wspólnota

16.04.08, 23:50
Na pewno wiele z Was jest w jakichs wspólnotach w swoim Kościele. Zakładam ten watek po pierwsze - by porozmawiać o tym, jak bycie we wspólnocie wpływa na Wasze życie rodzinne, zwłaszcza - czy angażujecie się tam z mężem (żonąsmilesmile - dla nie to emat bardzo ciekawy, istotny i na czasie, oraz chciałam spytać, czy jest tu może ktoś z Krakowa, np. ze wspólnoty Nowe Jeruzalem u św. Katarzynysmile
    • ruda110 Re: wspólnota 17.04.08, 09:36
      Rozważam możliwość wstąpienia do wspólnoty neoktechumenalnej. Mam
      wiele wątpliwości... Po pierwsze dlatego, że słyszę wiele
      negatywnych opinii nt. Drogi Neokatechumenalnej, a po drugie obawiam
      się, że wpłynie to negatywnie na moją rodzinę. Mój mąż nie zamierza
      być we wspólnocie, a wiem, że życie w niej jest bardzo czasochłonne
      i wiąże się z określonym "stylem życia". Również chętnie poznam
      Wasze doświadczenia.
      • mama_kasia Re: wspólnota 17.04.08, 10:05
        Nie zdecydowałabym się być we wspólnocie bez męża;
        no chyba że w jakiejś grupie modlitewnej.
        Nie jestem w neo, ale z tego, co wiem, zakłada
        konkretny rozwój, przeprowadzony etapami.
        Nie chciałabym, aby mój mąż "został w tyle".
        Jest tak, że czasami mnie wyprzedza, czasami ja jego, ale
        jednak idziemy razem. ...Czasami trzeba poczekać.
        • szyszunia11 Re: wspólnota 17.04.08, 11:33
          Ja - patrząc na rodziny wokół mnie - zdecydowałabym się na bycie tam bez męża, jesli np. miałabym poważne problemy w małżeństiwe, typu: zdecydowanie inne podejście do spraw wiary i kategoryczna niechęć do tego typu zaangażowania. W mojej rodzinie była podobna sytuacja. Uważam, ze wtedy nie ma co odcinać sobie drogi do czerpania skądś siły. To taka dygresja. Oczywiście, jeśli mąż "rokuje" zmianę nastawienia - faktycznie - warto pewnie decyzje podejmować wspólnie. U mnie w tym momencie jest tak, że ja sama przez wiele lat byłam zaangażowana tu i tam i niedawno znowu weszłam do małej grupki we wspólnocie. Mąż za to jest bardzo wierzący, ale inaczej wychowanych, nie zetknął się wcześniej ze wspólnotą i - choć wyraża się pozytywnie - zdecydowania potrzebuje czasu. Więc póki co "kuszę" go opowiadaniem o swoich spotkaniachsmile
          • kudyn Re: wspólnota 17.04.08, 11:59
            Chyba nie ma reguły, czy z mężem czy bez, ale na pewno zawsze trzeba mieć na
            uwadze jego dobro. Niektórzy się nawrócili dzięki żonie, niektórzy zniechęcili.
            Tak jak Mama Kasia pisała, inaczej będzie to wyglądało we wspólnocie, inaczej w
            grupie modlitewnej. Często się te pojęcie stosuje zamiennie, a to rodzi
            nieporozumienia.

            Znałem jedną osobę z Nowego Jeruzalem, ale urwał się kontakt.
    • mama_kasia Re: wspólnota 17.04.08, 10:01
      Tutaj stary wątek
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=36295082
      ale nie wyczerpuje tematu smile
      • ruda110 Re: wspólnota 17.04.08, 10:12
        Dziekuję smile
        • mirellka74 Re: wspólnota 17.04.08, 13:36
          Gdybym nawet rozwazala wstapienie do tego typu wspolnoty
          przerazalaby jedna rzecz- ze zabieram czas mojej rodzinie, a
          poswiecam go obcym badz co badz ludziom.
          I nie przekona mnie argument, ze przeciez w takich wspolnotach
          uczestnicza przewaznie cale rodziny, wiec sila rzeczy jest sie ze
          swoimi dziecmi.Nawet jesli tak to przeciez uwaga jest wtedy
          poddzielona na wszystkich czlonkow wspolnoty.
          Przegladalam kiedys fajna stronke mamy kasi i tam bytla podstrona o
          wspolnocie- i wywnioskowalam stamtad, ze to bardzo pracochlonne
          zajecie takie wspolnotowaniewinkSpotkania 2 razy w tyg, opracowania
          jakis tematow, goszczenie u siebie hordy ludzi raz na jakis
          czas....jak w tym pedzie, ktorego wszyscy doswiadczamy znalezc na to
          czas??
          I jak to jest z ta wspolnotowoscia?
          Gdzie jest jeszcze wspolnota, a gdzie odrebnosc kazdej rodzinie?
          Czy mozna na siebie w takiej grupie ludzi na siebie liczyc?
          Czy lubimy wszystkich, z kazdym mamy wspolne tematy?
          Pozdrawiam
          Mirellka


          • kudyn Re: wspólnota 17.04.08, 14:08
            Mój obraz rodziny zakłada otwarcie na innych. I przy zachowaniu równowagi może
            to być bardzo cenne. W ostatnim czasie spędziliśmy z żoną sporo czasu przy
            ewangelizacji ProChrist. Poświęciliśmy sporo czasu „obcym” (biblijnie to by było
            chyba bliźnim) i było to ważne dla nas – małżeństwa.

            Wspólnota która nie jest sektą, będzie szanowała odrębność każdej osoby.
            Jeśli ci ludzie tworzą wspólnotę, to mogą na siebie liczyć. Jeśli nie, to
            miałbym wątpliwości czy to wspólnota.
            Wszystkich lubić nie będziemy, wszyscy wspólnych tematów również, tym co
            gromadzi wspólnotę chrześcijańską to Bóg.
            • szyszunia11 Re: wspólnota 17.04.08, 14:13
              O własnie - krótko, zwięźle napisane, a jak trafniesmile ja tez tak to rozumiem.
            • mama_kasia Re: wspólnota 17.04.08, 14:22
              O właśnie tak to odbieram.
            • aka21 Re: wspólnota 18.04.08, 13:09
              Wspólnota która nie jest sektą, będzie szanowała odrębność każdej
              osoby.

              A w związku z tym i jej wolność!

              Jeśli ci ludzie tworzą wspólnotę, to mogą na siebie liczyć.

              Tak, mogą liczyć, ale jak ktoś mnie o coś prosi (mam na myśli "coś"
              związanego z aktywnością wspólnoty), to mam prawo również odmówić, a
              czasem nawet obowiązek, jeśli tego np. wymaga dobro rodziny.
              Wspólnota i jej "dzieła" nie mogą być ucieczką od codziennych
              obowiązków (rodziny, pracy zawodowej).
          • szyszunia11 Re: wspólnota 17.04.08, 14:12
            O samej zasadności bycia we spólnocie mogłabym dużo pisać, bo jestem o niej głęboko przekonana. Uważam, że wszyscy (poza szczególnymi pustelniczyli powołaniami) jestesmy powołani do wspólnoty a najmniejszą i pierwszą jest rodzina własnie (lub wspólnota zakonna). Różne sa formy zaangazowania, oaza, odnowa w Duchu Świętym, i mnóstwo innch czasem nawet bardzo oryginalnych. Czasem, na dany okres zycia człowiekowi potrzeban jest tylko grupa modlitewna (teżrozumiem przez to kontakt z jakimś rodzajem wspólnoty), ale wiem z doświadczenia, że nie jest to odbieranie czasu rodzinie, wręcz przeciwnie. W tym zabieganym świecie uważam za konieczne znalezienie czasu na wjakiś rodzaja wspólnoty. Świat (rozumiany w sensie biblijnym) jest bardzo zaborczy i pazerny, że wciąga bardzo i łatwo jest się w nim zatopić. Większość z nas na codzień pracuje z ludźmi "ze świata". Dlatego wspólnota powinna być tym miejscem, gdzie nawiążemy relacje z ludźmi myslącymi podobnie do nas i to da nam siłę na bycie sobą "w świecie". Wspólnoty to miejsca, gdzie Bóg daje rózne charyzmaty - dane włąśnie nie osobom indywidualnym a wspólnocie. To miejsce gdzie można "naładować akumulator" dla rodziny, współpracowników - po prostu dla zwykłego życia. To miejsce wspólnej modlitwy która, choć nie zastąpi modliwty indywidualnej - jest momentem szczególnego działania Boga. To miejsce z którego można na rózne sposoby zaczerpnąć, by móc dawać innym. To także często miejsce umożliwiające nam realizowanie powszechnego powołania do ewangelizacji, co bardzo trudno robić w pojedynkę. Ja polecamsmile
            Wiem, że są rózne stopnie zaangażowania, zależna też od aktualnych możliwości, sytuacji życiowej. Byłam szereg lat we wspólnocie akademickiej. Potem przez dwa lata ograniczyłam się do spotkań modlitewnych już w innym miejscu, które były mi bardzo potrzebne. Teraz wreszcie weszłam do małej grupy (nie jest to bardzo absobujące - spotkania raz na 2 tygodnie). Jeżeli Pan Bóg mnie powoła do jakijść konkretnej służby we wspólnocie - to chciałabym Mu odpowiedzieć pozytywniesmile


            pozdrawiam
          • mama_kasia Re: wspólnota 17.04.08, 14:18
            Dwa razy w tygodniu, ale raz to msza, a drugi raz
            niedzielne popołudnie, które jest spotkaniem dobrych przyjaciół,
            z niedługą modlitwa (nieszpory) i pyszną kolacją lub ciastem smile
            Tak, tematy są. Na każdą rodzinę przypada jeden(!) temat na cały
            rok. I z tymi tematami i 13 spotkaniami w ciągu roku na takiej
            liturgii Słowa jest najgorszy problem, bo trudno się zgrać
            czasowo. My to sobie na bieżąco ustalamy, gdzie i kiedy tak, by
            wszystkim (w miarę) pasowało.

            jak w tym pedzie, ktorego wszyscy doswiadczamy znalezc na to
            > czas??

            A ja tego pędu nie doświadczam smile)

            > I jak to jest z ta wspolnotowoscia?
            > Gdzie jest jeszcze wspolnota, a gdzie odrebnosc kazdej rodzinie?
            > Czy mozna na siebie w takiej grupie ludzi na siebie liczyc?
            > Czy lubimy wszystkich, z kazdym mamy wspolne tematy?

            Nie wiem, czy da się to opowiedzieć.
            Bo to jest nawet w obrębie jednej wspólnoty różnie z róznymi
            ludźmi. Jedni wyjdą wcześniej ze spotkania, bo o określonej
            godzinie kąpią dzieci. Inni są "wredni" dla swoich dzieci i
            siedzą do końca (to my wink)), ale my również małe dzieci
            ciągamy w nocy po ogniskach). Nie wszystkich się lubi, ale
            wszystkich stara się kochać smile Jedni drażnią, inni śmieszą.
            Jak to w grupie ludzi.
            A rodzina to rodzina, wspólnota to wspólnota. U nas się
            nie miesza, choć pozwalamy się poznać, odkrywamy się. Mieszamy
            też, bo nasi przyjaciele ze wspólnoty są chrzestnymi dziećmi.
            • kamilla14 Re: wspólnota 17.04.08, 23:23
              Bycie we wspólnocie -jak wszystko - ma swoje zalety i wady. Z tych
              pierwszych dla mnie istotnych - komfort bycia w gronie osób o
              podobnej hierarchii wartości. Ale ma to drugą stronę medalu - coś na
              kształt izolacji i bycia pod kloszem, w jakby sztucznym? świecie. Z
              tego też może narodzić się nieuświadomione poczucie bycia lepszym
              niż ludzie ze "świata zewnętrznego", czy nawet ogarda dla
              chrześcijan "niezrzeszonych".
              Jednak tym, co byłoby (DLA MNIE) najwiekszą pułapką w byciu we
              wspólnocie jest to, że byłaby to swoista zasłona dymna i
              usprawiedliwienie braku pracy - nad sobą, czy dla innych...

              Generalnie podoba mi się wspólnota na kształt naszego forum -
              otwarta na "chrześcijan różnych denominacji"smile, która ma i tę
              zaletę, że jest elastyczna czasowosmile. Nieodnalazłabym się obecnie
              we wspólnocie narzucajacej różne wymagania co do systematycznej
              obecności, częstości spowiedzi, presji wielodzietności, itp...
              Natomiast nie bardzo zgadzam się z argumentem, że bycie we
              wspólnocie jest zabieraniem czasu rodzinie - o ile cała rodzina w
              niej uczestniczy i nie zostaje go skrajnie mało, to 2 godz. raz na
              jakiś czas, czy przedłożenie kąpieli dzieci nad modlitwę uważam za
              czas b.wartościowy.
              Za czasów oazowych spotkałam się z określeniem kółko adoracyjne - na
              ile niebezpieczny uważacie aspekt towarzyski, przywiązanie do
              księdza, poszczególnych członków - ze względów towarzyskich? To
              chyba zdrowe i nieuniknione?
              • kudyn Re: wspólnota 18.04.08, 00:37
                > Jednak tym, co byłoby (DLA MNIE) najwiekszą pułapką w byciu we
                > wspólnocie jest to, że byłaby to swoista zasłona dymna i
                > usprawiedliwienie braku pracy - nad sobą, czy dla innych...

                Przyznam, że nie rozumiem. Każdy twór który ma coś wspólnego z człowiekiem jest
                niedoskonały. Ale myśląc o wspólnocie, te dwa cele są właśnie istotne: praca nad
                sobą - którą wspólne życie „ułatwia”, praca dla innych – Bóg powołuje wspólnoty
                również po to, aby robić rzeczy których samemu jest trudno. Są grupy które
                wyglądają tak jak piszesz, ale nie wiem czy można je nazwać wspólnotą.

                Forum, z całym szacunkiem do wszystkich foremek i forumkowiczów wspólnotą bym
                nie nazwał. Są wspólnoty ekumeniczne, gdzie żyją razem ludzie różnych
                denominacji jak Taize, Chemin Neuf...

                Wspólnota może być kółkiem adoracyjnym, pytanie tylko kogo się adoruje. Jeśli
                księdza, to często kończy się po jego przeniesieniu do innej parafii jak to
                często miało miejsce właśnie w oazach. Ja bym tego zdrowym nie nazwał i
                zdecydowanie jest do uniknięcia.
                • mama_kasia Re: wspólnota 18.04.08, 08:09
                  Rzeczywiście, jest tak, jak Kudyn napisał.

                  ale myśląc o wspólnocie, te dwa cele są właśnie istotne: praca na
                  > d
                  > sobą - którą wspólne życie „ułatwia”, praca dla innych – Bóg
                  > powołuje wspólnoty
                  > również po to, aby robić rzeczy których samemu jest trudno.
                  • franula Re: wspólnota 18.04.08, 08:25
                    we wspólnocie w której jestem najważniejsza jest praca małzonków w
                    domu, wspólna modlitwa, życie sakramentalne - wspólne,

                    Spotkania (raz na miesiąc 3 h to chyba nie jest duże obciążenie) są
                    wtórne wobec tej pracy. Plus czasme wspólna Eucharystia, rekolekcje.
                    No i nie da się byc w niej samemu. tylko małżeństwa.
                  • alex05012000 Re: wspólnota 18.04.08, 08:35
                    ja to mam zero instynktu stadnego... tzn lubię towarzystwo
                    różnorakie ale jeżę się na przynależenie do... , z kolei mój mąż
                    kompletny indywidualista i de facto ludzie w ogóle nie są mu
                    potrzebni do egzystowania...
                    nie negując absolutnie ani potrzeby istnienia wspólnot ani chęci
                    przynalezenia do nich ludzi myślę, ze to zależy od charakteru
                    człowieka ... nie każdemu to odpowiada...duchowo...
                    • kudyn Re: wspólnota 18.04.08, 10:18
                      Napiszę o sobie. Łatwości nawiązywania kontaktów nie mam, raczej jestem
                      osobowością samotniczą. Bycie samemu jest dla mnie wygodne, nikt mi nie
                      przeszkadza, jestem w swoim świecie itd. Po pierwsze rodzina, po drugie
                      wspólnota pozwalają wychodzić z tego, co osobowość samotnicza z sobą niesie.
                      Nie chcę powiedzieć, że wszyscy mają wstępować do wspólnot. W moim rozumieniu do
                      wspólnoty (i to konkretnej) trzeba być powołanym. Ale wspólnoty są też dzisiaj
                      jakimś znakiem czasów.
                      • szyszunia11 Re: wspólnota 18.04.08, 11:20
                        Padły tu słowa o niebezpieczeństwie wywyższania się ponad "niezreszonych". Ja myślę tak: nie ma co się tym za bardzo przejmować, bo tak rozumując to wypadałoby i z najważniejszej Wspólnoty Wspólnot - Kościoła Chrystusowego wystapić w imię pokory. A po drugie - owszem, pycha i wywyższanie czai się na mnie za każdym zakrętem, we wspólnocie również, po prostu jest obecne wszędzie. Taka już ludzka natura, podobno pycha uchodzi z człowieka 10 minut po śmiercismile dlatego czekając z dobrymi dziełami aż się z niej wyzwolimy - prawdopodobnie się nie doczekamy. Co pozostaje: nie angażować się w nic i trwać w (złudnym i błędnym) samozadowoleniu odnośnie własnej pokory, lub próbować podejmować dobre dzieła/zaangażowania, a przy okazji - poznawać prawde o sobie. Bycie we spólnocie do gatunku sielanki nie należy - wcześniej czy później nasze intencje zostaja oczyszczonesmile
                        • alex05012000 Re: wspólnota 18.04.08, 12:14
                          Co pozostaje: nie angażować się w nic i trwać w (złudnym i błędnym)
                          samozadowoleniu odnośnie własnej pokory, lub próbować podejmować
                          dobre dzieła/zaangażowania, a przy okazji - poznawać prawde o sobie.
                          - a nie można po prostu się nie angażować, tak zwyczajnie nie
                          angażować, bez żadnego złudnego i zbędnego samozadowolenia i trwania
                          w .... ? i czy prawdę o sobie to tylko we wspólnocie można zgłebiać?
                          • szyszunia11 Re: wspólnota 18.04.08, 13:20

                            Oczywiście że można się w nic nie angazowaćsmilesmile wolny krajsmilesmile
                            św Paweł kiedyś powiedział coś w stylu: "wszystko mogę, lecz nie wszystko przynosi mi korzyść" - lubię te słowa. Każdy sam jest odpowiedzialny za podjęcie trudu rozeznawania swojej drogi i powołania.
                      • szyszunia11 Re: wspólnota 18.04.08, 11:31
                        ja bym jeszcze dodała, że ludzie (nie wyłaczając mnie samej, osób z mojego otoczenia) zbyt czesto idą na "duchową łatwiznę" używając zwrotu- klucza, który brzmi: "nie mam takiej potrzeby". A jak nie mam takiej potrzeby, to to jest "święte"... ale nie zawsze własciwie rozeznane. I nie tyczy się to tylko kwestii wspólnoty, choć również.
                        • aka21 Re: wspólnota 18.04.08, 12:23
                          Szyszuniasmile taki fajny temat zapodałaśsmile Tak bym chciała coś więcej
                          napisać, a nie mam czasusad.
                          Pod wieloma stwierdzeniami które tu padły podpisuję się całkowicie.
                          Bycie we wspólnocie (i to konkretnej!) jest jak najbardziej
                          powołaniem, które warto rozeznać. My rozeznawaliśmy dość długo, bo
                          wspólnotę zmienialiśmy i to były trudne decyzje, ale kierowaliśmy
                          się tym co było pragnieniem naszego serca i jak te pragnienia miały
                          się do charyzmatu wspólnoty.
                          U nas też do wspólnoty przyjmowane są tylko całe małżeństwa (choć we
                          wspólnocie są wszystkie stanysmile - samotni, małżeństwa, diakoni,
                          siostry i bracia konsekrowani oraz księża).
                          Ktoś mi kiedyś powiedział, że wspólnoty sa dla osób słabych, po to
                          by się wspierać w drodze do Boga i ja to widzę u siebie. Wspólnota
                          pomaga mi wzrastać w wierze, trwać na modlitwie, starać się bardziej
                          kochać Boga, ale i bliźnich i to od tych najbliższych poczynając.
                          Ja napiszę tak: wspólnoty potrzebuję i bardzo cieszę się, że Bóg mi
                          ją na drodze postawiłsmile i że to jest właśnie tasmile.

                          Znam osoby z Nowego Jeruzalem, nawet kiedyś ich diakonia tańca była
                          na naszym wspólnotowym weekendziesmile
                          • ese1 Re: wspólnota 18.04.08, 12:58
                            coz, poczawszy od liceum az do zakonczenia studiow bywalam w roznych
                            wspolnotach. Pozniej juz nie bylo na to czasu. Troche tesknie za tym okresem,
                            ale bardziej w sensie, ze czas ten minal niz abym sie teraz w jakiejs z tych
                            wspolnot widziala.
                            Obecnie moja wspolnota to moj maz i moja rodzinasmile) moze troche inna, ale czuje,
                            ze to, co mnie w tamtych latach 'naladowalo' pozytywna energia teraz ma szanse w
                            inny sposob w moim zyciu zaistniec.
                            A co do samych wspolnot - chetnie pojechalabym z mezem na jakies rekolekcje od
                            czasu do czasu, ale w sensie poswiecania czasu na codzien, raczej chyba nie.
                        • kamilla14 Re: wspólnota 21.04.08, 02:46
                          szyszunia11 napisała:
                          Padły tu słowa o niebezpieczeństwie wywyższania się
                          ponad "niezreszonych". Ja myślę tak: nie ma co się tym za bardzo
                          przejmować, bo tak rozumując to wypadałoby i z najważniejszej
                          Wspólnoty Wspólnot - Kościoła Chrystusowego wystapić w imię pokory
                          w Paweł kiedyś powiedział coś w stylu: "wszystko mogę, lecz nie
                          wszystko przynosi mi korzyść

                          ale chyba najważniejsze i wystarczające jest bycie we Wspólnocie
                          wspólnot? Jeśli ktos, np. Alex realizuje się w różnych
                          charytatywnych akcjach, czy "zwykłym" byciu chrześcijanką jako
                          osoba "niezrzeszona", to ja naprawdę nie śmiem jej epatować dobrami
                          płynącymi z bycia we wspólnocie...

                          > ja bym jeszcze dodała, że ludzie (nie wyłaczając mnie samej, osób
                          z mojego otoc
                          > zenia) zbyt czesto idą na "duchową łatwiznę" używając zwrotu-
                          klucza, który brz
                          > mi: "nie mam takiej potrzeby". A jak nie mam takiej potrzeby, to
                          to jest "święt
                          > e"... ale nie zawsze własciwie rozeznane. I nie tyczy się to tylko
                          kwestii wspó
                          > lnoty, choć również.

                          Znam kilka osób, które z różnych względów podjęły trud decyzji
                          odejścia od wspólnoty i nie uważam, że poszły na łatwiznę. W ich
                          przypadku właśnie pozostanie w niej, byłoby tym, co nie przynosi
                          korzyści...
                          Nie chcę tu wystepować jako przeciwnik wspólnot, bo dyskusja taka
                          byłaby jałowa. Chcę zaznaczyć, że wspólnoty są dobre dla osób do
                          nich powołanych, ale nie jest to jedyna słuszna ścieżka dla
                          wszystkich chrześcijan i nie ma się co gorszyć, gdy ktoś nie daje
                          się namówić naszym argumentom, czy "kuszeniu", jak to nazywasz.


                          PS.do Kudyna,
                          myślę, że pobudki do bycia we wspólnotach, czy wszelkich innych
                          powołań i decyzji życiowych nigdy nie są do końca "czyste",
                          bezinteresowne i łatwe do zakwalifikowania wg chocby najbardziej
                          słusznych kryteriów...
                          Ale na pewno warto je rozeznawać. Po owocach ich poznaciesmile
                          smile
                          • isma Re: wspólnota 21.04.08, 09:19
                            No wiec wlasnie mnie ten cytat ze sw. Pawla bardzo rozbawil, bo ja
                            mysle, ze mozna go tez interpretowac dokladnie odwrotnie: moge
                            oczywiscie zostac zaangazowanym neonem, pytanie tylko, czy akurat
                            mnie to korzysc przyniesie. Przy czym korzysc rozumiem tez jako
                            wiekszy pozytek, który beda ze mnie mieli BLIZNI jako z neona, czy
                            moze jednak jako, z hmmmm... kucharki, praczki i pielgniarki wink)).

                            A teraz ide przyparzac pozytku bliznim w drodze odpisywania na
                            skargi. Wrocilam po czterech dniach nieobecnosci i lezy na moim
                            biurku sztuk 11. Od pilotazu przewozu pojazdow nienormatywnych przez
                            budowe apartamentowcow, do sprzedazy alkoholu w poblizu kosciola pw.
                            MB Nieustajacej Pomocy. na deser tradycyjnie korespondencyjne
                            negocjacje z pewnym zgromadzeniem zakonnym oraz projekt artystyczny
                            gabilotki na pewien nader cenny dokument ;-(((. No, ale coz. kto nie
                            chce pracowac, niech tez nie je. A ja lubie jesc wink)).
                            • kudyn Re: wspólnota 21.04.08, 09:55
                              Podział na neonów i inne profesje faktycznie może rodzić takie pytanie. Ja
                              bardziej bym myślał o "pożytku" z neona kucharki, neona pielęgniarki, neona
                              praczki...
                              Dlatego największe dobro będzie z obecności w tej wspólnocie, do której jestem
                              powołany.
                • kamilla14 Re: wspólnota 21.04.08, 00:19

                  Kudyn napisał:
                  >>Wspólnota może być kółkiem adoracyjnym, pytanie tylko kogo się
                  adoruje. Jeśli
                  księdza, to często kończy się po jego przeniesieniu do innej parafii
                  jak to
                  często miało miejsce właśnie w oazach. Ja bym tego zdrowym nie
                  nazwał i
                  zdecydowanie jest do uniknięcia.<<

                  Niekoniecznie chodzilo mi wyłącznie o księdza, ale ogólne
                  towarzyskie dobre samopoczucie...poczucie
                  bezpieczeństwa...przyjażnie..Jak to odróżnić od "kółka adoracji"?
                  Czy to rzeczywiście takie grzeszne i niebezpieczne?

                  • kudyn Re: wspólnota 21.04.08, 00:50
                    Nie jest grzeszne, ale nie nazwał bym tego wspólnotą. Odróżnia te dwie grupy
                    motywacja. Dobrze gdy we wspólnocie są przyjaźnie i dobre samopoczucie, ale to
                    nie wszystko.
          • a_weasley Re: wspólnota 21.11.08, 15:47
            mirellka74 napisała:

            > Gdybym nawet rozwazala wstapienie do tego
            > typu wspolnoty przerazalaby jedna rzecz-
            > ze zabieram czas mojej rodzinie, a
            > poswiecam go obcym badz co badz ludziom.

            Rozumiem stąd, że każdą chwilę wolną od pracy spędzasz z rodziną. Chwali się,
            chwali...

            > I nie przekona mnie argument, ze przeciez w
            > takich wspolnotach uczestnicza przewaznie
            > cale rodziny, wiec sila rzeczy jest sie ze
            > swoimi dziecmi.Nawet jesli tak to przeciez
            > uwaga jest wtedy poddzielona na wszystkich
            > czlonkow wspolnoty.

            I życie towarzyskie też wykluczasz, bo wtedy musisz obdzielić swoją uwagą kogoś,
            kto nie jest Twoim mężem i dziećmi.
            Trudno mi to sobie wyobrazić, ani mi się to wydaje rozsądnym, ale każdy ma swój
            sposób na szczęście rodzinne.
            • mama_kasia Re: wspólnota 21.11.08, 18:12
              Zrozumiałam wpis do tego wątku jako celowe pokazanie innym
              poglądów Mirellki sad Czy tak jest?

              • a_weasley Re: wspólnota 22.11.08, 17:12
                mama_kasia napisała:

                > Zrozumiałam wpis do tego wątku jako celowe
                > pokazanie innym poglądów Mirellki sad Czy tak jest?

                Nie. Skrytykowałem stanowisko, które mi się nie podoba.
                Jeśli M. nie ma życzenia należeć do wspólnoty opisanego typu, jej sprawa. Ja też
                nie należę.
                Rozumiem doskonale, że ktoś nie czuje potrzeby, ma ważniejsze/pilniejsze sprawy,
                źle się czuje w tłumie, nie lubi mieć regularnie co tydzień czy częściej hurmy
                gości albo wszystko naraz.
                Nie podoba mi się natomiast dorabianie do tego ideologii troski o rodzinę.
                • mamalgosia troska o rodzinę 22.11.08, 18:09
                  a ja trochę rozumiem. Myślę, że gdy się pracuje zawodowo, a każdy
                  członek rodziny ma jeszcze coś w niektóre chociaż popołudnia, to po
                  prostu pozostały wolny czas chcemy spędzić rodzinnie. Często jest to
                  czas połączony z wykonywaniem różnych obowiązków. Może jeśli ktoś
                  zawodowo nie pracuje, to np do południa wyprasuje, ugotuje, a nawet
                  pobędzie z tymi członkami rodziny, którzy akurat są w domu, więc
                  potem może sobie niejako pozwolić na inne zajęcia.
                  Dla naszej rodziny wejście we wspólnotę byłoby szkodliwe.
                  Inna rzecz, że oboje z Mężem mamy podobne zdanie w tej kwestii, więc
                  nawet tego nie musimy rozważać
                  • lucasa Re: troska o rodzinę 22.11.08, 23:03
                    mamalgosia napisała:

                    > a ja trochę rozumiem. Myślę, że gdy się pracuje zawodowo, a każdy
                    > członek rodziny ma jeszcze coś w niektóre chociaż popołudnia, to
                    po
                    > prostu pozostały wolny czas chcemy spędzić rodzinnie.

                    ja tez troche rozumiem. a troche mi szkoda. my, jako malzenstwo,
                    otarlismy sie o wspolnote charyzmatyczna. ja widzialam nas jako
                    malzenstwo a potem rodzine w takim gronie, spotykajaca sie co tydz
                    lub czesciej, gdzie faktycznie wspolnota przejmuje funkcje rodziny
                    (ktorej mi bardzo brakuje). ale moj maz w ogole tego nie widzial ani
                    nie czul. a chodzilo nam o to, aby znalezc cos w czym obydwoje bysmy
                    sie dobrze czuli.

                    teraz nalezymy do wspolnoty mazenstw, spotykamy sie co miesiac.
                    chcialam sie podzielic radoscia z naszego ostatniego spotkania. juz
                    prawie konczylismy, gdy jedna osoba zaczela mowic (i mowila i
                    mowia), potem nastepne sie dopowiadaly. wygladalo na to, jakby nagle
                    jakby ludzie zaczeli zrzuciac skorupy. a wydawalo sie, ze znamy sie
                    juz troche. bardzo wazna bylo to spotkanie dla nas. bardzo sie
                    ciesze z takiego otwarcia. mam nadzieje, ze to bedzie nowy etap w
                    naszej wspolnocie.
                    A
            • mirellka74 Re: wspólnota 22.11.08, 16:01
              Drogi weasleyu!
              Czyzbys gral namietnie w szachy?
              Refleks to Twoje drugie imie?wink

              _weasley napisał:

              > mirellka74 napisała:
              >
              > > Gdybym nawet rozwazala wstapienie do tego
              > > typu wspolnoty przerazalaby jedna rzecz-
              > > ze zabieram czas mojej rodzinie, a
              > > poswiecam go obcym badz co badz ludziom.
              >
              > Rozumiem stąd, że każdą chwilę wolną od pracy spędzasz z rodziną.
              Chwali się,
              > chwali...

              Znaczy sie Ty mnie chwalisz?
              Nie ma to dla mnie zadnego znaczenia szczerze mowiacwink


              > > I nie przekona mnie argument, ze przeciez w
              > > takich wspolnotach uczestnicza przewaznie
              > > cale rodziny, wiec sila rzeczy jest sie ze
              > > swoimi dziecmi.Nawet jesli tak to przeciez
              > > uwaga jest wtedy poddzielona na wszystkich
              > > czlonkow wspolnoty.
              >
              > I życie towarzyskie też wykluczasz, bo wtedy musisz obdzielić
              swoją uwagą kogoś
              > ,
              > kto nie jest Twoim mężem i dziećmi.

              Bzdura, moje zycie towarzyskie ma sie swietnie.
              Ale istnieje wtedy kiedy tego zapragne.
              A zycie we wspolnocie wymaga regularnosci spotkan i to przyznam
              przerosloby mnie.


              > Trudno mi to sobie wyobrazić, ani mi się to wydaje rozsądnym, ale
              każdy ma swój
              > sposób na szczęście rodzinne.
              Wolnosc i niepodporzadkowywanie sie zadnym odgornym, nieakceptowanym
              przeze mnie regulom, to sa dobre slowa obrazujace moje zycie.
              Dlatego m.in. nie naleze do zadnej wspolnoty religijnej czy
              hobbystycznej czy zadnej innej zmuszajacej mnie do cyklicznych
              spotkan.
              Teraz rozumiesz Weasleyu?
              Pozdrawiam
              M.
              • a_weasley Re: wspólnota 22.11.08, 17:17
                mirellka74 napisała:

                > Drogi weasleyu!
                > Czyzbys gral namietnie w szachy?
                > Refleks to Twoje drugie imie?wink

                Jeżeli jest jakiś termin, po którym nie należy na daną notkę odpowiadać,
                uprzejmie proszę moderatorstwo o podanie takowego. Zastosuję się.
                Jeżeli takiego terminu nie ma, uprzejmie proszę przedmówczynię o niemarudzenie.

                > A zycie we wspolnocie wymaga regularnosci
                > spotkan i to przyznam przerosloby mnie.

                No i Twoje prawo.

                > Wolnosc i niepodporzadkowywanie sie zadnym
                > odgornym, nieakceptowanym przeze mnie regulom,
                > to sa dobre slowa obrazujace moje zycie.

                Nie są to słowa obrazujące życie chrześcijanina.
                Określasz się jako poszukująca. Obawiam się, że masz dwie możliwości - zmienić
                układ priorytetów albo zmienić teren poszukiwań.
                W obu przypadkach Twoje prawo.

                > Dlatego m.in. nie naleze do zadnej wspolnoty religijnej czy
                > hobbystycznej czy zadnej innej zmuszajacej mnie do cyklicznych
                > spotkan.
                > Teraz rozumiesz Weasleyu?
                > Pozdrawiam
                > M.
    • mader1 Re: wspólnota 21.04.08, 11:19
      Przeczytałam wszystkie wypowiedzi i z wieloma się zgadzam smile, a
      zwłaszcza z tymi, które mówią, że zawsze trzeba być gotowym na głos
      Pana, realizowanie Jego Woli i szukanie drogi rozwoju. Wspólnota
      dziś może komus nie być potrzebna, za jakiś czas może okazać się
      sposobem na rozwój,na realizacje przykazania miłości. Tu nie ma nic
      pewnego.
      Ale na jedno trzeba zawsze uważać. Tak jak w przypadku indywidualnej
      drogi - choc może trudno napisać o pojedyńczej, skoro ma się rodzinę-
      cały czas trzeba być czujnym, tak samo w przypadku uczestniczenia
      we wspólnocie. Samo " bycie" we wspólnocie nie zapewnia rozwoju, nie
      daje gwarancji dobrego kierunku, nie daje gwarancji realizacji Woli
      Bożej. Spotkałam takich, którzy uważali, że udział we wspólnocie "
      załatwia" całą sprawę życia duchowego - bo ma ona dobry program, są
      w niej wspaniali ludzie, regularne spotkania i opiekun duchowy.
      Wystarczy być.Zdejmuje to odpowiedzialność i przenosi ją....
      właściwie nie wiadomo na kogo - na grupę. A to nie wystarczy. Nikt
      nie ma prosto smile
      • szyszunia11 Re: wspólnota 21.04.08, 13:00
        Rozpoczynając ten wątek naprawde nie chciałam nikogo urazić. Zgadzam się, ze własnie decyzja o odejściu ze wspólnoty może być bardzo dojrzała, dobrze rozeznana, świadoma itd. bardzo bliska mi osoba (wczesniej jedna z "szefów" wspólnoty - tylko błagam nie czepiajcie się tego słowa)kilka lat temu musiałam podjąć taką - bardzo trudna decyzję. Wspólnota przyniosła tej osobie dużo trudu i zranień (to długa histroia) ale po tych kilku latach ona na nowo znalazła się we wspólnocie (innej, tamta już nie istnieje). Jestem ostatnią osobą, która twierdziłaby, że jest jakaś "łatwa droga", "cudowny środek", lakka łatwa i przyjemna autostrada do Niebasmilesmile Co do cytatu ze św Pawła to oczywiście, ze każdy może go zinterpretowac jak chce, ale to po prostu mądre zdanie, które używam zawsze kiedy ktoś mnie pyta "a czy nie wolno..."smile zresztą pytający oczywiście sam doskonale wie że wolno - jak mój dziadek mawiał "konstytucja nie zabrania" - i to jest piękne - Bóg jest miłośnikiem wolności!!! Najdalsza jestem od rozeznawania za kogoś jego powołania, prosze mnie nie posądzać o takie niecne zapędysmilesmile Zresztą sama wiem, jakie to bywa trudne, a poza tym - jak już przedmówczyni napisała - pewnie nie ma jednej zbawiennej recepty na całe życie i stale trzeba rozeznawać na nowo.
        Jesli chodzi o "kuszenie" to tak, myslę, że mogę tego słow użyć. Miałam na mysli głownie znajomych z duszpasterstwa akademickiego, który po skończeniu studiów stwierdzają, że "już z tego wyrośli". Teraz czeka "normalne życie", najwyżej jakies sporadyczne spotkania absolwentów czy coś w tym stylu. Wiem, że kiedy pojawiają się dzieci - może być trudno, ale chodzi mi raczej o samą postawę rezygnacji, odpuszczenie sobie. To własnie uważam za pokusę, bo widzę ludzi, którzy naprawde dużo robili dobrego a teraz to znikło. Widzę zresztą, że im też tego brakuje, (wsparcia, modlitwy wspólnej) ale jakoś tak się wszystko z roku na rok odwleka. Nie wszyscy mają rodziny. NIE OCENIAM TYCH OSÓB. W dużej mierze to może być wina samego duszpasterstwa które - choć działa jak typowa WSPÓLNOTA może być kojarzone z czymś co pomoże tylko lepiej przejść przez okres studiów. A ja uważam, że potencjał tam uzyskany nie poinien być zmarnowany, że to dopiero początek (!!!), a nie koniec. Zmiany bywają potrzebne (ja wyszłam z DA a poszłam gdzie indziej) ale pod warunkiem że są to zmiany na lepsze a nie tylko - na łatwiejsze. Nikogo do niczego nie zmuszam, ale przyznam, że przy okazji spotkania z koleżankami z DA mam zamiar je delikatnie spytać, czy nie zechciałaby przyjść na spotkanie do wspolnotysmilekiedyś jedna z nich sama mnie prisiła, żebym ją "Wyciągnęła" - bo chce, ale trudno jej się samej zmobilizowaćsmile A suwerenna i niezagrożona moim epatowaniem decyzja należy do każdego człowieka. Czasem warto po prostu spróbować.
        I jeszcze jdeno - oczywiście że najważniejszą wspolnota jest Kościół Chrystusowy.Mam na ten temat sporo przemyśleń. Nie mam czasu się rozpisac, ale w skrócie : Kościół jest pierwszy , najwazniejszy - to sfera sakramentów, w ogóle inna jakość. Ale dla rozwoju duchowego, formacji, ewangelizacji ludzi spoza Koscioła, praktykowania słuzby, aktywizacji środowiska świeckich, w końcu nawiązywania relacji między ludźmi podobnie myślącymi - tenże Kościól sam wydziela z Siebie mniejsze "podwspólnoty" w których łatwiej to wszystko realizować i które charakteryzują się określonymi charyzmatami.
      • justyna.ada Re: wspólnota 21.04.08, 14:16
        > we wspólnocie. Samo " bycie" we wspólnocie nie zapewnia rozwoju,
        nie
        > daje gwarancji dobrego kierunku, nie daje gwarancji realizacji
        Woli
        > Bożej. Spotkałam takich, którzy uważali, że udział we
        wspólnocie "
        > załatwia" całą sprawę życia duchowego - bo ma ona dobry program,

        > w niej wspaniali ludzie, regularne spotkania i opiekun duchowy.
        > Wystarczy być.Zdejmuje to odpowiedzialność i przenosi ją....
        > właściwie nie wiadomo na kogo - na grupę.

        A potem się okazuje, że z tego się zrobiło T.W.A. smile)))
        • szyszunia11 Re: wspólnota 21.04.08, 20:12
          A ponieważ człowiek na świecie nie ma możliwości tworzenia dzieł idealnych... żadnych, (nawet udział we mszy świętej niekótre osoby moga traktować jako rewię mody/t.w.a./przykry obowiązek, co nie znaczy, ze nalezy rezygonować z samej ideismile) w każdej dziedzinie zycia zdarzają się "błędy i wypaczenia", odchylenia, aberracje i tym podobne dziwactwa. Jest tak na podwórku każdego z nas, niezaleznie, czy to wspólnota, rodzina, grupa charytatywna czy cokolwiek innego. Tak więc - róbmy swoje, najlepiej jak potrafimysmile
      • mama_kasia Re: wspólnota 22.11.08, 20:14
        Samo " bycie" we wspólnocie nie zapewnia rozwoju, nie
        > daje gwarancji dobrego kierunku, nie daje gwarancji realizacji Woli
        > Bożej.
        (...)
        > Wystarczy być.Zdejmuje to odpowiedzialność i przenosi ją....
        > właściwie nie wiadomo na kogo - na grupę. A to nie wystarczy. Nikt
        > nie ma prosto smile

        Tak, Maderku, tak jest smile
        ...A ja miałam dzisiaj Dzień Wspólnoty. I to był bardzo dobry
        Boży dzień. Mamy materiał na przemyślenia. Mamy pracę domową.
        ...Chcę wam jeszcze powiedzieć - kłopotów ostatnio ze wspólnotą
        miałam dużo, ale to jest moje miejsce smile Bóg nam pomieszał,
        ale nie po to, aby nas z tym zostawić, ale aby zbudować
        na nowo. Kiedyś prosiłam Was o modlitwę za moją wspólnotę.
        Teraz za nią dziękuję smile
        • mader1 Re: wspólnota 22.11.08, 22:28
          Bóg nam pomieszał,
          > ale nie po to, aby nas z tym zostawić, ale aby zbudować
          > na nowo. Kiedyś prosiłam Was o modlitwę za moją wspólnotę.
          > Teraz za nią dziękuję smile

          Kasiu... taka dobra wiadomość smile)))
        • kudyn Re: wspólnota 22.11.08, 22:48
          Bardzo się cieszę.
          Bez kryzysu nie ma wzrostu smile Ale to bolesny proces.
        • aka21 Re: wspólnota 24.11.08, 09:34
          Kasiu!
          Tak bardzo się cieszę, że Wam się udałosmile. To błogosławiony czas,
          choć nie zawsze rozumiem dlaczego?
    • minerwamcg Re: wspólnota 22.11.08, 22:54
      Przez długie lata za "swoją" wspólnotę uważałam zespół artystyczny,
      w którym zdarzało mi się występować, pisać teksty etc. To, co
      robiliśmy, nie miało charakteru stricte religijnego - ot, po prostu
      zachowywaliśmy wierność pewnym wartościom, modliliśmy się za siebie
      nawzajem, czasem spotykaliśmy się na wspólnej mszy albo czytaniu
      Pisma Świetego. Ze sceny można było usłyszeć psalmy i ballady
      irlandzkie, Wojtyłę i Witkacego, Twardowski godził się z
      Białoszewskim a rock z medytacją. Teraz będąc w Warszawie tęsknię za
      nimi jak cholera. Jeszcze robię dla nich różne rzeczy, jeszcze piszę
      teksty, bywam u nich ile razy jestem w Krakowie - ale brakuje mi
      tych cotygodniowych spotkań.
      Dlatego już chyba nie wejdę w żadną nową wspólnotę. Zresztą -
      jeżeli, to razem z Arthurem, a więc musiałaby to być wspólnota
      ponadwyznaniowa smile))
Inne wątki na temat:
Pełna wersja