nati1011
23.01.08, 13:12
Judasz kosztował mnie wiele nieprzespanych nocy. Był największym
lękiem mojej wiary.
Były 2 powody
1. Fatum - było wiadomo, że to on zdradzi. Został przeznaczony
(przewidziany) na zdrajcę. Bardzo ciężko było mi rozróżnić między
pojęciem: że Bóg wiedział, że zdradzi Judasz, a tym: że zdrada
Judasza była zaplanowana - czyli z góry został skazany na
potepienie. Nie pomagały mi słowa Bibli: lepiej by było dla niego
gdyby się nie narodził. Ciążyło na mnie przekleństwo losu
judaszowego. Strach, że są ludzie, którzy z góry zostali
przeznaczeni na potępienie. Cóż może człowiek, zyjąc z takim
brzemieniem? Bóg już dziś wie. Czy można być przeznaczonym na
potępienie? Czy mamy wpływ na nasz los, skoro i tak jest już
przesądzony?
2. Był tak blisko - a jednak to nie wystarczyło. Był tak blisko...
widział te wszystkie cuda. Dotykał samego Boga. A jednak został
zdrajcą. Nie wystarczyło nawet tak potężne objawienie.
Odpuściłam sobie róznice w pojmowaniu czasu. Skoro człowiek został
stworzony w czasie, to nie jest w stanie pojąć bytu poza czasem.
Ale to dzięki Judaszowi zrozumiałam (tak mi się przynajmniej wydaje)
choć trochę tajemnicę zbawienia. Długo trwało zanim doszłam do
wniosku, że Judasz nie został potępiony za zdradę. Przecież i św.
Piotr zdradził/wyparł się Jezusa. Róznica jest dopiero w postawie po
upadku. Judasz zrozumiał swój błąd, nawet oddał srebrniki. ALe nie
potrafił przyjąć wybaczenia. W rozpaczy się powiesił. Nie wybaczył
sam sobie, nie przyjął Miłosierdzia.
2 problem doskwiera mi przy ostatnich częstych (a właściwie
spektakularnych) wystąpieniach z KK. Skoro nawet ci ludzie -
uznawani przez wielu za autorytety moralne, teologiczne, mający za
sobą lata formacji duchowej nie potrafili wytrwać. Czegoś zabrakło.
Uczy mnie to pokory. Do własnej wiary, własnych możłiwości i
postrzeganai świata.