Wateczek jest troche humorystyczny, a troche nie.
Otoz, prosze pan i panien:
"Jak informuje nie bez emfazy „Corriere della Sera”, 2 maja br.
rozpocznie pracę w redakcji „L'Osservatore Romano” 36-letnia Silvia
Guidi, dziennikarka mediolańskiej gazety codziennej „Libero”. Będzie
ona pierwszą kobietą członkiem redakcji watykańskiego dziennika.
W ten sposób, zauważa „Corriere della Sera”, spełniony zostanie
postulat samego Benedykta XVI, aby na łamach nieoficjalnego (ale
jedynego) prasowego organu Stolicy Apostolskiej pojawiły się także
teksty pisane przez kobiety. Decyzję o przyjęciu do pracy Silvii
Guidi podjął sam naczelny redaktor „L'Osservatore” Giovanni Matia
Vian, który spotkał ja w listopadzie ubiegłego roku na konferencji
poświęconej jednemu z jego poprzedników, Giuseppe Della Torre, w
Mediolanie.
Młoda dziennikarka wręczyła naczelnemu swoje curriculum vitae i
została zaproszona do współpracy. Od maja podejmie stałą pracę w
watykańskim dzienniku. Silvia Guidi zrobiła magisterium z literatury
średniowiecznej, wydaje także czasopismo kulturalne „Fuoco”. Jednym
z jej pierwszych tekstów na łamach „L'Osservatore Romano” był wywiad
z amerykańską zakonnicą, która była kiedyś narzeczoną Elvisa
Presleya."
KAI (ml (KAI Rzym))
ekai.pl/serwis/?MID=15028
Lektura tego tekstu dowartosciowala mnie podwojnie - po pierwsze
dlatego, ze, jak widac, Kosciol hierarchiczny nie dyskryminuje
kobiet, w tym w mediach, ale takze dlatego, ze skoro pani Giudi,
liczaca sobie lat 36 to "mloda dziennikarka", to i ja sie jeszcze
moge czuc rokujaco

)).
Chyba, ze chodzilo im o to, iz "wieku kanonicznego" pani nie
osiagnela

))
A powaznie, to w najnowszym "Tygodnieku Powszechnym" jest znakomity,
nienachalnie feministyczny, czasem operujacy interpretacyjnym
paradoksem, wywiad z Monika Walus na temat "programu" nasladownictwa
Maryi, zawartego w Litanii Loretanskiej.
Fragment:
"Panna mozna otrzymala od Boga wszystko, co mozliwe - jest wolna od
naszego niepokoju, ze trawa u sasiada jest bardziej zielona. Jedna z
siostr przelozonych pwoiedziala mi, ze problemem nie jest brak
powolan, ale przekonanie ludzi, ze jesli tylko cos nie wychodzi,
nalezy zmienic plany. Mamy tyle roznych propozycji, i wciaz gonimy
za nastepna. A Ona jest wolna wewnetrznie - zaangazowala sie w to,
co najwazniejsze.
Panna wierna zawsze potrafi sie odnalezc: i podczas Zwiastowania, i
w Kanie, i pod krzyzem, i w Wieczerniku, i kiedy zostaje
wniebozwzieta. Zawsze przy Bogu. A o co nam chodzi? O bycie z Bogiem
czy o np. sukces? Z Bogiem sukces moze sie trafic, ale na
zasadzie: "by the way". Moze go nawet nie zauwazymy. Dla bl. Marii
Karlowskiej, zalozycielki pasterek, wiernosc oznaczala pojscie do
tzw. zlych dzielnic, by pomagac prostytutkom. Zgorszenie bylo duze,
ale na jej pogrzebie biskup powiedzial, ze byla jak slup ognia idacy
przez pustynie, wskazujacy droge."
(...)
"Maryja jest zawsze pierwsza w gronie osob idacych za swoim
powolaniem, mimo ze nie pasuje ono do swej epoki. Przeniosla wiare
przez chyba najgorszy dzien w swoim zyciu - Wielka Sobote. Jesli
wierzyla, ze jej Syn zmartwychwstanie, to ocalenie wiary, wbrew
wszystkim, w tym religijnemu otoczeniu, bylo heroiczne. W Wielka
Sobote rodzila sie jako Krolowa Meczennikow.
Jezeli modlimy sie do Niej, chcac, by bylo w naszym zyciou
bezstresowo, dobrze jest popatrzec, do kogo mowimy."