mamalgosia
25.09.07, 13:55
Jaki jest sens życia człowieka? Konkretnego i w ogóle?
Naświetlę konkretną sytuację, w związku z którą pytanie to zadaję
tutaj, choć prosiłabym żeby odpowiedzi były ogólne.
Dziewczyna ma 17 lat. Inteligentna, uczy się dobrze, w szkole
lubiana (zarówno przez kolegów/koleżanki jak i przez nauczycieli).
Rodzina "wierząca niepraktykująca", ona sama bywa w kościele, ale
religia nie jest dla niej ważna, w Bogu nie czuje oparcia i nie
zależy jej by j czuć (tak więc te argumenty, które może dla nas
byłyby decydujące, dla niej nie mają żadnego znaczenia). W rodzinie
bywa różnie, ale nie ma bicia, picia, ani żadnej "tak zwanej
patologii".
Pytanie: "Jaki jest sens życia? Jaki jest sens mojego życia? Po co
mam żyć?"
Pedagog, psycholog - to inny tor.
Miłość - też inny.
Chciałam tutaj zapytać, co można zrobić rozmową. Jak powiedzieć, że
życie ma sens?
A czy ma?
Trochę przewrotne to pytanie, ale chyba łatwiej udowodnić bezsens
życia niż jego sens. "Dla rodziny" - eee, potrafiliby żyć beze mnie,
a zresztą życie dla mamy nie jest wystarczającym argumentem. "Dla
znajomych" - przez tydzień byłoby im smutno, a potem żyliby i
śmialiby się dalej. "Dla przyszłości" - a czy wiadomo, co przyszłość
przyniesie? Może coś pięknego i wartościowego, a może kalectwo,
chorobę itp? "Dla innych" - a po jaką cholerę mam się męczyć dla
innych?
Jaki sens tak w ogóle ma życie istot ludzkich?
Czy jesteśmy tylko strukturami białkowymi, przypadkowymi,
przemijającymi, niepotrzebnymi i niechcianymi?
Wierzymy w Boga i wierzymy Bogu. Ale czy na gruncie naturalnym,
przyprodzonym, nie ma odpowiedzi na pytanie o sens życia? Pytanie
tak bardzo podstawowe? Fundamentalne? Jak można żyć, nie wierząc, że
to ma jakikolwiek sens?? Oczywiście można żyć bezrefleksyjnie, można
żyć dla puszki piwa, można żyć niejako z rozpędu i z braku inego
pomysłu. Ale jeśli się już ta refleksja pojawia - jak z nią sobie
radzić?