magdalaena1977
07.01.08, 23:04
Od dłuższego czasu zastanawiam się dlaczego postrzeganie religii katolickiej (czy szerzej chrześcijaństwa) przez osoby spoza tego wyznania jest tak zniekształcone.
widać to w wypowiedziach z tego forum
np. pawlinki z wątku o NPR
> W piątek miałam lekcje o średniowieczu. (...)
> Usłyszałam stek bzdur, powtarzanych stereotypów o Kościele.
> Wiara, wg moich uczniów, to tylko moda.
> "Kościół tylko manipuluje".
> "Wierzący człowiek nie ma życia prywatnego, jest zniewolony"
> Bo to oni , młodzi, chcą kontrolować, itd.
> W tych młodych ludziach nie było nadziei, nie było woli walki,
> tylko medialny powierzchowny światopogląd.
a to cytaty z wypowiedzi na innym forum kiedy wdałam się w dyskusję dotyczącą miedzy innymi katolickiej etyki seksualnej
1.
> Widzisz, bo kodeks kk zatrzymał się w czasach,
> gdy za mąż wychodziło się w wieku 16 lat,
> a od facetów nie oczekiwano 'czystości', wręcz przeciwnie,
> musieli być już wyszumiani i doświadczeni.
> Współczuję Ci, że tak ślepo w to wierzysz.
2.
forumowiczka:
> oooo, skąd taka agresja? to nie po katolicku
ja :
> Dlaczego nie po katolicku ?
> żarliwość i stanowczość w obronie wiary są jak najbardziej ok.
forumowiczka:
> No tak, zapomniałam, że katolika obrona wiary wszystko usprawiedliwia...
> czyli od średniowiecza nic się nie zmieniło, bij, zabij, spal, rozszarp tak po bożemu...
3.
> od wszelkich wspólnot religijnych odstrasza mnie to zamiłowanie
> do obrządków i, co gorsza, utożsamianie ich z "wiarą" i z "moralnością".
> Na zasadzie "chodze do kościoła, ergo-jestem dobrym katolikiem,
> ergo-dobrym człowiekiem"
> Tak w skrócie-stwierdzenie i kontrargument:
> - Bez Boga nie ma moralności.
> - Twierdzisz, że jeśli nie grozi ci wieczne cierpienie, to nie masz
> powodu, żeby nie zgwałcić sąsiadki?
4.
> I w takim poglądzie widzę największą hipokryzje kościoła -
> można popełnić grzech, ba nawet największą zbrodnię,
> ale wystarczy się wyspowiadać i jest cacy... (...)
> Przecież kościół zabrania uprawiania seksu dla przyjemności,
> a dopuszcza jedynie w celu prokreacji
z wątku o obchodzeniu Bożego Narodzenia przez ateistów
> Bo tak naprawde to nie znam ludzi (wierzacych),
> ktorzy rzeczywiscie widza w tym cos wiecej, ktorzy chociaz pomysla o
> jakims innym wymiarze (duchowym), niz choinka, prezenty, kolacja i
> pojscie do kosciola (no bo to taka tradycja, ze sie idzie na
> pasterke -
Może trochę dużo tych cytatów, ale chciałam żebyście zrozumieli o co mi chodzi.
Rozumiem, że ktoś nie wierzy w Boga (albo wierzy tak nieinstytucjonalnie) i potrafię go tratować tolerancyjnie (najwyżej mogę się pomodlić za niego). Rozumiem, że można mieć inny światopogląd itp. i nie podzielać moich poglądów.
Ale strasznie mnie denerwuje, że osoby które nie są katolikami i nie posiadają wiedzy na temat wiary chrześcijańskiej (bo taki Weasley np. nie jest katolikiem, ale jest dobrze poinformowany) wypowiadają się tak łatwo na temat Kościoła. I że tak łatwo tworzą sobie obraz tego Kościoła tak absurdalny i niespójny, że aż powinnam być obrażona, że ktoś uważa, że mogłabym do tak idiotycznej organizacji należeć.
I zastanawiam się skąd to się bierze. Przecież w czasach mojego dzieciństwa wszyscy chodzili na religię, więc większość osób w moim wieku wypowiadająca się na forach też.
Dlaczego zatem nie wiedzą o co chodzi np. przy spowiedzi ?
A może problem polega na tym, że została im w głowie tylko wersja chrześcijaństwa przystosowania dla dzieci przygotowujących się do pierwszej komunii ?
A może to kwestia sposobu wypowiadania się dostojników Kościoła ?
Np. ostatnie oświadczenia co do zapłodnienia in vitro. Brzmią one tak jakby biskupi w ogóle nie współczuli bezdzietnym parom i nie rozumieli ich problemu (automatyczne proponowanie adopcji) i jakby nie byli dobrze poinformowani o szczegółach tej procedury medycznej (koncentracja argumentacji na zamrażanych nadmiarowych zarodkach, co nie przecież jest niezbędne, a nie na moralnej wyższości poczynania dzieci w tradycyjny sposób).
Jeśli wielu wykształconych i zaangażowanych katolików ma problemy ze zrozumieniem katolickiej etyki seksualnej i reprodukcyjnej, to co mają powiedzieć ludzie prości i umiarkowanie wierzący ? Może naprawdę coś jest nie tak ze sposobem przekazywania tej nauki ?
Tak samo denerwuje mnie ocenianie chrześcijaństwa przez zachowanie różnych osób, które deklarują się jako wierzące.
coś w stylu (cytuję z pamięci)
> Mam kuzynkę katoliczkę, która uważa, że wcale nie trzeba chodzić co
> niedziela do kościoła. Można przecież iść do lasu i tam się pomodlić.
albo
> A proboszcz we wsi mojej babci śpi ze swoją gospodynią.
Czy też to zauważyliście ?
Czy możemy coś z tym zrobić ?