mamalgosia
08.11.07, 13:24
Wyszła nowa książka Romy Ligockiej. Kupić jej sobie nie mogłam, ale
znalazłam osobę, która mi pożyczyła. I znowu jestem oczarowana tym
jej malowaniem słowem, tym zasobem uczuć.
Ale nie o tym chciałam napisać.
"Uważam, że podział ludzi na pesymistów i optymistów jest głupi i
sztywny. To są pojęcia absolutnie do niczego nie przystające, a więc
i bezwartościowe.
Ten sam człowiek bywa w pewnych okolicznościach optymistą - w innych
wręcz przeciwnie. Zależy to od jego doświadczeń, urazów, aktualnego
stanu ducha - czasem pogody nawet. Istnieje natomiast coś takiego
jak postawa człowieka wobec rzeczywistości, sposób na jej oswajanie.
Każdy wypracowuje własne metody radzenia sobie z przeciwnościami
losu, z jego niespodziankami. Ogólnie rzecz biorąc, takich postaw
może być kilka - ja znam trzy.
Pierwszy sposób, ten, który ja preferuję, pewnie najbardziej męczący
dla samego delikwenta, a także jego otoczenia, polega na tym, aby
nigdy nie dac się losowi zaskoczyć. Aby przewidzieć najgorszą
sytuację, być przygotowanym na każdą ewentualność. Po prostu martwić
się, czyli wyobrażać sobie zawsze wszystko, co może się stać.
Ponieważ mogę się poślizgnąć, to lepiej od razu usiądę na ziemi.
Jeśli los mi tak, to ja mu tak. Nie dam się - muszę się uzbroić!
Drugi sposób na życie to postawa czułego marzyciela uśmiechać się do
losu przyjaźnie, ufać mu. Przebłagać go pozytywnym
oczekiwaniem. "Losie - mówią tacy ludzie - Wiem, że jesteś dobry,
nigdy w ciebie nie wątpię. Nie chcę cię urazić złymi
przewidywaniami. Wiem, że mi dasz wszysko - wygram w totka, będę
królem. Nigdy nie myślę, że jesteś zły i niesprawiedliwy, ależ skąd!
A gdybyś przypadkiem takim się okazał - no to w końcu jakoś będzie,
bo jakoś zawsze jest".
Trudna do osiągnięcia i rzadko spotykana jest trzecia postawa.
Prawdę mówiąc, znam tylko jedną osobę, która z powodzeniem ją
praktykuje. Owa kobieta mówi: "Kiedy mam zbyt wiele kłopotów, staram
się być jak drzewo. Nie myśleć, nie czuć, nie uciekać. Trzymać się
mocno korzeniami ziemi, oddychać, machać listkami. Pozwolić kłopotom
podejść całkiem blisko i dopiero gdy mnie dotkną, wtedy im się
przyjrzeć. Być może część z nich odpadnie po drodze i wcale do mnie
nie dotrze? A te pozostałe też nie będą takie straszne?"
Wiem, że trzeba być bardzo umocnionym w sobie, trzeba mieć mocne
korzenie i grubą skórę, aby sie na to zdobyć. No i trzeba wykonać
wielką pracę nad sobą, aby taka postawa stała się nasza. Ale
pozwólmy każdemu walczyć z losem tak jak potrafi. Podobno Winston
Churchill pod koniec życia zwykł mawiać: "Ze wszystkich zmartwień,
którymi trapiłem się w przeszłości, ponad dziewięćdziesiąt procent
było niepotrzebnych". A ja? Ja już na zawsze pozostanę małym
żołnierzykiem, który boi się zbliżyć do ognia, bo wie, że jest tylko
papierowy"
Dwie rzeczy mnie uderzyły w tym tekście. Nie to, że nie ma ludzi,
którzy w 100% byliby optymistami czy pesymistami - bo chyba tak w
ogóle to nie ma ludzi, którzy zawsze i wszędzie byliby w 100% jacyś.
Jedna rzecz jest taka, że rzeczywiście takie typy ludzi są. Jesli
weźmie sie pod uwagę osoby głęboko wierzące, to myślę, że najbliższy
im byłby sposób drugi - nie mówię o tym wygraniu w totka - ale o tej
ufności, nadziei, nieskarżeniu się na los - Boga. Tak myślę - choć
może macie inne zdanie i o tym chętnie bym porozmawiała.
Druga rzecz to taka, że to nie jest tak, ze trzeba być typem
trzecim. Że nie trzeba dążyć do niego za wszelką cenę (dążyć, starać
się, próbować, owszem - ale nie za wszelką cenę. Ostatnio niestety
byłam już bliska obłędu z tego powodu - że nigdy taka nie będę, a
powinnam. Otóż: "powinnam" nie jest słowem na miejscu),że nie muszę
walić głową w mur, poddawać się rozpaczy, bo znowu się nie udało,
nie muszę się leczyć. Bo Mistyczne Ciało Chrystusa składa się nie
tylko z mózgu, kręgosłupa, karku i oczu. Ale składa się także z
paznokcia małego palca u nogi. I paznokieć ten nie tylko nie musi
stać się kolanem, ale nawet nie powinien.
Kudyn tak ładnie powiedział: "Łaska buduje na naturze". I tak
wczoraj przy tej ksiażce Romy Ligockiej pomyslałam sobie, że wcale
nie trzeba tej natury wyciąć w pień.
A którym typem Wy jesteście?
Głupi mój temat jak zwykle, ale co ja zrobię, że w głowie mam takie
siano...