Dodaj do ulubionych

cień Judasza

23.01.08, 13:12
Judasz kosztował mnie wiele nieprzespanych nocy. Był największym
lękiem mojej wiary.

Były 2 powody

1. Fatum - było wiadomo, że to on zdradzi. Został przeznaczony
(przewidziany) na zdrajcę. Bardzo ciężko było mi rozróżnić między
pojęciem: że Bóg wiedział, że zdradzi Judasz, a tym: że zdrada
Judasza była zaplanowana - czyli z góry został skazany na
potepienie. Nie pomagały mi słowa Bibli: lepiej by było dla niego
gdyby się nie narodził. Ciążyło na mnie przekleństwo losu
judaszowego. Strach, że są ludzie, którzy z góry zostali
przeznaczeni na potępienie. Cóż może człowiek, zyjąc z takim
brzemieniem? Bóg już dziś wie. Czy można być przeznaczonym na
potępienie? Czy mamy wpływ na nasz los, skoro i tak jest już
przesądzony?

2. Był tak blisko - a jednak to nie wystarczyło. Był tak blisko...
widział te wszystkie cuda. Dotykał samego Boga. A jednak został
zdrajcą. Nie wystarczyło nawet tak potężne objawienie.

Odpuściłam sobie róznice w pojmowaniu czasu. Skoro człowiek został
stworzony w czasie, to nie jest w stanie pojąć bytu poza czasem.
Ale to dzięki Judaszowi zrozumiałam (tak mi się przynajmniej wydaje)
choć trochę tajemnicę zbawienia. Długo trwało zanim doszłam do
wniosku, że Judasz nie został potępiony za zdradę. Przecież i św.
Piotr zdradził/wyparł się Jezusa. Róznica jest dopiero w postawie po
upadku. Judasz zrozumiał swój błąd, nawet oddał srebrniki. ALe nie
potrafił przyjąć wybaczenia. W rozpaczy się powiesił. Nie wybaczył
sam sobie, nie przyjął Miłosierdzia.

2 problem doskwiera mi przy ostatnich częstych (a właściwie
spektakularnych) wystąpieniach z KK. Skoro nawet ci ludzie -
uznawani przez wielu za autorytety moralne, teologiczne, mający za
sobą lata formacji duchowej nie potrafili wytrwać. Czegoś zabrakło.

Uczy mnie to pokory. Do własnej wiary, własnych możłiwości i
postrzeganai świata.
Obserwuj wątek
    • otryt Re: cień Judasza 23.01.08, 14:01
      nati1011 napisała:

      >Ale nie potrafił przyjąć wybaczenia. W rozpaczy się powiesił. Nie
      >wybaczył sam sobie, nie przyjął Miłosierdzia.

      Bardzo ciekawe są Twoje przemyślenia. Od siebie dodam, że dolina,
      gdzie się Judasz powiesił, jest tym samym miejscem, gdzie Molochowi
      składano dzieci w ofierze. Nie pamiętam nazwy tej doliny. Czyli jego
      śmierć można traktować, jako ofiarę złożoną Molochowi. Bóg nie
      chciał ofiar z ludzi. Dzisiejsza antropologia uczy, że wszystkie
      pogańskie bóstwa tego chciały i było to bardzo rozpowszechnione. Ten
      ponoć okrutny Stary Testament robi wyłom w tym przerażającym
      obrzędzie. Po raz pierwszy ludzie się dowiadują, że Bóg tego nie
      chce.

      Niedawno usłyszałem jeszcze inny ciekawy pogląd. W tym świecie, na
      który przyszedł Chrystus jego los był przesądzony, bo tacy byli
      ludzie. Bóg znał ich grzechy, myśli, mentalność. Mógł przewidzieć co
      się stanie. Tak jak my możemy przewidzieć, co się stanie, gdy do
      jaskini zbójców wejdzie młoda i piękna dziewczyna. Jednak, gdyby
      świat był inny, mniej grzeszny to Chrystus nie musiałby zginąć. Może
      trochę mniej by cierpiał. Nie było takiego przeznaczenia z góry
      ustalonego. To grzeszność świata sprawiła, że stało się to, co się
      stało. Mądrość Boża również z łatwością mogła przewidzieć, którzy z
      ludzi zdradzą, którzy zabiją.
      • nati1011 Re: cień Judasza 23.01.08, 14:11
        bo mnie ten Judasz męczył strasznie i chyba męczy do dzisiaj. Symbol
        przekleństwa, podłości i zdrady.

        A przecież był wybrany. Jezus wybrał najlepszych. Uczynił ich
        uczniami. Przeciez nie wybrał Judasza tylko po ty by miał Go kto
        zdradzić. Przecież wiedział....

        Dlaczego to uczeń musiał zdradzić? Bliski, ulubiony... Jak dziecko.
        • otryt Re: cień Judasza 23.01.08, 14:59
          nati1011 napisała:

          >Przecież nie wybrał Judasza tylko po to by miał Go kto
          >zdradzić. Przecież wiedział....


          Podam inny przykład. W swoim otoczeniu Karol Wojtyła miał człowieka,
          który go zdradzał. (zresztą nie jednego) Pisze o tym Marek Lasota w
          książce "Donos na Wojtyłę". Podczas bezpośrednich spotkań już jako
          Jan Paweł II mówił do niego mnie więcej tak: "Przyjacielu ufam
          Tobie. Wiem, że dobrze pokierujesz sprawami." Nie byłoby może w tym
          nic niezwykłego, bo dla Jana Pawła II postawa ufności i otwartości
          była naturalna. Dziś wiem, że mówiąc to Karol Wojtyła już wiedział,
          że właśnie ten człowiek go zdradza. A mimo to dawał mu kolejne
          szanse na nawrócenie, bo nieprzekreślanie człowieka jest dawaniem mu
          szansy. Jan Paweł musiał wiedzieć, bo wiedziało całe środowisko
          krakowskie i wszystkie ważne sprawy omawiali, gdy go nie było.
          Przypadkiem dowiedziałem się i ja już w roku 1985, a więc grubo
          przed lustracją. Wtedy w to nie wierzyłem. Ludzie obeznani z
          agenturą mówili, że takie postępowanie było właściwe, bo lepiej mieć
          w swoim otoczeniu agenta, o którym się wie, że jest agentem niż
          zdekonspirować go. Wtedy jest pewne, że przyślą nowego. Nie będzie
          jednak wiadomo, kto nim jest. W filmie "O człowieku, który został
          papieżem" jest również scena w którym człowiek śledzący Wojtyłę jest
          w podobny sposób z dużą miłością traktowany przez przyszłego
          papieża. Ta miłość sprawiła, że się nawrócił. A więc byli i tacy,
          którzy odrzucili współpracę z aparatem zła. Judasz też mógł tak
          zrobić, ale jego jakieś cechy sprawiły, że trwał do końca w błędzie.
          Judasz pomimo swojego wykształcenia nie rozumiał na czym miało
          polegać wyzwolenie, jakie przynosi Chrystus. Myślał, że chodzi o
          wyzwolenie polityczne, powstanie zbrojne przeciwko rzymskiemu
          okupantowi. Nawet jakieś plany snuł. Może widział się przywódcą?
          Wielu ludzi w ten błędny sposób rozumiała misję Chrystusa. Dlatego
          może tak szybko "Hosanna!" zamieniło się w "Ukrzyżuj go!". Być może
          w swojej pysze próbowali Chrystusowi mówić, co ma robić, a gdy On
          nie chciał doznali zawodu i obrócili się przeciwko Niemu.

          • otryt Dlaczego wziąłem pierwszy pieniążek? 23.01.08, 17:42
            Znalazłem długi fragment rozmowy Judasza z Kajfaszem i innymi
            faryzeuszami według Marii Valtorty. Pod linkiem zamieszczam krótki
            fragment:


            www.voxdomini.com.pl/valt/valt/v-04-232.htm

            Judasz: «Uczyniłem, co mogłem. Czy to moja wina, że to jest
            człowiek, którego nikt nie może doprowadzić do grzechu?
            Powiedzieliście, że chcecie wypróbować Jego cnotę. Dałem wam więc
            dowód, że On nie grzeszy. Działałem zgodnie z waszymi zamiarami. Czy
            może wam udało się postawić Go w sytuacji [umożliwiającej]
            oskarżenie Go? Nie. Z wszystkich waszych usiłowań ukazania, że jest
            grzesznikiem, wciągnięcia Go w pułapkę, On wychodził większy niż
            przedtem. A zatem skoro wy, z waszą zawziętością, nie osiągnęliście
            tego, to jakże mam tego dokonać ja, który Go nie nienawidzę, a
            jestem tylko rozczarowany, że szedłem za niewinnym biedakiem, zbyt
            świętym, aby mógł być królem i to królem, który rozgniata wrogów?
            Jakie zło On mi wyrządził, abym miał Go krzywdzić? Mówię tak, bo
            myślę, że nienawidzicie Go w takim stopniu, że moglibyście pragnąć
            Jego śmierci. Nie mogę już dłużej wierzyć, że chcecie jedynie
            przekonać lud, że to szaleniec i przekonać nas, przekonać mnie, dla
            naszego oraz Jego dobra, z litości do Niego. Jesteście wobec mnie
            zbyt hojni, a zbyt rozwścieczeni, widząc jak góruje nad złem, żebym
            mógł wam wierzyć. Pytaliście mnie, co uczyniłem z waszymi
            pieniędzmi. Spożytkowałem je tak, jak wiecie. Aby przekonać
            niewiastę musiałem wiele wydać... A z pierwszą mi się nie udało i...»


            «Ależ milcz! Wszystko to kłamstwo. Ona szalała z Jego powodu i z
            pewnością od razu przyszła. Zresztą ty ręczyłeś za to, bo mówiłeś,
            że ci to sama wyznała. Jesteś złodziejem. Któż wie, na co zużyłeś
            nasze pieniądze!»


            Judasz: «Na zgubienie mojej duszy, zabójcy duszy! Na uczynienie ze
            mnie człowieka fałszywego, kogoś, kto już nie ma pokoju, kogoś, kogo
            podejrzewa On i towarzysze. Bo, dowiedzcie się, On mnie odkrył... O!
            Gdyby mnie przegonił! Ale On mnie nie wypędza. Nie. On mnie nie
            wypędza. Broni mnie, chroni, kocha!... Wasze pieniądze!... Dlaczego
            wziąłem pierwszy pieniążek?»

            • otryt Re: Dlaczego wziąłem pierwszy pieniążek? 23.01.08, 18:22
              Judasz powiedział:

              >Z wszystkich waszych usiłowań ukazania, że jest
              >grzesznikiem, wciągnięcia Go w pułapkę, On wychodził większy niż
              >przedtem.

              Taki sam wniosek nasunął mi się po przeczytaniu książki „Donos na
              Wojtyłę” i obejrzeniu filmowego paradokumentu „Figurant Wojtyła”. O
              ubeckich metodach. Karol Wojtyła wiedział przecież, że tego rodzaju
              działania są prowadzone przeciwko niemu i innym księżom i klerykom.
              Poza zwykłą roztropnością nie zabezpieczał się specjalnie przed tymi
              działaniami, nie był podejrzliwy. Do wszystkich podchodził z dużą
              miłością, niezależnie od tego czy był to prawdziwy przyjaciel czy
              ubek. Olbrzymie środki finansowe, wielu zaangażowanych ludzi nic nie
              dawało. Na kolejnych naradach roboczych rozliczano ubeków z ich
              pracy. Dostawali ostre reprymendy, że źle pracują i nic nie mają na
              Wojtyłę. Wniosek z narad był zawsze jeden. Zwiększyć środki,
              zatrudnić więcej inwigilatorów. Kolejne narady znów potwierdzały, że
              ich pieniądze i trud poszły w błoto. Odnosiłem wrażenie, że Karol
              Wojtyła jest otoczony jakąś niewidzialną tarczą i zło się go
              absolutnie nie ima. Nie jest w stanie go w żaden sposób dotknąć. To
              niesamowite, jak książka o brudnych metodach ubeckich może być
              świadectwem świętości tego człowieka. Niepotrzebnie się tego w
              Kościele bano.

              Co ciekawe. Zalinkowana rozmowa Judasza z faryzeuszami przypomina mi
              rozmowy tajnych współpracowników z oficerami prowadzącymi. Często
              ten sam rodzaj gry prowadzonej między nimi. Ten sam rodzaj
              zależności. I znów społeczeństwo i media rozliczają głównie ludzi
              słabych, uwikłanych, którzy dali się złamać. Z tekstu Valtorty
              wynika, że Judasz lubił żyć na wysokim poziomie materialnym. Podobne
              motywy dotyczyły niektórych TW. Tymczasem ci, którzy łamali, całe to
              szemrane towarzystwo ubeckie, którzy organizowali intrygi nie
              spotykają się aż z takim potępieniem. Podobnie tutaj. Niejaki Szymon
              zamordował swojego ojca i razem z Kajfaszem przesłuchują Judasza.
              Lecz to Judasz jest tym najgorszym, symbolem wszelkiego zła. Kajfasz
              i cała jego ekipa żyje sobie w spokoju, dalej rozdają karty. Nie
              sięga ich ostracyzm społeczny.

    • mader1 Re: cień Judasza 23.01.08, 14:11
      pamiętam kiedyś kazanie księdza w czasie rekolekcji dla rodziców...
      Mówił o tym, że często tak bardzo zalezy nam na dobrym towarzystwie
      dla naszych dzieci, ale towarzystwo, w którym one się obracają może
      być pomocne albo szkodliwe, ale o niczym nie przesądza...
      Apostołowie byli w najlepszym towarzystwie, a jednak znalazł się
      Judasz pośród nich, a cała reszta musiała walczyć ze swoimi lękami i
      wątpliwościami... Znalazł się i Piotr, który zdradził, a jednak...
      Tomasz miał duże wątpliwości... które Bóg rozwiał. Nie poznali
      Jezusa, ale nie okazało się to ich zgubą.
      Rodzice obok byli wstrząśnięci... bo znowu okazało się, że nie ma
      gotowych recept, pewności, nie ma kontroli.
      Dla mnie to kazanie było pełne nadziei i pokazywało nam rodzicowm
      właściwe miejsce.
      • nati1011 Re: cień Judasza 23.01.08, 14:17
        Judaszowi nie wystarczyła miłość Jezusa, a naszym dzieciom często
        nie wystarcza nasza.

        Chodzi tylko o to, by nie skoncentrować się na samym czynie (zdrady)
        tylko na postawie po. Żeby dziecko potrafiło przyjąć postawę sw.
        Piotra a nie Judasza.
    • otryt Chrystus z matką i niedoszłą teściową Judasza 24.01.08, 11:10
      Zamieszczam inny fragment "Poematu Boga Człowieka" wg wizji Marii
      Valtorty. Rzuca on kolejne światło na życie Judasza. Matka Judasza –
      Maria pragnie pojednać się z Anną – matką Joanny. Prosi Chrystusa,
      aby towarzyszył jej i pomógł w spotkaniu z Anną. Judasz i Joanna
      mieli się pobrać. Jednak do małżeństwa nie dochodzi. Judasz rzuca
      Joannę. Ta z żalu umiera. Zrozpaczona Anna nienawidzi zarówno
      Judasza, jak i jego matki, którą oskarża o to że pochwala postępek
      syna, rzekomo dla zdobycia większego posagu. Chrystus rozmawia z
      dwiema matkami. Uzdrawia umierającą Annę, pociesza Marię.

      www.voxdomini.com.pl/valt/valt/v-04-085.htm
    • otryt Płacz matki Judasza 24.01.08, 11:52
      www.objawienia.pl/valtorta/valt/v-03-076.html
      «Kim jest Twój Syn dla Ciebie, Niewiasto?» – pyta łagodnie Maria,
      matka Judasza.

      Matka Najświętsza odpowiada zdecydowanie:
      «Jest Moją radością.»

      «Jest Twoją radością!!!...»
      Matka Judasza wybucha płaczem. Tak się pochyla, tak jest zgięta dla
      ukrycia płaczu, że czołem dotyka niemal kolan.

      «Dlaczego płaczesz, Moja biedna przyjaciółko? Dlaczego? Powiedz Mi.
      Jestem szczęśliwa w Moim macierzyństwie, jednak potrafię też
      zrozumieć matki nieszczęśliwe...»

      «Tak, nieszczęśliwe! Jestem jedną z nich. Twój Syn jest Twoją
      radością... Mój jest moim cierpieniem. Przynajmniej nim był. Teraz,
      odkąd jest z Twoim Synem, mniej mnie zadręcza. O, między wszystkimi
      tymi, którzy modlą się za Twoje święte Dziecko, o dobro i tryumf,
      nie ma ani jednej, po Tobie, Błogosławiona, która modliłaby się tak
      wiele, jak ta nieszczęśliwa, która do Ciebie mówi... Powiedz mi
      prawdę, co sądzisz o moim synu? Jesteśmy obie matkami, jedna
      naprzeciw drugiej. Pomiędzy nami jest Bóg. Porozmawiajmy o naszych
      synach. Tobie będzie łatwo mówić o Swoim. Ja... muszę zrobić
      wysiłek, aby mówić. Ale mówienie o tym może mi przynieść wielkie
      dobro lub wielki ból! Ale nawet jeśli będzie to ból, to przecież
      przyniesie też ulgę rozmawianie o tym... Ta niewiasta z Betsur
      doszła prawie do szaleństwa z powodu śmierci synów, nieprawdaż? A ja
      Ci przysięgam, że czasami myślałam i myślę – patrząc na mojego
      Judasza, pięknego, zdrowego, inteligentnego, ale niedobrego,
      pozbawionego cnót, nieprawego w duszy, o niezdrowych uczuciach – że
      wolałabym opłakiwać go martwego raczej, niż wiedzieć to... niż
      wiedzieć, że jest bardzo nie lubiany przez Boga. Powiedz, co myślisz
      o moim synu? Bądź szczera. To już więcej niż rok, jak to pytanie
      pali mi serce. Ale kogo miałam zapytać? Współmieszkańców miasta? Ci
      nie wiedzieli jeszcze, że pojawił się Mesjasz i że Judasz chciał iść
      za Nim. Ja to wiedziałam. Powiedział mi to, przychodząc tu po
      święcie Paschy, podekscytowany, gwałtowny – jak zawsze, kiedy go
      nachodzi jakiś kaprys – i jak zawsze lekceważący radami matki. [Czy
      miałam zapytać] jego przyjaciół z Jerozolimy? Święta roztropność i
      pobożna nadzieja powstrzymywały mnie przed tym. Nie chciałam im
      powiedzieć: “Judasz idzie za Mesjaszem”, bo ja nie umiem ich
      kochać... gdyż jest w nich wszystko, prócz świętości. I miałam
      nadzieję, że kaprys się skończy jak wiele innych, jak wszystkie,
      powodując może łzy i gorycz... jak dla niejednej dziewczyny, którą
      tu i gdzie indziej rozkochał w sobie, a potem nigdy nie pojął za
      żonę... Wiesz, że są miejsca, do których on już nie chodzi, bo
      musiałaby go spotkać zasłużona kara? Nawet pobyt w Świątyni był jego
      kaprysem. Nie wie, czego chce. Nigdy. Jego ojciec, Bóg niech mu
      przebaczy, zepsuł go. Nigdy nie miałam prawa do głosu przy dwóch
      mężczyznach w moim domu. Musiałam tylko płakać i naprawiać
      upokorzenia wszelkiego rodzaju... Umarła Joanna... i chociaż nikt
      tego nie powiedział, wiem, że umarła z cierpienia. Czekała na niego
      przez całą młodość. Judasz oświadczył, że nie chce żony. Potem
      jednak wydało się, że posłał przyjaciół do Jerozolimy, aby poprosić
      o córkę pewnej bogatej niewiasty, posiadającej sklepy nawet na
      Cyprze. Wiele musiałam płakać, bardzo wiele, z powodu wyrzutów matki
      zmarłej dziewczyny, jakbym to ja była wspólniczką mojego syna. Nie.
      Nie jestem nią. Jestem niczym przy nim. Ubiegłego roku, kiedy był tu
      Nauczyciel, pojęłam, że On to rozumie... i byłam gotowa porozmawiać.
      Ale to bolesne, bolesne dla matki musieć powiedzieć: “Miej się na
      baczności przed moim synem. Jest chciwcem o twardym sercu,
      człowiekiem pełnym wad, pyszałkiem, kimś niestałym”. I tak jest.
      Ja... proszę, aby jeden cud... On ich czyni tak wiele... aby Twój
      Syn uczynił dla mojego Judasza. Ale powiedz Ty, Ty mi powiedz, co
      sądzisz o nim...»


      Maryja – która ciągle zachowuje spokój i wyraża pełen współczucia
      ból wobec tej matczynej skargi, której Jej prawy duch nie może
      zaprzeczyć – mówi cicho:
      «Biedna matko!... Co myślę? Cóż, twój syn nie jest duszą czystą jak
      Jan ani łagodną jak Andrzej, ani stanowczą jak Mateusz, który chciał
      się zmienić i jest przemieniony. Jest... niestały, tak, jest taki.
      Ale będziemy się wiele modlić za niego, Ja i ty. Nie płacz. Może w
      twojej miłości matki, która chciałaby móc szczycić się synem,
      widzisz go gorszym niż jest...»

      «Nie! Nie! Widzę dobrze i bardzo się boję...»

      Izbę wypełnia płacz matki Judasza. W półmroku bieleje twarz Maryi.
      Stała się bardziej blada od matczynego wyznania, które nasila
      wszystkie podejrzenia Matki Pana. Maryja jednak panuje nad Sobą.
      Przytula do Siebie nieszczęśliwą matkę i głaszcze ją. Ta – po
      pokonaniu wszelkich hamujących ją barier – opowiada w nieładzie,
      niespokojnie, o wszystkich formach zatwardziałości, żądań i
      gwałtowności Judasza. Kończy słowami:
      «Czerwienię się za niego, kiedy widzę, że Nauczyciel uczynił mnie
      celem Swojej miłości! Ja Go o nią nie proszę. Ale jestem pewna, że
      czyni to z dobroci, a także po to, aby powiedzieć [Swoim przykładem]
      Judaszowi: “Pamiętaj, że tak się traktuje matkę”. Teraz, teraz
      wydaje mi się samą dobrocią... O, oby to było prawdą! Pomóż mi,
      pomóż mi modlitwą, Ty, święta, aby mój syn nie był niegodny wielkiej
      łaski, której Bóg mu udzielił! Jeśli nie chce mnie kochać, jeśli nie
      umie być wdzięczny wobec tej, która go zrodziła i wychowała, to nic.
      Ale niech umie kochać prawdziwie Jezusa, niech umie służyć Mu
      wiernie i z wdzięcznością. Jeśli tak by nie było to wtedy... to
      wtedy niech Bóg mu odbierze życie. Wolę go mieć w grobie... Miałabym
      go w końcu... bo odkąd doszedł do rozumu, bardzo mało należał do
      mnie. Lepszy martwy niż zły apostoł... Czy mogę się modlić w taki
      sposób? Co na to powiesz?»

      «Proś Pana, aby uczynił to co najlepsze. Nie płacz już. Widziałam
      nierządnice i pogan u stóp Mojego Syna, a wraz z nimi celników i
      grzeszników. Stali się wszyscy barankami dzięki Jego Łasce. Ufaj,
      Mario, ufaj. Cierpienia matek ocalają dzieci, czy nie wiesz o
      tym?...»

      I na tym pełnym litości pytaniu wszystko się kończy.



      • mader1 Na temat autorki objawień 24.01.08, 12:09
        dla porządku podaję link :
        kosciol.wiara.pl/wydruk.php?grupa=6&art=1035984478&dzi=1035894726&katg
        a z niego fragment :

        W roku 1992 sekretarz Konferencji Episkopatu Włoch Dionigi
        Tettamanzi zażądał oficjalnie od wydawcy włoskiego, aby na pierwszej
        stronie dzieła określono wyraźnie, iż "wizje i dyktanda, jakie są
        zapisane, nie mogą być uznane za mające pochodzenie nadprzyrodzone,
        lecz powinny być uważane za formę literacką, jaką autorka posłużyła
        się dla opowiedzenia po swojemu o życiu Jezusa".
        • otryt Re: Na temat autorki objawień 24.01.08, 12:28
          Dziękuję Mader. Nie wiedziałem, że jej ksiązki są na indeksie.
          Szkoda, że w tym artykule nie podano powodów, oprócz tego, że nie
          mogą być uważane za Objawienie. Czy złapano ją na jakimś ewidentnym
          fałszu?

          Niedawno wyświetlany film "Pasja" również oparto w jakiejś części na
          jej wizjach. Film jednak cieszył siępoparciem zarówno JPII, jak i
          całego Kościoła.

          Wydaje mi się, że postać Judasza, jego matki rysuje ona w sposób
          wiarygodny.

          Pozdrawiam serdecznie
          • mader1 Re: Na temat autorki objawień 24.01.08, 13:05
            a nie, nie napisałam, że na indeksie. Napisałam o ostrożności i
            tyle.
            • isma Re: Na temat autorki objawień 24.01.08, 13:13
              Nie moglas napisac, bo indeksu (juz) nie ma wink)).
            • otryt Re: Na temat autorki objawień 24.01.08, 13:18
              W zalinkowanym przez Ciebie tekście napisano, że książki Valtorty
              trafiły na indeks w 1959 roku. Później zniesiono instytucję indeksu,
              jednak negatywna opinia o jej książkach pozostała. Bardzo źle
              wypowiadał się o nich kardynał Ratzinger. Dobrze o tym wiedzieć.
              Wiele powstało książek religijnych. Dawniej czytałem sporo
              Dobraczyńskiego. Ale zanim został przewodniczącym PRON-u.smile
              • mader1 Re: Na temat autorki objawień 24.01.08, 13:58
                a w zalinkowanym prze Ciebie tekście wink czytam :

                AKTUALNA SYTUACJA «POEMATU» VALTORTY
                W 1985 roku kardynał Ratzinger, prefekt Kongregacji Doktryny
                Wiary, zwrócił się listownie do kardynała Siri, arcybiskupa
                Genui, "potwierdzając słuszność potępienia dzieła Marii Valtorty i
                uważając za niepożądane jego rozpowszechnianie dla uniknięcia szkód,
                jakie dzieło to mogłoby wywołać u prostych ludzi."
                W roku 1992 sekretarz Konferencji Episkopatu Włoch Dionigi
                Tettamanzi zażądał oficjalnie od wydawcy włoskiego, aby na pierwszej
                stronie dzieła określono wyraźnie, iż "wizje i dyktanda, jakie są
                zapisane, nie mogą być uznane za mające pochodzenie nadprzyrodzone,
                lecz powinny być uważane za formę literacką, jaką autorka posłużyła
                się dla opowiedzenia po swojemu o życiu Jezusa."
                Można by próbować usprawiedliwiać tę rezerwę chęcią uniknięcia
                niebezpieczeństwa utożsamiania – przez niektóre osoby – dzieł M.
                Valtorty z samą Ewangelią. Ta postawa rezerwy nie przestaje jednak
                stanowić prawdziwego konfliktu sumienia dla czytelnika, który wie,
                że Valtorta stale kładzie nacisk na nadprzyrodzony charakter swego
                przesłania. Ona nie jest autorem, lecz jedynie przekazicielką.
                Możemy nawet powiedzieć, że dzieło przekracza w sposób oczywisty
                możliwości jej kobiecej inteligencji, nie posiadającej wykształcenia
                teologicznego, a w szczególności – biblijnego, czego sama daje
                dowody.

                PRÓBA WYJAŚNIENIA
                Od wiernych wymaga się szacunku dla postawy ostrożności
                Magisterium, która w tym wypadku nie łączy się z zakazem. Dzieło
                Valtorty faktycznie nie jest nową Ewangelią. Trzeba sobie jednak w
                tym samym czasie uświadomić, iż nie ma w nim również nic z pobożnej
                fikcji mającej źródło w fantazji. Sama Maria Valtorta wyznaje:
                "Zapominam natychmiast słowa, choć trwają wydane mi polecenia,
                a w duszy pozostaje światło. Jednak szczegóły natychmiast znikają.
                Gdybym – w godzinę później – miała powtórzyć to, co usłyszałam, nie
                przypomniałabym sobie nic więcej poza jednym lub dwoma ważnymi
                zdaniami. Wizje zaś pozostają żywe w moim umyśle, ponieważ sama na
                nie patrzyłam. Wizje muszę dostrzegać. Pozostają więc bardziej żywe
                w mojej myśli, która musiała się wysilać, by je zanotować takimi,
                jakie były."
                Pisma kanoniczne mają wartość powszechną dla wszystkich wieków
                i dla wszystkich dusz. Teksty mistyczne, w które obfituje historia
                Kościoła, mają bardziej ograniczone przeznaczenie co do czasów i
                dusz. Można sądzić, że dzieło Marii Valtorty jest szczególnie
                dopasowane do potrzeb naszego czasu, przesyconego obrazami z pseudo-
                teologii.
                Z Valtortą nie wchodzimy w interpretacje symboliczne, lecz
                stajemy się świadkami wydarzeń i czytamy opisy oraz rozmowy takiej
                jakie one są. Osoby, szczególnie Jezus, wypowiadają się długo, lecz
                wypowiedzi te pozbawione są banalności."

                A w Mateuszu , gdzie padło pytanie o te objawiania :

                www.mateusz.pl/pow/040609.htm
                Dlatego myślę, że należy dać spokoj temu czy są czy nie na indeksie
                ( tym, którego nie ma Ismo smile))), ale podchodzić do nich z
                ostrożnością , pamiętając, że mogą nie być tekstem objawionym.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka