To na temat Marty ( łk.10,38-42) u Prozanto :
" Naczelna intencja Marty jest doskonała: przyjąc Przyjaciela. Ale
potem główna intencja ustępuje drugorzędnym intencjom, a te
zdobywają zdecydowaną przewagę.
Wydaje się, że ją widzimy : biega w tę i z powrotem. Moze początkowo
spogląda przelotnie na gościa. Ale potem spojrzenia te stają się
coraz bardziej roztargnione i zamieniają się w ganiące siostrę.
Poczym Marta biega jeszcze szybciej, może nawet sapiąc.
W tę i z powrotem, krzątanina w zadyszce prowadzi w końcu do
oddalenia się od osoby Pana.
W końcu Marta widzi już tylko swoją posługę, ktra przybrała kształty
jej pragnień i planów.
Przyjaciel taki, jaki jest, całkowicie zniknął za zasłoną stworzonej
o Nim idei.Nie zbliżając się już bezpośrednio do Pana, czy
podchodząc tylko sporadycznie, pośpiesznie, oderwała się od istoty
Jego Osoby...."
Często musze walczyć z Martą w sobie

Zaplanowane, " trzmane w
ręku", robione z zapałem - potem coraz mniejszym, bo jakoś inni mają
swoją wizję tego dnia, tej sceny, tego przyjęcia... Czasem wygodnie
im, gdy jest ktoś do zarządzenia, wyznaczenia ról, rozporządzenia "
co jak i kiedy trzeba zrobić, żeby było dobrze"
Dać innym podpowiedzieć sobie, dać innym działać...