. Nie "o czlowieka", powiada pan profesor, tylko "o przezycia". O czlowieka zewnetrznego, jak by powiedzial sw. Pawel, a nie o czlowieka wewnetrznego. A to, kurna, wcale nie sa wyscigi ;-(((. (O co walczy, przy okazji, pan profesor Popiela, skadinad znakomity chirurg, to zreszta akurat dosc dobrze wiadomo: miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3081613.html miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3204042.html). No, wiec pan profesor, w swej profesorskiej omnipotencji, sie zastanawia, jak wydrzec smierci ten miesiac czy dwa, a moja skala obejmuje problemy drobne: czy wola sie do umierajacego pielegniarke ze ssakiem, zeby go odsluzowala przez poranione gardlo (pol godziny zycia do przodu! a jak jeszcze ze trzy razy sie odsluzuje, to moze i calutkie dwie godziny uda sie zyskac...), czy tez, dzialania zaniechawszy, ofiarowuje sie mu spokojna smierc... Mnie interesuej, w co my umierajacego wyposazamy (albo czego go chcemy pozbawic) - co jest na tej monecie, tributum Petri, ktora zabiera w ostatnia droge? Co do zabijania pacjentow, raz zem juz napisala, a Maadzik dobitnie powtorzyla - to jest zajecie dla prokuratora i nie ma nic wspolnego z "problemem eutanazji". Podtrzymuje natomiast, ze "problem eutanazji" w tym artykule - i generalnie w debacie publicznej - moim zdaniem nie jest przedstawiany w kontekscie, ktorego rzetelnosc wymaga. Nie, oczywiscie, ze brak materacy nie jest zamierzona akcja eliminacji. Jest natomiast efektem przeswiadczenia, ze pacjentowi "skazanemu" "przez medycyne" (he, he) nic sie nie nalezy. A moim zdaniem, tylko na tej drodze, na drodze domagania sie poszanowania godnosci umierajacych, mozemy (mamy prawo!) skutecznie mowic takze o tym, dlaczego eutanazja jest niedopuszczalna. Inaczej skazujemy sie na gebe doktrynerow, ktorzy maja pelne usta frazesow o "swietosci zycia". To jest sytuacja pod pewnymi wzgledami analogiczna do kwestii szerokiego frontu walki o zycie nienarodzonych, dla ktorego do nie tak dawna przykrym kontekstem bylo lekce sobie podchodzenie do dramatu poronien samoistnych czy martwych urodzen (fakt, ze niektorzy ortodoksyjni starsi bracia a wierze do dzis uwazaja, ze noworodek przed 30 dniem od opuszczenia organizmu matki w ogole nie zyl, wiec i umrzec nie mogl ;-O), czy do pogrzebu dzieci zmarlych "naturalnie". Pod tym wzgledem dziczenie w naszej kulturze zaczelo sie - i ma sie znakomicie - znacznie, znacznie wczesniej, nim w ogole pomyslano o dopuszczeniu "smierci na zyczenie", slowo Ci daje ;-(((. (za elaboraty przepraszam - i tak masz szczescie, kiedys sie tym zajmowalam bardziej )), ale przyzwyczajenie zostalo). Odpowiedz Link
kulinka3 Re: Tributum Petri 13.08.07, 00:30 Na Boga Ismo przecież te przeżycia są człowiecze,często na prośbę chorego o te kilka tygodni czy miesięcy.Nie ma obowiązku się leczyć, nikt też na siłę nikogo do chemioterapii nie zmusi, więc o czym mówimy... Problemy "drobne", o których piszesz to już jest kwestia opieki paliatywnej czy rezygnacji z terapii uporczywej na dni czy tygodnie się przekładające, a nie na miesiące. A problemy zasygnalizowane w artykule z euntnazją mają tyle wspólnego,że często owa eutanazja jest pierwszym krokiem do dalszych działań już bez zgody zainteresowanych.Ogólne przyzwolenie i tolerancja dla tych procederów powodują nieuchronne przesuwanie granic. Wspomniany holenderski profesor dokonywał eutanazji zanim była ona legalna, zupełnie bezkarnie i tylko raz stanął przed sądem. Uznano go za winnego jednak nie skazano, bo są uznał że nie było innego wyjścia. Pewnie,że jest to sprawa dla prokuratora, ale wiesz np w naszej aferze łódzkiej mówiło się o ponad 100 wątpliwych zgonach, łowców skazano łącznie chyba za 20, bo tyle udało się udowodnić.Z człowiekiem bowiem odchodzą dowody. I masz rację, kiedy mówisz,że trzeba domagać się poszanowania godności człowieka śmiertelnie chorego, na którego nie tylko w naszym systemie zdrowotnym patrzy się, jak zużyty przedmiot, któremu nic się już nie należy. Działania elementarne rzecz podstawowa,ale nie przymykajmy oczu również i na problemy z wysokiego c))) Odpowiedz Link
isma W gore i w dol 14.08.07, 00:31 Nooo, to widze, ze siostra jest wyznawczynia teorii siostry doktor habilitowanej Chyrowicz o rowni pochylej )). Ze mianowicie czlowiek, jak juz wlezie na sciezke, na ktorej poczatku znajduja sie zachowania trudne do moralnej oceny, to przyzwolenie na nie spowoduje, ze nieuchronnie zeslizgnie sie on w odmety dzialan jednoznacznie nagannych. A otoz ja pogladu siostry Chyrowicz nie podzielam, i tu jest chyba pies, nomen omen, pogrzebany. W moim pojeciu (sorry za jakosc tlumaczenia, wiem, kulawe jest) "my, chrzescijanie, wiemy, ze konkretne wydarzenia dotyczace naszego zycia osobistego oraz zycia swiata to nie sa przypadki, wynikajace ze slepego i nieublaganego losu, ale stanowia one osnowe tajmniczego projektu, nie do konca przed nami odslonietego, przez ktory Bog w kazdej chwili dociera do nas i wzywa nas z troska do swej zbawczej komunii. To nas popycha do moralnej i radosnej akceptacji wszystkich wydarzen oraz do poswiecenia pelnego milosci." Dobra, zlaze z ambony. No, widzisz - czyli ze prosba chorego o probe wyrwania smierci tych tygodni czy miesiecy ma byc najwyzszym prawem, ale juz prosba chorego o "skrocenie cierpien" (pisze roboczo - zaraz bedzie distinquo) niekoniecznie? I prosze mi tu nie wzywac Imienia Bozego nadaremno, bo to nic nie pomoze. Nie przekonuje mnie, ze istotna tu mialaby byc roznica miedzy "dniami" a "tygodniami" czy "miesiacami". Chory paliatywny to chory paliatywny, istotny jest fakt, ze rokowanie jest jednoznacznie niepomyslne, a czy on przygotuje sie na swoja smierc w ciagu miesiaca czy jednej nocy, to najmniej zalezy od wysilkow lekarza. Fenigsena bardzo cenie, m.in. za blyskotliwe sformulowanie paradoksu, iz w wyniku eutanazji przestaje istniec ten, ktorego dobro ma ona rzekomo chronic, a wiec wydaje sie ona byc dzialaniem alogicznym )). Na temat jego zawodowych obserwacji w Holandii sie nie wypowiadam - zwlaszcza, ze biegli w temacie znaja ksiazke prof. Zylicza, takoz w Holandii praktykujacego, ktory, ekhm, pokazuje problem w tym ujeciu, ktore mi nieco bardziej odpowiada, tj. nie ograniczajac sie do poszukiwania filozoficzno-emocjonalnych argumentow przeciwko eutanazji, ale analizujac przyczyny oczekiwania przez pacjentow eutanazji i mozliwosci otoczenia takich osob opieka. Wiec Zylicz, kierujac hospicjum Rozenheuvel, zetknal sie z pacjentami, zadajacymi eutanazji, z ktorych cztery piate doswiadczalo roznego rodzaju stanow lekowych (powodowanych obawa przed bolem, opuszczeniem, utrata odnosci). Ta grupa w calosci odstepowala od swoich oczekiwan po zapewnieniu opieki hospicyjnej. Okolo 10 procent chetnych do przyspieszonego opuszczenia tutejszego lez padolu z kolei jest w stanie depresji - i tu tez opieka hospicyjna plus zastosowanie antydepresantow skutkuje calkowitym odstapieniem od wczesniejszych oczekiwan. Kilkuprocentowa grupa chorych doswiadcza rzeczywistego skrajnego bolu fizycznego - tu, jesli nie skutkuja mniej agresywane metody leczenia objawowego, istotnie bwa konieczne zastosowanie radykalnej analgezji. W okreslonych okolicnzosciach moralnie dpuszczalnej )). Zeby nie bylo za wesolo, to istotnie sa dwie grupy chorych, ktorych trudno jest odwiesc od ich eutanazyjnego zamiaru - razem jakies 5-6 procent. Po pierwsze, osoby doswiadczajace tzw. zespolu wypalenia - na ogol chorujacy przewlekle, wyczerpane emocjonalnie, o trwale obnizonym poczuciu wlasnej wartosci. Niestety, tu antydepresanty sa bezuzyteczne, co gorsza, wypalenie obejmuje czesto rowniez opiekunow chorego lub personel. W takich przypadkach sa podejmowane czasem decyzje o sedacji - byc moze zbyt daleko idacej, byc moze majacej uwolnic od ciezaru nie tyle chorego, ile jego bliskich - uczciwie trzeba sie nad tym zastanowic. No i w koncu wystpuje tez w przyrodzie moj ulubiony typ pacjenta, czyli Isma lat 20: niezalezna, pragmatyczna, skupiona tylko na sobie, dlawiona przemozna potrzeba kontroli nad wszystkimi dotyczacymi jej procesami )). Ten typ dosyc opornie godzi sie z przykra okolicznoscia, iz w kwestii wlasnej smierci ma, wedug dotychczas przyjmowanych przez sie kryteriow, niewiele do powiedzenia )). No to chociaz zeutanazjowac sie chce wlasna decyzja )). Ale, chwala Bogu, takie zlosliwe france po pierwsze sa nieliczne, a poza tym, mozna do nich calkiem skutecznie dotrzec, jak sie im uswiadomi, ze sa odpowiedzialni za tych, ktorych pozostawiaja. Jak sie takiego skutecznie nakieruje na wydawanie dyspozycji rodzinie, to na ogol udaje sie mu zejsc smiercia naturalna )). Albo i nie zejsc )). Czyli, reasumujac: eutanazja na zyczenie pacjenta to jst cos, czmu mozna sie skutecznie przeciwstawiac nawet w sytuacji, kiedy dopusci ja prawo. I bieglosci w tych dzialaniach sie, moim zdaniem, trzeba uczyc, a nie wymachowac antyeutanazyjnym sztandarem, bo, predzej czy pozniej trzeba go chyba bedzie zwinac - i oby ten czas nas nie zastal nieprzygotowanych. I jeszcze slowko, skoro sie tak upierasz, o tym watku kryminalnym. No tez jest kilka sposobow, zeby sie przed ewentualnymi naduzyciami dosyc skutecznie zabezpieczac. W USA (nie wiem, czy we wszystkich stanach) funkcjonuje cos takiego, jak "living will" - sformalizowana dyspozycja, dotyczaca przyszlego postepowania z wyrazajacym te wole, jako pacjentem. Jesli czyjas "living will" jednoznacznie sprzeciwia sie eutanazji, to biada lekarzowi, ktory by kiedykolwiek zechcial pojsc w odniesienu do tej osoby na eutanazyjne skroty. Ale zeby taka praktyka mogla sie upowszechnic, to trzeba najpierw przyznac, zesmy sa smiertelni - a do tego to specjalnie wyrywni nie jestesmy ;-(((. No wiec, ja sobie stawiam pytanie, czysmy aby czegos istotnego nie zaniedbali? Odpowiedz Link
kulinka3 Re: W gore i w dol 15.08.07, 09:17 Ja tam wyznawczyni Jezusa Chrystusa nade wszystko i tylko obserwator naturalista)).Wielu się ześlizgnie, niestety(( Mój ulubiony ksiądz mawiał kiedyś, a propos Twojej cytaty,że z tej felix culpy to często pod koniec życia tylko culpa zostaje, bo na nawrócenie czasu nie starczyło((. Więc omnia in bonum, ale pod warunkiem,że nas te eutanazje do Boga doprowadzą. Różnica pomiędzy prośbą o życie, a prośbą o śmierć jest taka,że ta pierwsza jest zgodna z naturą człowieka, z jego instynktami, ta druga jest tak wbrew temu wszystkiemu,iż nie od parady mówimy,że człowiek zgłaszający taką wolę musi być człowiekiem chorym.A człowieka chorego trzeba leczyć, trzeba mu pomóc,a nie sięgać po strzykawkę sprowadzającą na tamten świat.I masz rację pisząc,że dobrze prowadzona opieka paliatywna jest skutecznym sposobem na rozwiązanie problemu eutanazji.(!!!) Tylko dlaczegóż w owej bogatej Holandii, w której opieka paliatywna nie jest na poziomie zabiegań o materace odleżynowe,eutanazja istnieje. Czy ludzie cierpią tam bardziej niż w Polsce? Mówisz chory paliatywny to chory paliatywny, czas nie ma znaczenia, on i tak wkrótce umrze. Pewnie, ale w wielu przypadkach te darowane dni, tygodnie czy miesiące są dla niego i najbliższych czasem bezcennym.Zresztą o czym ja piszę. Ile znaczą miesiące? Powiedz tym matkom, które urodziły wcześniaki, ile znaczą sekundy powiedz tym,którzy za późno wcisnęli hamulec.Nie lekceważyłabym czasu,i nie odbierałabym ludziom prawa do życia liczonego choćby w dniach.( mam tylko nadzieję,że rozumiemy się dobrze i że nie gadamy o uporczywej terapii człowieka konającego). Wiesz living will to rzecz konieczna w Stanach, bo tam sprawni prawnicy i wysokie odszkodowania)). Ale czy nie burzy Twego sumienia fakt,że idąc do szpitala lepiej coś takiego mieć, bo wobec lekarza powołanego do ratowania życia musimy prosić o prawo do życia? Odpowiedz Link
isma Cywilizacja cyjanku 16.08.07, 10:35 O uporczywej terapii NA RAZIE nie rozmwiamy, ale nie wypowiadaj w zla godzine, bo ja mam od kilkunastu dni faze maniakalna, i spore zapasy sil )). Nie, nie burzy spokoju mojego sumienia istnienie rozwiazan typu "living will". Podobnie jak dosyc latwo godze sie z okolicznoscia, ze dawniej sierote zabierala do siebie dalsza rodzina bez zbednych ceregieli, a teraz jest do tego potrzebne orzeczenie sadu rodzinnego. Albo ze ongi gopodarstwo rolne po ojcu przejmowal w sposob naturalny najstarszy syn, reszta progenitury zas musiala szukac szczescia gdzie indziej, a teraz mozna testament na okolicznosc spisac. Wydaje mi sie nawet to dosyc korzystne )). Nie zgadzam sie z teza, ze prosba o smierc (chwilowo musze, dla klarownosci wywowdu, z rozwazan wykluczyc kwestie, czy wolno obarczac konsekwencjami tej decyzji drugiego czlowieka), dobrowolny jej wybor, jest z definicji "wbrew naturze". Abstrahujac juz od tego, ze malo kto, wskutek roznych okolicznosci, nigdy takiej pokusy nie doswiadczal, to pamietaj, ze w naturze czlowieka lezy wlasnie to, ze wlasnym zyciem moze w sposob ostateczny zadysponowac (w odroznieniu, generalnie, od zwierzecia). To jest immanentnie wpisane w nasza wolnosc. Co wiecej, sa syytuacje, kiedy te dyspozycje "na smierc" uwazamy za powod do chwaly (rowniez oltarzy )), nie zas symptom choroby ducha. Cichociemni dostawali ampulke z cyjankiem, zeby w razie tortur nie wydac tajemnic operacji - czy dobrowolnie brali na swoje sumienie grzech smiertelny? A Manfred Deselaers napisal kiedys taki tekst o "samobojstwie" ojca Kolbe. No, przeciez to chore jest, zeby z wlasnego zycia rezygnowac )). I pewna jestem, ze pochwalasz decyzje Gianny Beretty Molli, prawda? Wiec rzecz nie w samym wyborze smierci, tylko w tym, co powoduje osoba, ktora te decyzje podejmuje! Z tym czasem. Wiesz co - jak bym nie widziala, to bym nie uwierzyla. Czas w umieraniu jest dziwaczny, jak, nie przymierzajac, zegaronalesniki u Dalego. Czasem czasu jest duzo, a chory niespodziewanie zapada w agonalna spiaczke - ktora wydaje sie byc marnowaniem czasu, a tymczasem daje niespodziewana szanse rodzinie, zeby uporac sie z wlasnym lekiem, w czasie "urlopu" od wytezonego kontaktu z chorym, ktory do tej pory ja calkowicie absorbowal. I chory potem sie budzi tylko po to, zeby te wspolna zgode na smierc przypieczetowac. A czasem dobre umieranie rodzi sie w kikuminutowym przeblysku. Jak wiecie, ja przez lata bylam teoretykiem ruchu hospicyjnego, oraz nader skuteczna kwestarka, na oddzial natomiast wchodzilam tylko wtedy, kiedy trzeba byalo obcojezycznego goscia, jak po muzeum, oprowadzic )). Byla to ewidentna spuscizna tej opisywanej powyzej Ismy lat 20, ktora w swoim czasie pogryzlaby kazdego, kto by smial sie nad nia ze "wspolczuciem" pochylac - a zatem podswiadomie zakladalam, ze wszyscy tak maja )). No i razu pewnego, dwa lata temu, rezydowalam sobie goscinnie w klinice hematologii, pobierajac wlew zyciodajnego preparatu, ktory pozwala osobie tknietej moja skaza krwotoczna w miare bezpiecznie wyrwac zab czy poddac sie innemu rownie banalnemu zabiegowi chhirurgicznemu - pobyt traktujac towarzysko, bo nasi hematolodzy robia zasadniczo w bialaczkach, a ja tam tylko przychodze z zakupionym przez sie preparatem (powszechne ubezpieczenie zdrowotne, psiakosc ;-(((), daje sie podpiac do ruchomego stelaza z kroplowka i te pare-parenascie godzin sie wlocze po korytarzach, albo na plotach w dyzurkach. Staram sie nie lezec w sali, bo mam wrazenie, ze moja obecnosc w powodu tak idiotycznego, jak zatrzymany zab, wsrod umeczonych chemia, jest jakos... nie na miejscu. Wiec hamuje ja z tym stelazem na zakrecie, bo widze, ze goni za mna znajoma lekarka: "Sluchaj, bo ty mowisz po rosyjsku. Jest tu taka Ukrainka, przypadkiem trafila - zle z nia, wiesz, trzeba by cos, tego, rodzine zawiadomic - a ona w ogole nie rozumie, ze to jest kwestia dni ;-(((). No, mysle sobie, za stary wyjadacz jestem, zeby uwierzyc, ze problem jest tylko jezykowy ;-(((. I wcale nie mam ochoty isc wyreczac profesjonalistow - chociaz wiem, ze ten stelaz mnie moze troche uwiarygodnic, nie bede sie przynajmniej czula jak zawodowa placzka. Ale wlazlam do tej sali. Gadamy sobie o tym i o owym, szczesliwie mozemy swobodnie uzywac rosyjskiego, bo dziewczyna urodzila sie w Odessie, atmosfera imienin u cioci, ona (sprzatajaca w PL na czarno w kilku domach) rzeczywiscie trzyma fason i wydaje sie byc stuprocentowo przekonana, wbrew obserwowalnym okolicznosciom przyrody, ze zmierza prosta droga ku wyleczeniu, bo przeciez w ogole nie jest chora, tylko oslabiona. Cos tam, ze wlasciwie dobrze sie stalo, ze trafila do tego szpitala, bo faktycznie chyba musi odpoczac, zarobiona byla na tyle, ze nawet na swiateczne nabozenstwo czasem nie trafiala, a co dopiero zeby np. do spowiedzi... na co ja, idiotka ciezka, neofitka nadgorliwa, w mniemaniu swoim nader chytrze, powiadam - a, to wiesz co, mnie tu moze odwiedzic znajomy zakonnik (kolegium jezuickie jest po drugiej stronie ulicy), moglby przy okazji wpasc i do Ciebie, tylko ze to, naturalnie, czysty lacinnik jest. Po czym ugryzlam sie w jezyk ;-(((. A ona pomilczala chwile, po czym powiedziala: "no, to po niego zadzwon". Po jej smierci szukalismy rodziny przez sluzby konsularne. A mimo to pewna jestem, ze byla gotowa. Odpowiedz Link
kulinka3 Re: Barrbarus ante portas 16.08.07, 23:52 A ja jednak uparcie stoję na stanowisku,że w naturze człowieka leży dążenie do zachowania i przedłużania życia i prośba o śmierć jest wbrew temu naturalnemu dążeniu, jest oznaką choroby lub wołaniem o pomoc. Podane przez Ciebie przykłady są znakiem tego,że człowiek może swoje życie oddać w imię obrony innych wartości ( drugi człowiek, wiara).Owo oddanie życia jest CENĄ, jaką się płaci, by te wartości chronić , a nie działaniem samym w sobie, by z życia zrezygnować. Jeśli zaś prawo do życia musi być teraz na papierze to rzeczywiście barbarzyństwo stoi u drzwi. Odpowiedz Link
isma Dignitas i biolatria 16.08.07, 23:59 Otoz to. A zatem mozemy zalozyc, ze sa jakies wartosci wieksze niz zycie? Ze ono, skoro moze byc cena, srodkiem do jakiegos celu, niekoniecznie jest celem samo w sobie? Ze nie wyznajemy bezwarunkowej biolatrii? To teraz sprobujmy je wymienic. Ja lubie brac pod uwage, na poczatek, godnosc. I wolnosc. Odpowiedz Link
kulinka3 Re: Dignitas i biolatria 17.08.07, 16:32 Czy są wartości większe niż życie? Mówisz godność, wolność.No, ale czyja ta godność czy wolność? Czy cichociemni,Molla,Kolbe nie oddali swego życia de facto za życie innych ludzi? Życie za życie, jakby. Odpowiedz Link
isma Re: Dignitas i biolatria 17.08.07, 17:45 Gdybyz to bylo takie proste )). Kolbe nie mial prawa miec zadnej nadziei, ze w rezultacie tego wystapienia z szeregu OBAJ razem z Gajowniczkiem do tego bunkra nie pojda. Ale nawet gdyby bylo to jedno zycie oddawane za drugie (a zatem, zycia o nierownej wartosci), to dlaczego zycie Kolbego mialoby byc mniej warte niz Gajowniczka? Bo nie mial rodziny? Bo sie nie bal smierci? Molla patrz wyzej. Rownie dobrze mogla umrzec i ona i dziecko. Jakie miala prawo podjac to ryzyko? A z cichociemnymi, to juz baaaardzo naciagane. Ten konkretny czlowiek do uratowania w wyniku ich decyzji o samobojstwie, to baaaardzo hipotetyczny bylby )). Odpowiedz Link
kulinka3 Re: Dignitas i biolatria 18.08.07, 09:55 A dlaczego życie o nierównej wartości ( jeśli w ogóle możemy mówić w ten sposób?) Molla mogła podjąć ową decyzję, bo chciała chronić życie swego dziecka, nawet kosztem swojego zdrowia. A cichociemni wg Ciebie dlaczego podejmowali ową dramatyczną decyzję? Odpowiedz Link
mamalgosia Re: O eutanazji w dzisiejszej Rzepie 11.08.07, 16:46 a ja się tylko modlę, bym nigdy nie stanęła w obliczu konieczności praktycznego odróżnienia uporczywej terapii od eutanazji Odpowiedz Link
isma I jeszcze o wiarygodnosci 12.08.07, 02:08 Juz ide spac, ide. Ale tak. Ja generalnie nie mam zaufania do "przekrojowych" tekstow. Oczywiste jest, ze ich autor sam nie weryfikuje faktow, tylko siada w czytelni, przeglada prase roznojezyczna, i kompiluje. Co moze owocowac nieswiadomym powtarzaniem informacji falszywych, niesprawdzonych albo wyjetych z kontekstu. W tym sensie, Kulinko, analogia z prasowym odkryciem kryminalnej tajemnicy w lodzkim pogotowiu jest nietrafiona - Patora i Stelmasiak byli, widzieli, rozmawiali, sprawdzili. Ustalenia policji, prokuratury, sadu - potwierdzily to, co napisali. Pani z Rzepy, smiem przypuszczac, tylko czytala. Nawet miejscami wiem, co )). Np. historia o lozku obawiajacej sie eutanazji pacjentki potrzebnym na okreslony termin jest uderzajaco podobna do historii z wywiadu z niejakim dr. Johnem Wilke, opublikowanym w "Glosie dla zycia". Wilke, oczywiscie, tez nie byl bezposrednim swiadkiem tego wydarzenia, opowiadal mu o nim "przyjaciel". Fajnie, ze pani pisze o wyroku dla Tramois, tylko ze sobie dla nierownowagi "zapomniala", ze poki co w tejze Francji jednak za eutanazje mozna pojsc siedziec na 12 lat, jak, na szczescie, siedzi od 2003 r. niejaka Christine Malevre. Z ta depresja. Orzeczenia, o ktorym sie w artykule wspomina, nie znam. Przypuszczam jednak, ze mogloby chodzic nie o przyzwolenie na zabijanie chorych na depresje z powodu ich depresji (dopiero co w Szwajcarii pewien psychiatra wyladowal przed sadem za uduszenie trzech depresyjnych pacjentow) , ale o to, ze - przynajmniej wedle mojego stanu wiedzy - o eutanazje w Holandii nie mogla legalnie poprosic osoba, u ktorej stwierdzono chorobe psychiczna. W 2004 r. sad holenderski odmowil choremu na depresje prawa do skutecznego wyrazenia zadania dokonania eutanazji, wlasnie ze wzgledu na to, iz prawo ma zabezpieczac w pelni wolna decyzje osoby, zas decyzja podejmowana przez osobe o zaburzonej psychce, w opinii sadu, taka byc nie mogla. Poszukam, byc moze jest jakies odmienne precedensowe orzeczenie, choc szkoda, ze to autorka artykulu sie nie pokusila o jakies szczegoly ;-(((. A z tej beczki znam, owszem, w miare swieze orzeczenie sadu w Lozannie, ktory wyrazil opinie, ze depresja moze byc wystarczajacym powodem do samobojstwa (no bo tam wlasnie samobojstwo to "podejrzana smierc" i podlega kontroli sadowej). Tylko ze samobojstwo to jednak troche co innego niz eutanazja ;-/. No, wiec wiecie. Ja lubie konkrety. Takim konkretem jest np. protokol z Groningen, i o nim mozna rozmawiac. Ale rzeczowo, i z mozliwie najszerszym kontekstem (o, na przyklad - Rada Europy formalnym aktem potepila ustawodawstwo dopuszczajace eutanazje czynna...). Odpowiedz Link
kulinka3 Re: I jeszcze o wiarygodnosci 12.08.07, 18:30 Otóż afera łódzka światło dzienne ujrzała w prasie codziennej , więc roli tego medium bym nie lekceważyła, nie wyłącznej rzecz jasna, ale jednak...(Czy o losach Tramois, Malvere wiesz z prasy fachowej?) Oczywiście autorzy rozmawiali,sprawdzali czego autorka naszego tekstu pewnie nie uczyniła, ale to nie znaczy, że problem nie istnieje! Górny i Bodasiński w Holandii byli, nakręcili film o eutanazji i sedacjach terminalnych. Dostępny jest w necie wywiad z Pieterem Admiraalem, ojcem holenderskiej eutanazji, który publicznie potwierdził fakt uśmiercania pacjentów bez ich zgody, nieprzytomnych, z żalu nad cierpieniem rodziny. Jest książka dr Ryszard Fenigsena na temat kryptanazji. Czy ostrzeżenie dr F. Gunninga ze Światowej Federacji Lekarzy Szanujących Ludzkie Życie ,iż tylko połowa zgonów jest za zgodą pacjenta jest wzięta z kosmosu? Czy to nie są fakty, nad którymi warto się zastanowić? Odpowiedz Link
isma Re: I jeszcze o wiarygodnosci 12.08.07, 20:35 Fakty, to to beda, jak sady sie o nich wypowiedza )). Widzisz - raport Remmelinka np. wymienia jako najwieksza grupe zgonow "kryptoeutanazyjnych" (prawie polowe) zgony w wyniku przedawkowania srodkow przeciwbolowych. No to teraz wroc do moich wywodow o warunkowo dopuszczonej przez Piusa XII praktyce radykalnej analgezji: skad wiemy, ze te przypadki (i jaka ich czesc) nie spelnialy jej warunkow? Czy Remmelink badal motywacje lekarzy? Czy tylko medyczna bezposrednia przyczyne smierci? Popatrz na transplantologie: jesli nawet G. zabijal pacjentow (czego, zdaje sie, nie udalo sie potwierdzic), to efekt calej historii dla oczekujacych na przeszczepy jest zabojczy ;-(((. I dlatego mnie to wkurza - bo do jednego wora wrzuca sie zjawiska, w ocenie ktorych potrzebny jest nawyzszy stopien precyzji i odpowiedzialnosci w formulowaniu sadow. W efekcie odbywam co roku rytualna rozmowe z moim plebanem, ktoremu macham przed oczami pismem od kard. Macharskiego z prosba o zgode na przeprowadznie przed kosciolem kwesty na potrzeby hospicjum, a pleban (nie tam jakis niedouczony wiejski proboszcz, gdziezby, kapelan Jego Swiatobliwosci...), nieodmiennie rytualnie mi odpowiada: "ale wy przeciez tam robicie eutanazje" ;-O. Odpowiedz Link
kulinka3 Re: I jeszcze o wiarygodnosci 13.08.07, 00:52 Is, tylko te przedawkowania podobno zwiększyły się w zestawieniu ze spadkiem legalnych eutanazji, stąd podejrzenie,że coś jest na rzeczy. A w sprawie pana kardiochirurga to nie pojmuję? Piszesz,jeśli nawet zabijał to efekt dla oczekujących jest zabójczy.To co, mamy ukrywać, że zabijał( jeśli rzeczywiście zabijał) czy raczej starać się przekonywać ludzi,że jedna czarna owca nie może niweczyć pracy sztabu uczciwych? Odpowiedz Link
isma Re: I jeszcze o wiarygodnosci 13.08.07, 08:35 No! I o to wlasnie mi chodzi - ze jak moim zdaniem trzeba pisac o panu wiadomym kardiochirurgu, ALE trabiac jednoczesnie glosno i wyraznie o tym, ze transplantacje sa potrzebne i ratuja ludzkie zycie, tak pisanie o "problemie eutanazji" BEZ solidnego kontekstu problematyki opieki paliatywnej nie ma znamion rzetelnosci i nie sluzy rzeczowej dyskusji, a jest tylko niepotrzebnym podgrzewaniem atmosfery. O roznych zaleznosciach mozemy sobie gdybac. Ale to nie jest tak, ze w gre wchodza tylko dwa parametry i toczy sie gra o sumie zerowej. Trzeba brac pod uwage wiele czynnikow - np. sekularyzacje, ktora sprawia, ze coraz mniej ludzi w podeszlym wieku czy chorych mysli o swoim zyciu jako darze od Boga, a tym samym ma coraz mniej zahamowan w podjeciu decyzji o samobojstwie (czy "wspomaganym samobojstwie"). Rowniez, bo lekarze nie biora sie z ksiezyca, tylko z tychze zsekularyzowanych spoleczenstw, i wsrod lekarzy to przeswiadczenie jest coraz powszechniejsze. A, oczywiscie, osobiste poglady czy przyzwyczajenia lekarza graja duza role w podjeciu pewnych dzialan - lub w od nich odstapieniu. To tylko jeden parametr. Jak wroce z Tynca, bede Cie jeszcze gnebic )). Odwolujac sie do analogii z transplantacjami: sa osrodki w Polsce, z ktorych w ogole sie nie zglasza dawcow do Poltransplantu. Ani jednego. Czyzby tam wszystkie smierci byly "niepewne" i lekarze uprawnienie obawiali sie, ze usmierca zywego, zeby mu organy pobrac? Czyzby pracowali tam lekarze o mniejszych umiejetnosciach stricte zawodowych, nieumiejacy przygotowac dawcy do pobrania? Ano, nie. Po prostu gdzieniegdzie sie "tego nie robi", z roznych przyczyn: bo nie umie sie rozmawiac z rodzina, bo nie zna sie przepisow prawa, bo chce sie uniknac dodatkowej papierkowej roboty. A inne osrodki, owszem, typuja mnostwo dawcow. Bo chca, umieja, maja doswiadczenie. Ludzka rzecz. I tak samo, ludzka rzecza wydaje mi sie, ze lekarz, znajac intencje pacjenta, niekoniecznie uznaje koniecznosc przeprowadzenia calej sformalizowanej eutanazyjnej procedury, jesli mozliwe jest (i moralne uprawnione!) zastosowanie radykalnej analgezji. Nie jetem w stanie w kazdym takim przypadku zawyrokowac, ze to przestepca, i ze wzrost takich zachowan swiadczy o tym, iz sa to zachowania kryminalne. Za malo danych. A jak sie nie ma dowodow, to zanim czlowiek co powie, zwlaszcza publicznie, w wielotysiecznym nakladzie, siedem razy sie powinien zastanowic ;-(((. Odpowiedz Link
kulinka3 Re: I jeszcze o wiarygodnosci 13.08.07, 12:24 To, ja tak na szybko. Rzeczywiście jeśli sekularyzacja i jakość życia to o życiu z cierpieniem mowy być nie może, a więc eutanazja lub sedacja to właściwie dobre rozwiązanie i po cóż tu się czepiać;-((( Za mało danych mówisz,wyroków nie ma, a więc cicho sza. Ano nie ma inie będzie,bo w atmosferze prawnego i ludzkiego przyzwolenia , wyroki nie zapadają nie dlatego,że ludzie schodzą z tego świata z własnej woli, tylko dlatego,że wymiar sprawiedliwości, bliźni, rodzina często nie widzą problemu w tym,że tak się nie dzieje. Przyznają się do tego sami lekarze,mówią o tym raporty,Górny dotarł do takich rodzin, ale to mało, mało.Pewnie,że to nie 100% wszystkich przypadków,ale czy to nie powód, aby o tym pisać. Czy to,że nie wszyscy lekarze u nas brali łapówki znaczy,że o korupcji mamy się nie zająknąć? Odpowiedz Link
maadzik3 Re: O eutanazji w dzisiejszej Rzepie 12.08.07, 15:37 "Eutanazja" bez żądania pacjenta jako wyłącznej przyczyny rozpatrzenia procedury (zgoda nie wystarczy, nie mówiąc o jej braku) nie jest eutanazją a zabójstwem i nie ma co owijać w bawełnę. Z definicji eutanazji wynika że jest to uśmiercenie pacjenta "na jego żądanie i wyłącznie pod wpływem współczucia dla niego". Nie współczucia dla rodziny, nie oszczędzania środków gdy już nie można nic zrobić, nie zwolnienia łóżka, ani jakiegokolwiek innego powodu poza żądaniem pacjenta. I o tym można dyskutować nazywając to eutanazją (uwaga! w ogóle nie wypowiadam tu swego zdania w kwestii eutanazji, po prostu pożadkuję pojęcia). Działania nie na żądanie pacjenta a tym bardziej bez jego zgody NIE są w ogóle eutanazją a zabójstwem. To tyle w kwestii formalnej. M. Odpowiedz Link