Dodaj do ulubionych

Marto, Marto

30.04.08, 09:47
To na temat Marty ( łk.10,38-42) u Prozanto :
" Naczelna intencja Marty jest doskonała: przyjąc Przyjaciela. Ale
potem główna intencja ustępuje drugorzędnym intencjom, a te
zdobywają zdecydowaną przewagę.
Wydaje się, że ją widzimy : biega w tę i z powrotem. Moze początkowo
spogląda przelotnie na gościa. Ale potem spojrzenia te stają się
coraz bardziej roztargnione i zamieniają się w ganiące siostrę.
Poczym Marta biega jeszcze szybciej, może nawet sapiąc.
W tę i z powrotem, krzątanina w zadyszce prowadzi w końcu do
oddalenia się od osoby Pana.
W końcu Marta widzi już tylko swoją posługę, ktra przybrała kształty
jej pragnień i planów.
Przyjaciel taki, jaki jest, całkowicie zniknął za zasłoną stworzonej
o Nim idei.Nie zbliżając się już bezpośrednio do Pana, czy
podchodząc tylko sporadycznie, pośpiesznie, oderwała się od istoty
Jego Osoby...."
Często musze walczyć z Martą w sobie smile Zaplanowane, " trzmane w
ręku", robione z zapałem - potem coraz mniejszym, bo jakoś inni mają
swoją wizję tego dnia, tej sceny, tego przyjęcia... Czasem wygodnie
im, gdy jest ktoś do zarządzenia, wyznaczenia ról, rozporządzenia "
co jak i kiedy trzeba zrobić, żeby było dobrze"
Dać innym podpowiedzieć sobie, dać innym działać...
Obserwuj wątek
    • luccio1 Re: Marto, Marto 30.04.08, 21:08
      Moja Mama wspominała Martę wielokrotnie - i identyfikowała się z nią. Od czasu,
      kiedy w latach studenckich na zebraniach Sodalicji Mariańskiej (w pierwszych
      latach po wojnie działała jeszcze oficjalnie: męska osobno, żeńska osobno)
      koleżanki zawsze umiały zrzucić na Nią parzenie herbaty i potem mycie naczyń -
      same wolały toczyć długaśne dyskusję na bardzo wysokim poziomie uduchowienia.
      Zawsze mówiła, że ten fragment Ewangelii jakoś nie przemawia Jej do przekonania...
      • isma Re: Marto, Marto 30.04.08, 21:55
        Spokojniuchno. Z ta Marta to nie jest tak zle, jak by sie moglo
        wydawac. O wskrzeszeniu Lazarza w ewangelii Janowej trzeba poczytac,
        i wtedy troche inaczej sie sprawy przedstawia.

        A powaznie, to, Maderciu, chodze kolo tematu, ale zeby go jakos
        zbornie ugryzc, to chyba swieto pracy jest koniecznie potrzebne. Nie
        zgadzam sie, w kazdym razie, z interpretacja, ze wina Marty jest
        skupienie sie na przygotowaniu kolacji wink)). Bo ona, jednak, robi
        ja dla Kogos, kogo, no, wlasnie - "przyjela do swego domu" (!).
        Klopotem jest, chyba, co innego: ze nie udaje sie jej zrealizowac
        tej relacji oddania, poslugi Gosciowi - bez troche faryzejskiego
        spojrzenia na bliznia, siostre znaczy sie: "Panie, czy ci to
        obojetne, ze moja siostra... powiedz jej...!".
        Wiec, dla mnie to jest tez historia o tym, ze bedziemy zdawac sprawe
        z wlasnych uczynkow, a nie z cudzych. Ze nasza "najlepsza czastka"
        nie zawsze jest taka sama, jak "najlepsza czastka" kogos innego, i
        ze nie my decydujemy, czy bedzie on jej pozbawiony.
        • mader1 Re: Marto, Marto 30.04.08, 23:08
          No tak. Bo z tą Martą to nie jest chyba tak źle smile
          Z całego rozdziału Jej poświęconego, z którego wypisałam odrobinę,
          ktora mnie uderzyła najbardziej, wynikało, że żadna z tych postaw
          nie jest czarna ni biała dla każdej życiowej sytuacji.Tu chodzi o tę
          sytuację. Cała wina Marty, to zbyt
          wielkie przywiązanie do swojej koncepcji przyjęcia
          Przyjaciela.Wcale nie
          przygotowywanie tych wszystkich niezbędnych - zbędnych rzeczy, a
          brak
          elastyczności, niepodjęcie dialogu - na który Jezus czekał.....
          Ja...
          Ze mną... to jest tak...hmmm... że czasem robienie czegoś porządkuje
          nie tyle rzeczywistośc wokól mnie, co mnie... ze czasem tak mi
          trudno,
          ciężko nad myślami zapanować, że w pracy, nie tych myślach udaje mi
          się
          spotkać Boga.
          " Marto, Marto..." A może nie ?
          • isma Re: Marto, Marto 30.04.08, 23:24
            mader1 napisała:

            >A cała wina Marty, to zbyt
            > wielkie przywiązanie do swojej koncepcji przyjęcia Przyjaciela.
            Wcale nie
            > przygotowanie tych wszystkich niezbędnych - zbednych rzeczy, a
            brak
            > elastyczności, niepodjęcie dialogu - na ktory Jezus czekal.....

            No, wlasnie. Czyli, jak sie sernik mandarynkowy na zimno, dran, nie
            zetnie, to trzeba go podac jako krem serowy z owocami, i tez
            dobrze. Jak kochaja, to po prostu zjedza, i uwagi nie zwroca wink)).

            A w ogole, to bardzo pouczajaca postac jest Lazarz. Bo my o nim nic
            szczegolnego nie wiemy, ponad to, ze go "Jezus milowal". Moze wiec
            to jest tak, ze zaslugi, czy "czynne", czy "kontemplacyjne", ktorymi
            probujemy sobie na milosc zasluzyc, tak naprawde sa wtorne wobec tej
            ogromnej, uprzedzajacej milosci Jezusa, tego ludzkiego glebokiego
            wzruszenia: oto przyjaciel umarl. Przyjaciel, ktory sie przeciez
            niczym nie wyroznial, zadnej "najlepszej czastki" nie wybieral -
            tyle, ze Pan go kochal.

            Jak kazdego z nas: nie "za cos", tylko "po prostu" wink))
            • ekan13 Re: Marto, Marto 01.05.08, 09:52
              Marta często za mną chodzi. W chwilach kiedy dzieci chcą żeby poświęcić im trochę czasu, a ja mam tyle "ważnych" rzeczy na głowie, kiedy zamiast przy modlitwie, zasypiam przy filmie itd...
              Myślę, że Marta jest każdemu z nas bliska, że czasem priorytety mieszają się, nie z naszej złej woli, tylko z nieumiejętnej oceny sytuacji.
              Pocieszam się, że ktoś o tę oprawę też musi zadbać i tylko staram się w tym niezatracić, zwłaszcza teraz na tydzień przed
              Komunią córki przeglądam się w lustrze, czy ja tam jeszcze jestem, czy już Marta.
    • kulinka3 Re: Marto, Marto 01.05.08, 18:02
      Uwielbiam ewangeliczną Martę.Kobietę z krwi i kości, która potrafiła rzucić
      Chrystusowi w twarz- Panie gdybyś tu był.....
      I upomnieć się o posługę siostry, gdy przybył Chrystus i apostolwie.Obsłużyć 13
      chłopa to nie jest zadanie łatwe dlatego wcale nie dziwię się Marciewink)).
      Pan z miłością napomina Martę -dostrzegając jednak jej poświęcenie - troszczysz
      się i martwisz o wiele-bo wie,że w ferworze życia, spraw ważnych i dobrych,
      łatwo nam zgubić hierarchię wartości i sprawy Pana zostawiać na później, na
      wolna chwilę, gdy będziemy mniej zmęczone,gdy spełnimy swoje obowiązki, gdy....
      Jak dobrze,że Marty nie zabrakło na stronach ewangelii.Jest mi bardzo bliskawink))
    • luccio1 Re: Marto, Marto 03.05.08, 17:11
      Właśnie wróciłem ze spaceru po mieście - Plantami od Bagateli do Wawelu obok
      Teatru Słowackiego i Poczty głównej.
      Po drodze zajrzałem na dziedziniec klasztoru Dominikanek na Gródku.
      Po wewnętrznej stronie szyby w drzwiach wiodących do furty zauważyłem kartkę -
      zaciekawiony podszedłem, aby przeczytać.
      Było tam - wydrukowane z komputera - mniej więcej tak:

      "Jesteśmy klasztorem kontemplacyjnym.
      Nie zajmujemy się działalnością charytatywną.
      Bardzo prosimy nie zwracać się o pomoc do nas, lecz do instytucji, które takiej
      pomocy udzielają.
      My możemy się pomodlić w intencji".

      Niby w porządku - ale coś mi zazgrzytało.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka